Zadania poboczne powinny być bardziej unikalne i mniej powtarzalne, bo np. szablon, że znajdujemy jakiś pamiętnik itp (gdzie już nawet byle świniopas rozpisuje się jak to ukrył skarby w kupie gnoju) był do tego stopnia wyeksploatowany, że przy piętnastym znalezionym tego typu liściku z kolejną gównohistoryjką już nawet nie chciało się tego czytać, tylko szło się automatycznie po zmysłach, aby tylko odhaczyć zadanie.
zaprzęgli do pracy sztuczną inteligencję która analizuje wszelkie ruchy graczy po stronie serwera gry i wykrywa wszelkie odstępstwa od normy np. super precyzja strzałów, albo nietypowe przemieszczanie się po mapie w stosunku do innych graczy.
Ciekawe jaki w takim razie ma to odsetek false positive.
To zdanie przekreśla praktycznie całą grę. Nie ma sensu nawet jej odpalać bo już wszystko wiemy. To będzie crap.
Ludzie, skąd się biorą tacy malkontenci? Niedługo to nawet krój użytej czcionki w menu będzie przekreślał wszystko.
A co do malkontentów, to największymi malkontentami to akurat są tacy hipokryci skupiający się głównie na narzekaniu na to, że inni narzekają (coś tam sobie krytykując między sobą). Nie wnoszą oni w ten sposób nic do dyskusji (w przeciwieństwie do tych krytykujących), poza tanią próbą połechtania swojego ego, jacy to oni nie są ponad tymi wszystkimi malkontentami/hejterami/fanbojami/itd, bo im to się tam zawsze wszystko podoba.
Prawda jest taka, że jak chcesz dobrej gry to trzeba narzekać inaczej dostaniesz jakąś kupę co najwyżej. Zawsze należy zwracać uwagę twórcom i wytykać im błędy czy niedoróbki. Jeżeli nie będziemy tego robić, a cymbały będą kupować każdy syf to branża będzie skończona.
To podstawowe prawidło, że doskonalenie bierze się z brania najdrobniejszej krytyki na klatę, a nie wysłuchiwania pochwał za byle co.
Niestety niektórzy tego nie rozumieją i boją się wyrazić jakiekolwiek niezadowolenie, żeby nie zyskać przy tym jakiejś łatki (np. hejtera, czy jak w tym przypadku dadgamera), więc kadzą twórcom za byle szajs, a potem jeszcze potrafią za to zapłacić. Nawet mało tego, bo próbują jeszcze walczyć z wyrazami niezadowolenia u innych, nieudolnie deprecjonując jakąkolwiek krytykę.
Osoby takie stanowią odpowiednik tzw. spermiarzy z rynku matrymonialnego, którzy myślą, że jak będą kadzić kobietom na każdym kroku, czy nawet płacić im (fundując darmowe obiady, wpłacając na onlyfans itd.), to te finalnie to decenią i się im oddadzą. Tymczasem jedyne co taki ktoś osiąga, to strata pieniędzy i resztek godności, a przy okazji psuje tylko rynek matrymonialny, windując swoją atencją ego przeciętnych, czy nawet brzydkich kobiet do niebotycznych rozmiarów. Analogicznie sprawa wygląda jeśli chodzi niszczenie rynku gier i producentów słabych i brzydkich tytułów, które nadal znajdują jakichś nabywców i gorliwych obrońców w sieci.
Tak że jak widzisz komentarz w stylu Croda (czy innych jemu podobnych osobników), to wiedz, że pisał go ktoś, kto na rynku gier stanowi odpowiednik 1:1 gościa z rynku matrymonialnego, który wszędzie (od reklam na FB z kawałkiem kobiety, przez filmiki na YT, po profile pseudomodelek na IG) wypisuje komentarze w stylu "hej, jesteś piękna", "śliczne stópki :*", "ale się tutaj zbiorowisko inceli zrobiło", "mmmm cycunie" itp.
