Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Publicystyka 8 marca 2011, 09:42

autor: Czarny

Uniwersum Dragon Age

Dragon Age, chociaż zebrał bardzo pozytywne recenzje, często jest krytykowany za miałkość fabuły i niezbyt interesujące uniwersum. Czy słusznie?

Dragon Age jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych gier ostatnich lat – tak ze względu na zawarte w nim seks i przemoc, jak i słynną łatkę „duchowego następcy Baldur’s Gate”. Wiele dyskusji wzbudziła też sama forma – wyraźnie oldschoolowa, trudna, mało casualowa. Chociaż gra zebrała piorunująco dobre recenzje (średnia not wersji PC według serwisu Metacritic – 91%), wielu użytkowników zarzucało jej miałkość świata i fabuły – a te przecież są jednymi z najważniejszych składowych każdego erpega.

Jak się jednak okazuje, w Dragon Age gracze mieli okazję poznać tylko niewielki fragment wielkiej historii. Można więc stwierdzić, że gra jest dla swego uniwersum tym, czym był Władca Pierścieni dla Silmarilionu lub filmowa saga Gwiezdnych Wojen dla Expanded Universe – małym wycinkiem ogromnej epopei. Aby w pełni zrozumieć opowieść z pierwszej odsłony cyklu Dragon Age oraz dodatków, a także właściwie przygotować się na nadejście „dwójki”, warto zaznajomić się z uniwersum, w którym toczy się akcja tych gier.

Czy za historią Dragon Age kryje się coś więcej?

Główne założenia świata

Intencją autorów Dragon Age było stworzenie możliwie mrocznego i nieprzyjaznego świata heroic fantasy – chcieli więc opowiedzieć jak najbardziej epicką i ponurą historię grupki bohaterów. Wyraźnie widać to w grze, w której mamy do czynienia z Mrocznymi Pomiotami, Arcydemonem, Architektem, Szarymi Strażnikami, Zewem i wieloma innymi pojęciami pisanymi dużą literą. Dla wprowadzenia jeszcze większego chaosu twórcy dorzucili do tego wojnę domową, konflikt między różnymi rasami i religiami, zakazane kulty oraz przerażające sztuki magiczne. Trzeba uczciwie przyznać, że nie jest to koncepcja świata, której byśmy zupełnie nie znali – Dragon Age pełnymi garściami czerpie z uniwersów Dungeons and Dragons, Warhammera, Śródziemia, a nawet... twórczości H.P. Lovecrafta. Umiejętne połączenie tych elementów oraz dodanie wyraźnie europejskiego blichtru (widać, że twórcy inspirowali się historią wieków ciemnych) pozwoliło stworzyć nową, ciekawą całość. Mamy więc do czynienia ze średniowiecznym kontynentem, któremu grozi zagłada – nie tylko ze strony Mrocznych Pomiotów, ale i sporów wewnętrznych czy inwazji wojowniczych Qunari.

Spróbujmy nieco bliżej przyjrzeć się temu niegościnnemu światu.

Kosmogonia, a raczej jej brak

W przeciwieństwie do wielu innych uniwersów w Dragon Age kosmogonia została ograniczona do minimum. Centralną pozycję zajmuje Stwórca, wyraźnie stylizowany na Boga chrześcijan. Owa wszechmocna istota jednym słowem stworzyła cały wszechświat. Gdy powstały już lądy i oceany oraz siedziba samego bóstwa (zwana Złotym Miastem), Stwórca postanowił powołać do życia Pierworodnych – ukształtowanych na jego obraz i podobieństwo. Jednak ci, chociaż byli mu równi mocą, nie spełnili jego oczekiwań – brakowało im iskry bożej, duszy, talentu, słowem – wyobraźni. Nawet gdy Stwórca kazał im coś wykonać, zwykle ich dzieła były mierne i kopiowały zastane wzorce. Wówczas kreator zrozumiał swój błąd – usunął Pierworodnych w Pustkę i stworzył śmiertelne istoty pozbawione wszechmocy, ale za to posiadające dusze. Tak powstały pierwsze elfy, potem krasnoludy, ludzie oraz inne rasy – Stwórca umieścił je wszystkie w krainie zwanej Thedas, której częścią jest znany nam z Dragon Age Ferelden. Powstałe istoty, zmuszone do walki o przetrwanie, były bardzo kreatywne, co cieszyło Stwórcę.