Niepopularna opinia o grach, za którą dostalibyście minusy (gdyby były :P)
Uwielbiany tytuł, który was nudzi, albo krytykowana gra, która Wam się podobała.
Co myślicie, choć wiecie, że większość się nie zgodzi?
Mafia Definitive Edition to przeciętny remake.
spoiler start
zdążyłem dostać za to kilka minusów gdy jeszcze były :P
spoiler stop
No ja się pewnie powtórzę, ale dla mnie Baldur's Gate III nigdy nie powinien powstać w tej formie. Albo nie powinien się tak nazywać. Gra wygląda jak Divinity, gra się w nią jak w Divinity, nie kontynuuje bezpośrednio historii z Baldur's Gate 1, 2, ToB. Nie jest to kazus Fallouta, gdzie każda gra zawsze była osobną historią i mogli to numerować jak chcieli.
Nazwaliby to Wybrzeże Mieczy - ok, nazwaliby to Powrót do Baldur's Gate - ok, nazwaliby to na 100 różnych sposobów, ale to po prostu nie jest "Baldur's Gate III", którego można się spodziewać wedle jakiejkolwiek reguły tworzenia trzecich odsłon gier, gdy poprzednie dwie były naturalnymi kontynuacjami pewnej zamkniętej historii.
Po Uncharted 2 niemal 90% exów na Playstation jest na jedno kopyto; do znudzenia TPP w filmowym stylu. Ile można grać w to samo. Dobrze, że wyszła Tsushima i było coś nowego i ciekawego.
Mój statement: Icewind Dale to jeden z najgorszych wysoko ocenianych cRPG, w jakie grałem. Odbiłem się od Tormenta. Odbiłem się od Arcanum, ale to dlatego że wziąłem sie za te gry bardzo późno i przeszkadzał mi zarówno archaizm i rozdzielczosc, ale tez po prostu brak czasu. Z Icewind Dale było inaczej bo raz nawet tę grę ukonczyłem. Ale to po to żeby odhaczyć i mieć spokój, żbey mi nikt nie zarzucił kiedyś że sie nie znam.
Icewind Dale ma świetny klimat, muzykę, lokacje, oprawę. Super jest ten klimacik niepotwarzalny, powodujący że każde Święta Bozego narodzenia kojarzą się z tą grą oraz z Maxem Paynem.. Problem w tym, że za każdym razem, kiedy próbowałem w nią grać, potwornie mnie nudziła, bo z cRPG zostawia głównie… system walki.
Tworzysz sobie całą drużynę sześciu bezosobowych kukieł i ruszasz przez kolejne lokacje, żeby zabijać następne grupy przeciwników. To jest kur... dosłownie Dragon Ball Z w settingu fantasy. Nie masz drużyny z charakterami, relacji między postaciami, ciekawych konfliktów czy kompanów, których chciałbyś poznać. Dialogów i decyzji jest mało, fabuła prowadzi cię praktycznie po sznurku, a ogromna część gry sprowadza się do: wejdź do lokacji, zabij wszystko, pozbieraj loot, idź do następnej. Nuuuda. A najgorrzej jak zrobisz sobie drużynę łuczników. Idziesz jak taran.
Dla mnie największą siłą cRPG zawsze było właśnie to, co znajduje się pomiędzy walkami: rozmowy, wybory, kompanie, questy rozwiązane na kilka sposobów, poznawanie świata i poczucie, że gram jakąś rolę. Icewind Dale wycina sporą część tego i zostawia element, który w starych RPG-ach interesuje mnie najmniej.
Dlatego zawsze miałem wrażenie, że gram nie w „Baldur's Gate bardziej nastawionego na walkę”, tylko w Baldur's Gate, z którego usunięto większość rzeczy, dla których lubię Baldur's Gate.
Jako taktyczny dungeon crawler - rozumiem zachwyty.
Jako cRPG - dla mnie potworna nuda.
Tak BTW Baldur's Gate 2 miałęm już 4 podejścia i dalej nie skończyłem :D
No ja się pewnie powtórzę, ale dla mnie Baldur's Gate III nigdy nie powinien powstać w tej formie. Albo nie powinien się tak nazywać. Gra wygląda jak Divinity, gra się w nią jak w Divinity, nie kontynuuje bezpośrednio historii z Baldur's Gate 1, 2, ToB. Nie jest to kazus Fallouta, gdzie każda gra zawsze była osobną historią i mogli to numerować jak chcieli.
Nazwaliby to Wybrzeże Mieczy - ok, nazwaliby to Powrót do Baldur's Gate - ok, nazwaliby to na 100 różnych sposobów, ale to po prostu nie jest "Baldur's Gate III", którego można się spodziewać wedle jakiejkolwiek reguły tworzenia trzecich odsłon gier, gdy poprzednie dwie były naturalnymi kontynuacjami pewnej zamkniętej historii.
Baldur 3 i tak jest bliższy papierowym sesjom rpg niż celebrowany tutaj Pathfinder WotR.
A bliższe jest tylko dlatego bo ma rzuty kośćmi. Co jest bez sensu bo mogę zapisać grę tuż przed rzutem kością i wczytywać tak długo aż mi się krytyczny sukces nie wylosuje.
Celebrowany jest właśnie BG 3. Pathfinder pokazuję jak powinno wyglądać prawdziwe komputerowe RPG dla hardkorów, gdzie w końcu po raz pierwszy w życiu stworzyłem dokładnie takie postacie jak chciałem bo ilość klas jest taka jakiej oczekiwałem.
Po co ta agresja?! Hmm...
BG3 jest bliższy papierowym sesjom nie dlatego, że sobie kością rzucasz, tylko jak bardzo jest reaktywny i pozwala na niekonwencjonalne metody obchodzenia problemów jeśli już.
I nie mówię, że WotR to kiepska gra, to jeden z najlepszych cRPG, ale Twój komentarz odnośnie niego jest też podsumowaniem dlaczego teraz tyle pomyj się wylewa na Baldura. Nie jest wystarczająco hardcorowy. BG3 weszedł do mainstreamu i pokazał, że cRPG to nie tylko minmaksowanie statystyk i Ci bardziej (delikatnie to uijmę) konserwatywni fani rpgów mają z tym problem.
This. Jesli jest jakas gra, ktory choc troche przypomina sesje z zywym (i kreatywnym) MG, to jest to BG3. Mechanicznie to moze i jest usprawnione Divinity, ale duchowo to jest hold dla serii Ultima (zwlaszcza chyba dla 7 i 7-2).
Co w sumie potwierdza teze z OP (ze nie powinno sie nazywac Baldurs Gate).
I dlatego go uwielbiam jako osoba, które swoje w papierowe RPGi pograła. P:WotR jest świetny, ale to taki tradycyjny cRPG tylko świetnie wykonany, ale to Baldur zaoferował mi coś innego. Czegoś podobnego spróbowała Solasta, ale z racji na mniejszy budżet dowiozła to w znacznie mniejszym stopniu.
Jest, ale czy jest to cecha pożądana od cRPG aby dobrze się bawić? Ze względu na D&D 5E i itemizację przejdziesz grę kilka razy i kończą się pomysły na buildy. Tymczasem WotR to power fantasy, które ze względu na ekskluzywną zawartość zależną od mitycznych ścieżek i samą mechanikę pozwala się bawić nawet tysiące godzin.
Tak prawdę mówiąc, jak ktoś chce doświadczenie z papierowego RPG-a, to gra w papierowego RPG-a. Jak nie w realu, to przez neta. Graczy można znaleźć na grupach, forach, discordach. W multi BG3 to podobieństwo do sesji jeszcze jako tako ma sens na zasadzie wspólnego rozpracowywania sytuacji i jakiejś koordynacji działań - trochę jak prawie 25 lat temu w Neverwinter Nights z aktywnym DM.