Co gorsza, jest to równie szkodliwy odpowiednik. Przydałby się więc jakiś zbiorczy termin na określenie takich osobników na rynku gier, co by ułatwić piętnowanie takich destrukcyjnych zachowań, bo samo zjawisko niestety jest dość powszechne (szczególnie na reddicie) i nawet tutaj takich Crodów itp nie brakuje.
Trzymam mocno kciuki za porażkę tego tytułu.
Jedynki i tak się już nie uratuje, bo nikt nie będzie robił drugiego remake'a tego samego, tylko dlatego, że pierwszy się nie spodobał fanom (czy w ogóle graczom), ale jakby ten kupsztal od Alkimii okazał się porażką sprzedażową na miarę Elex 2 to przynajmniej nie w głowie im będzie tykanie dwójki.
Alkimia odeszłaby wtedy tam gdzie jej miejsce, czyli na śmietnik historii, THQ zostałoby zaś z marką, z którą nie wiedziałoby co zrobić. Może zleciłoby jakiemuś lepszemu studiu kontynuację, może całkiem sprzedałoby prawa do marki, nie wiadomo. W każdym bądź razie byłaby szansa, że seria trafi pod dobre skrzydła, czego efektem mógłby być jakiś porządny remake dwójki za parę lat i gdyby taki projekt odniósł wtedy sukces (tzw. Gothic Remake byłby dobrym przykładem czego przy tym nie robić) to możliwe, że na fali takiego sukcesu jego twórcy cofnęliby się też potem do jedynki i odtworzyli ją w ten sam sposób co swoją, udaną dwójkę (biorąc pod uwagę, że do tego czasu to sam Gothic Remake wymagałby remake'u), uznając, że grzech nie skorzystać z okazji na łatwy pieniądz, mając już tyle gotowego contentu.
W ten sposób jednak doczekalibyśmy się po wielu latach i wyboistej drodze godnego odświeżenia pierwotnej sagi, zaś obecny Gothic Remake po prostu odszedłby w zapomnienie, zajmując miejsce gdzieś obok Arcanii na marginesie serii.
To najbardziej optymistyczny scenariusz. Najgroszy (a zarazem najbardziej prawdopodobny) jest natomiast taki, że Gothic Remake okaże się może i miernym średniakiem dla nikogo, ale sprzedaż nie będzie na tyle katastrofalna by zamykać Alkimię, tylko dostanie ona drugą szansę żeby się poprawić i zrobić (tym razem dobrze) remake dwójki, po czym ci partacze zrobią jeszcze większe guano, nadal nie rozumiejąc przyczyn ani fenomenu serii, ani porażki swojego pierwszego projektu. Wtedy seria byłaby już na dobre pogrzebana.
Coś jak z Elexami, gdzie już przy jedynce było widać, że to nie prawa się udać, ale potrzeba było katastrofy w postaci dwójki by dali sobie z tym spokój (a przed jej premierą były już przecież bajania i o trzeciej części).
Dlatego dobrze patrzeć, że odbiór tego co do tej pory pokazano wygląda jak w komentarzach wyżej. Daje to nadzieję na równie kiepski odbiór na premierę. Wiadomo, że lepiej byłoby od razu dostać porządny Remake już teraz, no ale po samym demie było już wiadomo, że to nie ma prawa się udać z tym studiem w roli producenta i tylko naiwni cope'iarze forsowali wydanie byle szajsu, aby tylko ze znaczkiem Gothic.
Na tym samym kanale jest też filmik ze wszystkimi cutscenkami z gry i trwa on 5,5 h, co oznacza, że sam czysty gameplay w tej grze trwa zawrotne 3 h XD
Ogólnie podoba mi się sama koncepcja tej gry itd, no ale z długością rozgrywki to twórcy grubo polecieli po linii najmniejszego oporu.
