Opactwo zostało dodane w modzie. Bodajże był to Restoration Project do Fallout2, ale z tego co mówił Cain jego rola miała być większa.
Ostatni raz czytałem te książki ze dwadzieścia lat temu :D i cały czas leżą na półce.
Nie wiem, która wersja była wg mnie lepsza, film, czy książka, bo obie mi się podobały.
Jest jeszcze książka Park Jurajski na podstawie scenariusza do filmu, ale żadnych nowych scen tam nie ma.
Szkoda tylko, że ta walka była zabugowana. Śniący powinien rzucać w nas kulami ognia...ale w większości przypadków tego nie robił. Przez co starcie było bardzo łatwe. Niewielki problem pojawiał się tylko kiedy graliśmy czystym magiem, bo na demony działała tylko runa Uriziel, którą rzuca się dość długo.
Dobre, ale większa połowa ludzi tutaj nie będzie wiedzieć kim są postacie z komiksu :D .
Czyli jak już raz odblokuje różne bonusy dla postaci to zostają one przypisane do konta i działają z każdą nową postacią jaką zrobię? Słabo. Nie cierpię czegoś takiego. Wolę za każdym razem grać od zera słabą postacią, niż sztucznie przypakowanym koksem. Wygląda na to, że dla mnie będzie to gra na raz.
W ten sposób otrzymywaliśmy swój pierwszy kryształ podczas budowy miecza świetlnego. Później jednak była możliwość modyfikacji miecza i zmiany jego koloru na inny.
Uniwersum Warhammer 40,000 nigdy mnie specjalnie nie interesowało, ale Rogue Trader od Owlcat sprawia wrażenie gry bardzo podobnej do Kingmaker i Wrath of the Righteous, tylko osadzonej w innym świecie, a przez to gra może być warta zagrania.
No wiesz, bez przesady. Shepard musiałby zostać masowym mordercą i zabić pól Noverii. Po tym byłby krzyk na całą galaktykę, że pierwsze ludzkie widmo zabiło kilkudziesięciu ludzi bez żadnego powodu. Widma mają immunitet, ale nie dokonują masowych mordów ot tak. Do tego jeszcze Normandia znajdowała się w doku Noverii i mogłaby zostać zajęta, lub zniszczona przez ochronę gdyby Shepard zaczął robić kłopoty.
W Mass Effekcie nie było misji eskortujących, a powtarzalne lokacje to były w pierwszej części, nie w drugiej.
Co do Noverii w pierwszym Mass Effekcie to miałeś wyraźnie powiedziane, że leży ona poza jurysdykcją Rady Cytadeli. Było to chyba wspominane ze trzy, czy cztery razy podczas gry. Widma to jedyny przejaw galaktycznego prawa jaki na Noverii tolerowano, ale to od Rady Nadzorczej zależało na ile uznać ich kompetencje i autorytet. Jak przekonał się Shepard jego status Widma znaczył dla biurokratów z Noverii prawie nic.
Po co omijać questy i przeciwników w Kotorze? Wystarczy po prostu nie awansować postaci do czasu uzyskania szkolenia jedi :D . Wtedy wszystkie nie wykorzystane punkty doświadczenia przechodzą do klasy jedi, a to oznacza kilka dodatkowych poziomów na start.
Od początku miałem wątpliwości co do tej gry i każdy kolejny gameplay mnie do niej nie przekonał. Wygląda to bardzo budżetowo.
A tutaj macie zwiastun ze złoczyńcami z gry, o którym ktoś wspominał:
https://www.youtube.com/watch?v=tLdV5oQNJNY&t=45s
Niczego nie psuje jeśli będzie się korzystało tylko z "normalnych" płatnych przedmiotów, a te darmowe zignoruje.
Sorry za tak późną odpowiedź, ale nie zauważyłem wcześniej, że ktoś mi odpisał
To był śnieg ponieważ Alessa podczas pożaru, w którym odniosła poważne rany zobaczyła padający popiół i wydawało jej się, że to śnieg. I potem przeniosła ten "śnieg" do świata stworzonego ze swoich koszmarów.
Klimat gry jest inny, bo to już nie jest apokalipsa zombie jak w jedynce, gdzie walczyliśmy o przetrwanie. Przez dekady jakie upłynęły od tamtego czasu zombie spowszechniały i stały się czymś normalnym.
