Pracownicy pozostają anonimowi dla czytelników, ale Jason zna swoich Informatorów i zweryfikował ich doniesienia. Myślisz, że od wczoraj jest dziennikarzem? Co do procesu - Badowski mógł milczeć, aby nie dawać amunicji przeciwnikom, ale jednak postanowił skomentować rewelacje Schreiera. Nie odniósł się przy tym do najważniejszych zarzutów, co stawia pod znakiem zapytania jego intencje.
Jaka firma rodzinna? Przecież od tego jest zarząd, żeby decydować o kierunku rozwoju spółki. Spółki notowanej na giełdzie. A ojców sukcesu W3 jest wielu. A Badowski odpowiada m.in. za to, że ekipa crunchowała ponad rok. Nawiasem mówiąc W3 pozostawia wiele do życzenia - to oczywiście tylko moje zdanie. Widać to pięknie po zainstalowaniu modów (i nie mam tu na myśli modów graficznych oczywiście).
Dokładnie opisałem osobę, o jaką mi chodzi. Nie wspominałem o żadnych liderach z MBA, więc walisz w chochoła, któregoś sam postawił. Piszesz, że Badowski ma największe doświadczenie w Polsce - guzik prawda. Są weterani z dużo większym doświadczeniem, ot chociażby Maciej Miąsik, o którym wspomniałem - on też krytykuje zarządzanie w CDPR.
Jestem oczywiście świadom deficytu odpowiednich ludzi w Polsce, dlatego w razie problemów ze znalezieniem nowego menadżera trzeba by ewentualnie pomyśleć o zatrudnieniu kogoś z zagranicy, a więc za konkretne pieniądze. Ale spółkę stać na to. W dłuższej perspektywie wszyscy wyjdą na tym lepiej.
Decyzja zarządu była rzecz jasna fatalna w skutkach, ale też związana ze złym zarządzaniem CDPR i złą komunikacją wewnętrzną. Badowski, będąc w zarządzie, mógł powstrzymać prezesów. Musiał wiedzieć o tych problemach, A jeśli o nich nie wiedział, to tym gorzej to o nim świadczy jako szefie CDPR. Fiasko CP to nie jest kwestia tylko decyzji w łonie zarządu - to wypadkowa problemów, które nawarstwiają się w Redanii od wielu lat.
Już sam fakt, że szef studia zostaje reżyserem gry świadczy o tym, że zarządzanie leży i kwiczy. To zdecydowanie za wiele na jedną osobę.
Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Powiedzmy sobie szczerze:
przyczyna większości problemów CDP(R) tkwi w fatalnym zarządzaniu. Badowski w pionie produkcji gier ponosi za to główną odpowiedzialność. Facet powinien zostać zwolniony dyscyplinarnie za niekompetencje i wielokrotne narażenie firmy na straty wizerunkowe i materialne. Oczywiście to nie jest tak, że zarząd, do którego B. należy, jest święty (wręcz przeciwnie). Chodzi po prostu o to, że Badowski, jak w soczewce skupia główne bolączki firmy - on kompletnie nie potrafi zarządzać wielkim zespołem, kompletnie nie wie, jak sprawnie planować i koordynować jego pracę, aby maszyna się gładko toczyła i wreszcie w ogóle nie zna się na projektowaniu gier - jemu tylko coś się wydaje. Jakby tego było mało, w firmie panuje fatalna komunikacja wewnętrzna i polityka personalna. Adam Badowski - facet po filozofii - był grafikiem, projektantem reklam i szefem artystycznym. Teraz ten człowiek jest szefem największego polskiego studia deweloperskiego i reżyserem jednej z najdroższych gier w historii tej branży! On się kompletnie na tym nie zna. Swoją pozycję zbudował na długoletnim stażu i odpowiednich stosunkach personalnych, a nie na najwyższych lotów kompetencjach oraz doświadczeniu designerskim, programistycznym i menadżerskim. Nawet w kwestiach artystycznych w CDPR są (a przynajmniej kiedyś byli) ludzie o klasę od niego lepsi. Gość powinien zostać odwołany z funkcji szefa studia w trybie pilnym. To nie jest wcale tak, że on szkodzi firmie od niedawna. Szkody zaczął wyrządzać znacznie, znacznie wcześniej, jeszcze w czasie produkcji W3. CD Projekt powinien zatrudnić menadżera z prawdziwego zdarzenia - człowieka, który zaprowadzi porządek, który wie, jak właściwie planować produkcję, koordynować pracę wielkich zespołów ludzkich, który doceni umiejętności i doświadczenie najlepszych członków ekipy. CDPR potrzebuje lidera, który poprowadzi i uskrzydli całą ekipę - kogoś, kto będzie pilnował zaplanowanego dużo wcześniej toru produkcji, normalnego - a nie morderczego - tempa pracy. CDPR potrzebuje szefa, który nie będzie głuchy na dyskusję wewnętrzną dotyczącą kształtu gry; człowieka który wysłucha mądrzejszych i bardziej doświadczonych w tych kwestiach specjalistów. Lider musi znać się na ludziach, musi promować najzdolniejszych, utrzymywać wysokie morale zespołów i ufać ich doświadczeniu. Absolutnie niedopuszczalne są jakiekolwiek formy mobbingu - ani ze strony lidera, ani szefów zespołów mu podległych. Krótko mówiąc - Badowski powinien zniknąć z zajmowanego stanowiska. Zarządzanie to słaba strona CDPR od czasów Wiedźmina 1. Jego producent, Maciek Miąsik, swego czasu powiedział, że W1 to doskonały przykład na to, jak nie należy produkować gier komputerowych. Jeśli CDP(R) nie podejmie żadnych zmian na tym polu, to nie tylko nie będzie lepiej - będzie znacznie gorzej. Co z tego, że firma wyszła na plus po premierze, skoro straciła twarz? Mogła zarobić znacznie więcej, uniknąć załamania reputacji wśród graczy, inwestorów i pracowników. Sytuacja w CDPR jest zła i wymaga daleko posuniętych zmian - odwołanie Badowskiego i zatrudnienie prawdziwego lidera to dobry początek.
"Znany youtuber sprawdził to"
Znany youtuber sprawdził, a my postanowiliśmy trochę popasożytować na jego pracy.
Jeśli ten "wyciek" jest prawdziwy (a wiele wskazuje na to, że jest przynajmniej w części), to potwierdziło się to, co powtarzam od dawna: winny jest zarząd i kadra menadżerska. Zarządzanie produkcją to pięta achillesowa CDPR od początków jego istnienia. O ile kiedyś filozofia " A dobraaa, róbmy, jakoś to będzie!" do pewnego stopnia działała, tak kompletnie się nie sprawdza w projekcie kosztującym wieleset milionów złotych, nad którym pracuje ogromny zespół deweloperów i projektantów. Na domiar złego chyba po raz pierwszy zarząd grupy CDP wykazał się wyjątkową niecierpliwością; nie wiem, czy to wynik presji ze strony inwestorów/mediów/graczy, czy ordynarna chciwość (a może jedno i drugie). To zresztą bez znaczenia, bo efekt jest ten sam. Szkoda tylko reputacji CDPR i zwykłych pracowników, którzy wypruwali sobie żyły, by gra odniosła sukces nie tylko sprzedażowy, ale też artystyczny.
Poważny inwestor nie powinien się opierać tylko na jednym źródle informacji. Ba, powinien wiedzieć, że zarząd może coś ukrywać albo koloryzować, zwłaszcza że praktycznie każdy wydawca mówi o swoich produktach w samych superlatywach. Potrzebna jest weryfikacja. I na samych analitykach też bym się nie opierał, bo wielu z nich ma dość mgliste pojęcie o tej branży - myślą, że sam Excel jest wystarczy.
Kluczowe słowo to "wyłącznie". Zarobić chce każdy. Dlaczego miałoby ich to obchodzić? Choćby po to, by mogli zarobić więcej w przyszłości, bo spółka ma olbrzymi potencjał - to chyba oczywiste. Ale jak ktoś inwestuje na chwilę, to godzi się na większe ryzyko.
