Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Publicystyka

Publicystyka 13 kwietnia 2018, 10:54

autor: Jakub Mirowski

Miłośnik gier dla jednego gracza – niby przez lepszy klimat, ale tak naprawdę jest słaby w multi.

Jeździec indiepokalipsy – program Steam Direct to katastrofa dla niezależnych deweloperów

W niecały rok od usunięcia programu Greenlight i wprowadzenia modelu Steam Direct platformę Valve Software zalewa nieustający potok kompletnie przeciętnych, niedopracowanych gier. Cierpią na tym, naturalnie, ambitniejsi spośród niezależnych deweloperów.

W 2015 roku growi dziennikarze bili na alarm. „Zbliża się indiepokalipsa!” – ostrzegali, przewidując rychły krach rynku gier niezależnych. Sam uległem tej panice, choć w całkowity upadek „indyków” nikt chyba nie wierzył. Niecałe trzy lata później okazało się, że najbardziej pesymistyczne scenariusze się nie sprawdziły. Tylko w ubiegłym roku ogromny sukces odniósł Cuphead, wyśmienite oceny zebrało What Remains of Edith Finch, a Hollow Knight sprzedał się w liczbie ponad pół miliona egzemplarzy... Czy można więc w ogóle mówić o jakiejkolwiek indiepokalipsie? Ano można – takiej małej, cichej, która dotyczy początkujących deweloperów bez sponsorów i funduszy na marketing. A ponieważ rozmiary indiepokalipsy nie są zbyt duże, to i nie potrzeba jej czterech jeźdźców. Wystarczy jeden: Steam Direct.

Zeszły rok obfitował w ciekawe „indyki”, ale akurat Steama zasługa w tym znikoma. - 2018-04-12
Zeszły rok obfitował w ciekawe „indyki”, ale akurat Steama zasługa w tym znikoma.

Przeglądaliście ostatnio listę najnowszych premier na platformie Valve? Ja miałem tę wątpliwą przyjemność. Postanowiłem sprawdzić tylko te tytuły, które zadebiutowały 30 marca. Doliczyłem się pięćdziesięciu, zanim się poddałem. I od razu zaznaczmy: nie chodzi tu o wersje demonstracyjne czy rozszerzenia, ale o nowe produkcje. Gdyby dołożyć do tego wszelką dodatkową zawartość, liczba ta bez problemu dobiłaby setki. A 30 marca wcale nie był dniem, w którym Steam jakoś wyjątkowo obrodził w premiery – to już codzienność tej platformy. Codzienność, w której każdy, kto chciałby wyłowić z morza przeciętności coś wartościowego, musiałby spędzić długie godziny na wyszukiwaniu niezależnych perełek.

Przeciętna gra na Steamie (stan na styczeń 2018):

  1. sprzedaje się w 1000 egzemplarzy;
  2. kosztuje 10 dolarów;
  3. zarabia 10 tysięcy dolarów;
  4. jest uruchamiana na łącznie 2,5 godziny.

Źródło: Wykład Mike’a Rose’a podczas PC Connects 2018 / SteamSpy.

Statystyki są bezlitosne: platforma Valve Software, gdzie niegdyś debiutowały i robiły wielkie kariery takie hity jak Don’t Starve, Hotline Miami czy Papers, Please, stała się wysypiskiem, na które każdy może dorzucić coś od siebie. W 2015 roku na Steama trafiło niemal 3 tysiące tytułów, w ciągu kolejnych dwunastu miesięcy – 4,2 tysiąca. W zeszłym roku na platformie tej ukazało się ponad 7 tysięcy produkcji, dokładnie 7672. To 21 premier każdego dnia! Myślicie, że to dużo? Według SteamSpy w styczniu zadebiutowało 639 gier, w lutym 799, a w marcu 923 – nowy rekord, jeśli wziąć pod uwagę cały okres działania Steama.

Jeszcze parę lat temu Steam był trampoliną, dzięki której mogły wybić się najciekawsze gry niezależne. Dziś zyskanie tam popularności to syzyfowa praca. - 2018-04-12
Jeszcze parę lat temu Steam był trampoliną, dzięki której mogły wybić się najciekawsze gry niezależne. Dziś zyskanie tam popularności to syzyfowa praca.

