Faktycznie - jakieś 3 godziny temu rozlało mi się trochę wody w pobliżu, ale nie zauważyłem, żeby laptop oberwał, więc nie skojarzyłem faktów.
Pochodził trochę czasu i wygląda na to, że wyschło - już działa. Obstawiałem, że kot coś nawciskał.
Dzięki!
Ńa ekranowej dziaŁa normalnie - tylko wciŚniĘcie klawisza prawy shift lub prawy alt, powoduje, Że dziaŁajĄ obydwa jednoczeŚnie.
Óbjaw jest taki, Że wciskanie shifta powoduje zachowanie takie, jak przy jednoczesnym wciŚniĘciu alt + shift.
to samo w drugĄ stronĘ. jeŚli pod danym klawiszem nie ma jakiegoŚ znaku specjalnego, to nic siĘ nie dzieje.
jak na razie w internecie znalazŁem dwa wĄtki z podobnym problemem - w pierwszym jest porada, Żeby zmieniĆ klawiaturĘ i sprawdziĆ czy coŚ to da, w drugim natomiast "z linuxem nie ma takich problemÓw''. do tego parĘ wĄtkÓw z poradĄ 'wciŚnij kontrolszift'.
wiem, Że ciĘŻko siĘ to czyta, ale pisze siĘ jeszcze gorzej.
bĘdĘ wdziĘczny za pomoc.
Cześć,
będę wdzięczny za pomoc w poleceniu "aparatu" :) Chodzi mi o klasyczną małpkę do robienia dużej ilości zdjęć. Coś co będzie w miarę szybkie i oferowało zdjęcia w przyzwoitej jakości.
Dobrze byłoby gdyby zasilanie było na akumulatorki AA, bo wszystkie zdjęcia robię z lampą, a nie chciałbym ładować co chwilę dedykowanych akumulatorów. Ważna jest też dla mnie niezła redukcja czerwonych oczu.
Aparat ma służyć do pracy, budżet jak najmniejszy - najlepiej 200-300zł za używkę.
Hej, poszukuję jakiegoś niedrogiego aparatu do pracy - tym razem akurat klasycznej małpki z szybkim działaniem i w miarę dobrą jakością zdjęć.
Dobrze byłoby gdyby był zasilany na paluszki AA, bo te zawsze mam pod ręką, a mam tendencję do zapominania o ładowaniu na czas, co przy akumulatorze może stanowić problem ;)
Wystarczająca dla mnie będzie jakość zdjęć z dobrego telefonu. Aczkolwiek miło byłoby gdyby miał też funkcje pełnych nastawów, ale obawiam się, że w tej cenie niczego takiego nie znajdę.
Dopuszczam zakup chińczyka z Aliexpress, bo zakup nie jest pilny, a dotychczasowy canon a60, polecony tu chyba w 2005 roku cały czas działa, lecz doskwiera mu starość, już od jakiegoś czasu cierpi na zaniki pamięci :( Ostatnio już nawet wymiana bateryjki nie pomogła... Czasem ma też reumatyzm, bo zdarzają mu się zwiechy na ruchomych elementach i a to się obiektyw nie wysunie do końca, a to przysłona się nie zawsze otworzy i takie tam.
A może jest coś godnego polecenia z używanych? Zatrzymałem się na Canonie A610 i Panasonicu TZ7 (choć nie wiem jak w tym drugim przypadku z trwałością)
Cześć,
Potrzebuję pomocy przy wyborze formy opodatkowania działalności. Jutro chciałbym założyć działalność, jednak nadal nie mam pewności co do formy opodatkowania. Cała konkurencja jest na ryczałcie, jednak chciałbym rozszerzyć nieco zakres swojej działalności i zastanawiam się, czy wszystko co chciałbym oferować kwalifikuje się pod ryczałt.
Oferując alkohol niezależnie od kwoty obrotu musiałem być płatnikiem VAT. Przy tej działalności co prawda alkoholu nie zamierzam oferować, ale nadal nie mam pewności czy wszystko kwalifikuje się do ryczałtu.
Będę wdzięczny za kontakt ze strony osób, które będą w stanie mi doradzić - w prywatnej wiadomości przedstawię szczegółowo co zamierzam oferować.
Mój adres to piwarium [ at ] gmail [ dot ] com
Przy okazji chętnie dowiem się jak wygląda prawo licencyjne, jeśli chodzi o umożliwienie grania w lokalu w stare gry, takie jak: Super Mario Bros, Zelda, Contra, Space Invaders, Pac-Man itp. (to bardziej jako dodatek, ale zastanawiam się nad stworzeniem "strefy retro", jako atrakcyjnego dodatku :)
Jak dla mnie im mocniejsze światło tym lepiej.
Obecnie korzystam ze świetlówek fotograficznych - odpowiedniki żarówek o mocy 150 i 200W. Czasem mam wrażenie, że mimo to jest trochę ponuro i za ciemno.
Najlepiej czuję się w słoneczne dni i takie też warunki lubię utrzymywać wieczorami. Im ciemniej tym szybciej dopada mnie zmęczenie i spada moja produktywność. Jedyny wyjątek, przy którym gaszę światło to gry takie jak Penumbra, gdzie przy włączonym oświetleniu widzę czarny ekran (na maksymalnej jasności co najwyżej brązowy ;) ).
Z tego też powodu nie lubię spędzać wieczorów u rodziców lub teściów, którzy to uwielbiają oglądać filmy, czy nawet jeść kolację w półmroku.

Wysiak -> faktycznie, niejasno się wyraziłem. Na widoku z linka gość wyjeżdżał z parkingu w miejscu przecinającym widok na furtkę po lewej stronie. Ciężko mi to inaczej ująć.
Załączam obrazek sytuacyjny:
Zielona linia to mój tor włączania się do ruchu. Czarna to granica asfaltu/drogi głównej. Wklejone auto włącza się do ruchu.
Podepnę się do wątku, bo miałem dzisiaj sytuację, która zasiała we mnie ziarno wątpliwości...
https://goo.gl/maps/ksHytCtvujk
Sytuacja wygląda następująco. Z drogi podporządkowanej (ul. Papiernicza), wyjeżdżam na drogę główną (ul. Lodowa) w lewą stronę. W tym samym czasie, mniej więcej w pierwszej ćwiartce od lewej strony widoku z mapy do ruchu próbuje się włączyć inny kierowca (z parkingu gruntowego przy cmentarzu). Kto ma w tej sytuacji pierwszeństwo?
Z jednej strony ja, bo on się włącza do ruchu, a ja już w tym ruchu uczestniczę. Z drugiej strony on, bo jest po prawej stronie, a do tego ja go mogę zauważyć, a on patrząc jedynie w lusterko będzie miał mnie w martwym punkcie.
Myślę, że ewentualna kolizja w takich okolicznościach byłaby ciężką batalią w sądzie dla obu stron. I zapewne polegałaby głównie na ustaleniu kto jako pierwszy wjechał na dany pas drogi głównej. Jeśli on, to był już na drodze głównej, a do tego po prawej stronie, więc wyjeżdżając z drogi podporządkowanej powinienem mu ustąpić. Jeśli udowodniłbym, że ja byłem na drodze głównej jako pierwszy, to on musiałby mi ustąpić włączając się do ruchu.
Jakiś znajomy kumpla dzisiaj wrzucił na facebooka takie ogłoszenie:
http://allegro.pl/fiat-bravo-ii-1-4-tjet-120km-sport-lpg-salon-pl-i5602867225.html
I przypomniał mi się ten wątek :) Może Cię zainteresuje
Niemal każdy produkt opatrzony jest na etykiecie wartością energetyczną podawaną w kcal. Podobnie jak istnieje wiele tabel, które tę wartość podają.
Nie mogę jednak znaleźć żadnej informacji o tym, jak ta wartość zmienia się w stosunku do temperatury pożywienia. W końcu kaloria to jednostka odpowiadająca energii zużytej do podgrzania 1 grama wody o 1 stopień z temperatury 14,5 do 15,5 stopnia Celsjusza.
Nie wiem czy moje rozumowanie jest słuszne, ale prawdopodobnie spożywając gorący mus owocowy dostarczymy organizmowi wyższą wartość energetyczną niż jeśli ten sam mus spożyjemy w formie sorbetu. Kiedyś obiło mi się o uszy, że podczas diety, mając ochotę na coś słodkiego, warto przekąsić lody - właśnie dlatego, że mają ujemny bilans temperaturowy i organizm część ich nominalnej wartości energetycznej musi zużyć na ogrzanie ich do temperatury organizmu.
Czy da się jakoś obliczyć jak zmienia się dostarczana wartość energetyczna względem temperatury?
Takie moje luźne przemyślenia. Skoro wartość energetyczna podawana jest w kcal na 100g, a 1 kcal to energia potrzebna na podgrzanie 1kg o 1 stopień, to upraszczając 1 stopień różnicy, to 0,1 kcal od wartości nominalnej. Tylko jaka jest wartość nominalna dla standardowych produktów? Jeśli przyjmiemy, że to temperatura panująca wewnątrz ciała (37 stopni), a temperatura opisywanych wcześniej lodów do -5, czy to oznacza, że od wartości energetycznej podanej na opakowaniu powinniśmy odliczyć 4,2kcal na 100g?
Zdaję sobie sprawę, że to nie jest dużo, ale jeśli założymy, że dominujące potrawy oraz napoje ktoś spożywa gorące - przykładowo 1000ml gorącej herbaty, do tego jakaś zupa i drugie danie także na gorąco (ok. 55 stopni), to mamy blisko 2000g gorącego pożywienia. Zastępując to zimną wodą (15 stopni) i ciepłym posiłkiem (35 stopni) to mamy średnią różnicę wynoszącą 30 stopni. To oznacza jeśli dobrze liczę 60 kcal różnicy, co przy restrykcyjnej diecie może mieć już jakieś znaczenie.
Temat inspirowany koleżanką, która od jakiegoś czasu chwali się na facebooku każdym posiłkiem, sporządzanym we współpracy z dietetykiem. Dieta 1200kcal i z tego co zauważyłem jedynym ciepłym daniem w ciągu dnia jest obiad. Do picia też tylko zimna woda - bez herbaty czy kawy (tu brak kawy rozumiem, bo przy tej ilości pożywienia, dodatkowe wypłukiwanie minerałów mogłoby się źle skończyć).
edit:
Przy okazji, nasze zapotrzebowanie na energię też się chyba nieco zmienia względem temperatury otoczenia. Ale też jestem ciekaw w jakim stopniu.
Spoko :) Ja też swoich gier za bezcen bym nie sprzedał, tym bardziej, że są w stanie niemal identycznym do nowych gier.
Jeśli nie znajdziesz chętnych to daj znać - nie spieszy mi się, póki co mam w co grać (mam jeszcze trzy planszówki, w które nie miałem nawet okazji zagrać) :D
Nie sprawdzałem reszty, ale... trochę drogo :)
Byłbym zainteresowany Agricolą, ale mogę zapłacić max 200zł - biorąc pod uwagę, że ten sam zestaw da się kupić w sklepie za ok. 240zł, no z koszulkami za 260zł. Tym bardziej, że z tego co widzę, ostatnio taki zestaw (z brakiem paru elementów - po jednym z kilku rodzajów) sprzedał się za 140zł
Nowa gra Osadnicy z Catanu na allegro jest za niespełna 40zł :)
Ja od pewnego czasu bujam się z grą MindTrap II - na eBayu z przesyłką kosztuje najmniej 120zł, a jak wystawiam na allegro za 40zł, nie ma żadnego zainteresowania...
Herr -> ja z jakości Wólczanki i pochodnych marek jestem zadowolony (zwłaszcza jeśli chodzi o szycie). Choć zawiodłem się na jednej koszuli z lamberta - materiał dobry, ale nie do wyprasowania w domowych warunkach (bez stacji parowej). Co ciekawe, druga z rzekomo tego samego materiału jest jedną z najlepszych jakie posiadam.
Z tanich koszul często zdarza mi się robić zakupy w Pawo - normalne ceny to 250-290zł, ale regularnie urządzają wyprzedaże -60% na wszystko, a wtedy spokojnie da się znaleźć koszule w przedziale 90-130zł, co uważam za bardzo dobrą cenę.
Czasem zdarza mi się też kupować koszule w TK Maxxie - mniejszy wybór rozmiarowy i kolorystyczny, ale jak się znajdzie coś pasującego to można dostać w naprawdę dobrej cenie - np. CK, Ralph Lauren, Tommy Hilfiger i podobne marki w przedziale 100-200zł, a trzeba przyznać, że koszule tych marek w zdecydowanej większości są wykonane z dobrej jakości materiału. Podczas gdy np. w Wólczance czy Bytomiu trzeba uważać, żeby nie trafić na materiał rodem z bazaru za 20zł ;)
Ostatnio w TK Maxx kupiłem podobną koszulę (odrobinę różni się deseniem, ale marka i model te same) za 99zł:
http://eleganckipan.com.pl/koszule/2036-koszula-meska-taliowana-slim-fit-w-granatowa-kratke.html
W podobnej jakości materiału mam tylko jedną z lamberta - polecam :)
Wrzuć zdjęcie.
Jeśli element da się obliczyć pod kątem objętości, to można go później zważyć i porównać wynik.
1dm^3 waży 11,34kg
Piosenkę znalazłem w pewnym filmie, ale nie była ujęta w napisach końcowych. Wpisywanie w google tekstu, który udało mi się wyłapać też nie pomaga...
http://w210.wrzuta.pl/audio/9qWCgrQawJa/jaki_jest_tytul_tej_piosenki
Może ktoś z Was będzie kojarzył co to za piosenka?
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi :)
Zloteuszy -> przyznam, że zainteresowałeś mnie tym producentem, ale jeszcze się go trochę obawiam. Przy następnej wymianie telefonu, jak będę miał możliwość potestowania Xiaomi na żywo, chętnie wezmę tego producenta pod uwagę. Tymczasem raczej "przepadł" ze względu na brak LTE.
