Możesz oczywiście uważać WotR za 10/10, ale w pewnym momencie Twoja odpowiedź przestaje być polemiką, a zaczyna być zwykłą fanowską odklejką. Najlepszy przykład to tekst o tym, że postacie z Divinity: Original Sin 2 są "płaskie jak naleśnik". Serio? Czerwony Książę, Fane, Lohse, Sebille, Ifan ben-Mezd czy Beast/Marcus Miles to niby płaskie postacie? Każda z nich ma wyraźny charakter, własny konflikt, mocne tło i konkretną rolę w świecie gry. Można ich nie lubić, można woleć ekipę z WotR, ale nazywanie ich płaskimi to nie jest żadna analiza, tylko grube wyginanie rzeczywistości pod własny zachwyt nad ulubioną grą.
Fane jest jedną z najważniejszych postaci całej mitologii świata, Lohse ma jeden z najbardziej pamiętnych i osobistych wątków w grze, Czerwony Książę jest czymś znacznie więcej niż tylko "aroganckim jaszczurem", Sebille ma mocny, bardzo osobisty motyw i wyraźną drogę, Ifan ben-Mezd też nie jest żadnym manekinem bez treści, a Beast/Marcus Miles ma własne polityczne tło i powiązania. Więc nie, to nie są postacie płaskie jak naleśnik. To, że Tobie bardziej siedzą bohaterowie z WotR, nie daje jeszcze prawa opowiadać takich bzdur.
Zresztą problem z Twoją odpowiedzią jest szerszy. Ty w zasadzie nie obalasz moich zarzutów, tylko na każdy odpowiadasz: "a mnie się podoba". Wysoki próg wejścia? "Ma taki być". Chaos systemów? "Ja to uwielbiam". Rozproszona fabuła? "Ja nie miałem problemu". Oprawa? "Ja chcę więcej takich RPG". Tylko że to nie są kontrargumenty. To są wyznania fana, który pomylił własny gust z obiektywną oceną jakości.
To, że coś było zamierzone, nie znaczy jeszcze, że nie może być męczące, toporne albo zwyczajnie źle podane. Pathfinder może być niszowy, może być skrojony pod weteranów, może mieć absurdalnie rozbudowany system tworzenia postaci i nadal może odrzucać graczy przez fatalny próg wejścia, rozwleczone tempo, słaby system krucjaty i chaos w sposobie podawania części treści. Jedno drugiego nie wyklucza.
I właśnie dlatego moje 6,5 nie jest żadną "niesprawiedliwością", tylko uczciwą oceną gry, która ma ogromne ambicje, ale równie duże problemy z formą, tempem i przystępnością. Ty widzisz w tym arcydzieło, ja widzę grę przeładowaną, nierówną i momentami zwyczajnie męczącą. Różnica polega na tym, że ja nie muszę przy okazji udawać, że postacie z DOS2 są płaskie jak naleśnik, żeby bronić swojego zdania.
Pathfinder: Wrath of the Righteous zwyczajnie mnie przygniótł ilością wyborów. Już na samym początku gracz zostaje zasypany klasami, podklasami, archetypami, featami, czarami i całą masą innych opcji rozwoju. Dla części osób to będzie ogromna zaleta, ale dla mnie był to przede wszystkim próg wejścia, który bardziej męczył, niż zachęcał do gry. Zamiast płynnie wejść w świat i rozgrywkę, traciłem czas na przekopywanie się przez system.
Pod względem fabularnym gra wypada lepiej niż wizualnie, ale nawet tutaj nie wszystko działa tak, jak powinno. Największym plusem są postaci i ich historie, jednak sposób prowadzenia tych wątków bywa męczący. Informacje są rozrzucone, podawane fragmentami i wymagają od gracza samodzielnego składania wszystkiego w całość. W teorii ma to budować głębię, w praktyce momentami nuży. Do tego dochodzi duża liczba postaci, nazw, ról i zależności, przez co z czasem zacząłem się gubić w prostych sprawach: kto, co, kiedy powiedział i dlaczego akurat teraz ma to znaczenie. Problemem nie jest więc sama skala fabuły, tylko jej momentami mało przystępny sposób podania.
Oprawa wizualna również mnie nie przekonała. Nie chodzi nawet o to, że gra musi wyglądać jak wysokobudżetowe AAA, ale o to, że całość sprawia wrażenie nierównej. Animacje, efekty i ogólna prezentacja starć często nie dają odpowiedniej satysfakcji. Szczególnie w walkach widać pewną sztuczność i przesadę — przykładowo przeciwnik potrafi rozpaść się na kawałki po zwykłej strzale, co wygląda bardziej dziwnie niż efektownie. Zamiast budować ciężar starcia, często wybija to z klimatu.
Na dobre odpadłem po ukończeniu drugiego aktu, czyli po dotarciu do momentu otwierającego drogę do Otchłani. I właśnie drugi akt najlepiej pokazał mi największe problemy tej gry. Ciągłe przechodzenie między małymi lokacjami i związane z tym wczytywania — z budynku na rynek, z rynku do gospody i z powrotem — skutecznie rozbijały tempo rozgrywki i wybijały z immersji. Do tego dochodzi jeszcze system krucjaty, który moim zdaniem jest jednym z najsłabszych elementów całej gry. Miał być ciekawym dodatkiem strategicznym, ale w praktyce sprawiał wrażenie doklejonego trybu, który stylistycznie i jakościowo odstaje od reszty. Całość przypomina uproszczoną, mało atrakcyjną wariację na temat Heroes of Might and Magic, bardziej kojarzącą się z prostą grą mobilną niż z pełnoprawnym elementem dużego RPG.
Najbardziej widać to wtedy, gdy porówna się Wrath of the Righteous z Divinity: Original Sin 2. Gra Larianu już w 2017 roku pokazała, że można połączyć rozbudowane RPG z dobrą czytelnością, ciekawymi postaciami, dobrze poprowadzoną fabułą i solidną oprawą wizualną. Na tym tle Pathfinder wypada znacznie bardziej topornie — zarówno pod względem tempa, jak i sposobu podawania treści czy prezentacji walk. Między tymi tytułami są tylko cztery lata różnicy, a mimo to różnica w ogólnym odbiorze wydaje się ogromna.
Finalnie nie uważam Pathfinder: Wrath of the Righteous za grę złą, ale za grę bardzo trudną do polubienia, jeśli ktoś nie jest gotowy zaakceptować jej toporności, przeładowania systemami i nierównego wykonania. Widać tu ambicję, rozmach i pomysł, ale dla mnie zostały one przytłoczone przez męczący próg wejścia, chaos w prowadzeniu części wątków i elementy rozgrywki, które bardziej irytowały, niż angażowały.
Mimo wszystko mogliby to utrudnić i zrobić jakkolwiek jakiś sens w stosunku do zbierania materiałów
Życie nauczyło mnie aby nie słuchać opinii innych, tym razem sam siebie nie posłuchałem i zakupiłem w/w grę. Pluć na siebie nie będę, bo spędziłem w niej 40H, coś na chwilę mnie zaintrygowało, coś przykuło moją uwagę, zrobiłem wątek głównym kompletnie nie mając świadomości i nic z tej gry nie zapada w pamięć.
Ktoś gdzieś napisał, że jest lepsza od Wieśka 3.... minuta ciszyn nad tą opinią.
Generalnie to nie wiem o czym jest ta gra, fabuła nie porywa, żeby nie powiedzieć inaczej. Wątki poboczne są zwykłym zapychaczem czasu. Spotkane postacie totalnie bezpłciowe, nie mają nic interesującego do powiedzenia, NPCy są jak cień, idą tam gdzie ja i to w zasadzie tyle. Przypomina mi się Dragon Age początek, gdzie gra wyszła w 2009 roku. Poziom rozbudowania postaci, ich relacji z graczem, między sobą w porównaniu do ES jest bardzo krzywdzący dla tego 2.
Jestem nawet w stanie przymknąć oko na rok wydania gry i elementy graficzne, ale sama konstrukcja fabularna, relacje z postaciami, imersja gry są na dość słabym poziomie.
Muszę tutaj podkreślić, że zagrałem w nią dopiero teraz, wcześniej nie miałem przyjemności. Ale na myśli przychodzą mi inne gry, nawet starsze, których twórcy położyli fajny nacisk na fabułę i zaprezentowany świat.
ES mnie rozczarował, biorąc pod uwagę "10" wypisywane na tej stronie. A i jeszcze jedna rzecz, gra na tyle lat, poprawek wydanych czy modów jest cholernie zbagowana. Przedmioty latające po pomieszczeniach, zapadanie postaci aby zaraz wypaść z sufitu, blokowanie się ekranu na czarze pokazującym drogę do zadania (jasnowidzenie). W sumie nie powonieniem się dziwić, w końcu do Bethesda.
Kupiłem ją za 50 zł, pograłem chwilę i totalnie wypadłem z tego pustego i kartonowego świata manekinów.
Ciężko oceniać wczesny dostęp ale jak na tą fazę jest rewelacyjnie.
Bardzo fajna grafika idealnie wkomponowana w klimat tajemniczej wyspy. Gameplaying uporządkowany i do tego soulsLike wykorzystany idealnie. Fajne walki z bosami, jak przysniesz przy potuczce z mobem zostaniesz szybko ukarany :) miodzio.
Nie przeszkadza mi kompletnie brak obracanej kamery, uważam wręcz że zabieg jest dopasowany.
Rozbudowa postaci, fajne bronie, przyzwoite działania poboczne, fabuła może i oklepane ale podana na ciekawym talerzu z mocnym odświeżeniem
Czekam na pełen dostęp.
Ani to Heroes ani tym bardziej Baldur
To zwykła gierka na okno w przeglądarce, w której jeśli nie posmarujesz portfelem utkniesz na nieustannej farmie.
Ile wam dali aby podać takie głupoty, jeszcze pod szyldem gryOnline. Staczacie się okropnie...
Rozumiem, że biznes zaczyna słabnąć i szukacie kasy na prawo i lewo ale mimo wszytko wasza marka do czegoś zobowiązuje, tak?
Pomimo tych PRowych bzdur i łykania ich przez społeczność, chyba każdy widział, że po premierze gra była nie dość, że niekończona to nasrana robalami.
Akty, lokacje były totalnie nowrówne. Moim zdaniem najbardziej klimatyczne podziemia bardzo dobrze oddawały klimat tamtego świata.
Natomiast tytułowe miasto w ostatniej fazie gry to pójście na skróty, łącznie z zakończeniem, które było nijakie i bez charakteru.
Ograłem tytuł zaraz po premierze i wciągnął mnie świat od razu i oczekiwania wywindował po przejściu w.w podziemi. Aby na koniec dostać w łeb obuchem i pozostawić niesmak.
Mimo co rusz wychodzących dodatków, w ogóle nie mam ochoty wracać do tej gry. To dziwne bo takie DOS2 przechodziłem 3 razy.
Uwielbiam te trolowe komentarze, w zasadzie powinniście wykorzystywać jakiś AI do generowania tych wysrywów, mielibyście więcej czasu na swój marny żywot
Z drugiej strony, dostarczacie mi swoim zachowaniem przeświadczenia, że czas upływa, a ludzie pozostają bez zmian, odnosząc się do samej gry, bez względu na erę....
Mam poczucie, że skupiłeś swoją uwagę nie na tej grze co jest w tytule...
Ograłem 4 sezon i muszę przyznać, że mimo kilku kosmetycznych zmian, co grali to wiedzą, nie porwało mnie to.
Przy wbijaniu dużych poziomów w okolicy 80 up, znowu pojawia się ta sama monotonia. Gra nie wnosi niczego nowego, czego nie widziałem na początku, czy w 2 sezonie. Cały czas ta sama, jedna mapa, te same lochy i w koło ci sami przeciwnicy, wieje nudą tak samo kiedy kończyłem ją 2 tygodnie po premierze. Chyba przestanę dawać jej kolejne szanse i odstawię to na dobre.
Nie dam rady ukończyć tej gry.
Od samego początku, mam poczucie, że gracz został wrzucony w wir wydarzeń, który przez twórców został potraktowany tak, jakby zaczynający przygodę był już zaznajomiony z całą paletą organizacji, frakcji, historii, map, ludzi, potworów itp.
Czyli po prostu siadasz i jedziesz...
Ciężko to nawet skomentować, bo widać, że był potencjał na coś ciekawego ale, no nie wyszło.