Jeśli miałbym wskazać jakieś minusy w DL2 to byłby to:
- poziomy wrogów i związany z tym podział miasta na strefy, gdzie przeciwników na dużo niższym poziomie kroiliśmy bez wysiłku, a tych z dużo wyższym musieliśmy tłuc przez dłuższą chwilę, a jeśli już o tym wspominam to muszę też wymienić większą "sztywność" gry, czyli zmuszanie do grania w określony sposób np. jak chcemy plądrować sklepy to możemy to robić tylko w nocy. Jedynka pod tym względem dawała o wiele większą swobodę.
- gorsza walka bronią obuchową, w jedynce czuć było każdy cios i każdą złamaną kość, w dwójce tego zabrakło,
- dużo łatwiejsza noc, w jedynce każdy nocny wypad to było wyzwanie, tutaj to jest takie jakieś meh,
- duża powtarzalność lokacji i walk z bossami,
- beznadziejna finałowa walka,
Jeden z najlepszych h&s wszechczasów. Właśnie ogrywam i mimo upływu tylu lat gra nic nie straciła na grywalności. Owszem, Grim Dawn powstał później i posiada wiele ulepszeń w gameplayu, ale TQ ma ten unikalny antyczno - mitologiczny klimat, który czyni go wyjątkową grą.
Przecież będziesz miał dialogi, tylko w taki sposób w jaki to miało miejsce np. w Fallout 3, albo New Vegas. Po prostu główna postać będzie pozbawiona głosu.
Jeszcze dwa tygodnie i w końcu będzie można legalnie oglądać ten serial, jak i pozostałe, zarówno SW, jak i te z marvela.
Grałem w CP2077 po premierze i była to naprawdę dobra gra ( PC ). Jednak widać było, ze stanowi jedynie podstawę do dalszych przygód. W tym świecie dałoby się stworzyć jeszcze wiele interesujących historii i zadań. Tymczasem dostaniemy jeden dodatek opowiadający o jakiś gangach...Wygląda to tak jakby chcieli jak najszybciej zakończyć projekt i skupić się na tworzeniu Wiedźmina 4. Trudno nie czuć rozczarowania w tym momencie.
4,4?! Nie wiem kto wystawił tej grze takie niskie oceny, ale albo to celowy trolling, albo jakieś dzieciaki bez znajomości gier crpg. Sam gram i bawię się świetnie. Gra ma parę minusów, ale spokojnie dałbym jej około 8/10. Na tyle tez grę ocenili użytkownicy steama gdzie gra ma 80% pozytywnych recenzji.
Po prostu nie używaj tych przedmiotów, które są za darmo. Ja tak robiłem kiedy grałem w DS2.
Dla mnie to też nie był problem, ale często spotykałem się z zarzutami odnośnie tej postaci.
Inndy: Andromeda jest najsłabszą częścią serii, ale wciąż dobrą grą, która potrafi wciągnąć. Jeśli grałeś w Inkwizycje to mniej więcej wiesz czego się spodziewać. Przygotuj się na mnóstwo jeżdżenia po planetach i skanowania przedmiotów.
Problem z Ryderem był taki, że był on w zasadzie odwrotnością Sheparda, niepewnym siebie nowicjuszem, który ubrał za duże buty. A dla większości fanów ( ale nie dla mnie ) ME to historia Sheparda, a dopiero dużo później ciekawe i obszerne uniwersum. Ryder dopiero po długich godzinach gry zaczyna odnajdywać się w roli Pioniera i zyskuje szacunek towarzyszy.
Jeśli chodzi zaś o o samych towarzyszach mówimy, to po prostu takich Tali, czy Garrusa znamy przez trzy gry więc mamy o wiele więcej czasu aby ich poznać i polubić, dlatego mają przewagę nad postaciami z Andromedy.
Przeciwników jest dwa razy więcej niż było w ME3. W trójce na zmianę walczyliśmy albo ze Żniwiarzami, albo z Cerberusem plus dwie, trzy misje z gethami i to było wszystko. W Andromedzie masz Kettów, Porzuconych, Bandytów, a do tego jeszcze dziką faunę zamieszkującą planety.
Mnie akurat obie części pillarsów się podobały. I jak widać po ocenach użytkowników nie jestem w tym osamotniony.
Gra nie musi być przełomowa, czy nowatorska aby być bardzo dobra. Pierwszy PoE miał być powrotem do korzeni gatunku, klasyczną grą crpg. I wywiązał się z tego znakomicie, z wszystkimi tego plusami i minusami.
Słaba? Gra ma 87% pozytywnych recenzji na steam i ocenę 8,3 od użytkowników na metacritic.
Dwójka ma 86% na steam, ale już "tylko" 7,8 na metacritic. Czyli pół punkta mniej.