Dwa posty wyżej masz chociażby kolegę
Od siebie mogę dodać sytuację z własnej autopsji, kiedy to miałem trochę wolnego czasu wieczorem i chciałem odpalic jakiś tytuł, ale że byłem wylogowany to trzeba było się zalogować, a że dawno tego nie robiłem, to Steam chciał zweryfikować logowanie na "nowym" urządzeniu, wysyłając kod na maila. Wszystko pięknie, tylko kod nie przychodził (chociaż na ogół nie było z tym problemów), mimo ponawiania prób. Po wygoglowaniu okazało się, że czasem po prostu tak się dzieje (a że nie jest to bardzo częste, to Valve nic z tym od lat nie robi) i nie tylko ja trafiłem na ten problem, zaś rozwiązaniem miało być zwyczajnie długo poczekać. Faktycznie sprawdziło się, bo następnego dnia rano miałem już kod na mailu i mogłem się w końcu zalogować, ale poprzedniego wieczoru, mimo chęci, nie mogłem odpalić gry za którą zapłaciłem, a wolny czas musiałem spędzić w inny sposób.
W tym samym czasie, będąc piratem mógłbym sobie bez problemów odpalić co i kiedy bym chciał. Czyż to nie zachęta?
nie jest to rozwiązanie antypirackie i nawet sama firma przyznaje, iż jest dość łatwe do usunięcia..
Istnieje więc tylko po to, aby uprzykrzać życie uczciwym graczom.
Skoro nawet Valve przyznaje, że pirat i tak może sobie szybko ogarnąć wersję bez tego dobrodziejstwa, scrackowaną w godzinę od premiery (albo nawet przed), to już dawno Steam powienien wywalić ten reliktowy DRM i wprowadzić coś w stylu GOGa.
Skyrim, Kingdom Come czy nawet Cyberpunk to świetne RPG z widokiem z FPP, więc nie przekreślaj gry na starcie tylko dlatego, że ma taka a nie inną kamerę.
Ale na pokazie, w trakcie pogadanki po trailerze, typiara od twórców mówiła, że gra będzie w FPP.
Szkoda tylko, że te DLC są tak miernej jakości i że nie przenieśli trybu potyczki z Krzyżowca. Byłoby lepiej i więcej graczy by zostawało na dłużej przy tym tytule. A tak, to nowa treść albo słaba, albo brak i tyle że podstawy z oryginału nie popsuli, a że broni się ona po dziś dzień, to i sprzedaż nadal przyzwoita.
Brzydsze to to niż oryginał sprzed 20 lat... Ale może chociaż rozgrywką trochę nadrobi. Warto obserwować.
Grę odkryłem raptem kilka lat temu, a więc jakieś dwie dekady od premiery, a i tak bawiłem się lepiej niż we współczesnych H&S. Wcześniej nawet nie wiedziałem o jej istnieniu, więc nie ma mowy o żadnej nostalgii itd. Po prostu gry z tamtej epoki mają w sobie coś wciągającego, czego współczesnym grom brakuje i nie ważne czy ogrywaliśmy je pierwszy raz za młodu, czy dzisiaj.
cukerkowego
No akurat stylistycznie to DOS3 reprezentuje tę samą cukierkową kupę z kanonu plastikowego, kolorowego fantasy dla 12-latków co i Wokeguard.
nic od siebie nie dodali
Edit: ktoś tu walczy o złotą łopatę...
katany, shurikeny, włócznie yari czy karabiny arkebuzowe
Dobrze, że nie "miecze katanowe"...
Chyba najgorszy koncept do tej pory. Wygląda jak sztampowy potworek z pierwszego lepszego zachodniego RPGa.

Tak gadacie, bo zazdrościcie, że ja już sobie pogram, a wy będziecie musieli jeszcze co najmniej dwa lata czekać. Nawet mi was nie żal. Nara frajerzy.
mamy tą cała otoczkę influanserstwa. Dobrze to nie wróży.