Valve Software samo przyłożyło rękę do tego nagłego wzrostu liczby premier poprzez usunięcie programu Steam Greenlight. Jego idea była szczytna: gracze mieli sami decydować, które projekty trafią na platformę poprzez głosowanie, co dawało szansę zdobycia rozgłosu najlepszym grom jeszcze przed premierą. W praktyce wyszło to tak sobie – Steam powoli zapełniał się kiepskimi pozycjami, których deweloperzy wyprosili jak najwięcej łapek, a przy takiej ilości napływających tytułów jakakolwiek weryfikacja ich jakości stawała się niemożliwa. Greenlight został ostatecznie zastąpiony przez Steam Direct – system, w którym po wypełnieniu formalności i zapłaceniu wpisowego w wysokości 100 dolarów każdy może wypuścić na rynek swoje dzieło.

Greenlight nie był rozwiązaniem doskonałym, ba, był od niego bardzo daleki, ale przynajmniej powstrzymywał w pewien sposób niekontrolowany napływ całkowicie niesprawdzonych tytułów. Direct to z kolei wywieszenie białej flagi i otwarta deklaracja, że Valve Software średnio interesuje się tym, co i w jakich ilościach trafia na platformę tej firmy. Przynajmniej tak wygląda to w praktyce. Do czerwca ubiegłego roku, kiedy Steam postanowił anulować Greenlighta, nie było miesiąca, w którym wydanych zostałoby więcej niż 550 produkcji. Od tamtego momentu nie było miesiąca, w którym premier byłoby mniej niż 600. Przez pierwszy kwartał bieżącego roku platforma Valve „wzbogaciła się” o niemal 2,5 tysiąca nowych gier. Jeśli nic nie zatrzyma tego trendu, niewykluczone, że w ciągu dwunastu miesięcy zadebiutuje ponad 10 tysięcy tytułów.

Into The Breach miało wszystko – rewelacyjne oceny, znanego dewelopera i niewysoką cenę. Komercyjnej porażki nie poniosło, ale zarazem trudno tu mówić o sukcesie godnym twórców FTL. - 2018-04-12
Into The Breach miało wszystko – rewelacyjne oceny, znanego dewelopera i niewysoką cenę. Komercyjnej porażki nie poniosło, ale zarazem trudno tu mówić o sukcesie godnym twórców FTL.

Możecie sobie wyobrazić, jak taki tłok na scenie gier niezależnych wpływa na sprzedaż „indyków”. Jak stwierdził Mike Rose ze studia RageSquid podczas tegorocznej Game Developers Conference, 93% twórców gier na PC nie zarabia na tyle dużo, by móc się utrzymać. „Około 82% tytułów nie dostarcza nawet równowartości płacy minimalnej. 82% produkcji nie przynosi dochodów zdolnych zapewnić utrzymanie jednej osobie w Stanach Zjednoczonych” – uważa Rose. Według jego ustaleń nawet po pominięciu gier pisanych na kolanie, które nigdy nie miały szansy się sprzedać, sytuacja wcale nie wygląda lepiej. Przeciętny niezależny tytuł, w który włożono sporo pracy i zainwestowano niemałe pieniądze, zarobi około 30 tysięcy dolarów w ciągu pierwszego roku. To około 2,5 tysiąca na miesiąc – całkiem przyzwoicie... zakładając, że ktoś pracuje sam i nie położył na szali swoich oszczędności.

Dodatkowym problemem dla niezależnych deweloperów są ceny, w jakich powinni sprzedawać swoje gry. Obecnie na Steamie codziennie pojawia się minimum kilkanaście produkcji dostępnych albo całkowicie za darmo, albo za śmieszne pieniądze. Twórcy bardziej ambitnych, złożonych dzieł mają więc dylemat – czy obniżyć cenę, by stanowić atrakcyjniejszą ofertę dla gracza pilnującego budżetu, czy trzymać się wcześniej ustalonych założeń. Wielu deweloperów wybiera tę pierwszą opcję, sprzedając gry po 15–20 dolarów (często z odpowiednią zniżką na premierę) i być może odbierając sobie część zysków. Inna sprawa, że żądanie za „indyka” 30 dolarów w momencie, kiedy Steam przepełniony jest pozycjami kilkakrotnie tańszymi, to też niebezpieczna biznesowa strategia...