Moim zdaniem gra po prostu nie wytrzymała konkurencji. Może gdyby wprowadzono system walki turowej wcześniej, to sprzedaż byłaby lepsza. Nie bez znaczenia były też karaibsko-pirackie klimaty, które raczej nieszczególnie podobają się fanom klasycznych crpg.
Głównie mi się rozchodzi właśnie o jedynkę ponieważ wprowadzono w niej największe zmiany. Przy dwójce i trójce już nie ma aż tak istotnej różnicy, po za paroma szczegółami plus pancerze i bronie z DLC są do kupienia w sklepach, co akurat uważam za plus (jak ktoś zauważył są bardzo op, szczególnie na początku rozgrywki) .
Jedynka teoretycznie została usprawniona pod względem gameplayu i grafiki, ale wydaje mi się, że dokonało się to kosztem klimatu, który był lepszy w oryginale. I do tego jest dużo łatwiej, broń jest celniejsza, a wrogowie mniej wytrzymali. Choć muszę przyznać, że niektórych usprawnili np. miażdzypaszcze, czy Sarena, który ma teraz liczną obstawę ze sobą. Irytuje mnie również brak porządnych polskich napisów, te co teraz są w LE to napisy do polskiego dubbingu, który różni się od oryginalnego. Musiałem przez to przełączyć język na angielski. Nie jest to jakiś ogromny problem dla mnie, bo znam angielski na tyle dobrze, aby zrozumieć większość dialogów i tekstów w grze plus znam bardzo dobrze oryginały. Tym nie mniej pewien niesmak po tym jak EA podeszło do sprawy pozostał.
Pytanie do fanów. Wolicie oryginalną trylogię czy remastery? Pytam, bo jestem rozdarty, a to jedno z nielicznych miejsc w których można jeszcze na ten temat podyskutować.
Wouxus:
Volusowie może i dysponują nowoczesnym uzbrojeniem, ale ich wojsko jest bardzo małe. Oni wolą handel, od wojny i dlatego oddali się pod protekcję turian. Tak w ogóle to ile oni mogą mieć pancerników? Wiem o przynajmniej jednym z ME3. W 2183 (akcja ME1) turianie mają ich 37, asari 21, salarianie 16, a ludzie 6 plus jeden w budowie.
Sorry, ale wymyśliłeś to sobie? Turianie, asarii i salarianie są w radzie ponieważ są najsilniejszymi i najliczniejszymi rasami w znanej galaktyce. Inne rasy nie są tak wpływowe, ani tak liczne żeby zasłużyć na miejsce w radzie. Volusowie pomimo swoich bogactw, nie byliby w stanie sprostać wyzwaniom stawianym członkom rady (np. dostarczyć wojska), oraz mają bardzo chwiejny, podatny na wpływy rząd, który stale się zmienia. A quarianie są dyskryminowani z powodu stworzenia gethów i przez kłopoty jakie sprawia Flota Migracyjna podczas przelotu przez zamieszkałe systemy.
Ps. Ludzie mają mniejszą flotę niż każda rasa rady, nie tylko turianie. Rada w żadnym razie nie obawia się wojny z ludźmi.
Mam nadzieje, że złapią te podłe szuje, które za tym stoją. Trzeba być bezmózgim zwierzęciem, żeby atakować instytucje służące do ratowania życia i zdrowia ludzi.
Hmm, Włosi narzekają na brak swojego dubbingu, a ja czekam z graniem aż ktoś da mi możliwość grania z angielskim dubbingiem i polskimi napisami... :D .
Który Batman? Jeśli piszesz o tych filmowych to nie masz racji. Zarówno Michael Keaton jak i Val Kilmer zabijali. Nie jestem pewny jak było z Georgem Clooney-em.
Walka w Kotorze opierała się na statystykach, zdolnościach i ekwipunku postaci i jako taka była dość przyjemna i typowo rpg-owa, choć przyznaje, ze zbyt łatwa (polecam grac z modami podnoszącymi poziom trudności). Nigdy nie napisałem, ze była "głęboko taktyczna"... :D. Teraz wytną ten element z nowego Kotora. Pytanie, co wytną dalej? Może całkowicie wytną rozwój postaci, skoro walka ma być zręcznościowa?
Tylko? To jedne z ważniejszych elementów gry cRPG. A Kotor miał rozwój postaci i walkę zaczerpniętą z systemu D&D, tylko dopasowaną do realiów gwiezdnych wojen, więc jak najbardziej był okej pod tym względem. Niemal identyczny rozwój postaci był w NWN.