Znalazłem natomiast inny telefon, moim zdaniem godny uwagi:
Motorola Droid Mini (4,3", 2GB RAM, Qualcomm MSM8960T 2x1,7 GHz, Android 4.2.2 Jelly Bean, 121,2x61,3x8,9) 630zł
Wobec tego na placu boju pozostały (na tę chwilę w kolejności):
Motorola Droid Mini
+ najwięcej RAM spośród dostępnych, najmniejszy rozmiar, LTE, bardzo wysoka rozdzielczość ekranu, dobra relacja ceny do parametrów, prawdopodobnie najlepsza bateria
- konieczność sprowadzenia zza granicy, procesor(?), brak dostępu użytkownika do baterii, brak miejsca na kartę pamięci (16GB wbudowanej)
Samsung Galaxy S4 Mini
+ sporo RAM, rozmiar, dostępność w PL, LTE, procesor snapdragon
- cena, 2 rdzeniowy procesor
Samsung Galaxy Xcover 3
+ odporność!, sporo RAM, LTE, dostępność w PL,
- toporny wygląd, większy ekran o małej rozdzielczości, dość niska ocena w rankingach, najdroższy spośród wymienionych
Motorola E 4G
+ zadowalające wymiary względem wielkości ekranu, dostępność w PL, LTE, dobry procesor, najnowszy android, LTE, cena!
- najmniej RAM spośród wybranych, większy ekran o małej rozdzielczości
i chińska alternatywa:
Xiaomi Mi2s (4,3", 2GB RAM, Qualcomm Snapdragon 600 4x1,7GHz, Android 4.1 Jelly Bean, 126x62x10,2) 650zł
+bardzo dużo RAM, najlepszy procesor, bardzo wysoka rozdzielczość ekranu, sensowne wymiary, dobra cena względem parametrów, najwyższa ocena na mgsm (spośród wymienionych)
- konieczność sprowadzenia zza granicy, brak LTE, brak miejsca na kartę pamięci (32GB wbudowane)
Nadszedł czas na wymianę telefonu, sam nie śledzę trendów rynkowych, więc pomyślałem, że zdam się na ludzi, którzy są nieco bardziej na bieżąco :)
Obecnie posiadam:
Sony Xperia Tipo, 3,2", 512MB RAM, Procesor 800MHz, Android 4.0 Ice Cream Sandwich
Zacznę od paru pytań:
-Czy warto brać telefon z LTE? Z internetu w telefonie korzystam raczej w celach informacyjnych, filmów nie ściągam, muzyki słucham sporadycznie. Jak chcę coś obejrzeć to z reguły mam na kompie - w razie potrzeby zawsze mogę sobie przerzucić. Czasem udostępnię wifi z telefonu i obecny internet jest wystarczający do tego, żeby ładowanie nadążało za odtwarzaniem na yt. (w zasadzie to sam sobie odpowiedziałem, ale może jest jakaś różnica, wobec której warto rozważyć wybór telefonu z LTE)
-Jaki system? Obecnie jestem przyzwyczajony do androida i pod względem funkcjonalności całkiem zadowolony. Od niedawna jednak zaczął się przywieszać i zaczęło brakować pamięci, a wszelkie próby opróżnienia jej nie przynoszą skutku. Czy są jakieś wersje androida, na które należy uważać, albo jakieś szczególnie polecane? Jakie są różnice pomiędzy poszczególnymi?
-Jaki procesor lepszy? 2x1,7GHz, czy 4x1,2GHz? Czy różnice pomiędzy poszczególnymi procesorami są znaczące?
Teraz krótko o wymaganiach jakie mam wobec telefonu:
-Cena do 700zł, ale im tańszy tym lepszy - nie lubię nosić ze sobą drogiego sprzętu, w którym nie wykorzystam większości funkcji, tym bardziej, że przy moim trybie życia łatwo go stracić czy uszkodzić ;)
-Odporność - mój obecny przeżył wiele - mnóstwo upadków i zgnieceń (w tym oparcie na nim silnika samochodowego oraz nadepnięcie)
-Jak najmniejszy wyświetlacz - telefonu w 99% przypadków używam jedną ręką, wobec tego potrzebuję mieć zasięg kciuka na całym ekranie - wszystkie wyświetlacze od 4,5" w górę odpadają. Po różnych przymiarkach uważam 3,7"-4,0" za optymalną wielkość.
-Komfort użytkowania - ogólnie pojęty, bardziej chodzi mi o brak uciążliwych wad. Czytałem opinie na temat niektórych telefonów i przy którymś rzucił mi się w oczy brak czujnika zbliżeniowego, a w konsekwencji utrudnione korzystanie z telefonu podczas rozmowy (gdy trzeba na przykład coś zapisać). Inny telefon miał ramki po bokach wyświetlacza grube na centymetr.
Do czego używam telefonu (w kolejności):
-Rozmowy - często w hałasie, dlatego przydałby się dobry głośnik. W samochodzie z kolei korzystam z trybu głośnomówiącego, a przy większych prędkościach też dobry głośnik jest wskazany.
-Internet - google, poczta, fb, YouTube, itp.
-SMSy - ok. 20-30 miesięcznie
-Pakiet office
-Aplikacje: Nawigacja Google (warunek konieczny - jako jedyna jest aktualizowana chyba codziennie, bo potrafi prowadzić objazdem już następnego dnia po zablokowaniu drogi), Yanosik, Endomondo, Filmweb, Jakdojadę, Messenger, Blablacar, Snapchat
Telefon powinien przede wszystkim radzić sobie dobrze z własnym systemem i działaniem paru aplikacji jednocześnie.
Telefony, które znalazłem na allegro i wstępnie spełniają moje wymagania:
Samsung Galaxy S4 Mini (4,3", 1,5GB RAM, Qualcomm Snapdragon 400 2x1,7GHz, Android 4.2.2 Jelly Bean, 124,6x61,3x8,9) 699zł
Samsung Galaxy Xcover 3 (4,5", 1,5GB RAM, 4x1,2GHz, Android 4.4 KitKat, 132,9x70,1x10) 749zł
Samsung Galaxy J1 (4,3", 1GB RAM, Marvell PXA1908 4x1,2GHz, Android 4.4.4 KitKat, 129x68x8,9) 425zł
Samsung Galaxy A3 (4,5", 1GB RAM, Qualcomm Snapdragon 410 4x1,2GHz, Android 4.4.4 KitKat, 130,1x65,5x6,9) 807zł
Sony Xperia V (4,3", 1GB RAM, Qualcomm MSM8960 2x1,5GHz, Android 4.0 Ice Cream Sandwich, 129,4x65x10,7) 661zł
Motorola Moto G (4,5", 1GB RAM, Qualcomm Snapdragon 400 4x1,2GHz, Android 4.4.2 KitKat, 141,5x70,7x11) 628zł
Motorola Moto E (4,5", 1GB RAM, Qualcomm Snapdragon 410 4x1,2GHz, Android 5.0.2 Lollipop, 129,9x66,8x12,3) 519zł
Doogee F1 Mini Turbo (WTF o_O) (4,5", 1GB RAM, MediaTek MT6732 4x1,5GHz, Android 4.4 KitKat, 133,5x66x8,2) 599zł
Asus Zenfone 4 A450CG (4,5", 1GB RAM, Intel Atom Z2520 2x1,2GHz, Android 4.4 KitKat, 136,8x67,9x11,3) 509zł
Prestigio 5455DUO (4,5", 1GB RAM, MediaTek MT6582 4x1,3GHz, Android 4.4 KitKat) 429zł
LG F70 (4,5", 1GB RAM, Qualcomm Snapdragon 400 4x1,2GHz, Android 4.4.2 KitKat, 127,2x66,4x10) 544zł
LG Leon (4,5", 1GB RAM, Qualcomm Snapdragon 410 4x1,2GHz, Android 5.0.1 Lollipop, 129,9x64,9x10,9) 479zł
Samsung Galaxy Core (4,3", 1GB RAM, Qualcomm MSM8225 2x1,2GHz, Android 4.1 Jelly Bean, 129,3x67,6x9) 499zł
Samsung Galaxy Core Prime (4,5", 1GB RAM, Qualcomm Snapdragon 410 4x1,2GHz, Android 4.4.4 KitKat, 131,3x68,4x8,8) 529zł
Sony Xperia L (4,3", 1GB RAM, Qualcomm MSM8230 2x1,0GHz, Android 4.1 Jelly Bean, 128,7x65x9,7) 499zł
Prestigio Grace X3 (4,5", 1GB RAM, MediaTek MT6582M 4x1,3GHz, Android 4.4 KitKat, 134x65x8) 399zł
LG L70 (4,5", 1GB RAM, Qualcomm Snapdragon 200, 2x1,2GHz, Android 4.4 KitKat, 127,2x66,8x9,6) 420zł
GoClever Quantum 450 (4,5", 1GB RAM, Qualcomm Snapdragon 410 4x1,2GHz, Android 4.4 KitKat, 130x66x8,9) 269zł
Overmax Vertis 4510 Expi (4,5", 1GB RAM, MediaTek MT6582M 4x1,3GHz, Android 4.4 KitKat) 389zł
Kolega polecił mi jeszcze coś takiego, ale nie wiem czy przy moim użytkowaniu jest sens dokładać, jednak trzeba przyznać, że znacząco wyróżnia się na tle pozostałych:
Sony Xperia Z1 Compact (4,3", 2GB RAM, Qualcomm Snapdragon 800 4x2,2GHz, Android 4.3 Jelly Bean, 127x64,9x9,5) 912zł
W wyborach samorządowych brał udział znajomy mojego ojca. Gość aktywny społecznie, potrafiący postawić na swoim i ogólnie godny zaufania. Moi rodzice na niego zagłosowali, domyślam się, że on i jego rodzina też.
W wyborach zdobył... jeden głos. Jakim cudem?
W komisji były dwie osoby powiązane z PiS i jedna z PSL. Dziwnym trafem najwięcej głosów zdobyli kandydaci z tych dwóch partii. Do tego w danym miejscu blisko 30% głosów było nieważnych.
Obstawiam tu raczej dopisywanie krzyżyków niż jakieś kombinacje z atramentem sympatycznym. Tak czy siak obawiam się, że to nie jedyne miejsce, w którym odchodziły takie numery.
Cześć,
Potrzebuję pomocy w dość zaawansowanej pracy przy excelu.
Opracowuję identyfikatory dla pracowników. Z bazy na podstawie numeru personalnego zaciągają mi się dane takie jak imię, nazwisko, przełożony itp.
Mam jednak problem z makrami. Mam folder, w którym znajdują się zdjęcia pracowników w formacie "Imię Nazwisko.jpg". Chciałbym, żeby do odpowiedniej komórki w excelu zaciągały mi się zdjęcia z tego folderu, a następnie dopasowywały do rozmiaru. Obecnie są w podobnych rozmiarach - w razie potrzeby mogę je zmienić na jednakowy rozmiar.
Potrzebuję, żeby nie tylko zaciągały się automatycznie na podstawie imienia i nazwiska, ale też żeby dopasowywały się do wielkości komórki.
Da się coś takiego zrobić?
Aha, jeśli pracownik nie posiada zdjęcia, fajnie byłoby, żeby ładował się "uniwersalny" obrazek (tak jak na fb, gdy ktoś nie posiada zdjęcia profilowego).
Będę wdzięczny za pomoc.
Paudyn -> domyślam się, że chodzi o procedury. Dziwi mnie jednak fakt podawania informacji w stylu "trwają ustalenia czy na pokładzie samolotu byli Polacy" na 4 godziny po katastrofie, gdzie spokojnie dałoby się uzyskać informację o liście pasażerów.
Sam nie wiem jak to wygląda "od środka", ale próbuję się domyślić jak to może wyglądać.
Drendron -> na szczęście mam wystarczająco ciekawe życie, żeby nie śledzić historii wypowiedzi ludzi z forum :)
A co do tematu:
Pisałem ogólnie, a nie o tej jednej katastrofie. Te pytania nasuwały mi się już przy paru ostatnich katastrofach i zaginięciach.
Wolałbym też, żebyś odnosił się do tematu zamiast pisać ironicznie. Sugerujesz, że technologia pozwalająca na live streaming ze stacji kosmicznej nie pozwala na przesłanie kilku bajtów danych o stanie urządzeń na pokładzie samolotu do naziemnej stacji?
Pomysł na biznes faktycznie dobry, tym bardziej, że zostało to opracowane już kilka ładnych lat temu. Fakt, takie technologie są drogie i niedostępne dla przeciętnego człowieka, ale linie lotnicze raczej stać na takie "fanaberie".
13 kwietnia 1970 w drodze do Księżyca i odległości 328 000 km od Ziemi w module serwisowym Apolla 13 eksplodował zbiornik z tlenem. W Houston usłyszano wówczas pamiętne: „Houston, mamy problem” (Houston, we’ve had a problem).
Czyli 45 lat temu dało się przesłać sygnał z odległości ponad 300 tysięcy kilometrów, a teraz nie da się przesłać sygnału z raptem kilku kilometrów nad ziemią? :D
A co do bycia ekspertem, to chciałbym się dowiedzieć od ludzi będących bliżej z tematem, dlaczego metody identyfikacji samolotów są tak dalece zacofane. Przynajmniej względem technik, które obserwuję na co dzień w pracy, gdzie cały proces jest szczegółowo kontrolowany zdalnie, a nawet najmniejsza odchyłka wywala alert. Odległość źródła od odbiornika nie powinna mieć znaczenia.
Andre -> no właśnie... koszt. Choć z drugiej strony branża lotnicza jest jedną z najbardziej dochodowych i obraca znacznie większymi pieniędzmi nawet niż NASA, dla której te rozwiązania są znane od lat :)
Bogi -> Co do reakcji to zapewne tak było. Dlatego też ciekawi mnie jak wiele osób może być zaangażowanych w takich sytuacjach. Czy mają opracowany plan działania i przydzielone role, czy też ktoś zarządza tym "na żywca".