Aby nie dochodziło do podobnych sytuacji, musi się zmienić zarządzanie w tej firmie. Bo ono jest praktycznie na tym samym poziomie od czasów W1. Główny producent tego ostatniego, Maciej Miąsik, powiedział, że to dobry przykład na to, jak gier nie należy produkować. Sęk w tym, że na górze wciąż są ci sami ludzie - to w nich upatruję źródła problemu, tj. bałaganu, który przekłada się praktycznie na cały proces produkcji. Burdel był w czasach W1 (kto pamięta, jak wysyłali kolekcjonerki w częściach, bo nie były gotowe na czas?) i W2 (tu ich częściowo rozgrzeszam, bo jechali na finansowych oparach - początkowy sukces gry był dla nich być albo nie być), a także W3 (rok crunchu). Różne zwierzenia pracowników - byłych i obecnych - które od czasu do czasu wypływają na powierzchnię, są bardzo podobne w treści: koszmarna komunikacja wewnętrzna, ustalanie nierealnych terminów, wyższe kierownictwo, które ma w zadzie aktualny stan prac nad grą, długi crunch, zmiany dokonywane w ostatniej chwili, instalowanie rozwiązań niesprawdzonych, które potem i tak trzeba wyrzucić do kosza, nieszanowanie czasu i wysiłku ekipy przez producentów. To się właśnie musi zmienić. I ludzie, którzy są za to odpowiedzialni, też się muszą zmienić.
HIENY - tyle powiem. W przypadku Amerykanów to mnie akurat nie dziwi - oni kochają ciągać się wzajemnie po sądach. Zbulwersuje mnie, jeśli z pozwami wystąpi polska kancelaria, bo to będzie bezpośredni atak na rodzimy przemysł, który coś w końcu osiągnął na arenie międzynarodowej.
Tak czy siak ta sprawa po raz kolejny pokazuje, że inwestorzy w olbrzymiej większości przypadków dbają wyłącznie o własny interes - długofalowa działalność i wartości spółki są dla nich równie ważne, co śmieciowisko opływające archipelag hawajski. Czyli wcale a wcale.
Inna sprawa, że zarząd grupy powinien podać się do dymisji (choćby w części). Odpowiada bezpośrednio za wiele obecnych problemów, z którymi musi się mierzyć CDP.
System walki W1, na który tyle się narzeka, jest oparty na konsolowym RPG pt. Summoner (jest za grosze na GOG-u).
https://www.gog.com/game/summoner
W tej grze również się klika do rytmu, co pozwala uzyskać punkty, dzięki którym można użyć specjalnej zdolności np. wyleczyć się albo przywołać potwory. I nie zgodzę się z autorem, że jest to QTE, bo w W1 wystarczy kliknąć ten sam przycisk w odpowiednim momencie, a pomyłka nie grozi wielkimi konsekwencjami - po prostu obrażenia będą mniejsze. No a po drugie na hard nie ma żadnego wskazania, że należy akurat teraz kliknąć.
>>> "Z innych archaizmów Wiedźmina (zaraz obok takich oczywistości jak słaby interfejs"
W wersji premierowej, owszem, było średnio, ale Edycja Rozszerzona jest całkiem OK. Nie wiem, o co chodzi. Może o to, że nie można użyć pada? :-| Ale to akurat uważam za zaletę.
>>> "Nawet na normalnym poziomie trudności ciągle musiałem pilnować tego, czy mam przy sobie najważniejsze mikstury i oleje [...]".
W1 nie jest taki trudny nawet na hard. Zainstaluj mody, to poznasz, co to ból.
>>> "Na mapie nie znajdziecie wykrzykników i pytajników sugerujących, że gdzieś tam czeka na Was coś względnie ciekawego do zrobienia,"
W W3 też ich nie znajdziesz, jeśli je wyłączysz w opcjach. Zresztą one na poziomie wyższym niż łatwy, powinny być domyślnie wyłączone. Niemniej prowadzenie za rękę jest jedną z większych wad W3. Szkoda, że CDPR nie wzięło przykładu z Divine Divinity: Original Sin.
Wydawanie remaastera czy remake'a W1 nie ma żadnego sensu z prostego powodu - gra nie byłaby w stanie zadowolić graczy, którzy kochają W3. O ile ciekawy i barwny świat da się podbić na potrzeby remake'u, o tyle jego zamknięta budowa uniemożliwia stworzenie groźnego konkurenta W3; nie ma znaczenia, czy wdrożonoby nowy system walki. Aby rywalizacja z W3 miała szansę na zwycięstwo, należałoby stworzyć nową grę. W1 z nową grafiką i zmienionym systemem walki zainteresowałby głównie weteranów i graczy PC.
Nie chyba, tylko na pewno. Do tego stopnia, że twórcy komiksu (M. Parowski i B. Polch) szykowali pozew o plagiat. ZAiKS, który miał ich reprezentować, wystawił ich do wiatru, bo nie chciał drażnić Rywina, producenta serialu/filmu.
Nie powiedziałem, że zawsze jest ironiczny. Odnosiłem się do stwierdzenia z tytułu.
Byłem na kilku spotkaniach z nim. Jedno nawet sfilmowałem, jest dostępne na moim kanale YT. AS jest jaki jest - taki, a nie inny sposób bycia, to jego znak rozpoznawczy. Dzięki temu jest wesoło, szczególnie tym, którzy mają dystans do siebie i nie obrażają się o byle gówno. Z tych, co fochy strzelają, sam bym się śmiał.
Akurat byłem na tym spotkaniu, to był POLCON we Wrocku. Po tym tekście prawie z fotela spadłem. Ze śmiechu. Trolling czystej wody. Może to przez ludzi, którzy przychodzą na jego spotkania, by zadać mu pytanie nt. gry? Tego pewnie nie wie nikt, poza samym ASem, ale pośmiać się zawsze warto.
Sapkowski nie wypowiada się na temat gameplayu w grach, bo nie wie na ten temat nic. Czy obraża? Nie powiedziałbym. To obrażają się ludzie, którzy nie mają do siebie i swoich zainteresowań dystansu. Byłem na kilku spotkaniach z ASem i z każdego wychodziłem ubawiony. Publika też jakoś nie gwizdała i buczała. Dopiero w internecie ludzie zaczęli strzelać fochy, nie zdając sobie sprawy z tego, jak prześmiewczy nastrój tam panował.
@Pilav
Chodzi o to, że ludzie reagują tak, jakby ktoś obraził ich rodzinę do trzeciego pokolenia wstecz. Pomijając fakt, jak groteskowo wygląda ta obraza majestatu, takie "afery" to woda na młyn dla dziennikarzyn.
Naprawdę uważasz, że nie było grama ironii w stwierdzeniu człowieka, który otwarcie przyznał na spotkaniach z czytelnikami, że o grach komputerowych nie wie nic?
@Pilav: Węgierski jest jednym z najtrudniejszych języków urzędowych państw europejskich. Dla zobrazowania tego poziomu mały przykład. Język polski, który przez wielu Polaków, jest uważany za jeden z najtrudniejszych języków świata (niesłusznie), ma 7 przypadków - węgierski ma ich 28. Wracając do tematu, zapewne AS nie zna w stopniu płynnym tych 20 języków, ale obstawiam, że większość z nich zna w stopniu komunikatywnym. Samych języków słowiańskich jest sporo, a ich nauka nie jest przesadnie trudna, jeśli zna się płynnie jeden z nich. Jeśli jest się poliglotą, to kolejne języki - zwłaszcza z tej samej rodziny językowej - same wchodzą do głowy. Trzeba po prostu chcieć się ich uczyć.
Zabawne są te wątki, bo pokazują, jak mało dystansu mają do siebie niektórzy gracze. Parafrazując Zoltana - nie rozpoznaliby ironii nawet wtedy, gdyby wyskoczyła zza krzaka i kopnęła ich w dupę.
@jankopietrek24
Gra jest warta tyle, za ile nabywca chce ją kupić. Nikt nie każe kupować za 20 €. Co do karabinu - owszem, niełatwo się z niego strzela, dlatego lepiej mierzyć z bliska. Trzeba się ukryć i czekać aż jeleń podejdzie. Mapy istotnie są puste, ale deweloperzy są tego świadomi i nad tym pracują. Losowe generowanie map w grze takiej jak TLD nie sprawdziłoby się - to, co pasuje w Minecrafcie, tu byłoby totalnym niewypałem i to z wielu względów.
@ ostry
LOL, Twoje napinanie nieźle mnie rozbawiło. Troszkę dystansu nie zaszkodzi. Twoja praca naprawdę wygląda jak pomnik. Serio, serio. I uważam ją za jedną z najlepszych w tym konkursie, jeśli nie najlepszą. :)
A w ogóle to współczuję jury, bo ja bym tu rozdał kilka monitorów albo chociaż monitor i kilka zestawów głośnikowych + RF:A jako nagrody pocieszenia. Nie miałbym serca nagrodzić grą kogoś, kto siedział tydzień nad swoją pracą.