Już sobie wyobrażam jak ten remake będzie wyglądać... Kotor był grą cRPG z krwi i kości i w głównej mierze to na tym polegał jego fenomen, a teraz dostaniemy jakąś rąbankę z elementami rpg. Porażka.
Informacja o tym, że gra wyjdzie również na PC pojawiła się później. Początkowo artykuł wprowadzał w błąd mówiąc tylko o konsoli Sony. I stąd to zamieszanie.
Bo zrobili z tego exa na PS5.
I ja się zaliczam do tych wkurzonych. Tyle lat czekania na remake tej genialnej gry...tylko po to aby teraz dostać w twarz "only na PS5".
Jedynka była okej. Nie dorównywała Divinity i PoE, ale grało się w to bardzo przyjemnie. Dlatego w dwójkę też pewnie zagram,... ale dopiero po kilku patchach.
Rzuciło mi się też w oczy, że na gameplayach gra wygląda identycznie jak część pierwsza. I żeby zaraz nie wyskoczył mi tu jakiś "geniusz" to dodam, że grafika, interfejs i zdolności wyglądają jak przeniesione 1:1. Gra wygląda po prostu jak dodatkowa kampania do Kingmaker.
Hmm, walka sprawia wrażenie nieco drewnianej, ale izometrycznych crpg nigdy za dużo. Jestem na tak.
Eh, wiedziałem... EA nie ma chyba praw do polskich napisów zrobionych przez Microsoft i dali nam ten szajs od CD Project.
W końcu. To był jeden z powodów dla których w ogóle chciałem kupić Legendary Edition.
Ktoś wie jakiej jakości są polskie napisy w pierwszej części? Czy jest tak jak się spodziewam i napisy nie pasują do angielskiego dubbingu?
Sorry, ale nie zamierzam nigdzie udostępniać żadnych plików z gry.
Jaki problem zagrac jeszcze raz?
Żaden. Tylko taki, że pewnie odczekam jakiś czas zanim zagram ponownie.
Fajnie, szkoda tylko, że do tego czasu pewnie zdążę ukończyć ME2 po angielsku. Trzeba też pamiętać, że w przypadku takiego ME1 najprawdopodobniej będziemy mieli napisy stworzone przez CD Project, a nie przez Mircosoft. Czytaj: będzie duża rozbieżność między tym co postacie mówią, a tym co będzie pisać na ekranie. Ciekawe, czy dałoby się wyciągnąć plik tlk. z oryginału i przełożyć go do Edycji Legendarnej...?
Zgadzam się, że wątek główny kulał. Oprócz powtarzalności mnie szczególnie rozczarował nijaki główny antagonista. Miał jednak swoje momenty i myślę, że dałoby się to jeszcze rozwinąć i pociągnąć w ciekawą stronę.
Towarzysze z kolei byli napisani dobrze. Nie mówię, że każdego z nich polubiłem, ale byli na poziomie innych gier Bioware. Postacie z Trylogii mają po prostu przewagę ze względu na to, że znamy ich o wiele dłużej i spędziliśmy z nimi o wiele więcej czasu.
Andromeda to najsłabsza część serii, ale wciąż przyjemna gierka. Najwięcej hejtu zebrała tuż po premierze, bo ludzie naoglądali się filmików ośmieszających grę i wystawiali grze ocenę 1/10 nawet nie widząc jej na oczy. Po za tym dużej grupie fanów nie pasowało, że zamiast Sheparda gramy jakimś żółtodziobem i zamiast ratować galaktykę historia jest dużo bardziej kameralna i toczy się na o wiele mniejszym obszarze ( jedna gromada ).
Te osiągnięcia dotyczące towarzyszy to żart. W oryginale trzeba było ukończyć z danym towarzyszem większość gry aby je otrzymać, teraz wystarczy tylko pięć zadań. Nic nie ujmując Tali, bo bardzo ją lubię, to jednak teraz to osiągnięcie wcale nie oznacza, że była najpopularniejsza. Osobiście mam to osiągnięcie, ale większość gry przechodziłem z Garrusem i Wrexem.
xBisHoPx co jest dziwne? Grałem wg. legendarnego systemu awansów gdzie masz 30 poziomów postaci. Zdobyłem 29, a to tak samo jakbym miał 57, albo 58 wg. oryginalnego systemu.
Bezi2598, Flyby owszem mako się zmieniło, ale różnica wcale nie jest jakoś ogromna. Wiem co mówię, bo ogrywałem oryginał w zeszłym roku, więc wcale nie tak dawno.