W BG3 gracz w teorii ma większe możliwości ekspresji i podejmowania różnych dziwacznych, emergentnych interakcji, ale wciąż jest dość mocno ograniczany przez scenarzystów i designerów. Testując różne możliwości okazuje się też dość szybko, że dużo wyborów jest iluzorycznych, a symulacja świata zrealizowana została z przymrużeniem oka. Spora liczba akcji wymusza zawieszenie niedowierzania, bo nawet na sesji RPG MG raczej by nie przepuścił faktu, że gracz np. inflitruje twierdzę przeciwnika i rozstawia goblinom pod nogami wybuchowe beczki zaminowując teren i nie zwracając na siebie niczyjej uwagi. To w ogóle nie jest podejrzane ;]
Są rzeczy, które lepiej realizować przy stole, są też takie, które lepiej sprawdzają się w cRPG. Jak ktoś szuka sesji RPG, to powinien jednak zagrać sesję w RPG. CRPG też pozwalają na coś, czego raczej przy stołach się nie praktykuje - chociaż to zależy od reszty graczy. Jak ktoś jest power gamerem, to może tak rozpisać postać, że reszta graczy na sesji czuje się bezużyteczna. Wtedy jeden gracz dobrze się bawi, a reszta się nudzi i czuje się niepotrzebna. I w takich przypadkach dobrze sięgnąć po cRPG, gdzie nikomu swoim podejściem do rozgrywki zabawy się nie zepsuje.
BG3 to też memiczne exploity, które są całkowitym zaprzeczeniem sesji. Ta gra ma też masę rzeczy, które totalnie wybjiają z imersji i wiarygodności, jeśli gracz zacznie analizować. Przykład - spójrz na kartę postaci Minsca i powiedz, czemu ktoś, kto ma ponad 190 cm wzrostu i jest chodzącą kupą mięśni waży zaledwie 75 kg xD
Ja bynajmniej tej gry nie hejtuje i nie chcę umniejszać jej jakości. Jest w topce moich ulubionych cRPG. No ale to taki case gry, która zrobiła to, co inne gry robiły od 25 lat, a mimo wszystko odbierane jest całościowo jako coś rewolucyjnego i wcześniej niespotykanego. A jedyną rzeczywistą rewolucją w tej formule był budżet tak prawdę mówiąc.
I dalej uważam P:WotR za świetną grę ale to taki sequel do starych hitów w stylu intensywniej i więcej tego samego, gdzie BG3 to jednak coś trochę innego, jak pisałem Solasta też chciała tego spróbować (choc raczej w samych starciach) ale budżetu zabrakło.
Kodżima jest przereklamowany. Gdyby robił filmy byłby pośmiewiskiem jak Uwe Boll.
Zgodzę się z upierdliwością (choć im dalej w las, tym więcej mamy QoL, np. w Elden Ring runbacki prawie nie istnieją, albo trwają 15 sekund), ale nie są trudne?
Ich trudność jest zdecydowanie przekoloryzowana (bo do Ninja Gaidenów etc. nawet nie mają startu) ale w porównaniu do reszty gier, to zdecydowanie poziom hard/very hard, szczególnie jak się porówna do samograjów jak Assassin's Creed (które lubię od czasu do czasu, ale tam poziom trudności polega na tym że każdego wroga klepiesz 3 minuty albo masz arbitralne wymagania leveli - wiem bo niedawno obgrywałem Origins).
Także generalnie nie mogę się zgodzić, nie są aż tak hardkorowe jak sugerują piwniczaki, ale to są zdecydowanie trudne gry.
A ja nie zgadzam się z opinią że soulsy są super trudne One są frustrujące po prostu czy tam upierdliwe Odradzanie się wrogów, tracenie dusz przy zgonie, checkpointy przy ognistach powodują że soulsy sa właśnie upierdliwe i frustujące, jasne że nie są łatwe, ale nie miałem problemu ukończyć DS 1, i do tego są strasznie monotonne ... -.-
Upierdliwosci nie zauwazylem, nie wiem co to znaczy w kontekscie tych gier. Meczące? Dokuczliwe? Nie stwierdzilem.
Jeśli uważasz AC za samograje to włącz sobie rozgrywkę na poziomie nightmare i zmienisz zdanie. Problem jednak w tym że wrogowie wtedy stają się gąbkami na obrażenia. Akurat na normalnym poziomie rozgrywki AC ostatnie są bardzo dobrze zbalansowane a możliwość dostosowania rozgrywki pod własne potrzeby (Odyssey / Valhalla) deklasuje soulsy. Te ostatnie nie są trudne tylko nudne poprzez swoją powtarzalną upierdliwość.
za samograje to włącz sobie rozgrywkę na poziomie nightmare i zmienisz zdanie. Problem jednak w tym że wrogowie wtedy stają się gąbkami na obrażenia.
No właśnie do tego piję, pisząc "każdego wroga klepiesz 3 minuty". Dowalenie wrogom +250% do obrażeń i +400% do HP to najgorszy i najnudniejszy typ game designu, jak obszczany żul bandyta przyjmuje 12 ciosów na klatę mieczem który przecina skały (i nadal żyje), to nie pozostaje nic innego niż przewrócić oczami.
I podtrzymuję, że mówienie że soulsy nie są trudne, w momencie kiedy w necie są dosłownie kompilacje jak ludzie na kilka godzin utykają na O&S, Orphan of Kos czy Promised Consort Radahn, jest niepoważne. To że są trudniejsze gry (a są znacznie trudniejsze) nie czyni soulsów łatwymi.
Eche, to że gra ma kilka trudnych bossów to oznacza że cala gra jest taka trudna? No chyba nie 😏 Nie chodzi mi o to że soulsy są łatwe, ale ludzie wyolbrzymiają ten poziom trudności w soulsach
Strzelam że z DS1 było podobnie. Masz spaczony obraz tego, jak wygląda przejście tej gry bez podpierania się poradnikami w czasach kiedy gra jest poznana do poziomu każdej linii kodu.
Nikt mi nie wmówi że to nie są trudne gry, ba, moje pierwsze przejście Dark Souls 1 (jakieś 14 lat temu) zakończyło się po 3 godzinach, bo uznałem że ta gra jest po prostu za trudna (nie wiedziałem jak działają tarcze, że roll daje invincibility frames, jak zarządzać staminą, backstaby itd). I przeszedłem dopiero 3 miesiące później, po obejrzeniu krótkiego poradnika na YT jak grać i dałem drugi raz szansę.
Edit: z resztą wystarczy spojrzeć na komentarze do DS w encyklopedii gier, jakieś 1/5 to "o fuck ale ta gra jest trudna".
Uwielbiam argumenty o złym designie. Dalej, uczcie Miyazakiego jak się gry robi hahah
Tak. Sztuczny poziom trudności na wyższych poziomach rozgrywki to główny mankament AC. Niemniej na normalnym gra się - przynajmniej dla mnie - idealnie tym bardziej że jest wiele opcji zmodyfikowania sposobu rozgrywki. Gdy się ją ustawi optymalnie do własnych potrzeb daje bardzo dużo frajdy i moim zdaniem jest ciekawsza jak w soulsach które - jak napisałem - zaczynają męczyć po kilkunastu starciach. Oczywiście to moja opinia a gry mamy różnego typu gdyż nie wszyscy gracze muszą lubić to samo. dlatego także podtrzymuję to co napisałem - dla mnie walki w soulsach są zwyczajnie nudne.

Przeszlismy w ciagu trzech postow od "soulsy wcale nie sa trudne" do "soulsy nic nie tlumacza" (a co niby takiemu pro maja tlumaczyc jak nie sa trudne? Skoro nie sa to nie trzeba nic rozgryzac i podobno "zabijasz z marszu") i glownego atomowego uderzenia ludzi, ktorych gra "wymagajaca" tylko i wylacznie odrobine uwagi, przeczytania co robia statystyki i kojarzenia faktow poprostu przerasta (z roznych wzgledow, niekoniecznie motorycznych czy "skillowych"): "zly design".
No i przeszedl najprostsza i najwolniejsza czesc... z opisem. No czapki z glow.
Ofc 2h claymore bo "este taki oryginalny" (czytaj tak bylo w filmie na yt).
Wszystko byle nie przyznac ze moze jednak sa trudne.
BojuCzy zlituj sie i juz nie pisz o soulsach plz.
Ja sie bawie dobrze w wiekszosci gier, mam niskie wymagania. W sumie malo kiedy zdarzylo mi sie porzucić gre przez jej niska jakość, predzej odpuszczam sobie przez trudność.
