Przecież DS1 i Elden ring ma dużo bardziej rozbudowaną fabułę niż takie Sekiro. Myślałem, że chodzi o sposób podania czyli łączenie zlepków opisów i dialogów, ale przecież w Bloodbornie też tak jest.
Ocena graczy na Metacriticu 9.7 przy ponad 3600 ocenach. Gry z takim wynikiem to tam na palcach policzysz, więc faktycznie średniak :)
Po pierwszych kilku godzinach jestem grą oczarowany.
Oprawa audiowizualna oraz stylistyka świetne. Muzyka dodaje bardzo dużo do klimatu.
System walki wciągający - fajne, że urozmaicili turówkę elementami zręcznościowymi. Klikanie w odpowiednim momencie by wzmocnić ataki nic wybitnego, ale uniki/parowanie świetne, bo bazują na wyczuciu animacji ataku przeciwnika, a nie wyświetlaniem podpowiedzi typu "teraz kliknij".
Bałem się o rozwój postaci (że go po prostu nie będzie), ale postacie mają rozwój atrybutów, po jakieś na oko 20 skilli do odblokowania, pasywne umiejętności ze zdobywanych "perków" i pasywki na broniach przy ich ulepszaniu. Tak więc jest przy czym grzebać tworząc swój "build" na każdej postaci.
Fabuła oraz dialogi przez te kilka godzin wciągające (dużo niewiadomych), mam nadzieję, że dociągną ten poziom do końca.
Czyli ich poprzednia gra It Takes Two, która również była przejaskrawiona prezentowała się słabo, szła w ideologię i nie miała nic do zaoferowania?
It Takes Two zerbrało GOTY i jeśli tego nie schrzanią to Split Fiction ma szansę podzielić los poprzedniczki.
NetEase zawiera sporo niedoróbek, zwłaszcza technicznych. Optymalizacja nie jest najwyższych lotów, błędów nie brakuje, bywają problemy z czytelnością, ale mimo wszystko... gra się przyjemnie.
Przy tym poziomie graficznym powiedziałbym, że optymalizacja jest na wysokim poziomie. Błędów nie brakuje? Niby jakich?
Przy Marvel Rivals miałem jednak wrażenie, jakbym uruchomił azjatyckie MMO lub grę mobilną, która tylko czeka, aż kliknę gdzieś w menu na ekranie, aby wyświetlić mi reklamę lub spróbować coś wcisnąć
Masz zakładkę przepustki i sklepu jak w każdej współczesnej grze - gdzie Ci wyskakuję te wszystkie ekrany z reklamami?
Nie brakuje elementów, na które mógłbym kręcić nosem, takich jak np. mikrotransakcje, które niepotrzebnie skomplikowano. Mamy tu kilka walut, battle pass, rozmaite skórki oraz inne elementy kosmetyczne
Czyli to co masz w każdym hero shooterze
Po pierwszych 3 odcinkach drugi sezon wypada dość blado w porównaniu do pierwszego. Wciąż jest to uczta audiowizualna, ale brakuje jakiejkolwiek głębi i emocji z pierwszego sezonu.
Wygląda jak luźno połączone wątki, zero budowania postaci - taki posklejany teledysk. Myślałem, że tylko ja tak mam, ale czytając wątki w różnych serwisach widzę, że wiele osób podziela to zdanie.
Minęły dwa tygodnie i połowa graczy gdzieś wyparowała ze steama, na twitchu ta gra znikła w odmętach innych tytułów (3,5k)
No to zajebiście sobie radzi ten MP - setki tysięcy graczy, tysiące filmów wychwalających grę (przynajmniej według Ciebie) i wszystko umiera nawet szybciej niż sądziłem. Ty naprawdę nie ogarniasz na czym stoją gry competitive - takie coś nie ma racji bytu na tle konkurencji.
Jak coś to multi to taka sztampowa do bólu nawalanka, która umrze po kilku miesiącach.
Tak tylko piszę, aby ktoś się nie sugerował przy zakupie powyższym postem, bo typ chyba nie gra za dużo w multi skoro to robi na nim takie wrażenie.
Nie sugerowałbym się ocenami gier na tym portalu - tutaj ludzie odstawiają cyrki z byle błahego powodu.
Ludzie narzekają, a ja jako fan soulsów muszę przyznać, że Rellana jest najlepiej zrobionym bossem ze stajni From Software.
Wszystko w tej walce siedzi - duża różnorodność ataków, feeling i tempo walki, karanie gracza za własne błędy, a nie problemy z kamerą. Jest trudna, ale cały czas masz świadomość, że coś mogłeś zagrać lepiej.
Jedynka może nie miała jakiś wodotrysków w gameplayu, ale była dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem.
Czekam z niecierpliwością.
Jeśli ktoś boi się o kompatybilność modów to polecam zajrzeć na nexusa i odpalić moda przywracającego grę sprzed next gena.
Działa tylko z wersją steam.
To zależy od gry - często te zwiększone cyferki rzutują mocno na inne aspekty w grze. Zbyt niski poziom trudności w klasycznych RPGach często powoduje brak nacisku na build postaci, dajesz skille i gear na pałę bo i tak przejdziesz grę. Dla mnie to strata ważnego elementu gry, który mi daje dużo frajdy.
Soulsy czy slashery gdyby je zbyt mocno ułatwić również utracą wiele ze swojego uroku.
Tu nie chodzi o "wysrywy", jak to pięknie określiłeś, ale o szacunek dla społeczności graczy z danego kraju
Jaki szacunek? Gry to biznes jak każdy inny, liczą się tabelki w excelu i "atrakcyjność" danego rynku.
Z takim podejściem jak Twoje daleko nie zajdziemy
Za to z takim podejściem jak twoje i innych (nie ma PL, nie kupuje) sprzedaż w Polsce jeszcze bardziej spadnie - staniemy się jeszcze mniej atrakcyjnym rynkiem, co spowoduje mniejszą ilość lokalizacji na nasz kraj.
Polska nie jest złotą krową - większość gier tłumaczona jest na te same języki, większość gier nie ma tłumaczenia węgierskiego, chorwackiego czy języków krajów skandynawskich.
Jeśli i to nie przemawia do Ciebie, to zastanów się dlaczego KAŻDY film w TV jest z lektorem/dubbingiem a w kinie przynajmniej napisy? Uważasz, że tu też należałoby udostępnić tylko oryginalną ścieżkę dźwiękową?
Za tłumaczenie filmu nie odpowiada jego producent, koszty są też znacznie mniejsze, a sam rynek ma inną specyfikę. W mnóstwo gier da się grać bez znajomości angielskiego - w filmie zrozumienie dialogu jest kluczowe.
Ja za dzieciaka uczyłem się angielskiego grając w stare RPG, taka nauka przez zabawę. Potem w szkole jedyne co zostało mi do ogarnięcia to gramatyka, bo zasób słownictwa miałem bardzo duży.
Rozumiem, że dla kogoś brak polskiego języka to bariera, ale nudzą już te wasze wysrywy w każdej grze bez polskiej lokalizacji.
Zawsze mnie zastanawia z czego wynika brak na takich listach Pathfinderów.
Z tego co kojarzę nie powstał drugi tak bardzo rozbudowany RPG co Pathfinder: Wotr....skąd więc tak niska popularność?
Czy te gry mają kiepską reklamę czy może są zbyt wymagające dla casualowego gracza?
Jeśli chodzi o kijanki to więcej zacznie się dziać w 3 akcie, wrzucę to w spoiler:
spoiler start
Na początku 3 aktu masz możliwość przemiany w PÓŁ-illithida. Zmieni się nieco wygląd postaci, wypełni pierwszy poziom infekcji mózgu i odblokuje dodatkowy tier skilli Ilków.
Z tego co zauważyłem jest to ogromny boost do mocy postaci i nie ma żadnych negatywnych skutków.
Dalej masz możliwość całkowitej przemiany w illithida i z tego co czytałem ma to wpływ na zakończenie gry, ale sam jeszcze nie doszedłem do tego momentu
spoiler stop
Zgadzam się co do kontroli towarzyszy - czasami jest to wygodne, wystarczy kontrolować jedną postać i reszta za nią podąża, przeskakując urwisko wystarczy skoczyć jedną, a reszta robi to z automatu zamiast klikania każdą z osobna. Niestety często to rozwiązanie po prostu przeszkadza - na ziemi stoi pułapka czy ogień, my ją omijamy a towarzysze z automatu przez nią przebiegają, rozpoczynanie walk itp. Niby można rozpiąć, ale potem znowu musimy wszystko spinać aby eksplorować świat. Widać naleciałość konsol, na PC jest to mocno średnie rozwiązanie.
Zarządzanie ekwipunkiem też mi się nie podoba - brakuje zakładek, choćby odseparowania questowych itemów, które zaśmiecają okienko, dało się to zrobić lepiej.
Karta postaci mi akurat się podoba - trzeba poświęcić chwilę czasu na znalezienie co gdzie jest, ale przy takim natłoku informacji zostało to dość schludnie zrobione.
Warto też wspomnieć o jednym genialnym rozwiązaniu - wyświetlenia kart i ekwipunków wszystkich towarzyszy naraz. Fajne narzędzie do porównywania postaci w jednym oknie i zarządzania ich ekwipunkiem.
Co do płaskich postaci - tu jest mocno zdziwiony. Dawno nie grałem w RPG, w którym towarzysze mieliby tyle głębi - to jak często reagują na świat, ich podłoże fabularne i pomysłowość dosłownie powala. Na każdym kroku czuć, że nie są pustymi botami do walki, a pełnokrwistymi postaciami. Wypada to znacznie lepiej od konkurencji, które podajesz, w zasadzie konkurencją jest tylko stary Torment.
Zgodzę się natomiast co do romansowania - nie wiem czy gracze aż tak jarają się tymi romansami, że Larian postanowiło tak drętwo i namolnie wciskać je do każdej postaci. Często nie mamy zbyt zacieśnionych relacji, a tu już nachalnie wciskana jest opcja romansu i faktycznie w tym aspekcie jest mego płasko i sztucznie.
Na koniec zostawiłem system walki - zarzucasz Larian skopiowanie systemu z D:OS. Tak zrobili to z jednego prostego powodu - jest to chyba najbardziej zaawansowany system walki jaki stworzono w RPG.
Łucznik stoi na drewnianym moście - możesz strzelać w niego, ale równie dobrze w most. Miotanie przedmiotami, teleportowanie wroga i spychanie go z urwiska. Takich przykładów można mnożyć i właśnie to jest kwintesencją odwzorowania papierowych rpg - możliwość improwizacji i rozegrania walki na wiele sposobów.