"Jak dla mnie wydanie warto kupić z tego wzlędu, że zawiera wszystkie DLC, których jest dużo do drugiej i trzeciej części."
Miałem na myśli ludzi, którzy już posiadają wszystkie lub prawie wszystkie DLC. Wtedy nie warto płacić tyle za ten produkt.
Jeśli ktoś posiada sama podstawkę, albo nie grał nigdy, to można kupić. Szczególnie ci drudzy bo Mass Effect sam w sobie jest świetną grą, a tutaj dostają całą trylogię w jednym pakiecie :) .
Jestem właśnie na świeżo po ukończeniu ME1, czyli tej części, która miała doczekać się największych zmian w Legendary Edition. I patrząc na to z perspektywy wielkiego fana serii, który zjadł zęby na oryginalnej trylogii Sheparda i nawet przy takiej Andromedzie potrafił się dobrze bawić to muszę to napisać...nie kupujcie tego wydania. Nie za tą cenę. Poczekajcie aż cena spadnie do rozsądnego poziomu. 150 zeta to maks, który można wydać na te remastery.
Grafika w grze rzeczywiście wygląda wspaniale. ME1 nigdy nie było tak piękne, ale za to pojawiają się błędy w animacjach, dziwne spadki klatek w niektórych miejscach np. na Virmirze, czy zabugowane zdolności. Do tego sam wygląd map nie zmienił się ani trochę. Zmieniono jedynie oświetlenie, większe lokacje np. Eden Prime ( które upodobniono do tego jak ta lokacja wyglądała w ME3 ) doczekały się też dodatkowych budynków stojących w tle, aby stworzyć iluzję bardziej zaludnionego miejsca, oraz dodano dodatkowe osłony podczas walk z bossami. I na tym skończyły się jakiekolwiek zmiany, pomijając oczywiście, że modele i tekstury są teraz wyraźniejsze i bardziej szczegółowe. Poboczne planety jak były puste, tak są takie nadal, najwyżej wokół mako pojawią się kępki roślinności.
Samo mako też zmieniło się bardzo niewiele. Nadal jazda nim potrafi być frustrująca. Dodano jedynie tylny dopalacz, co ułatwia wspinaczki na strome zbocza i poprawiono celowanie. Nie ma już potrzeby wyskakiwania z pojazdu aby dobić wrogów i zdobyć trzy razy tyle exp. jak w oryginalnej grze. Teraz zawsze dostaniemy pełne doświadczenie niezależnie od tego czy jesteśmy pieszo, czy w pojeździe.
Ale i tak nie da się zdobyć maksymalnego poziomu postaci przechodząc grę pierwszy raz. Bioware twierdziło, że tak zmodyfikują otrzymywane doświadczenie i awanse, aby było to możliwe, lecz osobiście wykonałem wszystkie questy poboczne, odwiedziłem każdą dostępną planetę i zabiłem grubo ponad tysiąc wrogów, ale zdobyłem jedynie około 520 tysięcy punktów doświadczenia, co pozwoliło mi awansować jedynie na 29 poziom wg, legendarnego systemu, czyli 58 w standardowym systemie. Brakło mi około 100 tysięcy do wbicia maksymalnego poziomu, a to całkiem sporo.
Największych zmian w grze doczekał się jednak system walki, który próbowano jak najbardziej upodobnić do tego z kolejnych odsłon. Zlikwidowano kary do celności broni ze względu na klasy. Teraz nawet adept może korzystać z powodzeniem z karabinu snajperskiego. Po prostu nie rozwinie powiązanej z nim umiejętności, a tym samym nie zdobędzie specjalnej zdolności zabójstwa, które oferuje to szkolenie. Ponadto bronie jednego rodzaju np. pistolety potrafią różnić się między sobą. Niektóre strzelają powolnymi, ale silnymi pociskami, inne oferują lepszą celność, a jeszcze inne otrzymały tryb automatyczny i możliwość strzelania, krótkimi seriami. Trzecią zmianą jest fakt, że wyraźnie zmniejszono wytrzymałość wrogów w porównaniu do wersji klasycznej. Przez większość czasu mój vanguard szedł przez pole bitwy jak burza, dopiero po 20 poziomie wrogowie zrobili się jakby twardsi, ale i tak trudne walki mogę policzyć na palcach jednej ręki. Grałem na poziomie trudności insanity i były to głównie starcia z niektórymi bossami, które nieco zmodyfikowano.
