Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Filmy i seriale 11 maja 2009, 13:26

autor: eJay

Wyznawca #cebuladeals za 1$ i tytułów, w które nikt nie gra. Chory na kinomanię.

Star Trek - recenzja filmu

J.J. Abrams przedstawia własną wizję kultowego uniwersum Star Trek. Film ukazuje dzieje młodego Jamesa T. Kirka i jego drogę do fotela kapitana okrętu Gwiezdnej Floty.

Fani serialu Star Trek przez ostatnie lata mieli sporo powodów do narzekań. Jego kolejne emisje systematycznie zdejmowano z telewizyjnych ramówek, a ostatni kinowy obraz, zatytułowany Nemesis, wypadł poniżej oczekiwań. W tej sytuacji produkcja następnych przygód członków Gwiezdnej Floty (uniwersum Gene’a Roddenberry’ego nie ogranicza się jedynie do załogi legendarnego USS Enterprise) stanęła pod znakiem zapytania. Dopiero po 7 latach J.J. Abrams postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Reżyser trzeciej części Mission: Impossible, producent Zagubionych oraz Cloverfield przedstawia własną, odświeżoną wizję, która powinna przykuć do ekranu zarówno zatwardziałych miłośników serialu, jak i osoby, którym Star Trek kojarzy się wyłącznie z kiczowatymi obcisłymi strojami załogi statku kosmicznego.

Abrams obrał kurs na przeszłość i wykorzystał to, co w serii nie zostało jeszcze pokazane lub jest niedopowiedziane. Fabuła kręci się wokół młodego mężczyzny – Jamesa Tiberiusa Kirka, który przyszedł na świat w dość niebezpiecznym momencie. Jego ojciec George został z przymusu na kilkanaście minut kapitanem USS Kelvin. W starciu z romulańskim statkiem zdecydował się na ryzykowny krok – ewakuował całą załogę, a siebie pozostawił na mostku i kontynuował walkę. W międzyczasie żona kapitana zaczęła rodzić. Po ostatniej (dość ckliwej) rozmowie zakochanych i nadaniu imienia nowo narodzonemu synkowi, Kirk senior celowo doprowadził do kolizji, tak, aby kapsuły ratownicze mogły w spokoju uciec z pola bitwy. Wychowany w stanie Iowa James szukał mocnych wrażeń i pomimo problemów wychowawczych wstąpił w szeregi Gwiezdnej Floty.

Młody Kirk na tle USS Enterprise. To tu wszystko się zaczęło.

Jak na letnie kino przystało, początek historii u Abramsa jest energiczny, szybki i mocno rozrywkowy. Wraz z rozwojem akcji film nie gubi tempa. Widz siedzi grzecznie w fotelu i do samego końca z zainteresowaniem obserwuje zmagania bohaterów. Co ważne, nawet spokojniejsze momenty wydają się tu diabelnie szybkie. Dialogi przepełnione są ripostami, krótkimi kwestiami i żarcikami. W połączeniu z dynamicznym montażem tworzą rzemieślniczo nakręconą produkcję, która szanuje portfel widza. Akcja pędzi na złamanie karku, ale o dziwo ogląda się ją świetnie. I choć brakuje detali wywołujących opad szczęki, nie widzę sensu sięgać głębiej po kolejne wady tytułu. Choć trzeba przyznać, że nie jest ich mało. Praktycznie w każdy szczegół mógłbym wbić małą szpilkę.

Star Trek: D.A.C.

Star Trek: D.A.C.