Steamowy Szambonurek – wyławiamy niezależne gry perełki (m.in. ICEY, Poly Bridge, Slime Rancher)
Steamowy Szambonurek – wyławiamy niezależne gry perełki (m.in. ICEY, Poly Bridge, Slime Rancher)

Potop kiepskich gier trwa. Atakowani jesteśmy setkami marnych produkcji. Na ten zalew słabych tytułów odpowiedź może być tylko jedna – na ratunek wyrusza szambonurek, który podejmie się trudnego zadania wyłowienia prawdziwych pereł ze... Steama.

Cena niezależności, czyli drogie gry indie
Cena niezależności, czyli drogie gry indie

Popularne "indyki" wydają się tańsze w porównaniu z tytułami z segmentu AAA, ale jeśli zestawimy długość zabawy z pieniędzmi, jakie trzeba za nie zapłacić, sytuacja nie wygląda już tak korzystnie. Jaka jest cena niezależności gier indie?

Widmo indiepokalipsy – czy scena gier niezależnych zmierza w przepaść?
Widmo indiepokalipsy – czy scena gier niezależnych zmierza w przepaść?

Statystyki są bezwzględne – wysyp gier niezależnych na Steamie zakończy kariery wielu początkujących deweloperów i doprowadzi do kresu „indyków”. Przyglądamy się obecnej sytuacji na scenie i argumentom branżowych proroków, zwiastujących indiepokalipsę.

Komentarze Czytelników (40)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
13.04.2018 11:39
12
oo44wo
11
Pretorianin

Zalew kiepskich produktów jest oczywiście problematyczny, ale dla osób które się tymi grami interesują nie jest aż tak wielką przeszkodą. Jest sporo kuratorów/kanałów na YT które przebierają wśród tych tytułów, i znaczną część tych autentycznie wartych zagrania gier wyłowią.
"Problem" ma też drugą stronę. Jest coraz więcej także tych dobrych i pomysłowych gier. Na tyle dużo że autentycznie nie da się wszystkich ograć. A to jest już trudniej rozwiązać.

13.04.2018 12:24
10
odpowiedz
stach122
46
Pretorianin

Jeżeli jakaś gra/typ gry mnie interesuje to na pewno nie szukam jej na steamie. Wyszukiwarka jest tam beznadziejna i pokazuje wszystko tylko nie tego co chce. Szukam tutaj albo na innych portalach growych więc przez moje oczy nie przeszedł ten szlam co jest w SD.

13.04.2018 12:25
6
odpowiedz
3 odpowiedzi
Demilisz
127
Generał

Into The Breach miało wszystko – rewelacyjne oceny, znanego dewelopera i niewysoką cenę. Komercyjnej porażki nie poniosło, ale zarazem trudno tu mówić o sukcesie godnym twórców FTL.

Gra jest na rynku około półtora miesiąca, na Steamie sprzedała mniej więcej 1/10 tego, co FTL przez 6 lat (też licząc tylko Steama). Jeśli to słabo to niby jakich wyników się autor spodziewał?

Cuphead stał się popularny, gdy zaprezentowano go podczas pokazu prasowego na Xboksie w trakcie E3 2014.

Co zdaje się było pierwszą publiczną prezentacją gry (zresztą bez grywalnej wersji wtedy), ale rozumiem, że to autor pominął, bo nie pasowało do teorii. Ah ci źli pececiarze i zły Steam, nie wypromowali gry, o której istnieniu nikt jeszcze nie wiedział.

Podobnie jak wyraźnie do teorii nie pasuje, że to na PC (bez wliczania Windows 10) Cuphead miał najlepszą sprzedaż, więc zostało przemilczane.

Czy gry niezależne zaczną masowo przenosić się na konsole?

Nie, autorzy indyków zwykle nie mogą sobie pozwolić na zabawę w ekskluzywność, to im się po prostu nie opłaca. Chyba, że zostaną wynajęci/kupieni przez któregoś z producenta konsoli, ale wtedy trudno mówić o niezależności.

