AC nie jest grą opartą na faktach, tylko fantastyką nawiązującą luźno do różnych epok.
Patrząc co Japończycy wyrabiają z historią zachodu w swoich dziełach kultury, to ich to nic a nic nie obejdzie.
Stare części, tak do Black Flag, to akurat dość dobrze oddawały realia, owszem z przymrużeniem oka, no, ale nie była to czysta fantastyka tylko wymyślone wydarzenia i bohaterowie wplecione w prawdziwe wydarzenia historyczne. Od Odyssey jedynie mapa sprawia wrażenie zgodnej z historią, a cała reszta to już czysta fantazja. I żeby te najnowsze części były chociaż ciekawe, ale są nudne jak flaki z olejem.
"ok, przekonales mnie. nie ma sensu wprowadzanie regulacji. po co w ogole mamy kodeks drogowy i policje, straz miejska, fotoradary by lapac kierowcow lamiacych prawo? bez sensu totalnie. po prostu lepiej ponarzekajmy, powyzywajmy tych co zle jezdza i wcale ich nie scigajmy. strata czasu, nie robmy z siebie debili. fikolki dzieciakow z krajow pierwszego swiata, "kodeks drogowy", rozumiecie to xDDDDDD?? jaki poziom zidiocenia !!!! niech kazdy sobie po prostu JEZDZI PO DROGACH JAK CHCE. da sie."
Na serio uważasz, że twórcy gier czy szerzej wydawcy popełniają jakieś przestępstwo? Łamią prawo? Bo tak wychodzi z twojej wypowiedzi.
Branża wygląda jak wygląda, bo klientom najwyraźniej produkt pasuje skoro go kupują.
A argument o braku regulacji, to już po prostu uwielbiam. Skoro ta regulacja nie zadziała, to nie regulujmy niczego xd Tak samo można powiedzieć o karach, skoro wysokie kary nie działają (bo nie działają, tylko niektórym się wydaje, że jest inaczej), to nie karzmy ludzi w ogóle. Rozumiesz już gdzie leży w twoim rozumowaniu problem?
Próba rozwiązania problemu drogą regulacji prawnej może jedyne spowodować tylko pogorszenie problemu. Zwiększysz ryzyko wydania nowego produktu, zwiększysz koszty, a finalnie okaże się, że i tak EA czy Ubisoft będą produkować swoje gry w najlepsze i nie zmienią swojej polityki.
Jedyne co można zrobić, to po prostu nie kupować gier i sprawić,. że taka polityka prowadzona przez wydawców stanie się nie opłacalna. Najlepszym tego przykładem jest, że jak odcięto dopłaty do samochodów elektrycznych i klienci przestali je kupować, to Mercedes i reszta branży od razu wycofała się z pomysłu pełnej elektryfikacji i już zapowiedziała zwiększenie produkcji nowych samochodów spalinowych. Wystarczyło, że kasa przestała się zgadzać.
Świat zmierza w bardzo niebezpiecznym kierunku. Od tylu lat omawiało się temat wykorzystania sztucznej inteligencji i że nie powinna ona zastępować ludzi, a co robimy? Wpychamy AI gdzie tylko się da.
Dziś aktorzy głosowi, potem scenarzyści (w zasadzie już jest realne zagrożenie, że scenariusze będą pisanie tylko przez AI), następnie reżyserowie i reszta ekipy filmowej. Korporacje już i tak wpływają na produkcje filmu w znaczący sposób, a teraz po prostu będą robić cały film.
Dziś przemysł filmowy, jutro inne branże, tak w może kilka dekad obudzimy się w czasach gdzie spora część ludzi będzie żyła z zasiłku bez możliwości zdobycia jakiejkolwiek pracy i polepszenia życia. Wykształcenie nie będzie miało sensu, bo już teraz trwają testy nad AI jako prezesem firmy.
I żeby ktoś mnie nie zrozumiał źle, nie jestem przeciwnikiem AI, jest to wspaniałe narzędzie, ale powinno wspomagać pracę człowieka, a nie go zastępować.
Tylko zapominacie, że premiera GTA V na PS3 była na koniec generacji konsol, potem ten sam numer był przy okazji premiery RDR2 na PS4, a po roku była premiera na PS5 i PC. A na razie nie zanosi się by w najbliższych dwóch latach miał nastąpić koniec aktualnej generacji konsol.
Rockstar przy okazji premiery GTA V na PC, a potem także RDR2 przekonał się, że rynek PC jest czymś na czym można zarobić i nie warto go pomijać. Oczywiście nie wyklucza to opóźnienia premiery na PC o rok, ale nie wierzę, że musielibyśmy czekać dwa lata od premiery.
Jednak naprawdę jak się lata w jakąś grę nie gra, nie czyta jakiejś książki czy nie ogląda filmu, to zaczynają powstawać u wielu osób jakieś absurdalne wspomnienia jak dana gra, filmy czy książka wyglądała.
Po pierwsze od początku bohaterem gry był facet, tak jest napisana historia, postać i dialogi. Jedynie grę lekko dostosowano pod granie kobietą i to po prostu widać. W pierwszej części to nawet modelu poruszania się nie zmieniono. Jeśli więc Shepard domyślnie miał być kobietą, to chyba już w pierwszej części by to zaznaczono, co nie?
Nie wiem skąd wzięliście, że głos żeńskiej Shepard jest domyślny w Mass Effect: Andromeda. Tam z tego co wiem, a nawet specjalnie do tego komentarza szukałem nagrań gdzie Shepard gada. I wiecie, co? Nie ma takich, o nim się tylko w grze mówiło nic więcej. A już co do jego płci, to można sobie ją wybrać.
No dobra, ale jak ten Shepard powstawał, co? W wielkim skrócie BioWare wzorowało się na astronaucie Alenie Shepardzie. Wersja żeńska została o tyle finalnie w grze dostosowana, że jest tam te parę unikalnych dla niej dialogów oraz „specjalny” romans. Podejrzewam, że chodzi o Kaidana, choć nie wiem co w tym unikalnego, bo Ashley jest opcją romansową tylko dla męskiego protagonisty. Jako ciekawostkę można jeszcze dodać, że na żeńskiej postaci testowano animacje, ale co śmieszne, to i tak model poruszania się jest tylko męski.
Źródła:
https://en.wikipedia.org/wiki/Commander_Shepard
https://masseffect.fandom.com/wiki/Commander_Shepard#cite_note-14 (warto wejść w ciekawostki, są tam statystyki dotyczące wyboru płci Sheparda przez graczy, choć warto zauważyć, że link do danych z 2013 roku już nie działa)
https://twitter.com/masseffect/status/1420036454042857472 (dane dotyczące wyboru płci na podstawie Legendary Edition)
W takim przez wszystkich hejtowanym Mass Effect: Andromeda, akurat różnica między Scottem a Sarą występuje. Nie wiele się między sobą różnią, ale jest to lepiej zrobione niż w przypadku trylogii i w dodatku tam granie dziewczyną ma sens.
Tutaj są te rzeczone różnice: https://youtu.be/Da2KDxVoYC0
Plus faktycznie chyba Shepard-kobieta jest bardziej popularna wśród graczy, a przynajmniej na podobnym poziomie. Plus przy okazji promocji Andromedy przecież było video, gdzie Shepard wysyłała ostatnią wiadomość głosową - pamiętam tu tylko właśnie Jennifer Hale, nie pamiętam, żeby Mark Meer też to dubbingował. Ale może się mylę - pamiętam tylko Jennifer.
Nie, nie jest. Ze statystyk jasno wynika, że gracze w większości grają męskim bohaterem. Co do promowania Andromedy, to jeśli brać ten argument pod uwagę, no to dwie pierwsze części były reklamowane wyłącznie męskim Shepardem, na co to więc wskazuje?
I żeby nie było, ja nic do postaci żeńskich w grach nie mam. Mało tego w Andromedzie, wybrałem granie Sarą bo bardziej pasowała do historii niż Scott. Tak samo jak John Shepard bardziej pasuje do historii niż Jane. Trylogia Mass Effect mi po prostu do kobiety nie pasuje.
Oh, i przy okazji cóż ty w życiu osiągnąłeś?
Dla twojej wiadomości, ja ze swojego życia jestem zadowolony. Nie muszę się dowartościowywać w grze komputerowej i na forum odmiennie od Ciebie.
Tak, jeśli gra jak kompletna łamaga i jełop to definitywnie podlega pod wyśmianie.
Musisz mieć naprawdę smutne życie, nie wyobrażam sobie, żeby ludzie chcieliby się zadawać z kimś, kto będzie ich wyśmiewać przy najmniejszej okazji. Ewentualnie otaczasz się ludźmi tak samo myślącymi jak ty, nie wiem co gorsze.
Stosujesz w ogóle jakąś gradację czy tak po najmniejszej linii oporu: nie jesteś dobry w jakiejś dziedzinie = jesteś jełopem.
Takie jeszcze pytanie (hiperbolizacja pytania jest zamierzona), dziecku które będzie się uczyło chodzić, też będziesz powtarzał, że jest jełopem? W końcu nie opanowało chodzenia, także należy mu się chyba, nie?
Zdajesz sobie sprawę że istnieje coś pomiędzy hardcore gaming a łamagą która musi zapisywać przed każdym rzutem kością? Ha tfu na takich jełopów - szczególnie jak jeszcze płaczą że jest za trudno.
Aż tak mało w życiu osiągnąłeś że musisz się grami dowartościowywać? Jaka to różnica, kto na jakim poziomie gra. Jeżeli ktoś, kto jest kiepskim sportowcem chce pograć siebie dla czystej frajdy z kolegami w piłkę, to według Ciebie jest powodem do drwin? No bo tak by wynikało z tego co piszesz. Taka osoba z pewnością nie dorównuje umiejętnościami zawodowym sportowcom, a nawet ludziom bardziej zaangażowanym w uprawianie sportu. Nie czyni jej to jednak "jełopem" po prostu chce się dobrze bawić i tyle.
Niektórym przeszkadza ruch lewostronny, tylko ciekawe w czym? Fajnie, że dodali otwieranie szyb, włączanie kierunkowskazów czy otwieranie dachu, to są fajne rzeczy. No, ale model jazdy dalej wygląda fatalnie, spójrzcie sobie jak przy tych samych prędkościach zachowują się samochody z Forzy Horizon 5, a to przecież jest gra zręcznościowa. Najważniejszy element gry nadal nie jest zbyt dobry, a to co twórcy dodali czyli wszystkie te interakcje, to trochę za mało.
Grafika też nie jest zachęcająca, Nie jestem fanem The Crew, ale najnowsza część prezentuje się lepiej niż ta gra.
Ostatnie części w które mi się fajnie grało, to była FIFA 17, 18 i 19. Tryb "Droga do sławy" mi się podobał. Nie była to może wybitna fabuła, ale całkiem fajnie się to śledziło. Potem to już rozwijali tylko tryb FUT.
Dodanie kobieciej piłki nożnej, chyba tylko ja uważam za plus. Szkoda tylko, że to nic nie zmienia. W dodatku gra kobietami jest całkowicie nierealna. A przecież można by to lepiej przedstawić, stworzyć fajne tryby gry zachęcające do gry w trybie dla pojedynczego gracza, ale po co? Jest przecież FUT.
Czy warto kupować grę? Jeśli nie grasz w tryb FUT, to nie. Warto poczekać i pograć sobie w ramach abonamentu EA Play, o ile ma się go wykupionego, bo dla samej Fify też nie ma sensu go kupować.
Liczyłem, że wreszcie będę miał w co pograć, ale chyba się przeliczyłem. Bardzo mocno przypomina mi to The Crew, tylko, że mapa mała. TDU zawsze miało świetną grafikę, a tutaj jest bardzo przeciętnie. Model jazdy w tej serii nigdy nie był symulacyjny, ale miał swój klimat i na wysokim poziomie trudności potrafił dać w kość, tutaj tego nie czuć. Z tego co wiedzę postawiono wyłącznie na aspekt sieciowy i wykasowano policję. Szkoda, bo system z pierwszego TDU był bardzo fajny.
Na plus na pewno są domy (może to tylko hub?) i jakieś tam kluby, które zaprezentowali. Spoko, że można w ten sposób wyjść z samochodu i nawiązać z innymi interakcję, ale szkoda, że jest to nadal tak okrojone. Dużym plusem byłaby możliwość wyjścia z samochodu w każdym miejscu.
Gra wygląda słabo i raczej tak po prostu pozostanie, może poprawią optymalizację, dodadzą coś jeszcze, ale ten gameplay pokazuje w jakim kierunku zmierza gra. Będzie to po prostu The Crew, ale tylko z samochodami (motocykli chyba nie ma, a w poprzednich częściach były) i nastawione tak jak The Crew na granie sieciowe, na aktywności mające jakiś wątek fabularny (podobnie jak w poprzednich odsłonach i Forzie Horizon 4 i 5) był nie liczył.
W momencie kiedy tworzysz postać, a zwłaszcza w grze MMO w której postać jest jedynie avatarem gracza, a nie samodzielnym bohaterem historii, to jest to jasne, że tworzy się to co się danej osobie podoba. Tu jednak masz wykreowaną odgórnie postać z własnym charakterem i historią, a więc nie mamy tutaj do czynienia z avatarem gracza. Trochę trudno więc rozmawiać tutaj o gustach, bo dyskusja nie dotyczy tego czy komuś podobają się czarnoskóre kobiety czy nie, ale o to, że w ogóle takowa w grze występuje, cytując puchaczx02 "Bohaterem czarnoskóra kobieta? Nie podziękuję.0/10".
Podobać się mogą różne rzeczy, ale jeśli widzisz czarnoskórego w grze czy w filmie (lub kogokolwiek innego) i nie pasuje Ci samo, to, że jest innej płci lub rasy, no to nie jest to dobry objaw.
"Dzisiaj kampania antyrasistowska jest tak mocna, że niektórzy czują się zaszczuci, mimo że niczego złego nie zrobili. Boją się przyznać co im się bardziej podoba.
Nikt nie mówi, że jedno jest lepsze od drugiego. Po prostu białemu granie białą postacią może się podobać bardziej. Azjata będzie wolał grać azjatą, a czarnoskóry czarnoskórym. Może, ale nie musi."
Jaka jest różnica czy postać jest biała, czarna czy żółta? Przecież tu się liczy charakter tej postaci, fabuła gry itp. Gracz nie jest głównym bohaterem więc argument z identyfikacją mnie nie przekonuje. To tak jakby ktoś powiedział, że czytając Wiedźmina identyfikuje się z Geraltem. No ja rozumiem, że można zrozumieć motywacje postaci, lubić postać, ale żeby się z nią identyfikować? Zresztą idąc tym tropem, że gracz musi mieć możliwość identyfikacji z postacią, to twórcy powinny za głównego bohatera gry za każdym razem obsadzać "zwykłego Kowalskiego".
Jaka to różnica czy bohaterem jest kobieta czy mężczyzna, no i co kolor skóry ma tu do rzeczy? Rozumiem, że Ci którzy rzekomo muszą się identyfikować z postacią, to nie grali w Tomb Raidera bo przecież Lara, to dziewczyna.
"Wszędzie już szukają niektórzy kontrowersji"
Odnoszę wrażenie, że w tej chwili niektórzy czepiają się koloru skóry postaci, już dla samej zasady (rasizm?), nie chcą widzieć nigdzie innego koloru skóry, a każda główna bohaterka w grze to na pewno jakiś wykwint feminizmu czy poprawności politycznej, bo przecież to nie możliwe, żeby twórcy po prostu napisali historię, gdzie główną postacią jest kobieta.
O tyle co bym był wstanie zrozumieć oburzenie w momencie, gdyby przyszło nam kierować postacią, której historycznie nie powinno tam być, albo zmieniono by kolor skóry znanej postaci, tylko dla samej zasady bycia postępowym, to okej, ale w tym wypadku? Nie rozumiem tego.
Z pierwszego zwiastuna wynika, że dla protagonisty Hogwart będzie jednym z przystanków w magicznej podróży (czymś co ma go wiele nauczyć). I tak jak mówi
Po pierwsze ze zwiastunów wynika, że postać potrafi posługiwać się magią, a nie, że odkryła nagle w sobie taką zdolność. Druga sprawa, to, że Rowling planowała stworzyć taką postać, ale jednak tego nie zrobiła więc oficjalnie takich przypadków nie ma (przynajmniej ja nic takiego z książek nie pamiętam).
A co do wpisu w wiki, to skoro Rowling takiej postaci nie umieściła, ani też nie wspomina się w książkach o istnieniu takich postaci, to należy założyć, że nie istnieją. Skoro nie istnieją, to takie postacie są niekanoniczne, proste.
"To po klikałeś w ten temat skoro On Cie nie interesuje? Hipokryzja"
Wiesz jak działają clickbaity? Nie? Cóż trudno.
Gry Online, powtórzę, GRY. A tu ląduje artykuł o Ekipie w dodatku w dziale technologia. Wszedłem z ciekawości, żeby zobaczyć jakież te wypociny wydalił autor, no i jest tak jak podejrzewałem. Gry Online opadają coraz bardziej na dno.
"ja też nie oglądam a znam, może po prostu wystarczy nie siedzieć w piwnicy pod kamieniem 24/7"
Nie siedzę w piwnicy pod kamieniem, a i tak nie wiedziałem o istnieniu czegoś takiego. Ale to pewnie dlatego, że nie mam 12 lat, bo to chyba target docelowy dla tego "programu".
Każdy ma swoje hobby, ale jeśli ktoś pasjonuje się życiem typków z Internetu, to ja współczuję.
"Tak, to jest bardzo ciekawa sprawa. Ale jeżeli fandom LiS robi to na podstawie pierwszego, wtedy naprawdę mam nadzieję, że większość z nich nigdy nie będzie musiała podejmować żadnych poważniejszych wyborów typu dobro jednostki vs. dobro grupy."
Przecież nawet Chloe mówiła, że Max ma uratować tych wszystkich ludzi. Wybierając pierwsze zakończenie Max pokazuje, że jest potworną egoistką bez kręgosłupa moralnego. A potem Chloe tak po prostu wybaczyła Max? Przecież przez decyzję z uratowaniem Chloe zginęła jej matka (matka Chloe).
Pamiętam, że swego czasu był felieton na Spiderweb (swoją drogą denny portal) twierdzący, że zakończenie z uratowaniem Chloe, to jedyne słuszne zakończenie, bo przecież przez całą grę dążymy do uratowania Chloe. Czytając takie rzeczy, naprawdę powątpiewam w zdolność niektórych ludzi do jakiegokolwiek myślenia.
W różne gry grałem, ale w kwestii wyborów, to rzeczywiście pierwsza część Liefe Is Strange odwaliła kawał dobrej roboty. Sama fabuła też była świetna, po raz pierwszy byłem zaskoczony tym, kto jest sprawcą.
"W sumie może masz na myśli wyszukiwanie, nawet na siłę, przez ludzi relacji homoseksualnych, tak jak dosyć shipping Kapitana Ameryki i Bucky'ego. No cóż, tutaj powody są również bardzo proste: niektórzy są spragnienie reprezentacji, a większość tak jak w przypadków innych fanfików po prostu napalona."
O to mi głównie chodzi, że ludzie doszukują się związków tam gdzie ich nie ma i nie odróżniają miłości od przyjaźni. No i w ostatnich latach wszyscy wszędzie widzą związki LGBT, nie ważne przy tym czy one rzeczywiście są czy nie. W Life is Strange, to od wyborów dokonanych przez gracza zależy czy relacja Max i Chloe pozostanie na etapie przyjaźni (w sumie toksycznej niekiedy) czy też będą parą. Oczywiście, można bez względu na dokonane wybory doszukiwać się romansu między nimi, ale tu wracamy do tematu, o którym pisałem czyli nieodróżniania miłości od przyjaźni.
Swoją drogą, zawsze mnie ciekawiło czy ludzie w takich grach dokonują wyborów na podstawie swojej moralności czy na zasadzie: a zobaczę co się stanie.
Jeśli to pierwsze, to ciekawy eksperyment mógłby z tego wyjść.
"Jest pełno indyków na najwyższym poziomie, zresztą jest też pełno oryginalnych gier."
Zależy, co rozumiesz przez najwyższy poziom. Jeśli patrzysz na fabułę, gameplay i dopracowanie, to tego mało jest. Tytuły AA, to nie indyki.
"W tym wypadku mamy do czynienia z fanfikiem, raczej trudno, żeby był on oryginalny, to wbrew podstawowym założeniom gatunku. Co do drugiej kwestii, fandom w zasadzie w 100% uznaje Max i Chloe za parę."
Może za krótki komentarz napisałem. Nie czepiam się, że to fanfiktion, tylko, że twórcy zamiast stworzyć coś oryginalnego, swojego, biorą się właśnie za fanfiktion licząc na łatwą kasę. Po za tym możesz stworzyć fanfiktion z nowym postaciami, z nową fabułą, ale osadzoną w świecie stworzonym przez oryginalnych twórców.
Co do związku Max i Chloe, to ja nie mogę się nadziwić tej zgodności fanów. Zwłaszcza, że to stoi w sprzeczności z wyborami poszczególnych graczy, a co za tym idzie z fabułą gry. To tak jakby fani uznali, że kanoniczne jest jedynie zakończenie z uratowaniem Chloe i zniszczeniem miasteczka. No, sorry, ale nie. Na charakter Max i jej zainteresowania miłosne wpływały decyzje podejmowane w grze. Można lubić tę parę, może być ona szalenie popularna, ale nie czyni jej to kanonem, więc skąd ta 100% zgodność fanów?
Żeby nie było, nie twierdzę, że Max i Chloe nie były parą, ale to zależy od wyborów graczy. U jednych były parą a u innych nie. To samo z charakterami postaci i wydarzeniami z gry.
Osobną kwestią jest, to że zauważyłem, że ludzie doszukują się miłości (zakochania) tam gdzie jej po nie ma. Tam gdzie, jeszcze kilka lat temu widzielibyśmy parę przyjaciół dziś widzimy zakochanych. Takie fanfiktion z Harry'ego Pottera wręcz jest przeładowane opowieściami o rzekomej miłości Hermiony do Draco albo o zgrozo... Draco do Harry'ego. Jest to jeden z powodów, dla którego staram się unikać fanfiktion jak ognia.
Co powstaje oryginalnego? Z czołowych tytułów typu: Assassin’s Creed, Mass Effect, FIFA, COD, Battlefield itp. Mamy recykling jak się patrzy. Valhalla poszła jeszcze bardziej w grę-usługę niż Odyssey. Niemal wszystkie gry są już RPG i Open-world, każda ma "wybory" i każda ma kreator postaci.
Mnie nie chodzi, o to, że twórcy mają wymyślać koło od nowa, ale na litość można przecież zrobić normalną grę. Jeszcze 10 lat temu jakoś potrafiono to zrobić. A teraz, co? Same remastery i fanfiction.
Owszem, sam mogę wymienić kilka "niezłych" gier, ale to jak kropla w morzu. Producentom najzwyczajniej w świecie nie opłaca się robić dobrych produktów, bo ludzie i tak kupią byle gówno i jeszcze będę po rękach całować. W przemyśle samochodowym widać ten trend od lat, ale branża gier też goni, za chwilę nawet przegoni.
Żyjemy w czasach w których nie powstaje już nic oryginalnego (no dobra są indyki, ale ich poziom pozostawia wiele do życzenia). Wszystko jest powielone wielokrotnie. Do niedawna, to chociaż opakowanie zmieniali, teraz recykling poszedł tak daleko, że już nic się nie zmienia.
Już oryginalna gra, to był właściwie serial interaktywny, a teraz ktoś robi z tego jakąś "powieść graficzną". Słabe to trochę.
Kawałek z opisu na stronie tej "gry":
"At the climax of the storm, Maxine Caulfield is presented with an impossible decision. Save all of the innocent Arcadia Bay people, or sacrifice the person she loves most?"
"Twórcy" chyba nie ogarnęli fabuły gry. To od gracza zależy jaka jest relacja między Chloe a Max. Mogą być przyjaciółkami a mogą być kimś więcej. Skąd więc taki opis?
Po co ty w ogóle odpowiadasz na takie komentarze? Tylko karmisz trolle, a tego robić się nie powinno bo to szkodliwe (głównie dla osób postronnych).
Dzisiejsza kinematografia, to jest śmiech na sali. Nie przedstawia sobą żadnych wartości, służy wyłącznie uprawianiu propagandy (postępowej lub Chińskiej). Skopano nawet taki film jak Mulan, a człowiek błędnie myślał, że tego to się skopać nie da. Wszak oryginalny film (animacja z 1998) przedstawiała silną i niezależna kobietę. Okazało się jednak, że się da, mało tego można było wpleść jeszcze propagandą Chińską (w końcu na terenie Chin nie ma obozów koncentracyjnych - kto twierdzi inaczej jest wrogiem partii).
No i czego się spodziewać po Gry-Online przecież tu wszystkie recenzje są sponsorowane. Nie ma żadnej rzetelności, czasem mam wrażenie, że recenzent nawet gry nie odpalił. Nie inaczej jest w recenzjach filmów.
Jeżeli na tym portalu pojawi się nagłówek, że gra/film jest świetna, to znaczy, że jest na odwrót.
"Dobrze ze taki Forcebreaker produkuje tu tony wartosciowego kontentu dla innych homofobowi rasistow wszelkiej masci."