Takie PoE czy stary Baldur wypada przy tym strasznie płasko - zero miejsca na improwizację w walce, co najwyżej decydujesz, który czar wybrać - są lata świetlne za Larianem.
I tak, podpalanie oleju może być nadużywane, ale wciąż to mała cena za możliwości jakie daje ten silnik w walce i to jak bardzo przyćmiewa konkurencję.
Oczywiście, że BG3 ma swoje minusy, ale trzeba mu przyznać rozmachu i dopracowania w wielu elementach. Swoboda jaką ma gracz podczas eksploracji, rozwiązywania zadań i walki, głębia tego świata i zaskakiwanie gracza na każdym kroku powoduje, że dostaliśmy świetnego RPG.
Sorry, ale mimo mojej sympatii do PoE to w wielu aspektach wypada trochę jak przestarzały brat BG3.
Problemem nie jest system, a fakt, że zapasów do stawiania długich odpoczynków jest zdecydowanie zbyt wiele. Wystarczy pogrzebać w beczkach i skrzynkach i już mamy żywności na dwa odpoczynki - to psuje ten system, bo gracz nie czuje "wagi" tych zaklęć.
Tak się właśnie pisze artykuły. Gdyby co chwilę wstawiła "moim zdaniem", "według mnie" to wyglądałoby jak pamiętnik 12-latki, a nie publikacja. Każdy rozgarnięty i tak wie, że to subiektywna opinia autorki, nie trzeba takich oczywistości podkreślać - tym bardziej, że na początku zaznaczyła, że ma za sobą kilkanaście godzin, więc relacjonuje swoje odczucia.
W Warzonie liczy się głównie myślenie, aim ma znaczenie drugorzędne (choć wciąż znaczące). Głównie decyzyjność - którą walkę podjąć, od jakiego kąta podejść, w którą stronę zrotować, jak współgrać z drużyną.
Twój argument o losowości leci na łeb jeśli weźmiesz pod uwagę, że lepsi gracze na 10 gier ugrają 8, a noobek może grać kilka miesięcy bez zwycięstwa.
Kto wymyślił, że nie ma respawnu w BR? Początek gry i cyk chwila moment zgon i w tym momencie powinien nastąpić respawn spadochronem i tak do końca
Kto wymyślił, że w jakiejś grze są respawny? Jak giniesz to giniesz, bez sensu te respawny, co ty jesteś Jezus? (tak, to był sarkazm).
Jesteś chyba pierwszą osobą w komentarzach, która stawia DS2 ponad jedynkę i trójkę.
Sęk w tym, że nawet te lokacje z main questów tworzą ciekawszy i bardziej zróżnicowany świat od tych Ubisoftu. Pobocznych też jest kilka ciekawych i charakterystycznych, a każda z nich to minimum godzina gry (często znacznie więcej).
przynajmniej pod tym względem nie ma się wrażenia że wszystko jest zbudowane w jednym celu, by przebijać się przez kolejnych wrogów...
Ale na tym właśnie polegają gry souls-like - na przebijaniu się przez przeciwników i właśnie tego chcą gracze. W moim mniemaniu to jest zaleta tej gry, a nie jej wada. Nie potrzebuję znaczników na mapce, aby odbyć jakiś nudny dialog udający quest poboczny, chcę epickiej walki ze smokiem.
Zresztą możemy sobie gdybać, sam zauważyłeś, że wielu narzeka na otwarte światy Ubisoftu. Z kolei wielu wychwala świat Elden ringa więc wnioski wysuwają się same - jednak coś w nim jest.
Co do reszty twoich argumentów dotyczących kiepskiego AI, powtarzalności, pustotą lokacji - przecież dokładnie to samo masz w grach Ubisoftu, jest nawet gorzej, bo przeciwników jeszcze mniej, ta sama głupota AI. Z tą różnicą, że Elden ring dorzuca do tego swoją epickość w kluczowych momentach.
Nie zgodzę się - otwarty świat Elden Ringa, a gier Ubisoftu to dwa różne poziomy budowania świata.
Zgodzę się co do lochów/katakumb - są do bólu powtarzalne, ale "powierzchnia" to już inna klasa rozgrywki. Elden Ring ma ten piękny efekt, gdzie widzisz w oddali jakiś zamek i ten nie jest tłem, a faktyczną lokacją do której możesz się dostać bez większych barrier. Dla wielu sędziwych graczy taki świat był marzeniem, które w jakimś stopniu zostało zrealizowane.
Mam wrażenie, że ludzie, którzy narzekają na nieciekawy otwarty świat nigdy tej gry nie przeszli, bo pięknych i unikatowych miejsc jest dużo, podobnie jak epickich walk z unikatowymi bossami. Po prostu zostało to dopełnione kiepskim kontentem (lochy) dla zapełnienia świata i farmienia postaci.
Nie rozumiem twojej logiki - nie licząc jakiś średniawek to do twojego 2013 roku wydali 9 części Armored Core (licząc DLC) i 2 części Tenchu. Przecież ta firma była znana właśnie z tych dwóch gier i od nich odcinali kupony.
Potem zyskali większą popularność na Soulsach, więc skupili się na nich podobnie jak wcześniej na AC. Po drodze było jeszcze dość unikalne Sekiro podobnie jak wcześniej Tenchu.
Szczególnie COD dla 10-latków. Kup grę (albo darmowego warzona) i odpal sobie czat głosowy to się mocno zdziwisz.
Główna kwestia jest taka, że ty skupiłeś się na turniejach i ogólnych peeku oglądalności, a ja na oglądalności rocznej. Wiadomo, że te gry ogląda się głównie na twitchu tak więc:
CS go - 724,575,084 godzin w skali roku
Valorant - 1,183,664,131 godzin w skali roku czyli o 37% więcej niż konkurent
Nie chcę już nawet porównywać trendów google, bo tam Valorant to już całkowicie dominuje.
Owszem, powiesz, że esport to przecież turnieje i pewnie masz rację, ale wiadomo też, że większość tych statystyk rocznej oglądalności to właśnie turnieje i sam peek jakiegoś meczu nic nie znaczy, jeśli na dłuższą metę Valorant jest oglądany częściej.
Co do pieniędzy - różnice biznesowe, prize poole itp itd są jednak dość zróżnicowane w tych grach. Podałeś świetny przykład Doty i jej specyficznego modelu.
Na koniec jeszcze przypomnę, że wielu zawodników z CSa przeszło właśnie do Valoranta - zarówno mężczyźni jak i kobiety. Mam wrażenie, że CS popadł w pewną stagnację, jest oglądany głównie przez weteranów (sam dość długo spędziłem przy CSie) i nie przyciąga świeżej publiki. Z roku na rok notuje spadki oglądalności (choć niewielkie rzędu kilku procent i dalej świetnie się trzyma).
"Valorant jest niczym przy CSie/LoLu/Docie"
Na jakiej podstawie takie wnioski? Przypominam, że w 2022 Valorant miał większą oglądalność od CSa (i to sporo większą) nie wspominając już nawet o Docie.
Scena esportowa Valorant w tym roku dosłownie wystrzeliła, więc chyba logiczne, że zwycięzcami są właśnie ludzie z tej gry, skoro zainteresowanie publiczności kręci się wokół niej.
Czyli uważasz, że targetem tego serialu są kretyni, a obejrzałeś wszystkie sezony?
A to wersja PC na premierę była niegrywalna? Przeszedłem grę, podobnie jak moi znajomi i wszyscy sobie chwalili. Owszem zdarzały się glitche, ale na tyle sporadyczne, że nie wpływały na ogólny odbiór.
Miałem podobne z Sandmanem - serial wspiął się na wyżyny przez pierwsze 5 odcinków, by potem wszystko uleciało wraz z kolejną historią.
Odcinek z Jhonem w kawiarni był poprowadzony świetnie.
Ja również nigdy purystą książkowych adaptacji nie byłem - dla przykładu Wiedźmina oglądało mi się przyjemnie, choć był to mocny średniak. Tolkienowskie dzieła czytałem (oprócz Hobbita), ale jakiś fanem tego uniwersum nie jestem.
Serial jest po prostu nudny - dialogi są strasznie drętwe, Galadriela lata po świecie szukając zła, wszyscy mówią, że zła nie ma, czarny elf szuka zła, wszyscy mówią, że zła nie ma, ludzka kobieta ostrzega ludzi przed złem, ludzie mówią, że zła nie ma. Dialogi mdłe do bólu, podobnie jak cała postać Galadrieli.
Dla jasności - nie liczę, że serial będzie wypełniony akcją, ale taki Ród smoka (który będzie naturalną konkurencją dla Pierścieni władzy) również ma spokojny początek, głównie przegadany, ale te dialogi mają jakąś głębię, czuć, że każde słowo niesie swój ciężar. Dla przykładu scena na murze z Daemonem i Rhaenyrom - czuć to napięcie, czy ten pierwszy jednak odpuści, w Pierścieniach tego brakuje.
Co do widoczków - zauważ jak kameralne są te ujęcia, większość w wąskim kadrze z green screenem za plecami. Są bajeczne i kolorowe, ale bardzo "statyczne", we władcy pierścieni kadry były dużo szersze, jakieś ujęcia z lotu ptaka itp. Zbroje elfów też wyglądają jak z kartonu, nie czuć ogromnego budżetu, ale może ten poszedł na przyszłe odcinki.
Narazie w serialu na plus Durin, przynajmniej miał jakieś emocje i fajnie się go oglądało. W zasadzie sceny z hobbitami 2.0 też przyjemne, takie lekkie.
Z drugiej strony w Drugiej Erze powinni pojawić się dwaj czarodzieje, więc tu też jest pewna nieścisłość. Mam nadzieję, że zostanie ona wyjaśniona i być może gdzieś indziej z nieba spadł inny mężczyzna.
Eeeeee?
W Drugiej Erze powinno pojawić się 0 czarodziejów, w Trzeciej Erze (czyli długo po akcji serialu) 5 czarodziejów.
Istari wysłano do śródziemia w 1000 TE.
Django było nastawione na satyrę westernu, miało sporo komediowych wstawek stąd współczesna muzyka tam pasowała.
Nie mam nic do heavy metalu w takim DMC czy Bayonecie bo tam taka muzyka wpasowuje się w klimat. Wyobraź sobie, że w Dark Souls w walce z bossem zamiast chóralnej, gotyckiej muzyki leci jakaś Dua Lipa - psułoby to całkowicie klimat pojedynku.
Z tego co pamiętam Lords of the Fallen stawiało na ciężki, ponury klimat i współczesna muzyka totalnie do niego nie pasuje.
Zwiastun bardzo klimatyczny, tylko muzyka fatalnie dobrana - to tak jakby we władcy pierścieni w walce z nazgulem odpalić jakieś szanty w tle.