Podsumowując, jeśli ktoś nigdy nie miał do czynienia z serią mass effect to jak najbardziej może kupić to wydanie, bo to nadal jest fantastyczna gra. Jeśli jednak już macie ME w swojej kolekcji to radziłbym się wstrzymać aż cena spadnie do bardziej rozsądnego poziomu, ponieważ wprowadzone zmiany nie są aż tak duże by warto było wydać za ten produkt prawie trzysta złotych.
Wiem, wiem. Nie liczyłem na to, że całkiem przebudują ten aspekt gry. Po prostu miałem nadzieje, że dodadzą trochę większą różnorodność terenu i budynków.
Fajnie to wyglądało za pierwszym, albo drugim razem. Po dziesiątym, czy dwudziestym zwiedzanie pobocznych planet stawało się nużące i powtarzalne. I takie pozostało, bo Bioware niczego tu nie zmieniło. Dalej mamy trzy rodzaje budynków na krzyż i mako, którego sterowanie zostało tylko nieznacznie poprawione.
[quote]Brak tego elementu w sequelach uważam za jedną z ich największych wad[/quote]
Na całe szczęście Bioware tego nie zrobiło i w dwójce każda poboczna lokacja wyglądała inaczej. I nie, nie miałbym nic przeciwko, gdyby mako pojawiło się też w sequelach, ale nie w taki sposób i nie w takiej ilości jak w jedynce.
Porównując do czego, bo chyba nie do oryginalnej wersji? Gra wyraźnie wygląda lepiej niż pierwowzór, więc najwyraźniej dawno nie włączałeś pierwszego ME.
Jeśli już miałbym się do czegoś przyczepić to byłby to brak większych zmian w wyglądzie pobocznych planet. To nadal pusty teren z kilkoma obiektami do zbadania i pojedynczym budynkiem/kopalnią. Pod względem zawartości pobocznej remaster kompletnie nic nie wnosi nowego i dostajemy dokładnie to samo co w oryginale przeniesione 1:1 tylko z lepszymi teksturami.
Trzeba będzie grać po angielsku... Przeszedłem tą serię dobre dwadzieścia razy i do tej pory tylko kilka razy grałem z dubbingiem, preferując jednak wersję z napisami i angielskimi głosami, więc znam ją bardzo dobrze i raczej bez trudu się tu odnajdę. Ewentualnie można próbować bawić się z podmianą plików.
Ehm, w historii świata kobiety nie zostawały wojowniczkami ponieważ to mężczyźni, rozumujący podobnie jak pan DTG, stłamsili je i zepchnęli do roli podrzędnej. Przez wieki kobiety nie mogły nawet uczyć się, czy podróżować bez zgody swojego ojca, męża, albo brata, a co dopiero mówić o szkoleniu wojskowym. Było tylko kilka które wyrwały się z patriarchalnego ucisku i pokazały co potrafią miedzy innymi wspomniana przez was Joanna D'arc. Obecnie sytuacja się zmienia na lepsze i kobiety stają się coraz bardziej równie mężczyzną, a nie ich służącymi.
A jak to się ma do ME?
Za te 150 lat równość płci nie będzie tylko teoretyczna jak teraz, ale będzie faktem i widok kobiety wojowniczki nie będzie niczym niezwykłym. Dlatego femShep jak najbardziej jest to możliwe i prawdopodobne.
Osobiście grałem w ME jakieś 20 razy i ponieważ jestem facetem większość razy przechodziłem męskim Shepardem, ale zdarzyło mi się grać również jego/jej kobiecym wcieleniem aby zmienić nieco perspektywę i dla odmiany popatrzeć trochę na jakąś ładną buzię.
Chodzi o zastrzelonych, zabitych bezpośrednio w walce. I oczywiście, że wychodzi więcej. Te 472 to jest minimum żeby ukończyć grę. Jak ktoś ukończył grę na 100% z wszystkimi questami pobocznymi i DLC to pewnie wychodzi około 1000 na każdą odsłonę.
Czas potrzebny na ukończenie gry zależy od wielu czynników np. od poziomu trudności, albo tego czy ktoś korzysta z systemu szybkiej podróży.
Spocona Zofia nie napisałem, że C2077 to gra przełomowa, a jedynie, że jest to najlepsza gra 2020 roku :D . Gra łączy w sobie wiele różnych mechanik, które już gdzieś widzieliśmy, nie ma w tym niczego odkrywczego, ani świeżego. Ale jednocześnie jest to bardzo smakowite połączenie. Mam za sobą około 70 godzin i jeszcze mi się nie znudziło. Też zostawiłem na razie wątek główny i czyszczę mapę z zadań pobocznych.
