Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość filmy i seriale 21 stycznia 2020, 16:10

Łzy fanboya. Wrażenia z 3. sezonu serialu Chilling Adventures of Sabrina - felieton

Najnowszy sezon przygód Sabriny Spellman jest dokładnie tym, czym nie powinien być: przewidywalną od początku do końca papką bez polotu (poza jednym wyjątkiem). Idealną do zagłuszania ciszy podczas mycia garów. Wielka szkoda.

PLUSY:
  1. Siódmy odcinek – serio
  2. Nienachalne ale wybrzmiewające wątki feminizujące
  3. Autentyczne pokazanie zaburzeń wynikających z traumy
  4. Piękna scenografia, jak zawsze
  5. Czasem można się pośmiać
MINUSY:
  1. Odcinki 1-6 i 8 – serio
  2. Przewidywalność fabuły i brak świeżych pomysłów (oprócz 7. odcinka)
  3. Zaburzona logika serialu – postacie nie wyciągają wniosków ze swoich wcześniejszych doświadczeń, mimo że powinny…
  4. …co sprawia, że ich zachowania stają się irytujące dla widza
  5. Poucinane wątki
  6. Zachowawczość scenariuszy (z wyjątkiem… wiadomo)

Kurczę balans. Pamiętacie drugi sezon Chilling Adventures of Sabrina? Dostaliśmy satysfakcjonującą historię z kilkoma wątkami i zwrotami akcji, osadzoną w tym specyficznym, szkolno-okultystyczno-seksualnym klimacie Greendale. Konstrukcje poszczególnych postaci były określone, a wszystkie elementy układanki do siebie pasowały. No i to tragiczne zakończenie... biedny Nicholas Scratch.

Kurczę balans, w najnowszym, trzecim sezonie dostajemy historię, którą dałoby się zmieścić w jednym, może dwóch odcinkach. Tymczasem jest ich osiem, a mimo to w całej fabule znajdują się wątki, z którymi niczego sensownego nie zrobiono (pozostaje nadzieja, że to zapowiedź następnej serii). Zachowanie niektórych postaci nagle w oczywisty tylko dla scenarzystów sposób ulega przemianie – tak jest po prostu wygodniej dla narracji. Inne z kolei, jak Harvey Kinkle, Theo Putnam czy Zelda Spellman, nie zmieniają się ani trochę, mimo że nadeszła na to najwyższa pora. Na domiar złego żadne z nich nie zdaje się uczyć na błędach z poprzednich przygód. Gdzie tu logika?! A emocje? Jak na grzybobraniu – zaskakujących zwrotów akcji praktycznie nie stwierdzono.

Sabrina jest teraz cheerleaderką. Jak to się stało – nie wiem. - Łzy fanboya. Wrażenia z 3. sezonu serialu Chilling Adventures of Sabrina - felieton - wiadomość - 2020-01-22
Sabrina jest teraz cheerleaderką. Jak to się stało – nie wiem.

Trzeci sezon Chilling Adventures of Sabrina ukaże się na platformie Netflix 24 stycznia tego roku. Serial jest współczesną adaptacją (nie ekranizacją) nowej wersji komiksów o przygodach wychowywanej przez swoje dwie ciotki Sabriny, nastoletniej czarownicy. Jest to wersja zdecydowanie mroczniejsza (szatan! demony! okultyzm!) i seksowniejsza (pierwsze razy! wątki sadomasochistyczne!) od poprzedniej, jednak jedyne, co tak naprawdę musicie wiedzieć to to, że Salem nie mówi w niej ludzkim głosem i pojawia się niezwykle rzadko – Kiernan Shipka dopiero na planie odkryła, że jest uczulona na koty.

Kurczę balans, kojarzycie ten satanistyczny klimat? Zapomnijcie. Przygotujcie się raczej na Harry’ego Pottera i Czarę Ognia. Oto główna bohaterka, by uratować swojego ukochanego, miesza się w spór, który ma zostać rozstrzygnięty przez udział w Turnieju Trójmagicznym... a nie, to nie ten tytuł. Kandydaci mają odnaleźć trzy horkruksy… wróć, trzy piekielne artefakty. Kto odnajdzie przynajmniej dwa – wygrywa Grę o Tron.

Prawie wszystko, co nastąpi później da się przewidzieć. Sabrina, która pod koniec drugiego sezonu stała się niemal boginią, teraz znów przypomina niesamodzielnego dzieciaka z liceum, popełniającego głupie i przewidywalne błędy. Tylko w nielicznych momentach, w których stawia na swoim i odpowiednio ustawia irytujących ją dorosłych – wtedy, wtedy dopiero będziecie mieć ochotę wstać i bić brawo.