Im dalej tym mniej mnie obchodzą wydarzenia, nieciekawi i skrajnie (do bólu) sztampowi NPCy których można zrekrutować są po prostu mało wyraziści, ich historie nie przyciągają.
Hermetyczność świata nawet nie przeszkadzałaby mi ale mapy wyglądają praktycznie tak samo, duża paleta barw kolorów, ciągle ci sami przeciwnicy i dość szybkie przemieszczenie się pomiędzy punktami. Tak samo z zadaniami, questy można zrobić w kilka minut, podpiec - pogadać - przyjąć - pobiec do punktu B - zabić - wziąć - i powrócić. Misja zakończona 231232323 punktów doświadczania, co kolejne w dzienniku? Ach, kolejny quest na tej lokalizacji, no to pyk pyk pyk, zrobiony...dalej. Do tego wszystko jest zaznaczone, co gdzie leży. Brakuje ci jakiegoś klucza aby przejść przez teren strzeżony, no problemo już mapka ma oznaczony wykrzyknik z odległością do pokonania.
Taka sieczka bez ładu i składu, jakby zadania nie były czymś ciekawym nad czym można się pochylić, tylko leżały na taśmociągu w fabryce gdzie dniówka wynosi 10h bez możliwości przerw.
Ekwipunek zaśmiecony bzdurami pt. jedzenie, którego np. nie potrzebujesz jak nie grasz na tym najwyższym poziomie z opcją głodu. Bronie palne, czy białe nie dają żadnej przyjemności, podobnie jak sama walka. Wszystko jest takie kolorowe ale bez "duszy". Różnica pomiędzy poziomem Normal a Hard jest karykaturalna. Nawet w Soulsowych grach możesz zginąć od 2 lub 3 ciosów ALE tak samo Ty możesz uśmiercić przeciwnika. Tutaj na hardzie giniesz po 2 sekundach, twoi towarzysze chyba jeszcze szybciej, a ubicie jednego wroga, jak nie działasz z zaskoczenia wymaga wymiany kilku magazynków.
Dla mnie kolejna kaszana, po jeszcze gorszym Elexie 2... chyba zmienię gatunek gier na jakiś czas.
W sumie też to zauważyłem, skala różnicy pomiędzy normlanem a trudnym jest b. rozstrzelona. Mój build był robiony pod broń białą ze wszystkimi możliwymi bonusami.
Podkraść się nie było problemu, zabić pierwszego kolesia też, ale reszta jak już mnie zaczaiła, robiła mnie w kilka sekund....
Towarzysze giną od razu, coś po około 2 sekundach, a moja Ja zostając na placu boju ALONE, miałem tylko jedno wyjście, spierd.. gdzieś na bok i liczyć na respawn drużyny. Nie ważne jaki pancerz na sobie miałem, nie ważne ile władowałem w niego ulepszeń, ginąłem zawsze tak samo 2-4 sekundy od namierzenia przeciwnika. Co irytujące dodatkowo, jak ktoś walił we mnie serią, miałem wrażenie, że jego kule są jak magnes, a moja postać zrobiona z samego metalu...
Gra kupiona za 26 zł. Cena adekwatna do zawartości, 28 h, wbity 23 poziom i dość.
Gra jest katastrofą, podobno to studio słynie z dobrych RPGów, po tej grze niekoniecznie można to zauważyć.
Kompletnie pusty wręcz tekturowy świat. Nic tu nie jest ciekawe, niby masz możliwość swobodnej eksploracji ale co z tego, skoro nie ma tu nic ciekawego. Przypomina mi to Dragon Age Inkwizycja.
Postacie są bezpłciowe, NPCy nijacy, walka to istne drewno rodem z 1 wiedźmina (chociaż ten i tak lepiej wyglądał), świat jakby wycięty z kartonu, wrogowie głupi, do tego sztucznie wyciągnięta długość gry, a zadania główne jak i poboczne to jakiś szczoch. Szkoda mi czasu na wypisywanie minusów.
Wywaliłem w pizdu, mimo, że dawałem tej grze sporo szans, ale im dalej tym tak samo, czytaj gorzej.
Jakoś mnie to nie dziwi. Pograłem w demo i kompletnie mnie odbiło.
Oczywiście przyciągnięty jakimiś opiniami, że to taki następca Fallouta 1i2, że spadkobierca, że klimat i w ogóle
Dziękuję bardzo za marketing i prOwskie zagrywki.
Nie zamierzam tego kupować, chyba że dadzą za darmo jako dodatek.
Pograłem na otwarcie, zobrzydziło się
Dałem szansę w 2 sezonie, efekt końcowy taki sam jak na otwarciu
Niech ta gra i jej twórcy skoczą do wulkanu..
PS
Do czasu, kiedy wyjdzie POe2 macie jeszcze czas na dogorywanie, zamieciowcy.
Na moje szczęście w DOS 1 i 2 grałem jak już powychodziły wszystkie możliwe łaty i wersje podrasowane :) i grało się super.
Na moje nieszczęście w nowego Baldura zdecydowałem się na wczesny dostęp. Ograłem akt 1 tyle razy że z chwilą premiery nie byli już tego żaru. Podłączam się pod opinie, że im dalej w las z aktami tym gorzej. W Baldurze akt 3 to była totalna klapa
W zasadzie nie mam ochoty wracać do tej gry. Może jak wyjdzie już edycja ostateczna, podrasowana itp.
Fakt, zacinania albo w ogóle zawieszenie się gry to chleb powszedni ostatnich tygodni.
No cóż, to w końcu nowy Blizzard.
Widzę, że sporo czasu już minęło od pojawienia się pełnej wersji na rynku, a komentarzy jak na lekarstwo.
Jeśli wszedłeś/weszłaś aby dowiedzieć się, czy warto zakupić grę i zobaczyć, czy opłaceni z góry recenzenci w różnych portalach, pisali prawdę, że to taki super souls like tylko, że z rzutu izometrycznego, to od razu napiszę, N I E WARTO.
Mimo, że gra nie kosztuje za wiele, jak na dzisiejsze standardy, na prawdę, szkoda czasu na nią.
Produkt jest kompletnie niedokończony. Początek robi niezłą robotę, bo wprowadza w ciekawy świat, który, jak się wydaje, będzie tylko bardziej wciągać. W końcu mamy tutaj Achillesa i mitologię grecką, czyli cały panteon Bogów, potworów, herosów, czy złych ludzi, prawa że brzmi fajnie?
Nic bardziej mylnego.
Gra jest nuda. Po ukończeniu pierwszego etapu, zaczniecie dostrzegać, że fabuła jak i wątki poboczne tak na prawdę nie wnoszą niczego ciekawego. Podobno jest to gra souls like..pfff dobry żart. Najwyższy poziom trudności nie pokazuje tego elementu. Dodatkowo samych bossów jest b. mało i są dość prości w "zrobieniu".
System rozwoju postaci na konstelacjach gwiezdnych, wygląd tylko z pozoru ciekawie. Bo wraz z upływem czasu, nie daje nowych umiejętności, których jest b. mało.
Same bronie i ich styl używania, może i daje inne wykończenia przy np. "finiszerach" ale będziecie to robić po raz enty, to nie ma z tego żadnej frajdy.
Lokacje jaki i wrogowie do ubicia są b. powtarzalni. W koło chodzicie po tych samych miejscach, przypomina to trochę taki odchudzony hack n slash tyle, że wrogowie są dość rzadko usiani.
Grę skończyłem dość szybko, było to jakieś 2 miesiące temu i wiele rzeczy już wypłynęło mi z głowy.
Generalnie tytuł w ogóle nie zapada w pamięć, nie ma w nim nic twórczego, odkrywczego, czy innowacyjnego.
Od kolejna, nudna gra.
Grę można śmiało podzielić na 2 etapy.
1- rozgrywka, walka turowo-karciana
2- interakcje w posiadłości
Jeśli chodzi o punkt 1, bawiłem się znakomicie. Ilość kombinacji, rozwoju postaci, bohaterów itd. Można powiedzieć, że ten element gry jest super, osobiście bawiłem się przednio.
W przypadku punktu 2, dla mnie katastrofa. Wszystkie spotkania, rozmowy, nagabywania powodują straszne spłaszczenie bohaterów i ich komiksowych reprezentacji. Bo jak inaczej przekazać Rosomaka, który jest totalnym zwierzem, wręcz takim małpoludem z pazurami, a zapraszasz go na spotkanie w lesie przy malowaniu na sztaludze martwej natury, no ni jak się to nie klei.
Wszystkie postaci pokazane przez pryzmat posiadłości, mają jeden jedną wspólną cechę, są wyjałowione ze swoich pierwotnych instynktów. Każda, dosłownie każda osoba, postać którą tam jest sprawia wrażenie oszlifowanej z jakieś złości, buntu albo jak w przypadku Rosomaka, ze swojej natury.
Jest to jedno, wielkie spotkanie terapeutyczne, gdzie Blade będzie się spowiadać dlaczego chodzi na czarno ubrany, dr. Banner, przeprasza wszystko i wszystkich itp.
Do tego dochodzi jeszcze exploracja tego terenu, nijaka, miałka sztuczna i jest kolejnym zapychaczem. Bo wydaje mi się, że twórcy wpadli na fajny pomysł walki z użyciem kart ale musieli do tego coś dołożyć aby grę wydłużyć. No i wpadli, na psychodeliczne sesje terapeutyczne, gdzie pacjentami są herosi z uniwersum Marvela....
Mnie BG3 nie porwał. Brakuje mi porządnego antagonisty, czyli elementu charakterystycznego dla poprzednich części. Tutaj element jest rozbity, wręcz rozwodnionym aby finalnie pokazać jakiś mózg...słabe jak ściera.
Postacie do wyboru, tylko niektóre są charakterystyczne, na pewno gianki, która jest konkretna z zasadami i odpowiednio ustawiona pod kątem wytresowana w jej zwyczajach.
Reszta jest mdła, zwłaszcza postacie męskie. Wyll to jest typowy sfeminizowanym jak na dzisiejsze standardy męski pip... Postacie Totalnie nijakie i za dużo w tym wszystkim homoseksualnych związków. Dosłownie kaZda postać leci na naszą, waszą główna postać męska.
Akty są nierówne
Po ciekawym, gdzie rozbija się statek akcie 1 i super klimatycznych podziemiach, mamy 2 akt tam gdzie jest ta mgła, dość średni, aby zakończyć na katastrofalnym akcie 3, czyli tytułowych Wrotach Baldura.
Całość jest też mocno hermetyczna, zwłaszcza 3 akt gdzie upchnięto duża ilość treści na małej przestrzeni. Samo zakończenie też jest nijakie, nie dające żadnej satysfakcji.
W zasadzie gra ma dobre, średnie i słabe momenty i nie uważam jej za jakąś wybitną.
Tak nawiasem pisząc, już lepiej bawiłem się na DOS2, no ale to tylko moja opinia.
Trzeba być kompletnym igrnoranem aby nie dostrzegać problemu.
W tej grze homoseksualizm nawet nie jest opcją, jest wywindowaną do przesady ścieżką, którą twórcy zrobili tak aby gracze cały czas i w każdej chwili mogli dokonać tego "jedynego" wyboru.
Nachalność z jaką inne postacie proponują swoje usługi w kontekście romansu przyprawia o ból głowy.
Możesz grać postacią męską, nie mieć absolutnie żadnych interakcji z postacią X, albo b. ograniczone wynikające z fabuły, a i tak będzie ona smarować cholewy.
Mnie chciało się już rzygać w samym kreatorze postaci jak wybieraliśmy płeć i.. inne rzeczy. Ale postanowiłem nie zwracać na to uwagi.
Potem samej rozgrywce to co napisałeś. Każda męska postać wręcz wskakiwała do łóżka mojej postaci. Zero interakcji, tylko powierzchowne wymagające jakieś misji dialogi i od razu.
Nawet ten kałamarnic w którymś momencie zaczął smarować cholewy. Czara goryczy przelała się jak w świetle księżyca wyskoczył ten czarny, chyba Wyll, już nie pamiętam, w rajtuzach i zaczął tańczyć balet. Jak powiedziałem, nif z tego, jego smutna mina oddalająca się, do dziś przyprawia mnie o mdłości.
Cały ten element zaprojektowany przez twórców sprawił że było mi ciężko ukończyć tą grę. JesZce nigdy nie spotkałem się z tak ogromnym, nachalnym wciskaniem opcji homoseksualnych...
Mimo wszytko, gra dla niedzielnych graczy, takich jak ja. Co nie zmienia faktu, że po skończeniu nudnego wątku głównego, rozgrywka staje się jeszcze nudniejsza.