Każdy ma troche takich opinii. U mnie na pewno:
Wiedźmin 3 to jedna z najbardziej przereklamowanych gier.
Divinity: Original Sin 2 to wciąż najlepsza gra Lariana, zdecydowanie lepsza niż Baldurs Gate 3.
Dialogi i opisy w Planescape Torment były stworzone przez Paulo Coelho.
Assassins Creed 2 to jedna ze słabszych odsłon serii (choć tu z zastrzeżeniem, że nie grałem we wszystkie).
Fallout 4 to najlepszy Fallout.
W sumie nic nowego, czy jakoś szczególnie kontrowersyjnego. Nawet dziś by mi się nie chciało o to jakoś szczególnie kłócić😉
Dialogi i opisy w Planescape Torment były stworzone przez Paulo Coelho
O to to! Tylko głupio jest przyznać że wolisz Numenere, że te dialogi i opisy kompletnie cię nie ruszają, że Gabriela Kownacka nie pasowała do Nie-Sławy i że to nie tylko nie jest najlepszy erpeg ale ja miałbym problem żeby go wsadzić do pierwszej dziesiątki. Bo zaraz człowieka chcą zabić xd
Że TES Skyrim to słaba gra mimo dobrych i wysokich ocen 😅😜
https://www.gry-online.pl/rankingi/
No to jedziemy:
1. Najlepsza gra Lariana to Divine Divinity
2. Pierwszy Baldur's Gate był i jest przeciętny.
3. Disco Elysium to nuda
4. Z serii Wiedźmin najlepszy jest Wiedźmin 2, a już na pewno fabularnie
5. Najlepszy Fallout to New Vegas
6. Kingdom Come, Disco Elysium, Clair Obscur Expedition 33, Crimson Desert, The Blood of Dawnwalker kompletnie nie rezonują z moim odbiorem cRPG
7. Total Annihilation i Red Alert są lepsze niż Starcraft
8. Najlepszy Quake to Quake II
9. Pathfinder Wrath of Righteous to dalej najlepszy cRPG ever.
Kocham wszystkie Wiedźminy, żeby nie było i do wszystkich kiedyś wrócę.
Natomiast właśnie Wiedźminy + seria Krondor + Planescape Torment to jedyne erpegi które toleruję gdzie nie tworzę własnej postaci lub chociaż nie wybieram klasy i imienia jak w Diablo czy Divine Divinity i które mnie nie odrzucają. Ale Wiedźmin i Krondor to dlatego że to bohaterowie literaccy, w Planescape toleruję ze względu na specyfikę fabuły. W każdym innym erpegu immersja mi siada jeśli nie tworzę bohatera lub chociaż nie nadaje mu imienia.
DE nie jest nudne ale to faktycznie przereklamowana gra. Teksty ma dobre ale nijak odnoszą się do fabuły gry którą jest przecież prowadzone śledztwo. Od strony detektywistycznej rozgrywka jest zrobiona bardzo kiepsko a jej grand finale nie istnieje. Zabójca jest z dupy wyciągnięta postacią która potwierdza tylko że autorom kompletnie zabrakło pomysłu no to jak połączyć ciekawe opinie bohaterów o doktrynach politycznych z zadaniem głównym czyli dochodzeniem.
I tak 4 razy. Nie czulo sie tu progresu ani jakiejs glebszej historii. Dlatego dla mnie dwojeczka zawsze byla fajniejsza, chociaz nie ukrywam ze okultystyczny klimat jedynki to cos co bardzo lubie.
Stworzenie własnej postaci (ze względu na narrację i opis dot 2 głównych bohaterów) byłoby w tej grze niemożliwe. Fakt - pomimo że gra zawiera elementy rpg to de facto jest bardziej przygodówka jak rpg. Do tego praktycznie ogranicza się do zaledwie kilku lokacji w tym samym mieście (poza wyspą).
Mnie natomiast w niej najbardziej przeszkadzał lore-dumping. Jak zainwestujesz pkt rozwoju postaci w np encyklopedie to Harry w rozmowach z sobą zaczyna generować ściany tekstu o wszystkim tylko nie o tym co dotyczy śledztwa i posuwa je naprzód.
To samo z postaciami w grze. Praktycznie każda z nich to chodząca baza wiedzy o doktrynach polityczno-społecznych wraz z subiektywna ich ocena.
I nie miałbym nic do takiego podejścia gdyby ta ekspozycja rozwijała prowadzone dochodzenie lub w przynajmniej minimalnym stopniu miała na nie realny wpływ. Tymczasem dostajemy masę informacji które tak naprawdę nie mają odniesienia na bieg głównego wątku fabularnego.
Podsumowując chodzi mi o to że fabuła gry została zupełnie zlana na korzyść przedstawienia różnych dialogów opisów i poglądów nie mających z nią bezpośrednio wiele wspólnego. Zasadniczo efekt śledztwa i zakończenie gry ma się nijak do treści z którymi się zapoznajemy. Od strony opisowej i narracyjnej wypada to dobrze i ciekawie jednak w żaden sposób nie łączy się z celem głównym naszej misji. To jest moim zdaniem największa wada tej produkcji.
Moim zdaniem Disco Elysium nie jest grą detektywistyczną, tylko grą o disco i zatraceniu... o kryzysie wewnętrznym głównego bohatera, rozprawką egzystencjalną na temat problemów socjalizmu (tak, tak, często to umyka hype'ującym grę lewakom, bo grali zgodnie ze swoimi przekonaniami), problemów kapitalizmu, o miłości, wreszcie o przyjaźni. Ja nie wiem czy cokolwiek w mojej gamingowej karierze dało mi więcej satysfakcji (może zabicie Sarevoka), niż Kim mówiący, że jestem najlepszym detektywem, z jakim kiedykolwiek miał okazję pracować.
Jest tam też próba zarysowania pewnego świata, niestety chyba już nie zostanie ona rozwinięta i dalek skonsumowana. Dla mnie błędnie odczytujesz tę grę jako wybitną intrygę kryminalną. To jest historia alkoholika ze złamanym sercem, który próbuje przetrwać, funkcjonować w świecie, który żyje wedle własnych zasad, a tak właściwie to ten świat w grze sam się przecież już zwija ku rozpaczy.
Ja protestuję, nie zgadzam się z tą oceną. To tak jakbyś mówił, że Californication nie jest dobrym serialem o Hollywood, Kalifornii, literaturze. A jak sobie poczytasz raporty kryminalne to zabija najczęściej sąsiad, kochanek, szaleniec z siekierą na uniwersytecie, w życiu nie ma wielkiego grand finale i w Disco Elysium też nie miało go być.
W DE podstawowy poziom - który odczyta nawet gimnazjalista bez żadnego doświadczenia w recepcji dzieł kultury) to właśnie gra detektywistyczna, w której główny bohater ma rozwiązać zagadkę. Kolejny poziom (równie łatwy, może mniej oczywisty dla niektórych) to odkrywanie przeszłości głównego bohatera, miasta i świata. Następny problem, trzymania się przeszłości (główny bohater, miasto i jego mieszkańcy, stary żołnierz żyjący samotnie) i niemożliwości ruszenia w przyszłość, rozwoju - co przynosi rozkład i śmierć (duchową i fizyczną - główny bohater/miasto/świat).
Wraz ze wzrostem kompetencji czytelniczych/recepcji dzieła - istnieją kolejne poziomy które będziesz odkrywał. Ktoś po kursie filozofii - może zupełnie inaczej odczytać DE niż ktoś po politologii. Każde odczytanie jest w jakimś stopniu wartościowe - każde przynosi inne doznania.
Czy traktowanie DE jako gry detektywistycznej jest złe? Raczej nie - spłyca ją, ale nawet wtedy można coś z niej wynieść. Czy wtedy gra jest słaba - zależy czego oczekujesz, pod względem "tajemnicy" jest ona do bólu realistyczna - tak przeważnie kończą są sprawy o morderstwo - chodzi albo o kasę albo o zazdrość. Świat nie jest tajemniczy, przestępstwa nie są mistyczne i jakieś specjalnie niespotykane. Życie to nie bajka.
