Dla mnie wielkim zaskoczeniem jest, że ten wózek dalej jedzie. Po mistrzowskiej Origins nie został nawet kurz....
EA powinna albo dać im zrobić porządnie DA po jedynce albo olać markę i wszytko w ME postawić.
Ta seria ma w sobie coś, że mimo rozczarowaniem dwójką i kompletnym wynudzeniem się w trójce i tak złapałem hype'a na Veilguarda, mimo że zakulisowe doniesienia nie napawały optymizmem. Jeśli by miała powstawać kolejna część to pewnie bym wyczekiwał
Jaką umysłową amebą trzeba być, aby sądzić, że gra nie odniosła sukcesu bo nie było trybu wieloosobowego, a którego gracze nie chcieli i wyraźnie dawali o tym znać? No nic, EA sobie dalej kopie dołek w który wpadnie, ale zanim to się stanie, to wpadnie do niego Bioware, bo podejrzewam, że Mass Effect zostanie podobnie zmasakrowany co Dragon Age. I tylko nadzieja, że te franczyzy wpadną w ręce osób, które wiedzą co z nimi zrobić. Gdyby Gaider dostał Dragon Age do ręki, to myślę, ze powstałby godny następca Origins, pytanie tylko czy nie jest już za późno, bo guano się rozlało i jak to teraz poskładać do - nomen-omen - kupy...
EA patrzyło na sprzedaż, czyli na to, co według opinii graczy na tym forum jest czynnikiem decydującym o jakości gry.
Według ostatnich danych z lutego 2010 r. Origins sprzedał łącznie 3,2 miliona kopii, z czego przez pierwsze 2 miesiące od premiery na początku listopada było to około 2,7 miliona. Ponadto sprzedano milion DLC. Co ciekawe, ponad połowa nabywców gry była graczami konsolowymi, co ukierunkowało dalszy rozwój serii na gracza konsolowego. Przypominam, że Origins na konsoli pozwalał grać wyłącznie z kamerą TPP. Origins powstawał bardzo długo (2002-2009).
Dragon Age 2 wyprodukowano błyskawicznie w 16 miesięcy, co zresztą widać. Co ciekawe sequel miał lepszą dynamikę sprzedaży. Pierwszy milion kopii sprzedano już w ciągu dwóch pierwszych tygodni od premiery, czyli od 8 marca 2011. Całkowita sprzedaż była jednak niższa, bo osiągnęła około 2 miliony kopii do maja 2011 r., podczas gdy Origins 3,2 miliona do lutego 2010 r.
Inkwizycja miała tak samo wysoką dynamikę sprzedaży tuż po premierze, jak DA2, a w 2015 r. Bioware ogłosiło, że pod względem sprzedanych egzemplarzy jest to najchętniej kupowana gra tego studia. W 2024 Mark Darrah potwierdził, że sprzedano 12 milionów kopii Inkwizycji, co sprawiło, że była to najbardziej rozchwytywana i najpopularniejsza produkcja Bioware wszechczasów.
Dla kontrastu każdy Mass Effect z wyjątkiem pierwszej części miał ponad dwukrotnie lepszą sprzedaż od Dragon Age 1 & 2, ale żaden nie dogonił Inkwizycji. Nie wiem jak to wygląda z Legendary Edition. To też jest ciekawe, bo sci-fi sprzedaje się ogólnie gorzej od fantasy.
Dragon Age Veilguard "zaangażował" 1,5 miliona graczy w okresie premierowym, co stanowiło o połowę mniejszą liczbę niż oczekiwano.
Prywatnie w każdą kolejną część Dragon Age grało mi się lepiej, a fabularnie naprawdę interesująca była dla mnie jedynie dwójka.
Nie wydaje mi się, by status kultu Origins wywodził się z tego, że gra udawała bardziej klasycznego cRPG niż jej kontynuacje. Graczy musiały przyciągnąć jakieś inne, bliżej nieokreślone czynniki. Z mojej perspektywy kolejne części specjalnie nie różniły się pod względem mechanicznym, nawet jeśli upraszczały niektóre elementy, to pewne aspekty rozbudowywały na plus. W każdą dało się grać z "widokiem z góry" i wydając wszystkim rozkazy niczym w Baldur's Gate i w każdej walka przypominała raczej World of Warcraft tak pod względem generowania zasobów i odpalania zdolności. Z części na część rdzeń rozgryki pozostawał w gruncie rzeczy ten sam, przynajmniej do czasu premiery Mass Effect: Thedas aka Veilguard.