Tutaj zgoda. Dlatego mam (zapewne złudną) nadzieję, że w GTA VI będzie mimo wszystko więcej z klasyki niż z takich współczesnych tworów.
Z tego pewnie wcale. Jeśli już to z klasyki, tj. Bonnie i Clyde, ewentualnie jakiś późniejszych filmów jadących na podobnym motywie, typu Urodzeni Mordercy itp.
Takich współczesnych, niskobudżetowych popłuczyn jak to co podlinkowałeś to pewnie nikt tam nawet nie kojarzy, szczególnie że to to wyszło już w trakcie produkcji GTA VI.
Jak na 12 lat przerwy od premiery piątki to taki sobie ten postęp. Przez 12 lat do 2013 roku to wyszły wszystkie trójwymiarowe części GTA.
Jak szukacie czegoś na artykuł z "diablo" w nagłówku pod kliki, to lepiej napiszcie coś podobnego o Throne of Darkness, również bardzo zapomniany tytuł i nawet bardziej podobny do Diablo niż Dungeon Siege. Zestarzało się też dużo lepiej.
Jak lubię Twierdzę, tak mam nadzieję, że gracze zjadą to Definitive Edition w recenzjach za brak trybu potyczki i skończy z oceną mixed przy max 50-60% pozytywnych recenzji na Steam. Twórcy już kiedyś uwalili sobie całą grę (Twierdza 3) brakiem tego trybu i gracze wyraźnie dali im wtedy do zrozumienia, że ten tryb to podstawa w tej serii i bez tego nie ma już co nic wydawać. Jak widać, nic się nie nauczyli, czyli widocznie potrzebują kolejnej klapy i kubła zimnej wody na głowy.
Tym bardziej, że mają to w kodzie, bo przecież Krzyżowiec hula na tym samym silniku (gdyby moderzy mieli dostęp do kodu źródłowego to przeniesienie trybu potyczki byłoby pewnie jednym pierwszych modów do jedynki). Jeszcze to tłumaczenie w którymś Q&A, że mają tylko jednego programistę i ten uznał, że to za dużo roboty. No żenada po prostu.
Szanuję za samo podejście do tematu i realizację jakiejś własnej wizji artystycznej, nawet jeśli sam pomysł na grę już na etapie koncepcji nie zwiastował niczego porywającego pod względem rozgrywki.
Baldur's Gate 3
Nie ma żadnego "Baldur's Gate 3". Jest Divinity: Original Sin 3. "Baldur's Gate 3" wymyśliliście wy - larianiarze.
Lepiej żeby remake w ogóle nie powstał niż żeby powstał jakiś crap (chociażby jak to demo). Wtedy przynajmniej zostaje otwarta furtka i jak nie teraz to np. za 5 lat, ktoś się za to dobrze zabierze. A tak, jak wydadzą jakieś barachło to nie dość, że nikt na tym nie skorzysta to jeszcze zablokują możliwość dla powstania czegoś przyzwoitego w przyszłości (bo przecież nikt nie będzie klepał kilku remake'ów tego samego pod rząd, aż się uda).
Dlatego w takiej sytuacji pożądana jest właśnie jak najostrzejsza krytyka, a wszyscy co nie dość, że starali się na każdym kroku kadzić twórcom (nawet jak sami byli niezbyt zadowoleni) to jeszcze panicznie usiłowali zwalczać taką krytykę ze strony bardziej rozumnych użytkowników (wystarczy sobie przypomnieć masę komentarzy, nawet na GOLu, w stylu: "skończcie już hejtować fanboje, bo jeszcze się twórcy obrażą i anulują projekt i wtedy to dopiero się porobi!!!oneone") to zwyczajne szkodniki, które swoją głupotą szkodzą sobie i reszcie fanów liczących na jakieś godne odświeżenie serii.