Ciekaw jestem czy dałoby się rozszerzyć działania właśnie o wspomniane przeze mnie wcześniej obliczenia (analizę statystyczną) i rozpoczęcie akcji ratunkowej jeszcze przed wystąpieniem zdarzenia. W końcu jeśli chodzi o ratowanie ludzkiego życia, to każda minuta jest cenna, a przecież nie zawsze giną wszyscy uczestnicy wypadku.
Paudyn -> racja, ale... ilość osób zatrudnionych przy obsłudze lotów jest wystarczająca do wyznaczenia tych odpowiedzialnych za kontakt z rodzinami ofiar oraz jednocześnie do udzielania informacji mediom.
Czas od opuszczenia kursu do momentu katastrofy, przynajmniej według wstępnych ustaleń wynosił 33 minuty. Nie śledziłem informacji później, stąd mogę mieć błędne dane.
Andre -> no i właśnie to mnie zastanawia. Dlaczego w dobie zaawansowanych urządzeń satelitarnych śledzenie lotów jest takie dziurawe. Przecież byle telefon satelitarny ma zasięg w dowolnym miejscu (z tego co kojarzę) i jest w stanie podać pozycję odbiornika. Stąd już tylko krok do możliwości podania wysokości.
Przewidzenie miejsca katastrofy jest możliwe na podstawie zmiany kursu. Zmiany można przedstawić na wykresie lub w postaci symulacji 3d - przy zachowaniu parametrów (brak przyspieszania czy zmiany kierunku) łatwo można ustalić przewidywane miejsce zetknięcia się z ziemią.
Jak w zadaniu z fizyki, gdzie mając podaną prędkość wyrzutu przedmiotu i jego dane dotyczące kształtu i masy, obliczało się jak daleko doleci. W tym przypadku do danych należy dołożyć opory powietrza i zdolność pokonywania ich przez samolot.
Może to utopia, ale myślę, że dobry inżynier byłby w stanie to obliczyć, a to znaczy, że da się do tego liczenia zaprogramować komputer :)
A czarna skrzynka też jest ciekawą kwestią... Skoro da się przez internet bezpośrednio przesyłać nagrania z kamerek samochodowych, to dlaczego nie jest możliwe stworzenie modułu w samolocie, który dane ze skrzynek będzie przesyłał do jakiejś naziemnej bazy?
Tym bardziej, że to nie jest mała awionetka, tylko duży samolot pasażerski.
Deton -> ciekawe i przekonujące wyjaśnienie. Jeśli tak rzeczywiście to wyglądało to właśnie do tego zmierzam - przy odpowiednim systemie ostrzegania (wysokość chyba nie jest określana jedynie na podstawie czujników, które mogą zostać oblodzone), piloci otrzymaliby wyraźny sygnał o opuszczeniu zaplanowanego kursu. Wtedy mogliby cokolwiek zdziałać. A tak to na nieświadomce wyrżnęli w szczyt ;)
O katastrofie z pewnością każdy, kto śledzi bieżące informacje słyszał.
Mnie zastanawia jednak kilka kwestii... Ogólnie systemy lotnicze są wysoce zaawansowane technologicznie. To nie jest autobus, gdzie wsiada kto chce. Tu każdy ma wykupiony wcześniej bilet, każdy musi przejść odprawę, a wszystko to jest zapisywane na komputerach obsługi.
Dlaczego zatem zawsze tak wiele czasu zajmuje ustalenie tego ile osób było na pokładzie? Przecież w systemie wszystkie bilety zostają odpowiednio potwierdzone. Zapisywane są też dane pasażerów. Narodowość też powinno dać się ustalić w kilka minut, a jednak takie informacje są podawane po kilku godzinach.
Kolejna interesująca mnie kwestia to podejmowanie działań. Każdy samolot ma odgórnie ustalone parametry lotu - m.in. prędkość, kurs oraz wysokość. Na radarach wszystkie te parametry monitorowane są na bieżąco. Dlaczego zatem w przypadku zboczenia z kursu nie są podejmowane konkretne akcje...
W tym przypadku samolot z ustalonych 12 tysięcy metrów schodził do nieco ponad 2 tysięcy przez blisko pół godziny. W tym czasie do systemów kontroli lotów przepłynęły szczątkowe informacje.
Teoretycznie możliwe było przecież orientacyjne ustalenie miejsca, w którym może zdarzyć się wypadek. Możliwe było też wszczęcie alarmu mimo braku kontaktu z pilotem.
Pozwoliłoby to na postawienie jednostek ratunkowych w stan gotowości jeszcze przed wystąpieniem zdarzenia. A tutaj dopiero jak samolot był już dobrą godzinę na ziemi, pojawiła się informacja o miejscu katastrofy.
Parametry lotu i ich odchyłki mogą być wychwycone przez odpowiedni program w kilka sekund, a w takich przypadkach mam wrażenie, że zwykły internauta obserwujący poszczególne loty mógłby szybciej wychwycić odchylenia i poinformować odpowiednie służby.
No i jeszcze jedna kwestia, zalatująca trochę teorią spiskową. Takie wypadki zdarzają się niezwykle rzadko. Warto w takich sytuacjach obserwować sytuację na świecie, bo cała uwaga mediów skupiona jest na wypadku. To dobra okazja do przepchnięcia niewygodnych ustaw i innych akcji tego typu.
Jak to powinno wyglądać moim zdaniem? Samolot znacząco zmienia swój kurs - pojawia się pierwszy alarm. Wyznaczona osoba próbuje skontaktować się z pilotem. W przypadku braku kontaktu natychmiast zostają podjęte odpowiednie kroki. Szybka analiza odchyłki od lotu, obliczenie potencjalnego miejsca zderzenia się z ziemią. Poinformowanie służb ratowniczych w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od przewidywanego miejsca katastrofy.
W tym czasie inna osoba sprawdza kto przeszedł odprawę na lotnisku i został wpuszczony do samolotu. Odbywa się kontakt z osobami, które nie dotarły na lot mimo wykupionych biletów. Na liście pasażerów sprawdza się narodowości poszczególnych osób i informuje kraje, których obywatele byli na pokładzie.
Podaje się wstępne informacje - ilość pasażerów i obsługi, narodowości. Informuje się ludzi o potencjalnych przyczynach katastrofy (nie wierzę, żeby przy zachowanym kontakcie, pilot nie był w stanie poinformować co się stało - nawet w obliczu zagrożenia, bo musiał sobie zdawać sprawę z tego, że spada). Utrata kontaktu, na łączach satelitarnych, jest niezwykle mało prawdopodobna.
Nawet niewielkie fabryki dysponują systemami wczesnego informowania o odchyleniach. Pomaga to na konserwację maszyn jeszcze przed wystąpieniem usterki czy też wyprodukowaniem wadliwego produktu. Myślę, że samoloty podobnie na bieżąco raportują o wszelkich nieprawidłowościach - nie tylko w kokpicie, ale także błędy zostają przekazywane do obsługi naziemnej, co może pozwolić nie tylko na szybką reakcję, ale także na łatwe zidentyfikowanie przyczyn katastrofy.
No właśnie w tym problem - większość, o ile nie wszystkie urządzenia z wbudowaną syreną osiągają głośność 85dB, czyli tyle co dzwonek, który jest u rodziców. Dzwonek znajduje się właśnie w kuchni, czyli tam gdzie docelowo ma być założony czujnik.
Czasem przyjeżdżając późno w nocy do rodziców, mam problem z dostaniem się do mieszkania, bo dzwonek ich nie budzi. Nie działa też dzwonienie na telefon, który znajduje się w pokoju obok. Rodzice naprawdę śpią kamiennym snem :)
A mieszkanie jest dość duże. Rodzice najczęściej śpią na piętrze, więc syrena piętro niżej i o dwa pokoje obok może nie wystarczyć.
Cześć :D
Jako, że moi rodzice to już starsi ludzie (oboje po 60-tce), chciałbym zafundować im trochę bezpieczeństwa. Mają piec węglowy, do tego często korzystają z kuchenki gazowej. Wobec tego chciałbym założyć jakiś sensowny system czujników wykrywających gaz, dym i czad.
Prawie wszystkie dostępne na allegro czujniki działają na zasadzie ostrzegania w miejscu występowania problemu. Innymi słowy mają wbudowaną syrenę.
Mieszkanie jest w starym typie budownictwa, przez co wewnątrz są dość grube ściany. Rodzice śpią w dość oddalonym od kuchni miejscu i syrena wyjąca w kuchni mogłaby ich nie obudzić. Chciałbym kupić jakiś zestaw, który pozwoliłby mi na umieszczenie czujników w kuchni, a syren w pozostałych punktach w mieszkaniu. Dobrze gdyby było zasilanie z sieci, a akumulatory tylko na wszelki wypadek. Przy samym akumulatorowym zasilaniu, znając rodziców po wyczerpaniu akumulatorów przez miesiąc sprzęt by nie chodził, bo nie miałby kto zmienić zasilania.
Elektronikę ze schematów ogarniam, ale nie czuję się na siłach, żeby opracować samemu działanie takiego systemu i rzeczy, których należy użyć, żeby to wszystko działało. Może, że jest coś gotowego na rynku, spełniającego moje wymagania.
Będę wdzięczny za pomoc.
Aha, chciałbym zmieścić się w tysiącu :)
Dessloch -> fakt, żona zauważyła wcześniej że gość nie skręca, bo ja w pierwszej kolejności patrzyłem na jadących drogą z pierwszeństwem z mojej prawej strony - widok w prawo miałem dobry i koleś nie zasłaniał mi go, a w drugiej kolejności patrzyłem na to czy nikt nie wchodzi na przejście dla pieszych mieszczące się tuż za skrzyżowaniem.
Było już ciemno i musiałem się dobrze przyjrzeć, bo mogłem zostać nieco oślepiony reflektorami samochodów jadących z naprzeciwka - wtedy trudno zauważyć pieszego wychodzącego gdzieś spomiędzy samochodów.
Chciałbym zobaczyć jak ten policjant podjeżdża na to skrzyżowanie z prawej strony i przejeżdża przez nie na wprost. Jestem się w stanie założyć o cokolwiek, że nie uda mu się wcisnąć bez uszkodzenia samochodu. No i wcześniej musiałby wyprzedzić prawą stroną wszystkie samochody stojące w korku przy osi jezdni ;)
Smoleń -> mam GoClever, ale jakość nie jest powalająca. Słabo widać rejestracje innych samochodów, a do tego często ma problemy z kontrastem - wystarczy, że ktoś zahamuje i włączą mu się światła stopu. Przymierzam się do zakupu czegoś lepszego, a obecną kamerkę dam do nagrywania tego co się dzieje za autem. Jeszcze nie robiłem rozeznania.
Dessloch -> jednocześnie nacisnąłem klakson i hamulec. Gość był na równi ze mną i nie zmieścił się między mną, a krawężnikiem, przez co wjechał we mnie.

A tak z naniesionymi uczestnikami ruchu.
Przy lewej krawędzi stoi kolumna samochodów przemierzających się do jazdy na wprost i umożliwiających jazdę prawą stroną, tym którzy chcą jechać główną drogą.
Gość wyprzedza całą kolumnę i wciska się przede mnie tak, że nie zdążyłem wyhamować.
Nie będę się zbytnio rozpisywał - wszystko ująłem na forum klubowym, ale może ktoś z GOLa będzie miał coś do dodania w kwestii tego zdarzenia.
https://forum.roverki.eu/viewtopic.php?p=866584#866584
Będę wdzięczny za wszelkie porady :)
Podjeżdżając do tego skrzyżowania od prawej strony nie ma szans na uniknięcie kolizji - trzeba się wbić w kolumnę pojazdów jadących na wprost, a nie chcąc tworzyć sytuacji kolizyjnej wypadałoby przepuścić auta z lewej strony. Można tak czekać bez końca, bo tam zawsze się korkuje w godzinach popołudniowych.
Czyżby sprawa podobna do sprawy Mirencjum? On dostał mandat i przegrał sprawę bo "mógł wyhamować". W moim przypadku też zdrowy rozsądek sobie, a przepisy sobie...
Dziękuję wszystkim za udaną imprezę (jak co roku zresztą) :)
Gadzina -> odezwij się do mnie na piwarium [at] piwarium [.] pl :) Chętnie jeszcze powymieniam piwne doświadczenia.
Dzisiaj już tak się zbierając, trochę zebrało się nam na wspomnienia i oprócz już wspomnianego wcześniej brakującego rumu i kostki, to w szczególności brakowało w tym roku El Rondo Tonto Pronto Do Toronto, Człowieka z bagażnika, Gacka, Lilus i kilkudziesięciu innych osób, które zapuściły korzenie w piknikowym klimacie, a nie sposób wymienić wszystkich żeby nikogo nie pominąć (Elkaer, Cody, Matisf, Yuri "człowiek z wanny" the Crusaider, Żuro the Crusaider, Gofer the Crusaider, Kompo i wiele innych osób).
Czas odliczać do przyszłorocznego pikniku. Ciekawe gdzie tym razem trafimy. Mam nadzieję, że gdzieś niedaleko obecnego miejsca, bo szkoda byłoby zmieniać hostel, w którym wreszcie nikt nie robił problemów ;)
Poważnie? Przez 75 lat funkcjonowania, kino nie dorobiło się własnego budynku?
Przecież to jest kpina, żeby przez taki czas być zależnym od właściciela budynku. Biedronka może sobie wynajmować lokale, bo nawet jeśli właściciel wypowie im umowę to założą sklep 100 metrów dalej. A kino? Trochę trudniej przenieść.
Poza tym z tego co widzę, to właściciele Feminy najpierw okazali się pazerni na kasę łącząc się z sieciówką i jednocześnie mając w dupie tradycję. A gdy się okazało, że ktoś ma jednak tej kasy więcej to jest wielkie biadolenie, że tradycja, kultura, blablabla...