Aż dziw bierze, że nie wyzywasz od faszystów, nazistów i innych totalitarystów, ale to pewnie dla tego, że nie znasz tych słów. Na razie poznałeś słowa homofob i rasista, rozumiem. Powtarzasz je by je sobie utrwalić w pamięci.
Ja polecam dwa (i tylko te dwa anime sprawiły, że nie skreśliłem tych japońskich kreskówek):
1. Initial D (dla fanów japońskiej motoryzacji, tytuł wręcz obowiązkowy)
2. Miasto beze mnie (dostępne na Netflix)
To, że RDR Online nie przynosi takich zysków jak GTA Online jest winą wyłącznie Rockstara. Nie rozwijali tego trybu więc umarł. Może, to dlatego, że chcieli wycisnąć z GTA ile się tylko dało.
Do zestawienia gier z dłuższymi prologami niż Cyberpunk można dorzucić choćby Expeditions: Viking, gdzie prolog to tak z 10 h (zależy czy robi się wszystkie misje, czy tylko te główne). No, ale Dragon Age: Początek, to akurat wzór jak należy robić prologi w grach.
"Film jest krótszy niż gra, ale śmierć Jackiego strukturalnie spełnia tę samą funkcję, co śmierć wujostwa - zmienia świat bohatera, wyrywa go z prologu i wprowadza w nową, odmienioną rzeczywistość. Śmierć Obi Wana jest klasyczną śmiercią mentora. Jackie zdecydowanie archetypem mentora nie jest. I owszem - biorę tu pod uwagę różnicę długości. Wujostwo ginie w ciągu pierwszych kilkunastu minut filmu, Jackie ginie w ciągu kilku pierwszych godzin gry."
Tyle, że jedną sceną w filmie możesz wiele opowiedzieć, w grze niekoniecznie, a zwłaszcza w takiej gdzie masz otwarty świat. Odpalasz Cyberpunka, tworzysz postać i masz super szybki prolog, który niczego Ci nie pokazuje, a wybory których dokonasz nie mają żadnego wpływu na późniejszą rozgrywkę. Ledwo poznajesz Jackiego i dowiadujesz się, że jest twoim najlepszym przyjacielem i już robicie skok na Arasakę. Nie da się w ten sposób zbudować dobrej narracji, która sprawi, że gracz też będzie lubił Jackiego tak samo jak V. Jeśli już pozostać przy obecnej koncepcji, to można by to rozwiązać dialogami, które poruszałyby wspólną historię Jackiego i V, coś w stylu: A pamiętasz V jak... Niestety narracje zawalono i wygląda, to jak wygląda.
Znaleźć twórcę "nielegalnego" oprogramowania, to nie to samo, co znalezienie złodzieja, a i tego wcale nie tak łatwo złapać.
Karanie za cheaty w Korei Południowej, ale czy autor sprawdził jak to rzeczywiście wygląda? Drugie pytanie, załóżmy, że napisałem program, którego przeznaczeniem było cheatowanie w grach single-player i cheat ten nawet nie działa w grach multiplayer. Powinienem zostać skazany, czy nie?
Kolejne pytanie, jeśli tworzenie cheatów byłoby penalizowane, to jak byśmy ścigali tych programistów? Rozumiem, że na wniosek firma mogłaby się domagać od władz ścigania takich programistów. Tylko, co jeśli firmy nie chciałyby ścigać takich gości? Albo jak policja miałaby takich ludzi znaleźć? Czekać, aż sami się znajdą? A może to firma powinna ich znaleźć i dostarczyć policji?
Nowe Assasyny, to takie MMO dla jednego gracza. Fabuły brak (jest tylko jakiś tam zarys), dobrych dialogów brak, fajnych i wyrazistych postaci brak.
Cyberpunk 2077 może i jest technicznie mocno nie dopracowany i narracyjnie ma dziury, ale i tak jest dużo lepszy niż Odyssey czy Valhalla.
Tylko od GTA Online, bo RDR Online leży i kwiczy. Żadnej nowej zawartości, napadów czy czegokolwiek. Jedyna ostatnia "duża" aktualizacja wprowadziła misje "krwawej forsy", które w praktyce są tym samym co misje podstawowe, tylko, że zamiast pieniędzy zdobywa się nową walutę i tyle.
Tymczasem znowu zrobili wybitny tytuł, który w mojej ocenie przewyższa w wielu aspektach cudownego W3.
Jestem ciekaw, co było w tym tytule takiego wybitnego, serio.
Rozwój postaci jest słaby, narracja beznadziejna, dziury w fabule dość widoczne. Widać, że koncept gry zmienił się co najmniej raz. Na szczęście dobrze napisane niektóre postacie, dialogi z Silverhandem i wciągający wątek główny tę grę ratują od totalnej klapy.
Na początek narracja, jak w każdym RPG-u, tak i tu mamy prolog, a nawet trzy. Tylko, że właściwie nie wiadomo po co, bo dla gry nie ma znaczenia jaką historię wybierzemy (różnica jest dosłownie w kilku dialogach i to opcjonalnych). W prologu poznajemy Jackiego (lub nasza postać go zna od początku jeśli wybierze się prolog jako korpos), potem mamy przerywnik przyspieszający akcję, by przejść do finału początku gry. Mamy więc wstęp i zakończenie, ale gdzie rozwinięcie? Gdzie ten żmudny początek w drodze na szczyt Jackiego i V? Pewne rzeczy dałoby się jeszcze naprawić poprzesz wpisy w dzienniku w biografiach postaci, ale nikt tego nie zrobił. Mamy więc od początku gry do samego końca opis, że Jackie jest naszym najlepszym kumplem i tyle. O V nie wiemy niemal nic, a z prologów też nie wiele idzie się dowiedzieć. W ogóle z V, to jest ciekawa sprawa. Z jednej strony ma być takim avatarem gracza, z drugiej strony V wie nieraz więcej niż sam gracz i przypomina wykreowanego odgórnie przez twórców bohatera. Jest to też widoczne w odnoszeniu się postaci do protagonisty. V bez względu na swoja płeć i statystyki jest traktowany jako przygłupi mięśniak, mimo, że w statystykach może mieć wysoką inteligencję a niską budowę ciała (w jednej z misji związanej z przejęciem pewnego klubu lalek jest to szczególnie widoczne).
Zadania poboczne wyglądają tak jakby robiło je nawet już nie BioWere, a już Ubisoft. Jedyne warte uwagi są tylko te związane z konkretnymi postaciami np. Panam, Kerry itp. cała reszta to syf mający zapełnić mapę i dać naszej postaci zarobek. W Wiedźminie 3 każde zlecenie i zadanie poboczne było warte uwagi, ale co najważniejsze narracja była tak poprowadzona, że ronienie tych wszystkich zadań nie stało w sprzeczności z głównym wątkiem fabularnym, czyli odnalezieniem Ciri. Wątek główny prowadził nas do Velen, Novigradu i Skellige, tam robiliśmy ileś zadań pobocznych następnie ruszał wątek główny i ruszaliśmy dalej. Nikt nas nie poganiał, można było spokojnie robić wszystkie te zadania poboczne. Jak jest w Cyberpunku? Zadania główne nie dają czasu, by robić te poboczne. Jeżeli V ma się spotkać z kimś o godzinie 18:00, to narracyjne słabo to wygląda, żeby olać to i pójść zrobić szereg misji pobocznych (które zajmą plus minus ze trzy tygodnie). No jak to wygląda?! V umiera, ale jednocześnie ma czas na eskapady po całym Night City.
Kolejna sprawa cięcia, przez które posypała się między innymi wyżej wspomniana narracja. Podejrzewam, że na początku twórcy planowali stworzyć wzorem Wiedźmina, wykreowanego bohatera, ale z możliwością dostosowania płci, wyglądu i statystyk (podobnie jak ma to miejsce w serii Mass Effect). Towarzyszem miał być pewnie Jackie, bo to ciekawie napisana postać i aż dziw bierze, że tak szybko się go z gry pozbyto. Johnny miał być pewnie tak jak w oryginalnym Cyberpunku, postacią znaną w całym Night City, ale z protagonistą luźno powiązanym. W 2019 roku pokazano zwiastun na E3 i Johnny (grany przez Keanu Reevesa) stał się obok V, głównym bohaterem. Jeżeli do 2018/2019 roku tworzono inną grę, to tak duża zmiana nie mogła się udać w góra dwa lata produkcji.
No i poprawność polityczna
Nie wszędzie. W takim KCD wszystko jest zgodnie z realiami i nie ma z tym problemu. Zgodzę się, że problem występuje, ale jest mnóstwo gier gdzie tego nie ma więc po prostu nie zwraca się na to uwagi. Wystarczy omijać gry, które z tym przesadzają.
Kingdom Come: Deliverance w żadnym razie nie jest zgodne z realiami, podobnie jaki filmy o Robin Hoodzie, królu Arturze itp. Niby jest to średniowiecze, ale kobiety są w tej grze dość mocno wyemancypowane, a różnice stanowe są niemal niewidoczne. Też wiek postaci jest dziwny, w średniowieczu 15-16-stolatek był już praktycznie dorosłym mężczyzną, a tu Henryk lat prawdopodobnie 18+, zachowuje się tak samo jak współczesny 18-stolatek.
spoiler start
Syn kowala, który pnie się w górę, a na końcu okazuje się nieślubnym synem szlachcica. Wszystko ładnie i pięknie, tylko, że w rzeczywistości taki szlachcic w życiu nie uznałby takiego dzieciaka, bo wykluczyłoby go to społecznie, nie mówiąc już o tym, że z samym dziedziczeniem byłby już problem. Dopiero w XX wieku zaprzestano prawnej dyskryminacji nieślubnego potomstwa.
spoiler stop
Gdyby 10 lat temu, ktoś mi powiedział, że ludzie będą wydawali kasę (i to nie małą!) na ciuszki w grze, to bym go wyśmiał. A dziś no cóż. Twórcy starają i cały czas zaskakują człowieka nowymi pomysłami na wyciągnięcie kasy.
Skoro TLOU1 nie różni się od TLOU2, to w czym gry Rockstara są przełomowe? Bo co do samych założeń, to ciągle te same gry, tj. względnie otwarty świat, fabuła, która gra pierwsze skrzypce i dużo strzelania (zarówno w RD i RD2 czy serii GTA). Zmienia się silnik, grafika, jest więcej detali (ślady na śniegu, modele liści itp.), ale to samo można powiedzieć, o TLOU. Zmieniła się grafika, silnik gry, ale schemat pozostał ten sam.
"W takim Max Payne 3 pamiętam zaledwie jedną sekwencję, w której Max idzie samodzielnie i bardziej się wtedy ogląda niż gra."
Jaka to różnica, czy postać idzie samodzielnie czy ty nią sterujesz, kiedy w dalszym ciągu to cutscenka? Choć fakt, że w serii Uncharted jest dużo tych scenek lub sekwencji niż w takim Max Payne.
Generalnie fenomen tej gry polega na właśnie tej filmowości i małym wyzwaniu gameplay-owym dla graczy. Jest, to dobra odskocznia po pracy czy szkole, żeby człowiek się wyluzował i dobrze bawił. Co do trudności i precyzji celowania w Max Payne, to polecam pograć w Escape from Tarkov, wtedy żaden model strzelania nie będzie dobry, czy nawet satysfakcjonujący.
"A tak poza tym to uwielbiam Dooma, Call of Duty, gry Rockstara (niedoścignieni w tym co robią)"
Ciekawe, biorąc pod uwagę, że gry od Rockstara, są tak samo gameplay-owo powtarzalne jak Uncharted. Nie dają graczowi, żadnej swobody (po za chodzeniem pa mapie i wyborem zadań), to taki sam "interaktywny film" jak Uncharted.
Po prostu gra Tobie nie przypasowała, a podane argumenty w tekście mają utwierdzić Ciebie i innych, że jest to bardziej obiektywna opinia. Gdybyś rzeczywiście nie lubił gier, które są "pseudo-filmowe", to by Max Payne 3 ani żadna inna gra od Rocstara nie mogłaby Ci się podobać.
Ja nie lubię np. Mass Effecta 2, który jest przez większość wychwalany pod niebiosa jako najlepsza część serii. Za to bardzo lubię pierwszą część Mass Effect oraz Andromedę.
Crashe i inne błędy, to rzeczywiście duży problem tej gry, ale z tą dużą ilością cheaterów bym nie przesadzał. To nie BF czy COD z bardzo łatwym progiem wejścia, tu trzeba godzin, żeby dobrze w to grać (poznać mapy, odblokować lepszą broń), no i mieć dużo szczęścia. Zdarzało mi się kogoś ustrzelić przez tzw. "dziurkę od klucza" a ledwo go widziałem. Tu można kogoś zabić strzelając między deskami, czy nawet przez same deski.
Gra jest dla ludzi, którzy lubią wyzwania, jak chce się po prostu postrzelać bez stresu, to BF, COD ewentualnie R6.
Czy w tej sytuacji był to cheater? Ze screena ciężko stwierdzić, mógł być, bo wygląda to podejrzanie, ale mógł Cię zastrzelić przez zwykły fart. Pytanie też jaką miał broń i jaki celownik.
Nie, nie zmieni, ale skoro dana gra nie jest po polsku, to w takim razie ja nie jestem docelowym klientem, który tę grę miał kupić - tak to odbieram. A co, do nauki języka, to angielski nigdy mi nie wchodził, już lepiej z niemieckim stoję, ale nie na tyle, żeby zrozumieć cały dialog. Z ubytkiem słuchu ciężko się uczy języków obcych.
Ostatnio co zainteresuję się jakąś grą, to nie jest ona po polsku. Zaczyna, to być powoli denerwujące. Zwłaszcza jak czyta się tego typu recenzje. Człowiek czyta i myśli: fajna gra, po czym wchodzi na Steama, a tam okazuje się, że gra nie jest po polsku. Moglibyście w takich recenzjach wspomnieć, że nie polskiej wersji językowej. No chyba, że ja czegoś nie wiem i gry są przeznaczone wyłącznie dla osób biegle znające język angielski.
Nie liczyłbym na to. W najnowszym FAQ, podali mnóstwo przyszłych wersji językowych, ale nie polską. Trzeba się po prostu przyzwyczaić, że przez następne lata gry będą omijały język polski i tyle.
"jeśli molestowałem, to przyznaje się i idę do więzienia. Jeśli nie molestowałem, to nie przyznaje się i wygrywam sprawę. Nie bądź dzieckiem."
Tak, to działa w idealnym świecie, ale to nie jest idealny świat. W tym świecie Tomasz Komenda przesiedział 18 lat, a widocznym na zdjęciu w newsie Cosby, co prawda mniej, ale też okazał się niewinny.
Załóżmy taki scenariusz. Pracujesz w prężnie rozwijającej się firmie. Ostatnio wypuściliście nowy produkt, media huczą, że to innowacja. Jest co świętować, stąd firma organizuje imprezę.
Zabawa trwa w najlepsze, wszyscy piją, a Tobie wpada w oko koleżanka, ty jej zresztą też. Długo to nie trwa, jak lądujecie razem w łóżku, taki niezobowiązujący seks.
Mijają dwa tygodnie i pewnego dnia szef wzywa Ciebie do gabinetu. Okazuje się, że koleżanka oskarżyła Ciebie o gwałt, a o sprawie dowiedziały się media. Dla dobra firmy zostajesz zwolniony.
Sprawa w sądzie wygląda kiepsko, bo do stosunku doszło. Jeżeli dziewczyna dobrze gra, to zmyśli dobrą bajeczkę, która uczyni jest zeznania dość wiarygodnymi np. bała się Ciebie i nie stawiała oporu albo była pijana. Jeśli miałeś dobrego adwokata i udało mu się wypunktować nieścisłości w zeznaniach dziewczyny, to zostaniesz uniewinniony. Możesz wytoczyć sprawę dziewczynie i pewnie coś tam ugrasz. No, ale przez parę miesięcy byłeś "bohaterem" mediów. Łatka gwałciciela już przy Tobie pozostanie i o pracę w branży może być ciężko. Czy dziewczyna poniesie jakąś srogą karę? No, nie, raczej odszkodowanie i może coś w zawiasach.
Co by się stało jakbyś przegrał? Siedział byś za niewinność, nie ma chyba nic gorszego.
Gwałt jest dużo trudniej sfingować niż molestowanie, stąd użyłem tego przykładu.
"Jesse McCree oraz Jonathan LeCraft byli na niesławnym już zdjęciu zrobionym wewnątrz tzw. Apartamentu Billa Cosby’ego, czyli pokoju hotelowego Alexa Afrasiabiego (który jest wymieniany z nazwiska we wspomnianym pozwie) z czasów BlizzConu 2013. W miejscu tym można było znaleźć masę alkoholu oraz zdjęcie komika, który już wtedy był publicznie oskarżany o gwałty."
Pod koniec czerwca sąd unieważnił wyrok skazujący Cosby'ego z powodu szeregów uchybień. Tym samym Cosby jest niewinny i nie można powtórnie postawić mu zarzutów (https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/swiat/artykuly/8201391,bill-cosby-wychodzi-na-wolnosc-sad-uniewaznil-wyrok-skazujacy-go-za-napasc-seksualna.html).
Po za tym, co zdjęcie Cosby'ego ma do rzeczy w kwestii winy oskarżonych osób? Czy jeśli mam w piwnicy zdęcie Stalina, to czyni mnie to komunistą albo stalinistą?
Rozumiem, kliknięcia muszą się zgadzać, ale moglibyście trzymać jakiś poziom w tych newsach.
Towarzyszka N.S powróciła. Jest już lepiej, bo z tego co widzę to wymienione filmy nie przeczą tezie, a to już progres.
"Postać ma konkretne imię i jakieś pochodzenie, ale wygląd możemy sobie zrobić sami i decyzje też podejmować na tyle swobodnie, na ile przewiduje to scenariusz."
Pełna zgoda, tyle że Shepard to nazwisko a nie imię, przez, to dziwnie, to brzmi jak przyjaciele komandora mówią do niego po nazwisku a nie po imieniu, ale to szczegół.
Spokojnie można by stworzyć nowego Wiedźmina, w którym tworzylibyśmy własną postać (pod względem płci, wyglądu, zdolności), a nadal miałaby jakiś charakter. Wszystko zależy od ludzi piszących scenariusz do gry. Przygoda Geralta z Rivii dobiegła końca, a tworzenie nowego wiedźmina, o tyle byłoby bez sensu, że każdy porównywałby go do Geralta.
Idąc po najmniejszej linii oporu, można by kontynuować wydarzenia z Wiedźmina 3 z nowym bohaterem, a wiedźmin mógłby być albo postacią wspierającą głównego bohatera albo wzorem Wiedźmina 2, antagonistą.
Najpierw zastanawiałem się o jakiego prezesa chodzi, ale potem dotarło do mnie, że Prezes jest tylko jeden.
Niekoniecznie, mogli chcieć później na tym projekcie zarobić, a może tylko za darmo udostępnić, jak to ma miejsce z większością modów. Mogło być też tak, że Riot, zabrałoby wszystkie pliki projektu i wydało jako całkowicie przez siebie stworzoną wersję gry. Dodatkowo można być posądzić twórców moda o odszkodowania i ma się czysty zysk.
Z artykułu wynika, że nie pobierali żadnych opłat za projekt, nawet nie zdążyli go udostępnić więc ciężko powiedzieć, że mieli jakiś z tego zysk. Zyskiem może być sława, czy pieniądze.
Z tą walką z fanowskimi projektami, to trochę tak jakby autorzy książek brali się za fanowskie opowiadania, których pełno w sieci. Oczywiście, że takie fanowskie opowiadanie łamie prawa autorskie w momencie publikacji i jak najbardziej można by za to ludzi tępić, tylko po co? W ten sposób tworzy się tylko kiepski PR, a jak zostawisz to w spokoju, to możesz mieć całkiem fajną społeczność.
Żeby było jeszcze lepiej to każdy mod dostępny do jakiejkolwiek gry łamie prawa autorskie, mimo, to twórcy w większości przypadków dają spokój, po to by nie zabijać społeczności, tworzącej się wokół jakiegoś tytułu.
Interesująco zapowiada się Lost Eidolons, tylko szkoda, że na polskie napisy nie ma co nawet liczyć. No, ale może jak gra kiedyś wyjdzie, to może kiedyś, ktoś zrobi spolszczenie.
Jak masz wykupiony abonament w EA Play, to wszystkie części trylogii masz ze wszystkimi DLC.
Mogliby by w sumie kontynuować wątek Uncharted: Zaginione dziedzictwo. Zamiast Nathana Drake'a byłoby trio czyli Chloe, Nadine i Sam. W sumie końcówka tego DLC, aż się prosi o kontynuację. Tylko oby nie zarżnięto tej marki tak jak to zrobiło Ubi z serią Assassin's Creed.
Same remake i remastery wychodzą ostatnimi czasy, czy to w grach czy to w filmach. Już absurdem był remaster trylogii Mass Effecta, gdzie pierwsza część ma tyle modów, że za darmo ma się remaster. Remake The Last of Us jednak to przebił, pierwsza część dostała remaster na PS4, a teraz ma wyjść remake, a w końcu gra jest z 2013 roku więc stara nie jest.
Dokładnie, z komputerem się nie wygra. Prawdziwe wyzwanie jest gdy dwóch graczy o podobnych umiejętnościach staje na przeciw siebie.
Inna sprawa, to że gry powinny być zabawą, odskocznią o codzienności. Jeżeli stają się druga pracą, to chyba coś nie tak.
Masz racje, tyle, że milenialsi, to milenialsi. Trzeba było zaznaczyć, że chodzi o roczniki albo z pokolenia X (roczniki do 89) albo z początku Y czyli właśnie te 90.
Jestem z rocznika 97, więc pokolenie Y czyli milenialsi pełną gębą. Z całego zestawiania nic do mnie nie pasuje, no chyba, że naciągnę punkt drugi o kawie (tyle, że nie robię z tego żadnego rytuału, po prostu to mój ulubiony napój, a do parzenia kawy starcza mi ekspres). W Gotica grałem, w "Małysza" też (zabawa przed lub po informatyce), ale nie jestem jakim wielkim fanem, a wyników ze skoków nigdy nie zapamiętywałem.
Telefon dla mnie służy do dzwonienia, wysyłania SMS-ów, czytania książek lub ewentualnie wyszukanie czegoś w Googlu. Nie cierpię Smartphone-owych Zombie, którzy nawet na sekundę nie mogą oderwać się od tego zakichanego telefonu.
Co do książek o "Achai" to jeżeli, ktoś zmienia zdanie po obejrzenie jednego filmiku i to tylko dlatego, że jakaś YouTuberka tak powiedziała to gratuluję.
W tym wypadku nowa bohaterka jest ładniejsza od Max, choć i ta brzydka nie była, tylko taka... zblazowana.
Z opisu zapowiada się fajna gra, tak samo klimatyczna jak pierwsza część. To co mnie osobiście "urzekło" w pierwszej części, to po prostu historia. Max była zwykłą amerykańską nastolatką, która nagle zyskała niezwykłe moce i musiała rozwiązać ich tajemnicę. Graczowi przyszło pokierować zwykłą-niezwykłą dziewczyną, a nie bohaterem stworzonym do ratowania świata. Dużym minusem było wydawanie gry w odcinkach, gdzie trzeba było czekać na kolejne po kilka miesięcy.
spoiler start
Chyba najlepszy moment gry, był wtedy gdy na jaw wychodziło, że psycholem jest Jefferson, od dawna nic mnie tak nie zaskoczyło. Zwykle wszystkiego człowiek dość szybko się domyślał, a tu proszę taka niespodzianka.
spoiler stop
Polska nie jest krajem trzeciego świata, a liczenie się w świecie czy nie nie ma tu zbyt wiele do rzeczy. Problemem jest podejście samych graczy do polskich wersji gry, podejście wydawcy do tematu i wreszcie opłacalność, która wiąże się z tym drugim. Life Is Strange to w sumie gra niszowa, jeśli by porównać ją do Fify, COD-a, czy BF-a, to nie tytuł, o którego premierze będą trąbili w telewizji, radio, czy bilbordach. Zresztą po co mają się bawić w spolszczenia skoro sami gracze często twierdzą, że trzeba się nauczyć języka angielskiego i po prostu grać. To co opisałem, to jeden duży skrót i oczywiście do gier wychodzą spolszczenie czy całe polskie lokalizacje, ale to już zależy do konkretnego wydawcy.
Spolszczeniem pewnie zajmie się Graj Po Polsku, skoro zrobili napisy do pierwszej części, chociaż z tego co słyszałem z dwójką prace jakoś zamarły.
"Tymczasem w wielkim cyberpunku, historia osoby, która przez ponad 50 lat była w więzieniu i jego jedyną reakcją na zmiany które zaszły przez ten czas to "wieża arasaki wciąż stoi". Z wielką chęcią posłuchałbym na temat tego co w 2020 było normalne a teraz zostało zabrane przez korporację."
Tylko, że świat wcale tak bardzo się nie zmienił, co dobrze widać w retrospekcjach gdzie gramy jako Johnny. Już za czasów, gdy Silverhand był żywy światem rządziły korporacje. Dla pieniędzy wywoływane były wojny, a niewygodni ludzie byli zabijani. Johnny'ego nie zabito tylko dla tego, że był ówcześnie zbyt sławny, by jego śmierć przeszła bez echa.
Zmieniła się technologia, ale mechanizmy pozostały niezmienne.
