Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Publicystyka 21 marca 2014, 14:15

autor: Redakcja GRYOnline.pl

Alternatywna historia Garreta w akcji Thief

Konkurs Thiefa już za nami. Prezentujemy wynik alternatywnych wyborów Garreta.

ALTERNATYWNIE : GŁOŚNY

Gablotki kusiły, ale Garrett wolał nie ryzykować. Do holu w każdej chwili mógł ktoś wejść, więc lepiej było znaleźć jakieś bezpieczniejsze miejsce. Wielkie drzwi z oszałamiającymi witrażami robiły bardzo dobre pierwsze wrażenie, więc złodziej szybko nacisnął klamkę. Jego oczom ukazała się spora sala balowa, w której pomieściłoby się ponad sto osób – plotki o blichtrze, jaki uwielbiał Lord Verminus, nie okazały się w najmniejszej mierze przesadzone. W olbrzymich kryształowych lustrach odbijały się długie stoły przykryte jedwabnymi obrusami, na których leżała zastawa godna króla. Sklepienie, znajdujące się dobre dziesięć metrów nad głową Garretta, zdobiły kolejne witraże, przez które wpadało troszkę księżycowego światła, nadającego całej scenie trupio-romantycznego uroku. Wzrok złodzieja przykuło jednak coś innego – piękny gramofon wyprodukowany przez Frankonogram. To był model luksusowy, z częściami wykonanymi z czystej platyny, złota i innych materiałów, których cena rynkowa przyprawiała o zawrót głowy.

Garrett zaczął majstrować przy urządzeniu, chcąc dorwać się do cennych wnętrzności, ale nagle coś w środku strzeliło i w powietrze popłynęła donośna muzyka. Złodziej znieruchomiał. W holu usłyszał głośne kroki i wiedział, że ma tylko kilka sekund, zanim ktoś sprawdzi skąd dochodzi hałas. Zareagował instynktownie. Z kołczana wyciągnął strzałę z hakiem i wycelował w sklepienie.

Robił to już wcześniej, więc wiedział, że jeśli dobrze przymierzy i trafi w jeden z metalowych nośników, konstrukcja utrzyma jego ciężar. Strzała pomknęła w górę, a cichy szczęk zasygnalizował, że sięgnęła celu. Z sufitu rozwinęła się lina, po której złodziej błyskawicznie zaczął się wspinać. Gdy tylko znalazł się pod sufitem, nerwowo szarpnął za sznur, podciągając go do siebie. To był ostatni moment, bo do pomieszczenia ktoś właśnie wszedł.

- Wyłaź, łachrze! Wiem, że tu jesteś! – John Dowe był poddenerwowany, co objawiało się drżeniem wyciągniętego miecza, zaskakującym biorąc pod posturę strażnika. Na pierwszy rzut oka wyglądał raczej na weterana jakichś wojen, który z niejednego pieca chleb jadł i w niejedne wnętrzności wraził ostrze. W rzeczywistości był jednak człowiekiem małego ducha, takiejż inteligencji i odwagi.

- Miau?

Dowe zatrzymał się w miejscu, niepewny sytuacji.

- Puchacz? To ty, sierściuchu?

- Miau...

Strażnik rozluźnił się i opuścił miecz. Ruszył w stronę gramofonu, rozglądając się za źródłem miałknięć.

-Znów łaziłeś po Frankonogramie. Zobaczysz, kiedyś cię za to przerobimy na czapkę. Lordowskiej mości będzie świetnie w szarym - Dowe podszedł do Frankonogramu i wyłączył go niezgrabnym ruchem - gdzie jesteś, łachrze?

Podwieszony pod sufitem Garrett zobaczył grubego kota wychodzącego spod jednego ze stołów. Dowe podszedł do zwierzaka, pogładził po plecach, wziął pod pachę i wielce zadowolonego i mruczącego wyniósł z sali. Najwyraźniej obaj byli przyzwyczajeni do takich sytuacji.

Garrett wziął trzy głębokie wdechy, zeskoczył na ziemię i wyszedł tymi samymi drzwiami. Strażnika nie było już w okolicy, więc złodziej ruszył na górę.

Schody na pierwsze piętro były jak wszystko w domu Verminusa – drogie i duże (ten facet chyba sobie coś kompensował). Były też fatalną kryjówką, więc Garrett nie marnując czasu wbiegł po nich prędko. Gdy był już u szczytu usłyszał głosy dobiegające z głębi korytarza. Zbliżało się do niego dwóch strażników, toczących najwyraźniej ożywioną dyskusję. Garrett rozpoznał w nich parę, którą widział wcześniej przed wejściem – Steave’a, oraz jego wiernego drucha Matta. Schował się za rogiem korytarza i słuchał:

-Zobaczysz, że to się skończy krwawo, Matt. Ona ma już serdecznie dość, a on coś przeczuwa.

-Wiem, Jake. Ale uważam, że nie powinniśmy się w to wtrącać. Nie wtrącaliśmy się przy Leannie, nie wtrącajmy się przy Maggie – odburknął Matt.

-I do tego ten mały wszarz. On nam też narobi problemów. Musimy coś z nim zrobić – mówił wyraźnie zdenerwowany Jake.

-Olejmy go. On nic nie zrobi. Najwyżej buchnie kolejny kandelabr. Tylko do tego jest zdolny. Szefowi nie doniesie, bo zbyt się boi, że na niego nakapujemy. Widziałeś jak się wysrywał z kasy, kiedy mu powiedzieliśmy, że wiemy o świecznikach – odparł spokojnym tonem Matt.

Garrett, zasłuchany w rozmowę, pozwolił strażnikom podejść bardzo blisko. Miał teraz zaledwie chwilę na podjęcie decyzji, co zrobić dalej:

KONIEC CZEŚCI DRUGIEJ

WYBÓR: SPOSÓB GŁOŚNY

Zaatakować strażników?

WYBÓR: SPOSÓB CICHY

Umknąć do pobliskiego pokoju?