GOG.com - serwis CDP z giercowymi klasykami - zakończył działalność. Sprawdźcie, jak nie wierzycie. :(
@ up
Otóż to. 8,4 dla jednej z najbardziej oryginalnych gier wszech czasów, to jest po prostu kpina. Recenzent musiał się na łby pozamieniać, innego wytłumaczenia nie widzę. Hańba dla GOL-a, świetny miernik ignorancji.
7,4 od redakcji to po prostu żart. Nie, to nie żart. To kpina, która świadczy o totalnej niekompetencji i ignorancji recenzenta(ów). Blade Runner to jedna z najlepszych gier przygodowych, jakie wydano. To prawdziwa perła. Nieliniowa gra przygodowa, w którą za każdym razem przeżywamy inne przygody, którą możemy przejść na wiele sposobów.
Trzeba być naprawdę totalnym przygodówkowym lamerem, by nie docenić kunsztu twórców.
Właśnie skończyłem - po raz trzeci albo czwarty, nie pamiętam dokładnie. Absolutny klasyk, pierwszy współczesny survival horror, którego scenariusz czerpie z mitologii Cthulhu stworzonej przez Howarda Philipsa Lovecrafta, a rozwijanej również przez innych autorów - oni również mieli w tej grze swoje kilka sekund (w bibliotece jest wolumin "De Vermis Mysteriis" wymyślony przez Roberta Blocha). Pierwsza część jest IMO fabularnie najlepsza. Polecam wszystkim miłośnikom retrogrania.
Na koniec przydałoby się sprostowanie bzdur w haśle encyklopedii:
1. literówka w lidzie,
2. rezydencja nie nazywa się Decreto, a Derceto.
3. subgatunek nazywa się survival horror, a nie survivor horror,
4. poprzednicy: Sweet Home oraz Clock Tower,
5. grafika nie była trójwymiarowa, a jedynie postacie, stwory i obiekty ruchome (tła były 2D),
6. nie było ruchomej kamery za plecami bohatera (to jeszcze nie czas Tomb Raidera)
7. rzut izometryczny? całe to zdanie to istne kuriozum,
8. wybór bohatera nie ma żadnego wpływu na strategię rozgrywki,
9. ktokolwiek pisał ten tekst nie tylko nie zna tej gry, ale ma również kłopoty z językiem polskim.
@ RTSfan
Chyba nie do ciebie pisałem, więc po co się odzywasz? Oczekiwałem dobrej prezentacji, a nie lamerskiego gameplaya. Takie jest właśnie moje zdanie i nic ci do tego. A wycieczki osobiste schowaj do kieszeni.
@ dasintra
Bitwa nie rozpoczęła się w ciągu dwóch sekund, prawda? Równie dobrze mógłbym teraz napisać, że skoro ci się mój post nie podobał, to trzeba było nie czytać. Niewielu jasnowidzów jest wśród nas, więc automatycznie nasuwa się pytanie: gdzie jest sens w twoim błyskotłiwym zdaniu? O robieniu lepszej prezentacji nie było żadnej mowy. Wyrażam swoje krytyczne zdanie nie skierowane do ciebie.
Chryste, ale beznadziejnie gracie. A tłumaczenie "moja pierwsza bitwa" dla wyjadacza serii jest nie na miejscu. Krowy doić, a nie uczciwym ludziom czas zabierać.
@ +EH AMB/RA Sarion Biavel
tutaj jestes caly czas zlosliwy. wszystkie twoje wypofiedzi mowia miedzy wierszami 'nie grajcie w to dziadostwo'. pewnie wolalbys tez laske nie grajaca w ogole niz grajaca w sims. no sam powiedz. i te twoje wypowiedzi o tolerancji. podzial na graczy pod-graczy i nad-graczy - szczyty tolerancji po prostu. faszyzm czlowieku, faszyzm. i jeszcze piszesz tutaj o polityce ea a sam masz takie poglady za uszami. porownujesh graczy sims do pedalow. n/c
albo bedzie zagladal i sie wyzywal na tych, co lubia. byle wbic szpile w dupsko
@ +EH AMB/RA Sarion Biavel
jesli kogos tu ponioslo to ciebie. przeciez widze, ze nienawidzisz graczy sims - uwazasz ich za pod-graczy. oni wg ciebie w ogole zasluguja zeby im splunac w twaz? jad az sie z ciebie wylewa czlowieku, moze nie wyzywaj sie na bogu ducha winnych ludzikach paplajacych blablabla?
@EH+ AMB/RA Sarion
wydaje mi sie czy jestes jakims fetyszysta? lubisz tylko graczy grajacych nie w simsy? kto gra w simsy nie moze sie nazywac graczem? moze po prostu masz sklonnosci do faszyzmu? traktujesz innych (np. grajacych w simsy) jako pod-graczy. pod-gracze sa niewolnikami, ktorych w nastepnej kolejnosci nalezy wybic jak te twoje przyslofiowe muchy?

Zgadza sie. Tyle że wszystkie materiały licencyjne i tak dostarcza LucasArts... - oni nie tylko zapewniają marketing i dystrybucję, bo należą do Imperium Lucasa. No ale mniejsza z tym - powinni wyrobić się do premiery, która już za pół roku...
A co do przygodówek o Indianie: IJ& The Last Crusade i IJ & Fate of Atlantis to naprawdę kapitalne tytuły. Reszta za bardzo starała się wygrać z Tomb Raiderem. Moim zdaniem Lara Croft jest tylko marną namiastką prawdziwego bohatera, jakim jest Indy. :)

Warto dodać, że w ciągu kilku najbliższych miesięcy ukażą się 4 zestawy nowej serii LEGO - Indiana Jones.
Gotowe są już zestawy "Ucieczka na motocyklu", "Pod ciężarówką", "Wielka kula", "Zdobycie zaginionej arki" (nazwy robocze by me;)).
A na deser polecam obejrzeć znakomity filmik fanowski wykonany na podstawie starej serii LEGo Adventurers (którą nota bene była wzorowana na przygodach Indy'ego).
http://www.youtube.com/watch?v=egPgU5kAjKE
Przerywniki są ważne w grach, w których bardzo liczy się fabuła, czyli w RPG-ach i przygodówkach. Myślę, że fani tych gatunków bardziej je wolą niż miłośnicy pozostałych gatunków.
Gratuluję autorowi felietonu i w 100% się zgadzam. Wydaje mi się, że problem w przypadku singla polega na opisaniu relacji gracz <-> postać gracza <-> NPC'e. Być może popularność opisu zjawisk sieciowych bierze się stąd, że łatwiej opisywać relacje międzyludzkie, które zostały już dość dobrze poznane.
No i trzeba by też wytypować kilka odpowiednich tytułów.
Nie miałem nigdy takiej sytuacji jak Ty z Gothikiem, ale słyszałem, że chłopak grał sobie w Fahrenheita na PS-ie, a jego dziewczyna się przyglądała - odbierała to jak interaktywny film (kto grał, ten wie, że to w zasadzie prawda). Z pewnym momencie on już chciał iść spać, a ona kazała mu grać dalej. ;) To tylko pokazuje jak dużo w grach jeszcze można osiągnąć dzięki intensywności fabuły. Dlatego z niecierpliwością czekam na następny produkt Quantic Dream pt. Heavy Rain.
Pozdrawiam :)
Leo
Nie pisałem tego wszystkiego z punktu widzenia określonej grupy narodowej (np. Polaków czy Żydów), bo to głównie one mają przeciwstawne poglądy, tylko z punktu widzenia czegoś, co zowią prawami człowieka. Skoro są one w sprzeczności z przemocą, to najwyraźniej stoją również w poprzek tego, co forsowały państwa komunistyczne i faszystowskie. I nie mówię o ich założeniach, ale o "całkoształcie tworczości". Z punktu widzenia obrońców praw człowieka swastyka, sierp i młot są symbolami ustrojów totalitarnych, które przyniosły największą tragedię w historii ludzkości.