Wydobycie węgla w 2021 roku - ok. 58,3 mln ton
Eksport węgla w 2021 roki - ok. 3,14 mln ton
A ty coś gadasz o 80% eksporcie :D
W Polsce średnie uzwiązkowienie wynosi 100%, gdzie są spółki w których dochodzi do 120%. Jest to możliwe bo jeden "górnik" zapisuje się do kilku związków jednocześnie. Dodaj do tego, że górnicy dołowi to pewna część pracowników, duża część do urzędnicy, zarząd, generalnie ludzie pracujący w biurze i nie mający nic związanego z ciężkimi warunkami pracy.
I tak spółka, która przynosi ponad 400 mln straty dostaje podwyżki, co przynosi kolejne 100 mln straty, bo przecież ludzie w biurach też je dostają, związki trzeba opłacać itp.
Problem górnictwa polega na tym, że przez lata i wiele rządów mnożyły się puste stanowiska co przy dość dużych kosztach wydobycia (mało kopani odkrywkowych, z których wydobycie jest tańsze) powoduje ogromne straty. Żaden rząd tego nie ruszy, bo dla nich liczy się dopchanie do koryta, więc nie wyjdzie przeciw związkom.
Otóż 80% wydobycia idzie .... na eksport ... powtórzę .... na eksport.
Po takiej bredni dalej chyba nie ma sensu czytać
Wszyscy wskazują na Nier, a mi na myśl przychodzi inny tytuł "Outer Wilds".
Sposób w jaki podawana jest tam fabuła i cała otoczka odkrywania sekretów planet zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Pamiętam opady szczęki po dotarciu do kolejnej planety i badaniu praw nią rządzących.
Świetny przykład, że gry od małego studia robione z sercem często kładą na łopatki kolosów branży wydających kolejne gry z taśmy.
Oj tak, ten film ogląda się wyczekując kolejnej sceny z Antonem.
Przykład na to, że nie trzeba robić jakiś przerysowanych Jokeropodobnych złoli aby człowiek czuł niepokój.
Jeśli nie grałeś w jedynkę, to właśnie ją polecam - Salt and Sacriface to duży regres, wycieli kilka fajnych mechanik i dodali same kijowe.
Czyli według tego co
Nie zgadzam się z tym, że gra jest ogromna - misji jest sporo, ale te nie różnią się aż tak bardzo od siebie.
Być może to kwestia kiepskiej optymalizacji - były mapy, gdzie wszystko działało mi gładko na wysokich, gdzie nagle w losowym miejscu dostawałem 20fps nawet na niskich. Dodam, że nie były to jakieś szczególnie animowane miejsca, raczej podobne do innych - stąd wniosek, że skopano optymalizację.
Gierka przyjemna - takie 8/10. Sporo zabawy z buildami, dużo herosów do odblokowania, fabuła sztampowa, ale nie razi w oczy.
Największy minus to AI przeciwników, którzy atakują zawsze najbliższy cel, co łatwo ograć. Przy odpowiednich buildach gra staje się dość łatwa - endgamowe misje można przejść dosłownie jednym bohaterem jeśli odpowiednio go "dopakujesz", albo inaczej "klasa Vanguard" jest mocno niezbalansowana.
Tak czy inaczej polecam gierkę, jeśli ktoś lubi taktyczne pojedynki nie powinien się zawieść.
Mam podobnie. Salt and sanctuary (pierwsza część) mi bardzo podeszła, ale ta jest jakaś nijaka - lokacje nudne, bossowie bez szału, system "polowania" na magów, czyli chodzenia po mapie i klepania jego summonów aby podejść do właściwiej walki tylko przeszkadza.
Lepsza walka niż w jedynce? Nie powiedziałbym, niby podobna co w poprzedniczce ale coś tu nie gra i strasznie męczy.
Skalowanie przeciwników niszczy całą imersję gry - zaczynasz w gatkach z pałką i klepiesz szczury, wracasz z dowaloną zbroją i mieczem większym od ciebie i dalej szczur ma być równym przeciwnikiem? To zabija całą frajdę z rozwijania postaci, bo nie czuć jej siły.
Najlepszym rozwiązaniem jest dodanie opcji w ustawieniach czy chcesz grać ze skalowaniem czy bez.
Czy Ci się to podoba czy nie, Elden ring zrobił furorę na świecie. Dosłownie wszyscy moi znajomi, którzy kupili grę są zachwyceni.
Jedyna seria artykułów na tej stronie, na którą czekam.
Draugnimir robisz świetną robotę.
BTW jak widzę, to dla żadnego zakończenia nie absolutnie nie ma potrzeby aktywacji runów w wieżach. Po co one w takim razie są? Strzelam, że są pozostałością po innym pomyśle albo będą wiązać się z DLC.
Aktywujesz runę w wieży -> ustawiasz ją przy ognisku -> używasz "rune arc" aby ją aktywować aż do śmierci. Przecież to wszystko jest opisane w grze.
Jeśli chodzi o projekt lokacji, to otwarty świat nie zdał egzaminu. W ogromnej części jest on pusty. Widać to zwłaszcza pod koniec, gdzie w śnieżnych krainach trzeba się nalatać, żeby w ogóle coś znaleźć
Ja nie odniosłem wrażenia "pustoty" - może dlatego, że rzygam otwartymi światami gdzie jedynym contentem jest kolejna zapchajdziura typu znajdźka i klepanie tych samych schematów. Tutaj każda budowla jest unikalna, jasne, że są ruiny podobne do siebie, ale to tylko uzupełnienie całości.
Gra ma wg mnie dziwaczy balans trudności i ogólnie zły projekt (...)
Jeśli grasz z duchami to trudno się dziwić, że bossy łatwiej idą niż mobki. Przejdź grę bez duchów, a wszystko wróci do normy.
Tworzenie przedmiotów jest dla mnie czymś zupełnie niepotrzebnym. Konia z rzędem temu, kto zrobił tam coś innego, niż garnek z ogniem czy strzały.
Ja robiłem jeszcze odtrutki i perfumy na trudniejszych bossów. To nie zmienia faktu, że 90% jest bezużyteczna.
Pisałem też wcześniej o tym, że ich rozmieszczenie też jest z dupy. Podczas gdy w DS3 po samej pozycji przeciwnika można było wywnioskować część fabuły, to tutaj wygląda to w ten sposób, jakby rozmieszczenie było całkowicie losowe. Tutaj meduza, tu szczur, tu smok. Tam damy ptaka śmierci. Dlaczego? Bo tak.
Chyba sobie żartujesz. Ogarnij lore i fabułę, a zrozumiesz, że tu nie ma przypadku, zresztą FS zawsze o to dbało i pod tym względem ER nie różni się od poprzedniczek.
Z resztą się mniej więcej zgadzam - szkoda, że nie dodali nic do ng+, dalej klepanie przez tekstury, nierówna grafika itd.
W sumie nie wiem jak dobiłem taki level - zawsze zachowywałem podniesione runy i używałem ich z ekwipunku tylko aby dobić do brakującego levelu. W ten sposób nie traciłem run "w terenie".
Za Radanem są też specyficzne katakumby gdzie można zebrać sporo dusz - walczą tam ze sobą mini armie duchów, można im trochę pomóc w dobijaniu :)
Początek robiłem na szponach i te ulepszałem, potem respec i granie pod Uchigatane i Moonveil, potem kolejny respec i zamiana Moonveil na River of blood. W sumie tylko te bronie ulepszałem no i nie marnowałem dusz na ulepszanie summonów.
Gra ukończona - 97h, 164 level. Wspomagałem się wikipedią przy niektórych questach NPC, bo chciałem je koniecznie ukończyć.
Wszystkie bossy robione solo, bez używania summonów. Najdłużej zajęła Malenia (zaskoczenie), około 90 minut. Maliketh padł za trzecim razem, Godfrey z 30 minut, finałowa sieczka z godzinkę.
Build Dex+Arcane pod power stance i dwie katany (River of blood + Uchigatana) Do czyszczenia mapy i mniejszych bossów/mobów spamowanie aktywnej umiejętności z River of blood.
Do najtrudniejszych bosów polecam popioły: Bloodhound step - czyli takie szybkie dashe, troche udoskonalony roll. Można dość szybko spamować i przemieszczać się po mapie nietykalnym. Wyczuć moment, gdzie można sprzedać hit z dwóch katan i jakoś leci.
Ta katana, którą trzyma w ręce to River of blood - skaluje się między innymi z mistycyzmem, więc włożone punkty zwiększają obrażenia.
Mistycyzm zwiększa też wskaźnik krwawienia.
Te opracowanie gość zrobił na podstawie zwiastuna i chyba bety - jest dość ubogie. Ma też błędy.
Wartość krwawienia przy broni to nie są obrażenia same w sobie, a ilość załadowania paska krwawienia przy każdym trafieniu.
Pasek jest niewidoczny dla gracza, ale po jego załadowaniu nakładasz krwawienie, które zadaje procentowe obrażenia (procent HP wroga).
Cykl dobowy to nie tylko krajobrazy - opcjonalni bosowie typu nocna kawaleria czy ptak śmierci pojawiają się na mapie tylko nocą.
Ja od siebie dodam, że fabuła jest epicka, ale wymaga dużo czasu na zagłębianie się we wszystko - dla niecierpliwych można zerknąć na jakieś angielskie opracowanie na youtubie, bo samemu dojście do wszystkiego doprowadza do załamania nerwowego, a z opracowaniem też nie jest lekko.
Jasne, że można. W mauzoleach możesz duplikować każdą wielką runę - oczywiście jedna duplikacja, na jedno mauzoleum.
Blind Fate: Edo no Yami wygląda mocarnie. Stylistyka świetna, a i na pierwszy rzut oka mechanicznie daje dużo frajdy.
Ograłem swego czasu pierwszy rozdział BG3, potem przeszedłem Pathfindera:Wotr.
BG3 zapowiada się świetnie, ale i tak wypadło blado przy najnowszym Pathfinderze. Ten drugi trochę cierpi z powodu problemów technicznych, ale niemal pod każdym względzie jest bardziej rozbudowany.
Nie popisał się według twojej opinii - akurat Mutant Year Zero to świetna gra.
Myślałem, że w grach "Role playing game" chodzi o wczucie się w prowadzoną postać, czyli odegranie swojej roli w grze.
Disco Elysium idealnie wpisuje się w tą definicję, powiedziałbym nawet, że bardziej niż granie barbarzyńcą tłuczącym orki i rozdawaniem mu punktów w siłę, która doda +5 do dmg.
Tak, jest to okej. Pisząc o MLK nie chodziło mi o postać historyczną, a fakt, iż kolor skóry tej postaci jest ściśle związany z jej historią, jest, że tak powiem kluczem.