Wyrzucenie fundamentalnych założeń pierwotnej koncepcji do kosza i robienie wszystkiego celowo na odwrót, byle by było "coś nowego" to naplucie w twarz dotychczasowym odbiorcom i liczenie, że większość z nich uzna, że deszcz pada, zaś nowy narybek skuszony zmienioną formułą przewyższy liczebnie tych, którzy sobie odpuścili.
Na ogół kończy się to zrażeniem dotychczasowych fanów, bez przyciągnięcia nowych, czyli nie dość, że klapa, to jeszcze wypaczenie dobrej serii i skierowanie jej w ślepy zaułek.
Tym bardziej, że te udane, poprzednie odsłony serii dla takiego "nowego", eksperymentalnego tytułu stanowią tylko przeszkodę i potem obserwujemy fikołki w stylu np. resetowania uniwersum jakimś wielkim kataklizmem (czy inne tego typu naciągane pierdoły), byle się maksymalnie odciąć od balastu w postaci poprzedników i mieć większą swobodę.
Pytanie po co się w ogóle podpinać i nakładać sobie takie ograniczenia? Po znane logo? Czy fakt, że "Tyranny" nie zostało nazywane "Pillars of Eternity II" w czymś mu przeszkodziło? Albo czy eksperymentowi pod tytułem "HoMM 4" takie nazewnictwo coś pomogło? No nie. Jedynie podniosło poprzeczkę... Jak jakiś eksperyment ma być udany to i tak się sprzeda, pod jakim szyldem by go nie wydać. Jak ma się okazać klapą to tak samo.
A wspomniane przez ciebie Assasyny to właśnie przykład takiej wypaczonej serii, która różnymi fikołkami skręciła w całkiem innym kierunku, tyle że tam akurat grupa nowych obiorców przewyższyła starych. Oczywiście ze szkodą dla tych pierwotnych odbiorców, o których to jednak Ubisoft sobie nawet ostanio przypomniał, zauważając po latach, że fani nowych Assasynów to niekoniecznie ten sam zbiór co fani starych Assasynów, stąd to sklecanie pobocznych odsłon serii, reklamowanych jako "powrót do korzeni", aby ponownie zagospodarować i tamtą grupę, zrażonych niegdyś odbiorców.
A wystarczyłoby żeby te nowe, RPGowe Assasyny wyszły pod jakimś nowym szyldem, zamiast dla doraźnych korzyści żerować na znanej marce. Dzisiaj Ubisoft miałby już dwie rozpoznawalne marki i nie musiał siedzieć okrakiem na płocie, równolegle rozwijając jedną serię w całkiem różnych kierunkach. Fani starej formuły dalej mieliby swoją serię (najwyżej z rzadziej wychodzącymi kontynuacjami), a fani nowej oglądaliby tylko inne logo przy wczytywaniu. I wszyscy byliby zadowoleni.
Znowu gra gdzie wojna zaczyna się w 1941 roku i ogranicza się do walk Amerykanów i Sowietów z Niemcami? Jeszcze żeby się chociaż trzymali tych 5 grywalnych frakcji z Assault Squad, a nie taki regres. Po tylu latach to powinien być spory progres w temacie i do grona grywalnych frakcji z AS dorzuceni jeszcze co najmniej Francuzi, Włosi i Chińczycy. Akurat by wtedy pokryli wszystkie większe czy mniejsze, ale jednak mocarstwa tego okresu, dorzucając przy tym parę fajnych teatrów. A tak to kolejny raz to samo, na dodatek w okrojonym wydaniu. Nuda...
Tu nie chodzi o to, kto siedzi jeszcze na HDD, a kto nie, tylko o to że twórcom nie chce się już optymalizować gier do tego stopnia żeby działały znośnie nawet na HDD (czyli szybko na SSD).