"Nawet w przytoczonym tutaj gta SA postacie fabularne potrafiły być agresywne, wyzywać gracza, czy w ogóle posiadać emocje oraz rozwijać z tobą znajomość. W cyberpunku, poza kilkoma wyjątkami, relacje z postaciami są albo narzucone z góry, albo rozwijają się przez kilka linijek tekstu."
Kiedy ostatni raz grałeś w SA? Tam CJ zabierze dziewczynę parę razy na randkę i ta już w nim jest "zakochana".
"Później dowiadujesz się, że saburo arasaka ma dużo ponad 100 lat, bez problemów z np. demencją. Jak to osiągnął? No w sumie to nikt nigdy tego nie wytłumaczył, w grze jest często mowa o wszczepach odmładzających ale ma je np. Rouge i u niej są one tylko i wyłącznie kosmetyczne. Saburo nie ma kosmetycznych wszczepów. Zero wytłumaczenia w grze."
Od tego jest wyobraźnia, żeby pewne rzeczy sobie dopowiedzieć. Mówimy o szefie korporacji, która wynalazła możliwość przeniesienia ludzkiej świadomości do elektronicznego implanta. Utrzymanie przy życiu i zdrowiu założyciela Arasaki, nie byłoby więc chyba jakimś wielkim problemem. Takie pytanie, jak czytasz powieści jeśli wszystko musisz mieć dokładnie wyjaśnione?
"Korporacje mają jakieś super tajemnicze wszczepy i oprogramowanie, które nie istnieje na czarnym rynku. Niektóre z nich są wstanie z góry powiedzieć ci o twoim stanie zdrowia. Jednocześnie prawie każda największa korporacja jest hakowana i napadana. Jak to możliwe, że nie można mieć lepszych chipów?"
Nigdy nie będzie istniało elektroniczne urządzenie nie do z hakowania. Zawsze druga strona znajdzie sposób na obejście zabezpieczeń, to niekończący się wyścig. Już nie wspominając, że w Cyberpunku korporacje napadają na siebie nawzajem.
"W sumie to co się stało przez ponad 50 lat z możliwością przenoszenia duszy do komputera? Wynaleźli tylko tego eksperymentalnego relica? Potencjalny wątek eksperymentów na duszach byłby ciekawy."
Prowadzono cały program badawczy "Secure Your Soul", do którego użyto programu Soulkiller. Arasaka planowała wykorzystanie engramów ViP-ów (artystów, polityków itp.) do swoich własnych celów. Zresztą końcówka gry jak i jedno z zakończeń pokazują, że program został dopracowany.
Jeżeli nie biegało się po całej mapie z giwerą od misji do misji, a rozmawiało się z postaciami, czytało wpisy, słuchało wiadomości z Night City, to wielu rzeczy można było się dowiedzieć. W grze jest w sumie mało niedomówień, problemem są zbyt duże przeskoki w fabule widoczne na samym początku gry i to, że nasz bohater nie ma żadnej historii pomimo, że mamy wybór prologu.
Najbardziej bolesny jest właśnie ten początek gry, gdzie poznajemy Jackiego. Postać fajna i ciekawa, a na ekranie jest bardzo krótko. A przecież z V znali się co najmniej kilka miesięcy.
Taa... EA oszukuje graczy na każdym kroku od lat, ale jak CP Project zaliczył wpadkę, to od razu zamknąć firmę, bo dopuścili się niesamowitego oszustwa. Jeżeli nie liczyć stanu gry na konsole PS4 (co było do przewidzenia, że dobrze gra na tym sprzęcie działać nie może, bo PS4 było już za słabe w dniu swojej premiery), to jakiegoś spektakularnego oszustwa się nie dopuścili. Nie zrobili z Cyberpunka gry usługi na wzór nowych Assynów czy Watch Dogs: Legion. Większość "obiecanych" mechanik wymyślili sobie sami gracze, a branżowe media tylko to podchwyciły i bombardowały czytelników wpisami o tym, co niby w grze ma się znaleźć. A wszystkie te informacje opierały się na niesprawdzonych źródłach, trochę tak jak "Jedna babka powiedziała drugiej babce, że...".
Tylko, że historia Geralta została zakończona, a robienie przygód nowego wiedźmina byłoby bez sensu, bo każdy by go porównywał do Geralta. Można stworzyć zupełnie nową historię w tym wykreowanym przez Sapkowskiego świecie, ale czy to ma sens?
"- główna oś fabularna zawiera pewne luki, które wskazują na pośpieszne wycinanie zawartości, np. wcześniej poznajemy (w przerywniku) fiksera, który następnie dopiero nam się przedstawia w czasie rozgrywki, albo na odwrót: nie znamy fikserów, którzy traktują nas jak dobrych znajomych - tego rodzaju nieścisłości powinny zostać usunięte i potraktowane po prostu jako "błąd"."
Co do tych fikserów, którzy traktują nas jak dobrych znajomych a ich nie znamy, to nie znamy ich jako gracze, ale V już ich zna. Ci, którzy z kolei w kolejnych etapach gry kontaktują się z głównym bohaterem, to znają go z jego dokonań w grze (na mieście o nim głośno).
Właściwie cały problem polega na tym, że z gry wycięto cały etap wstępny. W prologu poznajemy Jackiego (lub nasza postać go zna od początku jeśli wybierze się prolog jako korpos), potem mamy przerywnik przyspieszający akcję, by przejść do finału początku gry. Mamy więc wstęp i zakończenie, ale gdzie rozwinięcie? Gdzie ten żmudny początek w drodze na szczyt Jackiego i V? Pewne rzeczy dałoby się jeszcze naprawić poprzesz wpisy w dzienniku w biografiach postaci, ale nikt tego nie zrobił. Mamy więc od początku gry do samego końca opis, że Jackie jest naszym najlepszym kumplem i tyle. O V nie wiemy niemal nic, a z prologów też nie wiele idzie się dowiedzieć.
W Wiedźminie 3 problem był podobny jeśli ktoś nie czytał książek, ani nie grał w poprzednie gry, ale wtedy z pomocą przychodził rzeczony dziennik, w którym mieliśmy wypisane wszystkie poznane postaci i ich relacje z Geraltem. Więc jeśli znalazł się gracz, który nie wiedział kim jest np. Jaskier, to mógł się zaraz dowiedzieć. W Cyberpunku tej opcji nie ma.
Z jednej strony V ma być takim avatarem gracza, z drugiej strony V wie nieraz więcej niż sam gracz i przypomina wykreowanego odgórnie przez twórców bohatera. Jest to też widoczne w odnoszeniu się postaci do protagonisty. V bez względu na swoja płeć i statystyki jest traktowany jako przygłupi mięśniak, mimo, że w statystykach może mieć wysoką inteligencję a niską budowę ciała (w jednej z misji związanej z przejęciem pewnego klubu lalek jest to szczególnie widoczne).
"Artykuł na miarę pudelka, a nie portalu gamingowego." To jest między nimi jakaś różnica?
Nie no, artykuł autorstwa towarzysza/towarzyszki N.S nadal pozostaje numerem jeden. Ten felieton z kolei uważam, za całkiem spoko.
Dzisiejsze gry są prostsze i doskonale to widać gdy porówna się oryginał z remakem. W takiej grze jak Mafia: The City of Lost Heaven na zwykłym poziomie trudności możesz zginąć po jednym strzale od NPC-a, podczas gdy coś takiego jest niemożliwe w remake'u nawet na klasycznym czyli najwyższym poziomie trudności. Zawsze otrzymujesz niewielką szansę na naprawienie swojego błędu, że już nie wspomnę że jest tam więcej apteczek niż w oryginale. Jeśli dalej brnąć w temat, to można spojrzeć sobie na serię Resident Evil i porównać oryginały z ramakemi.
Żeby nie było, to nie uważam, że obniżenie poziomu trudności, to coś złego. Wręcz przeciwnie, nie lubię powtarzać danej lokacji po raz enty z kolei bo nie udało mi się kogoś zabić. Wolę poznawać fabułę i historię postaci niż pojedynkować się z komputerem. Od wyzwań mam gry nastawione wyłącznie multiplayer, takie jak Hunt: Showdown czy Tom Clancy's Rainbow Six Siege. Pojedynkowanie się z innym graczem, to rzeczywiście jest wyzwanie. Komputer zawsze daje fory, bo w końcu to gracz musi wygrać, inaczej zabawa nie ma sensu.
Nie żyjemy też w "złotych czasach", bo trudno cudownymi nazwać czasy, gdy twórcy nie silą się nawet na dokończenie swoich produktów, tylko wydają je w stanie surowym i to delikatnie to ująwszy. Gry są kastrowane z zawartości, którą potem można kupić jako DLC i w rezultacie pełna gra nie kosztuje 250 zł, a 350, 450 czy 500. To tak jakby pójść od salonu po nowy samochód, a dostać wrak. Zamawiamy sobie nowe auto, płacimy i za jakiś czas odbieramy. Okazuje się jednak, że z silnika cieknie niemal wszystko, coś trzeszczy, coś rzęzi i ogólnie jest kaszana. Zgłaszamy problemy w serwisie a oni zobowiązują się to wszystko naprawić. Takich jak my są setki, a producent o wszystkim wiedział, ale nie chciał by produkcja została wstrzymana. Serwis przez pół roku albo i rok naprawia i to nawet za darmo. Tylko, że te wszystkie naprawy, to o kant stołu potłuc. Tu coś odkręcą tam przykręcą i fakt po tych wszystkich naprawach auto nawet jeździ, ale do bezawaryjności to mu daleko. Gdy w końcu możemy nacieszyć się jako tako działającym samochodem. Odkrywamy jednak, że nie ma on radia, wycieraczek, klimatyzacji, czy nawet wszystkich otwieranych szyb (już nie będą taki zły, nie muszą być w końcu elektryczne, grunt, żeby chociaż się otwierały), a producent informuje nas, że możemy te elementy dodatkowo nabyć. W końcu niezbędne do życia nam o nie są.
Samochód chociaż możemy sprzedać, a gry się nie da (no chyba, że wersje pudełkową z konsoli) bo nie mamy od niej żadnych praw. Za te kilkaset złotych kupiliśmy jedynie możliwość korzystania z produktu, czyli usługę.
Jeżeli tak wyglądają złote czasy, to chyba nie chcę wiedzieć jak wyglądają mroczne.
Widzę, że cenzorzy tj. moderatorzy prężnie działają. Napisałem tylko, że dziś lewica ma więcej wspólnego z dawnymi konserwatystami niż ze starą lewicą. Czy no GOL-u dopuszczalne są już jedynie skrajne komentarze obu stron, a to co pomiędzy już nie bo kasa by się nie zgadzała z wyświetleń?
W przypadku gier, to nie jest to ideologia a czysty biznes. Remasterem mało kto by się zainteresował, a tak sporo osób już interesuje się grą, bo mają coś wyciąć/zmienić. Kasa się zgadza i wszyscy są zadowoleni.
"W skrócie, prawdopodobnie wpływają na umysł obserwatora i obserwator widzi je tak jak chce. Kroganin widzi piękną Krogankę, Turianin, Turiankę, a że ty drogi graczu jesteś człowiekiem, widzisz modelkę z filmów dla dorosłych." Ta teoria wzięła się od rozmowy trzech kumpli na "wieczorze kawalerskim" jednego z nich, a dokładniej mówiąc Salarianina. Każdy z nich widział tańczącą Asari nieco inaczej, ale to nie świadczy o tym że ich wygląd jest dla każdej rasy kompletnie inny (pomijając fakt, że goście mocno popili). Raczej każdej rasie co innego podoba się u Asari tj. każdy na co innego zwraca uwagę. I tak też Turianinowi podoba się u Asari grzebień czyli te faliste struktury chrzęstne połączone z czaszką, a u człowieka wygląd zbliżony do ludzkich kobiet.
Zresztą gdyby założyć, że ta teoria jest prawdziwa, to jest tu problem jakim cudem Asari mogą nosić ludzkie pancerze, a już nie np. Turiańskie, Krgoańskie czy Salariańskie.
"Pokaż mi mody które zmieniają mass effecta 1 w to co jest na screenach z remastera. Żeby nie było, cena jest z kosmosu, ale już nie ma co pisać bzdur że mody dają to co remaster, bo to nie jest prawda. Gra z modami tak nie wygląda, że o innych zmianach nie wspomnę."
Modyfikację do Mass effect 1 o nazwie MEUITM, można było swego czasu nazwać nieoficjalnym remasterem. Może remaster będzie w czymś nieco lepszy od modów, ale różnica będzie raczej minimalna. W przeciwieństwie do remastera, mody są za darmo.
Na tej zasadzie niektórzy mówią idę do "shopa". Żyjemy w Polsce i powinniśmy dbać o rodzimy język, raczej nie wyobrażam sobie, żeby typowy Anglik wtrącał co któreś słowo po francusku czy niemiecku tylko dlatego, że to brzmi "światowo". Równie dobrze można zacząć mówić: Pojechałem swoim car'em do shopa, kupiłem w nim two waters i wróciłem do mojego house'a. Słowa podstawowe i każdy wie o co chodzi, ale brzmi to cudacznie. Rozumiem, że obcokrajowiec, może mieć problem żeby znaleźć odpowiednie słowo w języku polskim, ale żeby mieli z tym problem Polacy?
Z katastrofy nikt tu nie żartuje, a z filmu, który o tej katastrofie nakręcono.
"Niepoprawne filmy, które bawią, choć nie powinny" Jak widzę taki tytuł to zaraz przypomina mi się legendarny już dzisiaj artykuł na GOL-u "7 filmowych motywów, które dziś by nie przeszły (i dobrze)" autorstwa N.S.
"LamPL- może idź do okulisty jeśli nie rozpoznajesz po tym nagraniu liary, ewidentnie po Andromedzie twórcom włączył się tryb nostalgii i na tym chcą rozkręcać marketing" I z tym marketingiem się w pełni zgadzam, Ciężko jednak rozpoznać kogoś po fragmencie twarzy i oto właśnie chodzi. Jedni będą się upierać, że to Liara inni, że nie i w ten sposób będzie głośno o grze. Ja po takim krótkim fragmencie nie jestem wstanie stwierdzić, czy to Liara, czy nie, a wzrok mam dobry, dzięki za troskę. Teoria
"Niestety fabularnie nie wymiata" Na pewno masz na myśli Cyberpunka? W grze jest sporo błędów, ale fabuła jest świetna. Świetnie ukazany mechanizm sterowania ludźmi poprzez korporacje i ich technologię. Night City to wyjątkowo brudne miasto w którym nie można nikomu zaufać, nawet Johnnemu Silverhandowi. Główny bohater (czy bohaterka) stoi przed trudnym zadaniem i w odróżnieniu od wielu RPG-ów do pomocy nie ma drużyny. Jeżeli ktoś oczekiwał, że każdy wybór w grze będzie miał przełożenie na finał, to żył w błędzie, bo takie coś jest niemożliwe do zrobienia.
To nie Dragon Age, gdzie mamy do wyboru po kilka zakończeń każdego zadania i każde jedno da się wykonać uszczęśliwiając wszystkich w około. Tutaj w najlepszym wypadku masz wybór pomiędzy kiepskim rozwiązaniem albo jeszcze gorszym. Mimo, że V nie może jako jednostka zmienić otaczającego świata, to może jednak pozostać wiernym swoim zasadom, co w Night CIty wydaje się sporym osiągnięciem.
Każdy film, książka, czy gra bazuje na jakimś schemacie. Sam motyw walki dobra ze złem to schemat, a przecież taki motyw występuje w prawie każdym dziele kultury.
"Skad wiemy, ze to Liara. Bo to Liara. :) Ta twarz, no kurde." Podziwiam, że ktoś po fragmencie twarzy potrafi rozpoznać postać, bo dla mnie to nie jest takie oczywiste. Pominę już to, że z tego fragmentu twarzy wygląda bardzo młodo, nawet młodziej niż w Mass Effect 1.
Ludzie już się napalają, że ukochany komandor Shepard powróci, a to byłby najgłupszy ruch ze strony BioWare. Są trzy, a po poprawkach nawet cztery zakończenia, każde z nich kończy się dla głównego bohatera źle (tak, nawet to ulubione przez większość czerwone zakończenie). Niech twórcy dadzą mu w końcu umrzeć, postawi się mu pomnik i sprawa załatwiona. Niech wymyślą, coś innego niż Żniwiarze, którzy chcą na nowo zniszczyć życie organiczne, bo to jest nudne. Mogliby dać galaktykę kilkadziesiąt albo kilkaset lat po pokonaniu Żniwiarzy, mogliby dać możliwość wykreowania postaci nie będącej człowiekiem i żołnierzem Przymierza. Akcja mogłaby się dziać w świecie który podnosi się po ciężkich stratach po wojnie ze Żniwiarzami. Jakby się postarać, to nawet szłoby zrobić tak by zielone i czerwone zakończenie obowiązywało w grze.
Swoją drogą, skąd wiadomo, że Asari, która idzie po tym śniegu to akurat Liara? A jeżeli Żniwiarze rzeczywiście pojawiają się w grze, to chyba tylko jeśli wybrało się zielone zakończenie, czyli swoistą syntezę życia organicznego z nieorganicznym. Wtedy Żniwiarze naprawiają większość szkód i znikają.
"i glowna postac jest znacznie gorsza od Kasandry w Odyssey" Ja nie widzę osobiście różnicy między Kasandrą a Eivor w wersji żeńskiej czy męskiej. Tak samo bezpłciowe postacie, czytałem nawet powieść na podstawie gry Assassin's Creed Odyssey i tam z główną bohaterką było nie lepiej niż w grze. Zero uczuć, jakiejkolwiek głębi, słowem niczego. Niby była zagubiona, ale po jej decyzjach i zachowaniu w książce nie było tego widać.
Wszystko zależy jak będą nakreślone te dzielnice w Night City, jaką będą mieli "styluwę" i jakim językiem będą operować. Tak jak napisałem wcześniej, to kultura tych dzielnic tworzy taki stereotyp czarnego. Biały jeżeli wejdzie w to środowisko, to będzie gadał i zachowywał się tak samo jak oni, a kwestia tonu głosu już leży raczej po za rasą. Scenariusz gry został napisany najpierw w języku polskim, a później w angielskim więc nasi aktorzy dubbingowi nie powinni mieć żadnych problemów, bo nie muszą ani po nikim grać, ani dostosowywać się do języka produkcji bo jest on ich rodzimym językiem. Czy ton głosu ma jakieś znaczenie? (no nie mówię, o tym przykładzie z wykładowcą). Jeżeli głos nie jest komiczny (ani zbyt wysoki, ani zbyt niski), to jaka to różnica? Po za tym słabo by to raczej wyglądało, gdyby wszystkie postacie czarne zostały odegrane w podobny sposób czyli "niski i grubszy" głos. Jakby się człowiek do takiej dzielnicy zapuścił (a lepiej tego nie robić), to te "gangusy" mówiłby w podobny sposób, używały tych samych słów, ale głosy mieli by różne. Jedni niższe, a drudzy wyższe.
Konstruktywna krytyka padła może raz (napisali, że model jazdy i strzelania jest taki sobie i to by było na tyle z konstruktywnej krytyki). Była za to seria artykułów "Co wycięto z Cyberpunka 2077" bazująca głównie na plotkach co miało się wcześniej w grze znaleźć, ale czego twórcy nie potwierdzili (w sumie to wycięto tylko bieganie po ścianach, własne mieszkanie i możliwość przeglądania ciuchów bezpośrednio z szafy oraz widok TPP w scenkach przerywnikowych na rzecz interakcji). Potem był jeden czy może dwa artykuły o tym, że lepiej grać w Cybepunka po angielsku niż po polsku bo w będzie tam Keanu Reeves (autor artykułów się w nim zakochał czy jak?), a po za tym angielski pasuje do "klimatu" (cokolwiek ma to znaczyć)(https://www.gry-online.pl/opinie/slyszalem-cyberpunka-2077-po-polsku-i-chyba-bede-gral-w-angielska/z1863). Warto wspomnieć jeszcze artykuł po którego przeczytaniu można było dojść do wniosku, że jedynym osiągnięciem Michała Żebrowskiego było zagranie w filmie i serialu "Wiedźmin" oraz w "Na dobre i na złe".
Komentarz należy traktować ze sporym przymrużeniem oka
"Chodzi mi o to, że kiedy słyszysz po angielsku osobę czarnoskórą to nawet jeśli jej nie widzisz, to wiesz, że tę kwestię wypowiada osoba czarnoskóra, bo oni mają trochę specyficzną wymowę i inny ton głosu."
Pierwsze słyszę, żeby można było stwierdzić czyjś kolor skóry, po sposobie jego wymowy. Chyba za dużo nasłuchałeś się rapu ;) Jak posłucha się Eminema (który jest biały), to brzmi jak każdy przeciętny czarnoskóry raper. Może i statystycznie mają inny ton głosu (nie wiem, nie sprawdzałem tego), ale nie wydaje mi się, żeby mieli zupełnie inne głosy niż ludzie biali. To, o czym piszesz to pewien stereotyp (oczywiście nie wyssany z palca). Sporo czarnych żyje w swoich dzielnicach i tworzy się charakterystyczna dla nich kultura i to ona wpływa na sposób ich mówienia (zasób słownictwa) i wymowę. Tyle, że jeżeli będzie tam żył biały to będzie zachowywał się podobnie do nich (przykładowo film "8 mila" z 2002 roku). Tu masz z kolei (https://www.youtube.com/watch?v=am_pK5T2Dwo) dyskusję białego dziennikarza (czy może prezentera) z czarnoskórym prawnikiem o tym, czy w USA panuje system rasistowski. Osobiście nie słyszę różnicy wysławianiu się obu tych Panów, a przynajmniej nie tak znaczącej, żebym po samym głosie mógł stwierdzić jakiego są koloru skóry. No, ale nie jestem ekspertem, może rzeczywiście jest jakaś różnica "rasowa" w głosach, ale to mi trochę przypomina takiego słynnego austriackiego akwarelistę (bez urazy, nie porównuję tutaj Ciebie do niego).
"Jak oglądałem sobie trailer CP po polsku, a później po angielsku dla porównania, to w naszym języku postaciom brakuje odpowiednich akcentów, a wstawki gdzie postać używa nagle słów z innego języka wychodzą kiepsko moim zdaniem."
Te akcenty jak choćby ten haitański, po angielsku brzmią tak samo kiepsko jak po polsku, tylko, że my tego tak nie odbieramy ponieważ słyszymy ten język zupełnie inaczej niż Amerykanin, czy Anglik (warto byłoby się ich spytać, czy tak samo dobrze odbierają te głosy, a najlepiej spytać się Haitańczyka). Jak tylko wyszedł trailer do Cyberpunka, to obejrzałem go w obu wersjach językowych (polskiej i angielskiej) i moim zdaniem dożo pobocznych głosów po angielsku brzmiało, tak jakby to jakiś modulator gadał, a nie człowiek. Po za tym co z tego, że Night City jest zamieszkałe przez ludzi o różnym kolorycie skóry? Jeżeli różnice językowe będą takie ważne (w tym różnice w akcencie), to zmieni się je na inne, a jeżeli nie, to będą mówili po polsku i tyle.
"Po prostu w naszym kraju brakuje aktorów, którzy by byli w stanie dobrze odegrać role postaci czarnoskórych, meksykańskich czy jeszcze innych. Żeby dobrze to wyszło to chyba sporo trzeba by się było pobawić jakimiś programami do modelowania głosu albo musielibyśmy mieć wielu uzdolnionych aktorów głosowych, a raczej wielu takich nie mamy."
Po co naśladować sposób mówienia czarnoskórych, czy innych "mniejszości" po angielsku? Przecież jak weźmiesz, tego samego czarnoskórego i każesz mu gadać po polsku i po angielsku, to będziesz miał dwa różne akcenty, bo to są dwa różne języki. A co do aktorów dubbingowych, to polski dubbing stoi na wysokim poziomie (mimo, iż sukcesywnie stara się z nim zrobić, to co z amerykańskim, czyli wrzucać zamiast aktorów głośne nazwiska).
Czyli scenariusz został napisany po polsku, potem przetłumaczony na angielski, a z tamtego na resztę języków. Wersje dubbingowe powstawały mniej więcej równolegle, ale mimo, to nadal są osoby, które uważają, że angielski jest tym lepszym. Niby dlaczego? Bo to jest miasto przyszłości? A może w języku polskim nie powstały w ogóle, żadne powieści SF?
Jak, ktoś chce grać po angielsku, to ma do tego pełne prawo, tylko po co dopisywać do tego jakąś głupią wersję o wyższości języka angielskiego nad polskim.
"Fabuła opowiada o losach czarodzieja lub czarodziejki"
Powinno być czarodzieja lub czarownicy, bo tak to tłumaczono w książkach i filmach, nie mówiąc już o grach.
Byłbym wstanie takie newsy zrozumieć jeśli CD Projekt Red zmuszałby swoich pracowników do takiej pracy bez przerwy i jeszcze by im nie płacił za nadgodziny. Ci ludzie wiedzą na co się pisali, a tu część ludzi spina się jakby Ci pracownicy mieli przystawione do skroni pistolety.
Tak wygląda ten biznes i albo ktoś godzi się na takie warunki albo nie i zatrudnia się w pracy państwowej (tyle, że nawet tam nie uniknie się nadgodzin, a z wypłatami za nie jest różnie).