Wracam po latach na forum i tak jak kiedyś, tak i teraz zgadzam się z Wysiakiem.
Nie wiem jak reszta, ale ja na przykład nie kradnę ani nie niszczę cudzej własności, więc wszelkie zabezpieczenia przez złodziejami i wandalami mnie za bardzo nie dotyczą. Równie dobrze złodziej złapany na gorącym uczynku mógłby być zabijany - mnie to nie dotyczy, a złodziej zajmuje czyjeś mienie na własną odpowiedzialność. Ot, najprostszy przykład działania selekcji naturalnej.
Jakie może być zastosowanie linki w lesie na wysokości 170cm? Ogrodzenie swojej posesji tak, żeby zwierzęta mogły swobodnie przechodzić . Wystarczy tylko taką linkę oznaczyć na tyle dobrze, żeby dla pieszego i rowerzysty była widoczna wystarczająco do zatrzymania się przed nią.
Jeśli dobrze pamiętam Grabarzuu jest prawnikiem i mam wrażenie, że próbuje "obronić" sprawę, w której wszyscy są przeciwko. Zupełnie jak obrona przestępców w sądzie, gdzie mimo dowodów dąży się do jak najniższej kary lub nawet do uniewinnienia ;)
Maziomór -> mój teren był ogrodzony, ale teraz nikomu krzywdy nie robię gdy przyjdzie uzbierać sobie grzybów czy innych darów natury. Nie chciałbym jednak żeby ktoś wycinał sobie drzewa z mojej posesji czy niszczył mi teren w inny sposób.
Czy wobec powyższego posiadanie agresywnych psów na działce też należy potraktować jako usiłowanie zabójstwa? Przecież to popularna praktyka, a efekt podobny - ciężki uszczerbek na zdrowiu lub nawet śmierć za samo wtargnięcie na teren posesji. Nawet nie trzeba mieć złych intencji.
Grabarzu -> Moje linki też są rozwieszone w lesie. Teren jest ogrodzony, choć już zarówno siatki, jak i słupków coraz mniej. Gdybym miał uzupełniać braki w ogrodzeniu to by mi pensji nie starczyło. A dzwoneczki działają tylko wtedy gdy ktoś dotknie linki. Na tym polega zabawa, żeby przejść bez dzwonienia :)
Maziomór -> Widzę różnicę, ale to nie jest polowanie na ludzi na szlakach turystycznych. To jest zabezpieczenie prywatnego terenu. Wiem, że może nie do końca legalne, ale doskonale wspierające selekcję naturalną. Tak samo jak marzy mi się możliwość założenia w swoim aucie instalacji, która po wejściu nieuprawnionej osoby do środka będzie zabijać prądem.
Ktoś kto nie kradnie samochodów będzie bezpieczny, ale chętnie zobaczyłbym świeże zwłoki wychodząc do pracy - znacznie lepsze to niż zastać puste miejsce na parkingu.
Może jestem dziwny, ale nie szkoda mi takich "ludzi". A nawet powiem więcej, chętnie poznęcałbym się nad nimi. To samo z hienami cmentarnymi i wieloma innymi "fachami", które są wykonywane tylko po to, żeby zaszkodzić innym.
W temacie dodam jeszcze, że gdyby ktoś nie zauważył - jestem za selekcją naturalną przy pomocy linek na prywatnych posesjach między drzewami. O ile teren jest oznakowany (tabliczki, ogrodzenie, cokolwiek co sprawia, że potencjalny gość może wiedzieć, że wchodzi na teren prywatny) i linki nie są rozwieszone na ścieżkach.
Maziomór -> wg mnie to jest taka sama próba zabójstwa jak rozciąganie torów kolejowych w poprzek dróg ;)
Być może przeoczyłem, ale ten filmik dobrze obrazuje całą sytuację:
https://www.youtube.com/watch?v=HgD4NiBJycs
Najlepsze są komentarze broniące biednych motocyklistów, bo się zgubili. Po pierwsze mogli wrócić tą samą drogą, którą przyjechali. Po drugie podczas gdy jeden "rozmawia" i rżnie głupa, drugi wciąż rozjeżdża gościowi ogród. Po trzecie tłumaczą się szukaniem drogi, podczas gdy jak dotąd nie przeszkadzało im jeżdżenie po bezdrożach.
W sumie to muszę pomyśleć nad ściągnięciem swoich linek z działki. A nuż ktoś mi na nią wjedzie (bo ogrodzenie częściowo rozkradzione) i się zetnie, a potem będę oskarżony o zabójstwo... ba, morderstwo z zimną krwią.
A linki wiszą do zabawy - przejście określonego odcinka bez dotknięcia linek. Do każdej przyczepiony jest dzwoneczek. Na pozór proste, ale po zmierzchu i odpowiedniej dawce alkoholu sporo frajdy - polecam :)
Kolejny temat dzielący ludzi na dwie skrajne frakcje podczas gdy prawda znowu leży gdzieś po środku.
Debile na quadach i crossach powodują mnóstwo szkód. Począwszy od zanieczyszczeń pochodzących od spalin, poprzez niszczenie naturalnej fauny i flory, płoszenie zwierząt, rozkopywanie terenu aż po zagrożenie zdrowia i życia dla ludzi spacerujących po lesie.
Nie ma na nich sposobu, bo ściganie ich przez straż leśną lub policję jest zupełnie bezskuteczne. Nie dziwię się zatem, że właściciele terenów leśnych próbują działać na własną rękę, nawet przy użyciu drastycznych metod.
Uważam, że nie ma co porównywać rozwieszania linek do zaminowania terenu. Spacerowicze i grzybiarze niczego nie niszczą. O ile popełniają wykroczenie wchodząc na teren prywatny, to de facto nie szkodzą. W przeciwieństwie do opisywanych w wątku idiotów. Tutaj bardziej nasuwa się porównanie złamania zakazu wjazdu - jeden wjedzie na nieużywaną ulicę, żeby skrócić sobie drogę do domu, a drugi będzie polował na ludzi na deptaku w Sopocie.
Uważam, że dewastowanie terenów leśnych (jak i jakichkolwiek innych obiektów), niezależnie czy prywatnych czy państwowych powinno być surowo karane. Linki w wybranych miejscach (oczywiście nie przecinające dróg i ścieżek) pełnią rolę edukacyjną znacznie lepiej niż dowolna inna metoda. Nawet jeśli nikt się na taką nie nadzieje, to w chwili obecnej amatorzy leśnych wojaży nigdy nie będą mieć pewności, czy ktoś nie rozwiesił takiej linki między drzewami.
Gdyby w losowych miejscach w Polsce, po odnotowaniu przekroczenia prędkości przez kierowcę wysuwały się kolczatki, to myślę, że większość kierowców odpuściłaby łamanie przepisów w tej kwestii. To, że uszkodzi się auto to jedno, ale na porozcinanych nagle oponach łatwo stracić panowanie nad kierownicą, a to może skończyć się tragicznie. Każdy z choćby odrobiną instynktu samozachowawczego miałby to na uwadze.
Aha, ktoś napisał wcześniej, że nie ma gdzie jeździć. W promieniu 100km od siebie jestem w stanie wskazać co najmniej 7 torów do jazdy tego typu pojazdami. Choć nigdy na żadnym z nich nie byłem, ani sam nie jeżdżę takim pojazdem, a to może sugerować, że takich torów jest znacznie więcej. Ja znam tylko te przy głównych trasach, a jestem przekonany, że można znaleźć ich więcej rozmieszczonych gdzieś na wsiach, pod lasami lub nawet na wyznaczonych terenach leśnych.
Podczas kradzieży przewodów wysokiego napięcia często dochodzi do śmierci złomiarzy. Czemu nikt wtedy się nie dziwi, że w przewodach był prąd? A może to przez brak ostrzeżeń? W końcu na całej długości przewodu powinny być odpowiednie informacje. Niszczenie mienia w obu przypadkach grozi śmiercią i każdy kto podejmuje się takiego czynu powinien zdawać sobie z tego sprawę.
Oczywiście rozwieszanie linek i innych niebezpiecznych przeszkód na drogach i ścieżkach powinno być surowo karane. Może nie koniecznie więzieniem, ale na przykład sprzątaniem lasu - zwłaszcza w miejscach gdzie łatwo napotkać wnyki i sidła przykryte runem.
I na koniec dodam jeszcze jedno. Takie jeżdżenie po lasach, łąkach i drogach gruntowych może przynieść spore straty. Drogi gruntowe stanowią często jedyny dojazd do prywatnych posesji. Rozjeżdżone po deszczach bywają nieprzejezdne nawet w suche dni. Jeżdżenie po tych drogach autem osobowym nie powoduje ich znaczącego zużycia, ale rycie oponami z głębokim bieżnikiem lub przecinanie ich w poprzek już tak. Niszczenie upraw to sprawa bardzo głośna i kosztowna wśród rolników. Debile rozjeżdżają tereny rolne, myśląc że to tylko ktoś naszykował teren pod łąkę, a w rzeczywistości są to tereny uprawne. Niszczenie młodych drzew czy ogólnie zaburzanie ekosystemu także jest dużym kosztem społecznym. Wystarczy wypłoszyć konkretny gatunek zwierzyny leśnej, a zacznie przybywać szkodników, które były jej naturalnym pożywieniem.
Nawet ostatnio miałem do czynienia z pokaźną inwestycją - zebranie strumyków w jedno większe koryto, osuszenie w ten sposób podmokłych terenów, które na razie miały być łąką (a raczej wielkim trawnikiem), aby za jakiś czas stworzyć tam kompleks turystyczny. Teren wyrównany, trawa zasiana, już zaczęła nawet kiełkować. Wtedy pojawiła się grupa miłośników bzyczących pojazdów i rozjeździli to tak, że obecnie teren ten przypomina bardziej pobojowisko lub pole po wykopkach. Szkoda, bo na jego wyrównanie i zasianie trawy poszło nieco ponad milion złotych z budżetu państwa (kwestia uregulowania wody to osobna inwestycja za kilkadziesiąt kolejnych milionów).
To tak w kwestii tych nieszczęsnych 10k tak drążonych przez Grabarza :)
Szkoda, że nie mogę się powołać na źródła, ale przypadek ten znam osobiście, bo teren o którym mowa znajduje się jakiś kilometr od mojej działki. Wśród okolicznych mieszkańców dezorientacja i plany dokonania samosądu. W końcu to ich gmina też wywaliła sporo kasy na ten cel, a jacyś gnoje to rozjeździli przez jedną noc.
Dla Ciebie to wszystko.
Nie wiem jak jest ze skuterami, ale w przypadku samochodu koledze przyszedłby mandat od UFG w wysokości 3000zł za brak ciągłości w ubezpieczeniu OC.
No i na przyszłość przestrzegam. Jeśli nie posiadając OC spowodujesz kolizję lub wypadek - wszelkie koszty pokrywasz z własnej kieszeni. Może się okazać, że będziesz zmuszony do pokrycia czyjejś renty za trwały ubytek na zdrowiu. Innymi słowy do końca życia toniesz w długach. OC jest po to, żeby takie coś nie spotkało człowieka, bo wtedy kara jest niewspółmierna do czynu.
Jak to ktoś dobrze określił: "Na woodstock się nie jeździ - tam się wraca".
Przeczytałem cały wątek i bez osobistych wycieczek chciałbym nakreślić jak wygląda ten festiwal z mojego punktu widzenia, czyli osoby nie identyfikującej się z żadną konkretną subkulturą.
1. O woodstocku słyszy się dużo... że brudno, że śmierdzi, że seksy, że narkotyki itd. Owszem, to wszystko się zgadza, ale tak jak ze wszystkim innym, każde z tych pojęć może być różnie postrzegane.
Czym innym jest brud zgromadzony na człowieku przez zaniedbanie, a czym innym jest brud który spowodowany jest kurzem unoszącym się w powietrzu, a jednocześnie niemożliwym do opanowania na takim terenie. Czym innym jest smród spowodowany kilkoma dniami bez prysznica i zmiany ciuchów, a czym innym ten spowodowany kilkoma godzinami w upale. Kanalizacji także nie ma, więc niestety parujący pod wpływem temperatury mocz nie pachnie zbyt pięknie. Seks zasługuje na inny punkt.
2. Wyobraźcie sobie sytuację. Macie wykupioną wycieczkę, jedziecie do innego miasta autokarem, w którym jest grupa innych turystów. Skoro spędzacie kilka dni razem, to zagadujecie do ludzi licząc na zawiązanie jakiegoś kontaktu. To normalne na wycieczkach. A teraz wyobraźcie sobie, że w tym autokarze jest nie 20, a pół miliona osób. Tak jest na woodstocku. Zamiast jednej fajnej dziewczyny, będzie jechać ich tysiąc, można porozmawiać z wieloma. A to normalne, że prędzej czy później trafi się osoba, z którą da się nawiązać bliższą relację. To samo z wypadkami na woodstocku - że ktoś zasłabł albo sobie złamał nogę. Biorąc pod uwagę stan upojenia alkoholowego i po raz kolejny skalę, to jestem przekonany, że na domówkach wypadkowość w przeliczeniu na uczestnika jest sporo wyższa :) No i nie ma pomocy medycznej na miejscu.
I po raz ostatni odniosę się do efektu skali - już nawet przy kilkuosobowej grupie następuje coś w rodzaju rozmycia odpowiedzialności. Wyrzucę papierek na ziemię, bo i tak nie będzie wiadomo, że to ode mnie. Równie dobrze mógł to zrobić ten obok. Normalne ludzkie zachowanie, które w normalnych warunkach nie występuje, a jedynie w tłumie. Mało jest osób, które w tłumie potrafią powstrzymać tego typu odruchy.