Innymi słowy, jak ktoś kiedyś się podniecał, że po przesiadce z HDD na SSD czas ładowania spadł mu np. z 60s na HDD do 8s na SSD, to teraz, w nowych tytułach, znowu będzie miał te 60s, tyle że już na SSD, bo bez konieczności optymalizowania gier pod dużo wolniejsze HDD twórcy będą mogli zwyczajnie kłaść lachę na ten temat, przesuwając sobie "próg akceptowalności" z HDD na SSD.
Parkour w tej serii i tak już od dawna przestał mieć jakieś resztki immersyjności.
Swobodne bieganie po wszelakich przeszkodach jak po łące. Wybijanie się z pełnego zwisu na wyprostowanych rękach o kilka wysokości swojego ciała w górę, tylko po to by się złapać wystającego z gładkiej, otynkowanej ściany kamyczka albo cieniutkiej fugi między cegłami i zaraz bez wysiłku, w biegu powtórzyć cały manewr x razy, aż się tak wejdzie na kilkudziesięciometrowy budynek. A potem równie szybkie zeskakiwanie z tego wysokiego budynku na cienką, luźno przewieszoną pomiędzy budynkami niżej linę, która nawet nie drgnie, zaś bohater ląduje idealnie stopami na tym kawałku sznurka i bez choćby najmniejeszego zachwiania równowagi może sobie dalej swobodnie po nim biec sprintem z całym rynsztunkiem, ot jak gdyby nigdy nic.
I takich przykładów różnych bzdur można mnożyć i mnożyć. Co odsłonę granica absurdu przesuwała się coraz dalej, aż w końcu dotarliśmy już do etapu teleportacji...
Fajny parkour to był w starych Prince of Persia, gdzie bohater przechodząc po cienkich, wystających gzymskach przytulał się ciałem do ściany i krok za kroczkiem przesuwał dalej, gdzie chodząc po cienkich krawędziach szedł powoli balansując równowagę lewo-prawo (a i tak mógł spaść), gdzie zeskakując na jakieś wiszące liny łapał się ich rękoma i tak też się ich trzymając je potem pokonywał, gdzie wbieganie na gładką ścianę było ograniczone do max kilku metrów, w zależności od rozbiegu itd itp. Ogólnie wszystko było tam zrobione z umiarem i smakiem, wyglądało jakoś tak naturalniej, na tyle realnie by nie psuć immersji, ale też nie czyniąc tempa rozgrywki jakimś nużącym czy za mało dynamicznym.
No ale gdyby teraz dać coś podobnego do nowych Asasynów to współczesne pokolenie graczy, ze swoim ADHD, gdzie wszystko musi pędzić, błyskać, wybuchać i zapewniać stały, nieprzerwany przepływ informacji to by chyba oszalało przy takiej grze.
Pancerze z obozu na bagnie wyszły im ok, te ze starego obozu tak średnio. Chociaż trzeba przyznać, że przy tym najcięższym pancerzu z SO dość zgrabnie wybrnęli z tą kiczowatą gebą na napierśniku w oryginale.
Bardziej cieszy fakt, że twarz Thorusa jest tutaj zauważalnie wzorowana na oryginale i wyglada na tyle podobnie, że przynajmniej od razu wiadomo o jaką postać chodzi. Daje to nadzieję, że resztę kluczowych postaci też tak odwzorują (z głównym bohaterem na czele).
do zespołu deweloperskiego dołączyła osoba lub kilka osób, które tworzyły Kroniki Myrtany
Filmik w sumie niewiele nowego pokazał. Z plusów widać, że poprawili trochę kolory, chociaż assety nadal wyglądają generycznie. Wciąż nic nie wiadomo na temat najważniejszego, czyli postaci i dialogów. Fabuły może nie będą bardzo zmieniać, to nie ma takich obaw, ale już postacie i dialogi są bardzo zagrożone, biorąc pod uwagę jaką żenadę zaserwowali pod tym względem w Playable Teaser. Jak tego nie poprawią do chociaż przyzwoitego poziomu, to reszta pierdół, jak te na tym filmiku, już nie będzie miała żadnego znaczenia.