Emocje jak na grzybobraniu. - Łzy fanboya. Wrażenia z 3. sezonu serialu Chilling Adventures of Sabrina - felieton - wiadomość - 2020-01-22
Emocje jak na grzybobraniu.

Kurczę balans. Serial ma swój klimat: trochę ciarki wstydu, trochę groza, trochę romans i perwersja. Jest adaptacją komiksu rozgrywającego się w latach 60. – stylizacja akcji jest więc uzasadniona, a nawet dość unikalna i wnosząca specyficzny urok. W tym sezonie poziom cringe’u, teatralności postaci i grania na emocjach został jednak przekroczony (wyobrażacie sobie ojca Blackwooda w dredach? Nie? Nie musicie sobie wyobrażać – zobaczycie to na własne oczy.). A musicalowe (i muzyczne) wątki z pozostawiającą zbyt wiele do życzenia synchronizacją dźwięku i obrazu są już po prostu nie na moje nerwy.

Kurczę balans, nie zrozumcie mnie źle. Nie sprawia mi radości mieszanie z błotem tego sezonu. Jestem fanboyem (fangirl?) Sabriny. Czytałam komiksy, zbinge’owałam poprzednie serie, Sabrina, nastoletnia czarownica i robo-Salem to smak mojego dzieciństwa. Mnie tych osiem najnowszych odcinków zwyczajnie boli. Oglądanie ich było dla mnie nudnawą przeprawą z przygodnymi elementami ekscytacji. Główny motyw sezonu ujawnia się dopiero w trzecim epizodzie, sprawiając, że dwa wcześniejsze wyglądają jak strata czasu. Potem jest już trochę lepiej. Najlepszymi scenami pozostają te jakkolwiek związane z tematem seksu – tutaj scenarzyści wypłynęli. Co ja mówię, to właściwie tylko jedna scena. Druga jest dobra wyłącznie dlatego, że w jej trakcie leci The Cure.

Jedno muszę przyznać – cholernie ucieszyło mnie podejście twórców do problemu traumy. Był to jeden z nielicznych wątków wolnych od banału, a absolutnie bazujących na autentyczności. Temat zdrowia psychicznego jest szalenie ważny, winszuję!

Kurczę balans, boli mnie też, że ten sezon mógł być feminizującą laurką dla żeńskiej części widowni („unite or die!”), ale tej szansy do końca nie wykorzystał. A największą motywacją do działań Sabriny jest oczywiście piękne chłopię, nie zaś własne ambitne cele (i winię za to wersję drukowaną).

#mood - Łzy fanboya. Wrażenia z 3. sezonu serialu Chilling Adventures of Sabrina - felieton - wiadomość - 2020-01-22
#mood

Kurczę balans, to nie jest ta Sabrina, którą znamy. To dopiero trzeci sezon, a otrzymujemy treść, która rozmachem, suspensem i tempem akcji przypomina raczej zmęczony tasiemiec (Riverdale, patrzę na ciebie). Trudno stwierdzić, kto odpowiada za ten stan rzeczy. Autorem scenariusza do pierwszego i ostatniego odcinka jest twórca komiksu i zarazem producent wykonawczy Roberto Aguirre-Sacasa – i są to, moim zdaniem, najsłabsze odcinki całego sezonu. Może po prostu zabrakło mu pomysłów? Powiem Wam, zdecydowanie najlepszym odcinkiem jest siódmy, dając to spełnienie i te emocje, na które czekałam przez sześć wcześniejszych godzin. I powinien być ostatnim, serio. Stanowiłby finał na miarę Sabriny.

Kurczę balans, Netflix jakby się przestraszył burz spowodowanych poprzednimi częściami. A kiedy robisz serial bazujący na kontrowersyjnych treściach i jednocześnie boisz się skandalu, efekt końcowy jest dokładnie taki, jak trzeci sezon Chilling Adventures of Sabrina: rozczarowujący.

WERSJA TL;DR

Oszczędźcie sobie rozczarowania, obejrzyjcie siódmy odcinek i czekajcie na czwarty sezon.

O AUTORCE

Fangirl Sabriny na dobre i na złe. Komiksy (i stare, i nowe) – w większości przeczytane. Wszystkie odcinki seriali (i starych, i nowych) oraz film – obejrzane. Wersje telewizyjne i obrazkowe oddzielam grubą krechą. Podczas 3. sezonu serialu przysnęłam tylko raz. Czwarty, jeśli tylko wyjdzie, też obejrzę. Wierzę w drugą szansę. I trzecią, i czwartą.

GOL Newsroom

Zapraszamy Was do polubienia profilu Newsroomu na Facebooku. Znajdziecie tam nie tylko najciekawsze wiadomości, ale i szereg miłych dodatków.