Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Publicystyka 13 lutego 2009, 14:09

autor: Louvette

Kupidyn interaktywny

Miłość niejedno ma imię, rzekł niegdyś poeta. Tradycyjne media od dawna z powodzeniem eksplorują to uczucie w całej jego złożoności i różnorodności. Jak jest z grami?

Miłość niejedno ma imię, rzekł niegdyś poeta, i choć trudno dziś o bardziej wyświechtany frazes, nie sposób nie przyznać mu racji. Tradycyjne media, takie jak literatura czy film, od dawna z powodzeniem eksplorują to uczucie w całej jego złożoności i różnorodności. Gry nie mają na tym polu tylu sukcesów, ale też trudno się temu dziwić. Jeśli użyć do opisu rozwoju gier metafory ludzkiego życia, znajdują się one mniej więcej na etapie dojrzewania. Dzieciństwo mają już za sobą, ale dorosłości jeszcze nie osiągnęły. Dysponują ogromnym potencjałem i jednocześnie przechodzą przez burzliwy okres kształtowania swojej tożsamości, eksperymentowania, szukania własnej drogi.

Etap dojrzewania jest też czasem wzmożonej kochliwości. Pierwsze porywy serca pamięta się ponoć do końca życia. Ale nastolatki rzadko bywają ekspertami w sprawach ars amandi – sporo w nich nieporadności, bo początkowo błądzą po omacku w świecie relacji damsko-męskich. Podobnie jest i z grami. Wbrew pozorom wiele z nich podejmuje temat miłości, ale skutki bywają już rozmaite. Trzeba jednak przyznać, że uczucie to przyjmuje w nich naprawdę różne oblicza – niemal tak jak w życiu. Ponieważ okazja po temu dobra, proponuję krótki przegląd przykładowych rodzajów miłości, z jakimi mieliśmy do tej pory do czynienia w grach. Nie jest to bynajmniej przegląd wyczerpujący, ale pokazuje, mam nadzieję, że uczucie to jest dla twórców gier coraz częściej wdzięcznym tematem.

Mała uwaga: starałam się dobrać tytuły powszechnie znane, ale i tak wypada mi ostrzec, że w tekście znajdują się spoilery.

Miłość wierna

Zacznijmy pół serio. Miłość jest głównym motorem ludzkich działań i z tego założenia zdawali się wychodzić autorzy wielu klasycznych produkcji z lat 80. Romantyczne zaangażowanie bohatera wykorzystywane bywało często jako pretekst do stawiania przed nim kolejnych wyzwań. Generalnie szło o to, by pokonać wszelkie przeciwności celem uratowania wybranki serca z opałów. Najsłynniejszą parą tego okresu jest oczywiście Mario i Księżniczka Peach. Sympatyczny hydraulik dzielnie przemierzał kolejne niebezpieczne światy, walcząc z zastępami przeciwników wysyłanych przez nieustającego w próbach porwania Księżniczki Bowsera. I tak od blisko ćwierć wieku. Jeśli wieloletnią wierność i gotowość do stawiania czoła przeciwnościom losu uznamy za wyznaczniki prawdziwej miłości, z pewnością stała się ona udziałem tych dwojga.

Miłość romantyczna

Mówisz – miłość romantyczna w grach, myślisz – Final Fantasy. W całej serii było kilka wątków miłosnych, a jednym z najbardziej pamiętnych jest historia Tidusa i Yuny z FF X (2001). Zbliża ich do siebie podobieństwo kolei życia: oboje są sierotami, na których ciąży odpowiedzialność za losy świata. W opowieść tą wpisany jest też tragizm – aby cel został osiągnięty, niezbędna jest ofiara i Tidus ostatecznie poświęca się, by ratować od śmierci ukochaną. Scena ich pierwszego pocałunku, jak również scena pożegnania, choć ocierają się o kicz, ani chybi przejdą do historii gier jako jedne z najbardziej wzruszających.