Wszystko w niej jest tak nudne i powtarzalne, i już to kiedyś napisałem, dla mnie cała ta mapa wygląda jak jeden wielki Akt 1.
Jakby zrobili kolejne 3 w podobnych rozmiarach i innych aktywnościach, dla każdego coś nowego;)
D4 zmiażdżyłoby konkurencję, a tak...
Super, wow ale ekstra. Kolejna poprawka, zmieniająca dużo rzeczy. Czemu nie wydać wszystkiego raz, a dobrze?
W
Przez wielu okrzyknięta GOTY, a twórcy co rusz zmieniają zakończenia, reakcje bohaterów, dialogi bohaterów. Może za 2 lata będzie to zupełnie nowy z nowymi postaciami tytuł?
Dla mnie ta 3 odsłona DOS2, która założyła na szybko skórkę Baldura tylko potwierdza, że wydawanie i kupowanie niedokończonych gier to dzisiejsze przekleństwo.
Ja tam czekam na pełnowartościową 3 część już wymienionej gry, osobiście tzw. Baldura w ich wykonaniu to zwykły średniak.
Najbardziej zgadzam się z tym
" Do 1/3 gry dobrze wyważony poziom trudności"
Faktycznie, sam początek rokował porządnie. Ustawiony maxymalny poziom trudności dość szybko pokazał, że ta gra nie ma za wiele wspólnego z grami SoulsLike, no może tylko z zapowiedzi...
Fabuła okropnie zanudziła w trakcie o zadaniach pobocznych nie wspomnę, bo to jak przecinki w długim tekście.
Jakby gra utrzymała zainteresowanie z początku, aż do samego końca, byłoby super, a tak. Dla mnie przeciętna 5
Gra b. dobra. Upływ czasu nie zjadł jej zalet, moim zdaniem jak ja grę z lat 90 broni się do dziś, oprawą graficzną, muzyką, scenografią i jej elementami, grywalnością i doborem jednostek, który wyglądaj b. szczegółowo, plus fabuła też jest ciekawa. Jedna z najlepszych gier swojego gatunku i prawdziwy majster.
Szkoda ogromna że nie mamy kontynuacji.
Nie mogłem uwierzyć, że gra wychodzi w 2024. Sprawdzałem, czy aby na pewno ktoś błędu nie popełnił. Silnik tej gry to jakiś późny Wiedźmin 1.
Oczywiście, rozumiemy że grafika to nie wszystko ale jakieś standardy wizualne powinno się zachować.
Chyba jeden z nielicznych komentarzy mówiący o tym że nowy Baldurs to jednak nie takie dzieło jak się inny wydaje.
Zakupiłem Diablo 4, odpadłem po przejściu i zobaczeniu co oferuje 1 sezon. Baldurs Gate mnie rozczarował i kompletnie nie rozumiem zachwytu.
Akurat grałem i zgadzam się ze wszystkimi negatywnymi komentarzami.
Nawet sami twórcy w wywiadach opowiadają rzeczy, nie graj w Diablo 4, zrób sobie przerwę itp. Byli pracownicy jak na dłoni wskazują, że Starego Blizza już nie ma, że obecnie tylko "jadą" na sentymencie. Człowieku, D4 to porażka, cesarz bez szat, a niektórzy opowiadają kocopoły, jaka to gra nie jest fajna i grywalna... Zdaje sobie sprawę że o gustach nie dyskutujemy ale litości, czasem trzeba powiedzieć wprost, a nie brnąć w marność
Kiedyś próbowałem zagrać w Atom, ale brak spolszczenia porządnie mnie odbił. Potem już do tytułu nie wracałem.
Oby gra była warta uwagi.
Interesujący kawałek z niecierpliwością czekam na premierę. Zobaczymy, obecny rok nie za bardzo pozostawił dobre wrażenie, po głośnych tytułach.
Diablo 4 katastrofa, Baldurs Gate 3 niczego nowego nie wniósł, od kolejna odsłona DOS 2.
Także, zakończenie roku może będzie zamknięte pozytywną klamrą.
Jerry_D - czyli uważasz do gry 18+ nie mają dostępu dzieci w wieku 13 /12 lat, tylko i wyłącznie dlatego, że gra jest ograniczona wiekowo? Nie wybrałem się w kierunku Baldura ze względu na sceny łóżkowe, czy romanse. Nota bene, można romans pokazać w fajny, wysublimowany i smaczny sposób, przykładem jest np. Dragon Age 1, a nie w formie ohydnego porno, brakowało tylko aby pokazali wszystko ze szczegółami.
Propaganda o której napisałem ma miejsce i to nie jest tylko ciekawy dodatek twórców do wątku fabularnego. Zobacz jaki kontekst miały gry chociażby 10 lat temu, dziś to leje się z ekranu na potęgę. W US trwają debaty w Kongresie na temat usankcjonowania prawnego kwestia bycia dowolnie wybraną płcią, w zależności "którą nogą rano wstanę". To już nawet nie jest zabawne tylko przerażające. Zakładając konto na FB masz do wyboru, już nawet nie pamiętam dokładnie, kilkadziesiąt płci... znak czasów i szaleństwa, jakby psychiczny człowiek uciekł z zakładu dla obłąkanych i wszyscy kłaniają się przed jego pomysłami.
Dając już spokój temu aspektowi, mimo wszystko gra ma wiele ciekawy momentów. Dużo ludzi pisało, odnośnie tej ciemnej postaci z mroczną stroną. Dlatego zdecydowałem się zagrać ponownie, chociaż, idzie mi to b. opornie.
Ale jedyne co mogę napisać, to to, że grając złą postacią, mogę ten cały cyrk posłać w diabły i wybić w zasadzie wszystko i wszystkich, a to już daje mi małą satysfakcje.
Długo zastanawiałem się na ile ocenić grę. Jak była jeszcze w fazie wczesnego dostępu był ogromny hype, oczekiwania spore i oglądałem z niecierpliwością co zmieniają w 1 akcie.
Może to wiek, ale nie zgodzę się z opiniami, że gra jest wybitna, najlepsza w swoim gatunku itp.
Jeśli chodzi o latarników, w mojej ocenie, swój pik osiągnęli wydając końcową, ulepszoną i poprawioną wersję Divine Original Sin 2. Bezapelacyjnie jest to ich najlepsza gra, nawet widać jak w w BG3 w pierwszym akcie zastosowali tą samą ścieżkę dźwiękową w mroczny zakątkach ??. Sam początek to istny kopiuj wklej. W DOS2 bohatera ratuje jakas tajemnicza siła w BG3 bohatera ratuje tajemnicza siła, żeby było śmiesznie dokładnie tak samo, obie postaci spadają i są nagle łapane jakąś mocą. Z resztą cały ten Balur wygląda jak 3 odsłona DOS, co też pokazuje, że ze starymi Baldurami ma wspólnego jedynie nazwę i nazwy wykorzystywane w samej grze.
Liniowość gry mnie irytuje, przechodząc do kolejnego aktu, nie masz możliwości powrotu do poprzedniego. Masa wyborów, ogromna wręcz możliwość pokierowania swojego bohatera na jedeną z wielu ścieżek, tylko po co, aby wejść do kolejnego aktu z innym wdziankiem mentalnym, towarzysze którzy uciekną od nas są łatwo do zastąpienia, wydasz trochę golda i biega koło ciebie wynajęty mag, zbrojny albo inny łucznik.
Charakterystyczny sposób tworzenia gry przez zespół to hermetyczność danego świata. Jesteśmy ściśnięci na niewielkiej planszy, na której poukładane są liczne przeszkody (przeciwnicy, postaci, miejsca warte odwiedzi itp.) dokładnie tak samo zrobili w serii DOS. I dokładnie tak samo, musisz obierać kierunek w którym pójdziesz, bo jak na 1 levelu wpadniesz na przeciwników na 4, to w zasadzie jedyne co zostaje to F4, tak samo było w DOS. Pomijając już same wrota Baldura, czyli Akt 3, ale o tym potem.
Nasz wątek główny przecina się wielokrotnie z jakimiś zadaniami pobocznymi, także nie ma możliwości aby je pominąć, w zasadzie wynika to z tego co powyżej napisałem – mały, ściśnięty świat. Oczywiście, że mamy pierdyliard możliwości rozwiązań danej sytuacji tylko w którymś momencie zaczyna być to nurzące, zwłaszcza, że kusi sprawdzenie od razu wszystkich opcji i przy rzucie kością albo wyborze rozwiązania, idę o zakład ??, wielu sprawdzało jak się akcja potoczy i potem save load i od nowa, tylko tym razem inaczej kliknę. Przedłużanie gry i zaburzanie sobie doświadczeń z nią.
Ograniczenie rozwoju postaci do 12 poziomu, przynajmniej dla mnie, poskutkowało tym, że nie chciało mi się już za bardzo bawić w levelovanie – czyli, odkrywanie fabuły, czyli weryfikowanie zawartości mapy. Będąc w 3 akcie, po wykonaniu kilku queestów już na początku miałem max poziom i gra zaczęła przypominać, szybkie dążenie do końca. Z resztą cały akt 3 jest strasznie nudny i wątki w nim są słabe.
spoiler start
Świątynia Bhaala, spotkanie z Sarevokiem, czy walka z zabójcą, przeszły jakoś bez większego podziwu, od zarąbałem ich wszystkich i zdobyłem kolejny kamień.
spoiler stop
Kiedy w 2 Baldurze zdobyłem postać ojca, było W O W, albo pogoń za Irenicusem. Tutaj, poczułem się jak w fabryce mebli, gdzie przychodzę rano odklepuję obecność, skręcam śruby i wychodzę.
spoiler start
Końcowa walka z mózgiem to jest totalne dno dosłownie i w przenośni. Jak na dłoni widać, że twórcy nie mieli fajnego pomysłu. Dodać do tego głupie jak but zakończenia z cutscenkami.
spoiler stop
Ale najgorszym co mnie uderzyło w tej grze to obrzydliwa propaganda kolorowych, która przy samej kreacji postaci wręcz mnie zszokowała. Pytanie retoryczne, po jaką cholerę mam w kreowanej postaci dobierać rodzaj genitaliów? Albo w postaci męskiej mam wybór z różnego rodzaju wyglądu, wagin….
Albo postać o nieokreślanej płci, NIE MA czegoś takiego, jest płeć męska i żeńska kropka.
Jak na grę do której dostęp mają dzieci, sceny seksu są wyuzdane niczym porno. Lizanie sobie kroku przez kochanków, albo robienie loda, to nie są rzeczy które powinny znaleźć się w grze. Już nie będę komentować uprawiania sexu ze zwierzętami, bo na razie ta bariera nie została przekroczona, chociaż?
Grając postacią męską, miałem romans (początkowo) z Lae''zel, już w pierwszym akcie moja postać posmakowała smaku, z każdego jej zakamarka… potem zmieniłem na kleryczkę z tarczą, kompletne zero jeśli chodzi o cutscenki, jakby gra zapomniała, że w ogóle jest taka możliwość.
W ogóle jeśli chodzi o wątki romansowe to oczywiście każdy z każdym wszędzie granic nie ma. Ale oczywiście, postacie męskie takie jak Wyll, Gale, Helsin miały większą ochotę na mojego bohatera. Nie mogłem się nadziwić, że po każdej nocy spędzonej w obozie, po zbudowaniu jakiegoś zaufania do danej postaci, ta prędzej czy później (w tym przypadku prędzej) będzie chciała zapuścić swoje zainteresowanie za daleko…. Drażni mnie to, bo nie da się utrzymywać normalnych, męskich relacji na zasadzie kompan w boju, bo od razu jeden z drugi chcą wskoczyć do łóżka.
Gale zaprosił mojego bohatera na oglądanie gwiazd, szukałem opcji w dialogach aby spadał albo takiej nie było, więc musiałem wybierać delikatniejsze.
Wyll wyskoczył w rajtuzach i tańczył niczym baletnica, myślałem, że oddam kanapkę którą jadłem. Jak powiedziałem, że nic z tego, ten oddalał się w przestrzeń z miną obitego szczeniaczka, bleeeeeeeh.
Helsin z kolei to jakiś porąbaniec, bo twórcy postanowili, że jak jemu powiesz spadaj, to ten będzie drążyć temat – a dlaczego?