Od serialu czy filmy historycznego wymaga się odzwierciedlenia nie tylko realiów ale i postaci historycznych. Jeżeli Churchilla zagra jakiś niebieskooki playboy to film ten straci na odbiorze i stanie się jakąś marną groteską, a nie filmem historycznym. Angielską królową powinna zagrać aktorka, która jak najlepiej wpasowuje się w obraz tej postaci i taką aktorkę powinno się obsadzić w tej roli, by odbiór był jak najbardziej autentyczny.
Wstawianie w to miejsce czarnoskórej aktorki automatycznie skreśla film jako "historyczny"
Tak, jest to okej. Pisząc o MLK nie chodziło mi o postać historyczną, a fakt, iż kolor skóry tej postaci jest ściśle związany z jej historią, jest, że tak powiem kluczem.
Od serialu czy filmy historycznego wymaga się odzwierciedlenia nie tylko realiów ale i postaci historycznych. Jeżeli Churchilla zagra jakiś niebieskooki playboy to film ten straci na odbiorze i stanie się jakąś marną groteską, a nie filmem historycznym. Angielską królową powinna zagrać aktorka, która jak najlepiej wpasowuje się w obraz tej postaci i taką aktorkę powinno się obsadzić w tej roli, by odbiór był jak najbardziej autentyczny.
Wstawianie w to miejsce czarnoskórej aktorki automatycznie skreśla film jako "historyczny"
Psyche został przetłumaczony jako: Psyche.... no super tłumaczenie. Ja bym to przetłumaczyłm wrażliwość lub emocjonalność/emocje.... coś w ten deseń.
Hmmm gdyby tylko istniało w języku polskim eleganckie słowo określające emocjonalność i intelekt człowieka.
Dokładnie - gra która stara się zadowolić wszystkich jest zazwyczaj miałka i nijaka. Brakuje odważniejszych projektów, jakiś innowacji, a nie półotwarty świat, tysiąc znajdziek i oklepane systemy.
Na tym polu i w tej sytuacji Skype przegrywa z ts3.
Jeśli chodzi o komunikator głosowy typowo pod gry to Skype przegrywa z Discordem i TSem na każdym polu.
To trochę tak jakby zachwycać się gadu gadu jako najlepszym komunikatorem tekstowym.
Ta gra to takie Dark souls
A Dark souls to takie Demon souls
A Demon souls to takie Severance: blade of darkness
Ultima online była takim tworem.
Tam mogłeś żyć z handlu, będąc po prostu rzemieślnikiem. Ludzie budowali własne miasta budynek po budynku, swoje sklepy, zamki i siedziby gildii. Sami opracowywali eventy, wojny, ekonomię i swoją rolę w świecie.
Dla przykładu - jedną z prac było zbieranie bawełny na polu, by potem przerobić ją u krawca na płótno i sprzedać z odpowiednią przebitką. Zbieranie na polach było jednak czasochłonne. Byli ludzie, którzy na targu szukali swoich "murzynów" do zbierania bawełny, czyli ludzi, którzy nie znali jej wartości po przeróbce, budowali im chatki gdzie mieli składować zebraną bawełnę i dostawali za to zapłatę. Szefu odbierał, przerabiał to i sprzedawał.
Czemy głupie pytanie? Jak dla mnie dość uzasadnione.
Nie musisz znać uniwersum aby zrozumieć serial, twórcy postarali się aby każdy mógł coś z niego wynieść.
Główna różnica jest taka, że nie znając lore gry nie wyłapiesz kilku drobnych smaczków, ale z drugiej strony gracze wiedzą jak potoczą się losy większości postaci, więc Ty nie masz tych spoilerów w głowie.
Serial to wisienka dla graczy znających uniwersum, a zarazem przyjemna animacja dla ludzi, którzy go nie znają...warto.
Ludzie, którzy robią to dla sportu czy ambicji przełamania zabezpieczeń to jakiś nieznaczący odsetek cheatów na serwerze.
To co zalewa serwery to firmy specjalizujące się w masowej produkcji cheatów - ich strony są zamykane, ale na ich miejsce wskakują nowe.
Muszę przyznać, że gram w Valoranta od bety ze znajomymi - ilość cheaterów na których natrafiliśmy można policzyć na palcach jednej ręki.
Z ciekawości zerknąłem na jeden serwis, gdzie ludzie umieszczają swój czas ukończenia gry (nie wiem czy moge reklamować, więc nie wstawiam).
Te czasy odpowiadają ukończeniu gry jako "Completionists" - czyli ze wszystkim co było do odwiedzenia i znalezienia.
Nie wiem jak ty grasz, ale coś Ci słabo idzie.
"Jako że uczestniczymy w konflikcie dobra ze złem, możemy podążyć kilkoma ścieżkami: anioła, nieśmiertelnego licza oraz szarlatana."
Jeśli mówimy tutaj o "mythic path" to jest ich 10, a nie 3.
"Nie brakuje wyborów moralnych i walk prowadzonych w czasie rzeczywistym (na szczęście z aktywną pauzą)"
Gra oferuje też tryb turowy walk, dla wielu to ważne, a artykuł może wprowadzić w błąd.
Dodatkowo wypadałoby wrzucić normalny screen, a nie ten z trybu strategicznego, bo ktoś może pomyśleć, że to jakaś kalka HoMM, a nie rasowe cRPG.
Chyba każdy kto spędził na tym serwisie trochę czasu ma świadomość tego, że sugerowanie się tutejszymi ocenami nie ma sensu - za dużo dzieciarni.
Jeśli już musisz sugerować się tutejszą społecznością polecam poszukać w komentarzach jakiś mini recenzji, czy rozbudowanych komentarzy z konkretnymi argumentami - niektórzy takie piszą. Taka ocena daje znacznie lepszy wgląd niż ta zakłamana cyferka przy grze.
Będąc fanem cRPGów minionej epoki - wszelkich Baldurów, Icewindów, Tormentów itp. podchodzę z dużym dystansem do nowych propozycji z tego gatunku, na wielu się zresztą zawiodłem.
Będzie to moja subiektywna ocena, ale mogę z czystym sumieniem przyznać, że Pathfinder: WotR jest najlepszym cRPGiem w historii.
Fabularnie/kreacją świata ustępuje jedynie pierwszemu Tormentowi, natomiast mechanicznie bije tego na głowę.
Multum klas, sprzętu, perków, ciekawy świat, świetni protagoniści i antagoniści, dobre postacie poboczne, rozgrywka na wiele godzin wypełniona po brzegi. Jedynym mankamentem jest stan techniczny, ale jak sądzę to jest do załatania.
Jestem tego samego zdania - Dark Souls przetarło szlaki dla gatunku, wystarczy spojrzeć ilu grom przypisuje się łatkę "soulsopodobnych".
W historii były już takie gry (choćby Severance: blade of darkness), ale to DS1 przywróciło gatunek do łask.
Tu nie chodzi o hejt na ludzi, którzy nie zagrają bo nie ma spolszczenia, a na ludzi, którzy płaczą jacy to źli deweloperzy, bo nie ma spolszczenia.
Tacy ludzie są po prostu nie rozumieją jak funkcjonują firmy i ich budżet + uważają Polskę za pępek świata, gdzie nasz rynek w świecie gier jest raczej marny.
180zł za pełnoprawnego RPGa to przesada?
Ciekaw jestem w takim razie co jest według Ciebie warte tej ceny.
I znowu się zaczyna gadka o braku tłumaczenia.
Zrozum, że gra ma generować przychody, a polski rynek jest żałosny w porównaniu do konkurencyjnych państw. Steam pokazuje, że wydano tłumaczenia na 6 największych rynków growych.
Mają określony budżet, skoro im się to nie opłaca to po co pchać się w polskie tłumaczenie? Naprawdę sądzisz, że wydadzą wersję PL i przychód skoczy im o miliony?
Nie jesteśmy pępkiem świata, idąc twoją logiką musieliby wydać kolejne 20 tłumaczeń na kolejne kraje.
Serio nie ogarniam co ludzie widzą w tych serwisach...
Może to, że masz darmowy komunikator, możliwość zakładania konferencji w kilka osób (ja zgaduje się na piwo ze znajomymi). Dodatkowo można używać jako tablicę informacyjną - np. podającą kiedy wychodzi nowy singiel twojego ulubionego artysty, nowa gra, film itp.
W ciulu mam foteczki znajomych, większość mam odznaczoną, aby nic nie wyświetlało - zamiast tego mam informator i komunikator w jednym.
"Linia fabularna... a czym to odbiega od Gier o tron, Wiedźminów, LotRów czy innych Harrych Potterów? Jest zły, jest dobry, jest rosnąca moc"
Gra o tron:
- Mnogość wątków, które z biegiem fabuły przecinają się wzajemnie
- Duża nieprzewidywalność fabuły (masowe uśmiercanie postaci, brak "niezniszczalnych" bohaterów, bo Ci muszą grać pierwsze skrzypce, no z małymi wyjątkami)
- Głębia postaci, które wraz z fabułą zmieniają swoje motywy i poglądy. Duża "szarość" bohaterów, brak jasnego dobra i zła, bo każdy ma swoje racje
- Rozmach całego uniwersum
- W sumie niewielka ilość nieścisłości w fabule, przynamniej w pierwszych sezonach
Cień i kość
- Główny wątek jest prostolinijny i sztampowy do bólu. Dobra, nieśmiała bohaterka i zły czarownik. Zero zwrotów akcji, zero rozgałęzień fabularnych, przypomina produkcje Disneya o księżniczce i królewiczu.
- Większość postaci nudno napisanych, ich poczynania są często głupie w samym zamyśle. Prawie każdy jest czarno-biały, przez co trudno się z nim utożsamić.
- Po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków w zasadzie wiadomo jak to się skończy, wspomniana sztampowość.
- Wątki poboczne nieco ciekawsze (choć dalej bez szału)
- Cukierkowość całego uniwersum co przekłada się na nieco kiczowate sceny walki itp.
Aby nie było - oglądając Cień i kość może nie byłem znudzony, jednak cały czas miałem wrażenie, że ten skierowany jest do bardzo młodego widza, stawia bardziej na bajowość historii i strasznie oklepane schematy.
Najlepszy był wątek tej Griszy (manipulującej sercem) i gościa stylizowanego na nordów. Wątek złodziejów też ujdzie, ale główny wątek jest tak tragiczny, że odrzuca starszego widza.
Dlatego właśnie gdy Polska zacznie coś znaczyć na tym rynku oferta spolszczonych gier będzie pokaźniejsza.
Nie pamiętam, której gry to dotyczyło, ale pokazali statystyki narodowości, które tą grę kupiło, i Polska to był jakiś marny odsetek.
