Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Metal Gear Solid V: The Phantom Pain Recenzja gry

Recenzja gry 9 września 2015, 15:02

autor: Przemysław Zamęcki

Grał we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonował. Spoczywaj w pokoju przyjacielu - 1978-2021

Recenzja gry Metal Gear Solid V: The Phantom Pain - Metal zasypany w piaskownicy

Hideo Kojima wraz z premierą The Phantom Pain prawdopodobnie żegna się z serią Metal Gear Solid. Robi to w bardzo dobrym stylu, choć trudno znaleźć zrozumienie dla wielu popełnionych przy tej okazji błędów.

Recenzja powstała na bazie wersji PS4. Dotyczy również wersji XONE

PLUSY:
  1. ogromna wolność i możliwości przy planowaniu i wykonywaniu misji;
  2. wspaniały początek gry;
  3. bardzo dobrze zrealizowana część strategiczna w bazie;
  4. obszerna gra pełna skomplikowanych zależności;
  5. angażująca, choć raczej nieporównywalna w skali „epy” z poprzednimi odsłonami fabuła;
  6. pomimo kilku potknięć w sferze technicznej i projektowej pozostawia w tyle skradankową konkurencję;
  7. Kojima nadal pozostaje jednym z mistrzów cut-scenek.
MINUSY:
  1. nieliczne scenki przerywnikowe;
  2. małomówny Big Boss i brak Davida Haytera;
  3. zdarzające się niewidzialne ściany, niepotrafiący pływać i ginący w kontakcie z wodą Snake;
  4. całkowicie puste przestrzenie, brak jakiejkolwiek aktywności cywilów;
  5. otwarty i raczej nieciekawie zaprojektowany świat;
  6. nie najwyższych lotów oprawa wizualna i chyba najsłabsza w serii oryginalna ścieżka dźwiękowa;

Chciałbym na samym początku powiedzieć jedno ważne zdanie. Otóż od lat jestem oddanym miłośnikiem talentu Hideo Kojmy, a serii Metal Gear Solid w szczególności. Z ogromną przyjemnością ukończyłem jej wszystkie dotychczasowe części, łącznie nawet z uznawanym za niekanoniczne Portable Ops, przy którym ten zasłużony dla branży twórca pełnił jedynie funkcję producenta. Wielkie wrażenie wywarł na mnie również wydany w zeszłym roku prolog The Phantom Pain, czyli Ground Zeroes, który dawał nadzieję, że kolejna odsłona serii przyniesie fanom grę doskonałą. Albo inaczej. GZ dawało nadzieję, na doskonałego MGS-a. Tytuł, który w umiejętny sposób połączy sandboksową strukturę otwartego świata i kolejną wyjątkową opowieść pełną emocjonujących scenek przerywnikowych i zapadających w pamięć postaci.

Postanowiłem, że do nowego MGS-a podejdę ostrożnie i na chłodno, bez zbytniego rozgorączkowania. Późniejsze wielogodzinne obcowanie z Big Bossem upewniło mnie w jednym: The Phantom Pain to bardzo dobra gra, która jednak nie ustrzegła się wielu błędów i uproszczeń. To także niezłe Metal Gear Solid, ale na pewno nie szczytowe osiągnięcie Hideo Kojimy. Nie wiem, ile w tym winy samego twórcy, a ile wydawcy, firmy Konami, z którą ten wszedł w ostry zatarg, czego wynikiem było usunięcie nazwiska dewelopera z pudełka z grą. Zapewne nigdy nie poznamy prawdziwych przyczyn tych niesnasek i nie dowiemy się, jaki faktycznie miały wpływ na ostateczny kształt produktu.

Recenzja gry Metal Gear Solid V: The Phantom Pain - Metal zasypany w piaskownicy - ilustracja #2
Pies automatycznie oznacza wywąchanych żołnierzy.

Bezspornym faktem jest jednak to, że MGS V stanowi najbardziej przystępną dla nowych graczy część serii, przygodę z którą można zacząć właściwie bez żadnego przygotowania. Owszem, dobrze jest znać poprzednie dokonania Big Bossa, ale informacje na ich temat (w dość skrótowej, aczkolwiek wystarczającej formie) można przyswoić z otrzymywanych od współpracowników głównego bohatera kaset magnetofonowych, zawierających dialogi i monologi dotyczące obecnej sytuacji oraz wydarzeń dziejących się w tle głównej historii, a poszerzających naszą wiedzę o uniwersum cyklu Metal Gear.

Recenzja gry Metal Gear Solid V: The Phantom Pain - Metal zasypany w piaskownicy - ilustracja #3
Pokład śmigłowca jest naszym bezpośrednim centrum dowodzenia.

Zabawę rozpoczyna około godzinny, zachwycający prolog, będący moim zdaniem jednym z najlepszych otwarć w historii elektronicznej rozrywki. Wcześniej niemal równie wielkie wrażenie wywarł na mnie początek The Last of Us, ale Kojima swoją partię rozegrał w sposób jeszcze lepszy, bardziej emocjonujący i angażujący. Wstęp to esencja serii, nadzieja na opus magnum twórcy, wciskająca w fotel sekwencja opadów szczęki. Kiedy jednak zaczyna się właściwa gra, emocje również opadają, opadają i... opadają...

Recenzja gry Metal Gear Solid V: The Phantom Pain - Metal zasypany w piaskownicy - ilustracja #4
Quiet przydaje się podczas misji do oznaczania lub eliminacji wrogów.

Big Boss budzi się po dziewięcioletniej śpiączce spowodowanej otrzymanymi w końcówce Ground Zeroes obrażeniami i pierwsze kroki, po wydostaniu się z oblężonego przez zamachowców szpitala i koniecznej rekonwalescencji w bazie na Seszelach, kieruje do Afganistanu. Jest rok 1984, trwa sowiecka okupacja, a stworzona przez naszego bohatera organizacja najemników o nazwie Diamond Dogs poszukuje wojskowych kontraktów, na których można zarobić i zająć się rozbudową Motherbase – nowej platformy zlokalizowanej na pełnym morzu, pełniącej rolę bazy wypadowej.

Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego
Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego

Recenzja gry

Najnowsza produkcja studia DICE zrezygnowała z kampanii singlowej – zamiast tego zdecydowano, że gracze otrzymają więcej różnorodności w zawartości dla wielu graczy. Czy to dobry kierunek rozwoju?

Recenzja GTA Trilogy Definitive Edition - nie o taki remaster nic nie robiłem
Recenzja GTA Trilogy Definitive Edition - nie o taki remaster nic nie robiłem

Recenzja gry

GTA: The Trilogy Definitive Edition to mocno nieprzemyślany pakiet remasterów. Pomimo dość ładnej grafiki za cenę jednej gry dostajemy trzy stare. Można się przy nich nieźle bawić, ale raczej nie przekonają do siebie nowych graczy.

Recenzja gry Call of Duty: Vanguard - tylko dla największych fanów serii
Recenzja gry Call of Duty: Vanguard - tylko dla największych fanów serii

Recenzja gry

Najnowszy Call of Duty: Vanguard to poprawna strzelanka w singlu i powtórka z rozrywki w multi. Nie zaskakuje ani na plus, ani na minus, co czyni z niej nieco bladą, łatwą do zapomnienia odsłonę.