13.04.2018 11:39
12
oo44wo
11
Pretorianin

Zalew kiepskich produktów jest oczywiście problematyczny, ale dla osób które się tymi grami interesują nie jest aż tak wielką przeszkodą. Jest sporo kuratorów/kanałów na YT które przebierają wśród tych tytułów, i znaczną część tych autentycznie wartych zagrania gier wyłowią.
"Problem" ma też drugą stronę. Jest coraz więcej także tych dobrych i pomysłowych gier. Na tyle dużo że autentycznie nie da się wszystkich ograć. A to jest już trudniej rozwiązać.

13.04.2018 12:24
10
odpowiedz
stach122
46
Pretorianin

Jeżeli jakaś gra/typ gry mnie interesuje to na pewno nie szukam jej na steamie. Wyszukiwarka jest tam beznadziejna i pokazuje wszystko tylko nie tego co chce. Szukam tutaj albo na innych portalach growych więc przez moje oczy nie przeszedł ten szlam co jest w SD.

13.04.2018 12:25
6
odpowiedz
3 odpowiedzi
Demilisz
127
Generał

Into The Breach miało wszystko – rewelacyjne oceny, znanego dewelopera i niewysoką cenę. Komercyjnej porażki nie poniosło, ale zarazem trudno tu mówić o sukcesie godnym twórców FTL.

Gra jest na rynku około półtora miesiąca, na Steamie sprzedała mniej więcej 1/10 tego, co FTL przez 6 lat (też licząc tylko Steama). Jeśli to słabo to niby jakich wyników się autor spodziewał?

Cuphead stał się popularny, gdy zaprezentowano go podczas pokazu prasowego na Xboksie w trakcie E3 2014.

Co zdaje się było pierwszą publiczną prezentacją gry (zresztą bez grywalnej wersji wtedy), ale rozumiem, że to autor pominął, bo nie pasowało do teorii. Ah ci źli pececiarze i zły Steam, nie wypromowali gry, o której istnieniu nikt jeszcze nie wiedział.

Podobnie jak wyraźnie do teorii nie pasuje, że to na PC (bez wliczania Windows 10) Cuphead miał najlepszą sprzedaż, więc zostało przemilczane.

Czy gry niezależne zaczną masowo przenosić się na konsole?

Nie, autorzy indyków zwykle nie mogą sobie pozwolić na zabawę w ekskluzywność, to im się po prostu nie opłaca. Chyba, że zostaną wynajęci/kupieni przez któregoś z producenta konsoli, ale wtedy trudno mówić o niezależności.

13.04.2018 12:58
odpowiedz
3 odpowiedzi
premium476120
12
Pretorianin

Wpisowe zwiększyć do 1000 lub 2000 $ , to powinni najpierw zrobić

13.04.2018 13:25
3
odpowiedz
1 odpowiedź
SpecShadow
58
Tetsuo_Real Iron Man

[1]
dla osób które się tymi grami interesują nie jest aż tak wielką przeszkodą.
bzdura
Mimo tego, że jak twierdzisz „jest sporo kanałów czy kuratorów" to i tak sprzedaż dobrych gier (także tych niewtórnych), często jest nie taka rewelacyjna. Nie wszystkie gry warte uwagi przewijają się przez tych całych kuratorów czy osobistości jutubowe.

To że jakiś indie tytuł sprzedał się dobrze jest zasługą głównie popularnych kanałów na YT, potem recenzji w serwisach, for dyskusyjnych i może przez przekaz ustny czy przez zauważenie jakieś gry na liście znajomych pogrywających w ten tytuł.
Sprzedaż w okolicach 1mln sztuk.
Reszta musi się zadowolić sprzedażą w setkach a częściej - dziesiątkach tysięcy egzemplarzy.