I tak, ktoś kto grał 150 godzin w jakąś grę a potem nonszalancko twierdzi, że gra jest "średnia" to brzmi zabawnie :D. Jeśli gra wciągnęła Cię, aż tak, żeby zabrać ci aż tyle z życia, to chyba jednak jest lepsza niż tylko "średnia" :D .
Cyberpunk 2077 to zdecydowanie gra roku. Owszem ma błędy, ale w sumie to co z tego? Niektóre z najlepszych gier crpg wszechczasów były zabugowane jak cholera, a dzisiaj należą do klasyki gatunku.
I tak, zaliczam, C2077 do crpg. Tak samo jak Wiedźmina 3, czy Mass
Effecta, choć elementów rpg było tam niewiele.
Czyli po prostu powtarzasz coś co usłyszałeś lub przeczytałeś, a sam tak naprawdę nie miałeś żadnego kontaktu z grą. Myślę, że to świetne podsumowanie tej dyskusji :D .
"Albo pogadaj z inwestorami, jak się czują i ile kasy stracili, bo CDP zataił fakty i manipulował"
Skąd to wiesz, że piszesz to z taką pewnością? Masz jakieś dojście do zarządu CDP? Bo ja widzę też drugą stronę medalu. Co by się działo gdyby w listopadzie ogłosili, że przenoszą premierę na kwiecień, albo maj? Wtedy również gracze i inwestorzy by ich zjechali za kolejną obsuwę. Tak naprawdę nie było dobrego wyjścia z tej sytuacji. Gra została wydana za wcześnie. Współczuje konsolowcom, że dostał im się taki wybrakowany produkt, ale na PC to nadal bardzo dobra produkcja.
"Wytłumacz to 8 milionom, którzy kupili kota w worku, bo CDP celowo obiecywał im gruszki na wierzbie"
Gdzie jest te 8 milionów negatywnych recenzji? Bo ja widzę różne opinie, ze sporą przewagą tych dobrych. Zresztą jest tak jak napisałem na samym początku niektórzy spodziewali się, że Cyberpunk będzie jakimś "mesjaszem" na rynku growym, który zstąpi z nieba i wymiecie konkurencję, a dostali grę niedoskonałą, ale wciąż bardzo dobrą, :P .
Skąd w ogóle u Ciebie taka niechęć do CDP skoro nawet nie kupiłeś gry, ani nawet nie zamierzasz jej kupić w najbliższym czasie?
"RPG? A to dobre sobie :D"
Są różne gry crpg. Jedne mają widok izometryczny, inne tpp, albo fpp. W jednych sterujemy drużyną postaci, a w innych pojedynczą postacią. Jedne toczą się w światach fantasy, a inne to, nazwijmy to tak, żeby nieco uprościć, science fiction. I to ze względu na taką różnorodność jestem zdania, że gry crpg to najlepszy gatunek gier. A skoro dajmy na to Wiedźmina 3 uznajemy za grę crpg, to Cyberpunka również powinniśmy zaliczyć do tego gatunku.
Dragoonov najwyraźniej tak, byłem jednym z tych szczęśliwców :D. Jednym z tych setek tysięcy którzy wystawili grze pozytywną ocenę. I nigdy nie pisałem, że gra nie ma żadnych problemów. Ma i co z tego? Nie zamierzam jej przez to hejtować, bo gra jest naprawdę świetna, a wszelkie problemy zostaną z czasem naprawione.
Menththethuethe zamiast ulegać szumowi wokół gry wystarczyłaby tylko odrobina zdrowego rozsądku i dystansu do podawanych informacji. I nie przesadzałbym z tym "wykiwało wszystkich". Gra została wydana za wcześnie i to jest prawda. CDR dobrze by zrobił gdyby wstrzymał się z premierą kilka miesięcy, ale to nie znaczy że kogokolwiek oszukał. Minie jakiś czas, wyjdą kolejne patche, gra zostanie połatana i wszyscy będą zadowoleni.
Menththethuethe po CDP spodziewałem się Wiedźmina ze spluwami w cyberpunkowym wydaniu i właśnie to dostałem. Ty zawsze 100% wierzysz w to co pokazują Ci reklamy?
Nie chcesz grać w C2077. Okej, twoja sprawa. Ale moim zdaniem tracisz świetną grę do ogrania.
Mam za sobą około 50 godzin gry i z czystym sumieniem stwierdzam, że Cyberpunk 2077 to nawet pomimo niedoróbek najlepsza gra 2020 roku i jedna z najlepszych gier crpg ostatnich lat. Oczywiście piszę o wersji PC, ta z konsol to inna bajka.