3. Dlaczego o woodstock co roku jest taka batalia? Bo dyskutują ludzie, którzy opierają się na tym co słyszeli. Dla mnie każdy z powyższych elementów jest dyskwalifikujący - nie lubię kontaktu z obcymi ludźmi, nie korzystam z toalet publicznych jeśli nie mogę się umyć, nie lubię pijanego towarzystwa, nie szukam wrażeń seksualnych.
A jednak pojechałem i nie żałuję - wiem, że chcę tam wracać. O tym dlaczego, napiszę dalej.
Tym czasem przeciwnicy woodstocku dzielą się na dwie grupy - ci, którzy nigdy tam nie byli, oraz ci, którzy byli raz, ale im się nie spodobało.
Ci pierwsi, oczywiście jak już pisałem wcześniej, opierają się na doniesieniach i wyłapują negatywne elementy z ogólnego opisu, zapominając o plusach. Ci drudzy natomiast byli tam jadąc z negatywnym nastawieniem. A to przecież nie taka impreza. Motywem przewodnim jest otwartość i łamanie barier i stereotypów.
Ja na woodstock jeżdżę po to żeby poznać ciekawych ludzi, poznać ich punkt widzenia, bo wiem, że na co dzień nie mam styczności z całym przekrojem społeczeństwa - począwszy od punków a na mnichach kończąc. Często można naprawdę mocno pogłębić swoją wiedzę, albo poznać chociażby argumenty dotyczące niektórych rzeczy - argumenty, których nie usłyszy się w telewizji.
Jak ktoś nie chce ze mną rozmawiać, to nie nalegam - są tysiące innych osób do rozmów. Jako że przeciwnicy woodstocku zbyt skorzy do rozmowy bezpośrednio na festiwalu nie są, to może im się wydawać, że wszyscy inni też są nastawieni negatywnie.
W tym roku zabrałem na woodstock takiego negatywnie nastawionego człowieka. Wyjechał stamtąd jeszcze bardziej zniechęcony. No ale cały czas chodził naburmuszony więc nic dziwnego, że nikt nie chciał z nim rozmawiać. Podczas gdy ja spotkałem i porozmawiałem sobie z prezesem całkiem dużej i znanej w polsce firmy, to on zamknął się w sobie twierdząc, że jest poważnym człowiekiem i w tym wieku (27 lat) takie zabawy go nie interesują.
Serio? Jak dobrze pójdzie, w przyszłym roku jadę ze swoim szefem.
Nie każdemu musi się to podobać. Dla mnie woodstock ma w sobie pewną magię, która jednoczy ludzi. Nigdzie nie spotkałem takiego zainteresowania losem drugiego człowieka. Gdy ktoś się przewróci momentalnie znajduje się mnóstwo osób, które pytają czy nic mu się nie stało, które zaproszą do swojego "obozu", żeby zebrał siły. Do tego świetna muzyka, nawet jeśli leci tylko w tle.
W skrócie nie namawiam, ale zaznaczam, że warto pojechać z nastawieniem światopoglądowym. Nastawić się na poszerzanie horyzontów, poznanie świata widzianego oczami innych. Nie trzeba pić, żeby się dobrze bawić, choć nie od dziś wiadomo, ze alkohol ułatwia rozmowę. Tylko tyle i aż tyle. Ja w tym roku wypiłem 2 piwa i bawiłem się bardzo dobrze.
Na koniec tylko dodam, że podobają mi się wypowiedzi Kleska - rzetelna relacja, bez agresji, bez ukrywania negatywów, ale jednocześnie bez ich piętnowania. Tak samo bez wychwalania zalet, ale też bez ich pomijania. Po prostu fakty. Podziwiam za spokój i opanowanie :)
Sir Klesk - jeśli będziesz miał ochotę, to daj znać, a zgadamy się na jakieś piwko na mieście żeby porozmawiać, bo już od dawna kojarzysz mi się z człowiekiem mocno zbieżnym poglądowo ze mną :)
Na eBayu wystawione są felgi, na których bardzo mi zależy. Niestety sprzedający oczekuje odbioru osobistego oraz zastrzega możliwość udziału w licytacji jedynie dla osób posiadających co najmniej 20 pozytywnych komentarzy.
Odbiór osobisty to dla mnie ostateczność, bo wiązałby się z nadrobieniem około 1000km w obie strony i stratą kilkunastu godzin czasu w aucie... Chętnie natomiast zapłacę osobie, która mogłaby mi te felgi odebrać i w jakiś sposób przesłać do Polski (transport zapewne mógłbym załatwić we własnym zakresie).
Może znacie kogoś, kto stacjonuje gdzieś w pobliżu? Sprzedający jest dokładnie z Otley - 10km od Leeds.
HUtH -> z tanich i smacznych piw polecam jeszcze Raciborskie. Trybunał też jest spoko - jak idę gdzieś na imprezę i mam wziąć ze sobą piwa, to najczęściej wybieram między powyższymi dwoma lub Miłosławem lub... Łomżą miodową :)
Nie wiem czy inni też tak mają, ale czasem bardziej smakują mi rzeczy teoretycznie gorszej jakości. Łomża wali sztucznym miodem, ale ten zapach i smak mi się po prostu podoba, bo kojarzy mi się z miodowcem, do którego też używa się właśnie sztucznego miodu. Aromat jest bardziej kwiatowy :) Tak samo mam z sosem guacamole - te po 12-15zł nie nadają się do jedzenia, natomiast guacamole z lidla za 4-5zł doskonale komponuje się z potrawami - jest lepiej doprawione :)
Ale wracając do piwa - w cenie do 5zł mógłbym wymienić przynajmniej 100 piw, które jestem w stanie wypić z przyjemnością, a do wielu z nich często wracam :)
DiabloManiak bardzo dobrze rozpisał mechanizm powstawania niskiej ceny za piwo względnie dobrej jakości. Powiedziałbym nawet, że w dyskoncie można spodziewać się lepszej jakości piwa, gdyż koncerny sprzedając partię z wadą (najczęściej niewyczuwalną przez konsumentów) pod swoją marką, ryzykują tylko tym, że znajdzie się grupa klientów, którzy to wyczują i przerzucą się co najwyżej na innego koncerniaka. Jeśli natomiast skargi trafią do biedry, że piwo zrobione dla nich jest kiepskie, może ona zerwać umowę lub zażądać odszkodowania. Żeby wejść do dyskontu trzeba wpłacić coś w rodzaju wpisowego. Do Piotra i Pawła wejście z jednym produktem kosztuje w tej chwili około 50-60 tysięcy złotych (nie wiem czy jednorazowo czy za jakiś okres czasu). Nie zdziwiłbym się gdyby wejście do biedronki było kilkukrotnie droższe. Kary za niespełnienie norm jakościowych obejmują już 7-cyfrowe kwoty :)
Mutant z krainy OZ -> w puszcze 500ml znaczącym składnikiem ceny jest reklama producenta, której wartość jest uwzględniana na etapie produkcji. Koszt reklamy piwa w większej puszce przechodzi na biedronkę, która może sobie robić z tym co chce, byle tylko odbierała ustaloną w umowie ilość towaru ;)
To może jakaś bioinżynieria? Z biologią i chemią pewnie poszedłbym na coś związanego z produkcją piwa ;)
Opcja pracowania przez rok jest ok - ja też miałem rok przerwy i nie żałuję, bo trochę mi się przez ten rok wyklarowało co chcę w życiu robić. Ciężko jest wrócić... zwłaszcza jakbym miał studiować dziennie to już na pewno by mi się nie chciało. Skoro już zarabiałem, to pokusiłem się na studia zaoczne i nie narzekam - poziom ten sam co na dziennych, trochę więcej do zrobienia w domu, ale da się ogarnąć. Papier po studiach też w zasadzie ten sam, tyle, że studiując zaocznie oprócz wykształcenia masz także doświadczenie w pracy, a to się teraz bardziej liczy.
Przemyśl sobie czy warto iść na dzienne studia. Wszystko zależy od indywidualnej sytuacji.
EnX -> niestety to nie to, piosenka bardziej skoczna, a głos był bardziej kobiecy/dziewczęcy :)
Ale to będzie coś takiego - nikt nie zna, ale większości powinno wpaść w ucho ;)
No właśnie nie mam pojęcia co to mogła być za stacja...
W aucie byłem między 11 a 13, a później między 18 a 21... Przerzucałem kanały w poszukiwaniu czegoś do posłuchania...
Niestety nie zapamiętałem co to mogła być za stacja, ani nawet czy było wtedy jasno czy już ciemno na zewnątrz :) Piosenka mi się przypomniała późnym wieczorem i utkwiła w pamięci na tyle mocno, że chciałbym ją odszukać :D
Chodzi mi o styl właśnie do pierwszej minuty.
Niby tylko śpiewanie, ale dość skoczne i rytmiczne. Możliwe, że później pojawiło się jakieś "umcyk umcyk", ale nawet jeśli to na tyle znośne, że nie zwróciło mojej uwagi :D
Po dość długich poszukiwaniach, nareszcie udało się znaleźć model spełniający wszystkie moje wymagania :)
Nie spieszyło mi się, bo dotychczasowy laptop wciąż działa sprawnie, a dzięki temu udało mi się zaoszczędzić ponad 600zł.
Laptop to Asus x550v, kupiony 12 lutego. Cena w sklepach na allegro to 2250zł, ja kupiłem za 1650zł i gość dorzucił mi jeszcze 2GB RAM.
procesor: i5 3230M
RAM: 6GB
Grafika: nVidia GeForce GT 720M
dysk: 500GB
Sprzedający jednak chciał oczyścić dysk przed wysłaniem i jak twierdzi, usunął mu się windows. Jeśli dobrze zrozumiałem, to skoro windows jest przypisany do komputera, to można go jakoś pobrać lub odzyskać, prawda?
Czy mogę pobrać jakąś wersję z neta i zainstalować ją aktywując kluczem z naklejki na komputerze?
No i do tego udało mi się kupić nowy dysk SSD 128GB za 280zł. Oczywiście zamierzam zamienić dyski, tylko jeszcze zastanawia mnie kwestia windowsa.
http://www.komputronik.pl/product/196260/Komputery/Laptopy/ASUS_X550VC_XO007H.html
Szukam piosenki, którą usłyszałem wczoraj w jakimś radiu, ale nie pamiętam o której... na pewno między 11 a 21 :)
Piosenka była w klimatach zbliżonych do "Because the night" http://www.youtube.com/watch?v=R-XEUfGguNM
Śpiewała kobieta, a w refrenie było prawdopodobnie "Take me out" lub "Take me down", ale gdy wpisywałem to jako tytuł na odsłuchane.eu nic nie udało się znaleźć.
Piosenka, jak sądzę była stylizowana na przełom wieków, ale wydawała się być dość nowa. Jakieś propozycje?

Siema GOLasy!
W imieniu swoim i Indescriptible, chciałbym zaprosić wszystkich na ślub, który odbędzie się już w najbliższy weekend, 13 lipca o godzinie 19-tej w Radomiu (tak, to to miasto od chytrej baby, zupki chińskiej i pomnika Sashy Grey).
Fajnie byłoby się zobaczyć w tak ważnym dla nas dniu. A nawet jeśli się Wam nie uda, to postaramy się zostawić parę flaszek weselnej na piknik ;)
Gościu nazywa się Dave Stewart i jest zajebisty :)
I'm Yours (Jason Mraz)
http://www.youtube.com/watch?v=MRA6SLZzxeY&feature=related
Cannonball (Damien Rice)
http://www.youtube.com/watch?v=0eHHrU7igjA&feature=related
Wind Of Change (Scorpions)
http://www.youtube.com/watch?v=EbSc57yfa1Q&feature=related
Zombie (The Cranberries)
http://www.youtube.com/watch?v=yLGzEC3tVBg&feature=related
Fields Of Gold (Sting)
http://www.youtube.com/watch?v=kwxhE3ouxCg&feature=related
Don't Look Back In Anger (Oasis)
http://www.youtube.com/watch?v=AsQIKl3SdXY&feature=related
Use Somebody (Kings Of Leon)
http://www.youtube.com/watch?v=MI4x0U8ElOA&feature=related
Wonderwall (Oasis)
http://www.youtube.com/watch?v=MFpUwqs_aPQ&feature=related
Creep (Radiohead)
http://www.dave63.com/mp3/creep.mp3
Polecam:)
Huth -> Muszę przyznać, że drogo bo 25zł... Sam się zdziwiłem patrząc na fakturę, ale że wziąłem tylko jedno to mam nadzieję, że zejdzie - w końcu to 1,5 litra dobrego piwa, a w Czechach akurat do PETów leją większość niepasteryzowanych z datą nie dłuższą niż 2-3 tygodnie od daty produkcji.
Z najnowszej dostawy do sklepu ------------------>
:)
A jak dobrze pójdzie, już niedługo Piwarium pojawi się w kolejnym mieście :)
a mi się marzy fabularna gra w życie.
Dokładniej miałaby ona polegać na tym, że jesteśmy osadzeni we współczesnym świecie, gdzie bez naszej woli trafiamy do innego państwa, skąd chcemy wrócić, ale najpierw mamy do wykonania pewne zadania - oprócz tych bardziej filmowych, typu zdobycie jakiejś zawartości sejfu, czy zlikwidowanie jakiegoś gościa - także te normalne, jak znalezienie pracy, załatwienie konkretnych spraw w urzędzie, czy wytłumaczenie się z zarzucanego czynu. Szczegół w tym, że w niemal wszystkich sytuacjach trzeba byłoby wprowadzać konkretne słowa i zwroty w obcym języku (język do wyboru w ustawieniach). Zaczynamy wprowadzając pojedyncze słowa, których możemy dowiedzieć się z jakiegoś gadżetu, który o dziwo został przy nas, żeby z czasem budować obszerniejsze wypowiedzi. Tym samym można byłoby nauczyć się języka w niezwykle przyjemny sposób.
Diabeł złapał Anglika,Francuza,Niemca i Polaka. Zaciągnął ich na bezdenną przepaść i mówi do Anglika:
- Skacz!
- Nie skoczę!