No i wisienka na torcie, to co siedzi w pryzmacie,
spoiler start
ten nasz wybawca, ochraniacz w swojej prawdziwej formie, już nieukrywanej też chciał mojego bohatera wychędożyć.
spoiler stop
Tu już powiedziałem sobie, że latarnicy przegięli i mało nie wywaliłem gry z dysku.
Ogromny minus za zapuszczanie do gry takich wątków w tak ordynarny i obrzydliwy sposób.
W tym miejscu mógłbym napisać o problemach technicznych, które dobijają mnie na każdym kroku i jak na wydawaną przez tyle lat grę, wrzucanie ciągłych poprawek to chyba coś nie jest tak?
Generalnie gra jaka jest, ocenę wydałem na bazie własnych spostrzeżeń i poglądu na życie. Obecnie staram się przejść ją raz jeszcze grając złą postacią, tylko, że cholernie zmuszam się i to już mi daje odpowiedź na to, że daleka jest ona od ideału.
Jedynym błędem który powinien naprawić Blizzard jest wywalenie tej gry w pizdu wraz z ekipą odpowiedzialną za stworzenie jej. Zatrudnienie ludzi ogarniających temat i zrobienie nowej gry od podstaw.
Generalnie, wrzucić w eter że D4 to taki eksperyment społeczny na graczach.
Numenera nie jest gra dla mnie. Uwielbiam Rpgi, rozwój postaci, zwiedzanie, odkrywanie fajnego świata i zaznajamianie się z ciekawymi postaciami. To co tutaj zafundowali twórcy to jest przełożenie historii z 3 tomowej epopei na płaszczyznę gry. Nie do końca to się klei z uwagi na fakt, ze moje oczy oraz głowa nie dały rady wytrzymać tego oceanu tekstu z mrugającego monitora.
Czytanie książki o takim potencjalne zapewne byłoby interesującym doznaniem. Granie w coś takiego to istna udręka :)
Czekam na PoE2 z niecierpliwością aby zagrać w końcu w porządny HnS.
Nigdy nie przypuszczałem że to napiszę ale Diablo 3 przyciągnęło mnie na b. długo w kontekście D4, mimo że nie uważam wcale D3 jako coś kontynuujące klasyki z lat 90. Diablo 4 po przejściu kampanii oraz (w niesamowitej udręce) dobicie do 80 poziomu, po dokładnie 30 dniach, wyleciało z dysku. Gra jest kompletnie niedokończona, nudna i bez charakteru. Cała ta pseudo otwarta mapa wygląda jak Akt 1, agdsie reszta?? :/
PoE2, wiem że tutaj moje oczekiwania będą spełnione, bo wszyscy wiemy jak udoskonalona została jedynka, co do Diablo 4, jestem idiotą który zaufał marce i wydał 300 zł, nigdy więcej.
Miałem podobny pomysł aby te wszystkie rzeczy zebrać, ale skończyło się finalnie na wywaleniu gry z dysku, głównie przez kompletną nudę i fakt, że gra została oddana do użytku niegotowa. Plus, cała mapa tej gry wygląda jak jeden, wielki Akt 1.
Chyba wszyscy zgodzą się, że jedynym i niepodważalnym plusem tej gry jest to, że gra ma w nazwie DIABLO. Cała reszta jest czystą, subiektywną opinią.
Utrwaliłem się jeszcze bardziej, że gra jest zła, niefajna, przepłacona, zrobiona na hypie i do tego odcina kupony od wielkiego brata z lat 90'.
To co napisałem to jedyny plus tej gry, który na dodatek mnie przyciągnął i spowodował, że wydałem ponad 300 zł na niedokończony produkt, co już nie najlepiej o mnie świadczy :/, bo grałem w betę i "widziały gały co brały". Opinia 5.5 była wystawiona nad wyraz i po ociągnięciu 80 poziomu, pograniu w nowy sezon, obniżyłbym ją do 2.5.
Jak napisałem, gra jest niedokończona, co świadczy o twórcach, którzy wydali produkt po 11 latach produkcji????? aby go wraz z graczami (i za wasze pieniądze) permanentnie poprawiać.
W zasadzie wszystko tu jest na minusie.
Jedna mapa, która tylko pozornie daje efekt otwartości świata. Wszystkie lokacje wyglądają praktycznie tak samo, tu trochę śniegu, tu piasku, ale jakbyś stał w jednym miejscu.
Wątek główny tylko na początku jest ciekawy, potem zostaje rozmyty poprzez teleportowanie się z punktu A do B z B do C, z C do A, z A do D, z D do B i tak w koło, gdzie ten ogromny świat i zróżnicowanie?
Zadania poboczne to czysta kpina, próbowałem sobie poczytać co interesującego mają do przekazania zlecający, ale tak samo jak w przypadku wątku głównego, b. szybko przestaje to być interesujące.
EndGame to czysta farma bez ładu i składu. Przeskakujesz tylko z lochów do lochów, teleportujesz się, widzisz ekran ładowania, nawet nie musisz przechadzać się w lokacji, aby podziwiać nudne i powtarzalne widoki. Lochy wyglądają tak samo, bossowie są nudni, a gra b. szybko staje się nieinteresująca i nieciekawa.
Ekwipunek jest za mały w stosunku do śmieci jakie wypadają, które w 99% (zwłaszcza po 70 levelu) idą na przemiał.
Brak zestawów, mała ilość aspektów, przedmioty legendarne jak w Diablo 3, wypadają jak z rękawa, różnią się tylko % w różnych elementach i jak chcesz coś ciekawego wyłuskać, musisz swój zaśmiecony ekwipunek analizować, czy ten miecz da ci 2% więcej do czegoś, niż co obecnie nosisz. Za chwile wypadnie 120 tysięcy podobnych broni i ponowna analiza, rzygać się chce.
Grasz On-line co chwila ktoś gdzieś biega, mnóstwo graczy, ale jak chcesz wejść do lochu, to nie ma opcji w grupie, czyli coś co zrobili w tej popeirdułce na mobila. Możesz co prawda wejść z kimś, ale wcześniej trzeba taką osobę zaprosić do drużyny. Szybciej byłoby kogoś znaleźć jakby po prostu była opcja przed wejściem do jakieś lokacji, że chcesz kogoś poszukać albo wchodzi alone, ale nie, idioci od blizarda zapewne zapgrejdują tą opcję później, pewnie jak wydasz kolejne 100 zł na super opcję dodaną do gry.
LevelSkaling to już jest temat rzeka i dobrze opisany, nie będę nad tym się rozwodzić, uważam, że ich mózgi poszły sobie na przerwę w chwili kiedy implementowali to gówno do gry.
Sama gra jest mocno niestabilna, jak na produkt tworzony od dekady, za taką kasę na dzień dobry, powinni oddać lepiej ogarniętą grę.
Muzyka nie istnieje, jest wręcz irytująca, jak biegałem po lochach odpaliłem soundtrack z D2. Nic ze ścieżki dźwiękowej nie zapada w pamięć, wszystko jest nijakie zupełnie jak ogólny odbiór gry, jej lokacji, postaci, historii.. kurwa, ta gra jest po prostu zrobiona na ogromnej nazwie swojego poprzednika....
Podsumowując, bardzo ale to bardzo żałuję wydanych pieniędzy i jest to ostatni raz kiedy zaufałem zamieciowcom w tej materii. Gdyby to dziadostwo nie miało w nazwie DIABLO, byłoby grą przeciętną, która bez większego szumu poszłaby w eter i zastała swoje prawowite miejsce w kolejce pt. kolejny średni (albo nieudany) klon diablo.
Polecam zrobić maksymalny level, pograć na endgame i wtedy wydać opinie. Powściągliwość wymagana.
Zastanawiałem się nad oddaniem w pizdu Diablo 4 do Zamieci i zwrot kasy, ale te cholerne 2 godziny przekroczyłem, swoją droga niezły szajs z tym wymogiem.
Tak żałuję wydanej kasy na D4, że chyba wystawię całe konto na sprzedaż. W zasadzie tylko od czasu do czasu w HOtsa pogram, reszta to istna pajęczyna i kurz. Ktoś chętny?
Hej, widzę że nie jestem sam. W mojej ocenie skalowanie (przepraszam) zajebało tą grę.
Nie skończyłem jeszcze wątku fabularnego ale wspomniany element jest jak wielka drzazga w palcu którym naciskam atak.
Cholernie to przeszkadza i powoduje b. dużą frustrację. Pluję sobie w brodę, że wydałem tyle pieniędzy na taką grę, która powinna przynosić radość, a jest jedynie źródłem złości.
Gram sam i jest to i tyle trudne, że poziom normal zwiększony o weterana uniemożliwia mi faktycznie zabicie bossów w tych piwnicach i innych lochach. To się w głowie nie mieści aby tak spartolić system.
Jestem graczem który czasem lubi sobie pograć w Soulslajkowe tytuły. Przeszedłem Nioh, The Surge, Elder Ring itp. więc potrafię sobie radzić z wyzwaniem i wygórowanym poziomem. Ale tutaj po prostu odpadam na niektórych lokacjach.
Ba! Nawet w w/w tytułach dało się poczuć progres i moc postaci po jakiś czasie.
Diablo ze skalowania zrobiło sieczkę z tej serii.
Mam bardzo duży problem z oceną tej gry z uwagi na skalowanie, które, w mojej ocenie, bardzo przeszkadza, żeby nie powiedzieć dosadniej.
Podnosisz level, a potwory wraz z tobą. Aby poczuć progres w grze, najlepiej jest się zatrzymać na określonym poziomie i wymaksować wszystkie możliwości (zbroję, broń, umiejętności itp.), czyli, wbij max level i wtedy będziesz ew. coś znaczyć.
Przechodzenie samemu i wbijanie poziomów jest istną mordęgą. Szkielet z początku gry jest takim samym utrapieniem w chwili, kiedy masz na sobie legendarny sprzęt i 70 level, czy tak to powinno wyglądać? Przecież diablo 1 oraz 2 idealnie rozłożyło środek ciężkości. Jak na 10 poziomie poszedłbyś do Andariel, na dzień dobry dostałbyś dzwona. Co innego 40 poziom, wracasz do aktu 1 i Andariel nie ma szans. I właśnie to jest TO, czego brakuje mi w obecnej odsłonie, z czym nie mogę pogodzić się, co powoduje u mnie frustrację i odciąga mnie od przyjemności.
Fabularnie jest w porządku, katScenki klasa sama w sobie, fabuła przyzwoita. Tylko jakoś tak mało przyjemności z tego odczuwam.
Komentarz tak długi, że zasługuje na odpowiedź.
Oczywiście, nic nie przeczytałem z tego co napisałeś, nie jestem masochistą. :)
Jestem mocno zawiedziony. Dla mnie wyznacznikiem gatunku była/jest gra Commandos behind the enemy lines. Gra najeżona ciekawymi misjami, bohaterami z określonymi umiejętnościami, fajnym rysem historyczny i co najważniejsze, porządnie - odpowiednim AI przeciwnika, który jak widzi, że nie ma stojącego kolegi, strażnika potrafi włączyć alarm.
Tutaj mamy nudne jak flaki z olejem misje, kompletnie nieciekawych bohaterów, głupiego przeciwnika i praktycznie słabą grywalność. Jakoś mnie to nie dziwi, nie można zrobić trudnej gry, bo mniej dzieciarni zleci się i pieniądze nie będą się zgadzać.
Identyczne mam spostrzeżenia. Byłbym tą grą zauroczony jakieś 20 lat temu, zdecydowanie :). Teraz to czysty infantylizm.
Może po czasie ;) ale miałem, mam identyczne odczucia w stosunku do gry. Kupiłem ze względu na twórców oraz poprzednie części, zawód bym ty większy, że sentyment mnie oślepił.
Płytka fabularnie gra, z zerową opcją jakiegokolwiek wyboru. Do tego wyidealizowany główny bohater, który jest specjalistą od wszystkiego, zna każde zagadnienie techniczne, biologiczne do tego ma super moce i sypie żartami na prawo i lewo, kocha swoją ciocię i uwielbia wchodzić w interakcje z obcymi ludźmi, którzy dostrzegają w nim samo dobro, istny zwerbalizowany anioł.
Sama walka jest na poziomie PEGI 3, rzucasz człowiekiem o ścianę z całych sił, a odgłos niczym upadającego grzebienia o podłogę w łazience, no i on wstaje po tym i idzie walczyć dalej.