A zanim, ktoś mądry, tu wyjedzie z kodeksem pracy, to przypominam, że sobota nie jest dniem wolnym. Po za tym, wątpię by CD Projekt zatrudniał większość tych pracowników na umowę o pracę, raczej robią na zlecenie. W takim przypadku dzień wolny jest tylko dobrą wolą pracodawcy.
Linki, żeby nie było, że sobie to z palca wyssałem:
https://lexplay.pl/artykul/Prawo-Pracy/dni_wolne_od_pracy
"Tak się składa, że znam. Ale to nie ma znaczenia, ponieważ część językowa to tylko jeden z elementów składowych tego, co jest w ludzkim głosie przekazywane. Jak ktoś języka nie zna, to od tego ma napisy.
Możesz sobie mówić co chcesz, ale nie można popełnić większej zbrodni na mediach niż dubbing."
Sam sobie przeczysz. Skoro uważasz, że dzieło należy poznawać tak jak sobie wymyślili jego twórcy, to nie możesz używać żadnego tłumaczenia, bo wydźwięk będzie już inny mimo iż głosy pozostaną oryginalne. Nie jesteś w stanie przetłumaczyć wszystkich związków frazeologicznych, jak chciałbyś przetłumaczyć np. biały kruk? Teoretycznie mógłbyś przetłumaczyć jako po prostu "rzadka lub unikalna książka" ale to jednak nie to samo, czegoś by brakowało. Nie da się też przetłumaczyć przejęzyczeń, musisz je w danym przypadku przełożyć na dany język, a jeżeli przejęzyczenie jest ważne dla fabuły, to czasami trzeba zmienić cały dialog, by miał odpowiedni wydźwięk dla danej wersji językowej.
"Oryginalni aktorzy głosowi dobierani są przez oryginalną ekipę a następnie reżyserowani, dokładnie jak aktorzy filmowi. Są oni kreowani w taki sposób jak zostali oryginalnie napisani.
Zastąpienie ich jakimś dubbingiem to kompletne destrukcja oryginalnego zamysłu i zniszczenie bohaterów oraz ich charakterów."
Chyba nie masz pojęcia jak powstaje dubbing do filmów, a zwłaszcza jak powstaje w Polsce. By Dubbing powstał, to oczywiście trzeba przetłumaczyć dialogi, a czasami nawet zmienić, by te pasowały do ruchu warg. Zdubbingowana postać nie może znacząco różnić się od tej oryginalnej np. jeśli była zabawna, to musi być zabawna. Aktorzy podkładający głos muszą zostać zaakceptowani przez aktorów z oryginalnego dubbingu, to samo tyczy się pozostałych aspektów (tu trochę o tym: https://natemat.pl/6481,polska-dubbingiem-stoi-nasi-aktorzy-choc-najlepsi-w-swoim-fachu-w-kraju-malo-doceniani#). Z grubsza wygląda, to podobnie jak w przypadku tłumaczenia książki, gdzie tłumaczenie musi zostać zaakceptowane przez autora albo wydawnictwo.
Wolisz słuchać oryginalnych głosów postaci, to jak najbardziej masz do tego prawo, ale nie dopisuj do tego jakieś większej ideologii, że "Oryginalne głosy to jedyna słuszna opcja", bo nadal wszystko dotyczy tłumaczenia, które może się różnić od tego co mówią aktorzy.
Upodobania języka? Zagraniczne media konsumuje się w oryginalnym języku, jeśli nie jesteś w stanie zrozumieć i przyjąć tego, że w innych kulturach i częściach świata w taki sposób się coś tworzy, to właśnie świadczy o zamkniętym umyśle, ogólnym zamknięciu w swojej bańce kulturowej i zaścianku. Proste. Tylko nie rozumiem skąd pomysł w takim razie na to by narzekać na coś takiego w takim razie.
Graj w zachodnie nudne do porzygu wtórne gry z "MUH DOROSŁOŚCIĄ". Proste.
W oryginalnym języku powiadasz? Czyli rozumiem, że biegle znasz język japoński w mowie i piśmie, jak również pozostałe języki świata? Bo ja nie widzę innej opcji, by "konsumować dzieło" w oryginalnym języku.
Nikt Tobie nie zabrania czytania, oglądania, czy grania w oryginalnym języku, za to Tobie przeszkadza, że ktoś może mieć inną opinię na temat brzmienia języka, a co gorsza negatywną. Wtedy atakujesz interlokutora przypisując mu zamykanie się w bańce kulturowej i zaścianku. Uważasz siebie (a przynajmniej tak wynika z twoich wypowiedzi) za niezwykle wyedukowaną kulturowo osobę, która może rościć sobie prawo do mówienia ludziom jak powinni "konsumować" dane dzieła. Każdy, kto myśli inaczej, to dla Ciebie zaścianek, a już na pewno ograniczony umysł. Nie świadczy, to dobrze o twojej otwartości umysłu.
Bieda umysłowa mocno.
Jak masz tak zamknięty umysł to po co w ogóle sięgasz po coś spoza twojej bańki kultorowej?
Ty za to lubisz tego typu głosy więc jesteś osobą o otwartym umyśle, no wyjątkowo logiczne. Od kiedy, to upodobania co do języka, czy głosu postaci świadczą o otwartości umysłu?
W drugiej części też nie ma żadnej swobody, Vito zasuwa od jednej misji do drugiej, a każda z nich zaczyna się w mieszkaniu. Jedyne, co można zrobić, to w zmienić ciuchy i zjeść posiłek, a w czasie jazdy z punktu A do B można zahaczyć o bar lub sklep z ubraniami. Swoboda była owszem w trójce tylko, że nie wiadomo po co, bo tam bary i sklepy były tylko dla ozdoby (żadnej aktywności, bo za kradzieżą kasy).
Wydaje się krótsza bo nawet w trybie klasycznym nie jest tak łatwo zginąć jak w oryginale. Jak przejdzie się misje z jedynki bez powtarzania, to wtedy człowiek widzi jak te misje były krótkie. Jeśli chodzi o lotnisko, to w oryginale głównego bohatera potwornie spowalniali przeciwnicy, tutaj można ich po prostu minąć i stąd takie wrażenie. Hotel w oryginale też długi nie jest, przeciwników jest chyba tylko pięciu, ale za to mają strzelby i ściągają Tommy'ego do parteru jednym strzałem. W oryginale jest też dużo mniej checkpointów przez co, trzeba nieraz powtarzać misję od samego początku.
"No może poza niesławnym wyścigiem, który nie tylko na „klasyku” naprawdę potrafi dać w kość i trzeba mocno się pilnować, żeby ukończyć go na pierwszej pozycji. Można też liczyć na łut szczęścia, bo inni kierowcy potrafią się sami wyłączyć z rywalizacji w efektownych kraksach, ale nie jest to regułą."
Autor, chyba coś za rzadko powtarzał ten wyścig w trybie klasycznym. Otóż przeciwnicy zawsze się rozbijają, a w ciągu całego wyścigu jest ich trzech (po jednym na okrążenie, jeśli nie liczyć gościa, któremu uszkodziliśmy samochód w poprzednim zadaniu) i to zawsze są auta poprzedzające (mogą być bezpośrednio przed autem gracza, albo kilka pozycji do przodu). Powtarzałem ten wyścig z piętnaście razy (albo i więcej), te wypadki są zawsze w tych samych miejscach (pierwszy ma miejsce na czwartym czy piątym zakręcie. Drugi na zygzaku, którego jak się zetnie to leci się jak Gagarin w kosmos, a trzeci ma miejsce na ostatnim zakręcie tuż przed metą). Czasami, przeciwnicy potrafią się rozbić w kilka samochodów, ale to rzeczywiście nie jest regułą. Co prawda nie zaczynałem rozdziału od nowa przy każdym niepowodzeniu, ale wczytanie gry działa przecież tak samo.
Ogólnie jazda nie jest trudna, problemem są przeciwnicy, którzy mają niesamowite przyspieszenie, a zwłaszcza czołowa stawka. Jeśli chce się wygrać wyścig w trybie klasycznym, to na pierwszym zakręcie trzeba być co najmniej na pozycji 10/11, na drugim okrążeniu dobrze jest być chociaż piątym, bo w innym wypadku już się nie dogoni stawki, bo mają kosmiczne przyspieszenie.
Remake Mass Effect, miałby sens tylko wtedy jeśli zrobiono by wszystko niemal od zera i pozmieniano fabułę, postacie tak, żeby wszystko było spójne i logiczne (z czym było różnie). Remastery, to już w ogóle żart, nie dość, że cała trylogia mocno się nie zestarzała, to dodatkowo wszystkie części mają mnóstwo modów na grafikę z czego pierwsza tyle, że to praktycznie remaster.
Co do wersji na PC, to optymalizacja jest całkiem niezła. Jeśli masz GTX 980 (a nowa karta to to nie jest) to spokojnie można grać na maksymalnych detalach powyżej 30 FPS. Czasami zdarzają się przycinki, ale to naprawdę delikatne. Jedyne błędy jakie spotkałem, to raz przy rozmowie z Sarą dialog się lekko krztusił (raz głos był, a raz go nie było, ale wystarczyło zrzucić grę do paska i znowu przywrócić na pełny ekran i było git), no i też raz jak odpaliłem przeglądarkę na drugim monitorze, to zniknęła część dźwięków np. deszcz, ale wystarczyło odpalić grę jeszcze raz i było wszystko w porządku. Oprócz tych rzeczy nic więcej nie zauważyłem.
Niby tylko wirtualna wojna, ale jaka realistyczna! Są tysiące mało znaczących graczy, którzy muszą wykonać powierzone im zadania. Mamy oficerów, którzy tym wszystkim zawiadują no i jeszcze machina propagandowa, w której podzielono strony na tych dobrych i złych. Najpierw miała być to zemsta, a teraz to już walka o lepszą galaktykę i przyszłość gry. Kurczę takie newsy czyta się wyśmienicie.
Wszyscy wieszają psy na Andromedzie, a to nie była zła gra (świetna też nie była), tylko raczej przeciętna. Grałem we wszystkie Mass Effecty i to po dwa razy w każdą z części z czego dwójkę przeszedłem na 100% (bo gra wymuszała maksymalne ulepszenie Normandii celem uratowania całej załogi). Pierwsza część była naprawdę super, wielka tajemnica, kosmiczna przygoda, ratowanie wszechświata - słowem ekstra. Dwójka to już typowa gra akcji, gdzie o żadnej tajemnicy mowy już nie ma, mamy po prostu uratować po raz drugi ludzkość oraz resztą wszechświata. Od samego początku znamy zresztą finał gry, bo Człowiek Iluzja od razu mówi nam, co jest naszym celem. My jedynie musimy tylko skompletować załogę i przygotować się na wielki finał, czyli atak na na bazę Zbieraczy. Trójka to już gra wojenna, czyli ciągła krew, łzy i śmierć. Patrzymy jak giną miliony istnień w galaktyce i po raz już trzeci musimy uratować wszechświat i jak zwykle działamy sami, bo nikt nam nie chce pomóc.
Mass Effect: Andromeda to powrót do przygody kosmicznej. Po 600 latach podróży znajdujemy się w odległej galaktyce (jest podobna do drogi mlecznej, bo koloniści właśnie takie szukali), której nie znamy (znowu tajemnica), natrafiamy na pierwszych antagonistów, którzy władają obcym językiem (znów tajemnica, kto to jest). Musimy odnaleźć zaginione arki (też tajemnica, bo na samym początku żadnych śladów nie ma, nie ma znacznika poleć tu. Aczkolwiek dość szybko w toku gry znajduje się kolejne ślady). Jeżeli ktoś więc czekał na powtórkę drugiej części Mass Effecta to się przeliczył, a gra mu do gustu raczej nie przypadła, bo chciał grę akcji z wyrazistym bohaterem, a dostał kosmiczną przygodę.
Co do samego bohatera, to Mass Effect: Andromeda nie daje nam drugiego komandora Sheparda, dostajemy za to Scotta bądź Sarę Ryder. Nie wiem jak w przypadku Scotta (może rzeczywiście był cienki- nim nie grałem) za to Sara była całkiem fajną bohaterką i dialogi do niej pasowały. Nie była drugim komandorem, a załoga nie stawała przed nią na baczność. Wszyscy podważali jej kompetencje, ciężko się temu dziwić była Pionierką z przypadku (ojciec poświęcił się by ją ratować, a ona przejęła po nim funkcję Pioniera), nie przeszła żadnego przeszkolenie w tym kierunku. Jest to odmienna sytuacja od komandora Sheparda, który został wybrany na pierwsze ludzkie WiDMO dzięki swoim kompetencjom i doświadczeniu bojowemu, anie bo ktoś mu tę funkcję przekazał.
Mnie jako jednemu chyba z nielicznych Mass Effect 2 do gustu nie podszedł, za to jedynka i andromeda już tak. Nie przepadam, ze typowymi bohaterami przed którymi sojusznicy stają na baczność, a wrogowie robią w portki.
Dragon Age: Inkwizycja to... no dobra, to była gra fatalna. Kiepskie lokacje, bezsensowne zadania poboczne i rozwój nużący jak w jakimś MMO. Główna oś fabularna była ciekawa, a zwłaszcza epilog (ten wycięty i dany jako DLC) no, ale to trochę za mało, zwłaszcza jeśli porówna się tę grę z o kilka miesięcy starszym Wiedźminem III.
BioWare musi kompletnie zmienić podejście do tworzenia gier i Dragon Age 4 musi być zupełnie nową grą. Mały, korytarzowy świat był dobry w 2009 roku, ale nie teraz i nie pomoże tu robienie pseudo otwartych lokacji jak w Inkwizycji. W Mass Effectcie w lokacjach coś było, a tu zupełnie nic. Przecież Val Royeaux, to jeden wielki rynek bo poza dwoma, czy trzema zadaniami nic tu nie ma. Mass Effect też zresztą jest do zmiany, bo mimo, że bardzo fajnie grało mi się w andromedę to jednak, fajnie byłoby zobaczyć w końcu jakieś duże miasta, bardziej zaludnione lokacje itp. Fajnie też by było grać różnymi kosmicznymi rasami, a nie tylko ludźmi.
Jeżeli wszystko jest względne, a ty czujesz, że jest 1 kwietnia, to pewnie tak jest.
Kolejny artykuł z serii: Podobno, tak słyszano, mówi się... Można wierzyć w bajki, że w takich firmach poważnie bada się oskarżenia pracowników i na podstawie "wewnętrznego śledztwa" podejmuje się decyzje o losach szefa. W takich firmach jak Ubisoft wizerunek firmy jest szalenie ważny, a dla jego ochrony zrobi się niemal wszystko, w tym można zwolnić pracowników po samych oskarżeniach. Żeby kogoś pogrążyć wystarczy tylko go obrzucić gównem, nawet jak człowiek się wybroni, to i tak śmierdzieć będzie. Efekt zresztą został osiągnięty, oskarżeni zostali zwolnieni.
Żeby było jasne, jak tu nikogo nie bronię, ani nie oskarżam, od tego odpowiednio są: adwokat i prokurator. Dobrze byłoby jednak zwrócić uwagę, że poza "oskarżeniami" pracownic, nie postawiono żadnych zarzutów. Wydaje mi się, że gdyby rzeczywiście doszło do gwałtów, podduszeń i ogólnej przemocy, to sprawą natychmiast zainteresowałaby się prokuratura.
W sądownictwie jest naprawdę dużo wolnych etatów, skończcie prawo i zróbcie aplikację sądową. Niektórzy komentujący po prostu się tu marnują.
"Larian jak zwykle wielka klasa. Szkoda, że redzi idą w stronę EA..."
Cena Cyberpunka 2077 wzrosła? CD Red zapowiedział kilka wersji gry, a każda z nich wzbogacona o większą ilość DLC? A może nastąpiła już premiera i Cyberpunk okazał się niegrywalny?
Ludzie, jedyne co Redzi robią podobnie do EA, to marketing, za chwilę otworzę lodówkę, a tam wyskoczy Cyberpunk 2077. Cała reszta jest zgoła inna, no ale jak się czyta artykuły na GOL o rzekomo "usuniętej zawartości", no to się w sumie nie dziwię. Po za bieganiem po ścianach, garderobą którą można przeglądać w apartamencie oraz widokiem FTP podczas przerywników filmowych. to nie wiem co usunęli. To co GOL "usunął" z gry, to po prostu pomysły które nigdy nie weszły w życie.
Włożyli dużo pieniędzy w reklamę i gadżety, ale czy to oznacza, że się łamią i idą w złym kierunku? Problemem Cyberpunka 2077 jest, to, że ludzie oczekiwali po tej grze niemożliwego. Miała to być najlepsza gra wyścigowa, strzelanka, skradanka i papierowy RPG w jednym. Gra bijąca wszystko na głowę i wyznaczająca nową jakoś, a na razie kroi się po prostu dobra lub bardzo dobra gra.
Ja zaufanie do CD Red nadal mam, takie samo jak miałem gdy wychodził Wiedźmin III. Podstawowa wersja gry na GOG kosztuje 199 zł, a wszystkie edycje "specjalne" dają tylko jakieś figurki, plakaty itp. Nie zapowiada się gra okrojona, do której trzeba będzie zakupić jeszcze tonę DLC jak w przypadku kolejnego Assasyna od Ubisoftu (gra jeszcze nie wyszła, ale już w preorderze masz kilka wersji, a każda z nich zawiera dodatkową zawartość zapewne wyciętą z gry).
Tym niemniej nie zamówiłem gry przed premierą, bo taką mam zasadę.
"Biali aktorzy to jest prawacka ideologia a czarnoskórzy to lewacka? Ludzie to naprawdę mają w głowach dziwnie poukładane. Azjatów jest całkiem sporo na świecie, dziwne jakby w żadnym filmie nie występowali."
W dzisiejszym kinie jeśli chcesz, by twój film brał udział w różnych konkursach musi mieć dość różnorodną obsadę. W przeciwnym wypadku pewne wpływowe ugrupowania mogą wymusić jego usunięcie. Zresztą rozdając Oscary też trzeba pamiętać by zachować poprawność polityczną, bo inaczej będzie afera jak w 2016 roku.
Krytyka, a przynajmniej ta z mojej strony bierze się z postawy moralizatorskiej autorki oraz wypisywaniu, niekiedy bzdur jak w przypadku naśmiewania się z otyłych osób. Autorka wymieniła kilka filmów w tym "Gruby i chudszy" jako argument świadczący o tym, że społeczeństwo naśmiewa się z otyłych osób podczas gdy wydźwięk rzeczonego filmu jest zupełnie odmienny.
Podobnie rzecz się ma w przypadku "dam w opałach" gdzie przytoczony zostaje m. in. Spider Man z 2002 oraz King Kong. W obu przypadkach porwane bohaterki nie są "damami w opałach".
Po za tym jeżeli aż tak będziemy przejmować się odczuciami innych, to już teraz możemy usunąć komedię jako taką, bo każdy żart, nawet ten niewinny może kogoś urazić.
Jest jeszcze jedna rzecz, która bulwersuje ludzi także mnie, a jest to cenzura, która panuje na tym forum.
Proszę bardzo, słowa admina:
Krótko, bo niedziela. Jeśli nie macie nic ciekawego do napisania, to lepiej nic nie piszcie. Każdy komentarz dotyczący działania moderacji będzie usuwany. Każdy niemerytoryczny wpis dotyczący artykułu będzie usuwany i rankowany. O tym czy komentarz jest merytoryczny będzie decydował moderator. Każdy użytkownik forum nie stosujący się do regulaminu i powyższych zaleceń powinien liczyć się ze zbanowaniem konta.
Życzę miłego odpoczynku na resztę weekendu.
To jest normalna, regularna cenzura. Jeśli cenzor tj. moderator uzna w swojej subiektywnej opinii, że komentarz jest niemerytoryczny to zostanie on usunięty. Jako człowiek ceniący wolność słowa i przekonań nie mogę nie oburzyć się na takie postępowanie administracji forum. Jeśli komentarz nie nawołuje do nienawiści, to dlaczego ma być usunięty? Ktoś napisze, że tekst jest głupi i co? Cenzor, znaczy moderator to usunie bo komentarz jest nie pomyśli autorki tekstu albo redakcji? No cóż taki los, ktoś publikuje tekst (może być słaby, może być dobry) i ktoś się może wypowiedzieć pod nim w niekoniecznie miły i konstruktywny sposób (nie mówię tu o nienawiści).
Swoboda twórczości? To są bardzo odważne słowa towarzyszu. Zdajecie sobie sprawę jak byłoby to niebezpieczne dla "naszych" interesów?
"O tym czy komentarz jest merytoryczny będzie decydował moderator."
A nie przypadkiem cenzor? A no tak, zapomniałem, to jest tutaj tożsame słowo.
Wyśmiewanie ludzi otyłych
Przykładowe filmy z tym motywem: Gruby i chudszy (1996), Płytki facet (2001), Zostańmy przyjaciółmi (2005)
No i gdzie kłamię?
I nie przedstawileś żadnego dobrego argumentu.
Przeczytaj raz jeszcze, napisałem o czym tak naprawdę jest film o King Kongu i o czym jest "Gruby i chudszy" (z tym drugim, to nawet dwa razy napisałem o czym jest). Przytoczyłem akapit w którym gołym okiem widać postawę moralizatorską autorki. Odnieś się do tego, co już przytoczyłem. Napisz co jest nie tak według Ciebie z moimi argumentami, a nie piszesz w stylu: kłamstwo bez pokrycia. Skoro kłamię to to udowodnij. Przytocz argumenty i broń autorki skoro uważasz, że nie mam racji.
"Mj była okropnie napisaną postacią w pierwszej trylogii Spider mana."
Okropną, nie okropną. To już zależy od subiektywnej oceny, jak tylko napisałem, że nie była "damą w opałach".
Kolejny dzban bez argumentów podniecający się łapkami które nic nie znaczą xd
Dzban, tak? Obrażając mnie musisz się jakoś dowartościować czy jak? Po za tym na dole jest mój komentarz w którym przytaczam, co jest w felietonie nie tak. Autorka nie potrafi nawet przytoczyć odpowiednich filmów, które potwierdzałyby to o czym napisała. Przykładem tu może być film "Gruby i chudszy", autorka podała go jako dowód na wyśmiewanie się z otyłych ludzi. Podczas, gdy film ani nie gloryfikuje takiego zachowania, wręcz przeciwnie niesie za sobą przekaz by zaakceptować samego siebie, takim jakim się jest. Kurczę, myślę, że jak próbuje się przeforsować jakąś opinię to warto byłoby, żeby argumenty użyte w tekście potwierdzały daną opinię, a nie jej przeczyły.
Tu masz z kolei akapit w którym gołym okiem widać postawę moralizatorską.
"Inną kwestią jest portretowanie nadwagi. Nadprogramowe kilogramy mogą również pojawić się w wyniku problemów ze zdrowiem fizycznym lub psychicznym. Zwykle nie prowadzą jednak do poważniejszych schorzeń. W społeczeństwie lansowane jest piękne, perfekcyjne, wysportowane ciało. A przecież nie dla każdego wygląd jest sprawą nadrzędną – jeśli ważniejsze są np. kariera zawodowa, dobro dzieci czy po prostu dobre samopoczucie, nikt nie ma prawa tego oceniać. Zdrowy tryb życia przynosi wiele korzyści, dlatego jak najbardziej warto go promować. Nie należy jednak potępiać osób, które nie przystają do wyznaczonych standardów, a tym bardziej nie wolno ich wyśmiewać. Na pewno zdarzały się nieliczne sytuacje, w których przytyki zmotywowały kogoś do zmiany swojego życia, ale absolutnie nie jest to powód, by uznawać takie metody za właściwe."
Jest tu też dział zajmujący się filmami, książkami itp. więc GOL już nie jest tylko portalem o grach. Tym nie mniej taki tekst moralizatorski jest żenujący.
Sam pomysł by głównym bohaterem nowej trylogii uczynić kobietę nie jest zły. Tylko to wykonanie jest takie.... do dupy. Postać jest dziwna, jej historia ledwo się kupy trzyma i w ogóle te nowe Gwiezdne Wojny są takie jakieś wykastrowane.
Co do motywu "damy w opałach" To Spider Man z 2002 roku jest tutaj nietrafiony. MJ, może nie jest superbohaterką i nie walczy jak Peter ze złem, ale nie jest słabą i nieporadną kobietą. Chce się wyrwać z toksycznego domu i nie czeka, aż ktoś to za nią zrobi, tylko sama próbuje coś osiągnąć. Owszem w pewnym momencie zostaje porwana przez Zielonego Goblina i uratowana przez Spider Mana, ale przecież nie dlatego, że jest "nieporadną i słabą kobietą" tylko dlatego, że jest ukochaną głównego bohatera, a to jest najprostszy sposób by zacząć na niego wpływać.
W King Kongu nie chodzi przecież o ukazanie silnych i walecznych mężczyzn, którzy chcą uratować "damę w opołach" tylko, o to jak człowiek potrafi być okrutny i zabić każde stworzenie, tylko dlatego że jest inne lub z chęci zysku.
"W filmach coraz częściej portretuje się postaci kobiece, które doskonale radzą sobie same."
Tak, to prawda, tylko szkoda że zazwyczaj w tego tupu filmach, to mężczyzna jest tym głupim, nieporadnym, naiwnym itp. Przykładem tu może być "Kapitan Marvel", gdzie wszyscy faceci, to bada idiotów, a najważniejsze, najdzielniejsze i najlepsze postacie, to oczywiście kobiety. Czym taki film różnie się od cyklu "dama w opałach"?
