Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Publicystyka 3 kwietnia 2007, 11:37

autor: Metatron

Islamskie granie, czyli jak to robią na Bliskim Wchodzie

W muzułmańskim świecie stało się to, czego obawia się wiele osób na Zachodzie. Gry stały się narzędziem propagandy. Nawet partie pokroju Hezbollahu zainteresowały się promowaniem swoich idei za pośrednictwem nowego medium.

Kto pierwszy rzuci kamieniem?

Ile razy zdarzało się wam, grając w taką czy inna grę wojenną, eliminować całe rzesze islamskich fundamentalistów? Pewny jestem, że nie raz i nie dwa pod waszymi strzałami ginęli arabscy terroryści. Z pewnością nie widzieliście w tym niczego niestosownego. Przecież postacie te przedstawiane były jako szaleńcy i mordercy, ślepo oddani irracjonalnej sprawie. Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, jak czują się muzułmanie, których podobne gry piętnują niemal na każdym kroku?

Nie jest przecież prawdą, że wszyscy mieszkańcy Bliskiego Wschodu mają mord w oczach i tylko myślą o tym, jak rzucić się do amerykańskich i europejskich gardeł. Wyobraźcie sobie, że żyjecie w jednym z krajów arabskich i macie ochotę pograć w jakąś grę. Tak dla rozrywki. Włączacie komputer (jeśli szczęście wam dopisało – konsolę) i odpalacie jedną z wychwalanych na Zachodzie produkcji. Okazuje się, że gracie jako amerykański żołnierz walczący z waszymi rodakami. Zmieniacie grę na inną. Nieco inny scenariusz, ale w gruncie rzeczy chodzi o to samo. Jak myślicie, ile czasu wytrzymalibyście patrząc na to, w jak fałszywym świetle przedstawiani są wasi pobratymcy? Z pewnością prędzej czy później odczulibyście potrzebę zagrania w produkcję, która niekoniecznie ukazywałaby wasz naród jako wylęgarnię morderców. W tym momencie w sukurs przychodzą rodzime produkcje.

W opublikowanym w 266 numerze czasopisma Computer Gaming World artykule pod tytułem Islamogaming, Ed Halter przyjrzał się grom powstającym w krajach Bliskiego Wschodu i skierowanym do zamieszkujących je odbiorców. Tamtejsza branża elektronicznej rozrywki praktycznie nie istnieje, co przede wszystkim spowodowane jest dziewięćdziesięcioprocentowym wskaźnikiem piractwa przy jednoczesnym braku ustaw chroniących prawa autorskie. Dodajmy do tego ciągłe konflikty, zamachy, porwania i wybuchy bomb. Sami przyznacie, że nie są to najlepsze warunki do zabawy. Wbrew pozorom istnieją jednak ludzie, którzy pomimo niesprzyjającej sytuacji chcą tworzyć gry. Nie oszukujmy się, nie chodzi im o zarobek. Pracują dla idei, dla siebie, dla kraju. Czasami, niestety, robią to na rozkaz paramilitarnych ugrupowań politycznych. Nigdy jednak atmosfera ich pracy nawet w najmniejszym stopniu nie przypomina potężnej machiny promocyjno-wydawniczej, do której przywykli ludzie na Zachodzie. Trudno się temu dziwić, skoro tamtejsze firmy deweloperskie liczą sobie zaledwie po kilka, kilkanaście osób. Największe studia wydawnicze nie przekraczają 40 pracowników. Porównajcie to sobie choćby z liczbą 1800 ludzi z zatrudnionych w Blizzard Entertainment (Diablo, World of Warcraft). Zapraszamy do krótkiej podróży po świecie bliskowschodnich gier, tak podobnym do nam znanego, a jednocześnie jakże odległym.

Zacznijmy od w miarę aktualnego tematu, który da wam ogląd na to, w jaki sposób gry mogą być wykorzystywane w propagandzie i rozgrywkach politycznych. Zapomnijmy przy tym o doszukiwaniu się zakazanych treści w grach pokroju Grand Theft Auto czy ostatnio Canis Canem Edit (Bully), w czym specjalizują się znudzeni politycy i ortodoksyjne środowiska, które najczęściej nie widziały nawet krytykowanych pozycji na oczy. Na Bliskim Wschodzie gry propagandowe promujące idee Islamu i politykę danego ugrupowania są na porządku dziennym, a ich twórcy wcale się z tym nie kryją.

Latem minionego roku irańskie polityczne ugrupowanie nazywające siebie Unią Islamskich Stowarzyszeń Studenckich ogłosiło rozpoczęcie prac nad grą, w której zadaniem gracza będzie oswobodzenie irańskiego inżyniera nuklearnego z rąk amerykańskich żołnierzy. W tym celu, wcielając się w postać Kapitana Bahrana, będzie musiał przedostać się do Iraku i odbić porwanego z rąk amerykańskich służb specjalnych. Czy scenariusz nie wydaje wam się znajomy? Porwany naukowiec przewieziony do nieprzyjaznego kraju, uzbrojeni przeciwnicy i atomowe zagrożenie nad światem – te wszystkie elementy znakomicie wpasowują się w motyw wciąż wałkowany w kolejnych wojennych grach akcji. Mieliśmy z nim do czynienia w wielu produkcjach, zazwyczaj jednak role były odwrócone.