Przecież z moich 2 powyższych wypowiedzi dokładnie wynika iż dostrzegam aspekt ideologiczny socjologiczny i psychologiczny ale też detektywistyczny zawarty w grze.
Zauważam jednak że choć DE jest rarytasem literackim jak na to medium (stąd brak zgody na opinię Iselora twierdzącego że gra jest nudna) to z perspektywy klasycznej mechaniki przygod detektywistycznych (a także RPG na co zwrócił uwagę Iselor) posiada fundamentalne wady konstrukcyjne.
Autorzy poświęcili logikę śledztwa (związek przyczynowo-skutkowy) na rzecz traktatu o depresji nostalgii i porażce co skutkuje tym że
wątek kryminalny ustępuje warstwie ideologiczno-społecznej a obie te sfery praktycznie się ze sobą w grze nie łączą lub robią to z ogromnym trudem.
Innymi słowy dysonans między śledztwem a tłem politycznym / ideologicznym / społecznym oraz fasadowosc wyborów są nie tylko zauważalne ale i mocno rażące. Rozbudowane debaty o doktrynach politycznych i społecznych stanowią więc jedynie dekorację która nie ma żadnego przełożenia na rozwiązanie zagadki kryminalnej. Niezależnie od tego czy Harry zostanie radykalnym komunistą faszystą czy ultraliberałem rozwiązanie sprawy morderstwa zawsze wygląda tak samo. Ideologie nie otwierają alternatywnych ścieżek dedukcji które zmieniałyby tożsamość mordercy ani kluczowe dowody.
Podobnie z przeżyciami własnymi Harrego które również wnoszą niemal nic do samego rozwiązania zagadki morderstwa. I to jest chyba najbardziej bolesny a zarazem fascynująca sprzeczność w całej grze. Fascynująca dlatego że ta cała „genialna”psychologia przelana na setki tysięcy słów ma się nijak do finału dochodzenia. Podobnie jak eseje polityczne tak i genialnie rozpisana psychologia Harrego pełni głównie funkcję dekoracji. Ba - z punktu widzenia klasycznego śledztwa wewnętrzny świat Harryego wręcz je utrudnia.
Co najgorsze całe dochodzenie (a więc aspekt detektywistyczny) cierpi w tej grze nie tylko pod wzgledem fabularnym oraz logicznym ale i także technicznym. Z perspektywy rzemiosła pisarskiego (kryminałów) autorzy popełnili kardynalny błąd. Harry (tj gracz) nie miał fizycznej możliwości wykryć sprawcy w czasie całej rozgrywki ponieważ ta postać nie istniała w świecie gry przed dotarciem na wyspę. Wprowadzenia postaci mordercy dopiero w samym finale gry to największy strzał „w kolano” od strony kryminalnego dochodzenia.
I nie Loon - nie chciałem tylko „czystego kryminalu” i nie dopatruje się takiego w DE gdyż ta gra to jest raczej antykryminał. Chciałem jedynie aby rozbudowane opisy literackie i doznania własne Harrego (oraz opinie Kima) łączyły się spójnie i ciekawie z celem gry. Wszak jesteśmy wraz Kimem policjantami wskazanymi do rozwiązania zagadki kryminalnej … która okazała się tylko pretekstem dla przedstawienia doktryn społeczno-politycznych i poglądów autorów na ich temat oraz przeżyć własnych głównego bohatera ukazanych od strony psychologicznej. Chciałem aby każdy aspekt gry łączył się w całość na miarę taką jak robił to ponad ćwierć wieku temu PS Torment.
Być może zamysłem autorów było celowe sabotowanie mechanik sledztwa aby dokonać rekonstrukcji zniszczonej psychiki i tożsamości Harrego czy / i wręcz zmuszenie gracza do przeprowadzenia „sekcji zwłok” całego społeczeństwa Martinaise ale zabieg ten był moim zdaniem niepotrzebny. Lepszym rozwiązaniem byłoby aby wszystkie aspekty gry (doktryny polityczno- społeczne / ideologię analizę psychologiczną / doznania własne głównego bohatera oraz śledztwo / dochodzenie prowadzone przez Harrego i Kima) połączyć w spójną całość.
Przez całą przygodę gracz jest przekonany (na bazie prowadzonych dialogów) że morderstwo to sprawa stricte polityczna. Badam konflikt między ultraliberalną korporacją a potężnym związkiem zawodowym kierowanym przez komunistyczno-socjalistycznych zarządców, oraz faszyzującymi bojówkarzami tylko po to aby na końcu dostać jako mordercę „królika z kapelusza” a wisielec jest jedynie „narzędziem” wykorzystywanym przez przeciwników ideologicznych do własnych celów.
Podsumowując nie krytykuje gry ale brak mi w niej spójności wszystkich poruszanych wątków które łączyć powinno właśnie śledztwo. Brak zmiennych i elementów typowych dla RPG oraz ograniczony świat i ilość postaci do minimum mi akurat nie przeszkadzają w tej produkcji. Do strony literackiej prezentowanych treści oraz ich zakresu merytorycznego także nie mam zastrzeżeń. Boli mnie brak połączenia wszystkich zagadnień w jedną spójną całość i logicznego (przyczynowo-skutkowego) dochodzenia zamykającego z sensem całą grę i prezentowane w niej treści.
Zobacz, że momentami w tym ataku na wątek śledztwa, dochodzisz już do absurdu: Ideologie nie otwierają alternatywnych ścieżek dedukcji które zmieniałyby tożsamość mordercy. No to chyba to dopiero byłoby kiepską grą detektywistyczną, jeśli tożsamość mordercy byłaby zależna od poglądów politycznych czy opcji dialogowych.
Rozumiem co piszesz, tylko nadal się z tym kompletnie nie zgadzam. W mojej ocenie to nie jest wada konstrukcyjna, tylko właśnie dojrzałość i unikalność narracyjna tej gry. Mam wrażenie, że jesteś zawiedziony, że fabuła nie jest z generatora "gier kryminalnych, gdzie w pierwszej misji poznajemy głównego wroga, potem w kolejnych misjach co chwila mamy na niego zoom kamery, a ostatnia misja w grze ma taki sam tytuł jak gra i jest wielka strzelanina, wybuchy i płonący helikopter". No nie, właśnie o to chodzi w Disco Elysium, że ono zrywa z tą kliszą.
spoiler start
Praktycznie większość osób, która jest zaangażowana w tę kryminalną zagadkę była w jakiś sposób zniszczona przez wojnę. Ofiara to najemnik, który przez lata służby militarnej zatracił człowieczeństwo. Główna podejrzana/świadek to z kolei imigrantka wychowana w powojennym świecie, która ostatecznie skończyła jako szpieg lawirujący między organizacjami, które walczyły między sobą o wpływy i kontrolę w tym nowym ładzie.
Dlatego fakt, że ostatecznie mordercą okazuje się jakiś staruszek, dla którego wojna nigdy się nie skończyła i który zabił z zazdrości i ideologicznych pobudek jak najbardziej ma sens.
spoiler stop
Wszystkie tropy, które w międzyczasie zbieramy prowadzą przez traumy przeszłości mieszkańców Revacholu i to wszystko się ze sobą łączy. Owszem, może gdyby mordercą okazał się ktoś, kogo spotykamy wcześniej byłoby bardziej "klasycznie" z punktu widzenia konstruowania kryminałów, ale to właśnie nie jest kryminał. Zagadka kryminalna jest tylko punktem wyjścia i służy do przeprowadzenia przez opowieść o duchach wojny i walce z własnymi demonami. Jak dla mnie to się ostatecznie wszystko ładnie spina.

Twój wygibas erystyczny - pozwól - pominę natomiast jeśli chodzi o „innego / zmiennego” mordercę to był to skrót myślowy faktycznie bez minimalnego chociaż wytłumaczenia pozostawiający pole do domysłów. Chodziło mi o to iż decyzje gracza jego światopogląd lub zebrane dowody moglyby doprowadzić do błędnego wskazania zupełnie innego winnego / podejrzanego niż prawdziwy sprawca. Ba - mogłyby wręcz być sfingowane na podstawie zdobytej w grze wiedzy o postaciach zaangażowanych w konflikt. Jednak scenariusz gry nie pozwala abys np jako faszysta spreparował dowody i legalnie skazał na ich podstawie komuniste ani jako komunista dowieść że morderstwo było bezpośrednim zaplanowanym spiskiem korporacji.