- Gentelmen skoczyłby!
Anglik skoczył. Nad przepaścią staje Francuz i diabeł go kusi:
- Skacz!
- Nie skoczę!
- Gentelmen skoczyłby!
- Nie skoczę!
- Ale teraz jest taka moda!
I Francuz skoczył. Nad przepaścią staje Niemiec i diabeł znów kusi:
- Skacz!
- Nie skoczę!
- Gentelmen skoczyłby!
- Nie skoczę!
- Ale teraz jest taka moda!
- Nie skoczę!
- To rozkaz!
Więc i Niemiec skoczył. Wreszcie, nad przepaścią staje Polak i diabeł kusi:
- Skacz!
- Nie skoczę!
- Gentelmen skoczyłby!
- Nie skoczę!
- Ale teraz jest taka moda!
- Nie skoczę!
- To rozkaz!
- Nie skoczę!
- A, to sobie nie skacz!
Polak skoczył.
To samo jest z tym statusem - każdy normalny Polak, widząc status "nie przeszkadzać" ma nieodpartą pokusę napisania do takiej osoby.
I ze statusu nie przeszkadzać robi się nagle dwudziestu chętnych do rozmowy.
Alexej [94] - człowiek to taka dziwna istota. Z jednej strony strasznie ciężko jest zginąć, ale z drugiej zdarzają się sytuacje, że ludzie umierają z błahych powodów. Moja koleżanka zginęła, bo się potknęła i nie zdążyła się podeprzeć. Nie uderzyła w nic konkretnego - po prostu głową o ziemię - czaszka na pół i zgon na miejscu.
Podobnie przy postrzale - jeden wyrwie sobie pół czaszki i przeżyje, a inny będzie miał niemal niewidoczną dziurkę, która uszkodzi newralgiczny punkt.
Z piwem przede wszystkim. Do tego jeszcze papierosy, cygara, fajki wodne i inne tego typu gadżety :)
Właśnie zakładam tam sklep i mam parę pytań związanych z tym miastem. A do tego będę poszukiwał pracownika - może ktoś zna kogoś godnego polecenia :)
Generalnie czynników opóźniających okres może być wiele. Jako główne wymienia się:
-stres
-przemęczenie
-choroba (nawet taka nieodczuwalna - wystarczy nieco podwyższona temperatura)
-zmiany klimatyczne
-zaburzenia hormonalne
-zmiana diety
Co więcej, stres to taka złośliwa menda, że wystarczy że okres spóźni się o 3 dni (a co, ma prawo), dziewczyna zacznie się stresować, że nie przyszedł na czas i z tego powodu opóźnia się on jeszcze bardziej.
Zdarzają się także okresy "widmo", podczas których nie występuje krwawienie, ale zachowane są wszystkie inne objawy miesiączki, wraz z PMS, co pewnie nawet Ty zauważysz ;)
I jeszcze jedna ciekawostka. Gdy w jednym domu mieszka więcej kobiet, nie wiedzieć czemu, ich okresy próbują się zsynchronizować (chyba po to, żebyśmy jeszcze bardziej mieli przerąbane). A zatem, jeśli Twoja kobieta mieszka z mamą/siostrą, to może po prostu organizm się dopasowuje, choć z reguły są to przesunięcia do tygodnia raczej.
Z tych dwóch... żaden. Ciekaw jestem dlaczego akurat wśród tych dwóch i żaden inny nie wchodzi w grę.
Przez ponad pół roku byłem w posiadaniu Ceeda z tym silnikiem. Fabię miałem z silnikiem 1.4.
Ceed był naprawdę komfortowy jak na swoją klasę - wystarczająco duży bagażnik, wygodne fotele, dobrze trzymał się drogi i było to auto, które naprawdę czułem. Jeździłem zimą i bardzo lubiłem się nim trochę poślizgać - nigdy mi nie uciekł w niekontrolowany poślizg. Problemem był jednak silnik - 1.4, choć ma 105KM, to nadaje się tylko do miasta. Przyspieszenie do 80km/h - rewelacja, auto jest żwawe, ale jazda po trasie to porażka. Przy 90km/h ma już 3500 obrotów i jest bardzo bliski swojego max momentu obrotowego. Wyprzedzanie przy wyjściowej prędkości 90km/h to męczarnia i strach w oczach. Moja 90-konna astra ma większego powera przy wyprzedzaniu w tym zakresie prędkości. No i spalanie też do najlepszych nie należało - przy jeździe głównie po trasie wychodziło mi około 7 litrów, a muszę dodać, że jeżdżę naprawdę oszczędnie. Koledzy, którzy dysponowali takimi samymi autami wykazywali spalanie na poziomie 9-10 litrów, gdzie także jeździli głównie po trasie (jakieś 70%). Samo miasto to około 10 litrów przy delikatnej jeździe.
Jeśli chodzi o Fabię, to nie wypowiem się na temat silnika. Komfort jazdy to jednak krok w tył względem pierwszej wersji. Pogorszona aerodynamika, węższe opony i tandetne plastiki, to nie to czego oczekuje się od nowszego auta. Akurat zmieniali w pracy flotę z fabii pierwszej generacji na drugą i gdy obie generacje były do dyspozycji, każdy wolał jeździć pierwszą. Z resztą, sam na zakup pierwszej generacji się zdecydowałem, choć mogłem wybierać między starą a nową fabią. O ile przy pierwszej generacji czuć było rękę VW, to druga jakością i komfortem jazdy zbliża się bardziej do Daci Logan. To co najbardziej mi się zapamiętało w fabii, to strach przed przekraczaniem 130km/h, bo wtedy każdy powiew wiatru niemal zmiatał samochód z drogi, a przynajmniej takie wrażenie odnosiło się z pozycji kierowcy, bo na tych cienkich oponkach bujało autem niesamowicie.
Generalnie wybór masz między autem ładnym i komfortowym z dużym spalaniem, a oszczędnym ale mało wygodnym. W tej kategorii cenowej z pewnością da się wybrać coś co łączy w sobie komfort i spalanie.
Nawiązując do jakości Canonów wspomnianych przez Trekkisa. Canon A95, to taki mercedes 124 wśród aparatów. Aparat nie do zajechania, posiadający przy okazji pełne funkcje manualne i obrotowy, bardzo funkcjonalny jak dla mnie wyświetlacz. A610 z kolei to taki Golf III z silnikiem 1.9TDI - równie żywotny, ale troszkę dynamiczniejszy i nowocześniejszy.
Swojego A610 kupiłem już jakiś czas temu. Właśnie będzie obchodził swoje 100 tysięcy zdjęć, a jeszcze ani razu mnie nie zawiódł. Co więcej kupiłem go używanego ze zresetowanym licznikiem.
Herr -> to też właśnie o tym napisałem. Portery (bałtyckie, bo takie są z reguły u nas dostępne) są mocno palone, co znacząco podnosi poziom goryczy. Wysoka zawartość ekstraktu i wzbogacenie tym samym innych źródeł smaku, powoduje że goryczka jest odczuwalna znacznie słabiej. Ale i tak portery nie są dla Ciebie, bo w kategorii piw, są to po prostu piwa wytrawne.
Hmm... szczerze przyznam, że nie znam tak dobrze rynku piwnego w Twoim mieście. Jedyne gdzie byłem to Browar Grodzki, przy Grodzkiej 15 bodajże. Tobie najbardziej podejdzie karmelowy smak dunkela. Co więcej, można je wziąć na wynos - kosztuje 5zł za butelkę 0,33, czyli dość dobra cena jak na piwo z browaru restauracyjnego.
Generalnie piwa pszeniczne charakteryzują się niską zawartością goryczki. Warto też poszukać wśród piw pszenicznych miodowych - mi najbardziej podszedł Cornelius Honig Weizen, ale i Ciechan Miodowy daje radę. Sklepy masz na ulicach: Tumidajskiego, Okopowej i Jutrzenki. Ten pierwszy powinien być najlepiej wyposażony. Akurat teraz jest czas na koźlaki, więc jeśli uda Ci się znaleźć jakiegoś dobrego weizenbocka, lub weizendoppelbocka, to sądzę, że będziesz zadowolony. Warto też popróbować Belgii - na początek Tripel Karmeliet (kwiatowy, przyjemny aromat) albo po prostu jakiś lambic niedrogi. Sądzę, że już te z browaru Chapeau po 6-8zł za 0,25 dadzą radę Cię przekonać, o ile trafisz w smak (bo jest sporo do wyboru). Aha, a jak nie wspomniane w poprzednim poście Magnusy, to możesz spróbować Noteckie Ciemne, lub koźlaka albo dunkela z Gniewosza.
Widzę, że kawowe gusta mamy bardzo podobne. Rozpuszczalnych kaw nie znoszę, ale jak dla mnie Douwe Egberts smakuje jak kawa parzona z dobrego ekspresu.
Zanim jednak zdecyduję się polecać jakieś konkretne piwa, będę wdzięczny za podanie skąd jesteś. Może mam tam jakiś zaprzyjaźniony sklep i będę wiedział co możesz tam znaleźć, lub po prostu zaprosić do siebie na szeroko zakrojoną degustację :)
Tak czy siak portera bym odrzucił, ze względu na w zasadzie najwyższy poziom goryczy, która jednak empirycznie nie jest tak odczuwalna ze względu na palone słody i wysoki poziom ekstraktu. Z ciemnych piw mogę polecić stouta mlecznego/słodkiego, ale tego ciężko dostać (choć Young's Double Chocolate Stout bywa czasem w l'eclercach i innych lepszych sklepach, ale kosztuje właśnie około 10zł/0.5l). Z tańszych warto żebyś spróbował Magnusa z browaru Jagiełło - niemal całkowicie pozbawione goryczki, a do tego dosładzane, a w wielu wersjach też aromatyzowane. Jak dotąd oprócz podstawowej wersji można spotkać czekoladowego, toffi, rumowego, wiśniowego, śliwkowego i żurawinowego.
Veron -> faktycznie, After najsmaczniejszy. Jalapeńo i Original są jak dla mnie kwaskowate i przypominające nieco ostry sos chilli z vifona (kosztuje chyba niecałe 4zł). Sudden za to jest odrobinę za mocny, a przez zawartość sosu sojowego, wydaje się być płaski w smaku - przynajmniej ja nie byłem w stanie się doszukać konkretniejszych elementów, bo ostrość je zagłuszyła, a sos sojowy spowodował, że sudden wydał mi się po prostu słonawy.
Prawdę mówiąc, Mama Africa's Habanero jest dla mnie nadal na pierwszym miejscu. 4-pack zaoferuje Ci większą rozbieżność smaku i ostrości. Ja jednak od siebie polecałbym zakupić 1 after death i 1 mama africa's. Poziomem ostrości podobnie, ale smakiem wymiatają :)
Delstar -> jak na razie tylko dwa razy, ale to było wtedy gdy cały dzień jadłem coś ostrego - na śniadanie, obiad i kolację. Na drugi dzień myślałem, że wystartuję na sedesie, ale tak to nie było tragedii :)
Dzisiaj przyszły do mnie sosy Blair's Death :)
Zacząłem od Jalapeńo Death, oznaczonego jako łagodny - polizałem buteleczkę i język na wierzchu - no to mi faktycznie łagodny. Później spróbowałem Original Death (35000SHU) i After Death (50000SHU) - poziom ostrości zbliżony do Mama Africa's. Na koniec zostawiłem sobie Sudden Death - już przeraża samym wyglądem, ze względu na bordowo-brązowy kolor z czarnymi plamkami z sosu sojowego. Kropelka wystarczyła, żeby poczuć piekło w ustach - w końcu nie ma się czemu dziwić, ponad 100000SHU robi swoje.
Po tym, próbowałem zejść do normalnego poziomu ostrości, to Jalapeńo było całkiem mdłe, a After Death musiałem polać sobie kilka kropel, żeby w ogóle poczuć, że jest pikantne.
Generalnie, choć sosy mogłyby być mniej kwaskowate, to jestem zadowolony :)
Ja mogę oddać jego pomysł na biznes za free :)
1. Wpadnij na genialny pomysł strony internetowej.
2. Zleć komuś wykonanie tej strony (lub wykonaj sam, ale to wymaga więcej niż godzinę dziennie).
3. Miej 300 tysięcy odświeżeń strony dziennie (około, żeby zarabiać 70 euro z reklam adsense)
4. Sprzedaj swój 'pomysł' 200 frajerom po 200zł, czyli zarób dodatkowo 40 tysięcy.
5. Plus dycha od 5 frajerów wśród znajomych ;)
IMO krawat do kiecki, a koszula do dodatków partnerki. Z tym, że naprawdę głupio to wygląda gdy krawat jest jednolity w kolorze identycznym jak sukienka partnerki - najlepiej gdy jest on wielokolorowy, np w paski, gdzie dominującym kolorem jest kolor sukienki, a najrzadziej występującym kolor dodatków, a zarazem koszuli.
Napisz mu, że niezależnie od banku pieniądze przychodzą wraz z najbliższą sesją Elixir na jego konto, w związku z czym nie jest możliwe, żeby nie zobaczył swoich pieniędzy najpóźniej do końca upływu jednego dnia roboczego. A jeśli zależy mu na pieniądzach szybciej, to w chwili gdy Ty otrzymałeś maila, że sprzedający otrzymał wpłatę, on może sobie te pieniądze wypłacić "ręcznie", nie czekając na przelew automatyczny.
Innymi słowy zasługuje na negatywa, bo po prostu chce oszukać klientów namawiając ich do ponownej wpłaty lub celowo opóźniając wysyłkę towaru.
Ostatecznie możesz zgłosić sprawę do allegro, że jest sobie taki gościu, który nie zapoznał się z regulaminem i wprowadza klientów w błąd, lub po prostu poinformować o takim zamiarze sprzedającego - na pewno szybko mu się przypomni gdzie są pieniądze.
ja zawsze radziłem sobie klikając prawym na ikonkę pendriva i wybierając "eksploruj". Wtedy kopiowałem dane na dysk, formatowałem pena i wrzucałem z powrotem.