"Osoby reprezentujące typ figury odstający od ogólnie przyjętej normy są uznawane za nieatrakcyjne, a wręcz żałosne czy odstręczające."
Owszem są ludzie, którzy bywają okrutni i to jest nie do przyjęcia, ale proszę nie wrzucaj wszystkich do jednego worka. Większość ludzi ma w głębokim poważaniu, to czy dana osoba jest otyła czy nie. Sytuacja zmienia się w momencie kiedy ta osoba robi coś jeszcze np. siedzi w knajpie i zajada ogromnego Hamburgera. No sorry, ale wtedy niemal każdemu zapala się lampka ostrzegawcza „ten facet/kobieta robi sobie krzywdę”. Otyłość wbrew pozorom, to nie tylko problem z poruszaniem się, ale także choroby które za tym idą takie jak: cukrzyca, problemy z nerkami, wątrobą, sercem itp.
W dzisiejszych czasach w których najważniejsze jest bycie poprawnym politycznie i nieurażaniem nikogo, na komedię nie ma po prostu miejsca. Dobry komik widzi pewne cechy charakteru czy wyglądu i potrafi obrócić je w żart, a to przecież jest nie poprawne politycznie, bo może kogoś urazić. Nawet jakby przestano śmiać się z wyglądu, czy pewnych cech, to ludzie byliby nadal urażeni ponieważ śmiano by się z poglądów politycznych, czy innych jeszcze rzeczy, a to jest złe i niepoprawne.
Skoro film „Gruby i chudszy” wyśmiewa się z ludzi otyłych, to Charlie Chaplin w filmie „Dyktator” gloryfikował faszyzm.
Nie można tak podchodzić do tematu. Przecież główny bohater filmu „Gruby i chudszy”, to pozytywna postać, a cały film jest o tym by zaakceptować samego siebie. Nie jest więc to wyśmiewanie osób otyłych, ale pewnie jestem za mało „postępowy”.
Autorka tekstu chce być do bólu poprawna politycznie i nie urazić nikogo. To bardzo piękna idea, ale nierealna i co najgorsze szkodliwa. Tak długo jak ludzie będą żyć, tak długo część z nich będzie urażona i to bez względu na starania innych by było inaczej.
Tak z ciekawości, co to była za seria?
Ból dupy, to mają na razie Ci którzy liczyli, że Cyberpunk, to będzie GTA, Forza Horizon, Splinter Cell, papierowe RPG i Simsy w jednym. CDP nigdy nie zrobiło świetnego gameplaya i na razie nie zanosi się, żeby sytuacja miała się zmienić. Zrobili jednak świetne zadania, fabułę i postacie zapadające w pamięć (mam na myśli poprzednie gry, czyli seria Wiedźmin).
a tak trudno wyciągnąć wnioski z gameplaya ??? Czy jesteś takim zaślepionym fanem CDP?
Z tych strzępków chcesz ocenić całą grę, serio? Pokazali jedynie pewne mechaniki, trochę strzelania i jazdy autem. To według mnie trochę mało, żeby ocenić grę całościowo. Nadal specjalnie nie znamy fabuły, ani tego jakie będą zadania i jaki wpływ na otaczający świat będą miały decyzje gracza.
Nie twierdzę, że pokazany gameplay jest fenomenalny, ale nie mogę powiedzieć, żeby był zły. Jest poprawny, tak jak do bólu poprawny był gameplay we wszystkich trzech Wiedźminach. To co zadecydowało o sile CDP i ich gier, to przywiązanie do szczegółów, tworzenie niepowtarzalnych i barwnych postaci (fakt spora część to książkowe postacie Sapkowskiego, ale było też trochę stworzonych przez Redów). Jak by wyciąć postacie i fabułę z tych gier, to praktycznie nic by nie zostało. To nie są gry, które mają cieszyć samą mechaniką jako taką. Tak samo zapewne będzie z Cyberpunkiem, będzie to taki sobie gamaplay, ale świetna gra jako całość.
Co zadecydowało o światowym sukcesie Wiedźmina III? Przecież nie gameplay. Tam walka wygląda prosto, lewy przycisk myszy - Geralt macha mieczem, prawy przycisk myszy - Geral blokuje niemal każdy cios i strzałę. Otacza Cię pięciu przeciwników? Żaden problem, kilka uników, machnięć mieczem i rzucenie paru znaków, no i proszę. Przed Geraltem leży pięć posiekanych trupów. Co tam niby było odkrywczego? Tryb tropiciela (te świecące ślady)?
To co zadecydowało o sukcesie tej gry, to właśnie fabuła, postacie i świat. W 2015 roku nie było gry, która miałaby tak rozbudowany i duży świat, fenomenalną fabułę, świetne dialogi i postacie, a na dodatek grafikę deklasującą wszystko. I jeszcze zadania poboczne, które niczym nie ustępowały tym głównym, a nawet za czasem w takiej się zamieniały. Pamiętam zlecenie, które zmieniło się w zadanie poboczne, a potem w główne. Pełen szacunek, za coś takiego.
Grałeś Alexiosem czy Kassandrą?
Grałem Kassandrą i naprawdę postać była bez charakteru. Mówimy tu o kobiecie w starożytnej Grecji, która znaczyła.... tyle, co nic. W tym Assasynie można wybrać sobie bohatera, ale kanoniczną postacią jest Kassandra, bo to ona jest główną bohaterką książki napisanej na podstawie gry.
Wbrew temu, co pokazano w grze świat Helleński był dla kobiet okropny, były właściwie zwykłymi krowami rozpłodowymi. Grecy (chyba Spartanie) nawet uważali, że prawdziwa miłość jest tylko między mężczyznami. Nie ma szans, żeby taka kobieta była najemnikiem no bo jaki facet korzystałby z jej usług (no chyba, że seksualnych)?
Kassandra jest twarda i... to by było na tyle. Któryś ze twórców odpowiadających za fabułę, chociaż na tym etapie poszedł po rozum do głowy. Taka kobieta powinna udawać mężczyznę, powinna też przeżywać jakieś rozterki z tym związane. Gracz powinien czuć jak jest jej źle w otaczającym ją świecie. Tymczasem w grze główna bohaterka rozmawia z mężczyznami jak równy z równym, a przecież oni doskonale wiedzą, że rozmawiają z kobietą (bo to kurczę widać, chociażby po twarzy i warkoczu, że nie wspomnę już o innych rzeczach).
Nie chodzi, o to, żeby ze zwykłej przygodowej gry robić jakiś melodramat no, ale żeby postać była w miarę realna. Zresztą żadna z występujących w grze postaci nie jest zbyt ciekawa. Motywy ich działania są mało przekonywujące, cały kult to w ogóle źli i szaleni ludzie. Świat jest prosty, a bohaterowie płascy.
Ten wątek można było naprawdę fajnie poprowadzić, napisać fajne i ciekawe postacie, ale nie. Zrobili taj jak wcześniej napisałem MMO.
W mojej ulubionej odsłonie serii Assassin’s Creed czyli w Assassin’s Creed II wcielamy się w Ezio Auditore da Firenze. Mimo, iż gra jest wyraźnie przygodowa, to postać Ezio ma charakter i to całkiem konkretny. Na początku gry jest młody i zachowuje się jak typowy młody mężczyzna, czyli ugania się za pannami, wdaje się w bójki itp. Po zamordowaniu jego rodziny zmienia się charakter młodego bohatera, który teraz musi przejąć obowiązki głowy rodziny i zaopiekować się młodszą siostrą i matką. Musi też walczyć z Templariuszami i pomścić śmierć ojca i braci. Charakter Ezio się zmienia i gracz to widzi.
Czytam te "newsy" i czytam i nie mogę wyjść z podziwu dla głupoty większości tu komentujących.
Gra jeszcze nie wyszła, prawie nic o niej nie wiadomo, ale każdy niemal wie, że to średniak.
Parę newsów o wycięciu zawartości (której twórcy nawet nie zapowiadali, że na pewno będzie) i już podniósł się wrzask i płacz, że grę uprościli, że zepsuli itp.
tu nie chodzi o wymagania, tylko jak sie obiecuje zlote gory i monetyzuje gre przed premiera na kazdy mozliwy sposob to bardzo szybko mozna sie spotkac z uzasdniona mniej lub bardziej krytyka. Z reszta po gameplayu wiemy, ze ta gra niczym wielkim nie bedzie.
W którym momencie deweloperzy obiecali złote góry? W 2018 roku pokazali obszerny gameplay ze wczesnej wersji gry (mało kto to robi). Wiadomym było, że gra może się mocno zmienić, no i się zmieniła.
Co do obecnego gameplayu, to nie do końca rozumiem z czym ludzie mają problem. Mechanika strzelania nie powala, ale to nie ma być FPS, tylko RPG. Jazda samochodem ponoć jest średnia (ciężko stwierdzić jak się samemu nie zagra) ale to nie jest Need For Speed, czy inne gry wyścigowe. Nie da się stworzyć gry, która będzie świetnym FPS-em, grą skradankową i wyścigową w jednym.
Masz rację przy jednym, Cyberpunk nie będzie grą wielką, bo takich po prostu nie ma. Z tego co jednak widzę po gameplayach może być grą bardzo dobrą, a może nawet wyśmienitą.
Dokładniej rzecz biorąc to w Dragon Age: Inkwizycja wybór głosu ograniczał się do rodzaju akcentu, był albo amerykański albo brytyjski. Ale fakt faktem, byli to osobni aktorzy do każdego z tych głosów.
W Odyssey grałoby się lepiej, gdyby fabuła była bardziej wciągająca albo raczej gdyby w ogóle takowa była. Pierwsza lokacja, była świetna i naprawdę miło wspominam początek gry, ale reszta to jakaś porażka. Po kilkunastu godzinach omal nie zapomniałem po co w ogóle główna bohaterka wybrała się w tę podróż. Jak później czytałem komentarze, to okazało się, że nie byłem jedyny.
Tutaj po tym gameplayu który to niby wyciekł już widzę, że nic się nie zmieniło. Główna postać bez charakteru, świat zbudowany niemal tak samo jak po przednio tyle, że okres inny. Znów potną grę, dodadzą tonę mikropłatności itp.
Dwójka była kapitalna, świetny bohater którego polubiłem od pierwszych minut gry, super fabuła, ścieżka dźwiękowa i ten niepowtarzalny klimat Italii schyłku XV i początku XVI wieku. Nawet postacie drugoplanowe były kapitalne. Wszystko miało jakiś taki sens, a teraz, to takie... MMO?
To co opisujesz jeśli chodzi o wybór klas i swobodę gracza to przypomina mi to scenę Role Play (zarówno papierowe RPG jak i serwery RP z GTA). W takim RP wcielasz się w zwykłego gościa i idziesz do pracy jak w realnym świecie i skupiasz się tylko na odgrywaniu. Tylko tobie chodzi też o super trudną i złożoną mechanikę, a to już się kłóci z RP. Jest wiele gier stawiających tylko na mechanikę np. Factorio, ale są one pozbawione fabuły. Jeżeli tworzysz jakąś historię, to siłą rzeczy musisz zmusić jakoś gracza by się z nią zapoznał, a to z kolei ogranicza jego swobodę. Jeżeli szukasz gry w Cyberpunkowym świecie w której mechanika odgrywa główne skrzypce, a gracz ma praktycznie nieograniczoną swobodę, to lepiej poszukaj innego tytułu bo Cyberpunk 2077 nie spełni nawet ułamka twoich oczekiwań.
Najpierw ludzie narzekają, że polski dubbing nie pasuje, mimo, że scenariusz napisano najpierw w języku polskim. Potem pojawiły się pierwsze fragmenty z gry, to ludzie stwierdzili, że ta gra to gówno lub w najlepszym wypadku średniak. Każdy nawet redaktorzy krytykują model strzelania, że jest słaby, ale przecież to jest RPG, a nie FPS. Z tego ca pamiętam, twórcy jakiś czas temu wypowiadali się, że grę można przejść nie zabijając nikogo, znaczyłoby to, że będą odpowiednie mechaniki skradania itp. W takim razie nasuwa się pytanie po co tworzyć super model strzelania, podczas gdy jakaś pula graczy może z niego w ogóle nie skorzystać. Nie chodzi mi oto, że nie warto zrobić go dobrze, tylko nie ma sensu robić go tak jakby to miała być satysfakcjonująca strzelanka.
To że nie będziesz widział postaci w scenkach przerywnikowych nie oznacza, że nie będziesz jej widział wcale. Na pewno będzie widoczna w menu i pewnie też w jakichś odbiciach jak lustra, tafla wody, czy witryny sklepowe.
W czym jest kiepski? Bo na pewno nie w tłumaczeniu bo scenariusz powstał w języku polskim, a potem w angielskim. A wszystkie dubbingi były nagrywane w podobnym czasie.
Co wychodzi jakikolwiek film czy gra z polskim dubbingiem (co jest rzadkością) to każdy narzeka.
Oba zwiastuny obejrzałem parę razy i moim zdaniem, to właśnie angielski wypada słabo. Jakoś tak nie ma tego czegoś, niektóre głosy brzmiały tak jakby to robot gadał sztucznym głosem a nie aktor.
Żeby znowu ktoś mi nie zarzucił, że informację z palca wyssałem, to poniżej daję linki (mam nadzieję, że moderatorzy forum mnie nie zabiją xd).
Jak to nic nie dodali? A błędy to, co? Chłopaki z Hangar 13 tak się starali żeby dodać jak najwięcej błędów, a wy tu jeszcze narzekacie xd
Obawiam się, że remake Mafii może i będzie miał tę samą historię i lepszą grafikę, ale pewnie wykastrują grę z tych wszystkich smaczków. Nie będzie możliwości kradzież samochodu poprzez wytrych, tylko przez wybicie szyby (tak było w Mafii III), a nowe samochody będziemy zamawiali w dowolne miejsce przez magiczny telefon (jak w Mafii III).
Czyli jak ten błazen korwin zrobił to było smaczne?
Słuchałem tego "rapu" Korwina i był na jego poziomie, czyli beznadziejnym. Mimo to nie mam problemu do tej akcji i nie patrzę na nią krzywo tylko dlatego, że włączają się do niej politycy, których nie lubię.
Ze dwa czy trzy lata temu modnym było "ja się polityką nie interesuję", a teraz "to się zrobiło polityczne".
Jeżeli komuś nie przeszkadzają wszechobecne bugi i ma fajną ekipę znajomych to da się grać w innym wypadku jest kaszana. W GTA można sobie odpalić sesję tylko dla zaproszonych albo dla znajomych i ma się prawie wszystkie aktywności (po za tymi związanymi z nocnymi klubami, biznesem itp.) a w RDR 2 nie można włączyć nawet głupiego trybu pasywnego. Chcesz uzupełnić zapasy poza obozem? Kula w łeb. Chcesz zapolować na dzikie zwierzęta? Kula w łeb. A może chcesz ujarzmić dzikiego konia? Uwaga, uwaga... też kula w łeb. Jeżeli w pobliżu jest gracz (a zawsze jest) to ma się jak w banku, że dojdzie do strzelaniny.
Grając w trzyosobowej bandzie jest o tyle lepiej, że rzadziej się ginie i frajda z gry jest większa, ale i tak się ginie bo inny gracz ma większy level, skilla, czy broń.
Skoro Rockstar do tej pory nie dodał prywatnych sesji, to już ich nie doda i pod żadnym naciskiem się nie ugnie więc nawet nie ma sensu zasypywać ich reddita.
"7 gier, które mogą ci pomóc w czasie depresji" Wy tak na serio?
Tytuł brzmi tak jakby depresja była czymś przejściowym, takim złym samopoczuciem. Dziś niestety każdy gada, że ma depresję gdy tylko ma gorszy dzień.
Depresja jest poważną chorobą i co najważniejsze, nieuleczalną, a wy napisaliście artykuł jakby głupiutkie gry mogły w czymś pomóc. Naprawdę, prezentujecie co raz bardziej żenujący poziom.
Pewnie zostanę tu odsądzony od czci i wiary, ale co mi tam.
Najgorszą rzeczą jaką mogliby zrobić twórcy, to jako bohatera wstawić kolejnego wiedźmina. Wszyscy przyrównywali by go z Geraltem. Fajną opcją byłby kreator postaci, gdzie wybieralibyśmy płeć, klasę postaci, jej historię oraz może zarys charakteru. Wiedźmin oczywiście musiałby się pojawić, ale raczej jako kompan głównego bohatera.
Prequel brzmi ciekawie, ale z drugiej strony szkoda byłby obecnie wykreowanych postaci. Zresztą fajnie byłoby spotkać kilka starych znajomych Geralta w formie raster egga np. Jaskra. Zatrzymujemy się w jakimś mieście i podchodzimy do zgromadzonego tłumu by posłuchać ballady Jaskra o przygodach Białego Wilka.
Zwłaszcza że ten wirus to tylko silniejsza grypa, a ludzie panikują jakby apokalipsa nadchodziła.
Co parę lat gadają, że zaraz nadejdzie zagłada i nic. Tylko nadzieję robią.
W większości gier RPG wolę grać postaciami żeńskimi. Wyjątkiem jest trylogia Mass Effect, gdzie żeńska wersja Sheparda w ogóle tam nie pasuje.
A jak żona wyjedzie to jesz u mamusi i pranie też ci robi?
A jak mąż wyjedzie i coś się popsuje w domu lub w aucie, to kobieta woła o pomoc, bo sama sobie nie poradzi?
Można się tak licytować bez końca, każdy ma swoje predyspozycje.
Problemem tych komiksów jest ich minimalizm. Jeden prosty obrazek i tekst z którego trzeba wszystkiego się domyślić. Z obrazka i tekstu wynika, że dziewczyna zamówiła kawę, a chłopak odczytał to jako zaproszenie do czegoś więcej i z tego powodu dostał z liścia.
W połowie tego dymku wiedziałem co się stało, ale dobrą chwilę zachodziłem w głowę, co to wszystko ma wspólnego z grami. Dopiero po dłużej chwili skumałem, że chodzi o moda do GTA San Andreas i Red Dead Redemption II (chyba Hot Coffe czy jakoś tak).
Gdyby zrobić więcej obrazków to wszystko byłoby czytelniejsze. Kolejny przykład że chęci były dobre, ale za to wykonanie takie sobie.
Ty tak na poważnie? Co ciebie jako klienta (gracza) interesuje los deweloperów? W najgorszym razie słabi i nieporadni odpadną, a w to miejsce wejdą kolejni.
Persecuted
Twój komentarz z października: "Tak tak, najlepiej skoncentrować się na sobie i niczym się nie przejmować, bo po co... Nie wiem czy wiesz, ale ludzi z branży gier nikt nie przypala ołowiem i nie przykłada im lufy do skroni. Oni robią gry, bo taki mają sposób na życie (pasja i ambicja to jedno, ale nie wykarmi się tym rodziny). Jak im się przestanie opłacać, to po prostu przestaną to robić i zajmą się czymś innym.
Dlatego jeżeli chcesz, aby twoje hobby (gry) się rozwijało, to jednak warto się interesować losem developerów (zwłaszcza tych mniejszych). No chyba, że nie masz nic przeciwko produkcjom, które przypominają sklepiki z wirtualną zawartością, niedbale obudowane warstwą jakiejś miałkiej rozgrywki..."
Widzę, że od październikowej dyskusji niewiele się u Ciebie zmieniło. Dalej uważasz że jako klienci mamy przejmować się losem producentów.
"A myślisz, że dlaczego obecnie co druga produkcja singlowa jest wspieraną przez wiele miesięcy po premierze, grą-usługą z mikro-transakcjami? Za taki stan rzeczy odpowiada przede wszystkim wtórny rynek gier konsolowych, mocno uderzający przemysł growy po kieszeni (zwłaszcza tych największych, którzy na produkcję i dystrybucję wydają grube miliony). Twórcy i wydawcy nie mogąc zablokować obrotu nośnikami z drugiej ręki, wymyślili mechanizm opóźniania utraty zainteresowania ich grą, poprzez dodawanie (przez kilka tygodni lub nawet miesięcy) nowej zawartości (zazwyczaj płatnej) i tym samym sprawienie, że rynek zostaje zalany używkami znacznie później (np. nie dwa tygodnie, a dwa miesiące po premierze)."
To jest dopiero dziecinada. Naprawdę sądzisz, że te wszystkie studia pchają w swoje tytuły mikropłatności i śmieciowe DLC bo jest im tak źle i niedobrze przez wstrętnych konsolowych graczy, którzy są tak podli, że odsprzedają gry? Nie, wszystkie te studia robią to ponieważ są łase na kasę (to jest normalne i ja się im nie dziwię). Powinniśmy się takim metodom przeciwstawiać, a nie ich wspierać i głaskać po główkach "Oj ci... już dobrze, dam Ci te 250 zł plus drugie tyle za DLC".
"Zmierzam do tego, że możesz się zachowywać jak egoistyczny pępek świata, ale nie myśl sobie, że to do ciebie nigdy nie wróci i nigdy nie odczujesz negatywnych konsekwencji własnej postawy."
To nie jest egoistyczna postawa, tylko zdrowe podejście. Jako klient dbam o swój interes kupując produkt u osoby, która ma najlepszą ofertę (oczywiście legalne źródło). A nie tak jak ty, zastanawiam się ile na tym zyska wydawca, to jest jego problem.
"Skoro masz w nosie los małych, niezależnych developerów (a to głównie oni odczują ewentualne konsekwencje GOG'owej polityki zwrotów), to nie płacz później, że na rynku brakuje ambitnych i nowatorskich produkcji, a o nasze portfele walczą jedynie wielkie korporacje, karmiące nas grami usługami pełnymi skrzyneczek czy innych mikro-transakcji, albo klonami gier, które akurat w danym momencie "trendują" (np. 16273 wariacją na temat battle royale, karcianki, hero shootera czy auto-chess)."
Nie wiem skąd wziąłeś te moje "płacze" nad brakiem ambitnych tytułów, coś czuję, ze z takiego ciemnego miejsca na którym się siada.
Jeżeli nie będzie gier które będą mnie interesować, to znajdę w te miejsce inne, a jeśli gier już w ogóle nie będzie, to mam jeszcze inne hobby, a w miejsce gier znajdę coś nowego.
Tak już na sam koniec. Jakoś można kupować i odsprzedawać samochody, mieszkania, płyty z muzyką, filmy na DVD czy Blu-ray, książki, sprzęt AGD i RTV. Wszystko można powtórnie sprzedać, tylko nie te cholerne gry, bo studia i wydawcy się popłaczą bo będą mieli o parę milionów mniej.
O tyle co do The Elder Scrolls Online jest fanowskie spolszczenie, które trochę pomaga, ale nie tłumaczy nawet połowy informacji, o tyle w Black Desert Online nie ma żadnego spolszczenia i takowe nie powstanie, bo z tego co zasłyszałem to twórcy sobie tego nie życzą. Gra jest po angielsku i jak nie znasz tego języka (ja nie znam) to masz spory problem i możesz liczyć tylko na znajomych, którzy poprowadzą Ciebie za rączkę.
Czytam te komentarze, czytam i nie mogę wyjść z podziwu. Ludzie tu w większości przejmują się czy nie będą te zwroty nadużywane, że potrzebne są jakieś większe ograniczenia. Wy tak na serio? Sami chcecie sobie stawiać jakieś ograniczenia?
Przestańcie się przejmować jak na tym wyjdzie GOG, jak wyjdą deweloperzy i cała reszta. To jest ich problem, a nie nasz jako graczy. Chcą, żeby gra nie była zwracana? To niech zrobią taką, której klient nie będzie chciał się pozbywać.
Ten argument jednego z twórców wyjątkowo mi się spodobał "„Nie podobało mi się” nie powinno być powodem do przyjęcia pełnego zwrotu pieniędzy po tym, jak ktoś zagrał w jakąś grę. Nie smakowało mi wiele posiłków w restauracjach. Nie wyjdę jednak bez płacenia. Zamiast tego po prostu nie wrócę do tej restauracji. Każda decyzja o zakupie wiąże się z ryzykiem."
Przykład o tyle kulawy, że w przypadku produktów spożywczych nie ma czego zwracać gdyż dany produkt zwyczajnie został skonsumowany. W przypadku rzeczy materialnych oddajemy produkt, który można ponownie sprzedać, a my otrzymujemy zwrot pieniędzy. W przypadku gier w dystrybucji cyfrowej, co prawda nie możemy oddać fizycznie danego tytułu, ale przecież sam wydawca też stratny nie jest bo wydanie samego klucza nic go nie kosztuje w porównaniu do fizycznego nośnika. Gra jest kasowana z naszego konta, a my otrzymujemy zwrot i wszyscy powinni być zadowoleni. No chyba, że ten "twórca" boi się, że jego gra nie jest jednak na tyle dobra by się sprzedać, dlatego woli zabronić klientom zwrotu produktu.
ganialiśmy w tę i z powrotem z wyciągniętą giwerą, nawet jak nie było ku temu powodu
Nic takiego nie pamiętam a ogrywam aktualnie trylogię po raz kolejny. Walk było jak na moje akurat.