Nie mówiąc już o patologiach jak przesyt spowodowany nakupieniem gier na promocjach których nikt potem nie rusza i wstrzymuje się z kupowaniem gier (często tych dobrych które na tym cierpią). Do tego jakieś kupki wstydu czy backlogi, kiedyś tego nie było, człowiek grał w to co miał obecnie na ruszcie.

na zakończenie polecam ===>
obrazek wart więcej niż tysiąc słów

post wyedytowany przez SpecShadow 2018-04-13 13:26:58
13.04.2018 14:03
odpowiedz
1 odpowiedź
conrad_owl
18
Generał

Jest po prostu za dużo gier. Poza nielicznymi wyjątkami statystyczne gracze kupują jedną grę na miesiąc? Dwie? Mój przykład zatem, gdyż ciężko znaleźć aktualne dane.
Ja od początku roku 2018 zakupiłem 8 tytułów. Poza tymi jakie dostaje w ps+ zakończyłem póki co jeden. Od premiery FC5 nie gram niemal nic innego. Z samego ps+ choćby w tym miesiącu interesują mnie obie gry (MadMax i Trackmania), a wciąż mam ledwo ruszony Bloodborne.
Do tego dochodzą gry usługi - Overwatch 330h dla mnie do dziś od czerwca ubiegłego roku. W tym czasie mógłbym ograć 25 tytułów Unchartedpodobnych wydając na nie 25 razy więcej niż na Overwatch (zapłaciłem tylko za grę, nigdy nie kupiłem lootboxa).
Gry jakie czekają na mnie to Risen3 w edycji kompletnej, Metro Redux i Aer - wszystko kupione wczoraj bo są porządne promocje. I właśnie - po co kupiłem trzy (cztery bo dwa Metra w pakiecie) tytuły, gdy wciąż mam nieskończony FC5 i zaległości w innych tytułach? Ot promocja.
Mam 30 lat, pracuje 40 do 56 godzin tygodniowo, mam kilka innych hobby, minimum 2h dziennie jest dla psa na spacery...
Sto tytułów dziennie - przesyt rynku. Tego jest za dużo. Ba. Overwatch i Fortnite zjadły mi jesień, więc nie zakupiłem AC:O, ledwie jesienią ukończyłem Serce z kamienia, Krew i wino mam nieskończone, dodatek do Horizon:ZD ledwie zacząłem...
Na steam nawet nie kupuje gier, mam większość tytułów z młodości (wszystkie Twierdzę czy CoDy jak i Dirt czy ETS2 z dodatkami) i od pół roku nic do biblioteki nie dodałem, a może dłużej.
Tego jest za dużo i tyle.
Nazwijcie mnie casualem, to żadna obraza. Gram bardzo dużo, kiedy tylko mogę, ale zwyczajnie tytuł na 50h zajmuje mi dwa tygodnie lub dłużej. Jeden tytuł. W tym czasie tylko na steam jest kilkaset nowych gier.

post wyedytowany przez conrad_owl 2018-04-13 14:05:00
13.04.2018 14:38
odpowiedz
4 odpowiedzi
Persecuted
75
Senator

Bo ja wiem... Osobiście nigdy nie szukam gier bezpośrednio przez Steama. Nawet nie z powodu trudności z grzebaniem w tym śmietniku, ale zwyczajnie nie odczuwam takiej potrzeby. Dobrych gier jest po prostu mnóstwo i ograć wszystkiego nie sposób, trzeba więc celować tylko w te najlepsze. Jak? Ja osobiście zdaję się na innych.

Zazwyczaj jest tak, że jeżeli jakaś gra jest faktycznie warta uwagi, to udaje jej się przebić do szerszej świadomości. Czasem pojawi się na jakiejś branżowej prezentacji, czasem napiszą o niej growe media, czasem trafi do jakiegoś zestawienia typu "najbardziej oczekiwane gry X", czasem wypromują ją youtuberzy itd. Jeżeli nie, to najwidoczniej nie była wystarczająco ciekawa. Brutalne, ale lepszego sposobu chyba nie ma.

13.04.2018 14:41
odpowiedz
3 odpowiedzi
Sir Xan
84
Legend

Dlaczego tak się dzieje? Bo Valve za bardzo gonią za zyskiem, że nie widzą, co wdepnęli na drodze.

13.04.2018 15:12
odpowiedz
jakisnick
27
Centurion

Wbrew pozorom steam direct zabił mikro indyki totalnie, to co można zobaczyć w zakładce "nowe popularne premiery" bądź u 90% kuratorów to nawet nie jest połowa dobrych gier, które wychodzą na steama.