Dlatego śmieszą mnie komentarze - nie ma spolszczenia to nie kupuje. Jak nie będziesz kupować to liczba spolszczeń będzie maleć, a nie rosnąć - taki bunt ma przeciwny efekt. Wszystkie większe firmy badają rynek.
Jeśli uważasz, że starsi gracze szukają mroku w grach to musisz być młody :)
Paradoksalnie właśnie ten mrok jest wycelowany w nastolatków.
Mam te same odczucia.
Pomysł z narratorem służy chyba zaoszczędzeniu - wystarczy jedna osoba, aby czytać wszystkie dialogi. Faktycznie z czasem to strasznie drażni.
Mi się gra przyjemnie, mechanicznie gra wciąga - trzeba tylko przymknąć oko na fabułę skierowaną do młodszych. Wciąż bawię się lepiej niż przy Assasinach ze względu na oryginalność świata i mnogość sprzętu.
Również polecam "Pana lodowego ogrodu".
Z czegoś bardziej pod sci-fi polecam "Ślepowidzenie" Petera Wattsa.
Super wiadomość - Ghostrunner był dla mnie największym pozytywnym zaskoczeniem poprzedniego roku.
"każdy kto narzeka, to pewnie nakręcił by lepiej"
To jeden z najgłupszych argumentów jakie można przytoczyć, a pojawia się nagminnie przy wielu dziedzinach. Nie muszę być reżyserem, by ocenić jakość filmu - to tak nie działa. Równie dobrze murarz może postawić Ci krzywo ścianę i powiedzieć, abyś nie komentował bo on jest fachowcem.
"weźcie mi wyjaśnijcie jak można nakręcić ambitny film z głęboką fabułą na podstawie gry"
Nikt nie oczekiwał głębokiej fabuły - wystarczyło zostawić motyw turnieju z oryginalną muzyką (albo lekkim remixem). Jakoś w wersji z 1995 roku to się przyjęło i wypadło całkiem nieźle.
Choreografia walk i praca kamery też pozostawia wiele do życzenia, a to podstawa tego gatunku.
"Jak wspomniał Ignazzio poza Kano i Sonią reszta to banda nijakich bezpłóciowców."
Nie powiedziałbym, że Sub-Zero wypadł bezpłciowo, Hanzo od biedy też dość fajnie. Najgorzej chyba wyszedł Raiden - te latarki w oczach :D Bardziej przypominał jakieś typa z Power Rangers niż postać z filmu w 2021 roku. Wypowiedział kilka sztywnych kwestii na krzyż i tyle.
"g5 e5 f3 Qh4."
g5 nie jest możliwe w pierwszym ruchu. Ale ogólnie masz rację, można zrobić mata w 2 ruchach, mój błąd.
1.f3 e5
2.g4 Hxh4
"Polecam Josha Waitzkina i jego The Art of Learning (książka i kurs w ostatniej dawno już chyba zapomnianej wersji gry Chessmaster). Josh od dziecka grał w szachy i zdobył w szachach w USA i na świecie wszystko co było do zdobycia"
W ramach sprostowania - Waitzkin zdecydowanie nie zdobył wszystkiego co było do zdobycia - nie zdobył nawet tytułu arcymistrza szachowego. Zajął czołowe lokaty w kilku dużych turniejach (głownie w USA). Było o nim głośno głównie za sprawą filmu i gry, ale w samych szachach są dużo większe nazwiska.
Najszybszy jest mat szewski (szewczyk) w 4 ruchach. Nie wiem jak ty chcesz zrobić mata w 2 ruchach - to jest fizycznie niemożliwe zachowując wszystkie reguły szachowe.
Obecnie da się oszukiwać w szachach, dlatego na wejściach turniejów na żywo są wykrywacze metalu. Wystarczy na komórce odpalić sobie komputer i powtarzać jego ruchy - ledwo rok temu była nawet afera z reprezentantką Polski. Kiedyś odebrano też wszystkie tytuły arcymistrzowi szachowemu (w obu przypadkach używano telefonu w toalecie).
Dla ciebie scenografia i kostiumy w wiedźminie wypadają lepiej niż w Cieniu i kości?
Ty tak na poważnie? :D
Mam podobnie - również ustawiłem poprzeczkę nisko, a i tak się zawiodłem. Sceny walk są bardzo krótkie, montaż strasznie chaotyczny więc całość wypada dość kiepsko.
Na plus jedynie walki z udziałem Sub-zero - tutaj bardziej się postarano, dużo budżetu poszło na jego lodowe sztuczki, to widać. Choreografia walk jest dość ciekawa, a same walki trwają więcej niż 3 kopnięcia.
Fabuła jest jeszcze gorsza niż oczekiwano, wywalono turniej na rzecz jeszcze głupszego rozwiązania, całość zasuwa zbyt szybko, więc często nie ma nawet ciągu scen.
Paradoksalnie film z 1995 roku wypada dalej lepiej niż to współczesne "dzieło" - właściwie pod każdym względem.
Tak czytając komentarze naszła mnie refleksja, że w dzisiejszych czasach nie warto robić rts-ów z krwi i kości.
Jeden chce realistyczną grafikę, gdzie potem będzie psioczył, że mała przejrzystość, drugi chce nowości, ale to przecież AOE więc ma być kontynuacją serii i nawiązywać do poprzedniczek. Ten chce współczesność, tamten średniowiecze i tak dalej.
Postawiono na cukierkowe jednostki bo te są przejrzyste - przy ograniu tytułu ludzie mają w dupie wygląd jednostki, bo mają do ogarnięcia 50 rzeczy na mapie i wolą aby coś rzucało się porządnie w oczy.
Owszem można farmić walutę - grając po 6-8 godzin dziennie przez tydzień możesz wyfarmić jakiś pakiet. Gra ma limity na transformację Zenu.
Monetyzacja jest duża, w becie mocny nacisk skupiono na sklepie, to razi po oczach. System kart jest bardzo fajny, cała reszta mocno średnia i w sumie nudna.
Dark Souls bez sensownej historii? Pierwsza część to fabularny majstersztyk pod względem dopieszczenia.
Owszem podana w ciężki sposób, bo wymaga od gracza spięcia pewnych elementów w całość. Dla leniwych zawsze można wklepać frazę "lore" na yt i masz dziesiątki opracowań.
Gdzie ty widzisz ściek w komentarzach? Normalne dyskusje jak to przy nagrodach.
Szukasz na siłę sensacji.
Taa Gwel chodząca przez cały serial z cyckiem na wierzchu i jasnowidząca istota, która potrzebuje orgazmu do przepowiedni :D
Komiks zacny, nie da się nie zauważyć, że tak naprawdę to wariacja na temat opowieści biblijnej z wtrąceniami mitologii skandynawskiej. Mnóstwo powiązań do tych dwóch, ale wydaje mi się, że formie serialu ciężko byłoby to sprzedać.
Gdybym soulsom dać zapis w dowolnym momencie cały system doświadczenia i rozwoju postaci by się posypał.
Cała zabawa polega na tym, aby gracz czuł napięcie widząc przeciwnika, a nie robił przed nim save.
Do bossa nie przebiegasz całej mapy, tylko odblokowujesz skróty do najbliższego ogniska i biegniesz omijąc przeciwników. To trwa parę minut, czasem kilkadziesiąt sekund.
Potężni bossowi składający nas na hita to również duża zaleta gry - Soulsy zyskały swój pogłos głównie dzieki temu, że celowały w starych graczy, którzy pamiętali gry, które były wyzwaniem, a nie prowadzeniem za rączkę.
Spróbuj może scptoolkit - też emulator pada, konfigurujesz raz i masz spokój we wszystkich grach.
Nie ma znaczenia - dwójka ma inną historię, mechanika 1 do 1 przeniesiona z jedynki + kilka nowości.
Możesz być odrobinę przytłoczony na początku, jeśli nie grałeś w jedynkę, bo Nioh może i ma sztywniejszy system walki od Soulsów, ale za to dużo więcej rzeczy do ogarnięcia poza nią.
Dziesiątki skilli od odblokowania, kilkadziesiąt duchowych bestii, dużo lootu, składanie ofiar w kapliczkach i szukanie Kodam.
Data nieprzypadkowa - 2 dni przed walentynkami, podczas których kina są oblegane.
No to super - przez tyle lat robimy turnieje na całym świecie, cs go jest jednym z filarów e-sportu, a tu strzelanie jest losowe :D
Swoje zdanie opierasz na kilku filmach, które pokazują niedoskonałości modelu - to nie zmienia faktu, że przy 99% akcji strzał pada tam gdzie chce strzelec. Grałem wiele lat w CSa, zanim mi się przejadł i jedyne co trzymało mnie przy tym tytule to model strzelania - takich jak ja są setki tysięcy patrząc na wyniki popularności tej gry. Ta gra nie posiada praktycznie żadnego rozwoju (nie licząc skinów), a dalej utrzymuje się w czołówce.
Czyli twoim zdaniem CS ma kiepski model strzelania? Ta gra od 10 lat jest królem sieciowych fpsów i zawdzięcza to głównie modelowi strzelania. Strzelanie, które w 100% opiera się na skillu, jego siła tkwi w prostocie i dlatego wszyscy "pogromcy CSa" tracą większość graczy po 2 miesiącach.
Bez połączenia z internetem tracisz część zawartości - nie zrobisz wyzwań i nie odblokujesz sprzętu.
Może dlatego, że:
Po hiszpańsku mówi na świecie około 528 mln ludzi
Po niemiecku 130 mln
Po francusku 230 mln
To nie jest tylko język europejski (no z wyjątkiem niemieckiego, ale nawet ten jest w kilku krajach), tylko ogólnoświatowy.
Polska jest też krajem, gdzie dużo się piraci, to nie jest atrakcyjny rynek zarówno pod względem językowym jak i zbytowym.
Generalnie to jest zaprezentowana wersja LOW, ale z teksturami na minimum wysokim. W grze oddzielne ustawiasz jakość tekstur i gotowe opcje graficzne.
Cała reszta wygląda tak jak na filmie - między ulta i low przy jednakowym poziomie tekstur nie ma zbyt wielkich różnic. Dopiero obniżenie samych tekstur na LOW powoduje widoczny spadek grafiki.
Też mnie to wkurzało - jeżdżąc po mieście nawet nie możesz się rozpędzić, bo skręt pokazuje w ostatniej chwili, do tego model jazdy jest na tyle kiepski, że ciężko się wchodzi w w zakręt.
Tak, Caliburn to najszybszy wóz w grze - na mapie jest ukryty darmowy model (czarny), można go także kupić (biały kolor). Maksymalna prędkość 211 mph.