Chodzi mi głównie oto, że w pierwszej części mogłeś wyciągać i chować broń kiedy miałeś na to ochotę, zero ograniczeń. W dwójce Shepard automatycznie wyciągał broń przed walką i schować można było ją dopiero po jej zakończeniu. W trójce nie można było w ogóle jej chować, Shepard wyciągał ją po wylądowaniu na planecie X i już do końca pobytu miał ją wyciągniętą. Wyjątkiem była tu Cytadela oraz Normandia, gdzie po prostu bohater nie miał przy sobie broni. Może to jest nieistotny szczegół, ale ja lubię mieć pełną kontrolę na postacią, w tym też kiedy użyje broni, a kiedy nie.
gameplay był moim zdaniem taki sobie. Od chowamy się za osłoną, wystrzeliwujemy całą amunicję, a po wszystkim zabieramy ją z przeciwników i tak w kółko, aż do finału.
To identyczny zarzut można skierować do Andromedy tylko trzeba dodać latanie :)
No niby tak, ale jednak nie do końca. W Andromedzie walka jest dość dynamiczna, przemieszczasz się, używasz mocy, doskakujesz do przeciwnika i szybko się oddalasz. W pierwszej części gameplay może nie był bardzo dynamiczny, ale statyczny też nie był. Od drugiej części zmienili walkę na krycie się za osłonami i strzelanie do przeciwnika, czasem zmieniając miejsce. W trójce powrócili nie co do modelu z jedynki i przynajmniej nie trzeba było przez całą walkę kryć się za osłoną.
Andromeda jako nowa galaktyka została zrobiona bez pomysłu i polotu - to jest 2.5 mln lat świetlnych od Drogi Mlecznej, osobny wyspowy wrzechświat w którym ewolucja życia mogła pójść w zupełnie innym kierunku - tymczasem ogólnie nie różnił się niczym od naszej galaktyki z trylogii. Humanoidalni przeciwnicy, ruiny cywilizacji itp.
To ogólnie jest problem światów wykreowanych przez BioWere. Świetnie nadają się do gier korytarzowych (patrz Ferelden z Dragon Age: Początek) już w pierwszej części Mass Effect powstał problem powtarzających się planet, na których rozgrywane były misje poboczne. Nie różniły się praktycznie niczym po za kolorkiem nieba i podłożem (no dobra część też była bardziej górzysta). W kolejnych częściach liczba odwiedzanych miejsc została mocno okrojona i przez to wydaje się, że świat w dwójce i trójce jest bardziej dopracowany. Mimo to i tak wkradło się parę absurdów podobnie jak w Andromedzie. W trzeciej odsłonie bronimy Palavenu przed Żniwiarzami i z tego co wiedziałem, to ta planeta jest ojczysta planetą Turian, a co za tym idzie ich stolicą. Według mnie powinna być więc zamieszkała, powinniśmy widzieć zniszczone budynki itp. A co widzimy kiedy tam lądujemy? Pustą planetę, praktycznie pustynię. Dobra, można pomyśleć- Ok, Żniwiarze zniszczyli już całą planetę, ale później dowiadujemy się, że najbardziej w konflikcie ucierpiała Ziemia. A tam, żeby było śmieszniej ruiny budynków już są więc o co tu biega?
Po za tym liczyłeś, że BioWere zrobi jakiś zupełnie odlotowy i dopracowany świat? Już w oryginalnej trylogii, wszyscy obcy są podobni: dwie płcie, podobne cechy płciowe jak u ludzi. Wyjątkiem są tu Asari, które mają jedną płeć, ale też wyglądają podobnie jak ludzkie kobiety. Co prawda w drugiej odsłonie twórcy próbowali wmówić, że każdy obcy widzi je inaczej, ale stałoby to w sprzeczności z noszeniem przez nie ludzkich kombinezonów (patrz Liara) (mam swoją teorię, co do wyglądu Asari). Skoro więc w Andromedzie dowiadujemy się, że koloniści szukali galaktyki maksymalnie zbliżonej do drogi mlecznej, to Andromeda nie może wiele różnić się od Drogi Mlecznej.
Black Star
Ale tak chociaż lekko obiektywnie: w czym Ci się podobała bardziej?
To, że jest to inna przygoda niż w wypadku Sheparda. Pierwsza część Mass Effect była świetna, lądujemy w kosmosie, który skrywa wiele tajemnic. Proteanie, Żniwiarze, Gethy. Mało o nich wiemy, są tajemnicą. Poczynania Sarena długo są dla nas zagadką, a już nie wspomnę pamiętnej rozmowy na Ios (czy jak się ta planeta Protean nazywała) z proteańską WI od której w końcu dowiadujemy się o historii dawnej cywilizacji zniszczonej przez Żniwiarzy.
Następne części nie miały już tej tajemnicy w sobie, gameplay był moim zdaniem taki sobie. Od chowamy się za osłoną, wystrzeliwujemy całą amunicję, a po wszystkim zabieramy ją z przeciwników i tak w kółko, aż do finału.
Nie powiem w trójce było kilka fajnych momentów jak np. śmierć Mordina albo jak słyszeliśmy o śmierci pewnego kroganina, któremu w poprzedniej części pomogliśmy zdobyć dziewczynę (jakąś Asari z tego co pamiętam). No, ale ludzie ganialiśmy w tę i z powrotem z wyciągniętą giwerą, nawet jak nie było ku temu powodu. Pamiętam jak na jednej z misji w trzeciej części dialog polegał wyłącznie na klikaniu klawisza odpowiedzialnego ze interakcję.
W Mass Effect: Andromeda budzimy się po 600 latach w nowej galaktyce, o której nic nie wiemy i musimy jakoś w niej przetrwać. Owszem nasza postać to nie charyzmatyczny komandor Shepard z jajami ze stali nierdzewnej, ale też dobrze sobie radzi. Były dwie postaci do wyboru, brata bądź siostry (w poprzednich częściach też można było wybrać płeć bohatera, no, ale umówmy się, że kobieta to tam akurat słabo pasowała) ja wybrałem Sarę i jakoś jej wypowiedzi i charakter mi odpowiadały, no, ale może z jej bratem było inaczej lub też jej dialogi do niego nie pasowały.
Co do płaskich postaci to nie mogę się zgodzić, członkowie naszej załogi są różni, jedni są bardziej poważni, a inni mniej. Nie słuchają się ślepo swojej Pionierki, co fajnie kontrastuje z załogą Sheparda, która stawała przed nim na baczność. Zarząd Nexusa początkowo kwestionuje nasze zdolności do bycia pionierem, ale z czasem udowadniamy, że nadajemy się na to stanowisko.
Przygoda jest luźniejsza niż to co pokazał Mass Effect 2 i 3, ale nie brak tu poważniejszych wątków.
Nie twierdzę, że ta część jest bez wad, do dziś jej stan techniczny pozostawia wiele do życzenia, a światy mogłyby być rozleglejsze.
Nexus przypomina mi starą Cytadelę z jedynki, a nie tą galerię handlową z dwójki i trójki, co jest na plus. Na minus natomiast jest wielkość miasta Angarów, które jest naprawdę małe. To jest w ogóle problem kreacji światów BioWare. Zawsze miasta są małe, korytarzowe lub platformowe.
Według mnie po prostu ta gra nie zasługiwała na taki hejt jaki się na nią wylał.
Odpowiem Ci jeśli to nie jest zwykła zaczepka, a faktycznie chcesz dyskutować bez hejtu.
Serio można moje pytanie odczytać jako zaczepkę?
Mam 22 lata więc chyba jestem wystarczająco młody żeby się wypowiedzieć. Pierwszy komputer dostałem nieco wcześniej niż autor tekstu bowiem w 2004 roku.
W Baludur Gate postanowiłem jednak zagrać dopiero w zeszłym roku i odmiennie od autora nie odbiłem się od tej gry. Autor napisał o "ślamazarności" tej produkcji jako o jej wielkiej wadzie, podczas gdy to tak naprawdę jej największy atut. Chociaż sama gra nie jest "ślamazarna" to jednak grając w nowe gry można odnieść takie wrażenie. Dziś postać bohatera kreuje się w pięć minut, a potem następuje właściwa część gry czyli nawalanka. W starych produkcjach panuje względny spokój i pożądek nie latamy jak ten kot z pęcherzem, a dialogi nie są tylko krótką przerwą w ciągłej walce (patrz Mass Effect 3). W gry typu Baldur Gate trzeba się wczuć, wyobrazić sobie reakcję naszych towarzyszy ich emocje, czyli słowem wszystko czego nie możemy zobaczyć, ale możemy o tym przeczytać.
I nie zrozumcie mnie źle, lubię nowe gry i napierdzelanie się w nich (patrz Rage 2), ale jeżeli sięgam po RPG-a to chciałbym by gameplay nie zmuszał mnie do ciągłej walki, tylko żeby było tak jak przykładowo w Spellforce 3, gdzie przez półtorej godziny albo i dłużej od zakończenia prologu nie podjąłem żadnej walki, bo gra mnie do tego nie zmusiła.
Tak na sam koniec zapytam się, wytłumaczy mi ktoś czemu Mass Effect 2 jest najlepszą odsłoną serii? Serio grałem dwa razy we wszystkie trzy części i nie rozumiem jej fenomenu. Pierwsza część była świetna, tajemnica pościg za zbuntowanym Widmem, to było coś. A co dała druga część? Misję finałową znaliśmy od samego początku bowiem cała fabuła opiera się na skompletowaniu załogi, ulepszenie statku i przeskoczeniu przez przekaźnik Omega 4. Trzecia odsłona to już zwykła kosmiczna strzelanka z dialogami dla niepoznaki. Andromeda przy wszystkich jej wadach podobała mi się bardziej niż Mass Effect 2 i 3.
Za każdym razem śmieszy mnie jak czytam komentarze w stylu: Dzisiejsze czasy nie są złe, tylko malkontentom się wydaje że kiedyś było lepiej.
Możecie udowadniać, że dzisiejsze dzieciaki wychodzą na dwór i że nie tylko po to żeby grać na telefonie. Tyle, że nawet jeśli już się bawią, to ani nie ma ich tyle co kiedyś, no i zabawa trwa w porywach może z dwie-trzy godziny i wracają do domu. Mają przecież zajęcia, chcą pograć że znajomymi z sieci itp.
Ja jak wracałem ze szkoły, to starałem się szybko odrobić lekcje, a potem jazda na podwórko. Wychodziło się na plac zabaw, grało się w piłkę. Nie przeszkadzał fakt że plac zabaw wyglądał jak po przejściu huraganu i że mało co działało. Wystarczyło, że była fajna grupa i zabawa się kręciła
Nie było dorosłych pilnujących by dzieci się nie biły i nie kłóciły. Sami załatwialiśmy swoje "problemy", a nie jak dziś, gdzie tylko dwójka dzieciaków pokłóci się o zabawkę, a rodzic już wkracza do akcji by ich pogodzić. Po co?
Zabawa nie trwała dwóch godzin, tylko po po powrocie że szkoły szło się na dwór i wracało się jak następował zmierzch. Nie ważna była pora roku, najwyżej człowiek ubierał się cieplej i tyle. W dni wolne to w ogóle nie było się w domu (nie licząc posiłków), od rana do zmierzchu ganialo się na dworze i tyle.
Nie jest to opis dziecěństwa na wsi sprzed 50 lat, tylko z miasta około 16 lat temu. Nie na zamakněętym osiedlu, tylko w kamienicy w centrum.
Czy więc dziejsze dzieciaki, coś tracą? Na pewno chodząc na tonę zajęć dodatkowych nabiorą przydatnych w życiu umiejętności, ale za to nie będą mogły później wspominać fajnych czasów dzieciństwa. Bo dla nich nie będzie się ono wiele różniło od dorosłego życia.
Mamy aktorów, którzy specjalizują się w podkładaniu głosu, zupełnie inaczej niż w Stanach, gdzie tam tego tupu aktor, to prawdziwa rzadkość. Do dubbingu wybiera się tam nazwiska, żeby o filmie było głośno, a czy ich głosy pasują, a sami aktorzy potrafią podkładać głos, to już dla nich drugorzędna sprawa.
Nie umiesz czytać ze zrozumieniem, czy specjalnie wyciąłeś zdanie z kontekstu? "Do dubbingu wybiera się tam nazwiska, żeby o filmie było głośno, a czy ich głosy pasują, a sami aktorzy potrafią podkładać głos, to już dla nich drugorzędna sprawa" W tym zdaniu chodziło mi jak amerykanie dubbingują, a nie Polacy.
Info wzięte... skąd? Instytutu Informacji z D*py?
Choćby stąd: https://gry.wp.pl/taki-projekt-zdarza-sie-raz-w-zyciu-albo-wcale-kamil-kula-o-roli-v-w-cyberpunku-2077-6433220604192385a
A jak takie źródło nie pasuje, to poszukaj sobie wątku na forum twórców lub jeszcze gdzie indziej.
Polski dubbing to zło? Skąd taka nienawiść dla ojczystego języka?
Przeglądając komentarze pod artykułami o Wiedźminie i Cyberpanku, a zwłaszcza te o dubbingu można dowiedzieć się z nich ciekawych rzeczy. Żebrowski nie ma startu dla przecudnego i och i ach Keanu Reevesa, ponieważ ten pierwszy gra w teatrze, a to nie jest prawdziwe aktorstwo. Tylko polska dubbinguje filmy, a pozostałe kraje czytają napisy bo tam "szanuje się" prawdziwych aktorów i ich głosy.
Co wspaniałego jest w Keanu Reeves-ie, to nie wiem, tak samo nie rozumiem, czemu Michał Żebrowski miałby być gorszy aktorem. Jeżeli już na prawdę trzeba wybierać, to według mnie Żebrowski jest lepszy ponieważ skończył szkołę aktorską i jest dyplomowanym aktorem teatralnym.
Nie wiem co jest złego w polskim dubbingu, chyba nigdy nie zdarzyło mi się żeby jakiś głos postaci w polskiej wersji językowej nie pasował. Nawet w grach, gdzie dubbing nie zawsze jest na tym samym poziomie co filmy, to też nie zdarzyło się, żeby głos postaci był źle podstawiony. Zdarzało mi się za to coś takiego wychwycić w "oryginalnym" i najcudowniejszym dubbingu angielskim, gdzie wielokrotnie zdarzało się, że postać przemawiała głosem kompletnie niepasującym do jej wieku. W Dragon Age: Inkwizycja w jednym z zadań pobocznych pewien elf z Redcliffe z powodu trwającego konfliktu pomiędzy magami, a templariuszami nie mógł odwiedzić grobu swojej zmarłej żony jak to czynił co roku. Poprosił naszą postać, by ta odniosła kwiaty na jej [żony elfa] grób. W całym zadaniu nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że z zadania nie wynikało, że elf jest już stary i sędziwy, wyglądał na dość młodego, a mimo to przemawiał głosem starca. W Mass Effect-cie polska wersją kapitana Andersona była genialna, głos świetnie pasował do postaci, za to oryginalny angielski brzmiał nijako w ogólnie nie oddając charakteru postaci w głosie.
Zresztą co to jest ta oryginalna wersja? Według was to nawet Cyberpunk 2077 oryginalnie jest po angielsku mimo, że scenariusz został napisany najpierw po polsku.
Piszecie, że chcecie grać w oryginalnej wersji językowej, czy oglądać filmy w tejże, to mam takie pytanie, sztukę Williama Shakespeare-a pt. "Romeo i Julia" też czytaliście w oryginale? Przez oryginał mam na myśli język w którym pisał autor, bo z dzisiejszym angielskim ma nie wiele wspólnego.
A operę, czy operetkę pt. "Baron Cygański" wolicie w języku niemieckim czy polskim?
Książki zagranicznych autorów czytacie w oryginale czy w tłumaczeniu na język polski? Jeśli w tłumaczenie to dlaczego chcecie "zabić oryginalny" wydźwięk tekstu?
Chcecie czytać, grać, czy oglądać filmy w języku obcym to wasza sprawa, ale nie przypisujcie do tego jakiejś bzdurnych argumentów o oryginalności, czy wyższości pierwotnego tekstu nad tłumaczeniem.
Dlaczego Dubbing jest taki ważny? Po pierwsze wszystkie dialogi są przetłumaczone, więc widz nigdy nie zostaje pozbawiony jakichś informacji, po drugie jeśli dana postać mówi w charakterystyczny sposób np. używając regionalnej mowy, to w dubbingu zostanie to podkreślone np. za pomocą jakieś gwary (jeśli taki sposób będzie najlepszy). Nie chcę oceniać czyichś zdolności językowych, ale wątpię jednak, żeby nawet osoba biegle władające językiem angielskim była w stanie rozpoznać i wychwycić regionalizmy, w taki sam sposób w jaki robią to rodowici Brytyjczycy, czy Amerykanie. Inaczej mówi Nowojorczyk, inaczej Teksańczyk, a jeszcze inaczej Waszyngtończyk. Polak może i wychwyci, że mówią troszeczkę inaczej, ale nie będzie to dla niego taka różnica jak pomiędzy poznaniakiem, Ślązakiem, czy Kaszubem.
Nie mam jakiegoś gigantycznego problemu z czytaniem napisów w filmach, no, ale przychodzę do kina, żeby obejrzeć film, a nie czytać dialogi. Chciałbym skupić się na pracy kamery, na grze aktorów, a to dla mnie jest niemożliwe, bo cała uwaga skupia się na pędzących napisach. Które i tak nie tłumaczą wszystkiego, bo postacie w tle sobie rozmawiają, a ja nie wiem o czym.
Po za tym ostatnim powodem, dlaczego każdy film, czy gra powinna mieć pełną polską wersję językową jest fakt, iż mieszkam w Polsce, mówią po polsku, produkt kupuję za polską walutę. Dlaczego więc mam słychać Brytyjczyka, który ma zawsze kluski w gębie, albo "hamerykanina"?
Kończąc ten przydługi komentarz, to jeśli polski dubbing byłby taki beznadziejny, to czemu mówi się o Polskiej Szkole Dubbingu (żadnej szkoły nie ma, jakby ktoś nie wiedział, to takie pojęcie) i dlaczego zdobywamy nagrody za dubbing? Mamy aktorów, którzy specjalizują się w podkładaniu głosu, zupełnie inaczej niż w Stanach, gdzie tam tego tupu aktor, to prawdziwa rzadkość. Do dubbingu wybiera się tam nazwiska, żeby o filmie było głośno, a czy ich głosy pasują, a sami aktorzy potrafią podkładać głos, to już dla nich drugorzędna sprawa.
Mapa może być mała, ale grając możemy mieć wrażenie że jest ogromna. Wszystko zależy jak rozlokują zadania, jakie będzie zagęszczenie, czy ulice będą kręte czy proste (znaczy czy będziemy z początku ulicy widzieć jej koniec).
Sama szybkość poruszania się po mieście ma znaczenie, w takim Nowigradzie nie dało się w jakimś super tempie przemieszczać się i nawet przez to, miasto wydawało się większe.
Poprawcie ten tytuł bo aż w oczy kole. To już nie pierwszy raz jak w odnośniku do artykułu macie literówkę.
Ciekawe jak będzie z pracą kamery. Będziemy widzieć z oczu i ewentualnie ręce, czy może całe ciało? W Kingdom Come Deliverance, kamerę pierwszoosobową naprawdę fajnie zrobili, tak samo jak w Die Young.
Tutaj z urywków wynika że będziemy grali latającymi rękoma.
Właściwie co było złego w Andromedzie? Grałem i po za problemami technicznymi, gra mi się podobała bardziej niż druga i trzecia część przygód Sheparda.
Wreszcie nie była to korytarzowa strzelanka (patrz Mass Effect 2 i 3), postacie były całkiem fajne. Gra była mniej poważna i jakoś tak mi bardziej przypadła do gustu. Znowu poznawaliśmy świat jak w pierwszej części, była jakaś tajemnica. Nie to co w uwielbianej przez wszystkich drugiej części, gdzie misję finałową znaliśmy od początku gry, a cała fabuła to kompletowanie załogi.
Pozycja idealna tylko u mnie jej nie było, zaczynało się od ustawień myszy. Jak chciało się podjechać wyżej to zjeżdżało się na sam dół munu.
Może kolega będzie miał więcej szczęścia do tej gry niż ja.
Nie miałem żadnego problemu z odpaleniem gry, za to już samymi ustawieniami i owszem. Wbudowany do gry benchmark, odmówił współpracy przy trzecim teście ustawień graficznych, po czym wyjechał w Bieszczady. Na tym nie koniec, zdaje się, że jestem jedyną osobą, może nawet i na globie (kto wie?), która nie może zmienić ustawiania klawiszy. Jak to? Otóż w menu gry nie ma takiej opcji, szukałem, wertowałem i wszedłem we wszystkie dostępne opcje i jedyne co z zestawu klawiatura i mysz mi pozostało do skonfigurowania, to rzeczona mysz. Znajomy nawet podał mi dokładną pozycję pod którą znajduje się konfiguracja klawiszy, ale u mnie jej nie ma. Klnę się na Boga i na wszystko, że to szczera prawda. Mogłem zrobić screena, bo to nie złe jaja, ale tak się dalszymi problemami wkurzyłem, że gra poleciała z dysku.
Im dalej w las tym gorzej, po tym jak benchmark przestał działać, zostało mi żmudne testowanie poszczególnych ustawień graficznych podczas działania gry. Szybko okazało się, że mam od 25-35 FPS bez względu na grafikę. Mogłem resetować grę tysiąc razy i tyle samo zmieniać ustawiania z zawsze z tym samym skutkiem. Liczba FPS się nie zmieniała, ale co ciekawe grafika też. Mogłem dać "Low" i mogłem dać "Ultra" przekraczając możliwości karty graficznej, a grafika gry pozostawała nie wzruszona. Promienia słońca działały dziwnie, fizyka w grze miała na wszystko chyba wyje... [słowo ocenzurowano]. Niektóre drzewa starały się jakoś poruszać na wietrze, ale większości zachowywały się tak jakby dostały ataku padaczki.
Postacie poruszały się tak jakby nic nie ważyły, konie zresztą też. Nie odczuwa się też siły broni z której się strzela mimo, że na PS4 PRO już to można odczuć. Na PC słychać tylko wystrzał, huk i dym.
Cała ta otoczka sprawiła, że gra poleciała z dysku trzy dni po premierze, a ja wróciłem do grania na konsoli.
Jeżeli wierzyć końcówce trzeciej części, to następna będzie dziać się w Imperium Tevinteru. Co powinno przynieść serii spory powiew świeżości, gdyż spojrzymy na Thedas od zupełnie innej strony. Żadnych magów zamkniętych w wieżach i pilnujących ich Templariuszy, tutaj magowie są władcami. Magiczne pojedynki na ulicach, spiski polityczne, układy... Ludzie, to jest to co ja bym chciał zobaczyć. Skoro zarówno w jedynce jak i w dwójce można było wybrać swoje pochodzenie i wywodzić się z rodu szlacheckiego, to może tutaj można będzie stworzyć postać syna, bądź córki magistra.
Najważniejsze jednak, żeby odeszli od ścieżki wytyczonej przez Inkwizycję i powrócili do pierwszych dwóch odsłon. Niech się wreszcie nauczą projektować miasta, bo to co widziałem w trzeciej części to była kpina, a nie miasto. To już Denerim w pierwszej części wyglądało lepiej. Jak nie potrafią stworzyć nie pustego świata, to niech zrobią mniejsze lokacje, ale za to pełne z prawdziwymi miastami, a nie wioseczkami.
Tak skopane, to chyba nawet GTA IV nie było. Gra na PC względem wersji PS4 PRO różni się diametralnie.
Po pierwsze skopana fizyka na PC, jedne drzewa się ruszają inne nie, a pozostałe drgają jakby ataku padaczki dostały. Nie czuć w ogóle broni, której się używa. Tak samo strzela się z dwururki jak z rewolweru. Nie odczuwa się wagi broni, jest tylko strzał, huk i dym, ale odrzutu żadnego się nie odczuwa.
Różnica jest nawet w poruszaniu się postaci, na konsoli miała jakąś wagę, tutaj jest leciutka jak piórko.
Grafika też nie powala, mimo najwyższych ustawień graficznych (po za teksturami, które mam na "wysokie") widać przy obiektach rozmazane tekstury.
Gra na konsoli prezentuje się dużo lepiej i to nawet pod względem grafiki.
Jak nie rozumiesz co wkleilem to google transalator. Ja nie jestem tu po to, aby doksztalcac z podstaw w 21 wieku.
Owszem nie jesteś tu po to by kogoś uczyć języka angielskiego. Jeśli jednak chcesz być zrozumiany, to powinieneś dostosować język do rozmówcy. Po co produkować się jeśli druga strona nie rozumie twojej wypowiedzi, bo mówisz w innym języku? Taka moja mała uwaga.
Postać nie musi być niema, tak samo jak nie musi mieć kilku głosów do wyboru. Kreacja naszej postać raczej powinna być oparta o znajomość danego świata, a nie, że ma być to "zimny sukinsyn". Jeżeli aktor podkładający głos nie spieprzył roboty i dialogi są też odpowiednie do postaci, którą chcesz wykreować. To czy postać będzie miała trzy głosy, czy jeden to nie będzie miało żadnego znaczenia.
W Ghost Recon Wildlands, nasza postać zarówno w wersji żeńskiej, jak i męskiej gada i to wbrew pozorom nie tak mało. Niemal przy każdej misji Nomad, kontaktuje się z Karen Bowman oraz członkami swojego zespołu bez względu no to czy gramy sami, czy w kooperacji. Tutaj więc argument o niemym bohaterze jest nietrafiony.