Hehe :) Perła, Wojak, Kasztelan - sama piwna elita ;)
A tak na poważnie, to na chwilę obecną najlepszym w Polsce browarem jest Pinta, choć działa on na sprzęcie browaru Zawiercie. Każde piwo z browaru Pinta jest równie rewelacyjne.
Z piw komercyjnych także da się znaleźć kilka egzemplarzy. Generalnie najwyżej ocenianym na świecie polskim piwem jest Żywiec Porter, z czym niewątpliwie się zgadzam (że jest najlepszym piwem komercyjnym, bo spośród browarów regionalnych oczywiście da się znaleźć lepsze piwa, jak choćby Grand Imprerial Porter). Oprócz niego wszystkie piwa z browaru w Cieszynie produkowane de facto przez Żywca, takie jak Brackie Mastne, czy Bracki Koźlak Dubeltowy. Oprócz tego jeszcze masowym piwem, które cenię jest Kaper, charakteryzujący się unikatowym smakiem.
Mirencjum - oczywiście, mamy bardzo dużo polskich browarów, a tak naprawdę niemal wszystkie. Jedynie kompania piwowarska i Carlsberg należą do zagranicznych właścicieli. Van Pur jest w pełni polski, a Grupa Żywiec w zdecydowanej większości. Pozostałe browary regionalne są w pełni polskie.
Nie jest tajemnicą, że Perła, Zwierzyniec czy inne tego typu browary, to piwa produkowane przez koncerny i jadące na marce i jakości dawnych browarów. Z resztą wystarczy zapytać w okolicy Lublina o ulubione piwo - 99% wskaże na perłę.
Herr Pietrus -> to ja napisałem ten tekst i jeśli chcesz możesz przysłać do mnie osobę, która uważa że nie lubi piwa. Spotkałem wiele osób, które tak twierdziły, a teraz rozsmakowują się w co raz to nowych piwach. Jest wiele piw, w których chmiel jest nieodczuwalny, a do tego są one robione w zupełnie odmienny sposób. Z najbardziej klasycznych, które smakiem zbliżone są do piwa, aczkolwiek całkowicie pozbawione goryczki a wzbogacone o karmelowe aromaty to Brown Ale lub Mild Ale. Niedaleko jest słodki Magnus, polskiej produkcji. Można także spróbować piw w stylu belgijskim - intensywne w smaku, esencjonalne, gęste piwa o zawartości alkoholu na poziomie 10-12%, refermentujące w butelce. A jeśli i to nie przypadnie do gustu zawsze pozostają piwa fermentacji spontanicznej. Kwaśne Flandersy, czy też owocowe Lambiki, z których najpopularniejszy Kriek jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej smaków. A jeśli i to komuś nie zasmakuje, są jeszcze Widoki Wilna o zawartości alkoholu 14%, które swoją intensywnością smaku przypominały ciężki drink na bazie rumu i coli. Można jeszcze pokusić się o wyższą półkę cenową - tutaj za 25zł znajdziemy Tripel Karmeliet, o bardzo delikatnym smaku i kwiatowym aromacie, za 40zł dostaniemy Gouden Carolus Cuvee, które stylem podobne jest do wytrawnego wina dobrej klasy, a za niespełna 80zł można zakupić Deusa produkowanego z dodatkiem drożdży szampańskich, który smakiem i wyglądem mocno przypomina klasycznego Don Perignon.
Ptosio -> mi słuchawki z carrefoura wytrzymały rok noszenia wymiętolonych w kieszeni, czyli całkiem nieźle.
Nutka -> w smakach świata, czy jakoś tak widziałem ostatnio marynowane habanero - 'deczko' ostrzejsze od piri-piri :) 20zł za słoiczek 400g.
Proszę o pomoc w wyborze. Zastanawiam się między tymi dwoma:
http://www.ostrakuchnia.pl/component/page,shop.product_details/flypage,shop.flypage/product_id,139/category_id,12/manufacturer_id,0/option,com_virtuemart/Itemid,58/
http://www.ostrakuchnia.pl/component/page,shop.product_details/flypage,shop.flypage/product_id,225/category_id,12/manufacturer_id,0/option,com_virtuemart/Itemid,58/
Mama's Africa z [25] już prawie zjedzony. O ile na początku jedna kropla wystarczała na całą patelnię, tak teraz leję go w zasadzie tyle co ketchupu na kanapki i inne takie. A ma podobnież około 25000SHU, choć skoro zawiera 40% habanero, to chyba powinien mieć troszkę więcej. Tak czy siak fajnie by było gdyby zestaw zawierał większy przekrój - od smacznych i ostrych do megaostrych.
Na allegro nic ciekawego nie widziałem.
Szukam słuchawek dokanałowych, charakteryzujących się przede wszystkim wytrzymałością.
Do tej pory używałem słuchawek z jakiegoś tesco czy carrefoura za 16zł, ale minęło coś około roku i przerwał się kabelek. Jakość była wystarczająca, choć oczywiście nie rewelacyjna. Chodzi jednak bardziej o to, żeby coś grało w drodze na autobus czy na uczelni.
Jeśli uda mi się znaleźć coś co wytrzyma dłużej bez specjalnego dbania i dodatkowo zaoferuje niezłą jakość dźwięku, to jestem w stanie przeznaczyć coś około 100zł. Jeśli nie ma nic co zagwarantuje mi wytrzymałość, to nie widzę sensu wydawać 7 razy więcej za samą jakość dźwięku i kupię ponownie te carrefourowe za parę złotych.
ja mam khe :)
również poproszę foty na piwarium na gmailu :)
To może faktycznie ten Wrocław, choć Warszawiacy i eJay nie będą zbytnio uradowani ;)
Milka -> jeśli zamierzasz pracować w McD do emerytury, to tak - jesteś nieudacznikiem. Jeśli natomiast się kształcisz i szukasz czegoś lepszego, to prędzej czy później znajdziesz. Tutaj przecież mikmac podał, że część ludzi na kasach czy przy innych tego typu pracach to osoby na starcie kariery lub na zakręcie, a ten stan jest dla nich tymczasowy.
Póki jesteśmy z tematem na świeżo.
Proponuję zorganizowanie spotkania w połowie oczekiwania na oficjalny piknik. Pomysł taki padał kilkukrotnie podczas samej imprezy i sądzę, że warto wprowadzić go w życie.
Termin jaki proponuję to kwiecień/maj, aczkolwiek bardziej kwiecień, bo wtedy nawet jeśli ktoś będzie miał zjazd na uczelni, to będzie to do nadrobienia. Może tydzień po świętach, czyli 14-15 kwietnia?
Odnośnie miejsca, to proponuję zlitować się nad eJayem i zrobić imprezę gdzieś bliżej centrum - moje propozycje to Łódź, Poznań lub Warszawa - ważne, żeby z każdego większego miasta był w miarę dobry dojazd.
Gdyby miało odbyć się to w Łodzi, to mogę zająć się organizacją. Najlepiej gdyby udało się znaleźć nocleg na tych 30-40 osób w jakimś miejscu, gdzie będziemy mieć do dyspozycji także kawałek placu, żeby dało się zrobić ognisko i jakieś zabawy na powietrzu w formie pikniku z kasyna. Przeciąganie liny, rzutki, łuk i inne zabawy są do zrobienia bardzo niskim kosztem.
Co Wy na to?
wrzucajcie foty na serwery :)
Czekamy na filmik od Gacka - najlepiej od razu na YT!
Swoje zdjęcia wrzucę trochę później, póki co muszę się jeszcze trochę przespać.
jutro, a w zasadzie już dzisiaj, pojawi się filmik dający odpowiedź na zasadnicze dziś pytanie:
Dlaczego GoorkA nie połyka?

Stara Kur Wica opróżniona zanim ktokolwiek (w szczególności ja) dotarł do hostelu :(
A co do finlandii, to o mało nie zabiła sąsiada, który już dzwonił po policję - może jeszcze wpadną chłopaki na imprezę.
Mirek -> a jak jest ze spóźnieniami? Dokładniej chodzi mi o sytuację, że autobus, który według rozkładu jeździ co 10 minut nie przyjeżdża przez półtorej godziny, a później przyjeżdża 7 autobusów niemal w jednym czasie :)
Warunki jesienne - 10 stopni na plusie, żeby nie było że utknęły w śniegu.
eJay - ode mnie mail doszedł? :)
fajnie byłoby jakąś dwójkę w dobrej cenie wygarnąć :)
Witam.
W niedługim czasie wybieram się do krótko do Pragi. Będę tam od południa w piątek do sobotniego wieczora. Chciałbym dowiedzieć się co warto zwiedzić.
Na pewno będę chciał odwiedzić Galerie Piva, przy ul Lázeňská 15, dlatego dobrze byłoby pozwiedzać raczej ten rejon miasta. No może że warto objechać więcej lokalizacji po całym mieście.
Jak najlepiej się poruszać po mieście - samochodem? komunikacją miejską? pieszo?
Czy parking jest płatny? Jeśli tak to ile, tak orientacyjnie?
Gdzie najlepiej się zatrzymać? Jakiś hostel w centrum, czy może opłaca się szukac czegoś pod miastem? Najtaniej znalazłem za 120zł/2os w samym centrum. Zależy mi na osobnym pokoju z łazienką. A może jest ktoś w stanie polecić jakieś konkretne miejsce? Miło byłoby zmieścić się w 100zł :)
Na coś zwracać uwagę? Jakieś porady? :)
Kłosiu - w takim razie kupię sobie komin - może jakiś tańszy niż buff, ale to już się okaże.
Wolę zainwestować więcej w oświetlenie.
Ile najlepiej wydać, żeby kupić coś znośnego - możesz coś polecić? Jest sens kupować używane?
A może lepiej zrobić samemu przy założeniu, że się potrafi?
http://allegro.pl/lampka-latarka-rowerowa-mactronic-bike-pro-focus-i1465173742.html ?
Proszę o polecenie mi kominiarki na rower. Trasa 15km, temperatura od -5 stopni.
Najciekawsza jest ta:
http://allegro.pl/kominiarka-membrana-j-srebra-antybakteryjna-siatka-i1480134921.html
Ale biorę pod uwagę także takie:
http://allegro.pl/kominiarka-coolmax-przesylka-gratis-i1471978958.html
http://allegro.pl/wiatroszczelna-kominiarka-membranatermo-gratis-l-i1462016159.html
http://allegro.pl/kominiarka-bielizna-termoaktywna-hi-tec-cool-dry-i1478410818.html
Obawiam się, że przy otworze na usta będzie zimno przy oddychaniu i będzie można łatwiej przeziębić gardło.
No i szukam jakiegoś możliwie małego i lekkiego, a zarazem dobrego oświetlenia. Najlepiej gdyby prezentowało odpowiedni stosunek ceny do jakości. (a zarazem było możliwie najtańsze, najlepiej do 50zł)
paul -> Łódzkie z tego co wiem nie jest na razie robione. Jedyne piwa z tego browaru pod jego marką to Porter Łódzki i Łódzkie Mocne - obydwa tylko w puszkach, do dostania na przykład w Piwotece.
Swoją drogą, jeśli jesteś z Łodzi, to odezwij się do mnie na gg - ja będę w domu wieczorem, to chętnie zamienię z Tobą parę zdań :)
Szuruburu -> nie możliwe żeby Żywe było po 2zł, bo sam producent woła za niego znacznie więcej, a gdzie jeszcze marża hurtowni i sklepu? Lubelskie z tego co wiem jest pasteryzowane.
Mam zrobić prezentację na temat czegoś powiązanego z mechaniką :)
Wybrałem historię napędzania rowerów :P (Jeszcze nie wiem jak to dokładnie nazwać). To co napiszę poniżej to tylko pobieżny opis - będę wdzięczny za skorygowanie tego co może być błędne i podpowiedzi czy warto zawrzeć jeszcze coś :)
Na wstępie warto powiedzieć, że pierwsze rowery napędzane były poprzez odpychanie się - podobnie jak hulajnogi, z tym, że się siedziało pomiędzy kołami, a nie stało na nich. Następnie pojawiła się pierwsza przekładnia - działająca podobnie jak tłoki poruszające się w silniku (do tego będę miał zdjęcia).
Niedługo później skonstruowano rower podobny do tego jakim jeździliśmy chyba wszyscy w dzieciństwie, czyli pedały umieszczone sztywno względem przedniego koła.
Już czwartą generacją w historii roweru był napęd łańcuchowy. Wiadomo, że najpierw było to wszystko na sztywno, potem pojawiło się tzw. torpedo, czyli wolnobieg, z którym mieliśmy do czynienia m.in. w polskich składakach.
To był już dobry wstęp do powstania przerzutek. Zaczęło się od dwóch, a następnie poprzez trzy z tyłu, 6, 7, 8 itd... a w międzyczasie dokładano jeszcze przednią kasetę z dwoma lub trzema zębatkami, gdzie poprzez kombinacje można uzyskać już ponad 30 różnych przekładni. (w praktyce znacznie mniej, ze względu na brak możliwości "przekaszania" łańcucha).
Równolegle do przerzutek powstały także biegi w piaście. Początkowo była to wolnobiegowa piasta planetarna 3-biegowa firmy Sturmey Archer, słynącej z jakości swoich biegów do dzisiaj. Później pomysł przechwyciło shimano tworząc nexusy 7 , 8 i obecnie 9-biegowe. Zaletą biegów w piaście jest ich bezobsługowość, trwałość i odporność na warunki zewnętrzne. Wadą natomiast jest brak możliwośći samodzielnej naprawy i konieczność dbania o sprzęt podczas jazdy (podczas zmiany biegów nie można naciskać na pedały - trzeba przestać pedałować, czyli coś podobnego do wciskania sprzęgła w samochodzie).