Przerywniki na inne osoby bez mocy, gdzie musimy się skradać to istna dziecinada… nawet nie mam ochoty tego rozwijać, no może jedno. Dla twórców, nasi przeciwnicy mają kąt patrzenia około 40stopni i praktycznie wszyscy mają zaniki patrzenia bocznego, są jak konie z klapkami na oczach, tylko co przed nimi.
Ilość znajdziek, nieistotnych pozycji, które nie różnią się niczym od siebie, do tego wielka mapa sprawiająca wrażenie swobody i jakiegoś wyboru… typowa konsolowa gra.
Fabuła główna jak i misje poboczne to czysty infantylizm. Poboczna misja, łapiemy gołębie po NY, no please….
Nie jestem zwolennikiem taki gier i zagrałem tylko z sentymentu z dawnych lat.
Na plus na pewno grafika i porządne bujanie się na pajęczynie.
Do gierki zostałem "zawołany" prze jakiegoś kołka na kanale yt, coś wspomniał o BR to postanowiłem zobaczyć, bo reklamował twórców jako miłośników takich perełek jak Torment, Baldury itp.
Szybkie pobranie, jeszcze szybszy instal i jedziemy.
Wygląd gry jak na klasyczną gierkę przeglądarkową + możliwość grania na komórce + bez kasy daleko nie zajdziesz :).
Spędziłem w niej jakieś 6, czy 8h nie pamiętam, doszedłem do chyba 16 levelu i dobiłem ściany możliwości. Poczułem, że muszę farmić postać mozolnie + długo, czyli zabawa w Syzyfa, chyba, że idziesz na skróty i kupujesz platynę (ale to nie dla mnie).
Odbiłem się totalnie.
Początkowo zaciekawiła mnie historia najazdu jednego ludu na drugi, potem ten drugi ucieka do trzeciego i tam się akcja dzieje. Misje są...jakby to napisać, na pewno nawet nie leżały obok w/w tytułów :), przynieś, podaj, pozamiataj. Ale z tą różnicą, że jak wyślą cię na posprzątanie, to 5 albo 10 razy będziesz musiał wracać się do punktu startowego misji aby otrzymać kolejną część do ukończenia zlecenia.
Potem na mapie widzisz jak gracze, ze swoimi awatarami latają w tą i z powrotem, jakby mieli w dupie mrówki, generalnie, chyba w żadnej grze nie trzymałem przycisku lewego myszy na długo.
Gra jest zrobiona na modłę dzisiejszych czasów i tytułów mobilnych, nie masz smalcu nie posmarujesz ALE możesz grać dalej, tylko wtedy jesteś masochistą.
Z tą historią to też nie do końca jest tak fajnie jak na początku zapowiadało się, ogólnie robiąc misje i biegając po mapie jak szaleniec, zatracasz w pewnej chwili, po co tak na prawdę biegniesz. Same "dialogi" to czysta dziecinada z odrobiną wulgaryzmu, wybory praktycznie żadne.
Gra po początkowym zaciekawieniu ugrzęzła w błocie dzisiejszych wymagań P 2 W. Dziękuje ale poszukam czegoś lepszego, delete.
Może i gra wizualnie jest podobna do Wieśka ale znaj proporcje Panie
Wiesiek poza fajnym światem i ciekawa grywalnością miał genialne misje poboczne, no i przyzwoity wątek główny.
ACV to wizualnie piękny budynek z kompletną pustką w środku. Misje są tendencyjne, poprawność polityczna zabija już na samym starcie, wątek główny beznadziejny, a główny bohater głupi jak but.
Porównywanie tych 2 gier to zbrodnia i policzek dla Wiedźmina.
Z czym do ludzi...
Przeczytałem do końca, od początku podkreślę :)
zgodziwszy się z każdym słowem, kończę swój komentarz.
krótko, nie ma co się rozpisywać, skoro wszystko już zostało powiedziane
Około 100h w grze, gdzieś w połowie zacząłem już robić tylko wątek główny, bo tzw. znajdźki mnie wynudziły. Postacie i fabuła, widać spory potencjał ale jak zwykle wszystko zrobione tak aby nie przemęczać się, aby było zrozumiałe i aby dzieci nie musiały mieć dylematów moralnych, ok takie czasy.
Graficznie wygląda nawet ciekawie, ale osobiście wolę zajmujący i wielowątkowy scenariusz z krwistymi postaciami, niż piękne obrazki, ok takie czasy.
Mapa ogromna, rzeczy i lokacje powtarzalne, postacie słabe i nudne, wątek główny infantylny.
Inteligencja przeciwników zerowa, żeby nie powiedzieć żadna. Gra jest kolorowa i ogromna ale mało w niej treści.
Kiedy postacią osiągniecie, jakiś 100 poziom i wybierzecie skila, który przy uniku spowalnia czas, jesteście nieśmiertelni. Gra ma w tytule zabójca (kojarzący się z ukrytym zabójstwem), a w rzeczywistości wchodzicie w każdą wrogą lokację jak Bóg. Biorąc do tego inteligencję komputera, gra jest na H&S z poziomem trudności -10.
PS
Kobiety w zbrojach średniowiecznych rycerzy i jako woje wikingów napadające na brytolskie ziemie.... idźcie i wsadźcie sobie swoje skretyniałe, "nowoczesno-myślące" mózgu do stawu z zimną wodą. Tego już nawet na głębszym nie idzie znieść.
Grało się przyzwoicie, jak na gatunek giń i walcz dalej b. dobry poziom.
Nie jestem miłośnikiem soulslike gier ale przyznaję, że ten tytuł mnie mocno wciągnął, przynajmniej do momentu zimnej lokalizacji, bo potem fabuła gry zaczęła mnie nudzić i mierzic.
Sam świat w miarę ciekawy, dużo dużych bossów i mniejszych, niezobowiązujących. Misje.... bez podpowiedzi z YT trzeba dosłownie mapę przeczesywać jak z wykrywaczem metali na ogromnej plaży.
Dla mnie przyjemnie pograne, przeszedłem całą grę i tyle. Raczej do niej już nie wrócę, po prostu wyczerpała się ciekawość tego świata. A walki z innymi graczami i najeżdżanie zostawiam już miłośnikom takiej rozrywki :)
Zgadzam się z autorem. Wieśka przeszedłem dwukrotnie i przyznaje, że drugie podejście było cięższe. Doznałem dokładnie tego wszystkiego o czym twórca artykułu napisał. Było to jakieś 3 lata temu.
Ostatnio chciałem powrócić do gry z uwagi na wymianę sprzętu i zobaczyć, przeżyć raz jeszcze. Ale zanim zainstalowałem, wyobraziłem sobie przygodę w tych miejscach, sama myśl od gry mnie odrzuciła, bo wyobraziłem sobie to co w/w artykuł zawiera.
Nie ma co się rozpisywać. Gra najlepiej nadaje się dla kilku osób, które po paru piwkach mają ochotę polatać, postrzelać bez większego sensu dla samego latania i strzelania.
Fabuły tutaj brak, sens samej gry - nie dostrzegam. Jedyne fajne widoki. Trochę jak piękna budowla z ciekawą architekturą ale totalnie pusta i zimna w środku.
Wydałem 20 zł, poświęciłem 3 paczki chipsów, wyjdzie mi to na zdrowie.
Gra miała/ma ciekawy potencjał. Czuć klimat pożogi wojennej, eksperymentów, upadku cywilizacji już od pierwszych chwil. Grywalność z początku też niczego sobie, mamy ciekawe zarysowane postaci, tajemnicę w tle (ale chyba wszyscy się domyślali o co kaman :) ) no i przyzwoity system walki a'la Xcom.
Tylko po ukończeniu, mam nieodparte wrażenie, że czegoś zabrakło. Finansów na większą przygodę, czasu na rozbudowanie fabuły, pomysły na zwiększenie możliwości ekwipunku oraz exploracji... ciężko stwierdzić, ale czułem na koniec jak i w trakcie, że gra ma ograniczany na każdym kroku potencjał.
Malutki przykładzik: kiedy doszedłem do ostatniej lokalizacji i miałem ubić głównego wroga, niejaką Plutonię. Podkradłem się pod zajmowany przez nią i jej żołnierzy obszar, przejąłem kontrolę nad brutalem, wybrałem jego zdolność ogłuszenie i... Plutonia już w 1 rundzie leżała na ziemi, a po 3 była martwa. Nie oddała ani jednego strzału, nie wypowiedziała żadnego słowa, a jej wojsko zostało rozbite w 3 rundy, dzięki mojej zasadzce i porządnym obrażeniom jakie robiła ulepszona do poziomu 3 broń moich towarzyszy.
Walka prosta, bezproblemowa, na skróty i w zasadzie bez satysfakcji.
Tak można spuentować całą grę.
Do minusów dorzuciłbym jeszcze ograniczone ruchy przy sprzedaży śmieci z ekwipunku, bardzo małe lokacje które przechodzisz w expresowym tempie. Mimo poziomu trudności TRUDNY gra była banalnie prosta, historia okazała się trywialna, a całość oceniam na przystawkę do głównego dania - czyli do zupełnie innego tytułu, w którym zanurzamy się zdecydowanie na dłużej.
Przyjemna grafika, ciekawa opowieść i postaci, które ciągle mają coś nowego do przekazania, interesujący tryb walki, różne bronie, przyzwoite "artefakty" ale po pierwszym przebiegnięciu, dotarciu do matki (za chyba 17 razem) ode chciało mi sie dalej w to grać. Oczywiście, pojawił się kontrakt, więcej dialogów ale to chyba nie dla mnie.
Nie należę do tych którzy rywalizują w kto pierwszy coś tam zrobi, nie kręcą mnie pojedynki na fast runy itp.
Jak wyżej, gra praktycznie znudziła mi się od razu wyjściu na powierzchnię. Po prostu nie mam ochoty robić tego ponownie.
Pograłem, zobaczyłem, podbiłem i wyrzuciłem. Taki przyzwoity średniak na chwilę.
Plusy
- porządny crafting
Zdecydowanie najsilniejsza strona gry. Dostosowanie sprzętu jaki mamy do dyspozycji według własnego uznania, zbieractwo różnego rodzaju broni, dodatków do niej, dodatków do ubrania jak i samo ubranie. Super pomysł na łączenie przedmiotów, ulepszanie gotowych broni ect. ct.
- odpowiednia ilość umiejętności
Możemy wybierać pomiędzy dobrą i zła karmą. W zależności od obranej ścieżki mamy daną liczbę umiejętności. Do tego dochodzą odporności na warunki atmosferyczne (można je również zwiększać za pomocą ubioru). Umiejętności zależne od karmy, rodzaju używanej broni, zebranych czynników mutujących jak i wyboru na początku gry rodzaju klasy postaci, jest w czym wybierać.
- duża i kolorowa mapa
- pojazdy w grze są urozmaiceniem ale na krótko, podobnie jak zaciekawienie całą mechaniką gry i jej zawartością.
No i to tyle jeśli chodzi o plusy, które notabene pomogły mi z nią wytrzymać mniej więcej do połowy. Czyli do uśmiercenia 2 z 4 wymaganych do zabicia potworów oraz podbicia wszystkich plemion.
Minusy
Gra jest infantylna do bólu, historia/fabuła jest oklepana i (ponownie) dziecinna. Napotkane postaci są denerwujące, pomijając idiotyczne odzywki nie wnoszą do gry nic ciekawego.
Sama walka też nie przynosi zbyt wiele atrakcji. Już na początku jak zapoznasz się z techniką sterowania postać praktycznie nie jest w stanie zginąć. No chyba, że się głupio utopisz, skoczysz w przepaść albo.. i tutaj parę razy padłem, podczas walki ze „światożercami”.
Misie poboczne są okropnie nudne i jest ich zdecydowanie za dużo. Przykład misji: znajdź 5 dźwiękopudeł (zagadka o co chodzi..) i je napraw. Sama naprawa to ustawienie pod kolor 3 elementów… trudność dla 3 latka max. Lokacje są na zasadzie kopiuj wklej.
Nazwy postaci i rzeczy ze świata są idiotyczne, robione pod gracza max wiek 10 lat?
Pływamy po glucie, musimy zabić pupcio-chrupcia, a głos pana Aleksandra Wysockiego (którego można wyłączyć) plecącego totalne banialuki jak np. W nocy widzisz mniej niż za dnia… cóż, starałem się tego nie widzieć i nie słyszeć.
Z czasem w ogóle przestałem zwracać uwagę na cokolwiek i parłem na przód do zadań głównych.