Moja intencja nie była chęć zmiany Twojego zdania a jedynie przedstawiłem własną ocenę gry - a raczej jednego jej tylko aspektu - który w mojej opinii mógłby być ciekawiej przygotowany (w szczególności biorąc pod uwagę całe lore i strony konfliktu vs. poglądy i przeżycia Harrego reprezentowane wszak przez gracza).
Naprawdę uważasz że do dyskusji o grze i przedstawienia w 3 postach swojego zdania potrzebny jest chatgpt? Że tak powiem typowy cybernetic dismissal fallacy stanowiący bład logiczny i pozamerytoryczny sposob argumentacji. W ogóle zauważyłem że w szerszej skali jest to zarzut lubiany przez osoby nie mogące sobie poradzić w dyskusji i pijące do interlokutora zamiast jego argumentów. Prosze tu masz na focie mój „chatgpt”.
Pisząc o braku spójności miałem na myśli fakt że nie widzę jej pomiędzy treścią - nazwijmy ją literacka filozoficzna czy światopoglądowa - prezentowana w grze a prowadzonym w tej samej grze śledztwem. Postęp w jednej uniemożliwia rzetelne / prawdziwe zaangażowanie - uczciwe bądź nie - w drugą. Prowadząc śledztwo podświadomie zakładasz że wiedza wyniesiona z rozbudowanych dialogów i narracji tj spostrzeżeń filozoficznych dot doktryn i systemow politycznych oraz spolecznych to klucz do zagadki. Grając wydaje się że zrozumienie lokalnych układów i reprezentowanych poglądów pozwoli przechytrzyć mordercę i prawidłowo go wskazać (lub celowo kogoś w zbrodnię wrobić). W finale okazuje się jednak iż zdecydowana większość tych informacji to slepy zaułek. Erudycja literacka NPC i zawarta w niej tj wiedza oraz ocena świata nie przekłada się na nasza skuteczność jako śledczego. Z pkt widzenia kryminału wiedza z jaką zapoznajemy się przez większość gry okazuje się zbędna dla samego śledztwa a to - pomimo że takim powinno być - nie bazuje na logice przyczynowo skutkowej.
Rozwiązanie dochodzenia nie wynika z Twojej dedukcji analizy motywów politycznych czy przesłuchań głównych podejrzanych sympatii lub antypatii lub chęci wrobienia kogoś. Sprawca pojawia się znikąd unieważniając jednocześnie całą detektywistyczną pracę którą włożyłeś w analizę lokalnej społeczności. Właśnie to - i tylko to tak naprawdę - mi się w tej grze nie podoba.
Nie, ale jak się pisze w taki sposób, żeby uchodzić za bardzo mądrego, to tak to wygląda.
Sprawca pojawia się znikąd unieważniając jednocześnie całą detektywistyczną pracę którą włożyłeś w analizę lokalnej społecznośc
To wynika z tego, że założyłeś sobie, że gra będzie klasycznym kryminałem, chociaż od początku twórcy zwracają uwagę, że tak nie jest.
I wcale nie jest prawdą, że rozwiązanie tego w taki sposób unieważnia całe śledztwo. Wszystko czego się dowiadujesz badając sprawę nakreśla ci kontekst tego co się wydarzyło. Daje jasne spojrzenie na motywację sprawcy, buduje jego historię, która jest nierozerwalnie spleciona z historią całego Revacholu i ludzi, którzy w nim mieszkają.
Jest to zresztą ciekawy zabieg, bo właśnie mocniej podkreśla antywojenny ton całej opowieści. Początkowo spodziewasz się skomplikowanej polityczno - korporacyjnej intrygi (która oczywiście też tam jest), a ostatecznie sprawcą morderstwa okazuje się człowiek pozornie niezwiązany z tym, co wcześniej założyłeś i o którym wszyscy już zapomnieli. Tylko, że nie jest to prawda, bo te same mechanizmy, ta sama wojna, która nakreśliła losy Revacholu stworzyła właśnie tego człowieka i jest to wyraźnie w grze podkreślone. To nie jest jakaś osoba, która wzięła się zupełnie znikąd, tylko ktoś, kto jest bezpośrednim efektem wszystkich tych rzeczy, o których rozmawiałeś przez całą grę. Zamiast wielkiej intrygi finał ostatecznie skupia się na jednostce i jest to naprawdę niezły pomysł, pod warunkiem, że uważnie śledziło się całą historię i zatrybiło, że to właśnie dramaty pojedynczych jednostek są jej głównym wątkiem.
Mafia Definitive Edition to przeciętny remake.
spoiler start
zdążyłem dostać za to kilka minusów gdy jeszcze były :P
spoiler stop
A co do Mafii 2 nie mów tak głośno bo cię
Poniekąd masz rację z "wycięciem" ekstremalnej jazdy, ale tylko poniekąd, bo cały content został wrzucony do swobodnej jazdy właśnie, więc jest dwa w jednym, ale wszystkich misji z oryginału oczywiście nie ma.
Seria NFS. Z przyjemnością ograłem Prostreet, Undercover, The Run, Most Wanted 2012, czyli te części które ludzie lubili krytykować.
Seria GTA. Dobra seria, ale ludziom zwyczajnie odp....la przy każdym info o tej grze. To nie jest żaden mesjasz gier, że 90% wydawców robi przerwę 2 tygodnie przed i dwa tygodnie po wydaniu szóstki, byle z nią nie konkurować. Ludzie...
Soulsy 2 to najlepsza gra z trylogii
Najlepszy PoP to ten z Eliką
Najlepszy Wolfenstein to ten z 2009
Seria Gta jest przereklamowana i nudna
Wiedzmin 3 to generalnie sredniak z kiepskim gameplayem, ratuje go tylko fabula/dialogi
Gry Bethesdy maja zajebista eksploracje i duzo lepszy gameplay niz Wiesiek (ale za to slabą fabule)
Clair obscur to nie jest gra indie
Silksong jest duzo lepszy od Hollow knighta
Valorant jest lepszy od CSa, a LoL od Doty
Doom Eternal to najslabszy z Doomow (i nowych i starych)
Pierwszy Lords of the fallen nie byl taki zly jak o nim twierdzą
Gameplay w Diablo 1 ssie
Jedynka pod każdym względem bije 2
Najlepszy PoP to ten z Eliką
Najlepszy pop, czyli najnudniejszy? 😂
Reszty nawet nie chce mi się komentować 😁
Fajne jest ze walka jest powolna, wymaga zaplanowania, i nie zabijasz pol ekranu wrogow jednym klikiem (jak w trojce/czworce).
Ale to ganianie za wrogami strzelajacymi mnie doprowadzalo do szalu. Albo stoi gostek i klepie ataki w powietrze, a na przeciwko goblin tez klepie w powietrze, bo zaden atak nie trafia ;P
W sumie to wiedzieli (za tury sa juz 'be'), ale musili z tego co pamietam robic z tego co maja i realtime jest doklejone do gry, ktora nie miala byc realtime.
Za sukces D1 odpowiada wlasnie to - unikalnosc i wizjonerstwo, ktore zapoczatkowalo caly gatunek.
I otwarty umysl Davida Brevika. ;) Kolesia, ktory nie mial problemu ulec kolegom, ktorzy mowili mu ze realtime lepsze (mimo tego ze juz zaprojektowal cala gre pod tury).
Nie wiem na ile te historie wspominkowe sa prawdziwe, ale podobno decyzja zostala podjeta doslownie po jednej sesji z prototypen reatime. O tyle lepiej mu sie gralo.
Potem ten sam umysl dal nam systemy z D2 i LoD. ;)
Co do D1 to się nie zgodzę, chciałbym więcej takich gier h&s, które są bardziej taktyczne i mają w sobie nutkę survivalu. W D1 najlepsze jest to, że gra jest wolna, taktyczna, decyzje które podejmujesz mają znaczenie - choć na dzisiejsze standardy może się to wydawać prostackie i bardziej uprzykrzające rozgrywkę niż dodające jej głębi.