Generalnie jak wydasz parę punktów w atuty powinieneś bez problemu ściągać wszystko na strzał w głowę z pistoletu/snajperki.
Polecam rewolwer z tłumikiem, bo to daje chore przeliczniki. Skończyłem dzisiaj CP i problem z gąbkami na pociski był tylko przez kilka pierwszych godzin, potem giwery były nawet przesadzone pod kątem obrażeń.
Z jednej strony tak, ale z drugiej kolejne przesunięcie premiery spowodowałoby kolejny lament ludzi.
Serwisy o grach napompowały balonik do tego stopnia, że oczekiwania stały się nierealne. Sam CDP również nakręcał atmosferę, ale oni po prostu reklamują produkt, z którego chcą wyciągnąć jak najwięcej hajsu, więc to logiczne.
Zresztą, gdyby każdy niedopracowany produkt tak wyglądał, przemysł gier miałby swoją złotą erę.
Nie ma sensu im tego tłumaczyć - to są głównie ludzie, którym gra nie poszła na ich sprzęcie, albo idą za modą, bo widzieli jakiś jeden filmik na YT.
Tacy zawsze pieją, że ludzie lubią CP bo to Polska gra i nie przemówisz im, że mimo wielu niedociągnięć to po prostu świetna gra (jedna z lepszych jakie grałem, a mam 30 na karku).
To wyobraź sobie, że przy tym półprodukcie ludzie bawią się lepiej niż przy czołowych produktach konkurencji :)
Co w tym dziwnego?
Mimo bugów i kilku niedociągnięć to wciąż jedna z lepszych gier ostatnich lat. Klimat się wylewa z wszystkich stron, fabuła świetna. Rozwój postaci przyjemny, strzelanie po odblokowaniu kilku perków staje się dość ciekawe.
Szczerze mówiąc gra siadła mi dużo bardziej niż takie GTA V. Mam wrażenie, że duże grono hejterów nawet nie odpaliło tej gry tylko powiela głupota z neta.
- wymuszane skradanie się i loot shooter w którym dmg zależy od lvlu broni to bardzo kiepskie połączenie by kogoś zabić po cichu trzeba mu pół magazynka w głowę wpakować ( z tłumikiem ulepszonym oczywiście ) co zwykle się nie udaje, a jak nawet się udaje to działa krótko bo po chwili broń jest już za słaba.
Też mam koło 30h - pistoletem z tłumikiem ściągam wszystko na strzał w głowę. U bossów ściągam 50-70% hp pierwszym strzałem z ukrycia. Gram na trudnym poziomie.
- odzywki postaci towarzyszących w misjach są bez sensu i z czasem drażnią np. zaraz nas wykryją kilkukrotnie
Dla mnie te odzywki dodają klimatu, nigdy nie spotkałem się aby ktoś powtarzał kwestię.
Sklepiki z bronią ciekawi mnie po co to jest, po 30h gry prócz komponentów/schematów nic tam nie kupiłem z gotowych broni bo albo było dziadowskie albo za drogie i ogólnie już skrafcić samemu się bardziej opłaca broń czy amunicję
Po to aby kupować legendarne bronie z dobrymi pasywkami i mody do broni. Teraz wiem czemu dalej masz gąbki na pociski jako przeciwników.
Z resztą twojego postu się zgadzam. Mi ta drętwość świata akurat nie przeszkadza, ale nie da się ukryć, że po dłuższym obcowaniu z grą widać, że świat to makieta.
To nie jest żadna nowość. Poczytaj sobie ile zarabiają na samych koszulkach znanych gwiazd piłki nożnej. Nie pamiętam którego zawodnika to był transfer, ale wart coś koło 100mln - stwierdzono, że suma zwróci się w kilka dni z samych koszulek.
Dlaczego rozumiesz gadżety z film i gier, a nie rozumiesz gadżetów ze sportu i e-sportu? Dzieciaki mają swoich idoli, więc chcą pokazywać się w ich koszulce, tak jest od kilkudziesięciu lat.
Te przykłady pokazują jak nie grać w tą grę :D
Najlepszy tego przykładem jest akcja z zeskokiem na kulkę - gość z 5 razy robi dokładnie to samo, nie wprowadza zmian i dziwi się czemu znowu nie wyszło. Przy spowolnieniu czasu wystarczyło przesunąć się w bok, aby wyminąć pierwsze pociski, po spadnięciu dash na bok aby wyminąć kolejne. Można też obrać inną ścieżkę jak ta jest za trudna.
Jak coś nie wychodzi to trzeba to zmienić, a nie powtarzać, totalne podstawy. To na filmiku to jest dopiero początek, łatwa sekwencja, dalej będzie 5 razy trudniej i jakoś ludzie sobie radzą.
Te próby wbiegnięcia na ścianę pokazuje po prostu, że gość sobie nie radzi skoro nie potrafi zatrybić aby cofnąć sie o krok i wbiec pod minimalnie mniejszym kątem :) Zdziwiłbyś się co trzeba robić pod koniec gry - gdyby to nie było dopracowane ostatnie poziomy byłyby nie do przejścia, a przechodzi się je gładko.
Wytłumaczę Ci to inaczej - to tak jakbyś grał w Soulsy i po prostu leciał na przyciwnika spamując atak. Potem po paru śmierciach narzekał, że gra niedopracowana bo przecież przeciwnik mnie zabija, a ja naciskam atak.
Cóż, właśnie zakończyłem grę - na dzień dzisiejszy w mojej opinii gra roku.
Dynamika walki jest wspaniała, czuć tą potęgę Ghostrunnera, a samo powtarzanie jednej sekwencji kilkanaście razy nawet nie męczy, a motywuje do doskonalenia swoich ruchów. Na duży plus również oprawa audiowizualna i optymalizacja - przez całą rozgrywkę brak choćby jednej ścinki, a potężnego PC nie mam.
Daję 9/10 ze względu na brak zapisu checkpointa po wyłączeniu gry (konieczność powtarzania całej misji) oraz podawania dialogów (które są tu całą fabułą) w środku rozgrywki przez co nie można się na nich skupić.
Kompletnie nie zgadzam się z tą opinią.
Owszem, czasem wiesz co zrobiłeś źle i się poprawiasz, ale większość poziomów do tej pory (ok. godziny gry) to bieg na pałę jedną z 2-3 dostępnych tras po ścianie i spadanie na przeciwników licząc na to, że nie trafią (jest niby spowolnienie czasu z doskokiem, ale jego zasięg jest mały, a spowolnienie bardzo krótkie więc i tak biegniesz na strzelający karabin z modlitwą na ustach). Bardzo często ginie się z powodu lotu/biegu na karabiny lub dostaje się w plecki podczas biegu po ścianie lub wykonywania innej czynności, podczas której jesteśmy bezbronni (np. podpinanie się do punktu zaczepienia linki, wspinania na półki).
Nie spadasz na przeciwników licząc, że nie trafią - od ścian trzeba odbić się w dobrym momencie aby wyminąć strzał, to trzeba wyczuć. Dodatkowo masz co sekundę dasha, który służy wymijania pocisków również w locie (przytrzymując spowalniasz czas i dowolnie przesuwasz postać). Tu nie ma przypadku tylko twój skill.
Twórcy kompletnie zignorowali prośby graczy o dodanie trybu łatwego, w którym możemy przyjąć 2-3 strzały zanim zginiemy
To byłoby kompletnie bez sensu - przy 3 strzałach można na pałę lecieć na przeciwnika, bo postać jest szybka. Dodatkowo pociski można odbijać mieczem.
Bardzo źle wykonany jest również sam model poruszania. Nie ma takiej płynności i pędu jak w mirror's edge,
Płynność jest nawet większa niż przy Mirror Egde. Postać jest szybka, ma szereg umiejętności do kontroli lotu, wszystko jest płynne i dynamiczne.
Wystarczy, że nabiegniecie na ścianę pod minimalnie innym kątem niż idealny i postać się do niej nie przyklei, tj. nie zacznie po niej biec
To jest już kompletna bzdura - postać nie łapie ściany jeśli trafimy na nią prostopadle. Łapie większość kątów i to na dowolnej ścianie. Najwidoczniej źle się ustawiasz, przez pierwsze pół godziny też miałem z tym problem, potem zrozumiałem swój błąd.
Ktoś powie, że jestem za słabym graczem - cóż, w mirror's edge, hotline miami i dark souls sobie radziłem bez większych problemów, więc to chyba jednak z grą jest coś nie tak...
Gram w tą samą grę i nie mam takich problemów. Tak w ogóle co mają Soulsy do Ghostrunnera?
Ogromną wadą gry jest także fakt, że nie możemy wyjść w dowolnej chwili, bo jak wyjdziemy w trakcie poziomu to trzeba go potem powtarzać w całości, pomimo tego, że gra po każdej arenie z kilkoma przeciwnikami robi checkpointy.
Tu się w pełni zgadzam - checkpointy mamy dosłownie co chwilę i też nie rozumiem konieczności powtarzania całego etapu. Z czasem misje są coraz dłuższe i trzeba rezerwować sobie czas - po co to, nie mam pojęcia.
W książce było nieco inaczej, choć czytałem ją dawno i mogło mi się coś pomylić.
W książce czarodziejki poprawiały sobie urodę magią i wszystkie wyglądały jak z wybiegu. Wyjątkiem była właśnie Fringilla, która nie była próżna i była typem "kujonki". Stawiała naukę i wiedzę ponad wygląd, nie interesowało ją knucie i intrygi (mimo, że pochodziła z Nilfgardu). Niechętnie przyjęła zaproszenie do tej loży czarodziejek, które zajmowały się polityką. Była też biała.
W filmie wywrócono do góry nogami zarówno wygląd jak i cały charakter postaci - nic się nie zgadza, Fringilla jest czarna, elegancka i okrutna czyli totalne przeciwieństwo.
"Świetnych? Dubbing Shreka to dno"
I w tym momencie można zamknąć dyskusje z tym Panem, bo już tak się zakręcił w swoich wypowiedziach, że pisze coraz większe głupoty.
"Oryginalne głosy to jedyna słuszna opcja. Zawsze. To jest jedyny sposób by odebrać dane dzieło tak jak twórcy tego chcieli."
Czyli jeśli zagraniczny dubbing podoba mi się bardziej od oryginalnego to mam i tak grać na oryginalnym :D Co za bzdury.
Chłopie jesteś konsumentem - kupujesz produkt, który ma Ci sprawić przyjemność, nie wszyscy masturbują się do gry komputerowej. Idąc tym tokiem rozumowania nie modujmy gier, nie wgrywajmy fanowski patchy i dodatków - bo przecież mamy podniecać się oryginalnym zamysłem twórców, co z tego, że te dodatki zwiększą naszą przyjemność z korzystania z produktu.