Twórcy chwalą się dodatkowo, że poruszają problem ekologii na świecie. Dobry pomysł i faktycznie dzieci można uczyć w tak dosłowny sposób, bo w końcu od nich się zaczyna. Żałuję tylko, że nikt mi nie powiedział, że to gra stricte dla 10latków albo i niżej, nie wydawałbym no to pieniędzy.
Uniwersum WH jest mi totalnie obce. Szukałem jakiegoś dobrego HnS i trafiłem.
Jako w/w gatunek gry spełnia swoją role wyśmienicie. Mamy sporo potworów do ubicia, odpowiednio duże drzewo umiejętności - możemy grać ciekawymi postaciami. Ja nie byłem oryginalny, pancerz wspomagany i broń biała 2ręczna i było młócenie. Fabularnie też jest odpowiednio. Jest inkwizytor z wyrośniętym EGO i wielkim młotem, nie do nawracania, a do napie..nia :)
Misje poboczne, sporo światów, misje dodatkowe gdzie można poszukać sprzętu. Samo wypadanie unikalnego ekwipunku jest b. dobrze zbalansowane. Nie mamy syto nakrytego stołu jak np. w Diablo 3, ani nie uświadczysz posuchy jak w PoE (gdzie możesz przejść całą fabułę i w tonie śmieci pojawi się jedna legenda, akurat nie do twojej klasy postaci). Ten element bardzo fajnie twórcy poukładali i tutaj OGROMNY PLUS.
Po przejściu wątku fabularnego możemy dalej sobie "popykać" taka gierka na godzinkę dwie dziennie dla rozluźnienia.
Krwiopijca
Za dużo jest ocen mojej osoby i za dużo starasz się udowodnić, że jestem "zły" i niedouczony. Jakbyś więcej czasu skupił się na na zwykłej rozmowie, a nie co chwila wytykaniu moich "braków" i przez chwilę ---> p o m y ś l a ł <--- może byłbyś nawet ciekawym rozmówcą. A tak, nie różnisz się niczym od masy (sorry) trolli na tej i innych stornach. Bywaj toksyczny kolego.
PS
Teraz ja, weź sobie wpisz w jakiś słownik słowo "sarkazm" oszczędzi ci klepania na klawiaturze.
Krwiopijca
"Wygląda na to, że Twoja wiedza na temat D&D zatrzymała się w 2000 roku"
na 99 r. kiedy ogrywałem pierwszą część wrót :).
"Teraz minęło 20 lat i wszystko w grach poszło z duchem czasu"
Nie oczekuję aby gry nie zmieniały się pod kątem "wynalazczości" kolegów z branży, a jedynie zachowywały posiadały duży zasób fabularny i klimatyczny. Mój wiek powoduje, że nie przykładam wielkiej uwagi do świecidełek, moją uwagę przykuwają inne rzeczy.
" Dwie pierwsze części nie są wyznacznikiem świata w którym się odbywały."
Ciężko mi się do tego odnieść, bo możesz mieć rację, ale skoro w robionej w bólach 3 odsłonie wszyscy gadają o tych samych wrotach, to o jakim świcie rozmawiamy?
Chyba, że masz na myśli konstrukcję rozgrywki - no ale o tym już napisałem powyżej.
np. osobiście nie mam nic do systemu turowego, nawet bardziej mi to odpowiada niż wciskanie pauzy co chwilę.
Do reszty twojego wpisy nie odnoszę się, bo z uwagi na wiek nie rozumiem niektórych skróty i twojego toku myślenia. Z resztą odnoszę wrażenie, że twój wpis jest reakcją obronną, jakbym cię personalnie obraził, co jest dziwne.
Zgodzę się jeszcze w jednej kwestii - masa ciągnie w dół i faktycznie dziś gry robione są z myślą o dotarciu do jak największej liczby odbiorców. Czasem może ucierpieć sama fabuła z uwagi na niewygodne tematy.
PS
no i masz rację, nie mam pojęcia czym jest EA, elektryczny autobus?
na razie widzę to tak
Rozegrałem w DOS2 jakieś 300h i mam poczucie że tam się panowie z latarni "wypstrykali" z pomysłów, nowości, zaskoczeń itd.
Tutaj w 3 Baldurs Gate robią dokładnie to samo co w 2 DOS, z małą różnicą. Swój pik już osiągnęli przy okazji DOS2, tutaj powielają schematy i niczego nowego nie wnieśli (na razie) i dlatego przychylam się do stwierdzenia, że to odgrzewany kotlet.
Nie wytrzymałem i zainstalowałem, mimo że miałem poczekać do pełnej wersji :/
Po tym co zobaczyłem, doświadczyłem, poklikałem i poczytałem z dawnych Baldursów w trzeciej części ostał się tytuł, poszczególne nazwy postaci oraz to... że większość napotkanych bohaterów albo zwykłych "ludków" zmierza, zmierzała, będzie zmierzać do wrót Baldura. Gdyby nie ten ostatni element, czyli "wybieram się do wrót Baldura bo coś tam..." szczerze przyznam, miałbym problem z identyfikacją tej części z pierwszą i drugą.
Skupiając się na samum kontekście świata, jak na razie ta gra ma niewiele wspólnego z legendami poprzedniczek i niestety wypada to niekorzystnie.
Biorąc również poprawkę na fakt, że rodzi się w bólach no nie mogę nie zauważyć, że wygląda jak dodatek do 2 części DoS :/
Dodatek nieukończony, który nie wiadomo w jakim kierunku ma zmierzać.
Okropnie irytuje mnie twarz głównego bohatera, a w zasadzie jego oczy i mimika twarzy, którą twórcy próbują zastąpić brak wypowiadanego słowa a'la pierwsza część Dragon Age. W chwili gdy nasza postać (powiedzmy) zostaje zaskoczona w rozmowie głowa zostaje wygięta do tyłu, oczy otwierają się, a usta przybierają dziwny grymas, zupełnie jakby chciała zrobić unik przed nadlatującą piłką wielkości arbuza...
W sumie jest pełno niedoróbek i bugów, przycinana mapy itd.
Na niekorzyść jeszcze - nie podoba mi się kręcenie kamerą i zastosowanie poziomów. Czasem górne piętro przysłania dół (gdzie mam swoje postaci) tak, że nie bardzo wiem w co kliknąć aby przesunąć drużynę.
Ekwipunek jest duży, widać że znowu idziemy w tony śmieci. No i oczywiście cała masa skrzyń, beczek, półek i różnego rodzaju miejsc które trzeba kliknąć. Podłoża o różnego rodzaju zastosowaniu, no wypisz wymaluj DOS w swoim kolejnym wydaniu, tylko jakiś tyłu zmieniony.
Jestem zawiedziony tym co widzę i w jakim kierunku to idzie. Jeszcze raz podkreślę, klimatu Baldura to to nie ma (na razie) ale mam jakieś przeczucie, że w tej materii niewiele się zmieni.
Gra na plus ze względu na klimat porażki z którą przyjdzie się niejednokrotnie zmagać, jak zginie nam super bohater, jak zginie nam cała drużyna albo dostaną zawału, jak zginie kluczowa postać i w środku misji trzeba będzie wiać itd itd. Generalnie klimat jest zrobiony pierwszorzędnie.
Podoba mi się też wachlarz postaci ich umiejętności, trzeba rozsądnie dobierać pod każdą misję oraz lokację. Łowca np. średnio sprawdza się w ruinach ale knieja to już inna bajka. Albo hiena cmentarna bardzo uniwersalna postać.
Fajne są też zdarzenia losowe, po powrocie do miasta może nas zastać coś co sprawi rozgrywkę trudniejszą albo łatwiejszą.
Odstresowanie się podczas misji w obozie, leczenie chorób przy urazów psychicznych w mieście, powolna i rozsądna rozbudowa budynków.
Wszystko na prawdę ok tylko jakoś tak gra sama w sobie jest nużąca, przynajmniej dla mnie, bo im dalej tym nudniej i powtarzalnie.
Nie wiem ile udało mi się zabić bossów, ile tygodni spędziłem na co raz to nudniejszych lokacjach, powtarzanych walkach, nie mam pojęcia, bo już nie chciało mi się tego liczyć pod koniec. Gra na początku wciąga jak cholera... z czasem staje się monotonna, monotematyczna zanudzająca wręcz. Walki potrafią b. zirytować i sprawić NAS o szybsze bicie serca...ze złości jak nasz bohater już spersonalizowany z dobrymi statami oraz orężem chybia jakiegoś przeciętnego robala 5x pod rząd.......!!!....
Wiadomo to jest DD bohaterowie to mięso armatnie, wszystko to wiem ale wciąż...
Dodatkowo, jak napisałem powyżej - gra z czasem zaczyna usypiać, nie ma w niej nic odkrywczego, powtarzalna i usypiająca wędrówka po "dużych" lokacjach nie sprawia przyjemności, a znużenie.
I tak jak na początku jest hype nowością oraz lejącym się klimatem z ekranu, tak później zaczynają się pigułki na sen i irytacja z głupich, przypadkowych decyzji naszych bohaterów, którzy potrafią dostać zawału na widok pajęczyny na ścianie.
Nie ma sensu wymieniać minusów.. ani plusów, bo kilku kolesi już dobrze je opisało.
Ja odniosę się jedynie do pewnej tendencji, którą dostrzegam w konsolowych grach. Dostrzegam, bo jedyną k. na której grałem to był pegasus... i było to jakieś 20 lat temu.
Jestem wiernym fanem blaszaka i nie zapowiada się aby w najbliższym czasie to miało się zmienić. To w jaki sposób są tworzone gry na konsole powoduje u mnie rozgoryczenie. Z resztą ten trend wchodzi już (dawno wszedł) z butami i na gry wydawane na PC.
Taki ME Andromeda do wyrzygania nie przypominał swojego pierwowzoru, ale wręcz zamęczał mnie swoją konsolowatością.
Otwarte przestrzenie, nieciekawe miejsca, mnóstwo znajdziek, głupie jak but misje poboczne i liniowa, wręcz prosta jak budowa cepa fabuła i trzymanie gracza za rękę przez całą rozgrywkę. Plus zbieranie śmieci i cieszenie się jak fajnie wygląda w błocie nasza postać.... Do tego poruszanie się po ekwipunku zrobione pod pada, czyli ograniczamy wszystko jak tylko się da, aby nie trzeba było za dużo joystickiem machać. Oczywiście same konsolowe gry to nie tylko idiotyczne chodzenie po kolorowej mapie. Do tego mamy jeszcze nijakie wybory moralne (o ile w ogóle są), prowadzenie gracza przez całą grę za rękę, wskazujemy gdzie iść informując jednocześnie jak długo to potrwa itd itd itd.
W trakcie pisania przypomniał mi się Fallout 4 <-- klasyczny przykład tego jak można spierdolić super markę, skupić się na kolorowych świecidełkach i okroić fabułę tak, aby średnio inteligenta miernota nie miała problemu aby zrozumieć o co chodzi. O dialogach a'la F4 można byłoby napisać osobną opinię.
W każdym razie Days Gone nie jest jakimś wyjątkiem od tego co napisałem powyżej. Gra jest oczywiście stworzona dla mas które nie mają się specjalnie wysilać, a jedynie cieszyć oko naszą fajną oprawą graficzną -- chociaż i tutaj można byłoby się pokłócić.
Konsole to faktycznie nie moja bajka....
TraXsoN poszedłem za radą i ... po części się zgodzę :)
Napisałem po części, uważam że gdyby wyjąć z gry tą część fabularną która opisuje starożytnych i pozostawić wszystko w sferze domysłu albo strzępów informacji, niedających żadnego obrazu, gra ze swoim elementem fabularnym, misjami pobocznymi byłaby po prostu miałka.
W/w element fabularny starożytnych był b. interesujący. Upadek życia na Ziemi, kłamstwo tych którzy opisali projekt jako tają broń oraz koncepcja schronów z embrionami biomasy w tym człowieka była iście Lemowska :). Jakby skupić się tylko na tym i zrobić porządną książkę albo film.. albo grę mielibyśmy kawał dobrego s-f w zależności od sposobu jego ukazania (book, movie, game :) ).
Ogólnie na plus podciągnąłbym główną postać, jej pochodzenie, zachowanie w trakcie postępu fabularnego - nie była kukłą i dało się to odczuć, mimo błędów w polskim dubbingu który często nie był dopasowany do ruchu ust bohaterki. Czułem jej emocje jak odkrywała swoją przeszłość. No i to w zasadzie tyle. Reszta gry to po prostu kolejny kotlecik piaskowy w ładnym wydaniu.