No, ale z drugiej strony to mamy dzisiaj parę ciekawych gier roguelike, które chyba są tym czym chciało być D1.
Po Uncharted 2 niemal 90% exów na Playstation jest na jedno kopyto; do znudzenia TPP w filmowym stylu. Ile można grać w to samo. Dobrze, że wyszła Tsushima i było coś nowego i ciekawego.
Tsushimy bym nie nazwal "nową i ciekawą", to w koncu kolejny otwarty swiat z nudnymi aktywnosciami.
Albo po prostu może mnie kupili Japonią 🤣
Edit: o Jezu, no i oczywiście Astrobot. Uważam, że Astrobot to najlepsze co wydarzyło się marce Sony od lat w kwestii exów, dlatego - logiczne - potraktowali to jako jedną z tysiąca gierek i już pewnie nawet o nim nie pamiętają.
Helldivers 2 bardzo dobrze oceniana i popularna, a w niej mamy:
- ultra grind w celu odblokowania broni
- niezbalansowane wyposażenie do tego stopnia, że warto korzystać tylko 1/5 wszystkich broni
- obrzydliwe, generyczne mapy z pustkowiami w różnych kolorach
- przeszukiwanie okolicy w poszukiwaniu broni upuszczonej po śmierci
- dobór misji w całości uzależniony od poziomu trudności
- irytujące mechaniki ograniczające movement jak broń którą można przeładować tylko stojąc w miejscu
Dla mnie to gra dla sadystów, którym nie przeszkadza że poziom trudności jest tu oparty na wszechobecnych irytujących mechanikach ograniczających movement gracza
Reszta to stary dobry heroes. Najwieksza wada gry jest mizerna jej zawartosc. 6 miast i jednostki bez ulepszen, powoduje to straszna monotonnie na mapie rozgrywki. Walczy sie ciagle z ta sama niewielka grupa jednostek.
Nawet do tego jednoczesnego kontrataku mozna sie bylo przyzwyczaic, wystarczy zaakceptowac, ze nie ma praktycznie walk bez strat. Niektóre iednostki mialy talent bloku kontrataku, czy nawet kontre przed atakiem.
Nawet strzelcy, kiedy byli atakowani przez innego strzelca, oddawali cios w tym samym momencie.
Bohater, po odpowiednim rozwinieciu i zastosowaniu eliksirów, stawal sie potężnym wojownikiem, ktory mogl dzialac sam, niczym w jakims klasycznym rpg. Mozna bylo nawet zrobic oddzial z samych bohaterow, bez udzialu jednostek. Tyle, ze wtedy wolno sie rozwijaja, bo musza sie dzielic ekspem.
Sam rozwoj talentow również bardzo rozwiniety, wg mnie o wiele ciekawszy niz w trojce. Umiejętności skladaja sie z glownej i jej 3 podtalentow rozwijanych kazdy w 5 poziomach. Pozwala to na znacznie dluzszy rozwoj niz w trójce.
Jest za to mniej artefaktow, ich laczenie w sety zostalo zaimplementowane dopiero w pierwszym dodatku i wyszlo to gorzej niz w trójce.
Ogolnie bylby to majstersztyk, gdyby dano tej grze wiecej zawartosci. Kampania imo najlepsza z calej serii, tylko trzeba lubiec czytac sciany tekstu, bo tak jest przedstawiona fabula, na bardzo dlugich pergaminach, normalnie jakbys czytal ksiazke.
Bo trojka jest najlepsza, czworka bylaby lepsza, gdyby byla bardziej rozbudowana. Piatka jest dla mnie lepsza jezeli idzie o mechaniki, to trojka na sterydach, jednak silnik ma tak zrypany, ze nawet dzis tury komputerowego przeciwnika trwaja po kilka minut w pozniejszej fazie gry. Bardzo to zniecheca, jest to ociezaly kloc, trojka smiga lekko i przyjemnie.
Herosy 4 miała bardzo fajne kampanie, niestety bardzo trudne
Ale najbardziej w 4 raziło mała ilość budynków i jednostek, których nie dało się ulepszać, no i balans w 4 chyba był słabo zrobiony, ale tego to nie jestem pewien bo nie jestem specem w tym temacie
Jak robili trojke, to podobno za samo uzycie slowa "balans" na terenie firmy, dostawales strzala na ryjec mokra szmata z kibla od samego gejm dajrektora.
no i balans w 4 chyba był słabo zrobiony - to w sumie cecha charakterystyczna serii, w trójce też leżał, dopiero Hota go poprawiła, choć idealnie dalej nie jest.
Dobre obejście tematu. Normalnie człowiek za daną opinie o danej grze dostałby baty, a tu tutaj swpodnie może się wypowiedzieć i taki co mu ta opinia nie pasuje nie wie czy mu nawrzucać czy nie. xd
Baldur's Gate 3 i Sajberpank 2077 to gry na maks 7,5/10
Wiedźmin 3 to maks 8,5/10
CDPR to kompletnie nie ta liga co Rockstar czy stare BioWare
Mass Effect 2 to najgorsza część trylogii
Dragon Age II to najlepszy Dragon Age
Prey 2017 to straszne nudziarstwo
AC Rogue jest lepsze niż Black Flag
Final Fantasy jako seria jest strasznie przereklamowane ale akurat FFXIII było bardzo solidne
Ze wszystkich akurat to, ktore doslownie polega na trzymaniu "up" i oskryptowanej w 3/4 "walce" gdzie gracz ma wlasciwie zerowa agencje? To z ktorego nie pamieta sie ani jednej postaci oprocz glownej bohaterki (i to tylko dlatego, ze dali jej suuuuuuper oryginalne imie i potem na sile wcisneli do dwoch gier zeby choc troche uratowac ta nieszczesna 13tke).
To FF jest bardzo solidne?
Ja wiem w jakim jestesmy temacie, ale zlituj sie. Sa granice.
Dla mnie są tylko dwie gry cRPG w historii które by miały tak udanego głównego bohatera - jedna to wieśki (co w sumie nie jest zasługą cRPG ale Sapciaka) i DA2. Hawk jest charyzmatyczny, zabawny, odważny i kochający swoją rodzinę - typ, z którym można się zżyć na ekranie. Szkoda, że nie został bohaterem inkwizycji (jak pierwotnie było w planach).
Walnę klasykiem.
Orignal War to średniak, na który ciężko było mi patrzeć po zagraniu wcześniej w Red Alert 2, ale jako że był w eXtra Gra za 29,90 zł i w wersji PL, to dzieciństwa szkalować nie wolno.
Obie gry cenię bardzo wysoko, ale jakbym ja miał walnąć jakąś strategiczną kontrowersją z tego okresu to dla mnie wychwalane Twierdze zarówno jedynka i Krzyżowiec to totalne średniaki.
Szkoda tylko że gameplay OW jest fatalny 😒
Za bardzo poszli w realizm i ucierpiła na tym dynamika gry, wszystko trzeba ręcznie robić, a kończące się paliwo i surowce przyznawane do jednej wybranej bazy to zwykła upierdliwość, przecież to ma być rts, to nie są settlersy jakieś Do tego kiepski balans wszystkiego
W Dawn Of War 40 k masz limit wojska 20 a normalnie budujesz jednostki, ograniczenie żołnierzy to beznadziejny pomysł, tym bardziej że strasznie potrafią szybko paść, tym bardziej że już w 3 misji wybierasz tylko 5 żołnierzy gdy masz dostęp do większej ilości
Spawnujace sie skrzynie w losowych miejscach kolejny nie trafiony pomysł, tym bardziej że na mini mapie prawie wcale nie widać gdzie one są
Spawnujace sie skrzynie w losowych miejscach kolejny nie trafiony pomysł, tym bardziej że na mini mapie prawie wcale nie widać gdzie one są Potem w grze masz technologię, która te zrzuty wykrywa i dosłownie są widoczne za mgłą wojny i to nie jakoś daleko w kampanii.