Co do całości artykułu, to z jego autorem praktycznie w całości się zgadzam. Tyle, że problemem nie tyle jest brak głosu postaci, a raczej to, że gracz dostrzega jego brak. W takim Dragon Age: Początek nasz protagonista, czy protagonistka nie wypowiada swoim głosem żadnej kwestii. Mimo, to w ogóle nie da się zauważyć braku tego głosu. Przy wyborze opcji dialogowej mamy całe zdania, która nasza postać mogłaby wypowiedzieć, a więc nie mamy tutaj do czynienia z telepatią. Głos, który sobie wybieramy przy kreacji postaci pojawia się co pewien czas i jakoś ta postać nie jawi się jako w pełni niema.
W grze przy scenkach przerywnikowych nie ma momentu ciszy, w której wyszedłby brak głosu naszej postaci. Nasi kompani i reszta postaci gadają, my pojawiamy się zwykle tylko na ułamek sekundy, do tego jest muzyka. I w taki oto sposób imersję zachowano. Chociaż nie powiem, lepiej grało się postacią Hawke, gdzie protagonistka już swój głos posiadała.
Jeżeli gracz czuje brak głosu u swojej postaci, to twórcy kwestię imersji po prostu skopali.
Oprócz braku głosu u postaci gracza, nie mogę też zrozumieć, po co mamy nadawać imię naszej postaci, skoro i tak zawsze w grze jest używane nazwisko naszej postaci. Twórcy dają nam możliwość kreacji bohatera nawet co do jego imienia, a potem nic z tym dalej nie robią (no dobra w karcie postaci to imię jest wpisane). W pierwszych trzech częściach Mass Effecta, na naszą postać mówi się: Shepard, komandor Shepard, albo po prostu komandor (w przypadku wersji żeńskiej zmieniają się końcówki, oraz zamiast komandora jest Pani komandor). Dopóki rozmawiamy z członami załogi lub z dowództwem, to imersja trwa w najlepsze, ale właściwie kończy się kiedy rozmawiamy z przyjaciółmi (Garrus, Liara itp.), gdyż oni również zwracają się do nas po nazwisku, a to już wypada nieautentycznie. W sumie to nazwisko bohatera, robi bardziej za jego imię.
W Mass Effect: Andromeda wykreowana przez nas postać ma domyślnie wykreowane imię i o ile go nie zmienimy, to będzie ono używane. Tu już imersja została zachowana, bo przyjaciele mówią do postaci po imieniu, a sama postać przedstawia się nowo poznanym postaciom, jako Pionierka, albo jako Sara Ryder, albo też po samym nazwisku.
Twórcy robią dziwne zabiegi, które mają zwiększyć imersje, a przynoszą odmienny skutek.
Jest możliwość instalacji na każdym dysku jaki sobie wybierzesz. Przy pobieraniu wyskoczy Ci okienko z wyborem miejsca instalacji.
Te Polskie dialogi tak bardzo nie pasują do gry, że scenariusz najpierw po polsku został napisany, a potem po angielsku. Co wy z tym zakichanym angielskim macie? Ani to ładny język, ani wyraźny, a do gry pasuje jak każdy inny.
Chyba jedyny sensowny jak na razie komentarz. Większość krajów w Europie tłumaczy gry (nie tylko gry, ale i filmy, czy książki) na swój język, tylko my mamy z tym problem.
On ma się dopiero stać rycerzem Jedi, także dlatego jest młody. Luke Skywalker, też nie był starym weteranem w IV części, ba nawet w VI nim nie był. A gdzie się podziali wszyscy dorośli? No nie wiem, rozkaz 66 był, tysiące Jedi zginęło, imperium rozwinęło się w najlepsze.
Osobiście wolałbym dostać możliwość kreacji bohatera, ale skoro jej nie ma, to chociaż może sama postać będzie bardzo ciekawa.
Jak przeczytałem, że w grze mają pojawić się uwspólcześnione postacie z mitologii, to zaraz na myśl przyszły mi dwie serie książek "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy" oraz "Olimpijscy Herosi".
Persecuted
Ty byś się pewnie dobrze dogadał w sprawach prowadzenia działalności gospodarczej z konusem z Żoliborza.
Zarówno Ciebie jaki i każdego klienta powinien obchodzić wyłącznie twój interes, a nie czy firma, czy w tym wypadku studio, zarobi odpowiednią sumę, czy też nie. To jest wyłącznie ich zamartwienie jak sprzedać Ci towar i na tym zarobić jak najwięcej. Twoim zadaniem jest kupić towar jak najtaniej, oczywiście legalnymi metodami.
Jak idziesz do salonu samochodowego, to nie myślisz ile zyska producent, a ile dealer, tylko chcesz mieć jak najlepsze auto za jak najniższą cenę. Tak samo jak idziesz do sklepu, to kupujesz towar, który ma najlepszy stosunek ceny do jakości, a nie myślisz kogo by tu wesprzeć, bo za mało milionów zarabia.
Rozumiem, że można przywiązać się do danego studia i chcieć by dalej wydawało ono nowe gry, no, ale nie może to się wiązać ze stratą dla nas. W wypadku Epica nie zyskujemy kompletnie nic, ani ceny nie są mniejsze, ani platforma nie ma lepszych od konkurencji usług, a można pokusić się o stwierdzenie, że niekiedy mają nawet gorsze od konkurencji. Nie co większy zarobek dla twórców, a raczej wydawcy bo to on gra główne skrzypce nie przeniesie się na lepsze gry. Pieniądze zostaną spożytkowane w różny sposób, ale na pewno nie w taki o jakim marzysz.
W Tom Clancy's Ghost Recon: Wildlands chcieliśmy zagrać ze znajomymi, ale po stanie Bety stwierdziliśmy, że nie ma to sensu. Parę miesięcy później jak były przeceny wspólnie ze znajomym stwierdziliśmy, że czemu by nie przejść tej gry wspólnie, skoro kosztuje 120 zł.
Po tych paru miesiącach i adekwatnej cenie, ta gra okazała się naprawdę fajna, zwłaszcza jak się we dwóch chciało całą bazę zinfiltrować po cichu. Strzały w głowę z 500 metrów i uważanie, żeby broń boże ręka nie zadrżała, bo jak się chybiło, to włączał się alarm i tyle było ze skradania. Model jazdy nie powalał, ale tragiczny, też nie był przynajmniej w mojej ocenie.
W grze było czuć klimat, rozwalanie kartelu sprawiało sporo frajdy, a do tego piękne krajobrazy.
Pobrałem betę Ghost Recon: Breakpoint, no i początek mi się podobał, nie był może super, ale reż nie najgorszy. Przynajmniej dopóki człowiek nie wszedł do obozu rebeliantów, a tam jego oczom ukazało się mnóstwo innych graczy. I w tym momencie cały klimat, jaki by on nie był prysł. Przecież na samym początku gra informuje, że połowa naszych ludzi nie żyje, a tu wchodzimy do obozu, a żołnierzy (graczy) jest więcej niż było na starcie. Do tego irytował mnie jeszcze fakt, że nasza postać chodzi cały czas z wyciągniętą bronią, można ją zmienić, ale już nie schować w Wildlands-ie chowało się broń kiedy się chciało. No rozumiem, że może nie jest to istotna funkcja dla gry, a po za tym dużo się strzela, na, ale bez przesady. W trzeciej części Mass Effecta (wiem, że to zupełnie inna gra) też wyłączyli opcję schowania broni i latało się z wyciągniętą spluwą jak ten kretyn nawet jak potrzeby nie było. Akurat taka drobnostka mnie drażni.
Najnowszy Ghost Recon jest po prostu tragiczny, klimatu zero, mnóstwo mikrotransakcji, właściwie gra chyba wyłącznie dla tych co chcą robić zakupy wewnątrz gry. W poprzedniej części dało się fajnie bawić, o ile przymknęło się oko na pewne rzeczy. Tutaj lepiej gry w ogóle nie kupować.
Niemcy tłumaczą i dubbingują wszystko na swój język, a my w tym czasie wolimy czytać, oglądać filmy, czy też grać po angielsku, bo ten język jest "cool" i czujemy się światowi. Nieznajomość języka angielskiego jest traktowana jako ułomność, ludzie którzy chcą grać po polsku, to pseudopatrioci, albo typki spod osiedla, co w szkole na lekcjach nie uważały. Kiedy w tym kraju, przestaniemy tak się ekscytować tym konkretnym językiem obcym. Ani on piękny, ani wyraźny, ot po prostu język dwóch krajów, które grają główne skrzypce w kulturze globalnej.
To co na zachodzie ponoć jest lepsze,a przynajmniej tak uważamy. Do dziś nie mogę zapomnieć jak 6 lat temu na wycieczce licealnej do Anglii, koleżanki kupiły sobie ciuchy w H&M, że niby brytyjskie. Takie brytyjskie, że w Polsce były pewnie takie same, tyle, że tańsze.
Co do klimatu gry, to zarówno angielski jak i polski tam pasują, tylko ważne, żeby w obu przypadkach dubbing był dobry. Przy dobrze podłożonym dubbingu, człowiek nawet nie zwraca uwagi, że postacie mówią w rodzimym języku, a nie w obcym. Saga rodu Palliserów miała ponoć fenomenalny dubbing, nie wiem nie dane mi było usłyszeć. Przytoczyć można za to "Ja, Klaudiusz", to już dane mi było usłyszeć, co prawda nie całe, ale zawsze.
Nie ma się czemu dziwić, my generalnie nie lubimy dubbingu, chcemy wszystko po angielsku, nawet jak znajomość tego angielskiego nie jest biegła (patrz egzemplarze, które zamiast powiedzieć, że idą do sklepu, to do shopu).
prd Ja ich jakoś szczególnie nie bronię, a w grze błędów nie wykorzystuję, a przynajmniej nie świadomie. Wiadomo jak przeciwnik zawiesi się na jakiejś ścianie, to co mam niby zrobić? Z gry wyjść i zacząć jeszcze raz, modląc się, żeby się nie zawiesił?
Porównywanie życia wirtualnego do rzeczywistego jest o tyle bezcelowe, że spora część tego co robimy w grach w prawdziwym świecie jest nielegalna. Przykład z grą planszową jest już dobry, ale te wcześniejsze porównania to już jakieś kuriozum. Nie wszystko da się ze sobą porównać, a po za tym, czy w ogóle trzeba wszystko ze wszystkim porównywać?
Wracając na koniec do tych graczy, to jeśli rzeczywiście aż tak zepsuli ekonomię gry jak piszesz, to może i faktycznie należy się kara, ale i tak uważam, że ban na miesiąc to przesada.
Wattled To nadal nie byłoby to samo, złamanie regulaminu, a popełnienie przestępstwa to dwie różne sprawy, choć mające cechę wspólną, w obu przypadkach musisz złamać zasady.
Rany ogarnijcie się, świat wirtualny, a rzeczywisty to nie to samo. Nie możesz porównywać kradzieży, włamania, czy czego tam jeszcze by nie dodać, do wykorzystania błędu w grze.
Jak można porównywać świat wirtualny do rzeczywistego? Przecież opisany przykład, to nic innego jak włamanie, a więc przestępstwo. Czy chcesz zatem powiedzieć, że Ci gracze to przestępcy?
Po za tym, samo zachowanie Blizzarda jest śmieszne, banuje graczy, tak jakby cheatów użyli, czy też zepsuli rozgrywkę innym. Z tekstu wynika, że błąd umożliwił im zdobycie lepszego ekwipunku, czy innych bonusów w krótszym czasie. Nie hasali więc po mapie i przy wykorzystaniu błędu mordując wszystko co się rusza. Poczynili po prostu większy progres w krótszym czasie niż reszta graczy. Nie tak dawno Ubisoft walczył z tworzeniem prostych zadań z dużą ilością XP, bo ludzie doładowania do rzeczonych punktów nie musieli kupować.
Jak w zeszłym roku wyszedł gameplay Cyberpunka, to byłem pewny, że od tej pory, aż do premiery będą szlifowali produkt. Teraz okazuje się, że właściwie w to w co zagramy w kwietniu to efekt pracy może nawet nie roku.
Taki wydawałoby się banał jak brak wyboru płci, czy zwracanie się do postaci bezpłciowo pokazuje, że deweloperzy zmieniają sporą część gry na szybko przed premierą, czyli produkt może wyjść niedopracowany. Jeżeli na dotychczasowych urywkach z gameplay-u postacie zwracały się do głównego bohatera, czy bohaterki zauważając jego płeć, to znaczy, że teraz będą nagrywać wszystkie dialogi od początku. Zapewne, żeby oszczędzić sobie wydatków, skrócą je do niezbędnego minimum, oraz zawężą możliwe wybory. Tak też może być w pozostałych aspektach gry, tam się coś skróci, coś usunie i w rezultacie otrzymamy jedną czwartą tego co mieliśmy otrzymać. Wyjdzie pewnie coś lepszego od gier Ubisoftu, ale nie dużo (obym kiepsko zgadywał- pomyślał z nadzieją)
Swoją drogą ciekawe jak rozwiążą problem płci w polskich dialogach, w angielskim można użyć "you" nawet jeśli z tą osobą nie jesteś na ty, ale w polskim się tak nie da.
Hype na tę produkcję miałem w zeszłym roku, teraz coraz bardziej się o nią tylko martwię, ba każdy kolejny news tutaj wskazuje, że z gry usuwa się coraz więcej "kontrowersyjnej" zawartości, a twórcy nie pokazują całego gameplay-u, bo po prostu nie ma co pokazać.
Gdzie wy tu widzicie GTA V? Czy każda gra w której pojawiają się samochody, oraz miasto, to od razu jest to klon GTA, albo dodatek do piątej części? Po za tym piąta odsłona, ani nie jest jakaś super hiper, ani grafika nie powala. W 2013 robiła wrażenie, wersja na PC w 2015 wyglądała fajnie, no, ale szoku graficznego nie przeżyłem, dużo większe wrażenie zrobiła na mnie trzecia część wiedźmina.
Twórcy jakiś czas temu powiedzieli, że grę można będzie przejść bez nawet jednego wystrzału, czy to będzie prawda zobaczymy. Jeżeli założymy, że to prawda wówczas nasuwa się pytanie, po co więc tworzyć strzelanie rodem z Dooma, skoro jakaś część graczy nawet z niej nie skorzysta.
Mnie osobiście na jakimś super rozwiniętym, trudnym modelu gameplayu nie zależy. Jak zechcę zginąć w 0.5 s jedną kulą wystrzeloną przez przeciwnika, to pogram sobie Tom Clancy's Rainbow Six: Siege. Najważniejsza jest fabuła, wybory i ich wpływ na otaczający nas świat (tak w skrócie, bo jeszcze dodać by można dialogi, muzykę i inne "duperele"), od wymagającego gemaplayu mam inne gry.
Akcja Asassin's Creed II nie dzieje się w XIV wieku, a pod koniec XV i początku XVI.
Nastawianie się na tę grę jakby to miało być coś co powali wszystkie dotychczasowe gry na kolana, jest po prostu śmieszne. Biorąc pod uwagę studio, które robi tę grę, nastawiałbym się jednak na produkcję bardzo dobrą, a nie jedynie dobrą. Dobrą grą może być Assasin's Creed. CD Project, dopracowywaniem swoich gier przypomina Rockstara, a ich gry nie są przecież jedynie "dobre". Wszystkie trzy części Wiedźmina, też nie były jedynie "dobre".
Mily90
Już bez przesady z tym Wiedzimnem. Wyciągałeś miecz w ostateczności?
Oczywiście, że jak potwory, czy tam inni przeciwnicy mnie atakowali, to tego miecza używałem. Chodziło mi, oto, że jak walki można było uniknąć, to tak robiłem. Dałem to jako przykład, że skoro fabula w grze nie skłaniała to robienia rzezi, to nawet można było się nie zorientować że NPC-ów nie da się zabić.
Fakt, że nie zabija sie npców nie jest niczym rewolucyjnym, ot logika wynikająca z charakteru postaci, a i tak dysonans się wkradł- zabijanie krówek.
W którym momencie napisałem, że fakt nie zabijania NPC, to jakaś rewolucja?
Czy dobra, gra to taka w której musi być opcja mordowania wszystkiego jak popadnie? W Skyrimie można zamordować każdego NPC-a, ale co to nam daje? Według mnie nic, jedynym odczuwalnym skutkiem tego typu poczynań, jest brak możliwości ukończenia, czy nawet rozpoczęcia jakiegoś zadania.
W Wiedźminie miecz wyciągałem w ostateczności, kiedy wszelkie sposoby uniknięcia niepotrzebnej walki zawiodły. Nie odczuwałem potrzeby zabijania wszystkiego co tylko się ruszało.
Brutalność i realizm gry, można osiągnąć na wiele sposobów i wcale nie trzeba robić rzezi na niewinnych dzieciach. W wiedźminie nie dało się zabijać NPC-ów, a tym bardziej dzieci, ale czy to powodowało, że świat gry nie był mroczny?
Wszystko co robimy w grze musi mieć jakiś sens fabularny (nie wliczam tu gier, które fabuły nie mają wcale, a oddają w ręce gracza kreowanie historii), po co najemnik walczący z złymi korporacjami, miałby latać po ulicy i mordować dzieci? Gdzie w tym wszystkim byłby jakiś sens?
Gdyby twórcy zaimplementowaliby takie rozwiązanie do gry, skutek byłby taki, że fabuła szłaby jednym torem, a gracze poruszaliby się drugim.
Podobnie zresztą jest z kluczowymi dla fabuły NPC-ami, w Skyrimie, możemy wszystkich zabijać, bo fabuła jest tak płytka i krótka, że twórcy nie mieli problemu zrobić kilku jej wersji. W Cybepunku, takie rozwiązanie nie miałby racji bytu, bo to gra mocno stawiająca na fabułę. To powoduje, że napisanie scenariusza, tak by uwzględniał on, każde zabójstwo poczynione przez gracza, na kluczowych postaciach, byłby po prostu nie realne.
W wielu grach można zobaczyć śmierć dzieci, nawet w takim Mass Effect-cie 3-cim, jest scena, śmierci dziecka (zaraz na początku gry). Nie w każdej grze można je bezpośrednio zabijać, ale czy to nam coś odbiera? Czy gra staje się przez to uboższa w zawartość?
Co do zadania Pieśń Okaryny, to jest jeden i to najprostszy sposób zdobycia Okaryny Fal. Wystarczy grać postacią boskiego/boskiej księżyca, a Takano sam nam ją da, uznając nas za posłańca boginii.
Obserwując naszą społeczność "grową", dochodzę, do wniosku, że większych naiwniaków jak my, to można ze świecą szukać. Płacimy, pełną w kwotę za niedokończone produkcje. Zamiast szukać gdzie najtaniej kupić grę (oczywiście legalnie) to przejmujemy się budżetem twórców i chcemy bo oni jak najwięcej zarobili.
G2A, to nic innego jak zwykły rynek (taki bazar, jak już ktoś wcześniej napisał), są tam kradzione rzeczy, ale to przecież nie powód, żeby cały rynek likwidować, albo lepiej zabronić odsprzedawania produktów.
Ta walka o zaprzestanie generowania kluczy i przejście wyłącznie na sprzedaż po przez platformy dystrybucji cyfrowej, to już jakaś komedia, a my to jeszcze popieramy. To tak jakby producenci samochodów, zrzeszyli się i najpierw zabronili odsprzedaży samochodów, a potem samą sprzedaż przeprowadzali wyłącznie w kilu swoich salonach, po ustalonych z góry cenach. Czyli nowego mercedesa można kupić, ale już nie sprzedać i jeszcze problem będzie z samym zakupie, bo po to, żeby lepiej sterować cenami aut, ograniczy się liczbę salonów nie niezbędnego minimum.
Jesteśmy klientami i powinnyśmy szukać, jak najlepszego i zarazem jak najtańszego (legalnego) sposobu pozyskania towaru, czy usługi. A czy twórca na tym ucierpi? Niech on się tym martwi, a nie my.
Średniak od CDP Red? Gdyby, Cyberpunka 2077, robiło jakieś mało znane studnio, to może mogłoby się tak skończyć, ale w tym przypadku, jest to mało prawdopodobne. Zwłaszcza, że już całkiem fajnie prezentował się fragment gameplayu, pokazanego w zeszłym roku.
Jeżeli grę naprawili od czasu premiery, to czemu nie ma mieć pozytywnych ocen? W dniu premiery stan techniczny gry był fatalny, ale fabuła i klimat gry były świetne, o czym chyba większość osób zapomniała. Ukazano w zupełnie innym świetle konflikt Asasynów i Templariuszy. Dotychczas Asasyni byli tymi dobrymi, a Templariusze, tymi złymi. Podczas całej serii Templariusze byli ukazywani czasami w bardziej pozytywnym świetle, ale to było jak mała świeczka w ciemnym pomieszczeniu. Pozytywne aspekty pojawiały się, ale ogólnie byli tymi złymi. W Unity, zmieniono podejście i oba stronnictwa ukazano w bardziej szarych kolorach, pokazując, że nic nie jest czarno-białe.
Fajnie ukazano też, relacje Elise i Arno, może nie jakoś wyśmienicie, ale zauważalnie lepiej niż przeciętnie ukazuje się relacje postaci w grach (patrz: Mass Effect (I-III), Dragon Age: Origins).
Fabuła choć bardzo dobra i intensywna jest niestety krótka, a żeby wydłużyć rozgrywkę dodano do gry masę nie potrzebnych zadań pobocznych.
Nie jest to gra, zasługująca na miano wyśmienitej, ale na miano dobrej już tak.
Z powodu stanu technicznego Unity uchodziło/uchodzi za najgorszą grę serii, mimo, że w cale taka nie jest, jeśli pominie się problemy techniczne nękające grę w dniu premiery.
Powtórzę więc pytanie. Jeśli gra po latach została naprawiona, to czemu ma nie mieć lepszej tzn. bardziej pozytywnej oceny?
Piractwo to złodziejstwo, bo twórcy są stratni. Można zgodzić się ze stwierdzeniem, że to złodziejstwo, choć dość specyficzne. Właściwie "kradnie się" jedną grę, a potem to już właściwie się ją powiela (tak z grubsza).
Jeżeli kupię grę na GOG-u, a następnie udostępnię jej instalator znajomym, to jestem piratem, czy nie? Teoretycznie nie, bo zakupiłem grę i to z legalnego źródła. Udostępniłem ją jednak znajomym, a to powoduje, że np. 7 osób gra sobie w grę nic za nią nie płacąc.
Piractwo jest niewłaściwe, ale nie powinno się go przyrównywać do zwykłej kradzieży ze sklepu.
Ten chorwacki artysta raczej nie prędko, o ile w ogóle pójdzie z tą sprawą do sądu. Mianowicie, żeby wygrać sprawę musi udowodnić, że to CDP Red dokonał plagiatu, lub że o nim wiedział. W obu przypadkach będzie to praktycznie niemożliwe, no bo niby jak? No chyba że założymy że zespół muzyczny odpowiedzialny za ten utwór rzeczywiście dokonał celowego plagiatu, a CDP Red o tym wiedział. Jeżeli artysta tego nie udowodni to pozostaje sądzić się z zespołem odpowiedzialnym za utwór.
Jeszcze inną sprawą jest sam plagiat, bo i on nie jest oczywisty.
Co do usuwania z dystrybucji utworu, to takie zachowanie doradziłby chyba każdy prawnik.
Jakiej gry BioWare by nie zrobiło, to będzie źle, tak samo zresztą jest z Ubisoftem. Jeszcze gra nie wyszła, nic o niej nie wiadomo, ale wszyscy zgodnie twierdzą, że będzie to klapa.
Mass Effect: Andromeda, o tej grze to już całe legendy powstały, jaka to nie jest beznadzieja. Gdy się za tą grę zabrałem, to zacząłem się zastanawiać, gdzie jest ta beznadzieja, która powinna mnie zalewać hektolitrami. Gra do tej pory ma problemy techniczne, ale po za tym jest to całkiem nie zła gra. Może nie jest świetna, ale na pewno lepsza niż Mass Effect 2 albo 3. Wprowadzono zmiany w gameplay-u, przez co walka stała się dynamiczna, a nie statyczna jak w drugiej, czy trzeciej odsłonie. Fabuła znów jest ciekawa i ma nutkę tajemnicy, a co najważniejsze nie ma tej wymuszonej powagi jak w jedynce, czy trójce.
Przeszedłem całą trylogię przygód Sheparda, ale tylko pierwsza część mi się podobała, reszta była do chrzanu, a zwłaszcza tak wychwalana wszędzie druga część.
Co do Dragon Age, to każda część mi się podobała, ale niestety Inkwizycja wyszła najsłabiej, co najlepiej widać przy drugim podejściu i to najlepiej do całej serii. Jest za dużo głupich zadań pobocznych, które nic nie wnoszą, ani do fabuły, ani do świta gry. Sam główny wątek jest ciekawy, scenki przerywnikowe świetne, no ale cała otoczka czyni ją najsłabszą odsłoną, choć nie przeczę że bawiłem się przy niej kapitalnie.
Bronić Ubisoftu, czy BioWare nie będę, bo to byłoby z mojej strony wariactwo, ale wstrzymałbym się jednak od oceniania gry, która jeszcze nie powstała i w sumie nie jest w 100% pewne, czy w ogóle powstanie.
Przy ich grach świetnie się bawiłem, no, ale też nigdy nie oczekiwałem arcydzieła.
Z newsa wynika, że chodzi po prostu oto, że misji nie da się "zawalić" zawsze będzie jakieś zakończenie, tak jest np. w Dishonored 2.