Leo
Widzisz, felietony mają to do siebie, że przedstawiają punkt widzenia autora, a nie jedyny sluszny punkt widzenia. Pisałem głównie o fladze, ale jeśli chodzi o gry, nie mieszałbym tych osadzonych w hipotetycznych realiach (typu zlodziej samochodów w wielkim mieście). Mówimy nie o moralnie rozmytej wojnie partyzanckiej dwóch skłóconych stron mieszkających na jednej ziemi. Mówimy o wojnie z udziałem dwóch doskonale poznanych i opisanych reżimów totalitarnych. Dla mnie to nie jest to samo. Podobnież ich traktowanie nie jest identyczne, mimo że ustroje te mają ogrom cech wspólnych np. rozbudowany aparat policyjno-administracyjny sprawujący kontrolę nad wszystkimi dziedzinami życia, rządy terroru, kult wodza, ciągła ideologiczna walka z "wrogiem", monopartyjność, propaganda etc. Ten relatywizm autorów gier, o którym piszesz, nazwałem po imieniu - to po prostu ignorancja i hipokryzja. Nie mówimy o krajach rozwijających się, gdzie demokracja dopiero raczkuje. Mówimy o silnych, dojrzałych państwach, w których robi się gry.
I nikt symboli nie demonizuje - one się same zdegenerowały dawno temu. Nie każdy to jednak dostrzega.
PS. Kafelków czepiasz się pewnie dlatego, że to moja parafraza.
Griever
Czy uważasz, że komunizm w wersji radzieckiej to samo zło i nie może się w jakikolwiek sposób dobrze kojażyć?
Uważam, że komunizm w każdej formie jest mniej lub bardziej zły, choćby dlatego, że narusza prawa człowieka - chyba że kwestionujesz np. prawo człowieka do własności?
Czy uważasz, że idea równości, wolności i braterstwa jest zła w założeniach? A może to idea była dobra, tylko została źle wprowadzona?
Idee Rewolucji Francuskiej były szczytne, tylko nie wiedzieć czemu, tysiące ludzi skończyło kładąc głowę pod nóż. Sęk w tym że są to teorie, które biorąc pod uwagę naturę człowieka, są utopijne. A jak wiadomo dobrymi chęciami wykafelkowano piekło.
Przedstaw proszę jeden przykład państwa komunistycznego, w którym ludzie żyją na poziomie i swobody obywatelskie są zachowane?
ale każdy człowiek może "wierzyć" w co chce, nawet jakbyś powołał jedyną słuszną komisję "prawdy"
Sęk w tym, że wiara nie musi być podparta faktami. Natomiast Oświęcim i Kołyma faktami SĄ i nie można temu zaprzeczyć.
bardzo dużo do gadania ma tu wiarygodność oczerniającego
Dobre prawo i jego egzekucja powinna gwarantować ochronę tzw. dobrego imienia, choć bardzo często traci się je zanim dojdzie do pierwszej rozprawy.
Lukxxx
może trochę wyolbrzymiłem, ale moim zdaniem idziesz w kierunku unijnego totalitaryzmu.
A ja myślę, że odzywają się w Tobie antyeuropejskie fobie i widzisz rzeczy tam, gdzie ich nie ma.
Jak wolność słowa to wolność słowa i chodźby negowanie holokaustu było moralnie naganne, a symbol wyciągniętej ręki z otwartą dłonią* się źle kojarzył to każdy ma prawo mówić na ten temat co chce
Mówić między sobą to jedno, a rozpowszechniać np. w mediach drukowanych/elektronicznych to drugie. Czy wiesz z czyich ust padły słowa, że kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą?
- oczywiście można go krytykować, ale w żadnym stopniu nie próbować niczego sankcjować.
Idać tym tropem można by każdego oczernić rzucając publiczne oskarżenie i w rezultacie cywilnie zabić - no bo można mówić, co się chce. Reputację buduje się latami, można ją stracić w przeciagu kilku sekund.
Tak jak np w wielu krajach zachodnich (np Austria) za negowanie holokaustu trafia się do więzienia (przypadek Irvinga), a nie chcę żeby tak było w PL (ale już jest - "symbole nazistowskie").
Uwqażam, że akurat w tym wypadku więzienie jest przesadą i lepsze byłyby inne środki zaradcze (i nie mam na myśli egzekucji na rynku miejskim).
mi np. ten gest ("heil hitler" - przyp.) wcale się z tym nie kojarzy. Kojarzy mi się z rzymskim gestem "Ave cezar", czyli jako osobie przyjmującą spuźciznę cywilizacji łacińskiej całkiem miło.
Jak to już kolega zauważył, liczy się konotacja powszechna, a nie indywidualna. Niektórzy też tak zamawiają piwo.
symbole komunistyczne i totalitarne są mile widziane gdyż cała Europa toczy się w kierunku coraz większego socjalizmu i totalitaryzmu (coraz częstsze odbieranie dzieci rodzicom, regulacje w coraz większej ilości życia i gospodarki itd.)
Ogólnie swastyka w znaczeniu innym niż edukacyjne jest odbierana dość powszechnie jako jednoznaczny symbol i piętnowana publicznie. W przypadku ustrojów spod znaku czerwonej gwiazdy (np. ZSRR, Chiny, Kuba) już tak nie jest i właśnie o tym pisałem...
Lukxxx
Jak rozumiem publiczne głoszenie np. na wykładach czy drukowanie w gazetach/książkach, że nie było obozów masowej zagłady jest wg ciebie jak najbardziej w porządku? I to jeszcze w kraju, gdzie ich kominy dymiły? Są granice tzw. dobrego smaku, zwykłej ludzkiej przyzwoitości - proponuję porozmawiać z ludźmi, którzy pamiętają te rzeczy, którzy sami ich doświadczyli.
Wolność i tolerancja, jak wszystko na tym świecie, ma swoje granice. Po jej przekroczeniu jest tylko nienawiść, kłamstwo, bezprawie i krzywda. Niektórze muszą się o tym przekonać na własnej skórze, inaczej nie uwierzą i będą twierdzić dokłądnie odwrotnie.
Poza tym imputujesz mi rzeczy, o których nie pisałem. Nigdzie nie pisałem o zmuszaniu kogokolwiek do czegokolwiek - pisałem o przekonywaniu, czytaj DIALOGU. Niewiele rzeczy jest równie ważnych jak właśnie rozmowa.
Wielkie dzięki i miło mi. :)
A sam temat wydaje się mało eksploatowany, dlatego chciałem o tym napisać.
vfk
umówmy się Sega na rynek nie wróci. Sukcesem jest to, że nadal istnieją i są w miarę dobej kondycji. Zajęli się tworzeniem gier, i ja im zdrowia życzę. Ale trzeba patrzeć realistycznie - swoją szansę niestety przegrali.
Dokładnie tak jak mówiłem przy poprzednim newsie o CR - to po prostu strategia dla niedzielnych strategów. Zresztą, trudno oczekiwać czegoś innego, skoro konsole to maszynki do nawalanek, platformówek itd. (i również dla ich fanów). Skomplikowane strategie to wyłącznie domena komputerów domowych - i myślę, że to się jeszcze długo nie zmieni (o ile w ogóle).
Jak dla mnie gra tego typu to nie tylko sposób na wyciągnięcie kasy od konsolowców. Myślę, że to również sprytna próba przyciągnięcia konsolowców na zaawansowanie strategie pecetowe. Jakie? Hmmm, może Cywilizacja? ;)
> dlaczego tak uważasz ? w jakie gry grałeś na pc i konsoli że masz takie dziwne zdanie (bo na każdej platformie są gry mało grywalne...)
Dokładnie. To tak samo jakby stwierdzić, że cały świat dzieli sie na Dobrych i Złych. Dobre konsole i złe pecety. My stoimy tu, a tam stoi ZOMO.
Są tylko cztery możliwości wyjaśnienia motywu:
a. jest się tak zaślepionym, że żadne racjonalne argumenty, poza ćwierć kilowym młotkiem, nie dają rezultatu;
b. stosuje się świadomy chwyt erystyczny mający na celu wyprowadzenie przeciwnika z równowagi bądź w niezdarny sposób próbujący załatać brak logiki w argumentacji;
c. jest się intelektualnie dzieckiem, które naczytało/naoglądało sie za dużo bajek;
d. frustracja sprawia, że człowiek zamiast wypatroszyć setki kwiczących dziko wojowników bądź zamiast bawić się z dziewczyną, próbuje wyładować się na forum.
Nie qmam.
Świety
Flight Simulator to nie gra? Symulatory były dość popularne w późnych latach 80. i na początku 90. - mógłby być inny tytuł z tego gatunku, ale ten wydaje mi się dość znaczący
Mnie brakuje Dune 2 - to taki Doom wśród RTS-ów.