Wydaję mi się, że mogłeś się odbić od pierwszych misji (tutaj muszę zgadywać że ogrywałeś kampanię amerykańską), które mają dać takie poczucie zdezorientowania i zaszczucia aniżeli misji z typowych RTSów. Raczej kiepsko brzmiałby koncept, że żołnierzy nieznany wróg eliminuje jednego po drugim mając w składzie ludzi, którzy zbierają na siebie tonę ołowiu :P

Drugi raz doszedłem jak na ss pokazane, ale w sumie nie pamiętam czemu nie przeszedłem całej kampanii, tak czy siak po prostu sama mechanika i gameplay po prostu nie spodobał mi się, no ale nie ma gry która wszystkim się podoba
Dragon Age: Origins to gra dla emo dzieci. Każda, ale to każda następna część biła ją na głowę, nie ma w tej grze nic wybitnego, postacie są sztampowe na maksa, wszystko jest tak "edgy", że można dostać zakwasów od przewracania oczami.
Dwójka fabularnie zjadła ją dupą, trójka rozmachem, nawet "ostatnia" część jest zdecydowanie od niej lepsza.
rozbudowanymi dialogami z wieloma unikalnymi opcjami dialogowymi w zależności od rasy, klasy, pochodzenia czy odblokowanych bonusów.
Podczas mojej gry w inkwizycję naliczyłem uwaga, 2 dialogi w których mogłem wybrać pochodzenie mojej rasy 😂 A odnośnie klasy wojownika to żadnego nie miałem, więc jak zwykle ściemniasz
Nie, to jest kwestia subiektywna
Jedynka ma mocniejsze momenty, jak głębokie ścieżki i matki lęgów, przejęcie w wieży kregów przez magię krwii i pustkę, czy las brenicall i biały kieł
A dwójka? Tylko pierwszy akt jest dobry, 2 średni, a 3 jest strasznie chaotycznie napisany
Miasto kirkwall jest fajne, ale litości, tam przez całą grę nic się nie zmienia, tylko inne npc i zadania poboczne
O ironio... to dokladnie tak jak twoja niezniuansowana, przejaskrawiona, zero-jedynkowa i zhiperbolizowana "opinia". Bo rozumiem ze moze sie cos nie podobac, ale w ciagu paru postow popadasz w takie absurdy i hiperbole, ze czlowiek sie zastanawia czy wogole w to grales.
btw. Z tych "wspanialych" postaci z reszty DA to nawet imiona na sile trzeba sobie przypominac.
Wiedźmin 1 to najlepsza część z serii
Gothic to max 7/10
Tak samo HOMM3
FF8 > FF7
a FF14 to dobre MMO
Najlepsza gra Rockstara to Bully
Diablo 1 > Diablo 2
GTA jest lepsze niż te wszystkie baldury, divinity itp, a Gothic lepszy 100 razy
Wiedźmin 3 nie jest dobrą grą.
Edycja (sprowokowana odpowiedzią Iselora):
Wiedźmin 3 jest grą słabą i męczącą (a jeśli - jak chcą niektórzy - traktować go jako RPG-a, to RPG-iem jest beznadziejnym), ale dzięki postaciom, dialogom i fabularnej otoczce zadań, a także stworzonym przez grafików lokacjom, ujdzie.
-Gothic to syf;
-Fallout New Vegas jest przereklamowany, a już w czasach swojej premiery był niebywale toporny i paskudny;
-Spiderman 1 i 2 to jedne z najlepszych exów Sony;
-Forza Horizon stała się parodią gier wyścigowych;
-Dzisiejsze gry pod kątem gameplayu i Quality of Life ficzersów kompletnie masakrują stare gry, do których coraz ciężej się wraca;
-Aktualnie wychodzi więcej dobrych gier niż kiedykolwiek;
-Skyrim jest bardzo spoko;
-Doom Dark Ages to najlepszy Doom;
-Główną trudnością soulsów są animacje trwające po 3 dni kalendarzowe oraz gówniane sygnalizowanie ataków przez bossów;
-Nico Bellic to najlepszy protagonista serii GTA;
-Fortnite pomimo swojego negatywnego wpływu na branżę jest całkiem fajną grą i przez ogromną liczbę crossoverów jest totalnym marzeniem dla fana popkultury;
-Seria Uncharted jest płytsza od kałuży;
-Final Fantasy 7 nie jest najlepszą częścią serii;
-Nintendo jest obecnie najbardziej consumer-friendly firmą konsolową i tak naprawdę jedyną, którą warto się interesować;
-Woke i inne bzdety, z którymi walczą redditowi wojownicy klawiatury nie mają tak naprawdę żadnego wpływu na to czy gra jest dobra;
-System udźwigu jest irytującą i niepotrzebną mechaniką;
-Clair Obscure to prawdopodobnie jedna z lepszych gier w historii.
Proszę linczować.
A co z Moralesem? Na nim w sumie bawiłem się najlepiej.
System udźwigu jest irytującą i niepotrzebną mechaniką
Prawda. Pomijając pojedyncze przypadki (jak Kingdom Come Delivernace) to mechanika, która głównie zajmuje czas i której chętnie bym się pozbył.
Gówno prawda, większość fanów mangi i anime zawsze miała słaby gust, a on jest tego idealnym dowodem.
Raczej dawno takich głupot nie czytałem
-Spiderman 1 i 2 to jedne z najlepszych exów Sony;
-Dzisiejsze gry pod kątem gameplayu i Quality of Life ficzersów kompletnie masakrują stare gry, do których coraz ciężej się wraca;
Zobacz sobie jak wygląda początek Spider-Mana 2, jest to wyreżyserowane, liniowe QTE w stylu ostatniego Wolverina także to się nie dodaje z tymi jego bredniami o najlepszym gameplayu.
Typowy pseudoznawca gier którymi myli gameplay i mechaniki z nagranymi animacjami Motion capture w połączeniu z oskryptowanym gameplayem co tworzy iluzje, że niby gra, ale jak się tak naprawdę zastanowić to wszystko po pewnym czasie zaczyna się robić powtarzalne.
- Gothic to syf;
- Fallout New Vegas jest przereklamowany, a już w czasach swojej premiery był niebywale toporny i paskudny;
- Spiderman 1 i 2 to jedne z najlepszych exów Sony;
- Seria Uncharted jest płytsza od kałuży;
- Woke i inne bzdety, z którymi walczą redditowi wojownicy klawiatury nie mają tak naprawdę żadnego wpływu na to czy gra jest dobra;
- System udźwigu jest irytującą i niepotrzebną mechaniką;
- Clair Obscure to prawdopodobnie jedna z lepszych gier w historii.
Z tymi się zgadzam, co do reszty w większości nie mam zdania, może przy 2-3 bym polemizował.
Aczkolwiek co do Spidermana jestem rozdarty - 1 i Miles Morales sztos, a od dwójki się... odbiłem. Ale nie dałem jej wiele czasu.
O mam dobre:
Kustomizacja wyglądu bohatera to strata czasu gracza i twórców gry. Zamiast tego lepszy jest narzucony przez artystę wygląd i głos postaci którą kierujemy i tylko takie gry zapadają w pamięć.
W niektórych grach achievementy/trofea są znacznie ciekawsze niż misje główne lub poboczne, stanowią lepsze wyzwanie i dają więcej frajdy
Z zalet inkwizycji to grafika, muzyka i ten stół narad przy którym zlecało się misję, fajne było też dla mnie to że jak odwiedzamy nową lokację to hardling nam opisuję krainę, i tyle w sumie
Opinie w większości z czasów, kiedy te gry dopiero debiutowały, zagrałem w nie i obserwowałem ich odbiór wśród kolegów ze szkoły/podwórka:
1. Gothic 1&2 to najlepszy RPG dla ludzi, którzy wówczas w RPG w ogóle nie grali. Sam wtedy uważałem te gry za action-adventure. Prostacki rozwój postaci, walka sprowadzona do rytmicznego wciskania strzałki w górę przytrzymując LPM.
2. Diablo 2 było wyprane z klimatu jedynki.
3. Lord of Destruction jeszcze bardziej osłabił klimat, skręcając w sumie w heroic fantasy, a nowości w rozgrywce totalnie ułatwiły grę.