Osoby które narzekają na tą grę mogę podzielić na kilka grup:
#1
Posiadacze wersji konsolowych.
Tutaj nie będę owijał w bawełnę i od razu powiem, że frustracja i wściekłość graczy PS4 i XBOX jest w 100% słuszna. Wersja konsolowa jest po prostu o WIELE gorsza od PC. Mało tego ta gra NIE powinna wyjść w ogóle na konsole starej generacji, bo one zwyczajnie nie są w stanie sobie z nią poradzić.
#2
Gracze PC narzekający na błędy.
Wersja na komputery jest dużo lepsza od konsolowej, ale nawet ona nie ustrzegła się błędów. Mi osobiście przenikające się tekstury, lewitujące przedmioty czy momentami szwankujące AI nie przeszkadza, ale nie wszyscy są tak wyrozumiali jak ja. Dlatego jestem w stanie zrozumieć, że niektórych to zirytowało tak bardzo, że rezygnują z grania.
#3
Gracze spodziewający się kij wie czego.
Nie wiem, ale sporej grupie osób wydawało się, że CD Projekt Red studio, które zajmuje się tworzeniem gier crpg, nagle przegoni pod względem tworzenia otwartych światów, Rockstara, studio, które od lat z każdą kolejną odsłoną swojej głównej serii dopieszcza swój produkt coraz bardziej... I teraz są narzekania, bo zamiast futurystycznego GTA, z tysiącem pobocznych minigierek (z których większość graczy korzystałaby raz, czy dwa a potem kompletnie olała) dostaliśmy Wiedźmina 3 zmieszanego z Deus Exem i Falloutem...
#4
Hejterzy.
Osoby które tylko powtarzają słowa po kimś innym, albo grały na zbyt słabym sprzęcie, aby dało się normalnie pograć, albo nawet w ogóle nie grały w tą grę i tylko wykorzystują pretekst i anonimowość internetu aby dać upust frustracji i rozgoryczeniu.
[quote]Jeżeli spędzimy w grze zbyt dużo czasu używając jednego zapisu[/quote]
Albo czegoś nie rozumiem, albo po prostu wystarczy zapisywać grę na kilku slotach np. robiąc ręczy zapis gry co jakiś czas, nie korzystać z błędów gry i regularnie sprzedawać, rozkładać zebrany sprzęt?
Nie będzie, albo będzie ich minimalna ilość. Na PC też zdarzają się błędy, ale nie w takiej ilości jak na PS4. Stare konsole są po prostu za słabe na tą grę.
Rozumiem, że gra ma błędy i przez to może się komuś nie podobać. Ale chyba niektórzy nie rozumieją, że Redzi nie stworzyli futurystycznego klona GTA i nie taki był ich zamiar. Oni po prostu zrobili taką grę jak wcześniej tylko dołożyli do niej mnóstwo nowych elementów. Ta gra to po prostu Wiedźmin 3 ubrany w inne szaty. Zamiast średniowiecznego fantasy mamy alternatywną przyszłość, zamiast łąk i lasów mamy miejską dżunglę, zamiast widoku tpp mamy fpp, i w końcu zamiast mieczy mamy broń palną. Ale pomijając to obie gry są niemal identyczne. Niestety niektórzy widząc otwarte miasto myślą o trylionie nieistotnych aktywności jak gra w rzutki, czy bilard, albo o toczeniu bitew z udziałem policji. Czy takie rzeczy były w Wiedźminie 3? Nie, nie było i oczekiwanie, że będą w Cyberpunku było nierealne.
Jeśli o mnie chodzi to gra jak najbardziej spełniła moje oczekiwania, ale ja nie nie odleciałem w kosmos jak inni. Mam nagrane jakieś 40 godzin i jak na razie nie mam dość. Rozgrywka wciąga, fabuła miażdży, a samo Night City wygląda przepięknie.
Jedyne co mnie drażni w tym serialu to straszliwa nieporadność szturmowców... Jeszcze w pierwszym sezonie nie było to aż tak widoczne, ale w drugim bohaterowie bez wysiłku masakrują całe plutony żołdaków w białych pancerzach. To miały być elitarne oddziały frontowe Imperium. Okej, ja rozumiem, że pewnie z powodu dużych strat na wojnie do szturmowców zaczęto wcielać żołnierzy o coraz gorszym poziomie wyszkolenia, a indoktrynacja też robi swoje, ale momentami to jest żenujące.