Nie martwił bym się o brak zapisów w grze, bo na razie żadna z ich gier nie zabierała graczom możliwości wyboru.
Z tym zawalaniem, to raczej chodzi, o to, że jeżeli np. mamy dostać się gdzieś po cichu, a wywołamy alarm to misja nie zakończy się "niepowodzeniem" tylko po prostu będzie miała inne zakończenie niż, gdybyśmy wykonali ją "poprawnie". Takie coś jest chociażby w Dishonored 2. Każdą misję można przejść na różne sposoby, choć cel zwykle jest niezmienny. Tak samo będzie pewnie i tutaj.
Twórcą raczej chodzi po prostu oto, że nie będzie tak jak przykładowo w starych odsłonach Assassin's Creed.
"Ja bym był za usunięciem całkowicie opcji wczytywania zapisów" Mnie osobiście takie nowości, tylko w grze denerwują. Po co ograniczać ilość zapisów grze? Przecież jeżeli, ktoś chce poczuć konsekwencje swoich wyborów, albo źle rozegranej misji, to przecież może nie wczytywać gry.
Każdy podchodząc do gry powinien się zastanowić jak chce się w niej bawić. Jedni będą chcieli sprawdzić wszystkie możliwość w czasie pierwszego podejścia do gry i wybrać najlepsze dla siebie zakończenie danego zadania, inni będą się chcieli wczuć w postać i nie wczytywać nigdy gry.
Można dać różne tryby gry, w tym taki gdzie nie ma możliwości wczytania gry nawet po zgonie, tak jak to było w Wiedźminie III. Najgorszy jest brak wyboru, wtedy będą narzekać zarówno słabi gracze, jak i hardcorowcy.
Gra RPG powinna być tak zaprojektowana, żeby każdy mógł się w niej odnaleźć, no chyba, że od początku ma być tylko dla konkretnej grupy docelowej.
sadhu
Jesteś pewien, że konkurencja dla Steama nie jest korzystna? Moim zdaniem jest i dobrze, że się kręci i ją widać. Gracze z uporem maniaka bronią Steamowej drożyzny i monopolu - czasem ciężko za tym nadążyć... Konkurencja jest korzystna, ale z tego co widzę, to ludzie upierają się, że jest ona korzystna sama w sobie nawet jak nic nie daje klientowi.
Co oferuje na dzień dzień dzisiejszy Epic:
- Niższe ceny gier - Nie
- lepszy launcher? (czyli coś więcej niż platforma do odpalenia gry) - Nie
- przeceny (takie lub podobne do tych ze Steam, że co parę miesięcy obniżka cen wielu gier o 75%) - Nie
- możliwość zwrotu zakupionej produkcji - No niby jest, ale mam jakieś przeczucie, że coś tu śmierdzi, ale może się mylę
Jeżeli taka polityka będzie się dalej utrzymywać, to nie wierzę w pomyślną przyszłość. Gry w Epicu będą jeszcze droższe niż te 250 zł, bez najmniejszej obniżki, a gracz będzie stał przed wyborem: albo kupi na Epicu, ale nie zagra wcale (legalnie).
Nie jestem do Epica nastawiony źle, bo to Epic, nie jestem też fanboyem Steama, po prostu nie podoba mi się prowadzenie tego typu polityki i dostrzegam w niej zagrożenia, które niestety inni ignorują lub patrzą na nie przez różowe okulary.
2077, 2088, oraz 2099, to lata w których ukażą się te gry, tak? Mam nadzieję, że dożyję ;)
A tak serio, to nie zdziwię się jeśli Cyberpunk 2077 wyjdzie jeszcze w tym roku.
Jeżeli wyszedłby Wiedźmin IV, to fajnie, żeby albo to były przygody Ciri, albo całkowicie nowa historia, dziejąca się w tym uniwersum. Fajnie byłoby jakby dali możliwość stworzenia postaci, zdecydowania o jej płci, historii, czy klasie postaci. Wątek samych czarodziejów i czarodziejek jest w wiedźminie zarówno w książkach jak i grach ciekawy, no, ale siłą rzeczy potraktowany trochę po macoszemu.
"gdzie możemy stworzyć Wiedźmina od podstaw, brać udział w próbach, wybrać szkołę do jakiej chcemy należeć itp." To chyba najgorsze co mogliby by zrobić. Pomysł naprawdę fajny, no, ale ile można grać wiedźminem? To już raczej byłoby lepsze jako jeden z wyborów, przy tworzeniu postaci.
Marzy mi się coś takiego, jak mieliśmy w Dragon Age: Początek (czy jak, kto woli Origins). Zaczynamy od wyboru rasy postaci, płci, historii, specjalizacji, która łączy się z historią. Potem mamy parę różnych prologów, no i główna fabuła mogłaby się różnić w zależności od tego jaką postać byśmy stworzyli. Historia Geralta z Rivii zakończyła się, ale cały świat ma mnóstwo wątków, które nie były specjalnie poruszane. Całkowicie nowa historia wniosłaby ogromny powiew świeżości do serii, a przez to, że moglibyśmy tworzyć różne postacie, to gameplay, byłby zróżnicowany.
"Lubię sobie żarty z polaczków robić" Skąd więc jesteś? Z Rosji, USA?
Samych kluczy nowego Metra nie da się kupić po za Epickiem, sklepy sprzedają klucze z wersji pudełkowych (na forum była gdzieś o tym informacja). Wystarczy, aby kolejne gry nie miały wersji pudełkowych i dany tytuł kupimy wyłącznie na Epic Game Store. Wtedy będą mogli też podnieść ceny i nowa gra nie będzie kosztować już 250 zł, ale 350 zł.
Jeżeli założymy, że Steam i Epic będą ze sobą konkurować, to jedynie w taki sposób, że w jeden tytuł zagramy wyłącznie na Steam, a w drugi wyłącznie na Epicu. Może też dojść do tego, że w naszej bibliotece w ogóle nie będzie już gier, a tylko będziemy płacili abonament za dostęp do gier, tak jak ma to miejsce na Netflixie. Będziemy mogli grać w te gry, które będą dostępne na danej platformie. Czyli tak 50 zł na miesiąc dla Steama, 50 zł dla Epica, 50 zł dla Uplaya, 50 zł dla Origin, 50 zł dla GOGa i pewnie jeszcze jakieś inne platformy (ceny wziąłem z najdroższego abonamentu na Netflixie).
Ja na Epicku nie będę nic kupować, wolę już grą sobie pobrać "nielegalnie" niż wspierać Epica. Steam może i jest monopolistą, ale praktycznie każdą grę mogę kupić po za ich sklepem, co w przypadku Epica oczywiste nie jest.
Mały uaktualnienie, skoro "heroina" jest poprawnie użyte, to się już nie "przypieprzam" z tym, że ciekawi mnie, czemu w książkach nie ma tych "heroin"?
U.V.Impaler
Gdy napisałem o Wiedźminie III, to chodziło mi właśnie o to, że twórcy mogliby go umieścić, tylko na własnej platformie. Wprawdzie byś się im to nie opłaciło, ale mogliby spróbować. Nie jest to może idealny przykład, ale to nie jest też zły, jeśli mówimy to o zdrowej i normalnej konkurencji (zdrowej też dla klienta).
"Jeez, dorabianie ideologii to droga donikąd. Nikt nie walczy tu o dobre samopoczucie gracza, tylko o jego portfel. Nie chodzi o to, czy będziesz kupować gry taniej, tylko o to, GDZIE te gry będziesz kupować." To ja wiem, zresztą sam napisałem, że śmieszą mnie komentarze, o tym, że Epic, robi to dla naszego dobra. Robią, to dla własnego portfela i to jest jedyny powód. Nawet gra nie jest wcale tańsza. Póki Metro było jeszcze na Steam, to kosztowało, tyle samo, co na Epic Game Store.
Nie jestem fanem Steam, jak zresztą żadnej platformy cyfrowej dystrybucji. Skoro jednak, trzeba z nich korzystać, to jakoś to przeżyję. Tym niemniej wkurza mnie, że muszę posiadać kolejną platformę na swoim komputerze.
Moim zdaniem, cały konflikt skończy się tym, że będziemy mieli część tytułów wyłącznie na Steam i wyłącznie na Epic Game Store. Teraz też tak niby jest, tylko, że to głównie dotyczy gier producentów mających własne platformy. W przypadku Metro, mamy po raz pierwszy grę, która nie jest dostępna na Steamie, tylko w Epic, który nie jest, ani twórcą gry, anie wydawcą, ani też właścicielem studia. Do tej pory było tak, że np. Fifa wychodziła tylko na Origin.
Nie jest to już proponowanie przejścia na inną platformę, tylko nie jako zmuszanie gracza, do założenia konta, bo inaczej w swój tytuł zagra dopiero za rok.
Darmowe gry mnie nie skusiły do założenia konta na Epic Game Store, założyłem je i poprałem aplikację, bo chciałem pograć trochę w Fortnite, Gra mi się nie spodobała, usunąłem ją, ale konto zostało.
Epic, mi się nie podoba, ani nie jest fajny, ani nie ma ciekawej biblioteki, no, ale ma przez rok Metro. Może i nie kupię, gry na premierę, ale nie wiem, czy będę czekać rok, aż pojawi się na Steam, o ile w ogóle się pojawi.
Jeżeli Steam nie zacznie działać, to oprócz Steama, będziemy stratni również my.
Najbardziej śmieszą mnie komentarze, że Epic Games Store robi ten monopol dla dobra graczy. Że to będzie tylko przez chwilę, a Steam nareszcie straci władzę i rynek PC-owy będzie inny.Jakoś w to nie wieżę.
Skoro szansa, że dostanę Metro na Steam jest równa zeru, to jakoś przeboleję tego Epica, tyle, że to kolejna platforma do kolekcji, z której na razie nie mam żadnych korzyści. Mam Orygina, Uplaya, Steama, Social Club (Rockstar Games), GOG Galaxy i teraz jeszcze muszę mieć Epic Games Store. Staram się mieć jakiś porządek na tych platformach. Jak mam daną serię na Steamie, to już kupuję gry z takiej serii tylko na tej platformie. Wszystkie poprzednie części Metro, mam na Steam, a najnowsza, będzie na Epic Store, trochę to wkurzające. Owszem mogę poczekać rok, ale pewnie za rok przeczytamy, że jednak na Steam gra nie trafi.
Jakoś Wiedźmin III mógł być zarówno na Steamie, jak i na GOG-u i to była uczciwa konkurencja. W przypadku Epica mamy wprowadzanie monopolu pod płaszczykiem "walki z monopolem Steama" Co najlepsze, to gracze się z tego cieszą, że mamy nowy monopol.
Moim zdaniem za parę lat nie będzie wcale uczciwej konkurencji, będą po prostu, gry tylko na Epic Game Store, jak i tylko na Steam.
Nie przesadzałbym, aż tak na twoim miejscu. Na Gwinta, na pewno nie poszły tak wielkie miliony jak na Wiedźmina.
CD Projekt, będzie mieć problem dopiero kiedy słabo sprzedałby się Cyberpunk 2077, a na to na razie się nie zanosi.
Mnie nie tyle w grach brakuje seksu, co raczej uczucia między głównymi bohaterami. Między Geraltem a Yennefer, czuć było miłość (Podobnie jak przy Triss, obie były dla Geralta ważne). Z innych gier, które w miarę dobrze do tego podeszły, to jeszcze można dać Assassin's Creed: Unity. Arno i Elise, zostali jak na Ubisoft pokazani całkiem fajnie. Mimo, że seksu miedzy bohaterami nie było, to cała fabuła pokazywała, że miłość miedzy tą dwójką jak najbardziej istnieje. Zresztą ten aspekt z tego co pamiętam, był jednym z ważniejszych wątków fabularnych. Była to też jedyna jak dotąd gra z serii pokazująca, że Assasyni nie są do końca dobrzy, a Templariusze źli, jak to miało miejsce we wcześniejszych oraz późniejszych odsłonach.
Nie przypominam sobie, żadnych innych gier, gdzie miłość byłaby pokazana w taki normalny sposób, a nie jak w Mass Effect, czy Dragon Age.
Nie jestem jakimś fanem romansów (filmów, czy książek), ale dziwne to jest, gdy gramy dorosłym bohaterem, a on nie czuje do innej postaci nic, absolutnie nic. Wystarczyłoby dodać do gry, oczywiście w porządny sposób, a nie jak w najnowszym Assasynie, wątek romantyczny, nawet bez tej "golizny". Wtedy taki świat, przynajmniej z mojego punktu widzenia robi się bardziej klimatyczny, ciekawszy.
Do Unity i Wiedźmina można dopisać jeszcze parę innych gier, ale bardziej skupiałem się na tych z otwartym światem, a nie takich jak Detroit: Become Human.
Trochę rozumiem fanów Diablo, ktoś im zabrał ulubiony tytuł i jeszcze kopnął po drodze w dupę mówiąc "Nie macie telefonów?". Podpisują petycję bo chcą pokazać swoje nie zadowolenie w dobitny sposób, ale według mnie to nic nie da.
Wyobrażacie sobie, że np. taki CD Projekt Red tworzy z Wiedźmina grę MMO i to tylko na telefony?(nie porównywałem tu Wiedźmina do Diablo) Wyobrażacie sobie, że studio to nigdy już nie da żadnej gry na PC, a was/nas fanów kopie w dupę, mówiąc: przerzućcie się na telefony jeśli chcecie grać w Wiedźmina. To coś raczej abstrakcyjnego, ale byłoby to przykre.
Kończąc moje dywagacje o Wiedźminie i fanach Diablo, mam małe przemyślenie.
Macie, też czasem takie myśli, że nie długo na rynku gier na prawdę nie będzie w co grać? I to mówię serio. Coś tak po prostu czuję, że Mass Efeffect: Andromeda jest ostatnim Mass Effectem, że Dragon Age skończy się na Inkwizycji (mi się te gry podobały). Jeśli myśleliście, że Inkwizycja, była kiepska w porównaniu do jedynki, to spójrzcie na Battlefielda, gdzie teraz skończył. Wcale się nie zdziwię jak kolejna odsłona będzie mobilna, na Azję.
Rynek gier zmierza właśnie tam, oczywiście, że nie odbierze się nam dobrych gier RPG (skrót myślowy), ale nie będzie już tak, że pomiędzy takimi grami jak GTA, RDR, Wiedźmin, czy Ceberpunk 2077 będą jakieś Mass Effecty, czy Dragon Age. Coś czuję, że w przyszłości rynek dla graczy nie mobilnych będzie bardzo suchy. Co cztery, albo i więcej lat będą wychodziły dobre gry akcji i RPG, a w między czasie raczej będziemy pogrywać w gry wyścigowe, jeśli te nie trafią też tylko na telefony (wszystko jest już możliwe xd). Nie będzie pomniejszych produkcji typu Kingdom Come Deliverance, czy jakiś innych, bo wszystko trafi w zmienionej formie na telefony. Jeżeli dziś każda nowa gra jest praktycznie zwykłym Muliplayerem (patrz Fallout 76) to raczej nie spodziewał bym się jakiegoś odwrotnego trendu. W następnych latach będzie tych gier więcej, a potem zapewne trafią one na telefony.
Nie no, niepodległość uzyskaliśmy w 2015 roku, więc nawet nie mamy okrągłej rocznicy.
Też ma takie wrażenie. Wygląda tak jakby autor zapomniał dodać wcześniejszego obrazka.
Tylko, że kiedyś jak w Demie coś było nie tak, to nie było dramatu. Teraz dali był demo Alphy i podniósłby się raban o optymalizację.
Myślę, że będzie tak jak z walką w Wiedźminie 3, tylko może z dodatkiem Dishonored 2. W sensie, gdy dojdzie do walki, to nie będziesz miał 100 przeciwników, ale pewnie też ich łatwo nie pokonasz.
Patrząc chociażby po komentarzach Miodowego, co raz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że część naszej społeczności uważa granie w gry, za coś niesamowitego i bardzo wymagającego. Wychodzi na to, że żeby uważać się za gracza należy grać w wiele gier, najlepiej na wielu platformach i do tego jeszcze wiele godzin dziennie. Ja osobiście mam na przykład w takim Tom Clancy’s Rainbow: Six Siege 255 godzin, oczywiście na przestrzeni roku. Nie będę już liczył innych gier, bo nie oto tu chodzi. Czy według teorii Miodowego, jestem graczem, czy nie? Jeżeli miałbym przyznać rację tej teorii, to musiałbym kategorycznie zaprzeczyć temu, iż jestem graczem, gdyż przecież ktoś godzin w tej grze może mieć więcej.
Teraz kiedy tak jeszcze raz patrzę na te komentarze dochodzę do jeszcze jednego wniosku, otóż gdyby nie to że 51% to właśnie kobiety, a nie mężczyźni to problemu w ogóle by nie było lub byłby mniejszy.
Z jednej strony chcemy, żeby kobiety grały w gry, tak jak my, ale z drugiej, kiedy do tego się przyznają, to wtedy mówimy, że nie są prawdziwymi graczami. To co według mnie jest ważne, to to że co raz więcej kobiet uważa, że gra w gry, choćby nawet na telefonie. Dzięki temu, my nie będziemy w ich oczach uchodzić za dziwadła, które pykają w "gierki" zamiast zająć się czymś dojrzałym.
Takich bzdur jakie widzę, tu w komentarzach to już dawno nigdzie nie widziałem.
Po pierwsze, tak jak kilku forumowiczów napisało już wcześniej gracz, to po prostu osoba, grającą w gry. Podobnie jak kierowca, to tylko osoba prowadząca pojazd. Pytania typu, czy graczem nazwać można osobę grającą, tylko w jedną grę lub tylko w gry mobilne, w ogóle nie powinny mieć miejsca. Nie chodzi, oto że nie wolno się w nieco filozoficzny sposób się nad tym zastanowić, ale o to, że ze zwykłego grania zaczyna się robić coś nie prawdopodobnego. O tyle, co zwykłego człowieka nie powinno się nazywać kucharzem, gdyż nie wykonuje tego zawodu, to już osobę grającą nawet tylko w jedną grę w ciągu roku, można z powodzeniem nazwać graczem, gdyż to nie jest nazwa zawodu, nie mówiąc już o tym, że jeżeli uznamy, że nie jest to gracz, to w takim razie jak tą osobę nazwać jednym słowem, a nie całym zadaniem?
Po drugie nie którzy napisali w komentarzach, że w artykule nie podano informacji, że większość kobiet gra w gry na telefonie i stąd tak duży procentowy udział ich społeczności graczy. Otóż te osoby, które tak twierdzą nie potrafią czytać ze zrozumieniem, a przynajmniej takie wnioski można wyciągnąć, czytając takie komentarze. Byłbym jednak gołosłowny, gdybym nie przytoczył żadnego dowodu, a więc zacytuję fragment artykułu, "Płeć piękna zdecydowanie bardziej preferuje komórki i tytuły na platformach społecznościowych, a faceci zasiadają przed PC i konsolami." (źródło: https://www.gry-online.pl/newsroom/polish-gamers-research-2018-profil-polskiego-gracza/z71ab1b).
Tak duży procentowy udział kobiet w statystykach wynika prawdopodobnie z dwóch przyczyn, po pierwsze w mojej ocenie więcej kobiet korzysta ze smartphonów, niż mężczyzn, ale jest wyłącznie moja prywatna obserwacja. Po drugie większość kobiet jest zabiegana. Mają zdecydowanie więcej obowiązków niż mężczyźni, co jest często uwarunkowane społecznie i rodzinnie. Skoro mają więcej obowiązków, a ponadto wymaga się od nich mobilności, to nie trudno, żeby sporo z niech grało na smartphonie.
Temat statystyk mamy już za sobą, a więc poruszę temat trzeci. 51% kobiet zadeklarowało, że gra w gry, fakt, że większość na urządzeniach mobilnych, ale nadal to są gry, a te kobiety są graczami. Przez te magiczne 51% w niektórych komentarzach podniósł się wrzask, że to nie prawda, że artykuł jest tendencyjny. Otóż nie jest po prostu tyle kobiet zaznaczyło w ankiecie, że gra w gry, a to że nie są to produkcje AAA, to jest dla tego badania nie ważne. To statystyki zapewne nie miały na celu pokazania, że teraz w każdym Multi będziemy spotykać mnóstwo kobiet, ale że coraz więcej z nich po prostu gra w cokolwiek co można nazwać grą.
Sądząc po zapewnieniach twórców, jak i po samym zwiastunie, to fabuła w grze ma odgrywać główne skrzypce. Lepiej żeby właśnie tak było, bo jeśli w tej grze fabuła nie będzie miała "polotu" to nie wróżyłbym jej sukcesu. Gra jak na dzisiejsze standardy jest zbyt drętwa w samej mechanice poruszenia się i walki, więc jeżeli twórcy nie nadrobią tego dobrą fabułą i klimatem to może być naprawdę kiepsko.
To, co twórcy pokazują w materiałach z tworzenia gry, każe mi sądzić, iż będzie to gra podobna w założeniach do Wiedźmina, czyli idziemy przez świat poznając historię naszego bohatera.
Mam nadzieję, że twórcy stworzyli mechanikę gry tak, by walka była ostatecznością, a nie głównym trzonem gry zaraz po fabule.
Pytasz o mechanikę walki, czy ogólną mechanikę gry?
Jeśli chodzi o walkę, to sądząc z gameplay-ów zamieszczonych przez twórców, oraz przez osoby posiadające wczesny dostęp do produkcji, to mim zadanie będzie to coś raczej pomiędzy Skyrimem, a For Honor. Widok z pierwszej osoby i walka, która nie sprowadza się do samego kliknięcia lewego lub prawego przycisku myszy, ale do wyprowadzania ciosów. Niestety wygląda to dość drętwo, stąd też przytaczam Skyrima, bo on również ma drętwą mechanikę.
O reszcie trudno powiedzieć, bo wiadomo jedynie, że będzie kilka możliwości zdobycia pieniędzy i sławy. Będziemy mogli być np. rzezimieszkiem, albo bohaterem, co będzie miało wpływ na postrzeganie naszej postaci przez NPC oraz możliwości wykonania, bądź nie wykonania jakichś zadań.
Do Rotardinho:
Xbox One X może być fajnym sprzętem dla kogoś, kto nie ma mocnego PC, tak jak to powiedział Kserkses, ale też jeżeli chce grać w 4K, które nie jest skalowane jak to ma miejsce w PS4 Pro.
Ja osobiście wybrałem w marcu 2017 roku, PS4 Pro z dwóch powodów. Pierwszym było to, że na PS4 wychodzi w sumie sporo fajnych gier na wyłączność, a drugim jest to, że ceny gier na PC, dorównują ceną tytułów konsolowych, z tym, że nie da się ich sprzedać. Moim zadaniem jeśli posiada się mocny komputer to nie ma sensu kupować Xboxa One X bo konsola i tak jest słabsza od komputera, oraz wszystkie gry na Xboxie są dostępne na Windows 10. Kupowanie konsoli od Microsoftu nie ma więc większego sensu.
P.S Czytając dwa twoje komentarze wyczuwam lekkie fanboystwo.
Jak dla mnie to grafika w tej grze wygląda jak połączenie pierwszej części Mafii oraz pierwszej części Wiedźmina w dodatku na ustawieniach niższych niż "Low". Już po samym screenie można dostrzec że świat jest pusty, a mechanika toporna. Nawet jeżeli ta gra kiedykolwiek wyjdzie, to nie odniesie nawet minimalnego sukcesu, chyba że twórcy dadzą ja za darmo, albo lepiej dopłacając graczom za wzięcie jej.
Tyle, że to na razie wersja beta więc spadki FPS to będzie norma. Zobaczymy jak będzie z optymalizacją jak już wydadzą grę.
Zwykle mnie nie obchodzi, czy premiera gry przedłuży się, czy nie. Jednak sytuacja w której grę mam już zakupioną, ale nie mogę jej zainstalować jest trochę drażniąca. Fakt ten potęguje oficjalne oświadczenie firmy, z którego można się dowiedzieć, że premiera gry została przesunięta z powodu "braku finalnej akceptacji związanej z lokalizacją chińską i japońską (które to rynki są dla Spółki bardzo istotne)". Dla mnie to trochę dziwny zabieg firmy, ponieważ wychodzi, że pozostałe rynki w tym europejski są dla firmy mało ważne.
Skoro beta jest po Polsku to i pełna gra będzie pewnie w naszym języku. W przeciwnym wypadku po co by tłumaczyli wersję beta. Po za tym twórcy tłumaczą nawet filmiki z produkcji gry na język Polski, więc tym bardziej byłoby to dziwne, gdyby gra była tylko po angielsku.
Do abyzaki:
Nie każdy zna dobrze język angielski i nie każdy ma zdolności językowe. Ja na przykład języka angielskiego praktycznie nie znam bo nie potrafiłem się go nauczyć lepiej szła mi nauka niemieckiego. Czy w związku z tym jestem głupi?
To samo można powiedzieć, że jeśli ktoś nie potrafi nauczyć się jeździć samochodem to jest głupi. Ludzie mają różne predyspozycje i nie zawsze jest to związane z ich inteligencją.
Skoro w Tom Clancy's Ghost Recon: Wildlands mogliśmy wybrać płeć postaci oraz zmienić jej wygląd, a dubbing dla postaci był to myślę, że tu też będzie podobnie.
Znając to studio to takie szczegóły jak domy publiczne otrzymasz, ale wątpię by było dwóch bohaterów.