Donkey Kong - to w zasadzie pierwsza platformówka, spełniająca wszystkie wyznaczniki gatunku; Super Mario Bros to rekordzista wśród sprzedanych, więc można by to spokojnie uznać.
Flight Simulator -> pierwszy poważny symulator na kompy
Alone in the Dark -> pierwszy survival horror
Maze War -> protoplasta FPS z trybem multiplayer (LAN i Internet) - 1973 rok
Railroad Tycoon -> pierwszy tycoon
Popolous -> pierwsza "god game"
Street Fighter 2 albo Mortal Kombat -> jako znacząca bijatyka
Szaku, Garak
Nic dodać, nić ująć - jedyne pocieszenie, że akurat nie mam w ogóle czasu na granie.
Przygodówki żyją i to się liczy - teraz jeszcze dopracować materiał i odpowiednio zareklamować.
IMO wszystko zależy od tego, do czego dążą organizatorzy GC - czy chcą aby impreza była NAJ w świecie, czy po prostu aby naturalnie ewoluowała, bez żadnych konkretnych wyznaczników - czyli na tzw. żywioł. I tu dochodzimy do pytania, po co takie targi są w ogóle organizowane i dla kogo? Czy to nie są przypadkiem takie igrzyska, aby każdy mógł się pokazać np. publiczności, dziennikarzom i konkurencji, ale poza tym nic więcej. Jak dla mnie taka impreza powinna mieć 2 podstawowe cele:
- spotkania w gronie ludzi branży: developerów, dziennikarzy, wydawców, dystrybutorów, by prezentować najnowsze technologie i możliwości z tym związane, pokazywać sprzęt (twardy jak i peryferia), wyznaczać, albo chociaż nakeślać kierunki rozwoju - coś co mogłoby popchnąć wszystko mocno do przodu, nie tylko pod kątem sprzedaży. Można by też omawiać kwestie problematyczne - np. sprawy cenzury czy nacisków politycznych, bo te pojawiają sie coraz częściej i są coraz mocniejsze - wraz ze wzrostem znaczenia tej gałęzi rozrywki,
- prezentacja najnowszych gier - czyli to co jest obecnie, ale sokromniejszym wydaniu, by uczestnicy nie rujnowali się wydając fortunę na promocje.
E3 rozdmuchało się do ogromnych rozmiarów - tak ogromnych, że koszt uczestnictwa był dla wielu zbyt duży, by w ogóle przyjeżdżać - liczyły się tylko fajerwerki i panny w bikini - lubię te elementy, ale najważniejsze są tu jednak gry. Myślę, że Lipsk powinien być imprezą europejską, a nie światową - być bastionem europejskich interesów w branży. Nie chciałbym, żeby powstał z tego balon wielkości E3, bo skończyloby się to identycznie.
Dycu
Dokładnie, nie wiem, czego oni chcą. Dziewczyna wygląda sympatycznie i chętnie bym ją zaprosił na browara. :)
Trudno spodziewać po EA czegoś innego - ale spoko, niech młodzież ;) tez ma coś od życia. Lepsze to niż Manhunt
cute, spooky, geeky, studious, fun, oraz tasty.
miły, straszny, maniakalny, naukowy, zabawny, smakowity? ;)
Z niecierpliwością czekam na Gray Matter, bo Gabriela Knighta (jedynkę) ukończyłem czterokrotnie. Mniazga. Blodynka mnie nie interesuje, ale dobrze, że przygodówki nadal żyją.
Blazkowicz
Szkoda tylko, że gry nie zrobi Sierra, ale może to i lepiej, bo wtedy chyba umarłbym ze szczęścia...
Nic nie tracisz, tamta Sierra już dawno umarła.
Bardzo sympatyczna dziewczyna. :)
A głos lektora z offu brzmi, jakby czytał bajkę na dobranoc.
Mam skrytą nadzieję, że będziemy mogli skopać dupska Szwedom, Prusakom, Habsburgom i Ruskim - z przyjemnością to zrobię. A Chmielnickiego nadziać na pal, zanim piśnie słówko.Tylko od którego roku zacznie się cała impreza? Bo jak powiedzmy od 1760, to raczej nie będziemy mieli dużo czasu na reformę. ;) Pierwsze co, to trzeba utemperować, Rzewuskich, Radziwiłów i innych Branickich. Pierwsza konstytucja świata? Jak najbardziej. Jak to miło być mądrzejszym o te kilkaset lat. ;(
Co do walki morskiej - pewnie trochę pozżynają z piracko-morskich produkcji, których ukazał się sporo - i nie mam tu na myśli Piratów, bo Ci stawiają na zręcznościowy FUN (Sid ma obsesję na punkcie fanu).
Ja raczej na to bym nie liczył, bo konsole są od akcji właśnie, a reszta to kwiatek do kożucha. Wszelkie strategie muszą być bardziej lub mniej uproszczone - jak by powiedzieli marketingowcy zdynamizowane - żeby im się zwróciły chociaż koszta, a te zapewne będą niemałe, bo produkcja większości tytułów na konsole jest drogie. Ja im życzę jak najlepiej z tym tytułem - to szansa, żeby wstrzyknąć w naszą imprezę świeżą krew. Nie od razu Rzym zbudowano - powinno coś z tego wykiełkować. Mój braciak ma Iksa i u niego czasem gram sobie w Lego Star Wars II albo w DiRT - i na tym wolałbym poprzestać, bo w innych gatunkach pady się nie sprawdzają...
globbi
>> to będzie gówno a nie gra dla wszystkich, którzy mają doświadczenie w poprzednich częściach civki. Jak w takim razie może to być gra dla każdego?
Istotą tej gry jest dostępność dla ludu, a nie dla wyjadaczy - to gra dla tych, którzy tylko wiedzą, ze strategie istnieją. Poza tym gracie w cIV na PC - skoro tak, to po co konsola? Chyba że zagrać w autobusie na PSP/NDS - tylko że to nie są platformy przeznaczone dla harcore'owców (strategów, taktyków, symulotników, FPS-owców itd.). To podstawowe założenie - dlatego konsole nie są w stanie w tej chwili zastąpić PC, co wielu od lat wieszczy.
Jeśli laicy zaczną od tego i im się spodoba, to całkiem możliwe, że będą szukać głębiej, a kto wie, może część łyknie bakcyla?
Tołstoj
Byłem wielce ciekaw jak wyglądać będzie konsolowa Civilisation. I jestem zawiedziony. Cywilizacja IV jest grą genialną, a jej konsolowy odpowiednik zatraca większość cech, które decydują o miodności tej gry. Zostanę przy Civ IV. A jak pomyślę, ze mogło być tak pięknie...
Nie rozumiesz, oni wcale nie chcą, abyś się przesiadał. :) Jest napisane, że to gra na konsole, a nie na PC.
PC = fani, konsole = reszta. Xbox, PS3, Wii mają swoją własną specyfikę - jak Waszym zdaniem gra miałaby wyglądać? Gramy 20-30 godzin jedną rozgrywkę? Yeah, right... Chodzi przecież o rozpropagowanie marki i FUN (Sid ma obsesję na punkcie fanu). I po wtóre, nie sądzę, aby coś podobnego powstało na PC na miejsce NASZEJ wersji - z bardzo prostego powodu: koneserzy by ich zjedli żywcem, a wcześniej spalili domostwa i wybili rodziny do trzeciego stopnia pokrewieństwa.
Super, czekam na tę grę. Ale pewnie będzie mocno pamięciożerna - dobrze że mam 2 GB. ;)
Chciałbym zwrócić uwagę autorowi na nieścisłość:
Schafer był "jedynie" programistą w zespołach tworzącym Full Throttle i pierwszą część Monkey Island - ta ostatnia to przede wszystkim dziecko Rona Gilberta. :)
Dzieckiem Tima jest genialne Grim Fandango, ale też i Day of The Tentacle.
Cieszę się, bo może to sprawić, że w Ciwkę (i w ogóle w strategie) zacznie grać więcej ludzi. That's very good. :)
thenaturat ---> Civ IV + 2 dodatki = mało?
Maev, zgadzam sie - gra wyglada na strasznie przesłodzoną! Słodką aż do wyrzygania. Możliwe, że w ten sposób chcą przyciągnąć publiczność The Sims - jakby nie patrzeć ta gra ma wiele wspólnego z Cywilizacją i to jest Spore'y plus - jeśli dzięki temu tytułowi choćby jedna na 10 osób zainteresuje się innymi strategiami, to będzie wspaniale.