W dzisiejszych czasach nie da się już zebrać 10 tys dolarów na kickstarterze, wypuścić dobry produkt na steama i patrzeć jak sama się nabija kasa. Obecnie potrzebne są duże nakłady marketingowe i/lub łamanie regulaminu steama, żeby osiągnąć więcej niż 100 sprzedanych kopii.

13.04.2018 18:40
odpowiedz
6 odpowiedzi
Pan Dzikus
127
Generał

Od początku pisałem, że 100 $ za publikacje gry ani trochę nie ograniczy publikowania chłamu bo to co najmniej 10 razy za mało. Gdybym to ja rządził Steamem to na początek zażądałbym za publikacje gry 1000$ i obserwował, czy zmniejszyło to ilość gniotów czy nie. Jeśli nie, to po paru miesiącach podniósłbym do 1500$ i podnosiłbym dotąd, aż na Steam byłyby publikowane same przyzwoite gry.

13.04.2018 20:01
😜
odpowiedz
1 odpowiedź
.kNOT
169
Progresor

Niesamowite! Nie da się już nachalnym marketingiem chały sprzedawać? To prawdziwa tragedia! Nie będzie trzeciej części HM, ani drugiego CH? Chyba się zapłaczę...

Przeżyliśmy idiotyczną modę na piksele wielkości pięciozłotówek, to i koniec mody na badziewne gry tzw. niezależne przeżyjemy.

14.04.2018 10:03
odpowiedz
1 odpowiedź
zanonimizowany1225531
0
Generał

Przecież to jest katastrofa dla PCMR. Ich wielkie niezależne pikselowate exy, lepsze od konsolowych zginął. Trudno, zostanie Total War.

14.04.2018 22:21
2
odpowiedz
petemut
24
Chorąży

Główny problem polega na tym, że dziś proporcjonalnie jest więcej chcących robić gry, niż tych którzy w te gry chcieliby grać. Cały czas 300-500k sprzedanych kopii uchodzi za bardzo dobry/świetny wynik dla tytułów uznawanych za „niezależne”. Pamiętam, że dobrych kilkanaście lat temu polscy twórcy przygodówki Schizm chwalili się wynikiem w tych okolicach (chyba 300k), a z innego gatunku Sins of a Solar Empire miał coś koło pół miliona sprzedanych pudełek/kluczy. Mijają lata i odbiorców takich gier nie przybywa, a samych gier, owszem, jest dużo, dużo więcej. Logiczne jest więc, że sprzedaż rozkłada się na większą ilość tytułów, co skutkuje mniejszymi liczbami ich sprzedaży, co z kolei przekłada się na gorszą ich rentowność. I Valve nie jest tu nic winny… no może… prawie nie jest.

Głównym problemem Steama jest brak dobrej wyszukiwarki na swojej platformie. Tak naprawdę to tych gier mogłoby tam być nawet z milion i najzupełniej by to nikomu nie przeszkadzało, gdyby były odpowiednie filtry. To jest naprawdę irytujące, że w głównej wyszukiwarce…:

- nie można określić z jakiego przedziału czasowego ma pokazywać premiery,

- nie ma wykluczania gier z określonymi tagami, choć przy kolejce odkryć jest ta opcja i nie powinno stanowić problemu żeby ją przenieść do zwykłej wyszukiwarki

- nie mogę ustawić sortowania według liczby sprzedanych kopii (przecież nie musieliby podawać dokładnie w jakiej ilości co się sprzedaje, skoro tak bardzo to mierzi wydawców, tylko samą kolejność), bo liczba recenzji (wg której można sortować) nie zawsze musi się dobrze pokrywać ze sprzedażą,

- nie można sortować w oparciu np. o oceny gier, ale TYLKO graczy którzy mają określony level (żeby ograniczyć wpływ trefnych komentarzy), czy też pograli określoną liczbę godzin, czy też zdobyli achievement związany ze skończeniem gry.

Dodatkowo w kolejce odkryć choć jest opcja negatywnej selekcji tj. wykluczania gier o określonych tagach (nie działa to idealnie, ale mniej więcej ok), to tych wykreślanych tagów może być max 12, a ja bym chętnie wrzucił ze 20, a może i więcej. I chyba niestety te „negatywne” tagi nie są uwzględniane przy wyświetlaniu gier na głównej stronie. Zatem jeśli jakiś kurator, którego obserwuje, zrecenzuje grę z „wykreślonymi” tagami, to steam i tak może mi ją wyświetlić. Powinno być oczywiste, że "wykreślane" tagi powinny mieć priorytet nad grami recenzowanymi przez kuratorów.

