Zmiana wyglądu jednostek bez konieczności dodatkowej zapłaty? Gracze wspominają dawne czasy i zgadzają się co do tego, że taka swoboda już nie powróci.
Sprzedawanie skórek do postaci czy zawartości dodatkowej jest dzisiaj praktyką na tyle powszechną, że twórcy gier już na etapie projektowania swoich dzieł zakładają dodatkową monetyzację tytułu właśnie w ten sposób. Na pierwszy rzut oka nie ma w tym nic złego - przecież za pracę należy się wynagrodzenie. Co prawda jest to wciąż grząski grunt i niektóre decyzje twórców odbijają się firmie czkawką przez długi czas, jak wtedy, gdy Riot usunął znany graczom system darmowych skrzyń czy wydał mocno średniego season passa.
Niekiedy tak agresywny i nachalny plan sprzedażowy podyktowany jest zasadami narzuconymi firmie z góry, na przykład wysoką ceną licencji na użycie marki. Dlatego też gry spod szyldu Warhammera nie należą do najtańszych, po zsumowaniu ze sobą wszystkich dodatków.
Nowi bohaterowie lub całe frakcje w serii Total War, jak i dodatkowe klasy postaci czy mapy w Vermintidzie są, w moim mniemaniu, akceptowalnymi zagraniami ze strony twórców. Jednak i oni mają na swoim sumieniu dodatek Blood for the Blood God dodający jedynie widok krwi poległych jednostek, jak i dodatkowy poziom trudność w Winds of Magic za niespełna 80 złotych.
Nie zawsze tak jednak było. Wyobrażacie sobie, żeby gracz za podstawową cenę gry był w stanie zmieniać kolor poszczególnych części ekwipunku swoich jednostek tworząc przy tym całe oddziały, których bazowo nie było w grze? I to jeszcze w multiplayerze?!
Grą, o której mowa jest przedstawiciel zakurzonego już trochę gatunku RTS, czyli Dawn of War, który oferował tak swobodną personalizację jednostek za podstawową cenę gry. W specjalnym trybie Army Painter gracz mógł swobodnie zmieniać kolory poszczególnych elementów wyposażenia, tworząc tym samym konkretne oddziały ze świata Warhammer 40k lub autorskie projekty.
Dodając do nich kosmetyczne elementy takie jak logo czy wygląd noszonych sztandarów gra oferowała iście modelarskie doświadczenie, które w dzisiejszej dobie całkowitej monetyzacji tytułów nie miałoby już racji bytu, na co jednogłośnie zwracają uwagę gracze na Reddicie. Zaledwie kilka dni temu rozgorzała tam dyskusja rozpoczęta przez użytkownika Simer731, a komentujący wątek gracze zgadzają się ze sobą.
Ludzie kupują skiny, ponieważ nie mogą personalizować swoich gier ich jak chcą. Gdyby mogli, byłoby duuuużo mniej kupujących skiny, czyli mniej kasy dla studia.
Narzędzia customizacji są reliktem przeszłości. Teraz studia nie chcą pozwolić nam wprowadzać jakichkolwiek zmian za darmo.
O złotym środku między zarobkiem studia a wolnością w kwestii wprowadzanych zmian kosmetycznych przez graczy wspomina się w przypadku drugiej części Dawn of War, gdzie co prawda można było zakupić zestawy skórek do jednostek, ale twórcy postanowili pozostawić tryb malowania jednostek.
Warto przypomnieć, że istnieją również studia, które ze swoich strategii wyciągania kasy z portfeli graczy stały się legendami na growym rynku, oczywiście w złym tego słowa znaczeniu. Dużo mówi się o grach Paradoxu i o paradoksalnie dużej liczbie dodatków do ich gier. Dla przykładu taka Europa Universalis 4 w zestawie ostatecznym kosztuje aż 936 złotych... i to po przecenie o 40%.

Miejmy nadzieję, że nachalna monetyzacja nie pojawi się w najnowszej odsłonie Cywilizacji. Oby ta nie poszła w ślady wspomnianych wcześniej strategii, chyba, że byłyby to ślady Dawn of War. Niestety, jeszcze przed premierą twórcy zapowiadali ogrom dodatków, które nie zostały zbyt dobrze przyjęte przez graczy, a moderzy mają pełne ręce roboty przy naprawianiu mankamentów gry. O zmianach w kwestii nowej Civki oraz innych, głośnych gier będziemy informować na bieżąco.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
2

Autor: Jonasz Gulczyński
Kulturoznawca, który urodził się z padem od PSX-a w ręku. Z GRYOnline.pl współpracuje od października 2024 roku, gdzie głównie zajmuje się nowinkami z branży gier z apetytem na bardziej skomplikowane publikacje. Swoje najmłodsze lata spędzał w Górniczej Dolinie, a obecnie nie stroni od strategii turowych wszelkiej maści. Miłośnik prozy Lovecrafta, a także twórczości Quentina Tarantino i Roberta Eggersa. Prywatnie również fan uniwersum Warhammer Fantasy, w którym spędził niezliczoną liczbę godzin zarówno jako gracz, jak i mistrz gry w papierowym wydaniu.