GTA 5 i ta trójka bohaterów to popis coraz lepszych umiejętności pisarskich ludzi odpowiedzialnych za ten hit.
Coraz lepszych od? Bo jeśli chodzi o poprzednią część to w GTA V akurat tendencja była raczej spadkowa pod tym względem.
Jeśli grałeś w inną grę Piranii (Gothic/Risen) i Ci się podobała, to Elex też Ci się powinien spodobać.

Ostatnią dobrą grą tego studia, choć mimo zmiany otoczki wielu śmiało się że to kalka g1 i g2 była pierwsza część Risena a przynajmniej do przedostatniego aktu gdzie chyba zabrakło kasy na dokończenie.
Dokładnie. Od bardzo dobrego i udanego Risena 1 z każdą kolejną grą jest niestety tylko coraz gorzej. Elex to już nawet spada poniżej standardowej, minimalnej poprzeczki bo nie dość, że kuleją w nim elementy, które zawsze były słabościami gier PB to jeszcze elementy które zawsze były na co najmniej znośnym poziomie tutaj albo są o klasę niżej (np. dialogi) albo po prostu skopane po całości (np. uniwersum).
Czy chcielibyście, żeby obok AMD i Intela na rynku było jeszcze 20 innych producentów procesorów, (wcale nie typu x86 czy ARM), niekompatybilnych z innymi? Do tego 50 różnych kart graficznych, 100 systemów operacyjnych, a każdy z jakąś grą na wyłączność, która was interesuje. Żeby zagrać w nie wszystkie musielibyście wydać 100 tys. i zagracić sobie pół pokoju elektrobadziewiem. Czy chcielibyście, żeby Google indeksował tylko strony z USA i żeby każdy kraj miał osobną wyszukiwarkę? Konkurencyjnie by było, prawda? Tylko wartość internetu jako źródła informacji by mocno spadła.
Ale komusze bzdury. Tyle samo sensu ma pytanie czy chcielibyśmy w kraju 20 różnych operatorów komórkowych niekompatybilnych z innymi przez co musielibyśmy mieć 20 różnych numerów dla każdego z nich osobny żeby móc dodzwonić się do kogoś kto ma numer akurat u danego operatora. No ale patrz, jakoś mamy tych 20 operatorów komórkowych, konkurujących sobie ze sobą z korzyścią dla klienta i jakoś nikomu to w niczym nie przeszkadza a standaryzcja mimo dużej konkurencji jakoś w pełni występuje. Oczywiście każdy z tych operatorów chciałby być monopolistą mającym wyłączność na tego typu usługi i mogącym dowolnie sobie windować ceny czy warunki korzystania z tych usług, ale nie ma tak kolorowo.
Weźcie jeszcze jedno pod uwagę. Wyścig w dół (w kierunku jak najniższych prowizji dla sklepów), czyli te wojny cenowe sprawią, że sytuacja finansowa tych sklepów będzie zwyczajnie gorsza. Wolniejszy będzie rozwój o nowe funkcje, a wcześniej czy później mogą też zdarzyć się bankructwa, w których przepadną całe biblioteki gier.
Znowu mądrości rodem z ustroju słusznie minionego. To właśnie konkurencja napędza rozwój i ciągłe próby zaoferowania czegoś więcej i taniej niż konkurenci żeby przyciągnąć do siebie większą klientelę zwiększając tym samym własne zyski. To właśnie dzięki konkurencji na rynku telefonii komórkowej mamy wszędzie zasięg i duże prędkości w stosunkowo niskich cenach.
No ale kolega to by zaraz pewnie wolał sytuację jak za starego dobrego ustroju - w stylu tego co mamy nadal za swoją wschodnią granicą tj. jak na Białorusi gdzie niepodzielnie rządzi na tym rynku Bieltelkom, a ceny minuty połączenia czy korzystania z internetu są absurdalnie wysokie.