Ponadto nie bardzo rozumiem dlaczego Valve nie chce wprowadzić normalnych ocen z przedziału 1-10 czy 1-5 (wszystko jedno jaka będzie skala). Dziś ten zero-jedynkowy system jest niesprawiedliwy i pozwala zawyżać oceny grom niewiele lepszym niż średnie (bo grze 7/10 wypada dać kciuk w górę, czyli tak samo jak grze 9/10) i zaniżać średniaków, które może nie są najgorsze, ale na tle tej obfitości ludzie często dają im kciuk w dół, żeby nie stawiać ich na równi z dużo lepszymi tytułami. To trochę wypacza aktualną ocenę i utrudnia odsiewanie z jednej strony gier bardzo dobrych/świetnych od tych ino niezłych/znośnych (na które na ogół szkoda czasu), a z drugiej strony średniaków (które w określonym gatunku mogą jednak kogoś zainteresować) od naprawdę słabych/bardzo kiepskich.

Dlaczego tego wszystkiego nie ma? Albo to wynika z niechlujstwa projektantów steama, ich minimalizmu/lenistwa, albo… Valve zarabia na eksponowaniu gier na głównej stronie (tak jak w marketach przedstawiciele płacą dodatkowo za lepsze półki dla towarów które rozprowadzają) i nie ma w tym interesu, żeby gracze mogli sobie zbyt dobrze dopasowywać co ma się im wyświetlać na głównej stronie czy w wyszukiwarce.

Reasumując kwestia Steam Direct czy Greenlight nie ma żadnego znaczenia dla problemów tzw. twórców niezależnych, a przede wszystkim odpowiedzialna jest za to klęska urodzaju gier (również tych w miarę solidnych, nie tylko śmieciowych popierdułek). Natomiast w odniesieniu do samego steama - brak dostatecznych narzędzi do personalizowania sklepu dla jego użytkowników, czyli stosowania tagów, odpowiednich filtrów w wyszukiwarce, aby ułatwić znajdowanie gier odpowiadających preferencjom danego gracza.

15.04.2018 10:20
odpowiedz
WarriorOI
13
Pretorianin

kwestia czasu zanim wszyscy mali developerzy pójdą do nintendo, a nintendo weźmie ich na wyłączność. o kapitalnej pod kątem gameplayu i wykonania grze która premierę miała kilka dni temu dowiedziałem się z twittera nintendo. oficjalnego konta na europe. na steamie ta sama gra utonie w oceanie kupy i zostanie zapomniana zaraz po premierze.
ps: tytuł gry to Masters of Anima, taki overlord z rzutem izometrycznym i pełnym udźwiękowniem dialogów.

15.04.2018 16:07
odpowiedz
mastarops
65
Konsul

Nie wiem jak inni, ale ja osobiście jak miałbym dać 10$ za indyka to wolę zagrać w jakąś starszą grę AAA. Wczoraj kupiłem 4 części God of War za 90 zł. Kilkadziesiąt godzin zabawy mam zapewnione (potem pewnie sprzedam za tyle samo). Gram naprawdę bardzo dużo jak na dorosłą osobę, ale nie jestem w stanie przejść wszystkiego co bym chciał z braku czasu.

15.04.2018 21:15
odpowiedz
bboy
34
Pretorianin

Badziewie, nie badziewie Steam i tak na ich sprzedaży swoje zarabia i póki ludzie nie zaczną z tego powodu przenosić się na inne platformy absolutnie nic się w tym zakresie nie zmieni. Chajs się zgadza więc wszystko jest OK.

16.04.2018 00:40
😜
odpowiedz
topyrz
56
pogodnik duchnik

Kiedyś postanowiłem przejrzeć wszystkie pozycje na Steam. Już mam 11362 gier za sobą. Z tego około 40 trafiło na listę życzeń i 354 do obserwowanych. Dużo mi zostało?

post wyedytowany przez topyrz 2018-04-16 00:41:53
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze