> Mają tak dość, że aż ogłosili BG3 grą roku i jedną z najlepszych gier RPG w historii gatunku :).
BG3 nie pakowało ideologii na siłę. Owszem, wątki z tych obszarów były ale pojawiały się tylko jeśli gracz tego chciał i odpowiednio pokierował wątki w tą stronę.
Kiedy mowa o pakowaniu tego typu wątków na siłę chodzi o casusy bardziej zbliżone do ostatniego Dragon Age, gdzie jedna z postaci w drużynie po prostu musi pierdzielić o niebinarności. I żeby skały srały to wykładu na ten temat nie unikniesz.
Dostrzegasz różnicę?
Co do tego, że ludzie chcą dobrych gier to masz rację. Ludziom faktycznie nie będą raczej przeszkadzać wątki woke jeśli są one umieszczone w odpowiednim kontekście i mają sens w ogólnym lore świata. Ale jeśli gra na siłę łopata zaczyna ładować te tematy niezależnie od tego czy to ma sens czy nie, a twórcy więcej czasu poświęcają temu, czy są zaimki czy ich nie ma niż mechanikom rozgrywki to jest już problem. Podobnie jak władowanie murzyna do feudalnej Japonii bo "tak wypada" i ktoś gdzieś wyszukał wzmiankę, że jeden taki faktycznie był.
Ja bym dorzucił jeszcze kilku matematyków:
Kazimierz Kuratowski - odpowiedzialny za opracowanie Lematu Kuratowskiego-Zorna (Zorn dopisany jest niemal przez pomyłkę), który jest szalenie istotny w teorii mnogości (a ta jest jedną z podstaw współczesnej informatyki)
Hugo Steinhaus - tu przyznam, że lekko humorystycznie dopisuję bo - pomimo wielu własnych osiągnięć w ramach matematyki i popularyzacji nauki - sam zapytany o swój największy wkład dla matematyki odparł kiedyś "odkrycie Banacha".
Stefan Banach - "odkryty" przez Steinhausa Stefan Banach często jest uznawany za najwybitniejszego polskiego matematyka w historii. Był autorem wielu twierdzeń... ze szególnym uwzględnieniem Przestrzeni Banacha.
A to tylko tak na szybko wrzucam.
Zdaję sobie sprawę z tego, że twierdzenia matematyczne trudno wielu osobom uznać za "wynalazki powszechne" ale bez nich naprawdę trudno byłoby dojść do wielu współczesnych osiągnięć technologicznych... także nawet jeśli o tym nie wiemy to jednak z tego dorobku korzystamy.
Ale przecież strategia Sony ma tu sens:
Normalnie przy zakupie konsoli trzeba doliczyć jeszcze budżet na jedną albo dwie dodatkowe gry. Teraz z nową konsolą nie wychodzi dosłownie nic, więc nabywcy mają kilka stów ekstra w kieszeni, które mogą wydać na nowy sprzęt.
Przede wszystkim to określ, czym dla Ciebie jest "codzienny użytek" bo może to oznaczać całkiem sporo. Dobrze by też było, żebyś określił, co rozumiesz przez "działanie gier" - zależy Ci raczej na wysokiej jakości detali, czy możliwości ogrania tytułu?
Pytam bo generalnie "gamingowość" laptopa może być przeciwieństwem "codziennego użytku" dla niektórych. Obydwa modele podlinkowane wyżej to stosunkowo ciężkie kloce (2.3-2.4kg), co ograniczy ich użytkowość na co dzień. Baterie pewnie też dupy nie urwą żywotnością. Być może dla Ciebie to nie problem bo planujesz przez 90% trzymać sprzęt na biurku a może jednak nie - naprawdę z tą ilością informacji to jak wróżenie z fusów.
Ech. W żadnym momencie nie chodziło mi o reklamowanie tej (czy jakiejkolwiek innej w sumie) gry. Nie mój biznes, nic z tego nie mam.
Chodziło mi raczej o sam fakt, że "największy portal o grach" nawet o tytule nie wspomina w swojej "encyklopedii". To, czy się tytuł komuś podoba, czy nie; jak zostanie (jeśli w ogóle) oceniony - to naprawdę kwestie wtórne. Po prostu uważam, że tego typu pozycje warto "promować" w tym sensie, że w ogóle informuje się ludzi o samym fakcie ich istnienia.
I to samo można powiedzieć o jakiejkolwiek grze - zwłaszcza tych tworzonych przez niezależnych twórców z pasją ale bez budżetu marketingowego właściwego wielkim wydawcom.
Nie wybierałem pod tezę. Wpisałem po prostu w google pytanie o VIP i ograniczyłem wyniki po domenie a potem sprawdziłem wyniki z pierwszych dwóch stron. Nie moja wina, że Google wypozycjonował sam crap.
No cóż, gra jest Polska i wydana przez gościa tworzącego podcast od blisko 15 lat... tak że idę o zakład, że większość grających jest w tej części Europy.
Aha, i żeby nie było: ja nie grałem bo nie miałem czasu. :)
Znaczy "dajemy co tam akurat na magazynach zalega i nikt tego nie chce"? Raz padnie na gówniany film, innym razem słabą grę... no nie da się przwidzieć, jaka będzie wtopa w następnym miesiącu!
Dla przykładu wcześniej dawaliście grę "Heavy Duty Challenge". Taki hicior, że nawet po rozdawnictwie nie nazbierał dość ocen, żebyście wyświetlili średnią. Na Metacritic też za mało ocen do uśredniania... choć te nieliczne recenzje, które tam są dają zabójcze 50/100 :)
Była też broszur... wróć, książka "Jak powstawał Tomb Raider", która na goodreads.com zebrała wśród czytelników 3.56/5. Z tym tylko, że wszystkie piątki i spora część czwórek, jakie widziałem zaczynają się od czegoś w stylu "jestem wielkim fanem TR" - no generalnie widać, że za sam temat książka dostała co najmniej +1 do oceny.
Była też przepustka sezonowa do Synced... taki majstersztyk, że wersję PC już zawijają a wydania PS5/XSX anulowano w ogóle.
No nie ma co. Umiecie zachęcić do premiuma. :)
Wczoraj na Steam premierę miała gra Bearnard - przyjemna platformówka z elementami strategii i karcianki stworzona niemal w całości przez jedną osobę. Tymczasem na GOLu ani słowa. Nawet w encyklopedii nie ma wzmianki o tej pozycji. Rozumiem, że tytuł nie miał za bardzo budżetu na marketing (choć na PGA się pojawił w zeszłym roku) ale chyba warto byłoby wspierać mniejszych twórców z rodzimego podwórka?
Wiesz, generalnie nie powinienem karmić trolla ale niech stracę mimo wszystko. Otóż oczekiwanie, że gra to będzie wtopa nie jest bezpodstawne. Dlaczego? Z kilku powodów.
Na początek popatrzmy na oceny wg Metacritic ostatnich 5 gier od Bioware razem z datami wydań:
Star Wars: The Old Republic -> 20 grudnia 2011 -> 85/100
Mass Effect 3 -> 6 marca 2012 -> 6 marca 2012 -> 93/100
Dragon Age: Inquisition -> 18 listopada 2014 -> 85/100
Mass Effect: Andromeda -> 21 marca 2017 -> 71/100
Anthem -> 22 lutego 2019 -> 59/100
Widzisz tendencję? Raczej trudno nazwać ją wzrostową.
Druga kwestia to fakt, że gra jest w development hell. A to nigdy dobrze nie wróży. W praktyce to się praktycznie nigdy nie udaje. Jedyny wyjątek jaki przychodzi mi do głowy to Dead Island 2, które po ponad dekadzie produkcji wyszła i okazała się... średniakiem. Wszystko inne (a branżę śledzę od ponad 3 dekad + interesuję się jej historią od samych początków) co mi przychodzi do głowy nie zdobyło nawet tych 7/10. I oczywiście producenci bardzo często zarzekali się, że to wielka skala i wszystko będzie super... był nawet jeden taki, który pierdzelił coś o "4A". A co wyszło to szkoda mówić.
Jest też kwestia wydawcy, który nie słynie z przywiązania do swoich tytułów. Zdarzały się pozycje, które wyszły niedopracowane ale z potencjałem... i nawet mógłbym założyć, że Dragon Age będzie miał potencjał. Ale wiesz co? EA położy lachę jak gra się nie sprzeda od razu w 5m+ kopii. Bethesda, CD Project Red, Hello Games - ba! Nawet Ubisoft - mają na koncie kilkuletnią walkę o odbudowę wizerunku po wtopie na premierę ale EA zdecydowanie tego nie zrobi.
Także tak, można oczekiwać, że Dragon Age to będzie katastrofa i bynajmniej nie jest to na podstawie "danych z dupy". Może się też zdarzyć, że ludzie z takimi oczekiwaniami się zdziwią ale prawdopodobieństwo tego jest niewielkie.
Jak na razie to Ty twierdzeniem, że "nie wiadomo dopóki nie wyjdzie" zachowujesz się jakbyś po nadepnięciu na jedne grabie upierał się, że nie wiadomo czy oberwiesz tak samo jak nadepniesz na te drugie.
Serio chce wam się dyskutować z krzychszp? Przecież to gość, który sam się znokautuje jak wejdzie do fabryki grabi, bo "przecież nie można ocenić, czy oberwie jak nadepnie dopóki się tego nie sprawdzi"... i tak z każdym egzemplarzem po kolei.
Z Alledrogo nie korzystam (nie mieszkam w Polsce), więc się nie wypowiem.
Co do Amazonu natomiast... faktycznie, przebierasz w bagnie. Ale nie do końca jest to to samo. Nie chodzi mi nawet o to, że za wyświetlenie się u góry wyników ktoś musi grubo zapłacić, co zmniejsza szanse na odpowiednik asset flipów (praktycznie każdy produkt na głównej stronie to płatny box a reszta to efekt konkretnych działań SEO, które wcale nie są tanie). Różnica polega na tym, że Amazon ma świetny support i jak trafię na śmietnik to w każdej chwili mogę skontaktować się z supportem-- pracownik Amazon zadzwoni, weźmie na siebie cały kontakt ze sprzedawcą i stanie na uszach, żebym jako klient był zadowolony. W przypadku Steam mogę co najwyżej zwrócić produkt... jeśli nie grałem dłużej niż 120 minut. Trochę jednak jest różnica, co?
TO również wyjaśnia dlaczego Steam to taki śmietnik ostatnimi czasy. Znaczy jak wiesz, czego szukasz to znajdziesz ale jak mowa o szukaniu czegoś losowego to zaczyna się grzebanie w bagnie.
W 2021 na Steam opublikowano 11337 gier. Przy 79 pracownikach oznacza to, że każdy miał do sprawdzenia średnio 143.5 gry. Przy 252 dniach roboczych w roku to daje mniej 0.6 gry do sprawdzenia dziennie. A i to przy założeniu, że absolutnie nikt nie robi nic innego... a dochodzi przecież jeszcze tworzenie nowych funkcjonalności, moderacja forum, rozszerzeń, rozwój SteamOS i Vulcan (no chyba, że to robi te 41 osób od hardware)...
Tekst zaczyna się od
> Ten imponujący model perfekcyjnie imituje elementy prawdziwego motocykla
A kilka akapitów dalej pada
> Model wiernie odwzorowuje wiele części prawdziwego motocykla, m.in. czterocylindrowy silnik i trzybiegową skrzynię biegów
... wszystko spoko tylko, że ten motocykla ma sześciobiegową skrzynię. Także z tą 'perfekcyjną imitacją' to bym się nie rozpędzał.
Ostatnio wzięło mnie na odkurzenie sobie Gothica (najlepiej cała trylogia) ale... ta gra wygląda trochę "niedzisiejszo". Możecie polecić mody warte instalacji? Chodzi mi przede wszystkim o podbicie rozdzielczości i zmianę proporcji ekranu (przynajmniej 16:9 ale fajnie jakby było też do ultrawide) i może poprawki gameplayowe (sterowanie).
Jeśli podobała Ci się poprzednia część to zdecydowanie tak. Mam już ponad 150h wbite, kampanię zrobiłem 2 razy - raz na normal i drugi na hard (do tego parę map powtórzonych dla skompletowania osiągnięć) - i praktycznie wszystkie mapy skirmish (oficjalne i te od community)... I co chwilę wyglądam wieści o DLC.
Także zdecydowanie jestem fanboyem. Z jednej strony polecam, z drugiej uprzedzam że jestem tu wybitnie nieobiektywny :)
Ja gram praktycznie codziennie i praktycznie nigdy nie mam problemów z połączeniem. Jedyny wyjątek to krótko po dużych patchach (zwykle początek sezonu). Sprawdzane na różnych połączeniach, z różnych krajów łącznie z mobilnym netem z pociągu i z róznych urządzeń (tel, switch, ps5, xbox, pc). Także chyba jednak problem jest po stronie Twojego neta.
To jest bardziej skomplikowane :)
W ramach swojego konta PSN możesz mieć podpięte dwie konsole równocześnie: jedna ustawiona jako główna, druga jako dodatkowa.
I teraz tak: jeśli konsola jest ustawiona jako główna dla Twojego konta to dostęp do gry nie musi być sprawdzany. Dodatkowo grę mogą uruchomić wszystkie profile na tej samej konsoli.
Jeśli jednak konsola jest ustawiona jako dodatkowa to grę możesz uruchomić tylko ze swojego profilu i dostęp jest sprawdzany przy każdym uruchomieniu.
Brzmi to skomplikowanie ale jest całkiem przydatne do udostępnienia swojego katalogu komuś znajomemu. Przykładowo w moim przypadku konsolą główną jest konsola mojego brata - w ten sposób on sobie może instalować gry z mojego katalogu (nie tylko te z PS Plus ale też takie które kupiłem) a potem może w nie grać ze swojego profilu - on albo jego córki.
Moja konsola jest ustawiona jako "dodatkowa" w związku z czym mogę grać spokojnie ze swojego profilu ale muszę mieć dostęp do internetu.
Gry z poziomu Essential, które sobie zaklepujesz działają tak jak dawniej (i tak jak w Xbox Gold): po zaklepaniu masz je dostępne generalnie na zawsze (ale wciąż musisz mieć aktywny abonament żeby je uruchomić).
Poziomu Premium i Extra działają jak Game Pass: dokładna lista gier się zmienia i masz do nich dostęp tylko w okresie, kiedy są dostępne.
Jestem takim klientem jakich jest na świecie większość: Steam, ale z zakupem poza Steam.
Jakieś dane potwierdzające rewelacje o tym, że większość tak robi? Tylko że wiesz: tabelka z podsumowaniem Twojego profilu jest daleka od dowodu zachowań milionów osób z całego świata...
ja jako Polak mam zamiar płacić za gry 4 razy więcej niż Niemiec.
Że co? Nawet nie wiem, jak komentować takie stwierdzenie - poradzę tylko, żebyś zmniejszył dawkowanie tego, co ćpiesz bo Ci nie służy...
Polecam przeczytanie artykułu zanim się wypowiesz. Nie chodzi o to, żeby gry miały obniżane ceny względem tych na Zachodzie jak to ma miejsce na niektórych rynkach. Chodzi o to, żeby Steam nie sugerował cen z dupy wynikających z chorych kursów walut, jakie miały miejsce 2 lata temu a nie teraz.
Ja tylko nieśmiało zwrócę uwagę na to, że Respawn od początku miał zapewnione finansowanie od EA... i powstało w 2010, kiedy sytuacja w branży była jakby "trochę" inna niż teraz. Obecnie znalezienie potencjalnego inwestora jest nieporównywalnie trudniejsze niż dekadę temu.
Jasne, że można się zgadać w kilka osób i zrobić indyka ale to nie to samo, co "załóż studio i jedziesz". Na to trzeba milionów dolarów... których nawet z pracy w IT samemu nie odłożysz.
Czyli GOL wrecz lamie prawo ustawowe zamieszczajac ten zly kalendarz.
Czytanie ze zrozumieniem boli? W linku masz wyraźnie:
"W Polsce nie ma obecnie aktualnej normy, która by regulowała powyższe zagadnienie,(...) Jednak, aby uniknąć wielu niejednoznaczności i rozbieżności z systemem międzynarodowym, warto zachować zgodną z powyższymi normami konwencję"
Nie tylko nie jest to żadne prawo ani nawet normy. Jedynie luźne zalecenie Głównego Urzędu Miar, w którym z miejsca informuje się, że NIE JEST to unormowane.
Wg języka polskiego tydzień też zaczyna się w sumie od niedzieli:
- poniedziałek - dosłownie dzień po niedzieli.
Wtorek, czwartek i piątek mogłyby sugerować, że to odpowiednio drugi (wtóry), czwarty i piąty dzień ale w połączeniu z poniedziałkiem to odpowiednio drugi, czwarty i piąty dzień po niedzieli.
Kluczowa w tym przypadku jest środa czyli środkowy dzień tygodnia. Żeby to się zgadzało przed nią i po niej powinno byc tyle samo dni czyli 3 a więc przed jest niedziela, poniedziałek i wtorek a po jest czwartek, piątek i sobota.
Możnaby się oczywiście kłócić, że środa to środkowy dzień pracy czyli przed nią jest poniedziałek i wtorek a po niej jest czwartek i piątek. Weekendowe dni można olać i uznać, że wtorek, czwartek i piątek to jednak po prostu drugi, czwarty i piąty dzień tygodnia. No ale co wtedy zrobić z poniedziałkiem?
Grasz też w cross-play? Przydałoby się trochę znajomych do gry od czasu do czasu ale mam wersję na PS5.
Nie wiem, gdzie mieszkasz, więc trudno mi się odnieść do dostępności pracy w promieniu 50km ale powiem Ci, że akurat w branży IT jest wyjątkowo łatwo o pracę zdalną.
Tyle, że angielski to absolutny must-have. Nie chodzi o to, że musisz znać super płynnie żeby native'ów zaginać ale siłą rzeczy w wielu firmach jest to podstawowy język. Zwłaszcza w dużych firmach nierzadko dochodzi do tego, że po angielsku się zwyczajnie rozmawia bo jest jednak sporo obcokrajowców - czy to klientów czy współpracowników, którzy z polskim mogą mieć problem. Jasne, że nie będą od razu wysyłać juniora do negocjowania kontraktów ale co jak będziesz musiał klienta dopytać o to, jak dana funkcjonalność ma dokładnie działać? Także jeśli nie czujesz się w tym pewnie to koniecznie dopisz sobie do listy tego, co musisz nadrobić.
Z innych rzeczy to przyznam, że Python może być niezłą opcją... ale to nie język jest tu najważniejszy. Znacznie istotniejsza jest znajomość ogólnych zasad budowania oprogramowania (wzorce, SOLID, etc) - jak te opanujesz to przeskoczenie z jednego języka na inny będzie dość proste.
A co do bycia juniorem... no to może być jakiś problem. Niezłym kierunkiem wejścia w branżę przy założeniu braku studiów może być faktycznie tester w dużej firmie. Dużo łatwiej wejść a jak się zahaczysz to raz, że może się spodobać a dwa, że znacznie prostsze może być przejście w kierunku programowania wewnątrz organizacji niż wejścia "z niczym z ulicy".
Prawda jest taka, że KAŻDA gra oferująca multiplayer musi mieć jakąś formę monetyzacji. Inaczej byłby to biznes skazany na porażkę.
Ludzie oczekują ciągłego wsparcia, sprawnych serwerów, patchy a to wszystko kosztuje. Zwłaszcza serwery to ciężka kwestia. Jeśli gra jest popularna i ludzie chcą w nią grać to potrzebna jest moc obliczeniowa. To setki tysięcy (jeśli nie miliony) dolarów miesięcznie. Nie licząc nawet armii inżynierów, którzy muszą nad tym czuwać.
Cena gry przy zakupie może pokryć koszt produkcji ale nie pokryje rachunków utrzymania tytułu przez miesiące/lata po premierze. Kropka.
Także jeśli jest mowa wyłącznie o kosmetyce to moim zdaniem ok. Choć faktycznie dodanie mikropłatności kilka tygodni po premierze to trochę gorsza kwestia.
Jak tylko o Minecrafta chodzi to proponuję pomysleć o Xbox Series S bo to najtańsza opcja. Ale jak cokolwiek ponad to, to jednak lepiej iść w PS5.
Czy GOL przypadkiem kilka dni temu nie opublikował artykułu, że gra jest spoko, gracze zadowoleni a hałas w internecie to zwykły hejt?
Ale po co porównywać do sukcesów pokroju Palworld? Nie lepiej zerknąć na miażdżący sukces Avengers, które zaraz po premierze miało 28 tysięcy graczy...
Także faktycznie niesamowite osiągnięcie Rocksteady: ponad 2 razy mniej aktywnych graczy niż najgorszy kupsztal AAA 2020 roku!
Rzecz nie w szerokości tylko głębokości takiej szuflady jak dla mnie. Moje biurko ma 80cm głębokości i tylko jakieś 20 jest zajęte przez monitor (jeszcze nie kupiłem uchwytu na ultraszeroki ekran - patrz wyżej). Reszta to przestrzeń robocza dzięki czemu spkojnie mogę mieć z 10-15 cm biurka przed klawiaturą -- w sam raz na oparcie przedramion przy klepaniu dłuższych tekstów (programowanie, dokumentacje, etc). No ale co kto lubi :)
- (powinna być odpowiedź do 45.4 a nie tutaj) -
Ja sobie niespecjalnie wyobrażam klawiaturę albo mysz pod blatem. W teorii to może i nieźle brzmi że można schować ale w praktyce tego typu wysuwane półki są zwyczajnie za małe i nie bardzo jest gdzie spokojnie oprzeć całe ręce - nadgarstki może i jeszcze upchniesz ale przedramię będzie wisieć.

A tu stanowisko konsolowe w salonie. Kabli znacznie mniej - w sumie jedyny jaki wystaje to adapter umożliwiający podpięcie lapka pod tv jakby mnie naszło na granie w rtsy z fotela.

To ja też pokażę swoje stanowiska.
Pierwsze to miks gry PC i pracy (wtedy też korzystam dodatkowo z pionowego monitora widocznego na zdjęciu). Trochę kabli wprawdzie wystaje ale to swoisty kompromis: jeden do stacji dokującej żeby szybko przepiąć lapka, jeden hdmi jakbym chciał podpiąć dodatkowe urządzenie do monitora (konsolę albo dwa lapki na raz) i kilka do ładowania urządzeń. Prawdziwy "pierdolnik" jest schowany w rynnie podwieszonej pod biurkiem - swoją drogą regulacja wysokości to też wygodny bajer.
Sam się dziwiłem trochę temu pomysłowi, bo jednak w ameryce są znacznie wyższe płace, a co za tym idzie
To akurat trochę (no dobra, sporo) bardziej skomplikowane niż same płace. Z jednej strony faktycznie zarobki w IT w Stanach są wyższe niż w Polsce... z drugiej jednak rozbieżność między zarobkami w tej branży jest znacznie mniejsza niż w innych. Powiedzmy, że w USA ktoś zarobi jakieś 3-4 razy więcej niż w Polsce (2-3 razy więcej niż np. w Niemczech).
Ale to nie wszystko. Bo obok tak prostego czynnika jak zarobki są jeszcze kwestie praw pracowników... czy może ich niemalże braku w przypadku USA. Podczas gdy w Europie pracownikowi przysługuje 24-30 dni płatnego urlopu to w USA ludzie dostający 10 uważają się za szczęściarzy. Nie wspominając nawet o takim "detalu" jak nadgodziny - w ich przypadku w USA nie ma praktycznie żadnych prawnych norm takich jak w Europie (maksymalny możliwy wymiar, gwarantowane wyższe płatne nadgodziny, etc).
Te dwa czynniki sprawiają, że ostateczny koszt pracownika może nie być tak znowu dużo wyższy niż w Europie - zwłaszcza w branży tak przesyconej kulturą crunchu jak gamedev.
Jakby tego było mało w USA jest znacznie większa podaż specjalistów IT. Wynika to z tego, że kształci się tam od lat wielu naprawdę dobrych specjalistów (coby nie mówić o średnim poziomie Amerykanów to uczelnie mają świetne), dodatkowo mają od lat mnóstwo firm dzięki czemu ludzie mają gdzie zdobywać doświadczenie... no i nie bez znaczenia jest fakt, że USA przyciąga ogromne ilości migrantów z całego świata (zwłaszcza z Azji i Afryki).
Aha! I jest jeszcze jeden "drobiazg". Mianowicie USA jest w kwestii wszelkich "rewolucji kulturowych" zwykle co najmniej kilka lat przed Europą (i kilkanaście przed Polską). A to oznacza, że największa fala woke już się przez USA przetoczyła i w najbliższych latach to raczej zacznie się normować (swoją drogą pozew o dyskryminację złożony przez białego mężczyznę jest tego objawem). W Europie ten cyrk się dopiero zaczyna. Już jest masakra np. we Włoszech, pojawia się to w Niemczech... myślę, że w drugiej połowie tej dekady plaga dotrze też do Polski.
Także podsumowując wszystko wyżej otwieranie biura w USA moze mieć paradoksalnie sporo sensu...
A ja się w sumie nie zgodzę z tym argumentem o Gamepass. Znaczy usługa spoko ale szczerze mówiąc opłacałem go przez kilka lat i w sumie byłem zadowolony... aż w pewnym momencie dotarło do mnie, że dostępne gry jakby się zmieniły na gorsze. Nie są to złe pozycje ale w ogromnej większości to raczej indyki, na odkrywanie których zwyczajnie nie miałem ani czasu ani ochoty. Mniej więcej w podobnym czasie Sony wprowadziło spore zmiany w ich Plusie i... no po prostu ich oferta trafia do mnie bardziej i teraz mam PS+ Premium.
No ja dodam od siebie, że mam obydwie konsole - XSX od premiery a PS5 jakieś 9 miesięcy krócej (nie załapałem się na preorder a nie chciałem dawać zarobić scalperom).
Przyznam, że na początku generacji kibicowałem zielonym ale... mijają 3 lata a oni dalej nie wydali ani jednego naprawdę dobrego exa poza Forzą (a i tu ostatnia część ma średnie opinie). Poza tym konsola może i faktycznie mocniejsza od PS5 - tyle tylko, że to ładowanie niewiele znaczących flopsów skoro i tak dostępne są niemal wyłącznie tytuły crossplatformowe, które działają niemal tak samo na obydwu sprzętach. A PS5 za to ma sporo usprawnień - zwłaszcza w przypadku pada zwyczajnie czuje się, że to jednak kolejna generacja w porównaniu do kontrolera MS niemal zupełnie niezmienionego od czasu X360.
No a co do awaryjności to tak jak już mówili inni: zależy jak się trafi. W jednym dual sensie faktycznie mam niewielki drift w prawym analogu ale za to XSX już 3 razy jechał na gwarancji z powodu problemów ze złączem HDMI... nawet mi konsolę wymienili a i tak potem było to samo.
Pamiętacie jeszcze te stare, dobre strzelanki, o których pewnie często rozmawiacie ze znajomymi podczas nostalgicznych momentów
Bo przecież normalne jest, że ludzie nie pamiętają o tym, o czym często rozmawiają...
> gier dla prawdziwych twardzieli do 2007 roku
"Gry dla prawdziwych twardzieli". Lol. :D
Stary, pamiętam czasy kiedy pierwszy Doom był nowością i również stwierdzę, że BG3 ma tyle wspólnego z cukierkowością i infantylnością, co Resident Evil 4 z point & clickiem zrobionym w pixel art.
Nie twierdzę w tym miejscu, że to moja gra roku bo jednak odrobinę mnie zmęczyły pierwsze 2 akty i obecnie robię sobie przerwę zanim wezmę się za trzeci.. ale to raczej kwestia tego, że to ja nie mam czasu a nie cokolwiek z jakością gry. A już na 100% nie jest to "infantylność i cukierkowość".
Mam pytanie. Moglibyście podpowiedzieć kilka słów odnośnie składania kompa? Konkretnie to interesowałoby mnie w jakie podzespoły włożyć kasę, na co zwrócić uwagę, itp. Nie pogardzę konkretnymi propozycjami buildów ale nie jest to konieczne.
Z wymagań to tak:
- jeśli już to interesuje mnie wyłącznie sprzęt do gier
- sama "buda" - wszystkie peryferia już mam
- zestaw powinien być w stanie obsłużyć gry w 5120x1440 (no albo 2560x1440 jeśli gra nie obsługuje ultra szerokich ekranów albo miałaby być zwyczajnie niewygodna) w co najmniej 60fps (monitor ma obsługę do 120Hz ale przeżyję jak nie wykorzystam ;) )
Zanim ktokolwiek zapyta o budżet to przyjmijmy na chwilę, że nie mam ograniczeń. Zamiast tego chciałbym podejść "zdroworozsądkowo" - jak do czegoś warto dopłacić to może będę do tego skłonny ale z drugiej strony nie zamierzam podwajać ceny żeby zyskać 3fps.
Jakie gry? Tu zależałoby mi przede wszystkim na grach, których albo w ogóle nie ma albo zwyczajnie nie są wygodne na konsolach.
Aha, brak RGB uznałbym za zaletę!
Dokładnie
Swoją drogą może mi ktos wytłumaczyć, co oznacza zdanie "pisze książki przygodowe i fantasy, lecz w tej dziedzinie jest jeszcze debiutantem"?!?
40h w jedną grę oczywiście można. Jak jakaś wciągnie to spoko - też niejednokrotnie wbijałem 40-50h w ciągu kilku dni jak gra wciągnęła ( JA3 albo Shadow Gambit ostatnimi czasy)...
Ale:
1. Przede wszystkim ucierpiały na tym inne aktywności, które później nadrabiałem i miałem nawet mniej czasu na granie niż zwykle. A mówimy o ciągłej aktywności a nie jednorazowych zrywach
2. 40h w jednej grze to jednak nie to samo, co 3 gry po 15-20h każda. A i to przy założeniu ogrywania stosunkowo krótkich jak na obecne realia singlowych tytułów. Co dopiero mówić o grach usługach multi albo kobyłach na setki godzin jak Starfield albo BG3.
3. Autor wspominał jeszcze o kinach czy restauracjach, co też wymaga czasu.
Ogólnie to oczywiście każdy spędza czas, jak chce i nic mi do tego ale to wyliczenie jest zwyczajnie nierealne i wyraźnie robione przez kogoś, kto ma małe pojęcie o faktycznych realiach moim zdaniem.
Ty serio myślisz, że ktoś o zarobkach na poziomie 20k miesięcznie ma czas na ogrywanie 3 gier miesięcznie i chodzenie do kina co tydzień? :D
Nie chodzi mi o całośc wypowiedzi tylko po prostu rozbawiło mnie wymienienie tych pozycji jako podstawowych wydatków.
Inna sprawa, że 3k miesięcznie na restauracje to gruby konkret. To stówa na posiłek przy założeniu stołowania się w restauracjach codziennie... tylko skąd na to czas i chęci jak trzeba jeszcze władowac lekko licząc 80h miesięcznie na gry i kina? :D
Przede wszystkim to nie myl pojęć. Zupełnie czym innym jest prezes a czym innym właściciel.
Prezes może mieć wprawdzie udziały ale generalnie jest po prostu osobą zarządzającą spółką. Oznacza to bardzo wysoki zakres obowiązków oraz odpowiedzialności... a to naturalnie idzie w parze z wysokością wynagrodzenia. Z resztą w przypadku spółek publicznych często duża część wynagrodzenia jest wypłacana właśnie w postaci udziałów w zarządzanej spółce (jak pojawiają się newsy o milionach zarabianych przez "kotików" czy innych "timkuków" to wcale nie chodzi o gotówkę). Jeśli jednak zakładamy, że prezes nie ma udziałów w spółce to naturalnym jest to, że będzie on chciał zarabiać wystarczająco dużo żeby oprócz zapewnienia sobie komfortowych warunków życia był również w stanie odłożyc na bok odpowiednio duże kwoty aby zabezpieczyć się na przyszłość.
Z drugiej strony jest natomiast właściciel firmy. Taka osoba może i często - zwłaszcza w przypadku małych czy średnich przedsiębiorstw - faktycznie zarządza daną firmą ale jednak jej priorytety są inne. W tym przypadku sama spółka stanowi aktywo, na którego rozwoju zależy właścicielowi. A to oznacza, że często wypłaci sobie realtywnie niewielkie kwoty (nierzadko nawet niższe niż najlepiej opłacanym pracownikom) tak, żeby więcej środków zostało w firmie w celu reinwestycji i wzrostu jej wartości. Oprócz tego celem większości włascicieli spółek jest tak naprawdę możliwie szybkie osiągnięcie wystarczającej rentowności żeby móc zatrudnić prezesa właśnie - osobę, która zajmie się firmą tak żeby własciciel był "wolny".
Także pytanie do autora wątku: pytasz o oczekiwane zarobki jako prezesa czy właściciela?
Wraz z nią do gry wprowadzony zostanie element, którego najbardziej brakowało graczom: znany z „dwójki” sklep Bobby Ray's Guns and Things.
Taaa... po co czytać cały tekst jak można od razu narzekać, nie?
Jak podepniesz soundbar do TV przez eARC to laptop nie powinien tego nawet widzieć (w domyślnych ustawieniach) - z perspektywy systemu podpiąłeś urządzenie, do którego ma przesyłać dźwięk i obraz a to, w jaki sposób ono się nim zajmie jest już jego sprawą. To, czy tv odtworzy to wbudowanymi głośnikami czy prześle dalej jest sprawą drugorzędną. Dotyczy to zarówno podpięcia PC, konsoli czy tostera...
Jak w tytule. W trakcie kampanii w pewnym momencie między misjami Afia ma powstrzymać Ignacię... ale jak to kurde zrobić? W walce jeden na jeden Afia zawsze zostaje powstrzymana a na mini-mapce nie widzę żadnych elementów interaktywnych...
A mnie zastanawia jedna kwestia... czemu właściciele studia, którzy nie chcą się już pałować w tym ciężkim biznesie postanowili je zamknąć zamiast odsprzedać? W ten sposób pracownicy mogliby kontynuować, marka i IP by pozostały, więc można by liczyć, że wyszłyby kolejne podobne produkcje. Jasne, trzeba by się liczyć z tym, że ich jakość mogłaby już nie być tak wysoka jeśli nowy właściciel za bardzo zapatrzyłby się w Excela ale...
No albo jakby nie chcieli dawać uznanej marki byle komu to może wykup właścicielski? W ostatnich 3 grach Mimimi widać bardzo dużo pasji, więc na pewno jest tam nie jeden człowiek, który chciałby jeszcze zrobić Shadow Gambit 2, Desperados 4 czy innego Robin Hooda... finansowo też mogłoby to być możliwe biorąc pod uwagę zapowiadaną premię (a i pewnie wydawca + rząd Bawarii by coś dorzucili)...
A jednak uznali, że gaszą światło i nara. Ciekawe, co tam się tak naprawdę wydarzyło...
Trzeba trochę poszukać bo wydaje się, że w europejskich wersjach sklepu coś pokopali ale gra jest jak najbardziej wciąż dostępna.
Info jak w tytule. Dyrektorzy Mimimi games właśnie ogłosili, że Shadow Gambit jest ich ostatnią grą. Szykują jeszcze duży patch z contentem, który ma wyjść jeszcze w tym roku ale generalnie to już się szykują żeby zgasić światła. Wielka szkoda bo jak mało kto potrafili robić dopracowane gry, które błyszczały w swojej niszy...
Źródło: https://www.mimimi.games/our-final-game/
Zależy jak to autor policzył. Jeśli uwzględni się sam koszt benzyny/biletu miesięcznego to wychodzi śmiesznie mały odsetek pewnie (u mnie jakieś 0.35%). Ale to nie jest całość kosztu. Dodatkowo wypadałoby również wycenić własny czas jaki się na to poświęca. I tu już nie wychodzi to tak różowo.
Po podzieleniu miesięcznej pensji przez 21 (średnia ilość dni roboczych w miesiącu) wychodzi dniówka. Sam na dojazdy do i z pracy poświęcam ok. 1.5h dziennie (jeśli w ogóle jadę do biura bo nie zawsze muszę). Jak przemnożę dniówkę przez 0.1875 (proporcja czasu dojazdów do 8h dniówki) to wychodzi mi, że na dojazdy "wydaję" jakieś 17% dniówki.
Warto tu zauważyć, żę im więcej zarabia się na godzinę tym bardziej ten składnik urośnie i rzeczywiście wartości w okolicy 20% wcale nie muszą być "oczywistym trollem".
Jeśli chodzi o szanse trafienia to twórcy sami opublikowali na premierę moda, który to włącza. Mocno odradzają ale możliwość jest. No ale ten odrzut granatu to faktycznie spory minus bo to by zwiększyło zarówno możliwości taktyczne jak i feeling filmu akcji z lat 1990' - aż się prosi w paru miejscach rzucić granat żeby wypchnąć złota zza osłony i dokończyć sprawę karabinem a tu lipa...
A czy ktoś mówi, że JA3 jest lepsze od JA2? To trudne porównanie bo pod większością (jeśli nie każdym) względów JA2 wygrywa - jeśli nie tym, że jakieś rozwiązanie faktycznie jest lepsze to tym, że zwyczajnie była o 24 lata wcześniej.
Jeśli jednak darujemy sobie uparte porównywanie, co jest lepsze to można spokojnie dojść do wniosku, że mamy do czynienia z bardzo solidną kontynuacją o zaskakująco dobrym (jak na obecne trendy) poziomie technicznym. Ma też kilka współczesnych rozwiązań, które wprawdzie nie czynią pozycji bezdyskusyjnie "lepszą" ale których brak potrafiłby zniechęcić wielu współczesnych graczy (np. wszystkie kwestie są dubbingowane).
W sumie save nie jest potrzebny bo gra często i gęsto robi automatyczne zapisy: po każdej turze, po walce, na początku walki, wejście do sektora... naprawdę trudno o sytyację, w której się jest w czarnej d - no chyba że się wybierze któryś z trybów ograniczających zapisy.
Ale gra faktycznie jest godnym następcą. Po 7 godzinach mogę spokojnie stwierdzić, że wreszcie - po blisko ćwierćwieczu - doczekałem się godnego następcy. :)
To zależy. Jeśli obawiasz się kwestii fabularnych to możesz brać w ciemno - jest wprawdzie sporo nawiązań do JA2 ale to raczej smaczki dla fanów (np. jakiś najemnik dostał ofertę szkolenia nowych żołnierzy w Arulco - państwie, które tam wyzwalaliśmy). Absolutnie nie jest to potrzebne do czerpania satysfakcji.
Z drugiej jednak strony jest mechanika. I tu już trudno powiedzieć, bo to jednak dość skomplikowany twór... do tego z kilkoma decyzjami twórców, które można uznać za kontrowersyjne. Fani JA2 raczej odnajdą się bez problemu ale z innymi może być krucho. Z tym, że nie chodzi tu o przynależność do serii tylko raczej do gatunku. Jeśli lubisz gry taktyczne, które nie prowadzą za rączkę (powiedziałbym że taki Xcom2 - mimo że świetny - był aż nazbyt uproszczony w kwestii mechaniki, choć niekoniecznie poziomu trudności jako takiej) i nie boisz się paru "niedzisiejszych" rozwiązań to bierz. Jak nie to bądź ostrożny - wciąż moim zdaniem warto ale miej na uwadze, że jest możliwość, że się odbijesz.
A gdzie Shadow ja się pytam?
Bo i strażak z Warszawy też był spoko. Nie wymiatał może ale tak mocno wpasował się e stereotyp głupiego mięśniaka, że nie da się zapomnieć. ;)
A co do sprawdzenia to może pomyśl o chmurze od GeForce? Wydaje się, że dla tak długo wyczekiwanego następcy warto.
Chodzi o to, że źle przedstawiono indian: toż oni wyglądają jak za czasów PS2 albo gorzej ;)
Kupiłem sobie PS VR2 bezpośrednio z Playstation Direct (jedyna opcja w Niemczech) na premierę. Po otrzymaniu pograłem, spodobało mi się... i po 4 dniach korzystania przycisk funkcyjny w goglach przestał działać. Odesłałem do wymiany - i czekałem dobre 2 tygodnie.
No ale jest! Nowy headset wrócił. Pograłem kilka dni... i przestał się włączać. Jutro znowu wysyłam na wymianę. To jest jakaś kpina...
Ja bym chętnie zobaczył oryginalną wypowiedź - zarówno tłumaczenia jak i te oryginalne oskarżenia. Bo to wciąż brzmi jak ciekawy wybieg: "w ramach walki o prawa kobiet i mniejszości oskarżyłyśmy losowego gościa o okropne rzeczy rujnując jego reputację i karierę ale to naprawdę niechcący" :D
Ja wiem, że ja głupi jestem ale czy ktoś może mi wyjaśnić zdanie:
Wszystko, co wcześniej powiedziałyśmy lub napisałyśmy o Panu Avellone, nie było intencjonalne
Jak do jasnej ciasnej można "nieintencjonalnie" oskarżyć kogoś o molestowanie i potem patrzeć, jak jego życie się sypie? Naprawdę nie jestem w stanie tego ogarnąć.
Dzięki ale już odesłałem do Sony żeby wymienili... co oznacza półtora tygodnia bez sprzętu. :(
No i mam pierwsze problemy ze sprzętem. Po 4 dniach korzystania (jakieś 2-3h dziennie) przycisk funkcyjny na goglach (ten domyślnie włączający podgląd otoczenia) przestał działa - reset konsoli, headsets, zmiana funkcji w ustawieniach... nic nie pomogło.
Po prostu super jak za sprzęt w tej cenie - "zaledwie" 150€ za dzień zabawy (nie licząc kosztuje gier)
Kolejne kilka godzin pykło, więc kilka nowych obserwacji.
Przede wszystkim słuchawki, bo musze skorygować wcześniejsze wrażenia. Trochę pokombinowałem (m.in. musiałem poluzować pasek na rzepę), zmieniłem ułożenie samych gogli na głowie i pasują do siebie naprawdę dobrze tak, że łatwo zapomnieć, że ma się obydwa urządzenia na głowie. Sam pałąk słuchawek jest cienki, więc można spokojnie założyć pod i na goglach - osobiście wolę jednak na żeby można było zsunąć na chwilę bez ściągania hełmu VR.
Ale jest jedna bolączka: dongiel na usb. Zarówno VR2 jak i SteelSeries mają wtyczkę usb-c a konsola ma tylko jedno wejście, więc bez przejściówek się nie obejdzie. Co więcej: dongiel słuchawek ma specyficzny kształt (jest bardzo szeroki) a wtyczka VR2 jest wyjątkowo długa w związku z czym pojawia się problem z podpięciem słuchawek. W efekcie musiałem lekko kombinować i jest tak, że VR2 wpinam bezpośrednio (nie chciałem kombinować z przejściówkami bo ilośc danych jest jednak dość duża) a słuchawki... no tu jest kombinacja: dongiel usb wpinam w adapter usb do usb-c (o taki: https://www.amazon.de/dp/B094XZ1CL6), adapter natomiast wpinam w hub usb, który dopiero podpinam do portu usb z przodu konsoli. Możnaby wpiąć do usb z tyłu konsoli ale nie chce mi się co chwilę wysuwać konsoli (jak dotychczas nie znalazłem opcji żeby PS5 ignorowała wpięty dongiel jak słuchawki są wyłączone jak ma to miejsce w przypadku Xboxa). Dziwnme to trochę ale działa :)
Co do gier natomiast.
Pistol Whip - naprawdę fajna zabawa. Można się lekko zmęczyć przy rozegraniu kilku plansz pod rząd... zdecydowanie polecam jako odskocznia.
Rez - dobre opinie ale mnie jakoś nie wciągnęło. Takie tam machanie bez większego ładu i składu. Choć może po prostu ja nie czaję idei albo muzyka nie w moim guście.
Testris Effect - Jedna z najlepszych wersji Tetrisa jakie można obecnie znaleźć (brakuje mi tylko trybu Battle Royale z Tetris99 dostępnego na Switchu). A efekty cząsteczkowe i muzyka przenoszą doświadczenie na zupełnie nowy poziom. Super sprawa ale... raczej nie za pełną cenę moim zdaniem.
Drums Rock - To dosłownie pierwsza gra rytmiczna jaka mi się kiedykolwiek spodobała (a pamiętam jeszcze czasy pierwszych mat Dance Dance Revolution i wszystkich Bandów od średniowiecza w postaci Wii). Po części do zasługa fajnej muzyki, po części świetna imersja. Jedyne co mi lekko doskwiera to to, że zdarzyło mi się kilka razy, że system zaliczył walnięcie lewą ręką w inny bęben niż chciałem - może to kwestia lepszego ustawienia wysokości perkusji w opcjach ale potrafiło wkurzyć. Niemniej polecam.
Horizon Call of the Mountain - Tu wiele nie napiszę, bo jak widzę Horizon to jestem sprzedany (wycalakowałem może z 7 gier w życiu i obydwa Horizony są na tej krótkiej liście ;) ). Wygląda obłędnie, parę razy mi się w głowie zakręciło jak patrzyłem w dół (mam lęk wysokości - pomogło mi to, że akurat mam w salonie gruby dywan o rozmiarze niemal idealnie pasującym do rozmiaru przestrzeni growej). Jakbym miał się czepiać to wspomnę tylko, że wybór rodzaju strzał jest niezbyt wygodny... no i postaci nie reagują na aktywność tak, jakbym się spodziewał po AAA - niby zmieniają wyraz twarzy i się odsuwają jak przysuwa się rękę ale nawet na moment nie przestają mówić... nie wspominając już o tym, że typowo "incelowe" akcje typu próba złapania za nieodpowiednie miejsca w ogóle nie jest zaimplementowana (wiem, gówniarskie zachowanie ale musiałem sprawdzić :D )
Les Mills Bodycombat - Dobra. To w sumie nie jest gra ale mimo to z miejsca trafiło na moją listę ulubionych. Jedna albo dwie sesje treningowe (tak 15-20 minut) i jestem zlany potem ale zadowolony. Mam wrażenie, że trafi do mojej codziennej listy "todo" na dłużej. Z wad mogę wspomnieć w sumie 3 rzeczy:
- akceptacja regulami na starcie jest lekko zbugowana i musiałem się konkretnie namachać żeby załapało kliknięcie w "accept"
- kopnięcia z kolana są dość specyficzne i trzeba dłuższej chwili, żeby się nauczyć jak je zrobić żeby "załapało". Ale może to po prostu kwestia prawidłowego wyprowadzenia "ciosu"? :)
- to bardziej życzeniowe podejście ale naprawdę fajnie by było jakby się dało zsynchronizować postępy z aplikacjami fitnesowymi w telefonie/zegarku (Samsung Health, MyFitnessPal, etc)
Pavlov VR - No to jest zupełnie inna liga wobec wszystkiego wymienionego wyżej. Nie grywam wprawdzie w FPS (sama perspektywa mnie odrzuca w "płaskich" grach) ale tu oczywiście pasuje. Z perspektywy laika powiem, że to praktycznie taki Counter Strike tylko VR - spory wybór broni, wybór trybów (PvP, Coop, zombie, etc), pojazdy z podziałem na pozycje (czołg z oddzielną pozycją maszynisty, działowego, kierowcy, etc)... do tego faktycznie trzeba "wymachać" obsługę broni: podnieść z ziemi albo zdjąć z pleców (główna) tudzież uda (pomocnicza), sięgnąć po magazynek, włożyć z odpowiednie miejsce, odciągnąć zasuwkę czy jak to się tam nazywa. A potem przy celowaniu można przytrzymać drugą ręką dla stabilizacji... do tego oczywiście instalacja "rozszerzeń" takich jak luneta (oczywiście bez oddzielnego przycisku do zooma - przysuwasz do oczu żeby przez nią zerknąć). No i wszystko w multi, więc koniecznie trzeba pomyśleć o słuchawkach z mikrofonem. Mam nadzieję, że uda się zbudować ekipę do grania choć na razie straszny kapeć ze mnie - przeładowanie broni zajmuje mi tyle czasu, że skończyłem tłukąc zombiaki pięściami jak spanikowałem (tak, naparzanie pięściami też działa).
Co do sterowania to (przynajmniej domyślnie) można się poruszać i rozglądać analogiem (przy rozglądaniu można szybko odwrócić o 1/8) co pomaga z błędnikiem (nie miałem absolutnie żadnych problemów). Ale za to już np. kucanie robi się naprawdę: jak kucniesz tudzież się położysz to model widziany przez innych graczy zrobi to samo.
Jedyne, co warto wspomnieć to samo celowanie... gra wyraźnie premiuje trzymanie obydwu kontrolerów tak, jakby się faktycznie trzymało broń, co nie jest takie znowu proste jak się nie ma punktu odniesienia i trzeba się do celowania przyzwyczaić. Widziałem, że jeden gość pracuje już nad bardzo obiecującym gun stockiem do PS VR2 (tu jest info: https://www.youtube.com/watch?v=3-Lpbr_X5MM&t=267s) ale cena mnie lekko "przeraża".
Nie ma się, co rozwodzić: Pavlov VR to absolutny MUST HAVE dla każdego, kto kupi PS VR2 i naprawdę szczerze się dziwię, że Sony nie zdecydowało się na oferowanie bundli z tą pozycją mimo, że jest też na PC.
----
Na koniec podzielę się drobną uwagą. Wiadomo, że PS VR2 korzysta z zestawu kamer z przodu obudowy do orientowania się w przestrzeni - dlatego pomieszczenie musi być oświetlone. Ale jest też tego pewien ciekawy skutek. Otóż mój salon jest dość minimalistycznie urządzony i ściana z telewizorem jest praktycznie pusta - ot czarny prostokąt TV powieszony na białej ścianie, pod nim biała szafka z konsolami i soundbarem, kable pochowane. Generalnie to tyle. Wygląda schludnie ale... wyraźnie nie podoba się goglom - jak próbowałem grać zwrócony w tym kierunku to co chwilę (nawet częściej niż raz na minutę) wyrzucało mnie z gry z błędem, że system ma problem z ogarnięciem, gdzie się znajduje. Rozwiązanie było proste - zacząłem grać patrząc w kierunku kuchni (salon jest połączony z kuchnią), gdzie jest znacznie więcej punktów odniesienia. No ale warto o tym wspomnieć jakby ktoś chciał urządzać całkowicie oddzielne pomieszczenie. ;P
Pełniejszymi wrażeniami podzielę się za jakiś czas bo dopiero od wczoraj testuję ale obkupiłem się konkretnie - oprócz samego urządzenia (oczywiście bundle z Horizonem) wydałem w sklepie trochę ponad 300€ żeby mieć w czym wybierać i w sumie co bym nie odpalił to wciąga. :)
No ale tymczasem dwa pytania:
1. Sprawdzał ktoś z innymi słuchawkami? Ja mam SteelSeries 7 i pasują całkiem nieźle. Znaczy jak założyłem słuchawki pod goglami to jest prawie niezauważalne podczas grania ale trochę uciążliwe w przerwach bo żeby zdjąć albo zsunąć trzeba grzebać przy goglach. Można też założyć na gogle ale wtedy muszle samych słuchawek są dość spore i muszę zapiąć opaskę stosunkowo wysoko z tyłu głowy. Ale też nie na tyle żeby się obawiać zsunięcia w czasie zabawy.
2. Ma ktoś Pavlov VR albo inny tytuł kooperacyjny? Chętnie bym spróbował jak się w to gra w multi... :)
Sam producent podkreśla, że z gogli nie powinny korzystać osoby poniżej 12 roku życia...

Pytanie w sumie jak w tytule. Zdecydował się ktoś na ten sprzęt?
Ja testuję od wczoraj (najpierw Playstation Direct dało ciała z dostawą, potem ja miałem wyjazd i się obsunęło) i przyznam, że jestem na razie zadowolony. Zaznaczam, że jest to mój pierwszy własny zestaw VR, więc porównanie mam niewielkie - ot kilka razy załozyłem na jakichś targach i chwilę pograłem na którymś Oculusie u znajomego...
Z tego powodu po części jestem zadowolony z wyboru dostępnych tytułów (na tą chwilę PS Store pokazuje mi 54 pozycji) - pewnie byłbym mniej zadowolony jakbym miał inne zestawy bo większość to porty.
No ale do rzeczy? Ma ktoś tą zabawkę? Jak tak to może byłby zainteresowany jakimś multiplayer jak np. Pavlov VR?
Ja wiem, że zabrzmiało jakbym już emeryturę planował... :)
Ale tak naprawdę nie chodzi mi tu o to, że następne pokolenia uprawiają słowotwórstwo. To naturalny mechanizm i to samo robiłem w czasach szkolnych czy studenckich. Absolutnie nie rusza mnie w tym miejscu samo słowo - ot, jeden z wynalazków, który może się utrzyma a może zostanie zapomniany (bardziej prawdopodobne to drugie moim zdaniem bo tak z 90% takiej "nowomowy" zanika).
Tematem jest tu raczej utarte od dziesięcioleci (jak nie lepiej) słowo "młodzież". Sam plebiscyt organizowany jest przez uznane wydawnictwo PWN we współpracy z Uniwersytetem Warszawkim. Znaczy spodziewałbym się po takim gremium jednak jakiejś rzetelności... no i stąd moje pytanie: czy znaczenie słowa "młodzież" przesunęło się w ostatnich dekadach tak, że już "wczesna nastolatka" się nie łapie? A może to sami organizatorzy plebiscytu są na tyle odklejeni, że usiłując nadążyć za obecną młodzieżą nieświadomie zaczęli nasłuchiwać jednak dzieci?
Jakiś czas temu było dość głośno o tym, że słowo "essa" zostało wybrane "młodzieżowym słowem roku". Nie miałem pojęcia, że takie coś jest ale w sumie mnie to nie dziwiło: już dawno nie jestem "młodzieżą", nie mam z nią styczności na co dzień a do tego nie mieszkam w Polsce, więc i język polski nie jest głównym środkiem komunikacji dla mnie także nieznajomość jest wręcz "oczekiwana"...
Ale ostatnio uderzyło mnie coś innego. Otóż odwiedziły mnie kuzynki - 9 i 13-letnia... no i wyszło na to, że słowo to jest bardzo lubiane przez młodszą ale już uznawane za głupie przez tą starszą.
No i tu pytanie: co to kurde jest obecnie młodzież?!? Jak to jest, że rzekomo "młodzieżowe" słowo jest uznawane za głupie już przez 13-latkę?!? "Za moich czasów" 9-latka była dzieckiem a nie "młodzieżą" - to się aż tak zmieniło?
Pokrzyczałeś to teraz marsz czytać tekst - są w nim cytaty mówiące o tym, że były firmy negocjujące przekład ale Redzi uwalili. Mowa o konkretnym wsparciu tłumaczenia, udostępnieniu narzędzi oraz praw autorskich a ty odpalasz, że niech sobie ktoś chałupniczo po domu tłumaczy...
Z resztą ta babka nie stwierdziła nic o "ukrainofobii". Najbliższe temu jest stwierdzenie, że za politykę lokalizacyjną odpowiada obywatel Rosji...
Alkoholizm to faktycznie nieuleczalna choroba: jak się raz wpadnie to już do końca życia nie ma zmiłuj - można wytrzeźwieć ale nie da się przestać być alkoholikiem. Przynajmniej jak na razie medycyna nie zna żadnego sposobu na wyleczenie tego (i jakiegokolwiek innego z resztą) uzależnienia.
Nie zmienia to jednak faktu, że masa świętojebliwych narzekających na obecność alkoholu w kulturze nie ma pojęcia o czym mówi. To że mylą "alkoholików" z "pijakami" to tylko jeden z licznych objawów ignorancji z ich strony...
Ale jak to? Ten zły majkrosoft o monopolistycznych zapędach i planach podboju wszechświata przed którymi od miesięcy przestrzega Jim Ryan w swoim tournee z lobbystami... dał Sony Skyrima - jeden z największych hitów ze swojego portfolio - do ich odpowiednika tej inkarnacji zła jaką jest game pass?
Nie przesadzałbym z tym "na jedno kopyto". Miejsce osadzenia kamery to tylko jeden - wcale nie najważniejszy moim zdaniem - aspekt gry.
Takie choćby The Last of Us to zupełnie inna produkcja niż np. Horizon Forbidden West. Podobnie Ghost of Tsushima nie ma tak znowu wielu punktów wspólnych z God of War. Dodajmy do tego jeszcze third party jak Death Stranding czy Final Fantasy VII remake i okaże się, że jednak poziom zróżnicowania jest naprawdę spory...
Poza tym wymieniasz Sly'a Coopera ale jakoś zapominasz, że jednym z tytułów startowych był Ratchet i Clank, który ma z nim znacznie więcej wspólnego niż z którymkolwiek wyżej wymienionym :)
To zależy od wydawcy. Akurat w przypadku Sony (jako wydawca, nie producent platformy sprzętowej) gry są wydawane na regiony: gry sprzedawane w Polsce mają zwykle właśnie wersję polską, rosyjską, turecką i angielską (ta jest zawsze) a gry w Niemczech mają niemiecką, włoską, hiszpańską, francuską i angielską. Tak było np. ze Spidermanem, Uncharted, The Last of Us, God of War (2018) ale już nie np. z Xcom 2 albo Just Cause 4 (inny wydawca).
Tiaaa... Spencer tak mówi o tej eksytacji i mnóstwie gier już co najmniej ze 3 lata (zaczął opowiadać co najmniej rok przed premierą obecnej generacji). Przyznam, że sam wierzyłem ale teraz to... no tak jakoś mi się odechciewa.
Zasłania się pandemią ale:
1. Jakoś Sony i Nintendo dają radę wydawać po kilka tytułów rocznie mimo wszystko...
2. Nawet przyjmując to jako powód do opóźnień oznaczałoby to że w następnych latach można się spodziewać swoistej kumulacji a tymczasem co jest na 2023? Raptem 3 albo 4 tytuły jak odfiltrować 3rd party...
Zaczyna się robić problem z tym, że o wszystkich trza dbać... pod warunkiem, ze nie własnym kosztem.
O co chodzi? Ano o to, że studia kupione przez MS mają bardzo komfortową sytuację: kasa leci strumieniami i raczej nie braknie, nie ma presji na terminy, crunche można olać, więc prace się się opóźniają. W innych firmach jednak jakaś presja jest i nawet wielcy gracze z renomą jednak muszą się pilnować (no może poza R*).
I teraz tak: crunch jest zły, nie można tak ludzi traktować!
... no ale gry mają być. I bez bugów kurde!
Ale zdajesz sobie sprawę, że kupno mieszkania w celach mieszkaniowych to nie jest inwestycja? To wydatek typowo konsumpcyjny - nie twierdzę, że nierozsądny ale jednak nie jest to inwestycja. :)
Niestety polski Wiedźmin padł ofiarą... polskiego rynku. Nie chodzi mi tu o budżet a o to, że polska scena aktorska była te 20 lat temu raczej niewielka (wciąż z resztą tak jest) i w celu wypełnienia planu sensownymi aktorami trzeba było korzystać z nazwisk, które wszyscy znają i kojarzą. Było to szczególnie uciążliwe, gdy jakiś aktor miał na koncie stosunkowo świeży wielki sukces. Jaskrawym tego przykładem może być Eyck z Denesle grany przez Marka Walczewskiego... z tym, że wszyscy widzieli Stępnia z 13 posterunku i jakakolwiek dramaturgia scen odpadała.
Bo o jedna? Było ich kilka ale największą rolę miała Sibel Kekilli - to ta, która grała kochankę Tyriona...
Akurat w tym przypadku powiedziałbym, że to nie jest kwestia mody tylko tego, czym się ona zajmuje. Działalność w branży porno zakończyła w 2011 roku - to jest 11 lat temu! Od tego czasu pracowała jako "zwykła" aktorka, modelka, pisarka, dj, etc. Jasne, w dużej mierze to przez pornografię zdobyła popularność ale jednak to jest przeszłość i określanie kogoś przez pryzmat tego, co robi w danym momencie to zwyczajnie kwestia przyzwoitości i rzetelności dziennikarskiej.
Ten test wygląda tak, jakby odwaliła się lepsza jazda: ktoś napisał tekst w jakimś edytorze tekstu i dał do korekty. Ta wzięła go na warsztat, zaznaczyła każdy błąd (inny kolor? przekreślenie?), dała poprawną formę obok i oddała "redaktorowi".
A ten nawet nie patrząc klepnął combo ctrl+c ctrl+v i opublikował... no a że wkleił w jakiś prostszy edytor (text field w CMS?) to formatowanie poszło się j... no i mamy te wszystkie "ai" czy inne "BitCoin bitcoin"
Niby prawda, że odejścia po latach nie są takie dziwne. Z drugiej jednak strony zauważ, że w ciągu roku wykruszyła się naprawdę spora ekipa. Można więc zerknąć na to tak, że w ciągu stosunkowo krótkiego czasu nastąpiła fala odejść... przy tak ujętym temacie ich długi staż jeszcze zwiększa znak zapytania.
On nie musi mieć zaraz jakichś chodów. Wystarczy, że potwierdził swoje kompetencje w postaci dowiezienia w terminie projektów: jako dyrektor kreatywny pracował przy Assassin's Creed Oddyssey i Immortals Fenyx Rising - to akurat naprawdę udane tytuły.
W takim przypadku ludzi nie wyrzuca się ot tak i raczej daje szanse poprawy. Standardem jest możliwość dania szansy i z tego, co mówią sami pracownicy wynika, że faktycznie gość zmienił zachowanie. Wcale niewykluczone, że gość jest na okresie próbnym pod czujną obserwacją a papiery o dyscyplinarce leżą w odpowiedniej szufladzie gotowe do wyjęcia przy pierwszym wybuchu.
Dobra, tu mnie masz. Chociaż... czy nawet odłączenie się Antiguy i Barbaduy będzie znaczyć w polityce międzynarodowej cokolwiek ponad news do wypełnienia jednej ramówki? Zwłaszcza na tle tego, co się wokół dzieje?
Jakimś wydarzeniem może byłoby gdyby Australia albo Kanada postanowiły porzucić monarchię... chociaż nie. Znaczące byłoby gdyby zdecydowały się opuścić Commonwealth a to jednak nie to samo: na 56 członków Commonwealth tylko 15 wciąż uznaje brytyjską monarchię jako władzę.
Czekaj, pogubiłem się. Twierdzisz, że Alex dobrze pisze a potem... tłumaczysz, że 20 funtów ma jednak inną wartość w UK niż 20 PLN w Polsce. Ba! Wprost stwierdzasz, że sensowniejsze byłoby porównanie 20 funtów w UK do 100 złotych w Polsce. To w końcu kto ma rację?
Żeby nie było: nie dyskutujemy o tym jak "powinno być" tylko jak jest. Alex postawił tezę, że skoro zarabiasz i wydajesz pieniądze w UK to te 20 funtów można porównać do 20 złotych...
Ależ ja nie muszę przeliczać na to, ile gier bym kupił. W tzw. codziennych kosztach życia też jest różnica - i to duża. Z resztą o tym mówiłem stwierdzając, że 20€ w Niemczech ma inną wartość niż 20€ w Hiszpanii albo na Słowacji.
Inaczej. Półtorej godziny temu wróciłem ze sklepu Rewe w Berlinie (Rewe to sieciówka, trochę - choć niedużo - droższa niż Lidl albo Aldi). Zrobiłem zakupy spożywcze na cały tydzień (do piątku) - generalnie tylko to co potrzebuję ale bez liczenia każdego centa czy wybierania marek własnych żeby uciąć kilka procent. Dorzuciłem jeszcze trochę chemii do sprzątania. Zapłaciłem 44.5€. Czy jesteś w stanie mi powiedzieć, że w Polsce kupisz żywność dla jednej osoby za mniej niż 50 PLN?
Albo inaczej: minimalne wynagrodzenie w UK to jakieś 1380 funtów (8.21 * 168h miesięcznie). W Niemczech to 1580€. W Polsce to 3010 PLN. Gdyby Twoja teoria o tym, że przelicza się 1 do 1 była prawdziwa to wychodziłoby na to, że w Polsce żyje się 2 razy lepiej niż w Niemczech i nawet 2.5 raza lepiej niż w UK. To czemu ludzie kurde wyjeżdżają?!? :D
Masz rację. Ale weź też pod uwagę fakt, że odrzucanie brytyjskiej monarchii jest de facto procesem niezależnym od tego, kto panuje. Kiedy Elżbieta została królową na świecie było ponad 70 krajów pod jej panowaniem... w momencie jej śmierci było to już "tylko" 15. Może to oznaczać, że UK okazało całkiem sporą otwartość na "wypuszczanie" kolonii i kto miał zrezygnować to już zrezygnował. Z resztą, może posłuży to jako impuls w jednym albo dwóch krajach ale rewolucji politycznej z tego i tak nie będzie.
Skąd te bzdury wytrzasnąłeś?!? Oczywiście, że banknoty z wizerunkiem królowej są ważne i pozostaną takie jeszcze długo: koronacja Karola III ma być za rok, potem jeszcze projektowanie banknotów... a potem jeszcze standardowy okres przejściowy. Starych wzorów nigdy nie wycofuje się z dnia na dzień i tak do końca września ważność zachowują jeszcze papierowe banknoty mimo, że od dwóch i pół roku obowiązują już banknoty polimerowe.
Tak samo było przy denominacji w Polsce: nowe złote stały się środkiem płatniczym 1 stycznia 1995 a dopiero 1 stycznia 1997 przestano honorować stare złote. To samo z Euro w Niemczech: fizyczna waluta zaczęła obowiązywać 1 stycznia 2002 (po trzyletnim okresie przejściowym, kiedy euro już się pojawiało ale jeszcze nie drukowali/bili), marki straciły ważność 31 grudnia 2001 (a i tak były honorowane przez banki aż do 28 lutego 2002).
Ludzie dalej wierzą w te bzdury z przeliczaniem walut 1 do 1? 20GBP w UK to NIE jest to samo, co 20PLN w Polsce. Podobnie jak 20€ w Niemczech ma inną wartość niż 20PLN w Polsce. Ba! Mało tego: 20€ w Niemczech ma również inną wartość nabywczą niż 20€ we Włoszech, na Słowacji albo w Hiszpanii...
Patrząc na historię na forum myślałem, że masz więcej niż 15 lat
Jakieś źródła o tym zamknięciu giełdy? Bo z tego co kojarzę to ani operacja London Bridge is down (opisująca ogólnokrajowy plan działania), ani Unicorn (opisująca plan działania w Szkocji, gdzie władze spodziewają się szczególnego natloku żałobników) o tym nie wspomina poza tym, że sam dzień pogrzebu będzie dniem żałoby narodowej - ale to 10 dni po śmierci czyli 18 września - akurat niedziela.
Dalej, może Cię to zaskoczy ale waluty nikt zmieniać nie zamierza i pozostanie funt brytyjski. :) Jasne, zmienią się wzory na banknotach, podobnie z resztą jak i na innych dokumentach ale przecież nie będzie tak, że nagle z dnia na dzień wszystko pójdzie do pieców. Istniejące dokumenty (banknoty, paszporty, etc) pozostaną ważne i po prostu nowe będą inne. Choć biorąc pod uwagę świra Brytyjczyków na punkcie monarchi można się spodziewać, że w najbliższych miesiącach będzie zwiększona liczba wniosków o nowe paszporty/prawa jazdy/dowody osobiste - ale to co najwyżej inicjatywa oddolna, więc nic takiego wielkiego.
A "jarzmo królowej"? To już tylko Twoja spekulacja... z resztą nawet jak coś takiego nastąpi to też nie spowoduje to raczej trzęsienia ziemi w realnej polityce.
Polecam panie feminista poczytać o czymś takim jak statystyka, trendy, rozkład normalny i podobnych terminach. Oczywiście, że w każdej grupie trafią się jednostki wyraźnie odróżniające się od reszty. Nie zmienia to jednak faktu, że w takich grupach można wyszczególnić pewne tendencje.
Nikt nie twierdzi, że WSZYSTKIE kobiety są miłe, sympatyczne, itp. Nikt nie twierdzi też, że ŻADEN mężczyzna nie nadaje się na pielęgniarza. Mimo to jednak kobiety jako ogół są jednak bardziej empatyczne. Jeszcze raz: tylko dlatego, że średni poziom pewnej cechy jest w jednej grupie (kobiety) wyższy niż w innej grupie (mężczyźni) nie oznacza, że nie da się znaleźć pary, gdzie to się "nie sprawdzi" i akurat jakiś Krzysiek okaże się znacznie bardziej empatyczny niż inna Ania.
Podobnie to mężczyźni są generalnie silniejsi i większy procent ich ciała stanowi masa mięśniowa... ale mimo to taka np. Tischa Thomas pozamiatałaby pewnie 90% golowiczów tutaj (ze mną włącznie). I co to zmienia?
Mnie bardziej ciekawi jakie szambo by wybiło jakby jakaś firma wyskoczyła z praktykami z modelingu, projektowania odzieży czy innej "influencerki modowej" tylko dla mężczyzn. Jakby nie patrzeć w tych obszarach dominują kobiety, więc byłoby to jak najbardziej uzasadnione wg tej logiki.
To nie do końca prawda, że wypłacili reparacje "wszystkim, którym się należało". W szczególności Polska właśnie była poszkodowana. Nie można tu dyskutować z faktem, że była okupowana i była jednym z najbardziej zniszczonych krajów ale... nie została dopuszczona do stołu negocjacji, gdzie ustalano komu i ile mają Niemcy zapłacić. I tak np. Die Welt przyznaje, że kraje takie jak Wielka Brytania, Holandia czy Belgia dostały znacznie wyższe odszkodowania niż kraje na wschód od Niemiec.
Warto przy tym podkreślić, że PRL zrzekła się praw do reparacji a 3 RP jako spadkobierca prawny to potwierdziła (choć znowu: do stołu gdzie to negocjowano w 1990 dopuszczona tak w sumie nie była...), więc faktycznie można bronić tezy, że reparacje nam się już nie należą.
Dalej. Nie zgadzam się z tym, że Niemcy są jedynym państwem, które "może nam pomóc w naszej biedzie". Przede wszystkim dlatego, że już samo mówienie o naszej biedzie jest mocno na wyrost. Jakkolwiek byśmy nie oceniali tego, co się w Polsce dzieje to jednak powolutku zbliżamy się do top20 największych gospodarek świata: w 2017 byliśmy na 23 miejscu, w 2021 awansowaliśmy na 22... w tym roku sporo się pewnie pozmienia ale wciąż.
Dodatkowo zdecydowanie Niemcy nie są "jedynym" krajem chętnym nam pomóc. Nie ulega oczywiście wątpliwości, że to nasz największy partner handlowy no ale jednak nie jest tak, że jak Niemcy by się wypięli to nagle cały świat by o Polsce zapomniał - zwłaszcza biorąc pod uwagę sytuację w Ukrainie.
I tu dochodzimy do kolejnej kwestii: Niemcy w tym roku de facto straciły decydujący głos w UE i pozostałe kraje po raz chyba pierwszy w historii wymusiły na władzach w Berlinie zmianę polityki - np. w kwestii embarg na Rosję. Poza tym ich polityka energetyczna została doszczętnie skompromitowana przez bieżące zawirowania.
I piszę to wszystko mieszkając w Berlinie i będąc od lat rezydentem podatkowym w Niemczech. ;)
No ale nie zmienia to faktu, że to kolejny wybryk Kaczyńskiego zakrojony na podsycanie konfliktu w celu odwrócenia uwagi od prawdziwych problemów przed zbliżającymi się wyborami. Jedyna różnica między tym, co wyprawiają teraz a tym, co robili przez ostatnie kilka(naście) lat jest taka, że teraz podsycają konflikt na arenie międzynarodowej zamiast skupiać się na kolejne "wojnie polsko-polskiej"...
Rozumiem, że prowadzisz kancelarię prawniczą w Australii gdzie ta kobieta mieszka albo ostatecznie na Malcie, gdzie zarejestrone jest crypto.com? No i oczywiście w takich sprawach orientujesz się wystarczająco mocno, zeby wiedzieć, że wspomniany w artykule sądowy nakaz zwrotu omyłkowo przekazanych środków jest bezprawny? :D
Ja nie twierdzę, że to nadmierne podobieństwo jest jakimś wielkim minusem - raczej kilka drobnych zmian i odrobinę inna kreska w D3 okazały się nieoczekiwanym plusem ;) Ale i tak WotO ogram - choć pewnie nieprędko bo na granie czasu mało a i PC jako narzędzie pracy niechętnie wykorzystuję do grania ostatnimi czasy... :)
Swoją drogą z ciekawości sprawdziłem swoje statystyki Dungeons 3 na Steam: łącznie grałem 157,7 godzin, kupiłem i skończyłem wszystkie DLC oraz zdobyłem wszystkie achievementy. To ostatnie już samo w sobie jest ogromną rzadkością w moim przypadku ale jeszcze ciekawiej się robi jak uwzględnisz fakt, że każda misja w kampani ma achievement za przejście na czas - rodzaj pucharków, których szczególnie nie znoszę a i tak zdobyłem. ;)
Swoją drogą te DLC też polecam bo to przyjemne minikampanie, z których każda ma motyw przewodni wyśmiewający inny popkulturowy fenomen: Shrek, Piraci z Karaibów, Władca Pierścieni, etc. Naprawdę można się szczerze uśmiechnąć kilka razy.
A faktycznie, nie zwróciłem uwagi, że to marketplace. Ale i tak zabawnie to wygląda... zwłaszcza jak się zerknie w inne oferty: jeden chce 1205€ a drugi wprawdzie ogranicza się do 1199€ ale chce jeszcze 9,99€ za wysyłkę :D
Aż z ciekawości sprawdziłem dostępność i wygląda na to, że w Niemczech scalping jest już normą. I tak Steam Deck 512GiB na stronie Steama ma dostępność Q4 i cenę 679€ ale już na kaufland.de jest dostępny od ręki... tyle że za 1199€. :D
W końcu miałem czas żeby zerknąć na War of the Overlord. Przyznam, że gra się to w miarę nieźle ale... jak na mój gust to jest aż za bardzo podobne do DK2. Po prostu Dungeons3 wydaje się dawać kilka świeżych pomysłów, które uprzyjemniają zabawę podczas gdy WotO jest wręcz kalką jeden do jeden. Wciąż przyjemną, więc pewnie powolutku skończę ;)
Powiedzenie że się "wierzy w generację" może oznaczać wszystko a to że gry miałby odrazu na początku generacji wychodzić tylko PS5 omijając 100mln konsol był idiotyczny
Nie chce mi się drugi raz szukać tego wywiadu, więc wyjaśnię z pamięci - sam możesz sprawdzić jak chcesz. Otóż nie, te słowa nie mogły oznaczać wszystkiego bo Lempel wyraźnie mówił o tym, że nowa generacja daje możliwości na zupełnie nowe rozwiązania gameplay'owe. Rozwiewał wszelkie wątpliwości co do interpretacji mówiąc, że Sony miało skupiać się na dostarczaniu doświadczeń, których nie mogliby zapewnić robiąc cross-geny. Chodziło tu przede wszystkim o budowanie hype'u na hiperszybki dysk SSD, który dzięki eliminacji czasu ładowania umożliwia zupełnie inne projektowanie gier.
Czy wizja porzucenia 100mln graczy jest idiotyczna? Może i tak. Ale nie zmienia to faktu, że Playstation takie wizje głosiło i wyśmiewało Microsoft za odwrotne zapowiedzi.
Sony nigdy nie powiedziało, że ma zamiar wspierać tylko PS5.
W 2020, kiedy branża była na ostatniej prostej przed premierą bieżącej generacji konsol od MS i Sony padły takie deklaracje. Konkretnie to Microsoft zapowiedział wprost wsteczną kompatybilność XSX a Sony niemal natychmiast odpowiedziało, że "wierzy w generację". Konkretnie to np. Eric Lempel (global head of marketing w Playstation) powiedział w rozmowie z Geoffem Keighley'em, że Sony chce dostarczać nowe doświadczenia, które wykraczają dalej niż tylko ulepszenie grafiki.
Przez kilka tygodni budowali na tym swoją przewagę wizerunkową... tylko po to, żeby po wyśmianiu konkurencji zmienić zdanie w ostatniej chwili i uznać, że jednak ich gry też przez kilka lat będą wydawane jako cross-geny.
Także ten, no...
Nieistotne czy z przywilejów korzystałeś, czy nie. Przysługiwał Ci urlop wypoczynkowy, płatne chorobowe, pakiet ubezpieczeń i parę innych "bzdetów", które łącznie dawały Ci (między innymi) komfort psychiczny. To, czy z tych możliwości korzystałeś, czy nie to jest inna rozmowa.
Inna sprawa, że jeśli przez 4 lata nie byłeś na zwolnieniu chorobowym to świadczy to albo o Twoim mocnym zdrowiu (w takim wypadku pozostaje Ci gratulować) albo zwykłej głupocie/naiwności (jeśli mimo choroby pracowałeś narażając zdrowie swoje i innych). Ale w żadnym wypadku nie należy Ci się za to jakaś nagroda ani nie upoważnia Cię to do twierdzenia, że przywileju nie miałeś. To jak z ubezpieczeniem OC i AC za samochód: jak przez 4 lata będziesz płacić i nie będziesz mieć żadnego wypadku to pójdziesz do ubezpieczyciela z mordą, że ma Ci oddać kasę?
A nie zapominaj o tym, że zatrudnienie na umowie o pracę daje też inne "korzyści" - choćby w postaci naliczania stażu pracy. Z jednej strony przekłada się to na wydłużenie zakresu przysługującego urlopu jak stuknie 10 lat, z drugiej naliczają się emerytury czy inne renty (choć te akurat są mocno dyskusyjne - dlatego ująłem "korzyści" w cudzysłów ;) ).
Niezależnie od tego masz również obowiązki. Podpisując umowę zobowiązałeś się do SPRZEDANIA usługi, jaką jest Twój czas na rzecz pracodawcy. Jakbyś się czuł jakbyś wynajął powiedzmy hydraulika, który w połowie roboty uznał, że jednak nie chce dla Ciebie pracować, skasował za pól pracy, zostawił rozpieprzoną łazienkę i sobie poszedł?
Albo jakby kapela na Twoim weselu w połowie wieczoru stwierdziła, że część gości nie umie się zachować, więc oni zwijają graty i idą domu... ale że już 4 godziny grali to za pół nocy masz im zapłacić?
W obydwu przypadkach usługodawca mógłby poprosić Cię o rozwiązanie za POROZUMIENIEM STRON ale Ty mógłbyś uznać, że nie masz szans znalezienia nikogo na zastępstwo i odmówić. I właśnie do tego służy okres wypowiedzenia: chroni nie tylko Ciebie przed zwolnieniem z dnia na dzień ale też pracodawcę przed utratą pracownika.
Jakiekolwiek kombinowanie z L4 to nic innego jak wyłudzanie ubezpieczenia i jest to karalne... mimo że najwyraźniej akceptowane przez sporą część społeczeństwa.
Znaczy zastanawiasz się nad wydaniem kilku tysięcy złotych, robisz research, sprawdzasz testy... wreszcie postanawiasz zapytać ludzi na forum o poradę.
Równocześnie jednak uznajesz, że wystarczy "zapytać na szybko" i najwyraźniej oczekiwać, że odpowiedzi będą na poziomie wyższym niż "bierz 11gen bo ma wyższy numerek"? Fuck logic :D
.........
,,,,,,,,,,,,
???????
!!!!!!!!!
Łap trochę interpunkcji. W następnym poście możesz sobie wklejać ;)
spoiler start
Swoją drogą szacun: jedyny znak interpunkcyjny, jakiego użyłeś w tym wątku (w odpowiedzi 2.1) jest nieprawidłowo użyty.
spoiler stop
Kegan Clark, dyrektor ds. produktu w Diablo IV, twierdzi, że (pisownia oryginalna)
To miło, że przedstawiciel amerykańskiej korpo postanowił zwracać się do fanów po polsku... :D
Pokaż mi milionera, który jeździ Passatem i je smalec.
Choćby Ingvar Kamprad, założyciel Ikei znany jest z bardzo oszczędnego trybu życia. Chociaż to miliarder...
Z innych to George R.R. Martin jeszcze do niedawna jeździł starą jak świat Mazdą RX7 ale ostatnio przerzucił się na Teslę Model S.
Z resztą jest ogromna ilość milionerów, którzy nie chcą się wyróżniać.
mało wiarygodne, nikt prywatnie tyle nie trzyma na koncie przy takim oprocentowaniu
Dokładnie.
2,3mln PLN to lekko licząc jakieś 4-4.5k€ miesięcznie z samych dywidend przy inwestycji w odpowiedni fundusz akcyjny (nie trzeba wcale długo szukać). I to przy zachowaniu płynności na poziomie 3-5 dni na odzyskanie gotówki. Także powiedziałbym, że kiepski trolling co najwyżej :)
15 takich list po 100 gier na każdej (robi wrażenie).
1500 gier przy dysku 667GiB? To daje zabójcze 455 MiB na grę - szaleństwo :D
Ależ ja sobie nie dorabiam żadnych ideologii. Prawie na pewno ActiBlizz się wypnie i odpowie większą armią lepiej opłacanych prawników jak będzie musiał...
Ale jedyna nauka jaka z tego będzie płynąć będzie taka, że durny tłum chętnie pokryje Ci wszelkie durne wydatki jeśli tylko jesteś "strimerem"/"influłenserem" i odpowiednio głośno popłaczesz jaki to biedny jesteś.
Tłumaczenie: "zamiast czytać książki o jakichś losowych tematach, które niewiele wnoszą wnoszą weź się lepiej za czytanie książek na tematy, które wprawdzie też niewiele wnoszą ale za to mnie interesują"
Serio myślisz że gość stracił? Samo to że portale growe na całym świecie teraz o nim piszą i linkują do jego kanału sprawi, że będzie grubo do przodu. Nawet jak nie wyszedł na plus z Diablo Immoral (w co wątpię) to jako wydatek marketingowy swojego kanału trafił w totka.
A z Acti i tak znajdą jakieś "rozwiązanie"...
Ja niedawno skończyłem z przyjemnością Hard West 1 i chętnie zagrałbym w dwójkę ale... czy wiadomo coś o planach wydania na konsole? Najbardziej by mni w sumie pasowała wersja na Switcha ale Xbox Series albo PS5 też bym przyjął.
No może to zabrzmi dziwnie ale... nie dziwię się, że duzi wydawcy boją się odkurzać stare marki. To po prostu za duże ryzyko.
Oczywiście grono ludzi, którzy głośno domagają się powrotu tamtych tytułów jest duże. Sam poniekąd jestem wśród nich. Tylko czy rzeczywiście to jeszcze gracze? Ja np. nie mam za bardzo czasu (a nierzadko też ochoty) na granie.
Można powiedzieć, że tacy starsi gracze dysponują przynajmniej funduszami, dzięki którym mogliby kupić nowe wydania. No ale osobiście nie wiem, czy bym kupił na premierę jakąś grę. Z jednej strony stać mnie i chciałbym "nagrodzić" oraz "zachęcić" do przypominania hitów z mojego dzieciństwa (Prince of Persia!)... z drugiej jednak pewnie bym się obawiał, że deweloper pójdzie na łatwiznę i poczekałbym przynajmniej na opinie żeby uniknąć wspierania bubli pokroju GTA.
Jest też dodatkowy problem z "pseudograczami": to czas jaki mogą oni poświęcić na granie w już zakupioną grę. Obecnie głównym źródłem zysków dla developerów jest mutliplayer i mikropłatności - czy tego chcemy czy nie. Oczywiście są tytuły AAA, które na siebie zarabiają bez tego ale to jeszcze większe ryzyko - po prostu musi się zwrócić szybko po premierze (patrz: problem wyżej).
No a teraz pomyślmy o ryzyku. Spora część obecnych graczy zwyczajnie nie zna tytułów, do których my pierdziele wzdychamy. Ilu jest dzisiaj licealistów czy uczniów podstawówek, którzy znają i wspominają tytuły wydane kilkanaście lat temu?
Są oczywiście gracze-pierdziele ale... z nimi ryzyko jest jeszcze większe bo obok sentymentu jest ogromny krytycyzm. Odświeżanie serii przez remake albo sequel to jak chodzenie po polu minowym. Nie można wszystkiego zrobić tak samo, bo gra będzie "niedzisiejsza" i "drewniana". Ale za to każda zmiana to ryzyko, że publika uzna ją za "niezgodną" z tym, co wspominali.
A koszta produkcji gier małe nie są... może więc faktycznie mniejsze ryzyko będzie przy nowych markach? Przynajmniej deweloper nie naraża się na oskarżenia o "odcinanie kuponów" albo "niezrozumienie ducha oryginału"...
Jedyne miejsce, w którym poczyniłem jakiekolwiek założenia co do jego osoby to to, w którym stwierdziłem, że raczej jest "ogarnięty" skoro potrafił osiągnąć to, co już osiągnął. Nigdzie nie wspomniałem o typie jego charakteru.
Stwierdziłem za to, że funkcją szkoły jest rozwój umiejętności społecznych. Niezależnie od tego, czy mówili o intro- czy ekstrawertyku. Sam jestem raczej introwertykiem i tymbardziej uważam, że zanurzenie w środowisku rówieśników w okresie dojrzewania jest ważnym elementem rozwoju (jestem już grubo po tym okresie i patrzę na to z trochę innej perspektywy). Zwłaszcza jeśli ktoś jest odludkiem to środowisko niejako wymusza opuszczenie strefy komfortu. Nie myl proszę "zysku" z "komfortem"...
Dla osoby, która zbyt łatwo zdobyła duże pieniądze przewalenie 700 tysięcy to nic wielkiego. Poczytaj sobie historie ludzi wygrywających na loteriach...
1. W filmiku wspomina, że grał po 10-12h dziennie. Dodaj jeszcze naukę w trybie domowym i wcale nie zostaje zbyt wiele czasu na "wyjście z jaskini".
2. A co mnie obchodzi szkoła w USA? Przecież rozmawiamy o chłopaku z UK...
3. Kwestia tego, czy matematyka jest przydatna czy nie to zupełnie inna dyskusja, której nie chce mi się tu zaczynać. Równie dobrze mógłbym bronić chemii albo biologii (choć z nimi akurat nie mam nic wspólnego na gruncie zawodowym).
Zarobił w ciągu 3 lat niecałe 700 tysięcy USD (przynajmniej wg artykułu). To faktycznie sporo (niekoniecznie dużo) ale jakim kosztem?
Rezygnując z edukacji wstrzymał albo przynajmniej spowolnił tempo inwestowania w samego siebie. Te "nikomu niepotrzebne całki i wierszyki" to jedynie baza. Z jednej strony to podstawa do nauki faktycznie przydatnych umiejętności na studiach (te dające najlepsze zarobki wymagają matematyki, biologii i innych takich "bzdetów")... nie wspominając o tym, że funkcją szkoły jest również wyrobienie całej gamy nawyków i umiejętności miękkich, których na pierwszy rzut oka w programie nauczania nie widać.
Można powiedzieć, że przecież nie porzucił edukacji - jedynie ją spowolnił (2 lata programu w ciągu 3 lat nauczania w domu)... ale to oznacza właśnie, że skupia się na tych wg Was "nieprzydatnych" kwestiach jak całki. Zaniedbuje natomiast te nieoczywiste aspekty szkoły: umiejętności miękkie budujące się w młodym człowieku dzięki przebywaniu w grupie rówieśników (nie, czat w grze to nie to samo) oraz systematyczności, zadaniowości, itp. To te umiejętności są kluczowe w dorosłym życiu.
I teraz wróćmy do kwoty 700k USD w 3 lata. Czy to dużo? Niekoniecznie. Jeśli jest ogarnięty (a raczej jest skoro zbudował bazę milionów fanów), zainwestował w siebie w okresie do tego przeznaczonym to spokojnie można założyć, że byłby w stanie dojść do zarobków na poziomie 100-150k USD rocznie bez większego problemu... w branży mniej uzależnionej od szybko przemijającej mody na grę komputerową.
ps. Swoją drogą naprawdę trudno mi przechodzi przez klawiaturę twierdzenie, że matematyka jest nieprzydatna patrząc na to, w jakim miejscu w życiu się znajduję w dużej mierze dzięki niej.
Kiedyś sprawdzałem ale z jakiegoś powodu mnie nie wciągnęło. Może po prostu mało czasu miałem więc sprawdzę jeszcze raz.
Jeśli chodzi o następcę DK2 to polecam Dungeons 3 - zdecydowanie najlepszy przedstawiciel tego gatunku. W sumie jedyny, w odniesieniu do którego można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że dorównał (a może i przewyższył) oryginał. Tylko najlepiej od razu odpal trójkę bo poprzednie części są mocno takie sobie (jedynka słabiutka i za bardzo rpgowa, dwójka poszła w strategię ale wydaje się "drewniania" jak dla mnie).
Nie, nie każdy sposób nagłaśniania patologii jest dobry. Taki, który nakręca dalej patologię dobry nie jest.
Szczerze mówiąc w dupie mam to czy streamerzy są hipokrytami (większość jest, może są wyjątki) oraz to, czy im się ta kasa zwraca.
Problem jest inny. Każdy taki streamer ZACHĘCA de facto twórców do kontynuowania patologii. Jeśli w skali globu znajdzie się powiedzmy tysiąc streamerów, którzy w ramach "walki z patologią" wydadzą po 1000 USD to twórca inkasuje okrągły milion. Jak uwzględnisz, że ci pseudocelebryci potrafią wydać duuużo więcej niż tysiaka oraz to, że temat się zwyczajnie ogląda przez co na pewno dużo więcej niż tysiąc osób spróbuje się podpiąć pod ten trend to... no ActiBlizz na pewno się nie pozbiera licząc te miliony zarabiane na tym, jak ludzie z nimi mocno walczą.
I to prowadzi do powstania nowej pato-strategii: nie wiesz czym wyróżnić swoją grę spośród tysięcy tytułów konkurencji? Nie przejmuj się! Dodaj model monetyzacji totalnie z dupy! Graczy w ten sposób wprawdzie za wielu nie przyciągniesz ale za to banda "sprawiedliwych" w ramach "walki z patologią" nagra masę filmów nakłaniających do unikania twojej gry... wydając przy tym tysiące dolarów na twoją grę także wyjdziesz na swoje.
Akurat bilet miesięczny po 9 euro to nie do końca kwestia tego, że ceny paliw wzrosły (inna sprawa, że to dziwne okreslenie - paliwo już od dawna kosztuje w DE więcej niż w PL jeśli porównujemy wartości nominalne i wciąż jest sporo tańsze jesli porównamy do zarobków). To raczej akcja mająca na celu odstawianie samochodów osobistych... i do pewnego stopnia również zachęcanie do korzystania z pociągów zamiast transportu lotniczego.
Ale poza tym się zgadza - w Polsce ludzie dają się dymać chętnie i mocno. Najmocniej świadczyło o tym to, jak reagowały rządy na początku pandemii: 2 lata temu Niemcy i Polacy niemal w tym samym momencie zaczęli reagować na spowolnienie gospodarcze - Kłameuszek podniósł podatki, żeby mieć więcej kasy do rozdawania a Niemcy obnizyli na pół roku stawkę VAT żeby odciążyć budżet obywateli i napędzić gospodarkę...
Pewnie kasa się kończyła i musieli coś pokazać, żeby szukać finansowania. Wyraźnie chodziło im bardziej o pokazanie potencjalnym inwestorom (znaczy ludziom, którzy mają kasę ale niespecjalnie interesują się branżą), że coś powstaje a nie o to, żeby zrobić sobie reklamę wśród graczy...
Nie spodziewali się tylko, że oberwie im się aż tak mocno, że szambo wybije na portale niekoniecznie związane z grami.
Tak się złożyło, że na Switcha (wyłączonego) upadł mi kawałek arbuza. Od razu wytarłem cały widoczny sok, odłożyłem konsolkę i zapomniałem o sprawie. Następnego dnia (dzisiaj znaczy) uruchomiłem sprzęt i generalnie jest całkowicie sprawny, wszystkie przyciski działają, etc ale jest jeden mały problem: otóż przyciski strzałek lekko się kleją - znaczy strzałki w lewo i w dół wciskają się odrobinę ciężej, skok jest jakby mniej wyczuwalny i mam wrażenie, że minimalnie wolniej wracają do pozycji neutralnej po puszczeniu.
I tu pojawia się pytanie: jak radzilibyście to wyczyścić? Dodam, że sprzęt jest dość nowy (mniej niż miesiąc), więc wolałbym uniknąć rozkręcania, itp...
Podpinanie Switcha do TV dla lepszego wyglądu to naprawdę konkretny oksymoron. Przecież gry z tej konsolki na dużym ekranie wyglądają gorzej niż co lepsze pozycje z PS3 (np. Max Payne 3 czy Uncharted 2/3).
Generalnie paszport nie jest potrzebny i zwykle zostawiam w szufladzie w domu... ale z drugiej strony mogę zrozumieć ludzi, którzy robią inaczej bo zdarzyło mi się kilkukrotnie, że musiałem komuś tłumaczyć, że mój dowód jest ważnym dowodem tożsamości. I tu faktycznie jest prawidłowość, że im dalej od Polski tym częściej mi się taka sytuacja trafiała - zwyczajnie ludzie nie byli obeznani z takim typem dokumentu.
Raz zdarzyła mi się nawet sytuacja, że nie mogłem dokonać zakupu usługi bo system wymagał potwierdzenia wieku i uznawał wyłącznie krajowy dokument tożsamości albo paszport. Gość z obsługi wprawdzie rozumiał, że to absurd ale komputer pozostawał nieugięty. ;)
Akurat dokumentami w apce mObywatel za granicą Polski to się możesz... a nie, sorry, podetrzeć się nimi też nie dasz rady. :P
A to z kolei zbiegło się z chorym pomysłem kogoś w zarządzie, że Sony robi same megahity i nie będzie sobie zawracać głowy "średnimi" wynikami. Znaczy że niby lepiej przekierować zasoby Bend Studio do pomagania przy tłuczeniu remasterów Last of Us czy innych takich... w efekcie doświadczeni devowie odeszli, Sony de faco zarżnęło dobrze zapowiadającą się markę a po roku nagle chcą znowu robić nowe IP.
Dobrze by było jakby oprócz robienia nowych marek dawali im jeszcze szanse żeby dojrzały a nie ubijali jak Days Gone...
W całej ramce "o autorze" na upartego można znaleźć jedno zdanie faktycznie o autorze - a i to na upartego, bo bardziej mówi ono o stosunku autora do cyklu niż samym autorze. Cała reszta to de facto podsumowanie recenzji. No ale najwyraźniej wymaganie od współczesnego dziennikarstwa wypowiadania się na temat to jednak za wiele...
Jasne, że Indie to stan o ogromnej populacji i nie wszyscy są tacy sami. Tyle tylko, że zdecydowana większość specjalistów IT z Indii błyskawicznie znajduje zatrudnienie w USA albo Europie za znacznie lepsze stawki. Akurat w przypadku tego kraju emigracja zawodowa jest wyjątkowo prosta - m.in. dlatego, że istnieją firmy specjalizujące się w ogarnianiu całego procesu wizowego bo dzięki dużej populacji taka specjalizacja ma sens.
Trudno jednak na podstawie współpracowników pochodzących z Indii ale mieszkających na Zachodzie oceniać tych, którzy pracują zdalnie. W przypadku tych drugich mocno rzuca się w oczy pewien problem z ich mentalnością: generalnie są nauczeni wiary w nieomylność przełożonych. W praktyce oznacza to, że bezkrytycznie wykonują polecenia nawet jeśli odbija się to na całokształcie ostatecznego produktu. To nie jest tak, że nie mają umiejętności robić lepiej...
A co do opinii polskich programistów? Szczerze mówiąc jak żyję tak nie słyszałem żeby gdziekolwiek wypowiadano się źle o polskich specjalistach IT. Chyba że mówisz o opinii polskich studiów deweloperskich w latach 1990' - ale to osobna kwestia.
"3333 zł (taniej o 66 zł, "
Ale się szarpnęli! :D
Sorry ale nie zgodzę się z listą języków, które wymieniłeś. I pomijam już nawet to, że React i Angular to frameworki a nie języki. :P
Faktycznie, Java i .NET C# to niezły wybór i jest na nie spore zapotrzebowanie. Na Scalę i Kotlina trochę mniejsze ale są mocno spokrewnione z Javą, więc spoko. Niemniej jednak próg wejścia jest stosunkowo wysoki - zarówno w kontekście nauki jak i wymogów stawianych kandydatom jeśli zarobki mają być rozsądne.
Zdecydowanie lepszym wyborem będą więc Python i Javascript (tak, również w backend). Obydwa języki mają dość niski próg wejścia, ogromne możliwości oraz popularność. Spokojnie można w nich zacząć przygotę z klepaniem wyzwań algorytmicznych albo prostych stronek z rodzaju "CRUD tutorial" jak i budować gigantyczne aplikacje obejmujące big data, machine learning, cloud computing i co tam jeszcze chcesz.
No i statystycznie to właśnie te języki dają obecnie najlepsze zarobki... przy czym mam tu na myśli specjalistów, którzy bynajmniej nie mają słowa "programista" w nazwie stanowiska jak np. devops, data scientist, etc. :;)
Uwzględnij dwie sprawy. Pierwsza jest taka, że "zielone" źródła energii wcale nie są tak zielone - a przynajmniej nie wszystkie. Przykładowo w Europie gaz ziemny jest uznawany za "zielone" źródło energii (Niemcy się uparli) tylko dlatego, że ślad węglowy jest o jakieś 50-60% mniejszy niż w przypadku spalania węgla... ale wciąż ten ślad istnieje. Inna kwestia to to, że odnawialne źródło energii wcale nie musi być neutralne dla środowiska - przykładowo biogaz jest źródłem odnawialnym bo powstaje wskutek fermentacji odpadów biologicznych ale jednak produkcja energii wciąz wymaga spalenia a więc zanieczyszczenia powietrza.
Druga kwestia natomiast jest taka, że nawet jeśli energia do napędzania koparek i node'ów jest faktycznie ekologiczna to i tak nie jest ona wykorzystana w innych obszarach, które są potencjalnie bardziej użyteczne.
No ale jak chcesz obrażać wszystkich na około i wmawiać sobie, że crypto są świetne żeby poczuć się lepiej to nie przeszkadzaj sobie.
Ja na razie żadnego ale spokojnie - nadrobię. Specjalnie na tą okazję wybrałem się do biura :D
Wszystkie gry z PS4 działają na PS5 w trybie kompatybilności wstecznej (no prawie, swego czasu Sony opublikowało listę chyba 10 gier, które z jakiegoś powodu nie działają ale to były i tak gnioty nie warte uwagi). Czyli bierzesz sobie dowolną płytkę z PS4 albo pobierasz wersję digital i działa bez problemu. W tym przypadku jednak gra będzie działać i wyglądać niemal całkowicie tak, jak to było w oryginale (ew. poprawie może ulec płynność co najwyżej). Oprócz kompatybilności wiele gier dostało patche, które coś tam poprawiały na PS5. Te są darmowe.
Zupełnie inną kwestią są gry, które zostały wydane na dwie generacje albo doczekały się dedykowanego "ulepszenia". Takie ulepszenia w przypadku Playstation zwykle wiążą się dodatkowymi kosztami (choć są wyjątki, np. CP2077 dostał ulepszenie za darmo, podobnie Wiedźmin 3 ma mieć darmowy upgrade) - zwykle jest to koszt ok. 10USD/€ ale zdarzają się bardziej zagmatwane sytuacje, kiedy wydawca zmusza do zakupu całej gry od nowa.
W przypadku pierwszego Horizona nie ma mowy o ulepszeniu do wersji PS5. Jest jedynie możliwość uruchomienia wersji PS4 w trybie wstecznej kompatybilności - i to jest oczywiście całkowicie za darmo.
Czasami jest lepiej i gra już na premierę jest dopracowana (tu przyznaję, że bardzo często dotyczy to exów Sony) ale i tutaj preorder tak naprawdę nic nie daje. Nawet jeśli gra jest dopracowana to i tak się raczej nie opłaca bo zapłacisz za preorder pełną cenę a nie dostaniesz w zamian nic - tymczasem wystarczy sie wstrzymać kilka miesięcy dając innym czas na sprawdzenie, czy gra faktycznie jest dobra i kupić grę znacznie taniej... albo w tej samej cenie ale za to z DLC w pakiecie jak miało to miejsce w przypadku pierwszego Horizona czy Spidermana...
Chociaż przyznam, że sam HFW kupiłem przed premierą... wciąż po zdjęciu embarga na recenzje i potwierdzeniu, że tytuł jest dopracowany i warty swojej ceny ale jednak grzała się na dysku jakieś 31h przed mozliwością uruchomienia :)
Ot, kwestia wprawy i przyzwyczajenia :)
Żeby nie wiem, jak specjalistyczne i nowe ubranie nie było to prawo pracy jest dość jednoznaczne w tym temacie: to do pracodawcy należy zapewnienie wyposażenia niezbędnego do pracy. Jeśli więc pracodawca wymaga konkretnego ubioru do pracy to ma obowiązek nie tylko go zapewnić ale dodatkowo powinien pokrywać koszt jego czyszczenia.
Nie wiem, jak to dokładnie wygląda w przypadku gdy ktoś już podpisał takiego bubla prawnego ale podejrzewam, że i tak da się sprawę załatwić jako klauzula niedozwolona albo jakiś odpowiednik - ale tu już trzeba by się dopytać prawnika.
Poświęcanie zasobów na nieistotne pierdoły to nie dziwne zboczenie twórców gier tylko realia. Bzdety typu włosy na twarzy postaci w Horizonie to taki sam wodotrysk jak ilość kolców na kaktusie w Forza Horizon 5 - to po prostu efekt tego, że gry wydawane są na dwie generacje o zupełnie różnej mocy.
Z jednej strony robienie konkretniejszych różnic drastycznie zwiększałoby koszt produkcji jak to już zauwazyła
Przestań bredzić Alex. Mówisz tak, jakby gracze konsolowi dostawali 3 tytuły rocznie i dlatego musieli wyciskać z nich co się tylko da. Tymczasem jednak może się zdziwisz ale na konsolach wychodzi niemal wszystko to, co na pc (no, niektóre strategie i indyki z prawdziwego zdarzenia niekoniecznie)... a do tego są jeszcze gry, których PC nie dostaje - albo dostaje z opóźnieniem.
Gracze NIE muszą platynować wszystkiego. Może faktycznie bez platyny nie poznaje się pełnej mnogości mechanik i treści, które wykombinowali twórcy ale wiesz co? To jest ich zadanie, żeby gracza przekonać do takiego zgłębiania pozycji. I mnie na przykład God of War nie przekonał. Nie twierdzę, że to była zła gra ale upolowałem dwie walkirie i miałem serdecznie dosyć. Tymczasem Horizona, Spidermana czy Days Gone faktycznie wycalakowałem (no dobra, DG nie całkiem - nie wbiłem osiągnięć za kręcenie bączków).
Całkowicie się zgadzam. Jakby było bezprzewodowo to może bym się nawet skusił na zakup a tak to szczerze wątpię...
Żeby nie te kable to byś wygrał... no ale mam ostatnio zbyt mocnego pierdolca na tym punkcie, więc nie mogłem tego wybrać ;)
To prawda, że ilość surowców na naszej planecie jest ograniczona. Trudno jednak powiedzieć to samo w skali Wszechświata. Szacuje się, że w samej Drodze Mlecznej jest ponad 100 miliardów planet a obserwowalnym przez nas Wszechświecie znajduje się jakieś 125 miliardów galaktyk. Przy bardzo uproszczonym rachunku dawałoby to jakieś 12.5 tryliarda planet - nierzadko znacznie większych niż Ziemia.
Kontynuując: przytłaczająca większość z nich jest niezamieszkana a więc znajdujące się na nich zasoby są nietknięte. Myślę, że możemy przyjąć że taka bardziej zaawansowana cywilizacja raczej nie potrzebowałaby surowców pochodzenia organicznego takich jak ropa - w końcu nawet my przy obecnym poziomie wiedzy potrafilibyśmy takie substancje zastąpić (tyle, że to się nie opłaca). To by znaczyło, że większosć tych planet jest latającymi magazynami zasobów.
Można więc w tym momencie zadać proste pytanie: po jaką cholerę ktokolwiek miałby poświęcać własne środki na walkę o zasoby naszej planety jeśli mógłby po prostu odbić parę tysięc lat świetlnych, wbić chorągiewkę i kopać z nieruszonej planety do woli? A biorąc pod uwagę, że sami zużywamy większość zasobów Ziemii to tymbardziej jest to słabe złoże.
Oczywiście mogłoby dojść do konfliktu, gdybyśmy polecieli na planetę, gdzie ta chorągiewka ufoków już jest. No ale jak na razie to ledwo potrafimy dolecieć na Marsa. A to oznacza, że nie stanowimy absolutnie żadnej konkurencji w wyścigu po zasoby.
Czyli atak oznaczałby konieczność uruchomienia jakiejś tam armii i podjęcie walki. Nawet jeśli technologicznie byliby nas w stanie zmiażdżyć od ręki to i tak byłby to spory koszt... no i ryzyko partyzantki. Popatrz na to, ile Amerykanów kosztowała obecnośc w Afganistanie i jak szybko Talibowie byli w stanie się odbudować. W zamian za niemal zerowe złoża zasobów.
Teraz tak: ja w żadnym momencie nie zasugerowałem, że jakaś oświecona rasa miałaby nam cokolwiek dawać za darmo. Co to to nie. Coś by chcieli w zamian. Podobnie ludzie wykorzystują słabsze nacje/plemiona i nie muszą tego robić siłowo. Nawet kiedy jakiś kraj inwestuje w innym to robi to z myślą o WŁASNYM interesie. Chiny nie pompują biliardów dolarów w Afrykę z dobrego serca tylko po to, żeby zbudować sobie dodatkowy rynek zbytu. Dlaczego ta prosta zasada ekonomii miałaby nie zadziałać na styku cywilizacji?
Nawet gdyby ufoki faktycznie traktowały nas jako takie "endemiczne plemię" na zadupiu to i tak nie robiłoby tego z dobrego serca. Tak samo jak my nie chronimy ostatnich plemion ot tak. Tu również zachodzi swoista wymiana wiedzy, bo na ten przykład naukowcy mogą obserwować pewne mechanizmy społeczne i dzięki temu zwiększać ogólny poziom wiedzy o psychice i mechanizmach stadnych. Może więc gdzieś siedzi sobie grupa ufoków i kombinuje "ty, a co by było jakbyśmy im rzucili banana?" :P
Long story short: nawet przyjmując scenariusz wojny o surowce i tak wychodziłoby, że prawdopodobieństwo pojawienia się ufoków, którzy zastosowaliby wobec nas dla strategię spalonej ziemii jest raczej niewielkie. :)
To nie do końca prawda. Jasne, gdyby trafiła się nagle wyspa albo kontynent z ogromnymi złożami to zaraz pojawiłaby się pokusa dobrania się do tych zasobów. Ale są spore szanse, że nie odbywałoby się to metodami siłowymi. Wiele nacji już przekonało się, że więcej można osiągnąć poprzez ekonomię niż wojsko i istnieje prawdopodobieństwo, że właśnie po takie środki by sięgnięto. Nie twierdzę w tym miejscu, że ta współpraca ekonomiczna byłaby fair ale jednak nie byłby to typowy podbój. Wystarczy zerknąć na to, co się dzieje w Afryce. Kontynent jest wciąż pełen surowców przez co o wpływy konkurują tam w zasadzie wszystkie mocarstwa (zwłaszcza USA i Chiny) ale jednak głównym używanym środkiem są inwestycje...
Z resztą nawet gdyby przyjąć, że jedyna forma dopadnięcia się do surowców to podbój zbrojny... popatrz tak: Ziemia nie jest jakoś szczególnie wielką planetą. Trudno również oczekiwać, że Ziemia posiada jakieś szczególnie bogate zasoby surowców w porównaniu z bilionami innych planet we Wszechświecie. To by oznaczało, że w skali kosmosu żyjemy na zadupiu... no i wracamy do możliwości tego, że jakaś bardziej zaawansowana cywilizacja może nas obserwować jako swoisty eksperyment "społeczny".
Popatrz na to z perspektywy historii ludzkości. Im bardziej rozwinięta jest nasza cywilizacja tym mniej agresywni się stajemy. I tak np. przy odkryciu Ameryki Europejczycy poszli jak po swoje ale obecnie w przypadku odkrycia ludów endemicznych stajemy na głowie, żeby im za bardzo nie przeszkadzać...
Dlaczego więc zakładasz, że ewentualna bardziej zaawansowana cywilizacja na pewno byłaby agresywna? Może również przerobiłaby ciężkie lekcje typu atomówka i zimna wojna po czym nauczyła się, że współpraca daje lepsze rezultaty?
A może wręcz jakaś traktuje nas jak takie endemiczne plemię i obserwuje z oddalenia uważając, żebyśmy się przypadkiem nie skapnęli?
Tak, na pewno z powodu jednej gry zmyje się po 19 latach uczestnictwa na forum.
Jak poszukasz w archiwum forum to odkryjesz, że podobne akcje już kilka lat temu robiłem... co do zbierania danych to gwarantuję Ci, że znam lepsze sposoby niż taki wątek - zwłaszcza, że na koniec zbiorę namiary na dosłownie jedną osobę. No ale pewnie i tak wiesz lepiej, więc szkoda czasu na przekonywanie.
Ja mam służbowego Lenovo Thinkpad E14 kupionego jakieś 3 miesiące temu i nie mam z nim takich problemów. Ale sobie bym tego nie kupił... :P
Też pracuję zdalnie ale do pracy mam osobny pokój z biurkiem i kilkoma monitorami dla rozgraniczenia pracy od pierdół ;p

Hej!
Dawno tego tematu nie było chyba więc pomyślałem, że warto odświeżyć. Pochwalcie się jak wygląda Wasz kącik do grania. Na początek pokażę jak to wygląda obecnie u mnie -->
Przy okazji zrobimy mały konkurs: spośród fotek wrzuconych do końca roku wybiorę jedną a jej autor otrzyma grę - warunki jak wcześniej: dowolna platforma, brak kolekcjonerek, fizyczna edycja (łatwiej zamówić na czyjś adres).
Z tego co się orientuję to 4k już jest standardem. Od lat w tej właśnie rozdzielczości oglądam zdecydowaną większość treści... i jak nie jestem zwolennikiem pogoni za FPSami czy nawet zwiększania rozdzielczości na monitorach komputera ponad FHD tak na telewizorze 60+ FHD już kłuje w oczy. A przy tym jestem wyjątkiem bo praktycznie wszyscy znajomi twierdzą, że jestem masochistą decydując się na 27-calowy monitor FHD.
Ale co do jednego się zgadzam: 8k jeszcze bardzo długo nie będzie standardem. Po części wynika to z tego, że ekrany muszą jeszcze bardziej urosnąć żeby taki rozmiar plamki miał znaczenie. A po części dlatego, że taka rozdzielczość (zwłaszcza w połączeniu z odświeżaniem na poziomie 60 albo 120 Hz) wymaga monstrualnej przepustowości i mocy obliczeniowej.
Żebyś się nie zdziwił. Tani przewoźnicy mają często znacznie młodsze floty niż tzw. przewoźnicy tradycyjni. Również obsługa wcale nie jest niedoświadczona. Jednym z kluczowych aspektów ich działalności jest standaryzacja. Taki Ryanair ma 29 Airbusów A320 oraz 450 Boeingów 737... i kolejne 210 sztuk 737 zamówione. Ta standaryzacja znacząco przekłada się na koszta na wielu poziomach - od zniżek przy zakupach (kupują nowe a nie z demobilu jak twierdzisz), przez części zamienne, serwis aż po szkolenie załóg bo zwyczajnie taniej wychodzi wyszkolenie pilota jak latać na jednej maszynie niż powtarzać szkolenie z obsługi kilku(nastu) modeli.
Ale masz rację, że loty z tańszych lotnisk bardziej oddalonych od centrów miast jest jednym ze sposobów na obniżanie kosztów. Choć i to się powoli zmienia.
Tanie linie lotnicze są zupełnie inaczej zorganizowane niż tzw. linie tradycyjne. Szczegóły są baaardzo skomplikowane ale generalnie sprowadza się do tego, że dzięki ogromnej standaryzacji generalnie wszystkiego co się da oraz innym trikom (np. trochę mniejsze fotele dzięki czemu mogą upchnąć jeden albo dwa dodatkowe rzędy) zwyczajnie są w stanie działać znacznie taniej. Z punktu widzenia podróżnego nie różni się to aż tak bardzo - co najwyżej fotel będzie odrobinę mniej wygodny a w czasie lotu nie dostaniesz posiłku za darmo.
Co do gubienia bagażu to daruj sobie. Nie powiem, że to niemożliwe bo skądś się te żarty wzięły ale jednak nigdy w życiu nie słyszałem o nikim komu by się to faktycznie zdarzyło. Równie dobrze mógłbyś się obawiać jechać na lotnisko bo pociąg/tramwaj może się wykoleić...

Ankieta i artykuł trochę tak jakby ktoś wszedł do lokalu z wegańskim żarciem (np. tego z fotki) i zapytał "wolisz marchewkę czy kurczaka?" a następnie napisał "drastyczne zmiany w nawykach żywieniowych Polaków - czy mięso odejdzie do lamusa?" na podstawie tego, że 90% ankietowanych wybrało marchewkę (jeden gość lubił mięso ale akurat był dla towarzystwa)... i tak, lokal z fotki jest w Berlinie ale to też nieistotny drobiazg. ;)
Widzę, że sam już sobie odpowiedziałeś jak to wygląda w kalendarzu gregoriańskim ale odpowiem Ci jeszcze jak to jest z urodzinami. Jak się rodzisz to nie masz 1 roku na karku... ale za to w momencie narodzin rozpoczynasz pierwszy rok swojego życia. Zwróć uwagę, że w pierwsze urodziny mówi się, że ktoś "skończył roczek" - świętujesz właśnie UKOŃCZENIE pierwszego roku. Podobnie z resztą na osiemnastkę świętujesz ukończenie całych 18 lat.
Na serio polecam pomyśleć o skrzynce/wielopaku piwa (albo coli jak nie pijesz alkoholu): jak pijesz 10 piwo to kończysz pierwszy dziesięciopak czy już zaczynasz drugi? ;)
No ale nie bądź dla siebie zbyt ostry. To niestety częsty błąd (jak widać redakcja też w niego wpadła i jeszcze się tłumaczy, że robi poprawnie) a Ty przynajmniej potrafisz przyznać się do błędu także szacun :)
Dlaczego głosowaliście na gry z okresu 2011–2020, a nie 2010–2019? Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Plebiscyt związany jest z okrągłą rocznicą istnienia naszego serwisu, tym razem dwudziestą, więc dekady liczymy od 2001 roku, a nie od 2000. Zdajemy sobie sprawę, że niektórym może to przeszkadzać, ale takie ustalenia poczyniliśmy dziesięć lat temu i wypada nam się tego trzymać.
A może prostsza odpowiedź: bo matematyka tak działa, że dekada zaczęła się w 2011 roku a zakończyła razem z 2020?
Podobnie jak XXI stulecie zaczęło się w 2001 roku a nie - jakby banda ćwierćmózgów z internetów chciała - w 2000 roku.
Tak obrazowo mówiąc: kupujesz sobie dwa dziesięciopaki piwa. Kiedy zaczynasz drugi z nich: jak otwierasz 10 czy 11 browara?
Ja w sumie praktycznie tylko dla Arasza mam TvGry w subskrypcjach. CHociaż przyznam, że jak ostatnio zaczął się częściej pojawiać niż kiedyś to czuje się lekkie zmęczenie materiału.
Za to unikam jak ognia Jordana bo mi się słabo robi jak gośc po trzydziestce na siłę próbuje być "młodzieżowy" ze slangiem typu "facetka"...
Zarówno Shadow Tactics jak i Desperados 3 tego samego studia pojawiły się w Game Pass. Także ja jednak poczekam.
Ale to nie jest kwestia gdybania sobie czy wymyślania kolejnych numerków przy "g" (5g, 6g, 7g) - te standardy mogą zwiększyć przepustowość ale nie oszukają praw fizyki i wynikającego z niego opóźnienia reakcji, o którym mówi Angrenbor.
Przyjmijmy, że chcesz pograć w Warszawie a serwer jest w Paryżu. To jakieś 1300km w linii prostej. Światło potrzebuje w takim przypadku 0.0045 sekundy na przebycie tego dystansu w jedną stronę. A podczas gry to musi iść w dwie strony: najpierw informacja że wcisnąłeś przycisk na padzie idzie do serwera potem serwer wysyła informację o tym, co się wydarzyło. To już oznacza 0.01sekundy opóźnienia dla światła poruszającego się po linii prostej w próżni. A pakiety danych w internecie pokonują znacznie dłuższą drogę niż to... no i nie poruszają się w próżni.
Dlatego usługodawcy muszą zainwestować ogromne pieniądze w gęstość infrastruktury zanim to faktycznie stanie się możliwe.
Dobra wiadomość jest taka, że akurat Microsoft buduje swoje serwerownie bardzo gęsto w porównaniu z innymi usługodawcami chmur takimi jak Amazon, Google czy Alibaba. No i że akurat Sony poszło na partnerstwo właśnie z Microsoftem.
Dane wyraźnie potwierdzają, że jest już bardzo niewiele miejsca na faktyczny feminizm. Przykładowo wszelkie badania dotyczące różnic w płacach wykazują, że za różnicami w wynagrodzeniu stoją pewne czynniki - najczęściej jest to kwestia ilości nadgodzin, skłonności do ryzyka, gotowości do konfrontacji czy własnie różnic w kwalifikacjach (niespodzianka: dwie osoby na takim samym stanowisku moga się od siebie różnić kompetencjami). Potwierdzają to nawet raporty, na które powołują się feministki - tylko że trzeba się w nie wczytać.
Jasne, zdarzają się przypadki drastycznych i niesprawiedliwych różnic ale... sam zaproponowałeś pominięcie jednostkowych przypadków a skupienie się na trendzie.
Z drugiej jednak strony feministki wciąż wojują domagając się kolejnych przywilejów... które nierzadko uderzają w nie same kiedy faktycznie zostają wprowadzone jako równouprawnienie. Przykłady? Choćby parytety miejsc na uczelniach w Szwecji. Feministki walczyły oczywiście o prestiżowe miejsca na uczelniach technicznych i wygrały: wprowadzono takie prawo. Kilka lat później prawo to w Szwecji zniesiono na żądanie feministek kiedy okazało się, że na kierunki pedagogiczne przyjmowano mężczyzn z gorszymi wynikami egzaminów od kobiet...
Ja w żadnym miejscu nie stwierdziłem, że mi się to odgrzewanie kotletów podoba. ;) Stwierdziłem jedynie, że jest różnica między odgrzewaniem Skyrima a GTA5. To trochę na zasadzie podsmażania na patelni vs mikrofali - trochę się różni i jedno może nawet nie będzie aż tak złe ale to mimo wszystko wciąż odgrzewanie starego kotleta. :)
Wiem, że GTA 5 było rozdawane w Epicu. Ba, wiem też, że było dostępne w GamePass na chwilę przed RDR2... ale to nie to samo z dwóch powodów:
1. Przede wszystkim to to były czasowe promocje i raczej nie wrócą. Skyrim w GamePass raczej czasówką nie będzie bo MS daje wszystkie swoje tytuły na stałe (a po zakupie Bethesdy Skyrim jest ich tytułem).
2. Nawet jeśli klepnąłeś sobie GTA5 na Epicu to to była ówczesna wersja. Reedycja na next geny będzie czymś innym a więc będziesz musiał znowu kupić albo liczyć na kolejną promocję jeśli zechcesz zagrać. Skyrima w GP dostaniesz w najnowszej wersji.
Wiesz, mnie generalnie Skyrim grzeje (i tak nigdy mnie nie wciągnął) ale jednak jest jedna duża różnica: nowego GTA nie masz szans dostać inaczej niż przez zakup no a Skyrim pewnie wyląduje w GamePass czyli duża część graczy będzie mięć "za darmo" - zakup pozostanie dla maniaków albo posiadaczy konsol innych producentów...
Stary to już dawno nie są czasy, kiedy USA trzęsły światem. Zachód Europy też jest zamożny, łącznie stanowi większy rynek zbytu... i co ważne, to Europa (obok Japonii oczywiście) jest twierdzą niebieskich. W USA Xbox jest znacznie bliżej niż w Europie.
Gdyby więc zdecydowali się na krok rodem z XX stulecia i opóźnili premierę w Europie o rok to zwyczajnie oddaliby bardzo ważny rynek zielonym. A na to sobie Sony pozwolić nie może.
Nie stać Cię, by zapłacić za coś raz 400zł i mieć spokój na 5 lat niż bulić 200zł co dwa lata?
To niekoniecznie kwestia tego, czy kogoś stać czy nie. Żyjemy w takich czasach, że dwa lata to może być bardzo dużo czasu. Jasne, rozwój komputerów czy telefonów trochę zwolnił i spokojnie można na kilkuletnim laptopie pracować ale jeszcze niedawno w telefonach 2 lata to była ogromna różnica. W sumie to dzisiaj 5 lat stanowi przepaść.
Oprócz tego jest mnóstwo ludzi, którym rzeczy się zwyczajnie nudzą po jakimś czasie. Ile osób co roku kupuje sobie np. nowe ubrania albo akcesoria typu pasek albo portfel tylko dlatego, że poprzednie się znudziły?
Reasumując, taka a nie inna żywotność produktów to nie tylko zabieg producentów - po dogłębniejszym zbadaniu rynku (zwłaszcza w krajach rozwiniętych) mogłoby się okazać, że większość konsumentów również tego oczekuje - zwłaszcza po uwzględnieniu różnicy w kosztach oczywiście.
przynajmniej są takie oferty i te 1500euro to sporo lepiej niż w podobnej pracy w PL
Oczywiście 1500€ to dobre 25% ale bierz poprawkę na różnice w kosztach życi. Jasne, jak przeliczysz bezpośrednio na złotówki to się wydaje, że fortuna ale jednak tak różowo nie jest.
Co nie zmienia faktu, że w branżach, o których ja wspomniałem zarobki zaczynają się raczej od 3-3.5k€ netto i tez niemiecki nie jest niezbędny. A nawet w tych branżach niemiecki jest wymagany rzadziej niż w tych gorzej płątnych. :)
Akurat mam tak, że znajomość angielskiego przydaje mi się dużo częściej niż znajomość niemieckiego. Niby można powiedzieć, że nic wielkiego - zwłaszcza, że pracuję w IT. Jest tylko jeden "drobiazg": mieszkam w Niemczech. I tak, angielski przydaje mi się tu bardziej niż angielski.
Wiesz dlaczego? Bo Niemcy jako bogaty kraj mają ogromne ilości imigrantów. Nie chodzi tu o zbieranie truskawek czy pracę na zmywaku tylko o wysoko płatne stanowiska w bankowości, przemyśle, IT, etc. I ci wszyscy imigranci porozumiewają się między sobą właśnie po angielsku.
To nie jest istotne, że UK wyszła z Unii Europejskiej. Angielski wciąż jest językiem obowiązującym w kilku najbogatszych krajach świata (z USA na czele). Jest dodatkowo stosunkowo prostym językiem co jest dodatkowym argumentem do tego, żeby był on językiem uniwersalnym.
Także ten, jak nie chcesz się uczyć to w sumie Twoja sprawa... ale na znaczeniu angielski jeszcze długo nie straci.
To zupelnie nic nie znaczy.
Czy ta jaskrawa kolorystyka nie kojarzy wam się z innym tytułem, którego twórcy zapowiadali cuda a skończyli na obietnicach poprawek? Dali wprawdzie niebieski jako dominujący ale nie zapomnieli o żółtym... :)
Sony jeśli chodzi o konsole to firma przyjazna graczom.
Sony BYŁO firmą przyjazną graczom jakieś 8 lat temu przy premierze PS4. Potem im bardziej wyprzedzali konkurencję tym bardziej sobie odpuszczali tak, że teraz spokojnie konkurują z Nintendo o to, kto jest mocniej nastawiony na dymanie: Nina streamerów czy Sony graczy.
To, czym Sony wygrywa jest efekt kuli śnieżnej bo nie tak łatwo przekonać kogoś do porzucenia biblioteki liczącej setki tytułów - zwłaszcza w cyfrze... a jeszcze trudniej to zrobić jeśli trzeba de facto przekonywać całe grupy znajomych naraz ze względu na gry multi.
W mojej wypowiedzi nie chodziło o ocenianie, czy 3000 netto to dużo czy mało na start. Każdy ma na ten temat swój pogląd i naprawdę nie chcę się zagłębiać w detale (choć moim zdaniem
Mi chodziło o jedną istotną kwestię. Napisałeś wyraźnie młodzi mają minimum ambicji i nie chcą robić za miskę ryżu i do tego się odniosłem. Niezależnie od tego, czy mówimy o jakiej kwocie mówimy - oczekiwania finansowe nie są objawem ambicji. Jasne, to idzie w parze z kompetencjami ale jak ktoś mówi "chcę zarabiać X" to nie jest ambitny tylko roszczeniowy. Kropka.
Nie, to nie byłaby straszna rzecz gdyby młodzi mieli faktycznie jakies minimum ambicji. Ale nie myl proszę oczekiwań względem zarobków z ambicjami.
Właśnie ktoś ambitny chętniej przyjmie gównopłacę na początek jeśli stanowisko będzie się wiązak z perspektywami rozwoju - po prostu potraktują to jak formę inwestycji z swoją przyszłość.
Ktoś, kto nic nie umie ale chce min. X na rękę nie jest ambitny tylko roszczeniowy. Z punktu widzenia pracodawcy taki pracownik jest bardzo słabego sortu bo są duże szanse, że będzie się opieprzać i że ucieknie przy pierwszej okazji co oznacza, że nie warto też inwestować za duzo w jego rozwój.
Nie twierdzę w tym miejscu, że młodzi ludzie powinni pracować za minimum krajowe albo nawet lepiej na bezpłatnych praktykach. Ale jednak jakiś punkt odniesienia trzeba mieć...
Na fragmencie gameplay wyraźnie widać, że to nie będą dwie fazy akcji: Fidel chwilę przed rzutem dwoma granatami podbiega do osłony i wyraźnie widać, że wykorzystuje 4 z 13 AP.
O tym, że Amazon sobie nie radzi w temacie produkcji gier jest mnóstwo informacji... z tym, że to niedostatki na etapie koncepcyjnym
Ten sam Amazon jest powszechnie wymieniany jako niedościgniony wzór jeśli chodzi o najlepsze praktyki wytwarzania oprogramowania ale o tym już się w świecie growym tak wiele nie mówi.
Amazon robi wdrożenia nowych funkcjonalności albo poprawek kilkadziesiąt milionów razy rocznie (jakoś w 2018 mieli release co 0,7 sekundy - codziennie, również w nocy). Jak już przychodzi do faktycznego tworzenia aplikacji/łatania błędów to oni naprawdę wiedzą, co robią. Absolutnie nie dziwi mnie to, że teraz pokazują "pazur" ;)
Akurat zakupy spożywki przez neta są faktycznie dośc wygodne. Zwłaszcza w przypadku produktów powiedzmy "standaryzowanych" jak napoje, makarony czy inne takie. Po warzywa czy owoce można wyskoczyć ale plecy docenią spokój. ;)
To jest APLIKACJA, nie usługa. Usługa to Youtube Premium a jednym z jej elementów jest możliwość korzystania z aplikacji Youtube Music bez reklam.
Trudno mówić o bezpośredniej konkurencji bo tej za bardzo nie ma. Jak porównasz koszt z usługami streamingu muzyki to YT wychodzi porównywalnie albo nawet taniej w niektóych krajach:
w Polsce
- Spotify 19,99 PLN
- YT Premium 23,99 PLN
albo już w Niemczech:
- SPotify 12,99€
- Apple Music 9,99€
- YT Premium 7,99€
Z tym, że to nie jest bezpośrednia konkurencja bo w przypadku YT muzyka jest tylko częścią tego, co ten portal oferuje.
Osobiście w świetle tych liczb uważam, że ich oferta jest całkiem spoko i nie mam nic przeciwko korzystaniu z niej. No ale to już osobisty wybór dla każdego z osobna. :)
Spotify kosztuje 20 zeta miesięcznie i masz muzykę. Youtube kosztuje 24 zeta miesięcznie i masz w tym muzykę + całą bibliotekę filmów YT. Obydwa serwisy pozwalają oglądać/słuchać za darmo ale z reklamami...
Nie powiem, biznes życia robisz oszczedzając 4 zeta miesięcznie na spotifaju. :D
A tak poważnie to naprawdę nie rozumiem dlaczego ludzie potrafią płacić za jedną z tych usług a drugą nazywać bezużyteczną.
Ale wiesz, że taka usługa nie istnieje i nawet o tym wspomniano w artykule, który komentujesz?
To pobieranie nie działa tak, że pobierasz sobie mp4 albo mp3 na dysk. Chodzi o funkcję w aplikacji na Androida (albo iOS), która pobiera do przeglądania w trybie offline. Także dalej odtwarzasz w aplikacji YT tyle, że będzie Ci działać nawet w łodzi podwodnej... ;)
Jak chcesz pobierać do "otwartych" formatów to możesz to zrobić bez wykupywania dostępu premium za pomocą jednego z setek skryptów albo portali w sieci. Łamiesz wtedy warunki użytkowania (czyli de facto uprawiasz piractwo) ale coś mi mówi, że nie będziesz się tym nadmiernie przejmować... ;)
Ma znaczenie. Dlatego sony może zostać zmuszone do większego zakupu. I tak, sony ma kasę na takie przejęcie. Dajmy na to takie ubisoft.
Dzięki. Dawno tak nie śmiechłem. :) Otóż Sony nie stać na przejęcie dużych graczy - a już na pewno nie na kolosy pokroju Ubisoftu, Take Two czy innego Electronic Arts.
Fakt, oddział Playstation jest bardzo zyskowny ale jednak jest on jedną z ostatnich części koncernu, która konsekwentnie przynosi zyski (jeszcze matryce do aparatów i tv dobrze im idą z tego co kojarzę). Dlatego też Sony nie może sobie pozwolić na kupno takich gigantów.
Microsoft to inna bajka bo w ich przypadku Xbox nie musi być nawet rentowny w ogóle (a jest). Oni akwizycje tego typu pokrywają z tego, co zarabiają inne działy. Przykładowo przejęcie Zenimax było ogromną transakcją w świecie gier... i pozbyciem się drobnych z punktu widzenia Microsoft - w samym pierwszym kwartale 2021 zarobili dwukrotnie więcej na czysto.
Z tym że to są warunki w Polsce albo ogólniej w Europie, gdzie prawo pracy chroni pracowników znacznie lepiej niż w USA. Tam koncerny nie mają żadnych problemów, żeby wymuszać na pracownikach chore ilości nadgodzin płatnych wg regularnych stawek albo i w ogóle bezpłatnych na zasadzie "nieważne czy pracujesz 160 czy 400 godzin miesięcznie - i tak dostaniesz wypłatę X jaką masz na umowie"...
np. zakładamy bazę na ich planecie i tam prowadzimy nasze misje
To już jest bardzo ryzykowna zmiana. Przede wszystkim stawia ludzkość (a więc także gracza) w roli agresora co wywraca do góry nogami filozofię serii. Dodatkowo trudno byłoby uszyć fabułę, w której agresor jest znacznie słabszy technologicznie (Xcom1) albo organizacyjnie (Xcom2) niż ufoki...
Mają ułatwienie. Wystarczy zobaczyć, które mody, a jest ich zatrzęsienie są najpopularniejsze aby zrobić naprawdę świetną część.
To akurat może być równie dobrze postrzegane jako utrudnienie. Niejedno studio oberwało już za "sprzedawanie modów". Gdyby Firaxis faktycznie popatrzyło na popularne mody, wrzuciło to w trójkę i nie dało nic od siebie to ryzykują dostanie takiej włąśnie oceny...
Zaczynam odnosić wrażenie, że oni się boją brać za Xcom3. To naprawdę ciężki temat bo z jednej strony muszą wprowadzić jakieś nowości względem świetnej dwójki z dodatkiem... z drugiej nie mogą wprowadzić ich za dużo żeby nie narazić się fanom (i fanatykom) serii. Z tego powodu wolą obracać się w podobnych klimatach (Chimera czy ta mobilka za chwilę) albo mechanikach (jak to coś tutaj) ale jednak nie biorą "byka za rogi".
1. Kwestia kupowania sprzętu na zapas - jak już wspomniał
2. W kalkulacji nie uwzględniłeś PS+ Collection, w którym przy zakupie PS5 dostajesz pakiet największych hitów w czwórki - nawet kupując je po cenie używek ok. 50 zeta za sztukę to wychodzi jakieś 1000PLN czyli niewiele mniej niż dopłata do next gena.
Teoretycznie to Sony już ma konkurencyjną platformę w postaci PS Now (niedostępna w Polsce). Tyle tylko, że ich oferta jest znacznie słabsza, stawia na inną strategię i zdecydowanie nikt nie zamierza w niej nagle dawać eksów Sony na premierę.
Rewolucja o której piszesz to całkiem inna rewolucja , wtedy nikt nie myślał by się lepiej rozwinąć nie uwzględniając człowieka
I tu się bardzo mocno mylisz moim zdaniem. W przypadku każdej tego typu chodzi o ograniczenie zapotrzebowania na ludzką pracę. Niekoniecznie chodzi o eliminację - często jest to właśnie mocne ograniczenie.
Samochód vs dorożka? Masz rację mówiąc, że wciąż jest potrzebny człowiek. Tyle tylko, że potrzeba go "jakby mniej". Niby prawda, że wciąż potrzeba kierowcy albo woźnicy. Tyle tylko, że samochód ma znacznie większy udźwig i prędkość niż dorożka. A to oznacza, że zadanie przewiezienia kilku ton towarów na odległość powiedzmy 100km nagle zajmuje może 2h zamiast dnia albo dwóch. A to oznacza de facto kilkukrotne zmniejszenie zapotrzebowania na ludzką pracę.
Inne przykłady określiłeś jako nietrafione ale przecież jeszcze jaśniej pokazały eliminację zawodów:
- budzik jako mechaniczne/elektryczne urządzenie całkowicie wyeliminowało profesję
- elektrycznośc i żarówka wyeliminowały kolejną profesję (pewnie więcej jakby się zastanowić)
- przędzalnia wprawdzie nie wyeliminowała profesji całkowicie ale drastycznie zmniejszyła jej znaczenie
Z resztą ten ostatni przykład jest - obok samochodu - szczególnie ciekawy w kontekście tej dyskusji: drastyczne zmniejszenie udziału ludzkiej pracy w produkcji pewnego dobra nie wyeliminowało profesji. Po lekkiej modyfikacji zakresu obowiązków okazało się, że dzięki zmniejszeniu ceny produktu wzrosło zapotrzebowanie na tenże a więc pracy przybyło i tak.
Co do przykładu sklepu natomiast. Masz rację, że w pełni zautomatyzowany sklep może nie wytworzy miejsca pracy bezpośrednio. Ale ja mówiłem o skali makro a nie mikro.
Upowszechnienie się automatycznych sklepów otwartych 24/7 spowoduje na pewno zmiany. Przede wszystkim logistyka będzie jeszcze bardziej skomplikowana a więc niewykluczone, że wzrośnie zapotrzebowanie na specjalistów w dystrybucji. Dodatkowo maszyny potrzebują nie tylko przeglądu ale też muszą być zaprojektowane, zaprogramowane, dostarczone, zainstalowane, serwisowane, wymieniane, etc. Jasne, te obszary tez pewnie zautomatyzujemy ale zanim to nastąpi będzie potrzeba jeszcze więcej specjalistów w tym obszarze.
Poza tym masowy dostęp do sklepów 24/7 na pewno spowoduje przemiany społeczne, których skutków ja nawet nie próbuję zgadywać. Może uwolniony w ten sposób czas sprawi, że wzrośnie zapotrzebowanie na usługi?
Inny przykład, może bardziej trafiający do Ciebie to rolnictwo. Przed rewolucją przemysłową dobre 90% społeczeństwa mieszkało na wsiach i ledwo wyrabiało z produkcją żywności. Mechanizacja i automatyzacja sprawiła, że ogromna część tych ludzi migrowała do miast wskutek braku pracy. Bo jeden rolnik z odpowiednimi maszynami może teraz ogarnąć setki razy większy areał niż jego pradziadek z koniem i kosą. Patrząc w skali mikro faktycznie można stwierdzić, że praca została wyeliminowana (podobnie jak w przypadku sklepu). Ale
drugiej strony przemiany społeczne z tym związane sprawiły, że w miastach powstały setki zawodów, których ten pradziad nawet sobie nie wyobrażał. Głównie w usługach właśnie.
Myślę, że to obawy wynikające trochę z braku wyobraźni.
Już w czasach rewolucji przemysłowej było to samo gadanie. Szwaczki urządzały protesty twierdząc, że zautomatyzowane przędzalnie odbiora ludziom pracę, dorożkażke protestowali przeciwko samochodom, górnicy przeciwko maszynom parowym, nie chcę nawet próbować liczyć zawodów, które protestowały przeciwko elektryczności.
I co? I w sumie po części mieli rację, bo faktycznie multum zawodów wymarło. Ewentualnie jest sztucznie utrzymywanych przez względy historyczne i tradycyjne. I tak na przykład nie istnieje już profesja "budzika" (jeszcze w XIX i na początku XX autentycznie był zawód polegający na chodzeniu po ulicy i tłuczeniu ludziom w okna za pomocą długiej tyczki) czy zapalacza latarni (choć chyba jeszcze 2 albo 3 ulice w Europie są utrzymane, gdzie to się praktykuje).
Ale z drugiej strony technologia, która wyeliminowała te zawody stworzyła zapotrzebowanie na ogromną liczbę zawodów, których istnienia nawet nie dało się przewidzieć wtedy, kiedy wspomniane profesje wieszczyły podobne wizje katastrofy społeczno-demograficznej. Powiem więcej: wskutek przemian społecznych i dzięki uwolnieniu ogromu czasu powstało również zapotrzebowanie na wiele zawodów, które nie są związane tak naprawdę z technologią.
To samo będzie z obecną automatyzacją. Wiele zawodów przestanie istnieć bo nie będzie już dla nich miejsca. Równocześnie jednak będą powstawać inne - niektóre możemy przewidzieć, innych pewnie nie. Taka zmiana będzie względnie bezbolesna dla młodych pokoleń, które charakteryzują się sporą dynamiką i zwyczajnie dorastają w realiach, gdy te zawody się rodzą.
Gorzej oczywiście będzie z trochę starszymi pokoleniami (i mam tu na myśli nawet ludzi ok. czterdziestki), którzy nie wyrobili sobie odpowiedniej elastyczności. Ci ludzie faktycznie pewnie będą tracić pracę i dojdzie do pewnych przetasowań ale to będzie raczej tymczasowe zawirowanie a nie katastrofa.
To zabawne i smutne zarazem patrzeć jak historia zatacza koło. Jakby nie patrzeć cykl X-com już raz został zabity przez rozdrabnianie marki na drobne.
Teraz możemy obserwować de facto to samo: po dobrym Xcom i świetnym Xcom 2 przyszła mocno przeciętna Chimera Squad - na szybko sklecona wersja "for dummies" z całkowicie usuniętą warstwą strategiczną i tragicznie okrojoną warstwą taktyczną. Teraz to cudo. Co następne? "Match 3" z ikonkami ufoków zamiast cukierków? :D
A moim zdaniem dobra sprzedaż Xbox to to, na czym rynek najmocniej skorzysta.
Pod koniec 7 generacji konsol Microsoft czuł się zwycięzcą i zaczął robić dziwne rzeczy. W efekcie jeszcze przed końcem generacji Sony nadrobiło ze swoim PS3. O tym, jak bardzo MS odkleił się od rzeczywistości przy starcie 8 generacji już w ogóle nie wspominam.
W ósmej generacji role się odwróciły. Sony zaczęło jako underdog i naprawdę dbało o klientów. Mieli świetny serwis, inwestowali w gry, wspierali liczne studia i nowe projekty... bliżej końca jednak poczuli się pewnie i odpuścili. Serwis to jakaś kpina, budżet na gry wprawdzie wciąż jest ale już nie są tak chętni żeby inwestować w nowe marki, etc.
Z tej perspektywy jak najlepsza sprzedaż Xbox jest w interesie każdego. Oprócz wysiłków MS, na których skorzystamy (zwłaszcza biorąc pod uwagę, że oni pompują też w PC) to dodatkowo obudziłoby to Sony i zmusiło ich do odwrócenia z drogi "F**k the players" i powrotu do "for the players", które prezentowali dekadę temu.
Do czasu jak Sony wyda tytuły, które wymieniłeś to są spore szanse, że zakup ZeniMaxu już na dobre będzie na siebie pracował po stronie zielonych, więc nie byłbym taki pewny.
Tutaj nie ma w co wierzyć, bo to jest najzwyklejsza prawda. Pod względem jakości (i na ten moment ilości) Sony gniecie ofertę MS.
Moim zdanie na to trzeba moim zdaniem popatrzeć dwojako. Rzeczywiście patrząc na to, jak wygląda dotychczasowa oferta gier to Sony masakruje MS.
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda jednak jeśli popatrzeć na perspektywy tego, jak sytuacja może wyglądać w następnych latach. Z jednej strony jest Microsoft, który znacznie zwiększył swoje zaplecze poprzez zakup Bethesdy. Nie wpłynęło to na ofertę startową bieżącej generacji ale kwestią roku, dwóch jest kiedy zacznie to procentować.
Z drugiej strony natomiast jest Sony, które wydaje się zaczyna popełniać błędy w swojej polityce wydawniczej. To oczywiście może się jeszcze zmienić ale jednak w ostatnich miesiącach Sony wyraźnie zaczęło stawiać na wielkie hity i rezygnować z dywersyfikacji (np. klepnęli remake TLoU1 ale zarzucili Days Gone 2). A to w najlepszym przypadku może poskutkować świetnymi ale bardzo nielicznymi exami - w najgorszym natomiast może się okazać dużym problemem jeśli, którakolwiek z wybranych superprodukcji okaże się wtopą.
Tak więc istnieje duża szansa, że około połowy tej generacji Microsoft nawiąże sensowną walkę z Sony na polu gier - może nawet wysunie się na prowadzenie.
To trochę tak jak sklep Epica - są pod kreską ale otwarcie mówią, że rentowne to ma być dopiero za kilka lat i stać ich na to.
Tyle tylko, że Microsoft stać bardziej. Popatrz na to tak: zakup Bethesdy był gigantycznym wydarzeniem w branży. Z tym, że gigant z Redmont w samym pierwszym kwartale tego roku zarobił (mowa o zysku, nie przychodzie) dwukrotność tego, co wydał. Jasne, że to zarobki całego koncernu a nie tylko oddziału growego ale spokojnie kasa może pływać... podobnie jak Amazon zyskami z AWS opłaca podbój nowych branż (np. Audible, Prime Video czy obecnie świeża spożywka np. w USA albo Niemczech) ;)
Podałem dwa przykłady:
1. Zakup akcji spółek wypłacających dywidendy
2. Zakup nieruchomości pod wynajem.
W obydwu przypadkach mamy do czynienia z inwestycjami, ponieważ dochód uzyskujesz z samego faktu posiadania dóbr a nie ich odsprzedaży z zyskiem.
Równocześnie przyznaję, że obydwa przykłady mogłyby być spekulacjami. W przypadku akcji spekulacja byłaby wtedy, kiedy liczymy na zysk wynikający ze sprzedaży akcji po wyższej cenie niż je kupiliśmy. W przypadku nieruchodmości jeśli zamiast zysku z wynajmu liczymy na szybki zysk dzięki flipowaniu. Ale wyraźnie podkreśliłem, że nie chodziło mi o takie działanie.
I oczywiście nie twierdzę, że liczenie na dywidendę bądź comiesięczny czynsz jest super bezpieczne i rzeczywiście istnieją ryzyka. I co więcej: istnieją pewnie spekulacje, któe są de facto bezpieczniejsze niż inwestycje. Ale to inna bajka :)
Pozdrawiam i miłego weekendu życzę :)
Przede wszystkim to z definicji kupno złota NIE jest inwestycją. Jeśli kupujesz jakieś dobro licząc, że zyska ono z czasem na wartości to spekulujesz a nie inwestujesz. Kiedy to ludzie wreszcie zrozumieją?
Inwestycja oznacza, że zaczynasz zarabiać poprzez fakt posiadania czegoś. To mogą być akcje spółek jeśli te wypłacają dywidendy, lokaty, nieruchomości pod wynajem i wiele innych rzeczy.
Jeśli zysk pojawia się dopiero w momencie sprzedaży danego dobra po wyższej cenie to jest to SPEKULACJA a nie INWESTYCJA.
Nie oznacza to oczywiście, że złoto jest złą formą ochrony kapitału. Po prostu nie jest inwestycją. :)
Ja też nie mam czasu na pilnowanie inwestycji ale mam solidny dochód, z którego co miesiąc kilkaset euro mogę odłożyć i też nie chciałem żeby leżało wszystko na koncie.
Dlatego poświęciłem trochę czasu na przejrzenie oferty funduszy, określiłem sobie koszyk kilku funduszy, które mają rozsądne parametry jeśli chodzi o ryzyko/stopa zwrotu i rozkładam mniej więcej 3/4 oszczędności. Do tego jakieś 10% leci w krypto. Pozostała część jak na razie zostaje na oddzielnym koncie jako tzw. poduszka w razie w.
Generalnie interesuje mnie raczej stabilny wzrost w perspektywie kilku(nastu) lat, więc wielkiego stresu związanego z wahaniami w przypadku spekulacji (krypto) nie mam.
Ale też nie radzę Ci się nadmiernie sugerować moim zdaniem bo nie mam wykształcenia ani doświadczenia z inwestowaniem ;)
Ty po prostu popełniasz błąd zakładając, że Ryanowi w jakimkolwiek, choćby najmniejszym stopniu, zależy na graczach. Jak sobie uświadomisz, że ma graczy tak głęboko w dupie że się obawia czy rano myjąc zęby nie wydłubie paru oczu szczoteczką to wyjaśnienie staje się proste.
Po prostu kasy z podwyższonych cen gier jest za mało i fajnie by było skosić jeszcze trochę za cross-play. No ale żeby za to kosić to muszą być gry, które z tego korzystają! Toż to logiczne, nie? :)
To chyba sobie daruję. Gra nie jest aż tak świetna, żebym za nią jeszcze raz płacił :)
Mam takie pytanko. Otóż mam Spidermana w wersji PS4 na płycie (kupione jakoś koło premiery). Kilka miesięcy później dokupiłem do niego wszystkie DLC w wersji cyfrowej no a teraz do PS5 dokupiłem (no dobra, był w bundle) Miles Morales... pytanie brzmi: czy z taką kombinacją mogę sobie odpalić całość gry z patchem do PS5 czy musiałbym dodatkowo dokupić jeszcze Ultimate za ok. 90 zeta?
Ale przede wszystkim to nie działa sprzętowo czy coś się w systemie chromoli?
Spróbuj sprawdzić następujące rzeczy:
1. Podepnij inną klawiaturę i sprawdź czy będzie banglać. Najtańszą kupisz za mniej niż 20 zeta jak nie masz od kogo pożyczyć.
2. Możesz tez spróbować odpalić z pendrive inny system operacyjny, np. Ubuntu. Nie chodzi o to, żebyś zaraz się przestawiał na Linuxy - po prostu w ten sposób sprawdzisz czy klawiatura działa na zupełnie innych sterownikach.
Którykolwiek z powyższych testów pozwoli Ci sprawdzić, czy masz problem ze spacją jako urządzeniem wskazującym (co bardziej prawdopodobne) czy też coś blokuje klawisz na poziomie systemu operacyjnego. Dopiero z tymi informacjami będzie można Ci pomóc...
W Polsce zaczynają zalegać ale w Niemczech dalej wszystko schodzi na pniu. Dlatego dzisiaj zamówiłem bundle z Pająkiem i Ratchetem do brata żeby mi wysłał... :P
Swoją drogą jak tak poleżą w sklepach z tydzień to pewnie znowu wysuszy bo Sony przerzuci ile może za Odrę.
Z tego co wiem to zasadniczo on mało pije. Raczej kolekcjonuje i próbuje "od wielkiego dzwonu". Ma cały regał na to przeznaczony i jak ostatnio u niego byłem to było tego kilkadziesiąt... Ale szczerze mówiąc nawet nie próbuję trafiać w coś czego nie ma bo nigdy nie spędziłem więcej niż 2 minuty na obejrzenie jego kolekcji ;)
Pojęcia nie mam czym to się różni. Jak próbowałem wygooglać to mnie jednak przekierowywało na "whiskey"... ale jak jest jakaś różnica dla znawców to szanuję.
A 18-letni Bowmorealbo 16-letni Mortlach jest coś warty ? Pytam bo mi Amazon podpowiedział jak wyszukałem Lagavulina...
Chciałbym kupić znajomemu prezent w ramach podziękowania. Wiem, że zbiera dobrą Whyskey, więc pomyślałem, że to będzie dobry temat.
No ale tu pojawia się problem bo ja nie tylko nie interesuję się łychą ale w ogóle nie piję alkoholu, więc mogę co najwyżej rzucić jakąś masówką typu Johny Walker (a ten podobno nie jest jakiś wybitny w oczach smakoszy).
No więc pomyślałem, że zapytam tutaj o porady.
Co do wymagań/oczekiwań to nie mam żadnych bo naprawdę nie wiem, jakie mógłbym mieć. Moge za to powiedzieć, że na butelkę mogę przeznaczyć do ok. 100€ (mieszkam w Niemczech, więc też tutejsze ceny mnie interesują - jak zasugerujecie coś w Polski to trzeba będzie doliczyć wysyłkę).
Naprawdę minie sporo czasu zanim dojdziesz do etapu wirtualizacji albo uczenia maszynowego, kiedy moc się przydaje. ;P
Jak dla mnie brakuje kluczowego argumentu przemawiającego za wersją z napędem: dostępność gier z innych regionów. Nie kupuję raczej używek ale zauważyłem, że gry z USA są często dużo tańsze niż z Europy. Jakiś czas temu kupiłem X-com 2 na Xbox ze wszystkimi dodatkami - zafoliowana gra z USA kosztowała mnie na ebay 22€ (z wysyłką). W tym samym czasie w Europie ten tytuł kosztował 99€ (zarówno cyfra jak i pudełko). Często jest nawet gorzej: w Europie w ogóle gra może nie być dostępna - zwłaszcza w przypadku starszych gier. Miałem tak jak chciałem kupić Max Payne 3 na PS3 albo Sleeping Dogs na Xbox - wersja z USA kosztowała mnie ok. 20€ (połowa to wysyłka) podczas gdy w europejskich sklepach czy od europejskich sprzedawców na ebay nie było w ogóle.
Poziom techniczny Cyberpunka nie jest przyczyną tego, co się dzieje wokół REDów ostatnio.
To raczej zabiegi, które kojarzą się z najgorszymi praktykami gigantów. Mówię tu o manipulacji opinią publiczną (zakaz wykorzystywania własnych materiałów przed premierą, nieudostępnienie wersji na konsole, etc) oraz decyzjach politycznych (wycofanie się z publikacji Devotion na GOG).
Dodatkowo Redzi zbudowali pewien wizerunek a więc także oczekiwania przez co ich wtopy bolą opinię publiczną bardziej. Nikt nie spodziewa się niczego dobrego po EA czy Take2 ale RED to inna historia. To trochę jak w życiu: łatwiej odpuścić kłamstwo obcej osoby czy nawet kolegi z pracy ale już partnerowi/partnerce wybaczyć trudno.
Mniejsza o to z resztą. Miłej niedzieli życzę :)
Mam dwa pytania...
A ja zapytam o kwestię techniczną: gdzie hostujecie portal?
Znaczy korzystacie może z jakiejś chmury globalnej typu AWS/Azure/GCP czy może jakiś trochę bardziej tradycyjny hosting typu ovh? A może wzorem jaskiniowców trzymacie serwery w schowku na miotły w redakcji? :)
No i jak z technologią? Z tego co kojarzę to główny portal jest (był?) napisany w C# ale czy to ciągle jeden wielki monolit czy raczej coś bardziej skalowalnego z użyciem technologii typu Docker, Kubernetes i takie tam?
No i powiązane: jak dużo inwestujecie w zaplecze techniczne portalu? Nie chodzi mi tu o konkretne liczby - raczej taki zarys... i czy to głównie maintenance czy raczej budowanie nowych funkcjonalności?
No tak, a Part II ma już 130 nagród gry roku,
The Last Of Us 2 jako gra zaliczyła większość checkboxów i zwyczajnie musiała wygrać. W efekcie Naughty Dog dostało nawet nagrodę za najlepsze zarządzanie pomimo tego, że są znani z kultury crunchu. Kurna! Portale, których dziennikarze przyznali tą nagrodę na Game Awards w mniej niż tydzień po imprezie narzekały na to, że ta gra wygrała!!
Naprawdę nagrody są obecnie nic nie warte...
No bez przesady! Nie no, w kwietniu jeszcze nie wiedzieli, co wpisać jako reszta podium... :P
Jak dla mnie największy minus tej gry to jednak brak zapisu stanu gry. Niby rozumiem, że taka konwencja i w ogóle ale jednak mi to nie pasuje.
Naprawdę łatwo przeoczyć jeden czy dwa fragmenty obrony przez chwilę a to zwykle kończy się masakrą bo martwiaków przybywa dosłownie lawinowo... Taki ironman na siłę tylko wkurza bo w praktyce trzeba zaczynać misję od początku.
Czemu nie ma możliwości wyboru remake Prince of Persia Sands of Time? Wprawdzie wątpię, żeby tytuł mógł powalczyć o czołówkę bo to jednak remake gry, której wielu graczy nawet nie pamięta ale jednak wypadłoby pewnie lepiej niż takie choćby Diablo Immortal...
zostali w dzieciństwie zaszczepieni na 10 różnych sposobów, szczepionkami o 1000 razy większej potencjalnej szkodliwości
Tak z ciekawości to skąd wiesz, jaka jest szkodliwość obecnej szczepionki?
Bo szczerze mówiąc ja zaliczam się tutaj do grupy sceptyków. Nie, nie jestem antyszczepionkowcem i generalnie uważam, że to jedno z najlepszych odkryć medycyny w historii. Nie jestem też zwolennikiem teorii spiskowych i jak tylko słyszę, że ktoś mówi o planowym wybijaniu ludzkości czy innym czipowaniu to kończę rozmowę/czytanie wypowiedzi bo zwyczajnie szkoda mi czasu...
Sceptyczny jestem wobec tej konkretnej szczepionki z bardzo prozaicznego powodu: pośpiechu w jej opracowywaniu. W "zwykłym trybie" leki przechodzą wieloletnie testy, kilka etapów weryfikacji, itp. Obecnie z oczywistych względów to się nie odbyło. Co więcej: pojawił się wyścig o to, kto pierwszy dostarczy lek bo wiadomo, że to producent tego leku zgarnie grubie miliardy (jeśli nie biliony) dolarów z całego świata. A to oznacza, że lek nie tylko nie został w pełni przetestowany ale również, że pokusa manipulacji - choćby przez zatajanie przypadków powikłań w czasie prób - była ogromna.
I w tym miejscu nawet nie chce mi się sprawdzać na ile wypowiedź prezesa Pfizera o tym, że się nie będzie szczepić na razie była zmanipulowana albo nie.
Nazwij mnie paranoikiem ale zwyczajnie nie wierzę w to, że przy nałożeniu chciwości i pośpiechu koncerny dotrzymały wysokich standardów. Nie chodzi o spisek tylko zwykłą, powszechną chciwość.
W przypadku szczepionek przyjmowanych za dzieciaka może i szkodliwość była duża ale przynajmniej była ona określona. A tego teraz powiedzieć nie można.
Dlatego ja osobiście postanowiłem się wstrzymać. Mam ten komfort, że pracuję zdalnie i kontakty mogłem ograniczyć do niezbędnego minimum w postaci robienia zakupów w pobliskim markecie raz na dwa tygodnie... Także nawet jak zachoruję to wiele się nie stanie - w grupie ryzyka nie jestem więc raczej skończy się na nieprzyjemnej grypie a innych nie zarażę i tak.
10 odcinków to niespecjalnie dużo biorąc pod uwagę, że jeden odcinek trwa tam jakieś 25min...
To by byłą najgorsza strata gotówki
Czasy (...) już jest rzadkością.
chodź by
I nagle nawet wulgaryzm w domaganiu się docenienia inteligencji widza nie przeszkadza. Ot po prostu bawi biorąc pod uwagę poziom całej wypowiedzi... :D
Problemem nie jest Epic ze swoim Fortnitem. Wszyscy wiedzą jaka jest konwencja tej gry i nie ma się co spodziewać nagle zupełnie innej.
Problemem tu jest Sony, które wiedząc o tej konwencji zgodziło się na umieszczenie jednej z najbardziej ikonicznych postaci ze wszystkich swoich marek w tej pozycji. Kasa musi się zgadzać a Sony konsekwentnie realizuje swoje nowe motto: "F*** the players"...
Serio jak już musieli kogoś wsadzić w Fortnite to spokojnie mogli wziąć jakąś postać, która łatwiej by się wpasowała. Nawet jakby nie chcieli korzystać z postaci kreskówkowych typu Rocket to nawet taki Nathan Drake (którego uwielbiam) łatwiej by się wpasował w pastiszowo-kreskówkowy klimat produkcji Epica...
A ja bym sugerował wziąć jakąś grę akcji z perspektywą z trzeciej osoby na początek. Są zwykle mniej wymagające jeśli chodzi o celowanie a zaczniesz się przyzwyczajać. Takie trochę "naucz się chodzić zanim zaczniesz próbować biegać".
Choć fan to skrót od fanatic
Taaa... a koń to skrót od koniczyna.
A moim zdaniem to prędzej artykuł z gatuku "clickbait" niż coś faktycznie nie tak z samym projektem.
Przecież w przypadku Wieśka 3 nikt de facto nie neguje polskości tej pozycji. Podobnie z resztą w przypadku pierwszej części. To, że autor pracy zaznacza pewne aspekty, które mogłyby pozornie temu przeczyć jest trochę tak jakby twierdzić, że Chopin nie był polskim kompozytorem bo mieszkał w Paryżu.
Zamiast się oburzać lepiej zauważyć, że gry na dobre stały się elementem kultury i jako takie zaczynają być przedmiotem badań. Również w celu określenia pewnego zestawu cech, które mogłyby te pozycje w jakiś sposób charakteryzować.
Zupełnie tak jak istnieje coś takiego jak polska szkoła filmowa... choć w tym przypadku to raczej istniała bo sieczki jaką się obecnie produkuje to już nawet trudno w ogóle sztuką nazwać :P
Jest gorsza od Origins pod każdym względem.
Nie potrzebuję dużej ilości kontrolerów. W zasadzie staram się mieć po dwie sztuki do każdej konsoli... tylko z XSX dałem ciała bo przy preorderze przez pomyłkę zamówiłem trzeci pad do X1X. Byłem zbyt leniwy żeby go odsyłać ale i tak kupiłem już dodatkowy niebieski XSX.
No jednego X1x już komuś sprezentowałem i nie bardzo mam komu dać drugiego... ;)
Masz rację. Wikingowie absolutnie nic nie wnieśli do kultury europejskiej. Nic a nic.
To, że taki choćby Tolkien garściami czerpał z ich mitologii przy tworzeniu Śródziemia nic nie znaczy.
O takim Pierścieniu Nibelungów Wagnera też nie ma sensu wspominać.
Ich wpływ na technologię (żegluga, metalurgia, budownictwo i parę innych) to też bujda.
Żeby nie było. Nie jestem fanem tych klimatów i też bardziej mi się podobało osadzenie w klimatach śródziemnomorskich ale twierdzenie, że wikingowie nie wywarli na Europę żadnego wpływu to po prostu okrutna bzdura. Podobnie z resztą jak określanie ich dzikusami... No ale czego się spodziewać po kimś, kto nawet nie wie, jak zapisać nazwę tych ludów w języku polskim?
Nie ma się co dziwić, że gra ma dobrą sprzedaż. Jakby nie patrzeć to w zasadzie jedyna produkcja AAA dostępna od razu na premierę next gena i projektowana - przynajmniej częściowo - już pod niego. W efekcie ogromna część nabywców Xbox Series X|S bierze nie mając w sumie wielkiego wyboru... Z tego co kojarzę Black Flag wydany w podobnych okolicznościach też sprzedał się bardzo dobrze.

Hej,
Zastanawiam się właśnie nad sprzedażą Xboxa 1 X. Mam edycję Gold Rush zakupioną jakoś w listopadzie 2018... do tego mam 3 kontrollery: ten z edycji gold rush, klasyczny czarny i szarozielony (https://www.xbox.com/en-US/accessories/controllers/grey-green). Ten ostatni zakupiony we wrześniu tego roku i stację dokującą Venom z dwoma zasilaczami.
Do niczego z wymienionych nie posiadam oryginalnych pudełek ale poza tym sprzęt w bardzo dobrym stanie - nawet bez jakichś znaczących śladów użytkowania. Powód sprzedaży jest raczej dość oczywisty: kupiłem już XSX.
Aha, nie mieszkam w Polsce, więc raczej nie oczekuję znalezienia kupca na tym forum bo wysyłka z Niemiec byłaby raczej zbyt kosztowna... a i tak wolę chyba odbiór osobisty żeby zaoszczędzić sobie problemów z pakowaniem.
Xbox One był słabszy niż PS4. Dopiero X1X był mocniejszy od prosiaka... ale już wtedy było pozamiatane w całej generacji.
Wszystko pięknie ale jakikolwiek bug w grze to będzie teraz dla CDP Red niesamowita porażka. Zwłaszcza po tym ostatnim przesunięciu coś mi mówi, że gracze nie będą przychylnie patrzeć na wpadki podobne do tego, co się działo w Wieśku 3 zaraz po premierze.
Ja akurat narratora w D3 lubiłem... ale nie grałem za wiele w Trine czy Magicę, więc może był dla mnie świeższy.
Co do D2 natomiast to... próbowałem jakiś czas po D3 i mnie odrzuciło. Nie chodziło nawet o to, że to samo tylko po prostu miałem wrażenie, że rozgrywka jakaś taka nazbyt drewniana i powolna mi się wydawała.
Tak czy inaczej, spróbuj jeszcze raz - jeśli to faktycznie była kwestia "przejedzenia" wskutek grania jedno po drugim to teraz powinno być lepiej. ;)
Naprawdę fajny tytuł. Mi się nie przyda bo już mam na Steam (i PS4) ale spokojnie mogę polecić. Bardzo rzadko mi się zdarza grę przerabiać kilka razy, ze wszystkimi DLC, na wszystkich poziomach trudności i ze zdobyciem wszystkich achievementów a tutaj robiłem to z przyjemnością.
Patrząc na to ile tych konsol z przedsprzedaży jest dostępna na ebay to wcale nie jestem przekonany, czy to faktycznie gracze zrewidowali...
Inna sprawa, że preordery zeszły zanim pojawiły się oficjalne ceny. Zobaczymy jak się będzie ekosystem trzymać za 6-12 miesięcy. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że nie wygląda na to żeby podobny wzrost cen był też na Xbox. Nawet w tym cenniku widać, że tytuły cross-platform są tańsze o dobre 50 zeta.
Tiaaa... na to od Playway to sobie raczej poczekamy. I nawet jak wyjdzie to nie spodziewałbym się sukcesów.

Przecież to oczywiste, że postać zrobiona z najpowszechniejszych elementów będzie nudna. I nie chodzi tu nawet o to, że ludzie starają się tworzyć "siebie".
No bo tak: przyjmijmy, że zaledwie ok. 25% graczy faktycznie tworzy wizję siebie. Wśród reszty będzie pewnie spora grupa, która nawet szalejąc wybierze przynajmniej jeden albo dwa elementy dość standardowe - powiedzmy, że daje to kolejne 10% w wybór "nudnych" opcji. Zostaje jakieś 65% idących "na całość". Tyle że znowu: każdy wybierze inną kombinację więc w przypadku każdego elementu te 65% rozłozy się pomiędzy różne opcje.
Weźmy rasę. Niech 1/4 będzie nudna i wybierze człowieka, potem jeszcze z 10-15 trochę przyszaleje z innymi opcjami ale pozostanie przy tej rasie (dziwna fryzura, tatuaże, etc to jednak nie jest nudny wizerunek). Da to jakieś 60-70% którzy mogliby wybrać inną rasę. Do podziału na 15 pozostałych ras, więc statystycznie inne rasy będą miały jakieś 4-4.5% udziałów.
To samo z każdym innym elementem także Ameryki nie odkryli.
Swoją drogą to samo wychodzi z prób tworzenia "idealnych" twarzy składanych z różnych elementów. Po poskładaniu różnych elementów wybranych przez większośc wychodzą zwykle dość przeciętne efekty tak jak na wizualizacji obok: niby nie jest źle ale też jakoś wybitnie się nie wybija.
Ale z drugiej strony... idę o zakład, że ludzie w Larianie wiedzą jak działa statystyka a ten post jest zwykłym strzałem marketingowym. Pocisk "możecie lepiej" zarobi newsa i będzie się mówić więcej niż jakby dali suche "mamy 16 ras, fefdziesiąt fryzur i pierdyliard wzorów tatuaży"
FM7 to tytuł bezpośrednio od Microsoftu więc raczej jedynym ewentualnym powodem usunięcia jej z oferty będzie wydanie FM8 jeśli Microsoft zdecyduje się na model podobny do kaszanek od EA Sports...
PS+ to odpowiednik Golda w przypadku Xboxa - też co miesiąc dają kilka gier na stałe... i też jest wymagany do grania w multi (chociaż gdzieś słyszałem że mają z tego zrezygnować w następnej generacji).
Jakbyś chciał szukać odpowiednika GamePassa u Sony to należałoby to raczej porównać do niedostępnego w Polsce PS NOW.
Istotna rzecz: jak zdecydujesz się na GamePass Ultimate to w tym jednym abonamencie masz:
- dostęp do gier zarówno na Xbox jak i PC
- Gold
- xCloud (streaming prawie wszystkich gier dostępnych w GamePass na urządzenia mobilne - pc ma dojść w przyszłości).
Zapomniałem dodać, że w kwestii danych też xCloud wyjdzie z pewnością drożej. Wynika to z tego, że dane gier dla GamePassa są w sumie statyczne i mogą być przechowywane w tańszej technologii (Object Storage - w Azure taka usługa nazywa się Blob) podczas gdy xCloud wymaga faktycznych partycji zdolnych do trzymania systemu plików (Block Storage). To znacznie droższa sprawa. ;)