Jest też postęp w wizerunku, bo nie widać jej stringów. ;)
A co do wirtualnych lasek to zawsze mnie drażniła ta hipokryzja - kobieta ma wielkie cycki, ale chyba z kamienia, bo non stop biega, ale te jej nawet nie drgną (widziałem wyjątek w Pirates). Rzecz jasna obowiązkowe są kuse koszulki na Syberii - rzecz jasna żadnej reakcji na zimno...
Gry i muzyka? Też nie wygląda to zbyt ciekawie.
Chwilę się nad tym zastanawiałem i doprawdy nie wiem, co autor miał na myśli - czy ściszył muzykę czy w ogóle ją wyłączył...
Soundracki pełnią zwyczajowo rolę nieinwazyjnego tła, które – czy lepsze, czy gorsze – pozostaje jedynie dodatkiem.
Hmm, no to ja akurat muszę być inny, bo zawsze zwracam uwagę na muzę w grach i co więcej pamiętam ją dość dokładnie - może też dlatego, że mam trochę mp3 tego typu. Ergo, dla mnie muzyka w grach nie jest tylko dodatkiem - ona często tworzy klimat! Czym byłby np. Medal of Honor: AA / PA bez muzyki Michaela Giacchino i Christophera Lenertza? Czym byłaby Monkey Island bez muzy Michaela Landa? Czym byłby Grim Fandango bez kompozycji Peter McConnella? Albo Full Throttle bez muzy The Gone Jackals? Śmiem twierdzić, że zupelnie różnymi jakościowo grami.
Zresztą, identycznie można powiedzieć o filmach, tylko że tam jakoś nikt nie kwestionuje jej artyzmu - a tu wstep wyraźnie sugeruje, że muza jest właściwie tylko po to, żeby nie było tylko szczęku oręża i nerwowego bełkotu żołnierzy.
Dodatki do Simsów trudno poddać obiektywnej ocenie.
A jest w ogóle coś takiego jak obiektywna ocena?
Jak dla mnie powinni w ogóle wymyślić coś nowego - mam nadzieję, że Spore zrobi furorę.
Will Wright wymyślił też wiele innych gier np. SimCity, która stała się początkiem gier typu konstruktor miast i zalążkiem tycoonów, które zapoczątkował Sid Meier w Railroad Tycoon. Oprócz tego SimTower, SimAnt, SimFarm, SimCopter etc. To jeden z najbardziej oryginalnych twórców - The Sims to moim skromnym zdaniem również jeden z najbardziej oryginalnych pomysłów (inna sprawa, że EA doi go nieustająco, co zniechęca graczy-macho;)) doskonale zrealizowanych zresztą. Mam nadzieję, że Spore będzie przynajmniej równie dobry, bo zapowiada się, że to będzie taka skondensowana Civka na wesoło. :)
Triber, Bardzo miło wspominam Hand of Fate, zaś Gabriela jedynkę przechodziłem 4 razy, o to dla mnie pozycja kultowa. :)
Deepdelver, Twoim zdaniem mozna konkurowac tylko pod wzgledem liczby, a nie jakosci? Jak się robi grę na wysokim poziomie, która odnosi sukces, to nie jest się konkurentem firmy, która wypuszcza 5x więcej gier bardzo różnej jakości?
> Co stworzyło LucasArts? SCUMMA?
Między innymi - zreszta, czy stworzenie przelomowego interfejsu to mało? LA zrobiła tez gry, które są ponadczasowe i nigdy się nie zestarzeją. Weszły do kanonu po prostu. Sierra weszła do kanonu, bo zaczęła robić przygodówki graficzne, a co poza tym? Szczerze, z ich przygodówek najbardziej lubię Gabriela i kilka przygód Larry'ego, i to tyle. A LucasArts? Praktycznie lubię większość ich przygodówek.
> Oczywiście, że kontynuowano popularne serie, nie zabija się kury znoszącej złote jajka (to robiła tylko LA).
Teraz ani jedna, ani druga nie produkuje przygodówek, więc ani jedna, ani druga nie zażyna przygodowych kur. A jednak tylko LucasArts pozostało niezależne - Star Wars dały Lucasowi ten komfort, że LA i inne jego "fabryki" stawarsową kurę będą mogły eksploatować jeszcze dlugo po jego śmierci. Więc co do kury - to żaden powód, by się tym chwalić - a wspomniałeś o tym tak, jakby to był ich wspanialy wkład w branżę - owszem, był, ale czy wspaniały? Jak napisałem w pierwszym komentarzu, dziś LA powinno sobie zmienić nazwę z "LucasArts Entertainment Company" na "LucasArts Star Wars Company". Oryginalność i innowacyjność dla mnie bardziej się liczą niż produkcja wielu gier i utrzymywanie wysokiego, pożal się Boże, poziomu King's Questów... Masz dość osobliwy pogląd, bo większość znających temat narzekało na jakość i masowość gier Sierry, która w pewnym momencie zaczęła zjadać własny ogon. Mnie przygodówki LA bardzo się podobają, bo mają unikalny klimat, a Sierra mnie oprócz Gabriela i Larry'ego (i to też nie wszystkich Larrych) niczym nie porwała.
> Kontynuacje Sama i Maxa czy Full Throttle nawet w oczach samego LA okazały się za słabe by je wydać
A skąd masz to info? O ile pamiętam, LA nie podało żadnego wyjaśnienia odnośnie zamknięcia tych projektów.
> No i Sierra miała ofertę dla każdego fana przygodówek
No i co z tego?
Phantasmagorię pamiętam, bo to był film na 7 plytach o bardzo średniej jakości (aktorstwa i scenariusza, za to z niezłą muzą).
> LA jechało cały czas na licencjach filmowych
Teraz już właściwie tylko na tym jedzie. Inna sprawa, że wiele Star Warsowych tytułów to świetne gry. Tak czy siak zamknęli się w tym gettcie.
> albo klimatach "wacky", wszelkie odstępstwa od tej reguły kończyły się mniejszą lub większą klęską (Full Throttle, The Dig).
Mnie Full Throttle się bardzo podobał. Widac jestem inny.
> Nie przesadzajcie, Outlaws w gruncie rzeczy było marniutkie - archaiczne i bardzo mało grywalne.
Mnie się podobało, pomijając sprite'owe animacje.
> Nie przesadzałbym też z tą świeżością cyklu Monkey Island. Jasne, to świetne gry, ale Guybrush to tylko piracka inkarnacja Rogera Wilco, a fabuła cyklu wałkowana na okrągło nudzi się po trzeciej części. Ciągle te same twarze, żarty, miejsca. To bardziej telenowela niż przygoda.
A to dobre. Rogera Wilco powiadasz... To tak samo jakbyś twierdził, że LucasArts zżynało od Sierry, swojego największego w tym czasie konkurenta. To nie Wilco był inspiracją dla Rona Gilberta, który Guybrusha wymyślił, a postacie z "Piratów Karaibów" (część Disneylandu), co zresztą sam przyznał w wywiadze. Jestem też skłonny twierdzić, że to Sierra i jej Questy maszynowo schodziły z taśmy - Space Quest, King Quest, Police Quest, Quest fo Glory, Larry etc. a każda minimum po 4 części... Zgadzam się, że czwórka MI była odrobinę inna niż pozostałe części - ale to nie oznacza, że byla nudna. I nie tylko te same twarze, choć analogie są, bo przecież muszą być, skoro to sequel - wolałbyś, aby nie było żadnego nawiązania do poprzedników jak w King's Quest II, gdzie jest wzmianka dopiero w zakończeniu?
> No i w nawale peanów pochwalnych na cześć LA nie zapomnijmy dodać, że np. koncepcja gry jaką oferuje nam silnik GrimE to jedna z najgłupszych rzeczy jakie wymyślono w przygodówkach, skok w tył (połączony z upadkiem na głowę) w porównaniu do SCUMMa.
To fakt, nie było to najszczęśliwsze rozwiazanie. Zastosowano je też w Escape from MI - byłem zniesmaczony, bo po co zmieniać coś, co było znakomite... Ale nie jest tak źle, w końcu prawie identyczne sterowanie było w Alone in The Dark - wprawdzie to survival, ale interfejs prawie ten sam.
> Jak widzę 2,5D połączone ze sterowaniem klawiaturą, to mi się krew ścina w żyłach.
Transfuzję dla tego pana!
hctkko. Wcale nie uważam, że Outlaws było mało grywalne. Mówię, że nie było w pełni 3D, jak napisał autor.