Raczej nikt nie czepia się japońskiego dubbingu, jeśli ten brzmi dojrzale - problem pojawia się, gdy bohaterowie brzmią jak malutkie dzieci co jest bardzo popularne w anime czy tego typu grach.
Mam to samo - te piski 5-letniej dziewczynki strasznie irytują w japońskich produkcjach, szczególnie, że dodają je przy każdym skoku czy ataku co samo w sobie jest dziwaczne.
Nie wszyscy pół życia spędzili na oglądaniu anime - dla przeciętnego Europejczyka takie dźwięki drażnią ucho, zbyt wysokie tony.
Perk z antykami (ten z 7 poziomu handlu) jest przegięty jeśli dobrze wskoczy. Dwukrotnie sprzedałem przedmiot (jakiś złom) za około 30 000 i po problemie z pieniędzmi :)
Kojarzy ktoś prima aprilisowy żarcik z trailerem do XVI?
https://www.youtube.com/watch?v=yUTpLyptafY
Szkoda, że to tylko fanowska produkcja, a nie oficjalny trailer.
Po reanimacji postać dostaje losowy uraz wpływający negatywnie na statystyki - można go usunąć przedmiotem bądź u lekarza.
Logiczne, że jak chcesz jakieś wyzwanie to bierze się najwyższe poziomy trudności.
"Nie mam wątpliwości, że Mortal Shell przypadnie do gustu miłośnikom Dark Souls"
Jestem miłośnikiem serii DS i Mortal Shell totalnie mi nie podszedł - walka nie daje satysfakcji bo jest ociężała, do tego zero customizacji bohatera, a więc jakichkolwiek buildów. Do tego jeszcze tragiczny UI.
Dwaj znajomi, którzy również uwielbiają gry From Software są podobnego zdania. Gra nie daje frajdy, same widoczki to za mało.
Niby taka pierdoła, a już takie rysowane portrety tworzą fajniejszy klimat niż paskudne modele 3D.
Tu jest mowa o samym UI - w tym przypadku to 3D wygląda jak cofnięcie w rozwoju.
W przypadku DSa - ogniska i odrodzenie jest mocno wpisane w klimat i fabułę gry, wręcz się na niej opiera.
Jak dla mnie głównie minusy Venoma:
- Brzydki, plastelinowy Venom
- Kompletnie zmieniony charakter postaci pod młodszych widzów
- Brak krwi, brutalności itp, bo film musiał być sprzedany pod jak najmłodszą widownię.
- Wszystkie postacie oprócz Venoma nudne i nijakie.
Dla mnie jednak jeden z gorszych filmów ze studia - nie wiem po co brać taką postać, aby potem przerabiać ją pod najmłodszą widownie. Strzał w kolano i tyle.
Czy ja wiem - zanim porzuciłem CSa miałem globala i jakoś nic nie ciągnie mnie aby do niego wrócić. Zero zmian, masa toksyczności (ludzie myślą, że wbili max range to są bogami + irytujący rosjanie).
Valorant jest dla mnie co najwyżej przyzwoity, bez szału ale można sobie pograć - przynajmniej Riot dba o swoje dzieci. Trochę inne spojrzenie na tactical shootery, ale też bez większych innowacji w gatunku.
Masz rację - to gry dla ludzi znudzonych tysięcznym odgrzanym kotletem AAA i szukających nieco ciekawszych rozwiązań.
Nie widać większych nowości, więc trudno oczekiwać wiele od kolejnego odgrzanego kotletu.
Kingpin w pierwszym sezonie Daredevila to jeden z najlepszych antagonistów w gatunku - nie jakiś pusty szaleniec w rajstopach, ale genialnie napisany facet z krwi i kości. Osobiście stawiam go wyżej od wszystkich jokerów.
1 sezon Daredevila świetny, drugi słabiutki.
Do listy dorzuciłbym jeszcze Doom Patrol - pokręcone, ale unikatowe na swój sposób.
Również polecam Kingdoms - pierwszy sezon był średni, ale w drugim się ładnie rozkręca.
Dla mnie jedynym problemem jest fakt, że Chińczycy wystylizowani na tamten okres są często bardzo podobni do siebie i ciężko odróżnić niektóre postacie.
Ta gra ma tak proste algorytmy, że tego typu eksperyment, nawet dla jaj, jest nudny i nieśmieszny.
Simy umierały bo nie naładowałeś im paska poszczególnych potrzeb - niesamowite.
Też mam i5-4460 do tego Gtx 970 i 16 GB ramu - gra na 1920x1080 i wysokich ustawieniach nie spada poniżej 50-60 FPS.
Sprawdzałem na drugim PC bo tam mnie ciągle wywalało - po włączeniu gry wejdź w menager zadań - wyłącz aplikacje blizzarda oraz windows update, aby nie chodziły w tle.
Potem tak jak pisałem wyżej ściągnij jeszcze raz shadery przez opcje w menu ALE po włączeniu ściągania odczekaj 5-10 minut (w zależności jak mocny komputer). Te cholerstwo mimo, że na górze wyskakuje komunikat o skończeniu ściągania tak naprawdę ściąga dalej - jeśli nie ściągnie do końca i uruchomisz mecz, wywali do windowsa.
Testowałem na swoim słabszym PC - gdy opalałem mecz zaraz po komunikacie na górze "ściąganie ukończone" wywalało mnie do windowsa, jeśli odczekałem dłużej mimo komunikatu grałem kilka godzin bez crasha.
Może komuś pomoże.
Ewentualnie niektórym ludziom pomaga ograniczenie w opcjach limitu FPS na mniejsza ilość (np 100). Podobno niektórym gra robi ogromny skok FPSu i wtedy wywala do pulpitu.
Polecam też ustawić jakieś żałośnie niskie ustawienia graficzne i zagrać meczyk - sprawdzić czy wtedy crashuje, jeśli nie, z każdym meczem podnosić nieco ustawienia.
Jeśli masz na myśli wywalanie do windowsa w każdym meczu to spróbuj wejść w opcje grafiki i tam masz opcje ponownego ściągnięcia shaderów - u mnie pomaga, tylko trzeba to robić po każdym włączeniu gry.
Jaka ta gra jest piękna pod kątem audiowizualnym.
Po kilku godzinach w zasadzie trudno znaleźć choćby jeden mały minus gry - wszystko dopięte na ostatni guzik. Dla mnie obok pierwszej części najlepsza gra platformowa w historii.
Dobrze podsumowane.
Mimo, że jestem weteranem CSa to jednak cieszę się, że duża firma spróbowała FPS-a z modelem strzelania wzorowanym na CS - osobiście nie cierpię gier, gdzie trzeba wpakować dwa magazynki w przeciwnika.
Tak jak wyżej konkurencja dla CSa jakaś jest, ale wszystkie te skille (choćby przytoczone skakanie nad głowami) ogranicza taktykę i ukierunkowuje grę bardziej w kierunku deathmatch shootera niż gry taktycznej. Nie wygląda, na grę gdzie jeden flash/smoke zmieni oblicze rundy, bo przeciwnicy mają szereg umiejętnosci by to kontrować.
Zobaczymy co wyjdzie, ja czekam, bo ile można katować CSa :D
No to czekamy na kolejnego newsa o umierającym Cs Go albo nowym "pogromcy" CSa :D
Ta gra jeszcze długo będzie miała czołową pozycję wśród FPS-ów - jakieś kolorowe dziwactwa ze stosem aktywnych skilli temu nie zagrożą, nie tędy droga.
Psy 3 nie jest filmem Vegi.
Nie od dziś wiadomo, że najlepiej sprzedaje się chłam, tanie afery, przemoc i seks - na to zawsze jest popyt, co nie znaczy, że to jakościowy produkt. Sale są pełne tak samo jak książka 50 twarzy Greya osiągnęła rekordową sprzedaż - trafia w najprostsze instynkty więc i grupa docelowa jest największa. Każda dziedziny sztuki tak wygląda.
Wypominasz Rage2 i B3 nudę, a jako swój typ stawiasz GreedFalla?
Greedfall dosłownie masakruje te 2 tytuły pod względem nudy w rozgrywce - symulator chodzenia po pustych, nijakich mapach i odbierania dialogów. Tam większość gry biegniesz z jednego punktu mapy do drugiego (często kilkukrotnie przechodząc te same tereny, ogólnie im dalej w grze tym gorzej). Bierzesz dialog, lecisz do drugiego gościa, żeby potem wrócić do tego pierwszego - większość questów tak wygląda.
Jakość dialogów ma nawet spoko, fajny kolonizacyjny klimat - reszta w tej grze totalnie leży, nuda w rozgrywce, mechanice, totalnie pusty i statyczny świat.
Pamiętam opinie graczy pod wyjściu GreedFalla - najpierw wszyscy zachwyceni, gra roku itp, po ograniu kilku-kilkunasto godzin wieszali na tytule psy, bo wiało nudą i czar pierwszego wrażenia prysł, po klepaniu godzinami tego samego.
Akurat Code Vein miało sporo głębi w fabule tylko trzeba oglądać wszystkie wspomnienia by poznać bliżej postacie i sytuacje. Historia bitwy z królową, motywy postaci dla poświęcenia się i stania naczyniem (na zawsze zamkniętym w grobowcu), sytuacja nieskończonego głodu wampirów, czy dziwacznych opiekunek naczyń.
Fabularnie Code Vein przyrównałbym do Dark Souls 1, a to chyba najlepszą część w tej materii.
Mechanika też ciekawa, własny unikalny system buildów, masa skilli, mieli na to jakiś pomysł.
Jedyne co mnie odrzucało to cukierkowa grafika w stylu anime - nie moje klimaty.
Seria Dark Souls - 25 mln sprzedanych egzemplarzy
Sekiro - 4 mln egzemplarzy
No faktycznie bardzo mało hardkorowych graczy. Jasne, że w porównaniu do Gta czy AC to wypada blado, ale na tle mniej "kultowych" gier to wciąż bardzo dobry wynik.
Wielu graczy po prostu już mdli od gier, w których prowadzą Cię za rączkę i trzeba się mocny wysilić aby umrzeć. Szczególnie Ci starsi pamiętają, że 15 lat temu, gry stawiały wyzwanie, którego ukończenie dawało niemałą satysfakcje i po prostu z sentymentu za tym tęsknią.
Potop jest po prostu mniej przystępny dla młodszego widza, a trzeba mieć na uwadze, że duża część społeczności to właśnie ta grupa.
Mimo wszystko Ogniem i mieczem to wciąż przepiękne zdjęcia, kostiumy i muzyka. No i Aleksandr Domogarow w roli Bohuna - jedna z lepszych kreacji w polskim kinie.