Zakończenie gry jest trywialne, sama końcowa walka, zachowanie postaci, otoczenia itd. jest po prostu oklepane, do przewidzenia i ogólnie BEZ JAJ, słabe + idiotyczne zachowanie głównego przeciwnika, sprawcy całego zamieszania. Podobnie jak misje poboczne niewnoszące niczego do szerokiej, uwalonej dziesiątkami nic nie wartych znajdziek mapy.
Jeśli ktoś lubi chodzić po mapie dla samego chodzenia albo grzebania w śmieciach, trawie, podbijania sobie poziomu bo zakończył misję zabicia 4 potworów w czasie 2 minut, albo lubi otwarty miałki, kolorowy z mnóstwem badziewia do odnalezienia świat to gra jest 4 u.
Po zakończeniu oceny nie zmieniam, bo jest jeszcze pełno minusów jak chociażby FATALNY ekwipunek postaci, ale o tym już nie chce mi się pisać.
Szukałem gry na dłuższe popołudnia i natrafiłem na info., że wrzucili na PC Horizona.
Poczytałem troszkę, zobaczyłem na yt grywalność i postanowiłem sam spróbować.
Sprzęt nie mam najnowszy ale daje porządnie radę, także graficznie byłem zabezpieczony.
Początkowo wkręciła mnie historia upadku cywilizacji, narodzenia się nowej (na gruzach poprzedniej) i wielka niewiadoma w postaci maszyn (dobra koncepcja, na prawdę!). Miałem nadzieję, że będzie to motyw przewodni, do tego otwarty świat i fajne widoczki. Do tego wszystkiego gra zręcznie przerzucona na PC i to jest na plus.
Ogólnie z czasem zacząłem nawet trywializować fabułę. Odnoszę wrażenie, że gra jest pisana pod gracza w wieku 13-16 lat. Taki niewymagający nastolatek, którego prowadzimy za rękę i co chwila "świecidełkami" rzucamy mu pod nogi aby nie stracić jego zainteresowania. Wyborów moralnych tutaj nie uświadczyłem, świat jest dość płytki i baaardzo wyraźnie podzielony (czyli dobry - zły KONIEC). Jestem zawiedziony, wręcz skonfundowany, bo chyba nie jestem już w stanie ocenić niczego na swoją korzyć na współczesnym rynku gier :/
Niestety :/ im bardziej godziny mijały tym wdawało się znużenie. Cóż z tego, że gra ma fajne widoki, ciekawe rozwiązania wizualne jak deszcze, poruszane na wietrze włosy itp. jak sama "konsolowatość" - czyli sposób poruszania się, fatalny nieintuicyjny ekwipunek, głupie, nudne idiotyczne wręcz misje poboczne (zrób 324 kroki, sprawdź skrzynię, potem idź 123 kroków odłóż skrzynię) czy prowadzenie za rękę gracza gdzie ma iść (wiem, można wyłączyć ale w tej grze jest zaimplementowane :/ ). Z tą nawigacją to serio, jak do przygłupa. Nie to że masz strzałkę albo znacznik i kierunek obierasz sam, znacznik jest rozłożony etapami abyś w odpowiednim momencie skręcił.... typowy element dla gracza pt. nie będę się wysilać.
Minęła 9 godzina gry, a mnie dobijają w/w coraz głupsze misje poboczne, niektóre są tak podobne, że ma się wrażenie nieukończenia poprzedniej.
Ale, co jak co kolejny raz potwierdziłem 2 rzeczy:
- współcześnie liczy się bardziej opakowanie niż zawartość, niestety większość ludzi kupuje i się cieszy jak dostaną piękne pudełko z mizerną zawartością, wystarczy im sam złoty papierek,
- kiedy zastanawiasz się czy kupić sobie konsole, pograj w coś takiego jak Horizon, szybko nawrócisz się na poprawne tory.
Odbiłem się totalnie od Horizona, nie wiem na jak długo, na razie na dysko pozostanie i poczeka na... w sumie sam nie wiem na co?

Cześć, może mi ktoś pomóc i wyjaśnić - jak to w ogóle możliwie, ew. jak można coś takiego zrobić?
Co rusz napotykam na zamek z takimi orkami i nawet nie podchodzę, raz spróbowałem...przegrałem w 15 sekund.
7 cech legendarnych????? zero słabości - nie do z...a
Dzięki za podpowiedź, wahałem się czy kupić teraz (poczekać). Poczekam na niżą kwotę, dodatkowo już sobie pooglądałem paru streamerów i .... dla mnie to czysty skok na kasę.
Przyzwoita pozycja na około tydzień przerywanego grania.
Fabularnie w porządku, rozwój postaci dobrze zbalansowany, fajnie przeplatane misje z rozwojem naszego "statku matki".
Jedyne do czego mogę się przyczepić to sama koncepcja walki, nie jestem specjalnym koneserem takich rozwiązań, szczególnie jak przeciwnik stoi obok mojego bohatera (2 pola) mam 86% szansy na trafienie i ... pudłuje, albo pociski przelatujące przez ścianę, no ale życie.
Nie grałem we wcześniejszą odsłonę, więc mogę na "świeżo" podsumować, że gra jest warta zachodu. Tylko jeden element, po przejściu już nie miałem ochoty jej powtarzać, jakoś tak "wygrało" mi się w nią.
Jeśli idzie o mnie to 2 rzeczy
Spersonalizowany loot, to co się odprawiało 15 lat temu za zabicie boosa w grze sieciowej.... Ja praktycznie nic nigdy nie dałem rady podnieść.
Albo taxi na kuźnię, " czy możesz odejść dalej...?" I tylko jedna szansa na mocną runę.
Druga rzecz to zwiększenie szansy na legendy itp. Pod tym kątem D2 było istną udręką.
Ze wszystkim się zgadzam i bardzo żałuję, że nie przeczytałem twojego komentarza wcześniej - straciłem 80zł :-(
Nie mam ochoty rozpisywać się na temat tej gry, bo jeden użytkownik już to doskonale opisał i wyjął z moich ust wszystko i więcej co sam mógłbym tutaj zawrzeć.
htmzor napisał idealny opis, jeśli kogoś interesuje.
Jeśli chodzi o mnie, straciłem 80 zł za coś co powinno być dodane w gratisie do zakupu słoika dżemu w biedronce po promocji za 2,99 zł.
Druga część do mnie nie przemawia. Po przegraniu jakiś 6 godzin czuję zmęczenie. Męczą mnie tony wypadającego sprzętu i jego utylizacja. Podobnie jak wyszukanie i dobranie odpowiedniego dla mojej postaci. Sprzęt wali się niczym z Path of exile.
Gra jest źle zbalansowana. Możesz grać i przechodzić bez większego problemu, a za chwilę utkniesz na tak długi czas że irytacja będzie wręcz pulsować.
Fabularnie totalna klapa. Jedynka miała fabułę, może nie było to wymiatające ale pewne ciekawe wątki dawały ciekawe perspektywy, dążyliśmy do czegoś. W drugiej części jest tylko bezsensowne chodzenie po średniej jakości lokacjach i robieniu w koło tych samych rzeczy.
Ogólnie gra jest tylko i wyłącznie dla lubujących się w nieustannych potyczkach tylko dla samego młucenia. Dla mnie nudy, zero polotu oraz świeżości, po pierwszej części to raczej odgrzewany kotlet średniej jakości.
No nie do końca. Moim zdaniem PoE jest najlepszym obecnie H&S na rynku. Diablo 2 zestarzało się kompletnie a 3 część to pomyłka. PoE już dawno temu zostawiło D3 w tyle pod względem grywalności i wszelakiej wariacji z ekwipunkiem/umiejętnościami.
Piszę o Diablo oraz PoE bo cała inna plejada gier w tym gatunku nawet nie umywa się (przykład torchlight 3). No, można byłoby wspomnieć o Grim Down, które można "pyknąć" ale nie ma co się oszukiwać. PoE jest na tronie od dłuższego czasu i nawet jakby kosztowało pewną kwotę, nic tutaj nie zostałby zmienione.
Żałuję, że dałem się skusić :(
Dla mnie gra jest jednym, wielkim minusem. Próbowałem coś ogarnąć pozytywnie ale jest to wyjątkowo trudne zadanie.
Gra jest przewidywalna i przeraźliwie nudna.
Fabuła jest uproszczona jak tylko się da. Idź tam, zbierz to, zabierz tamto, zabij tego przynieś to. Bez głębszego sensu, celu czy wyraźnej potrzeby. Można powiedzieć, że cała gra opiera się na małych, głupawych zadaniach i na tym można byłoby poprzestać. Na siłę wciskane wątku o jakiś WIELKIM złym czymś i jego powiernicach, które przypadkiem okazują się wszystkie płeć żeńska ... przypadek(?).
Samo granie też jest, jakby to napisać, mizerne. W koło zabijasz te same potwory, które mają potworną ilość życia (gram na hard). Z przedmiotami jest ciężko, bo wylatują bez przerwy te same (jakby coś się zacięło i twórcom nie chciało się wprowadzić urozmaicenia). Jak już wypadnie legendarny, to zazwyczaj jest słabszy od tego co bez przerwy wypada.
Walka z bossami jest przewidywalna i nudna, mają max 3 ruchy. W pierwszej fazie klepiesz go ile wlezie. Potem woła pomocników, jakiś czar. Na koniec z nieba skały i tak w koło. Można to opanować w kilka sekund i walka, przy zawyżonym HP bossa wręcz usypia.
Zwierzęta które można dołączyć, co boss da się odnaleźć kolejnego, różnią się tylko wyglądem (a ściślej rzecz ujmując kolorem) posiadają takie same umiejętności. Zbędny i głupi dodatek.
Fort, najgłupsza rzecz w grze. No sorry ale w tyłku mam stawianie płotów, czy ulepszeń. Skończyło się na wyhodowaniu drzewa, które pasłem zbędnym, wypadającym na potęgę szmelcem z przeciwników - tak to drzewo rośnie jak ofiarujecie mu loot O.o. Jak wyrośnie dodaje kilka procent szczęścia do jeszcze bardziej "potrzebnej" inaczej rzeczy w grze.
Każdy legendarny przedmiot ma jakąś specjalną zdolność, którą można aktywować (przypisać) do bohatera bez konieczności używania samego przedmiotu. Ale jest to ograniczone, chyba do 4 max. Nie podobało mi się to do końca w pewnym momencie miałem za dużo wyboru, a za mało miejsca.
Odbiłem się od gry w połowie, po przejściu 2 mapy. Ale i tak było cholernie trudno, bo zmuszałem się niemiłosiernie.
Chciałem napisać coś pozytywnego np. że fajna grafika. Ale wszystko jest tak kolorowe i bajkowe, że raczej tego nie zrobię.
PS
Twórcom nie chciało się nawet wymyślać koncepcji na wizualizację czcionki i obrazu w jaki sposób pokazać panel odnośnie misji. Widać gołym okiem inspirację z WOWa.
Gra zakupiona na steam za...wstyd się przyznać. No nic, dałem się nabrać i reszcie nie polecam. Ogólnie nie jest fajnie, jak producent gry zrobił dodatek do części 2, a że chce zarobić to czeka jakiś czas, coś głupiego dodaje i wydaje go jak część 3.
Jak cena spadnie do 49zł, można ew. zakupić.
Początek gry zapowiadał się świetnie, krótkie acz treściwe cutscenki, wprowadzanie bohaterów, ciekawe rozwiązanie techniczne oraz pokazywanie co i jak (czyli jak grać). Niestety im dalej tym gorzej. Jedynym urozmaiceniem są walki z bossami, tutaj dostajemy coś innego. Przez większość gry misje wyglądają na identyczne, albo kogoś odbić, albo coś zebrać albo wykonać coś co robiło się na początku "tylko", że teraz wykonujesz to samo po raz nie wiem już który, czyli nuda i monotonia + powtarzalność map.
Blokowanie bohaterów do kolejnych misji, rozwiązanie ciekawe chociaż irytujące, zwłaszcza jak nie można skorzystać z doświadczonego herosa i musisz wziąć rookiego.
Moja ochota do gry i przechodzenia kolejnych map malała wraz z progresem w kampanii. Już nie pamiętam gdzie zatrzymałem się ale gry już dawno nie ma na moim dysku.
Kolejny klon DD, tylko tym razem jest troszeczkę łatwiej.