4. Wiedźmin to gra skupiona na nudnym backtrackingu. Jedyne udane elementy to klimat, muzyka i animacje walki.
5. Bioshock jest przereklamowany. Drewniane strzelanie, kiepskie sterowanie przy używaniu plazmidów. Plot twist, który kompletnie mnie nie wzruszył.
6. Dragon Age Origins to przereklamowany średniak. Warsztatowo dobra gra, ale fabularnie i światotwórczo wtórna. System walki wyjęty z WoW-a (generowanie zasobów, cooldowny). Najsłabsza odsłona serii.
7. Wiedźmin 3 to najlepsze RPG dla ludzi, którzy wcześniej w RPG nie grali. Wtórna fabuła, monotonna rozgrywka. Przereklamowane zadania poboczne, uproszczone dialogi.
8. Divinity Original Sin 1&2 - przereklamowane gry. Najlepsze klasyczne cRPG dla ludzi, którzy nie grywali w klasyczne cRPG. Skupienie na interakcji i rozgrywce systemowej nie ratuje prostej mechaniki. Wykorzystanie interakcji do rozwiązania problemu jest fajne, ale jeśli każdy kolejny problem rozwiązuje się tymi samymi metodami i każda walka wygląda tak samo, to szybko wkrada się nuda. Te gry są dobre wyłącznie przez pierwsze 30h, do ukończenia pierwszego rozdziału.
9. Cyberpunk to przehajpowany technologiczny gniot z przereklamowaną fabułą i generycznymi questami. Wciąż przyjemniejsza i bardziej rozbudowana rozgrywka niż w Wiedźminie 3.
10. Dragon Age 2 ma bardziej taktyczną walkę od Origins (ccc).
11. Veilguard to najlepsza odsłona Dragon Age.
12. Avowed ma bardzo dobrą fabułę.
13. Neverwinter Nights to przełomowa gra, która niesłusznie jest oceniana przez pryzmat podstawowej kampanii, która i tak jest spoko.
14. KotOR2 jest pod każdym względem lepszy od jedynki.
15. Fallout 3 to fajny Elder Scrolls, ale kiepski Fallout.
16. Baldur's Gate 3 to świetny cRPG, ale kiepski Baldur.
1. Czy to w sumie zarzut warty wspomnienia? W sensie każdy się z tym zgadza, a fani Goticzka i tak nie potrafią czytać.
6. Wybitna zgoda, wciąż nie rozumiem chwalenia tej części.
11. No to już może być kontrowersyjna opinia, bo jak IMHO jest to gra, która im dalej, tym lepiej, to czuć "piekło deweloperskie".
14. A tutaj ktoś kiedyś się z tym nie zgadzał? Przekonany byłem (może w błędzie), że ludzie ogólnie uznawali KOTOR2 za lepszą odsłonę.
Dawno grałeś w gothica, więc chyba trochę ci się pomyliło Silvaren Walka w gothicu jest fenomenalnie wykonana, możesz atakować mieczem od boku prawego, lewego, i na przeciwko siebie, oraz blokować ciosy Jednak animacje ciosu i bloku, oraz uniku są bardzo responsywne i sprawia że walka jest bardzo skillowa Do tego dochodzi 3 stopnie nauki, gdzie twoje animacje stają się coraz szybsze oraz bardziej skuteczne VS Walka w morrowindzie gdzie spamujesz jeden klawisz i czekasz aż postać trafi, a umiejętność walki wpływa tylko na trafienie
Lubię cię, ale czasem totalnie nie zgadzam się z tym co piszesz xd
Zaznaczam że Silvarena lubię i szanuję.
2. Jako fan obu pierwszych części jestem za a nawet przeciw. Te gry miały inny klimat bo...Musiały mieć inny, ale dwójka ma miejscami naprawdę świetny klimat w Akcie 1, świetny w 2, żadnego w 3, niezły w 4 i bardzo fajny (prawie Icewindowy) w akcie 5.
3. Nie zgadzam się. Większa skrzynka ułatwiła życie, zmiana broni pod literką W po prostu ułatwiła życie no i co najważniejsze: moja kochana Rogue mogła za mną biegać przez wszystkie akty!
4. Nie zgadzam się kompletnie bo kocham po prostu klimat jak i fabułę i postacie, no ale trudno.
6. Bogowie ratujcie mnie....
7. Patrz punkt 4
12. Meh
13. Tu się BARDZO zgadzam :) Kocham pierwsze NWN o wiele bardziej od dwójki.
14. Absolutnie się nie zgadzam, prolog na statku był tak nudny że o mało nie wyjebałem monitora przez okno i nie zarzuciłem gry. Kompletnie nie pamiętam ŻADNYCH towarzyszy z dwójki. Trochę Kreię, ale tylko ze względu na epilog.
16. Też się bardzo zgadzam.
To ma byc przelomowa gra?
A Diablo 2 ma moze slabszy klimat niz jedynka (choc pierwszy akt, koncowka trzeciego, czwarty nadal sa swietne), ale ma zdecydowanie lepszy gameplay.
Może na początku ma to jeszcze jakiś sens, kiedy broń mamy gównianą i niski poziom skilla, ale od pewnego momentu wystarczy trzymać LPM i w jednosekundowym odstępie wciskać strzałkę w górę, wyprowadzając kolejne ciosy w sekwencji i wrogów można w sumie odklikać. I dobrze to akurat zapamiętałem, bo nawet jeden kolega ze szkoły mi o tym mówił i to rzeczywiście działa nawet na orkach i jaszczurach. Jednoręcznym mieczem to w sumie wystarczy spamować na zmianę przód -> lewo bodajże.
Jedyna różnica w animacjach jaką pamiętam, to że od jakiegoś poziomu skilla trzyma się dwuręczny miecz już pionowo a nie poziomo w dwóch łapach jak jakiś chłop.
No bo się postać rozwija i staje się mocniejsza, czego ty oczekujesz? XD A w takim dark souls masz atak, mocny atak, blok i unik i tyle 🤷
Zresztą w dodatku nocy kruka już tak łatwo nie przejdziesz gry, trzeba bardziej optymalizować build, rozwijać postać dzięki miksturkami które stworzymy, czasem używając zwojów w niektórych sytuacjach, gothic 2 nk jest znacznie głębszy niż ci się wydaje, różnica między g1 a g2nk jest naprawdę spora
Jedyna różnica w animacjach jaką pamiętam, to że od jakiegoś poziomu skilla trzyma się dwuręczny miecz już pionowo a nie poziomo w dwóch łapach jak jakiś chłop.
Nie tylko XD Ataki boczne są szybsze, i kombinacja ataku jest znacznie lepsza (to specjalne combo które zdobywasz ucząc się w pierwszym stopniu walki i drugim)
https://www.youtube.com/watch?v=HOI-_ihTJ9w
13. Neverwinter Nights to przełomowa gra, która niesłusznie jest oceniana przez pryzmat podstawowej kampanii, która i tak jest spoko.
To ja napiszę jeszcze bardziej niepopularną opinię. NVN było grą marną pod każdym względem już w dniu premiery. Co WIĘCEJ - "cenione" dodatki niewiele poprawiły w tym aspekcie - to nadal szmira bez polotu. Obsydian w dwójce coś tam próbował naprawić - ale odziedziczony silnik zrobił swoje.
To gra brzydka - pamiętam dokładnie taką myśl gdy widziałem ją po premierze, w porównaniu do rysowanych BG1 i zwłaszcza 2 szkaradztwo. Towarzysz gracza to jakaś pomyłka - manekiny bez osobowości. Historia sztampowa - nastoletni GM 30min przed sesją by lepszą poskładał z innych gier. Losowy loot, artefakty bez polotu, dungeony bez sensu i klimatu.
Ja oceniam NWN jako kompletny pakiet a właściwie platformę do niekończących się przygód, których jakość nierzadko bije na głowę oficjalne moduły, z których OC był zrobiony na kolanie i wymuszony przez wydawcę jako swego rodzaju przykład, na co pozwala Aurora Toolset. Do tego rewolucyjny moduł DM-a, który prowadził graczy na sesji online.