Niby czemu poniżej standardów From? Sekiro zebrało lepsze oceny od graczy niż dwójka Soulsów i porównywalne z pierwszą i trzecią częscią Soulsów.
Weź jeszcze pod uwagę, że są idioci którzy dawali grze "0", bo to nie kolejna kalka soulsów.
Wypadkiem przy pracy to było Dark Souls 2 :D
Za bezgłowych dostajesz:
spoiler start
Przedmioty wielorazowego użytku (można chyba używać dowolną ilośc razy ale nie sprawdzałem) które zamieniają symbole ducha (te krzyżyki) na boost do statystyk na krótki czas (rodzaj statystyki zależy od Bezgłowego, którego ubiłeś, w sumie w grze jest ich 5).
spoiler stop
Jeśli umiejętność jest aktywna to musisz wejść w opcje postaci i tam ją ustawić. W opisie umiejętności przełączasz guzikiem na wyświetlenie skrótu klawiszowego - wirujące ostrza to RB+LB (gram na padzie) wciśnięte jednocześnie, pod warunkiem, że je wcześniej ustawisz.
Sposób na pijaka.
1. NPC narazie nie aktywujesz
2. ściągasz agro wroga i biegasz po mapie ściągając pojedyncze cele (tych z tarczami wystarczy uderzyć toporem i masz egzekucje)
3. Gdyby pozbędziesz się przydupasów chowasz się aby Pijak przestał cię szukać
4. Zachodzisz go od tyłu ściągając pierwszą egzekucje
5. Lecisz po NPC i bijecie go we dwóch, aż do drugiej egzekucji, możesz pomagać sobie ogniem.
Jeśli chodzi o pada od PS4 - Emulator "scptoolkit". Raz konfigurujesz i wykrywa w każdej grze.
Muszę przyznać, że jestem miło zaskoczony.
Na duży plus system walki - siłowanie się z przeciwnikiem, by naładować pasek obniżenia gardy i wyprowadzenia finishera. Nie ma mozolnego obijania przeciwnika, bo odstąpienie od walki jest jednoznaczne z wyzerowanie paska "zmęczenia" u wroga. Dodatkowo podoba mi się fakt, że walka wymaga skupienia i dobrych timingów - trzeba obserwować ruchy przeciwnika by dobrać kontrę, nie ma żadnych oczojebnych wskaźników pomagających w obronie, gracz ma sam dojść jaki typ ataku wyprowadza wróg, walki są bardzo szybkie i dynamiczne.
Wykluczono w walce schematy z soulsów, obejdź przeciwnika i uderz bądź wieczna turlanina.
Oprawa audiowizualna średnia - po trailerach spodziewałem się wodotrysków w grafice, a ta jest co najwyżej przyzwoita - nie zachwyca, ale też nie razi w oczy "starością".
Jedyne czego mi brakuje to brak itemizacji - w Soulsach uwielbiam przebieranki i poszukiwanie sprzętu, tutaj tego kompletnie nie ma, jedna zbroja, jeden miecz (przynajmniej przez te kilka godzin) + dodatki do protezy, czyli coś w stylu ataków specjalnych. Przedmioty jednorazowe raczej bez szału.
Gra bardzo przypomina mi Tenchu, zarówno stylistyką jak i mechaniką, które zostało przerobione na wzór Soulsów - dla mnie bardzo przyjemne połączenie, bo oba tytuły uwielbiam.
Każdy battle royal ma taki matchmaking - ma ci w kilkanaście sekund zebrać graczy do meczu, gdyby dobierało według poziomu/kda czy czego tam chcesz, czekałbyś na mecz kilka minut, potem dostał strzał na start i znów czekał kolejne kilka minut na kolejny mecz.
Tego nie zmienią nigdy, ten tryb rządzi się takimi zasadami.
Muszę przyznać, że jak Ring of Elysium mnie odrzuciło tak w Apex gra mi się cholernie dobrze. Wystarczy jedynie przeskoczyć próg pierwszych gier, poznać bronie, sprzęt i jakieś podstawowe taktyki.
Gram głównie Pathfinderem i wystrzelenie liny (zdolność specjalna) aby wejść przeciwnikom na plecy daje mega fun.
Gra pewnie szybko mi się znudzi przez wtórność rozgrywki, ale jak narazie daje dużo frajdy.
Jak dla mnie najmilsza niespodzianka w tym roku.
Gra na tyle nieskompliwana, że nie męczy i nie przytłacza, a jednocześnie wymagająca taktycznie.
Największy plus to chyba klimat - ostatnia enklawa ludzi i mutanty wysyłane jako szperacze szukający zasobów w postapokaliptycznym świecie. Do tego humor i dialogi na temat ruin pozostałości po poprzedniej cywilizacji (czyli naszej, gra toczy się w przyszłości), zastanawianie się do czego służyły ludzkości najprostsze sprzęty, które używamy dzisiaj. Na plus również dubing, szczególnie półświaniaka.
Zacząłem grę na najniższym poziomie trudności, po ograniu paru mapek zacząłem od nowa na najwyższym. Gra wymagała ciągłych modyfikacji drużyny i sprzętu by wyrobić się na tym poziomie, bo jeden zły ruch wiązał się z wczytaniem zapisu gry.
Nie jest to gra AAA, ale w tym roku mój numer 1 na PC - klimat zrobił swoje.
Ewentualnie uzbrójcie się w dysk SSD, który skróci te 4 minuty do 1 minuty (wciąż długo). Ładowanie już podczas gry trwa kilka sekund.
@zeusix18
Dokładnie. Po co wszystkim te mody na otwieranie zamków? Tak ciężko płynnie przesunąć kursor wraz z obrotem zamka? Łatwe zamki są faktycznie łatwiutkie, trudne wymagają nieco wytrenowania statystyki otwierania zamków aby je ruszyć i tak powinno być.
Z modem na otwieranie po prostu zbieracie najlepszy sprzęt na początku gry z bardzo trudnych skrzyń, równie dobrze, można wklepać mod na nieśmiertelność i zepsuć sobie zabawę.
"dla porównania areny w PUBG mają po 8 kilometrów kwadratowych"
Nie wiem jak autor stoi z matematyką, ale 8km x 8km to dla mnie 64 km kwadratowe :)
Pominę fakt, że wbijasz na tematy o tej grze i płaczesz, widać jakiś osobisty ból dupy.
Niestety oglądanie nie odda fenomenu tej gry, bo nie odzwierciedli jej głównej zalety - ciągłego napięcia podczas gry, bo gdzieś może czaić się przeciwnik, nawet głupi bieg przez pole buduje spore napięcie, bo celny strzał można oddać z kilometra, a nie ma żadnych wskazówek skąd poszedł strzał.
Counter Strike - to biegnij, zabij, nowa runda, kupowanie i to samo, a jakoś nikt nie płacze :D
Pillars of Eternity jest po prostu średnie w każdym aspekcie.
- Również oferuje masę tekstu, który jest kompletnie bezpłciowy, czasem znajdzie się jakiś ciekawszy wątek, ale generalnie poszli wzorem nowego Tormenta - byle dużo kosztem jakości.
- Towarzysze w miarę ok, szczególnie, że to klasyczny rpg
- System walki i rozwoju postaci przyjemny, choć bez rewelacji
- Przedstawiony świat nudnawy, nie zapadła mi w pamięć żadna lokacja
- System przedmiotów straszny, zero frajdy z szukania - daleko w tyle za takim Baldurem
- Prowadzenie własnej twierdzy czy jak to się tam zwało przyjemne.
Średniak, czym tu się zachwycać.
Liero obok "Hirołsów 3" zdecydowanie najmilej wspominana gra mojego dzieciństwa. Masa zabawy z kolegami, wkręciła nas znacznie bardziej od Wormsów, ciekawszy arsenał broni i większa dynamika rozgrywki...ile się przy tym wysiedziało.
Croca z kolei pamiętam jedynie z lekcji informatyki w szkole - ludzie albo siedzieli na jakiś czatach w internecie, albo właśnie grali w Croca :D
Nie ma to jak narzekać na limity czasowe nawet nie sprawdzając gry i tego na czym się opierają.
Co powoduje powstanie takiego pomysłu?
A no mechanika rozgrywki, a dokładniej system zażyłości z NPC, który bez uwzględnienia czasu byłby zupełnie bez sensu - po prostu każdy wyklikałby wszystkie relacje na maxa co ucięłoby jakieś 30% gry. System czasowy i podzielenie tygodnia na poszczególnie dni, gdzie NPC mają różne obowiązki w każdy dzień powoduje rozbudowanie mechaniki.
I bądźmy szczerzy, akurat wyrobienie rozdziałowych limitów (zaliczenie wymaganej ilości zadań przez 60 dni) jest banalnie proste i presja czasu właściwie nie występuje.
Tak więc zamiast narzekać, proponuję jednak ograć tytuł, bo większość wygłasza bzdury. Presja czasu nadaje właśnie grze klimatu i unikalności.
Bardzo fajnie podsumowane - rozległa opinia, ale wypełniona konkretami.
Zastanawia mnie tylko jedno - jakim kuźwa sposobem nabiłeś 57 godzin? Czytałem dosłownie wszystko, zaglądałem w każdy kąt, robiłem każde poboczne zadanie i gra zajęła mi około 30 godzin...gdzieś ty tyle nabił?:)
Tak czytając niektóre komentarze naszła mnie pewna refleksja:
Chciałbym zobaczyć reakcję graczy na wyjście Planescape Torment w dzisiejszych czasach. Gra już niemal o statusie legendy - myślę, że przez wielu również zostałaby zmieszana z błotem.
Cieszę się, że powstał nowy Torment z jednego powodu - w końcu jakaś różnorodność przy dziesiątkach RPGów klepanych na jedną pałę. Coś zrobione z rozmachem z naciskiem na wykorzystanie wyobraźni i odkrywanie bogatego świata, a nie kolejne nudne fantasy ze smokami i rycerzami.
Z wad najbardziej bolą mnie 2 rzeczy: brak portretów i nudnawi towarzysze, z którymi niemal nie ma interakcji.
Skoro lubisz proste wątki jak to było w BG czy ID to Tormenty (obie części) z pewnością nie są grą dla Ciebie. To rozgrywka ustawiona na wczuwanie się w bardzo odrealniony i dziwaczny świat, a nie proste fantasy. Kwestia gustu i tego co komu podchodzi.
Nie widzę tu zwykłego pierniczenia - świat jest skomplikowany, więc wymaga masy tekstu by go poznać, dość logiczne.
Nie jestem pewny czy Tyranny miało większe lokacje (wątpie), ale weź pod uwagę jak puste one były - 3 npc na krzyż na mapie i wielka pustka.