Tekst ciekawy, ale nie udało się uniknąć błędów, również rzeczowych. Kilka uwag:
W końcu moda na retrogranie trwa, również wśród młodzieży.
Skąd ten optymistyczny wniosek? Obecnie gra nowe pokolenie graczy, które na 8-bitowcach i pierwszych pecetach NIGDY nie grało. Mało tego - przypuszczam że nie katowali gier nie obsługujących procesora graficznego. Abandonware'm zajmują się enuzjaści - ci, którzy grali (a jest ich większość) i ci, którzy poszukują, a nie tylko czekają na nowe produkcje.
Druga rzecz - SCUMM to także rewolucyjny interfejs point and click zaimplementowany w Maniac Mansion. Przygodówki pod względem interfejsu można podzielić na dwa okresy - przed SCUMM-em i po nim. Sierra On-Line - największy rywal Lucasfilm Games (jeszcze wtedy) - wprowadził interfejs tego typu dopiero DWA lata później, a przez ten czas gracze musieli nadal wklepywać komendy. Ewolucja interfejsu P'n'C to stopniowe ograniczanie liczby komend, potem zastepowanie je ikonami (to właśnie zapoczątkowała Sierra, a pierwsza gra tego typu z LucasArts to Sam & Max: Hit The Road), potem wprowadzanie systemu zmieniający kursor na przedmiocie/miejscu, na którym można zadziałać. Trzeba też zaznaczyć, że Lucasfilm Games od samego początku starało się oszczędzić graczom frustracji związanej z polowaniem na piksele (pixel hunting) - po najechaniu kursorem na miejsce interakcji, pojawiał się napis na pasku interfejsu np. DOOR itd. Sierra katowała tym graczy jeszcze przez 6 lat (liczę od czasu wydania Maniac Mansion w 1987 przez LFG do Gabriela Knighta w 93, który był chyba ostatnią grą tego typu od Sierry - kto szukał łuski nad jeziorem, ten wie, o co chodzi). LucasArts produkowała też przygodówki przyjazne - bohater nie ginął co chwila jak grach swego największego konkurenta - zostało to doskonale sparodiowane w Secret of Monkey Island, gdy Guybrush przypadkowo spada ze szczytu góry (jest też fajny moment w bobliotece w Monkey Island 2, gdzie Guybrush znajduje książkę pt. "Majesty Sierras" - komentuje to "I think not!";D) Nawet jeśli bohater mógł zginąć (np. w Full Throttle) gra powtarzała samoczynnie sekwencję od momentu, gdy dawało się jeszcze zmienić bieg wydarzeń. i to bez save'ów.
Warto jeszcze dodać kilka drobiazgów - Dark Forces wprowadzało również inne novum, a mianowicie granaty, dodatkowy ekwpiunek typu noktowizor, maska pgaz, raki. Poziomy były naprawdę ogromne i to na otwartej przestrzeni.
iMUSE - ten system również zmieniał muzę w zależności od sytuacji, co doskonale slychać w DF właśnie.
Outlaw - niezwykle klimatyczny, westernowy shooter poza dokonałą muzyką, świetnymi poziomami, miał też BITMAPOWE postacie. Rok po wypuszczeniu Quake'a byl to krok wstecz.
Indiana Jones and the Fate of Atlantis - też miał dwa różne zakończenia, o ile pamiętam.
Shadows of The Empire było jako pierwsze wypuszczone na Nintendo 64 - często było sprzedawane wraz z konsolą (na zmianę z Mario 64). Dopiero później wyszła konwersja na peceta - kilka poziomów to prawie Dark Forces.
Rebel Assault II - ta gra była zręcznościówką, ale miejscami joystick był absolutnie niezbędny np. gdy uciekało się szybem kopalnianym YT-1300 (czyli odpowiednikiem Sokoła). Myszką można się było zarżnąć. :D
Grim Fandango - jedna z najlepszych, najoryginalniejszych przygodówek w historii!
Star Wars Galaxies - mój kumpel, wielki fan tej gry, uważał, że jest to najlepszy MMO, jaki powstał. I to nie tylko dlatego, że kocha SW. Bo była tam doskonała ekonomia, system profesji, wielka swoboda, możliwość latania TIE Fighterem (jest imperialem!;)) itd. Niestety, SWG był najlepszym MOO. LucasArts (a najprawdopodobniej SonyOnline - ich partner) wprowadził zmiany, które zrobiły z tej gry zręcznościówkę, w której każdy mógł zapie...ć z mieczem świetlnym. Przedtem na 200 tysięcy graczy było może dwóch dżedajów... Teraz każdy może, bez żadnego wysiłku. Całkowicie wywrócili też do góry nogami system profesji postaci i upgrade'ów, co spowodowało, że ekonomia gry runęła. Runęła też popularność tej gry, bo gracze po prostu tego nie znieśli i odeszli. Mimo wielkich promocji nic już nie jest w stanie tej grze pomóc.
I na koniec refleksja ogólna - dziś LucasArts powinno umieścić w nazwie frazę "The Star Wars Company". W zasadzie 80% ich produkcji to gry gwiezdnwojenne - jestem fanem SW, ale patrząc wstecz, na wspaniałe dokonania tej firmy, ogarnia mnie smutek, że działa tu czysty marketing, kalkulacja, minimalna inwencja - lepiej stworzyć sequel/prequel niż nowy, oryginalny scenariusz.
Pozdro
Owszem, jest w tym coś - zlewanie sprawy wychowania przez rodziców. "Kupmy komputer, załatwmy neo i da nam święty spokój".
Oznaczenia są dla rodziców i to oni są odpowiedzialni za to, czy Manhunt będzie (ewentualnie) nomen omen katowany przez ich pociechy.
Jak dla mnie cała ta "fabuła" Manhunta, to zwyczajne wciskanie kitu tak konsumentom, jak i opinii publicznej. Ta gra jest obliczona na sadystyczne zabijanie, a reszta to kwiatek do kożucha - w rezultacie ma się to przełożyć na zysk i kontrowersje - nieważne, co mówią, ważne by mówili. Tyle że Rockstar na własne życzenie i to po raz drugi pobudza niektórych ludzi do zdecydowanych działań zmierzających do zbanowania sprzedaży (najwyraźniej nie tylko Polak mądry po szkodzie :D). Krótko mówiąc - wszystkie argumenty mówiące o głębokości tego tytułu to śmiech na sali. Poza tym kategorie wiekowe wymyślono dla rodziców, by wiedzieli, co w grze jest. PEGI jak i ESRB opisują dodatkowo zawartość (np. czy są bluzgi, odsłonięte piersiaki itd.).
Garść twardych danych z USA, (źr. Entertainment Software Association, 2006):
średni wiek gracza: 33 lata
średni wiek kupującego grę: 40 lat
gry kupowane przez dorosłych: 88%
odsetek rodziców monitorujących w co grają ich dzieci: 89%
Proporcje kategorii wiekowych gier sprzedawanych w 2005 roku:
49% - "Dla wszystkich" (E)
4% - "Dla wszystkich powyzej 10" (E10+)
32% - "Nastolatki (T)
15% - "Dorośli" (M)
A teraz Polska (dane podaję za International Software Federation of Europe z 2007 r.):
48% - taki odsetek graczy słyszał o kategoryzacji gier
23% - nie słyszał w ogóle
29% - nie wie/nie jest pewny
W Europie 6 na 10 osób slyszało o kategoryzacji, a 2 nie słyszały w ogóle. Największa świadomość kategoryzacji i opisu zawartość jest w Wielkiej Brytanii - 81%. Najmniejsza w Niemczech, Czechach i Polsce.
O PEGI wie tylko 27% graczy w Polsce, a Wlk. Brytanii - 43%. Najmniejsze wskaźniki notują Niemcy (16%) i Czechy (17%).
W Polsce symbole PEGI widziało i/lub kojarzy 95% graczy, a tylko 3% nie widziało wcale. Dołują Niemcy (87%) i Czesi (85%). W Europie średnia znajomości symboli PEGI wynosi 94%.
===
Użyteczność symbolu kategorii wiekowej PEGI przy zakupie gry wg respondentów:
Polska (w nawiasie średnia europejska):
8% (11) - niezwykle przydatna
33% (23) - bardzo przydatna
33% (31) - przydatna
17% (22) - raczej nie przydatna
9% (13) - w ogóle nie przydatna
Te wskaźniki najwyższe są we Włoszech. Najmniej przydatne w Szwecji, Norwegii, Czechach i na Łotwie.
---
Użyteczność symbolu kategorii wiekowej PEGI przy zakupie wg grup wiekowych graczy (średnia europejska):
30-39 lat / 16-19 lat
18% / 6% - niezwykle przydatna
31% / 14% - bardzo przydatna
31% / 31% - przydatna
14% / 31% - raczej nie przydatna
7% / 18% - w ogóle nie przydatna
Użyteczność jw. dla rodziców:
17% - niezwykle przydatna
33% - bardzo przydatna
29% - przydatna
13% - raczej nie przydatna
8% - w ogóle nie przydatna
---
W Niemczech istnieje jednak ministerstwo, które zajmuje się "ochroną niepełnoletnich przed szkodliwymi treściami". Istnienie tej instytucji jest krytykowane przez wiele osób, zwłaszcza że dochodzi do tak kuriozalnych sytuacji jak dodanie do indeksu (coś ala inkwizycja) gier pokroju River Raid - stosunkowo niedawno został stamtąd wypisany.
Krótko mówiąc - moje zdanie jest takie:
informacja o kategorii, opisywanie zawartości gier - TAK, cenzura i zakazy urzędowe - NIE!
> dawiiid
Pisałem o pierwszej części, w którą grałem łącznie ok. 10-15 godzin. Z opisów wynika że idea drugiej części jest taka sama. W tej grze fabuła jest szczątkowa i jest tylko żałosnym pretekstem, który ma uzasadniać ekstremalną brualność i sadyzm. BloodRayne Manhuntowi nie sięga do kolan, choć jest w niej b. dużo przemocy i krwi, tyle że dużo lepiej ubranej fabularnie i uzasadnionej - bohaterka jest półwampirką w końcu.
> peners:
Pierwsza część elegancka? Co w takim razie powiesz o fraku?
Moim zdaniem ta gra jest chora. Pytam się, PO CO pokazywać śmierć człowieka w worku założonym na głowę? PO CO pokazywać odcinanie przeciwnikowi głowy drutem kolczastym? PO CO wykłuwanie oczu nożem? PO CO punktować przeokrutne tortury? Sorry, ale dla mnie Doom przy Manhuncie jest tylko poobiednią drzemką. Rockstar, zapewne w pogoni za kasiorą, przeliczył się, bo daje argumenty wszelkim obrońcom moralności. Twórcy sami sobie (ale też przy okazji branży i nam) kręcą bicz! Owszem, będzie głośno - niestety, ta gra nie dość że jest chora, to jest po prostu beznadziejna - zabijanie to jedyny jej cel, a cała reszta (np. mapy, mechanika) i pożal się Boże, fabuła, to tylko marne tłumaczenie twórców - wszystko ma uzasadniać wyrafinowane mordowanie. Ocena +18 jest jak najbardziej uzasadniona. Nigdy nie pozwoliłbym swojemu niepełnoletniemu synowi grać w Manhunta.
Tym niemniej jestem przeciwko jakimkolwiek działaniom ograniczającym jej dostępność na rynku. Demokracja to taki ustrój, gdzie panuje wolność słowa. To z kolei oznacza brak cenzury, a co za tym idzie możliwość dystrybucji takich tytułów jak "Urodzeni mordercy" (film), "American Psycho" (książka) czy Manhunt. W Niemczech istnieje specjalny indeks przygotowywany przez ministerstwo ds. mediów szkodliwych dla młodzieży - wpisywane są gry/filmy/książki/periodyki/nagrania audio szkodliwe dla niepełnoletnich. Powiem tylko, że na tym indeksie przez bardzo długi czas znajdował się River Raid... To co jest potrzebne, to szczegółowa informacja nt. zawartości gier - rodzice muszą wiedzieć co mogą spokojnie instalować pociechy, nie wpływając przy tym destruktywnie na psychikę. Inna sprawa, że PEGI u nas nie jest obowiązkowe, a wszelkie projekty są mniejszą lub większą próbą nakładania cenzury i opodatkowywania biednych polskich wydawców/dytrybutorów (oczywiście biednych w skali całej branży). Projekt ustawy o tzw. Centrum Dobrych Mediów to próba przejęcia politycznej kontroli nad tą częścią mediów - ktoś z PiS-u zauważył, że gry komputerowe to nie tylko walka o rząd dusz (wyborców-lajkoników), ale też i o kasę. Bardzo źle by się stało, gdyby do czegoś takiego doszło.
----
A komentując art w "Dzienniku" - pierwsza część jest w miarę rzetelna, ale końcówka to stek bzdur i przykład nieudolności bądź celowego ataku na branżę.
Światowa opinia publiczna zainteresowała się Manhuntem, gdy 17-letni Warren LeBlanc zabił nożem i młotkiem swojego 14-letniego kolegę, Stefana Pakeeraha. Brytyjski dziennik "The Daily Mail" poświęcił tej sprawie pierwszą stronę z nagłówkiem "PLAYSTATION MORDUJE". Podobnie tytułował też "The Guardian" (morderstwo zainspirowane grą konsolową). Ogólnie historyjkę dziennikarzy można by streścić w trzech punktach:
a. policja zabezpieczyła grę jako dowód
b. Patrick, ojciec zamordowanego chłopca, powiedział: "Sposób, w jaki Warren zabił - tak jak przedstawia to gra - to użycie młotka i noża". Wynikało z tego, że jest wyraźny związek między grą a zbrodnią.
c. matka zamordowanego, Giselle, powiedziała: 'Wydaje mi się, że słyszałam, jak koledzy Warrena mówili, że miał obsesję na punkcie gry". Większość artykułów skwapliwie pomija przedrostek "wydaje mi się". Tylko w jednej lokalnej gazecie "The Leicester Mercury" napisano, że policja uznała, że nie ma związku między grą a zbrodnią.
W nastepnych dniach i tygodniach sprawa była nadal "na ustach" wszystkich mediów, bo sieć Dixons (coś ala Mediamarkt) wycofała grę ze wszystkich swoich marketów,a później gdy Giselle Pakeerah zapowiedziała pozew przeciwko Rockstar. Dla wielu gazet był to swoisty dowód na winę gry, jej moc sprawczą - ergo, wszystko było dla mediów jasne i proste. A policja zabezpieczyła grę w domu ofiary, a nie sprawcy (Warren pożyczył mu ją po prostu). I na koniec trzeba podkreślić najważniejsze: prokuratura i obrońcy zgodnie uznali, że gra nie ma związku ze sprawą jeszcze przed rozpoczęciem procesu.
Media wypaczają / udramtyzowują takie historie z trzech powodów :
a. lenistwo, pośpiech i niedbalstwo,
b. zimna kalkulacja - tragedie dobrze się sprzedają, zwłaszcza tak brutalne i nagłe - a gazeta, serwis informacyjny to nic innego jak produkt,
c. zagrożenie - media takie jak prasa, radio czy TV postrzega gry jako konkurenta - nie tylko darzą je niechęcią, bo ich nie rozumieją, ale też dlatego, że stanowią zagrożenie - pokolenie graczy nieczęsto ogląda TV, a dla reklamodawców nie jest obojętne, kto (i czy) zasiada przed teleodbiornikiem.
Oczywiście powyższe powody mogą występować razem bądź osobno.
Konkludując: media muszą zarabiać, zdobywając zyczliwość i pieniądze reklamodawców - inna sprawa że robią to kosztem taniej sensacji, żerują nie tylko na tragedii, ale też kreują zupełnie inną rzeczywistość - świadomie bądź nie. Dziennikarze często są rozdarci między zasadą mówienia prawdy, a lojalnością wobec redaktorów i wydawców. Gry takie jak Manhunt to woda na młyn nie tylko dla tabloidów. W polsce o grach mówi się rzadko, a jak już to źle. Klimat powoli się zmienia, głównie przez wydarzenia e-sportowe, ale premiera Manhunta potrafi zniweczyć mozolną pracę dystrybutorów i wydawców.
Hmm, polemizowałbym z autorem zapowiedzi w miejscu, w którym twierdzi, że takiej fabuły nigdy nie było. Dokładnie takiej - owszem - ale bezsenność, koszmary, tajemnica snu powiązana ze światem realnym, pisarska działalność głównego bohatera i podział na rozdziały brzmi jak początek gry... Gabriel Knight: Sins of the Fathers
https://www.gry-online.pl/gry/gabriel-knight-the-sins-of-the-fathers/z81c22#pc&PT=1
A więc Gabriel Knight jedzie do Twin Peaks... Czekam z utęsknieniem. :))