Filmomaniak.pl Newsroom Filmy Seriale Obsada Netflix HBO Amazon TvFilmy

Filmy i seriale

Filmy i seriale 4 kwietnia 2021, 09:30

autor: Karol Laska

Wielcy reżyserzy, których nienawidzili aktorzy

Najwybitniejsze kinowe dzieła powstają zwykle w bólach, a za męki te często odpowiada szalona i brutalnie egzekwowana wizja reżyserów. Z którymi twórcami filmowymi pracuje się najtrudniej i dlaczego? Na te pytania sobie dzisiaj odpowiemy.

Ostatnio spodobał mi się pewien film artystyczny i naszła mnie chęć na sprawdzenie jego zakulisowej historii. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że tak subtelne, wysmakowane i dopracowane dzieło powstało w naprawdę trudnej atmosferze, a na planie dochodziło do wielu kłótni, wypadków, protestów i wyrzeczeń. A ich źródłem w dużej mierze była osoba reżysera – szalonego geniusza, który nie patrzył w za siebie i chciał nakręcić obraz wybitny bez względu na poniesione po drodze koszty.

Nie twierdzę, że każdy wybitny film wychodzi z rąk szaleńca albo obłąkanego perfekcjonisty, ale gdybyśmy prześledzili historię kinematografii, to zapewne znaleźlibyśmy wiele przypadków podobnych do tego, o którym wspomniałem. I żeby udowodnić Wam, że reżyserów znakomitych, ale stosujących, delikatnie mówiąc, „niekonwencjonalne” metody pracy jest wielu, zdecydowałem się na mały research. Szukać nie musiałem daleko, bo każde podane na owej liście nazwisko to marka rozpoznawalna na całym świecie.

David Fincher – reżyser Siedem i Podziemnego Kręgu

  1. Kto to: amerykański reżyser lubujący się w kryminałach i dramatach psychologicznych
  2. Jakie filmy nakręcił: Podziemny krąg, Siedem, Mank

David Fincher nie miał łatwego startu. Po pracy przy krótkometrażówkach, reklamach i teledyskach został od razu wrzucony na głęboką wodę – miał nakręcić trzecią część Obcego. Cóż, to wspaniałe wyzwanie na start i okazja do wypromowania swojego nazwiska, ale pod warunkiem, że zaakceptujesz fakt bycia stale kontrolowanym przez producentów i ludzi z zewnątrz. Fincher nie sprawował tak naprawdę pieczy nad filmem, dziś nie lubi o nim mówić, a przez chwilę po swoim debiucie myślał nawet o rzuceniu pracy reżysera w pierony. Na całe szczęście tego nie zrobił.

Po krótkiej załamce wrócił ze świeżą energią i tym razem nie dał sobie w kaszę dmuchać. Poskutkowało to kultowym kryminałem Siedem, a reszta jego kariery to już piękna historia. Sukces nie przyszedł jednak ot tak, gdyż Fincher poważnie przygotował się do swojego fachu i nie ograniczał się jedynie do roboty stricte reżyserskiej, polegającej między innymi na wydawaniu głośnych komend w stronę aktorów. Dowiedział się wszystkiego o montażu, operatorce, oświetleniu, a nawet o efektach specjalnych, by nigdy nie zostać „zagiętym” przez swoich kolegów i zawsze wiedzieć, co dzieje się w jego otoczeniu.

Poskutkowało to oczywiście niesamowicie perfekcjonistycznym podejściem do kręcenia filmów. Fincher jest na planie tak upierdliwym człowiekiem, jak to tylko możliwe. Każe kręcić po kilkadziesiąt dubli jednej sceny (tak na wszelki wypadek), potrafi zmienić koncept danego fragmentu scenariusza zależnie od humoru i siedzieć przed kamerą nad jednym ujęciem godzinami. Nie robi tego jednak na złość – on po prostu jest zafiksowany na punkcie kina. I choć irytuje to wielu jego współpracowników, to później zgarniają oni Oscary właśnie dzięki niemu.

MANK

Im więcej Fincherowi przybywa lat, tym bardziej sympatycznym i wyrozumiałym człowiekiem się on staje. Ostatnio nawet podczas konferencji na platformie Zoom odbywającej się w związku z galą Złotych Globów wychylał kielicha (w geście żartu) za każdym razem, gdy jego najnowszy film, Mank, przegrał walkę o statuetkę w danej kategorii. Nie zmienia to jednak faktu, że był to dla niego bardzo ważny projekt, ponieważ mógł dzięki niemu zekranizować kilkudziesięcioletni scenariusz autorstwa swojego nieżyjącego już ojca, Jacka.