Obecnie najpopularniejsze są standardowe przerzutki umieszczone na zewnątrz, choć rynek zdobywają także biegi w piaście - w zalezności od przeznaczenia roweru.
Nie sposób jednak nie wspomnieć o kilku czołowych projektach, które (przynajmniej 2 z nich) wciąż mają szansę wejść na rynek.
Tym, który szans na sukces już nie ma, jest rower napędzany wałem kardana. To jest system stosowany powszechnie w motocyklach - jego problemem jest jednak to, że posiada więcej łożysk i przegubów, które generują dodatkowe straty. W porównaniu sprawność energetyczna napędu łańcuchowego to około 98% (2 procent idzie na pokonanie oporów ze strony napędu). W wale kardana sprawnosć to 83-88%, czyli dla tak słabego silnika, jakim jest człowiek, ma to naprawdę duże znaczenia. Mimo wszystko jest firma zajmująca się produkcją takich rowerów i zdarzają się na to klienci.
Drugi napęd to automatyczna skrzynia biegów. Istnieje co najmniej kilka rodzajów automatycznej skrzyni biegów - jedna jest elektryczna, zasilana prądem wytwarzanym w przedniej piaście - jest tam też mały magnesik, który zlicza obroty, podobnie jak ten stosowany w licznikach rowerowych - przy przekroczeniu pewnej ilości obrotów, licznik wysyła sygnał do skrzyni biegów, która zmienia bieg na wyższy. Jeden z projektów automatycznej skrzyni biegów należy do polskiego wynalazcy i opiera się na działaniu siły odśrodkowej - niestety nie udało mi się ustalić jak to działa, ani znaleźć konkretnych materiałów na ten temat. Wiem, że interesowały się tym najwięksi producenci osprzętu rowerowego, a dużą zaletą tej konstrukcji był brak zasilania elektrycznego.
Trzeci napęd, najciekawszy i najnowszy, to mechanizm bez łańcucha, a oparty na przekłądniach i linkach. O tym już się rozpisywał nie będę, ale podeślę jedynie link:
http://tech.wp.pl/kat,1009779,title,Koniec-brudnych-nogawek-rower-bez-lancucha,wid,12686179,wiadomosc.html?ticaid=1b207&_ticrsn=3
niestety może mieć to wiele wad - główną będzie chyba słaba odporność na warunki atmosferyczne i przede wszystkim zapiaszczenie, ale to już wyjdzie w praktyce, gdy rower wyjedzie faktycznie na ulice.
A to mój belgijski zapas, który czeka na wypicie do przyjazdu mojej dziewczyny :D
A co! Niech spróbuje jak smakuje dobre piwo!

Mój dzisiejszy nabytek ->
Niestety Leute Bock już piłem, więc trzeba będzie wymienić na coś innego w sklepie :)
Ale i tak sądzę, że całkiem niezła cena - 52zł za komplet, przy czym butelki zwrotne więc można odjąć 3zł. Czyli wychodzi nieco ponad 8zł/szt.
Sam Gulden Draak to wydatek około 12zł, a Augustiny nie są do kupienia pojedynczo, poza jednym chyba.
trochę słabo, że prawo działa wstecz, ale z drugiej strony jest bardziej adekwatnie... na jednym koncie spadło mi z 30 do 12, a na drugim z 30 do 26... trudno...
Czy można prosić o przeniesienie wątku Jak Wyglądacie do kategorii "Poza grami", czyli takiej jaka była od zawsze?
https://forumarchiwum.gry-online.pl/S043archiwum.asp?ID=8766033
A jeśli o mnie chodzi to z zeszłorocznych postanowień, jak chyba większości nie udało się nic:P Natomiast jeśli chodzi o postanowienia na ten rok:
-wydawać mniej kasy
-znaleźć fajne mieszkanko w Krakowie
-cieszyć się szczęściem w związku kolejny rok
-stworzyć kolekcję płyt z muzyką
-znaleźć ciekawą i ambitną pracę
-zdać maturkę i egzamin zawodowy
-zmienić samochód
-zająć się hobby
i wiele innych o których zapomniałem, a wiem, że coś było jeszcze :P
oprócz [29] wpadłem na jeszcze jeden pomysł:)
A może by tak zrobić coś w rodzaju kosza? Często zdarza się tak, że wątek łamiący regulamin, przed usunięciem zawiera całkiem ciekawe lub choćby śmieszne odpowiedzi.. czasem nawiązuje się dyskusja, a wątek leci.
Chętnie zajrzałbym do takiego wątku, szczególnie jeśli na przykład nie naruszał regulaminu, został usunięty, a ja się tam wypowiadałem.
Może zrobić coś w rodzaju kosza, gdzie usunięty temat byłby przetrzymywany przez na przykład 12 lub 24 godziny. Nie wymaga to zbyt dużego wkładu w stosunku całości forum, a można byłoby zaspokoić swoją ciekawość:)
Już niejednokrotnie powstawały dyskusje na temat usuniętych wątków, po czym masa osób pytała się "ma ktoś screena?" albo "o czym był ten wątek?" - pozwoliłoby to uniknąć takich pytań.
Co więcej czasem zdarzy się jakiś wielki news, o którym powstaje kilka zgodnych lub nie z regulaminem wątków. Znalezienie takiego wątku w koszu byłoby jednoznaczne, że powstał już taki w ciągu ostatnich 12/24 godzin i został usunięty - powielenie takie wątku będzie równoznaczne z utratą rankingu.
Shaybecki -> wolałbym jednak znajdować profile użytkowników przez forum, a nie google:)
Czy jest jakaś szansa zobaczyć profil osób nieaktywnych od dłuższego czasu?
Może by tak jakaś wyszukiwarka ludzi się przydała?
Do niedawna po wejściu do archiwum, po kliknięciu na ksywkę danej osoby dało się obejrzeć jej profil, a teraz jest to już niemożliwe.
Dla przykładu wyszukuję użytkownika xircom - interesuje mnie jego gg oraz kiedy napisał ostatniego posta.
Niestety ostatni jego wątek jest już w archiwum, a stamtąd nie ma możliwości zobaczenia profilu użytkownika..
Czy zostanie kiedyś wprowadzona wyszukiwarka userów?
a ostatnio dove wprowadziło nowe smaki - "bardziej karmelowy", "bardziej czekoladowy" i "orzechowy" drożejąc przy tym z 1,50 na 2,50 :(
Jeśli można dać propozycję odnośnie forum:
Coś w rodzaju reputacji - czasem ktoś mi pomoże, lub wyjątkowo zgadzam się z jego zdaniem i chciałbym mu to jakoś wirtualnie wynagrodzić - do tego byłaby dobra reputacja, a inni wiedzieliby dzięki temu, że osoba ta odznacza się pomocą, czy też mądrymi słowami:) Często jest tak, że nominacja do gwiazdki to za dużo, ale dodanie reputacji byłoby ok:)
Co więcej - negatywna reputacja pozytywnie wpływałaby na wizerunek forum, bo wielu nie chciałoby zakładać prowokacyjnych wątków, czy w inny sposób robić z siebie idioty, jak to ma miejsce teraz:) Ot przykład paru wątków Loona, za które jak sam stwierdził "junior zostałby zjechany":)
Reputacja byłaby też podpowiedzią dla administracji - wiele negatywnej reputacji dawałoby znak o przyjrzeniu się działalności danej osoby, a wiele pozytywnej mogłoby być na przykład zamienione na gwiazdkę (na przykład gwiazdka = 1000pkt reputacji i 95 lub 98% reputacji musiałoby być pozytywnej).
Na innym, znanym mi forum każdy dysponuje 1pkt repki za 100 napisanych postów i 1pkt za 100pkt zdobytej reputacji. Przy takiej wielkości forum można by podnieść próg zdobywania reputacji ze 100 postów do 1000 lub 500, bo gdyby nie to, miałbym na wstępie do dyspozycji prawie 85 pkt reputacji:)
Drugą sprawą to możliwość wykupowania zbanowanych za gole przez innych userów - byłby to taki kredyt zaufania, a osoba zbanowana, lecz według innych użytkowników wiele wnosząca na forum czy też w inny sposób podnosząca jego poziom miałaby drugą szansę.
Basiu -> jak byłem oddawać w urodziny czy przy jakiejś tam innej okazji pielęgniarka powiedziała mi, żebym nie pił wieczorem na zgona, ale jak się trochę napiję, to mogę mieć lepsze jazdy:) i opowiedziala mi jakąś historię swojej imprezy po oddawaniu krwi - jak stwierdziła "jak po wódce z redbullem" :)
swoją drogą alkohol rozrzedza krew, czyli przyspiesza tętno - po oddawaniu krwi tętno zwalnia, więc alkohol pozwoli Ci wrócić do swojego poziomu sprzed oddawania krwi:) W koncu nie bez powodu się pije kawę przed oddawaniem:) aha - miedzy oddawaniem a imprezą wypij możliwie jak najwięcej wody, ale to chyba oczywiste:)
Minas Morgul
https://forumarchiwum.gry-online.pl/S043archiwum.asp?ID=8196636
Jeśli jest możliwość przyznania dwóch gwiazdek jednocześnie to bardzo o to proszę:) Widać, że wszelkie odpowiedzi na tematy dotyczące biologii pisane przez tego użytkownika są pisane z pasją i zamiłowaniem. Co najważniejsze, mimo zachowania profesjonalnego słownictwa czyta się je ciekawie i łatwo je zrozumieć:)
Moim zdaniem bezapelacyjny kandydat do co najmniej dwóch gwiazdek:)
https://forumarchiwum.gry-online.pl/S043archiwum.asp?ID=8049273
https://forumarchiwum.gry-online.pl/S043archiwum.asp?ID=8256911
https://forumarchiwum.gry-online.pl/S043archiwum.asp?ID=8125386
to może wiadomości na priv tylko od użytkowników powyżej 5 lvl, a tych poniżej trzeba byłoby przyjąć ręcznie, z tym, że to nie oni wysyłaliby zapytania o możliwość przyjęcia, lecz sam odbiorca takiej PW musiałby dodać takiego nadawcę wcześniej. Co więcej powinien wtedy pojawić się mały guziczek 'spam' blokujący danej osobie możliwość wysyłania PW na 24 lub 48 godzin, a na przykład 3- lub 5-krotne naciśnięcie tego guziczka przez różne osoby blokowałoby takiemu kontu całkowicie możliwość wysyłania PW:)
bez czytania wcześniejszych propozycji:
-brak możliwości głosowania na gry przed premierą
-podawanie w miarę obiektywnych ocen graczy, czyli przy tych iluś % żeby była też liczba głosów:)
i przede wszystkim to czego brak mi też na forum - możliwość wyszukiwania nie tylko samych tematów, ale też konkretnych postów (po fragmencie) czy też wypowiedzi danych użytkowników:)
18900 ml -- Ragn'or (0 Rh+)
07200 ml -- ewunia
05350 ml -- Promyk (A Rh+)
04050 ml -- Diuk, TURIN9
03150 ml -- gofer (0 Rh-); pani_jola (A Rh+)
02700 ml -- Jerryzzz ( B Rh+); dHq (A Rh+)
02250 ml -- pablo397 (0 Rh-); _zielak_ (0 Rh+); Moshimo (B Rh-); Hopkins (A Rh+);
01800 ml -- snopek9; Yari (A Rh +); xanat0s (A Rh +); Łysack (A Rh+)
01350 ml -- Badzi (0 Rh +); steward (0 Rh+); gacek (0 Rh+); nutkaaa (A Rh+); caramucho (A Rh+);
00900 ml -- OzOr; Zielona Żabka (0 Rh -); riddickM5 (0 Rh +); Notch "Magic" Johnson (AB Rh-); Hans87 (0 Rh+); Sir klesk (B Rh +); Didier z Rivii (AB Rh+); Toolism (AB Rh-); Yuri the Crusader (A Rh+); Qweks (B Rh+); Tomal_P (A Rh+); lukigno (AB Rh+)
00450 ml -- Lukis171(B Rh-); The Joker (A Rh+); Bukol88 (A Rh+); Azzie (AB Rh+); Vidos (A1Rh+); Debczak_Lebork; Pl@ski (AB Rh+); mrjohhny ; Leilong (0 Rh+) ; Lilus (B Rh -)
Facet mieszkał w centrum Lublina.
Niby Europa Środkowa, niby Unia Europejska, niby kultura śródziemnomorska - a kuźwa plaga karaluchów jak nie przymierzając w Albanii. Walczył jak mógł, ale po paru latach poległ. Ostatnią deską ratunku była znana w okolicach wróżka. Poszedł po radę. Wróżka potarła kulę, zafrasowała się, przewróciła oczami ze dwa reazy i w końcu powiedziała:
- Otwórz drzwi, stań na progu i powiedz najgroźniej jak potrafisz: "Karaluchy do poduchy! Opuszczajcie mój dom!" I dodała: "Tylko się nie uśmiechaj! Wszystko będzie dobrze!"
Wraca facio do domu. Otwiera drzwi, staje na progu, ręką wskazuje na zewnątrz i mówi: "Karaluchy do poduchy! Opuszczajcie mój dom!"
Po chwili patrzy z niedowierzaniem, a karaluchy wypełzają zewsząd, tworzą kolumnę i powoli, z ociaganiem kierują się w stronę drzwi. Powoli, majestatycznie opuszczają pomieszczenie. Ostatni karaluch popatrzył w oczy właścicielowi z takim wyrzutem, że ten chcąc nie chcąc uśmiechnął się do niego z zakłopotaniem. I w tym momencie ostatni karaluch zatrzymuje się przed drzwiami, macha ręką na pozostałych współtowarzyszy i krzyczy radośnie:
- Panowie! Wracamy!!! On żartował!!!!
Kasiu, gratuluję dobrego startu na forum:) Co prawda jesteś tu od kilku miesięcy, ale licznik postów wciąż mizerny, a mało kto udaje się wystartować dowcipami(choć wielu się stara) bez wzbudzania zażenowania:)
[1][7][14] -> :)