Mój problem w ocenach gier, wszystkich gatunków, jest taki, że zawsze szukam fabuły, cóż poradzić. Generalnie tutaj jest jej jak na lekarstwo, a sama rozgrywka znudziła mnie przy 4 poziomie. Walki b. powtarzalne, w koło to samo im dalej tym gorzej bo nudniej. Jedyne smaczki które mnie interesowały to te walki gdzie wchodziło się za pomocą papirusa z wykrzyknikiem, gdzie można było poczytać krótką historię, wybrać odpowiednią opcję i zrobić w końcu coś innego.
OK nie jestem fanem takich produkcji, nie zależy mi na biciu rekordów na jak najwyższym poziomie i potem chwalenie się tym na prawo i lewo, uważam takie zachowanie jako infantylne. Stąd moja blokada na 4 poziomie (trudność Więcej bólu) z powodu braku chęci tłuczenia tych i innych wrogów na taki albo inny, mocno powtarzalny sposób.
Subiektywnie 4
Ok wersja demo, początki ect. ct.
Nie ma co wybrzydzać ale ..wygląda paskudnie, sztucznie i do tego ten "przybliżony rzut kamery", ruch postaci jak po lodzie z odczuwalnym lagiem.
Byłbym bardzo rad jakby to wypracowali i zrobili pełną wersję, na razie wystarczy zwykła gra i dobry mod.
Nie polecam grać drugi raz. Moja początkowa ocena była na 6,5. Zagrałem drugi raz i teraz wystawiłbym 4,5. Krótko, gra jest banalna, widać wiele skrótów na które decydują się twórcy. Jest też mocno hermetyczna i jak ktoś niżej napisał, brakuje 2 aktu, chociaż według mnie nawet i 3. Opinie ludzi którzy dają 10 to jakieś skrajne niezrozumienie tematu albo mała wiedza na temat gier, podobnie jak i opinie oscylujące wokół 1 albo 2.
Generalnie jest to dość przeciętna gra, nie mam wątpliwości że pamięć o niej zaginie, niestety ale ludzie słynący z F1 oraz F2 zatrzymali się mentalnie w latach 90.
Nie ma żadnego obozu pracy, jest tylko jaskinia i przerażająca prawda :>
Pogadaj z byłym szeryfem w hotelu w śródmieściu i wszystko się wyjaśni.
6 dni - tyle zajęło mi przejście 3 części. Gra ma swoje zalety i wady, niestety przypomniało mi się dlaczego nie powinno się kupować gier zaraz po premierze. Może nie jest to "shittesda" ale robaczki są.
Moje spostrzeżenia na PLUS:
- ścieżka dźwiękowa, b. fajnie wkomponowane kawałki muzyczne w zaczynające się walki, np. taki Washed In The Blood Of The Lamb, Battle Hymn of the Republic (polecam odpalić na yt soundtracki z gry:) ) genialne uczucie. Zwłaszcza jak zaczynasz walkę po uprzednim srogim dylemacie moralnym, co nie grali a będą - zrozumieją.
- fabuła jest dobrze poukładana, zamiast walki stricte p. zbuntowanym robotom mamy konflikt polityczno-społeczno-gospodarczo-rodzinny wszystko wymieszane w sosie po-apokaliptycznym. Muszę przyznać, że zgłębiając poszczególne wątki jestem pod wrażeniem zawiłości. Nic nie będzie czarno-białe i to jest b. fajne, wszystko ma odcień szarości, czyż nie?
- ciekawe lokacje, choć miałem poczucie klaustrofobii jak poruszałem się po świecie naszym "spychaczem". Jest jedno miejsce ze względu na swój charakter i pożogę ze strony jednego z potomków, przypomniał mi się Postal - co tam odwalili twórcy to brawo. Dziś rzadko ma się okazję oglądać takie rzeźnie. No i połączony z tym miejscem starszy syn patriarchy... dobra nie spoileruję - powiem tylko, że możliwość wyboru na koniec jest ciekawa.
[rozglądajcie się po mapie, można wiele fajnych miejsce znaleźć - np. warsztat św. Mikołaja - gdzie wyposażone w wybuchające obrożne nieletnie elfy robią narkotyki :D :D - jak będziecie ogarniać tą lokacje, weźcie ze sobą ryboustego :), taki kanibal, który będzie moralizować na temat niewolnica nieletnich - po całości mnie to rozwaliło. Koleś napada ludzi i ich zjada, a przeszkadza mu wyzysk dzieci.]
- nawet barwne postacie które dołączamy, chociaż tutaj jest pewien zgrzyt ale o tym niżej.
- jak na RPG przystało fajny rozwój postaci, umiejętności, dodatkowe efekty, multum broni, wyposażenia nic tylko wybierać. Jak przy poprzednim W2 trzeba odpowiednio dobierać kim gramy i kogo mamy w drużynie. Nie da się być dobrym we wszystkim, polecam max 3 rozbudowane umiejętności na 1 osobę.
Na MINUS:
- za mała ilość dialogów pomiędzy członkami drużyny i ich komentarzy na to co się dzieje dookoła, albo do naszych wyborów. Ten element oczywiście występuje, ale b. okrojonej wersji, wręcz do tego stopnia, że czasem aż czekałem na to co powie dana postać, a tu nic. Była taka gra jak Drago Age (1 część) opisywany element był tam wypracowany do perfekcji, tutaj tego brakowało. Odnosiłem b. często wrażenie, że podróżuje z nami postacie są mimami... A moi bohaterowie których stworzyłem nie reagowały kompletnie na nic, ich słowa ograniczały się tylko do dziękowania za leczenie i coś tam gadali na koniec i początku walki - słabo, bardzo słabo.
- robaczki, no niestety. Przelatujące kule przez ścianę, sporadyczne (jw.) komentarze członków drużyny wypowiadane po pewnym czasie od danej akcji np dostali leczenie, akcja dzieje się dalej, a oni "dzięki za coś przywrócenie". Zdarzało się, że musiałem wczytać zapis, bo jakaś jedn. z drużyny przeciwnej zaczęła swój ruch.. i nie miał on końca. Gra jest źle zoptymalizowana, mam na prawdę dobry sprzęt ale co się tutaj działo... czasem miałem dość jak wchodziłem z jednej lokacji w drugą i powrót i za każdym razem Loading.... Albo podczas swobodnej przechadzki lub walki, gra z opóźnieniem przyjmowała moje komendy, jakbym grał w sieci na modemie...
- w kontekście fabularnym brakowało tzw. 3 opcji, są momenty, że musisz wybrać jedno albo drugie. Gra jest mimo wszystko "ściśnięta" w relacjach ze światem nawet nie musiałem starać się, robota i propozycje same wpychają się do rąk. Wchodzisz do miast i jego połowa rzuca się w ramiona z inf. zrób to, wykonaj tamto. Brakowało mi większej swobody i miejsca do podróżowania, wszystko takie zamknięte i pod linijkę.
- za krótka,
- plecak z wyposażeniem źle skonfigurowany, przykładowo nie można podzielić posiadanej broni na białą, maszynową, ciężką itd. W pewnym momencie miałem tego tyle, że nie wiedziałem co jest starsze, lepsze, na sprzedaż itp.
- grafika, jak na obecne czasy źle to wygląda.
Chyba tyle, ogólnie oceniam grę na 6,5/10 - zdecydowanie można byłby wycisnąć z niej więcej.
PS
Blood of the Lamb song - dodaje do listy ulubionych piosenek.
Nie wiem skąd tak duża ocena. Gra jest b. słaba, fabuła ledwo tląca się, wręcz niewidoczna przez całą grę. Coś na początku wrzucili aby zarysować wątek i tyle, przez resztę gry, im dalej dłużej...., przestałem w ogóle zwracać uwagę na to co się dzieje i dlaczego, nie miało to większego sensu. Przypomina mi się Diablo 1, animacje b. podobne ale sam kontekst świata i muzyka, klimat wręcz lał się tam z ekranu tutaj N U D Y.
Grywalność toporna, sama animacja walk i poruszania jak na planszy do szachów, ale biorę poprawkę na wiek gry.
Jedna z głupszych rzeczy, grasz wojownikiem albo łotrzykiem, a przez całą grę wypadają itemy (proporcja 20-80) na inteligencję - kostury, ubrania, medaliony. Ja rozumiem złożoność postaci ale litości... mieczy, noży lekkie pancerze ze świecą szukać, upierdliwość do samego końca.
Przy 2 akcie zacząłem odczuwać zmęczenie, znużenie im dalej tym gorzej. Główni bossowie wyglądają tak samo. Gra polega na nudnym zabijaniu, nudnym sprzedawaniu, nudny zabijaniu i chodzeniu po nudnych lokacjach... Zacząłem.... i tylko ze względu na kwarantannę skończyłem.... z nudów. Nie polecam tej gry, jeśli chcecie zagrać w coś fajnego, archaicznego zainstalujcie Diablo 1.
Wygląda bardzo ciekawie, osobiście czekam na coś w klimacie diablo ;), coś co dorówna grywalnością 2 części i przebije wizualnie 3 diabełka (co nie powinno być trudne).
Osobiście D3 uważam za nieporozumienie i grę z wypaloną fabułą. Oczekiwania są spore ;)
Hej, ktoś już rozwiązał problem BUGa w misji Kłopoty z pomiotami, gdzie na końcu trzeba zabić/pojmać Servisa? Quest Kłopoty z pomiotami.
Problem w tym, że tej postaci (Servis) nie ma, są 3 jego obrońcy, a jego brak. Próbowałem wszystkiego, wczytywanie gry, zmiana składu itd. nic nie pomaga. Najgorsze, że problem jest już od kilku miesięcy, niektórzy przechodzą bez problemu, inni po czasie, po wykonaniu jakiś operacji, inni stoją... Ma ktoś z was, jakieś najświeższe info?
Witam,
mam wielką prośbę do czytających, możecie mi wyjaśnić, po cholerę zbieramy figurki (statuetki) w tej grze? Mam tego sporo i zastanawiam się, sprzedać, niezła kasa, jak wszystko pójdzie pod młotek, czy też zachować, bo mają jakąś większą, fabularną wartość?
Ktoś wyjaśni?
Witajcie,
Dużo już napisane zostało i nie chcę się powielać :), mimo to, chciałbym dorzuci kilka swoich kamyczków. Jestem graczem fify już od serii z 97 roku, praktycznie co rok, jak pojawiła się kolejna odsłona, nabywałem ją. Ostatnio z fify 09, przeszedłem na 11, potem 13 i teraz 15... mimo wad, błędów jakie zawsze jej towarzyszyły i zmian wizualnych (najbardziej powaliła mnie fifa 2000 i te długaśne ludziki) bawiłem się przy tej gierce przednio, początkowo one player z czasem pojawienia się neta, on line. Drodzy, co tu się rozpisywać, FIFA15 jest totalną porażką, sami dobrze wiecie. Najbardziej irytującym elementem jest fakt, że jednym zawodnikiem, zaczynając mecz ze środka, można okiwać.. BA! ominąć, bo kiwanie nie musi nawet wystąpić, wszystkich napotkanych na swej drodze przeciwników i po prostu strzelić bramkę... takie rzeczy w FIFA 13 były nie do pomyślenia, no chyba, że ktoś się zagapił, a ten drugi miał sztuczki opanowane w 110%... tutaj (F15) jest to norma. Ileż to "wygranych" meczów, zawaliłem w ten sposób, najgorsze, że nie przez swoje gapiostwo, po prostu jak ktoś to ogarnie (nic trudnego) na 85% stracisz gola, czy to jest symulator?????? O.o
Kolejną rzeczą są elementy związane z podaniem, piłka wielokrotnie ląduje nie tam gdzie chciałbym aby się znalazła, mimo 100% pewności, że analog dobrze skręcony i odpowiedni siła podania, piła w sposób czarodziejski, ląduje obok O.o
Dalej, możecie w F15 dominować cały czas, mieć milion okazji pod bramką, 95% posiadania, jest duża pewność, że mecz przegracie O.o
Obronność, zmiana sterowanym zawodnikiem (kwestia odebrania piłki) jest tragiczna, wspomniany wyżej motyw z ominięciem kilku przeciwników, aż razi po oczach i nic nie da się zrobić, NIC! Zawodnicy stoją jak słupy soli, jak pachołki i nawet nogi nie wystawią O.o
Duuużo by pisać, oj dużo..możne wyrażę to tak... kończę moją przygodę z grą FIFA, a ponieważ piłkę na kompie, czasem lubię "popykać", zainteresowałem się PESem, bo tego gniota EA znieść się już nie da :(