Kretynizm! Nie gra się dla platyn! Gra się dla siebie i historii, fabuły gry tak jakby czytało się książkę
Jak słyszę, że ktoś opisuje swoje "osiągnięcia" poprzez podanie liczby splatynowanych gier to wiem, że jest przy**ny. Co dziwnego, że zaczęło mu to sprawiać wrażenie pracy, skoro sam tak traktował gry. Zamiast grać dla przyjemności, grał dla ukończenia. Ba, i żeby jeszcze po prostu chodziło o ukończenie. Nie, grał by wymaksować... co za głupota.
Zrobienie sobie przerwy nic mu nie da jeśli, w którymś momencie zatracił zrozumienie słowa "rozrywka".
Dla przykładu. W rimworld ma 3k godzin. Napisy końcowe widziałem może 2x. Nie dlatego, że jestem kiepski i nie potrafię osiągnąć zakończenia, tylko dlatego, że nie chcę bo nie widzę w tym celu. Gram dla grania, a nie dla skończenia grania.
Bo liczy się droga, a nie cel.
Jak sobie strzeliłem PCMR, to przez jakiś czas grałem w starocie zamiast cisnąć sprzęt.
Kiedyś uwielbiałem co wieczór cisnąć ze znajomymi w gry nastawione na rywalizację, a teraz zdecydowanie bardziej ciągnie mnie do gier single player, indyków i luźniejszego multi. Czyli zaczął wreszcie grać dla przyjemności i własnej satysfakcji.
Ważne żeby trafić w to co się lubi. Obecnie skupiam się głównie na największych grach z tym, że jak mi nie podejdzie w ciągu godziny to wylatuje. Z ostatnich gier które szybko wyleciały to Stellar Blade.
Ja mam to samo. Ale to już z wiekiem przychodzi. Złożyłem kompa w tamtym roku, a jak odpalam jakąś grę to 30 minut i mi się już nie chce. PS5 Pro już prawie 2 lata światła słonecznego nie widziało. Jeszcze mnie trzyma przy graniu ale to już chyba tylko nostalgia i przywiązanie. Nadchodzi czas odłożenia grania na boczny tor. Bardziej się teraz na ruchu i pracy skupiam i to z ochotą. Wpadły podróże i siłownia i jakoś wszystko to ma już powoli wyższy priorytet niż siedzenie przed komputerem.
SKS :)
Ciekawe, bo mam dokładnie to samo. I ciekawi mnie, czy to spowodowane wiekiem, czy syfem który odwala się na świecie od pandemii(w sensie coraz większym syfem),i jakoś nie potrafią czerpać radości.
Od lat chciałem mieć kompa, na którym odpalę wszystkie gry które mam do nadrobienia(nawet z 2015r! ;D) Jeszcze wiedźmina 3 nie ograłem. W końcu taki kupiłem w zeszłym roku.Dopiero w tym roku obudowę. I w zasadzie brakuje mi monitora.
I jeszcze rok temu chciałem od razu kupić, i od razu grać. A teraz mi sie nawet nie chce tego kompa złożyć ani nawet grać.
Może związane jest to z tym, że od 3 lat nadrabiam seriale, i na starym pc jeszcze jakieś indyki do ogrania mam. Ale no nagle nie czuję takiej dużej potrzeby grania w RDR 2 czy Wiedźmina 3, czy wszystko w co chciałem. Może dlatego że czasu mniej, że podświadomie chcę robić coś innego? A nie spędzać czas na graniu..ale to i seriali bym nie oglądał. Nie ogarniam czemu tak nagle straciłem zainteresowanie. Albo to że z tyłu głowy mam, że nadrobienie tego wszystkiego zajmie prawie 7 lat...;D
Ten tekst powstał chyba wyłącznie dlatego, że ktoś o swoim growym wypaleniu napisał na Reddicie. Na GOL-u był niejeden taki sam wątek, że "ojej, mam PC, 3 różne konsole, na każdy sprzęt po 1000 gier i wcale mi się grać nie chce" i z podobnymi radami i jakoś nikt nie wpadł na pomysł robić z tego newsa.
Na taki stan rzeczy może mieć wiele czynników. Rodzaj pracy jaki wykonujemy, niektórzy po ciężkiej pracy fizycznej, po prostu nie mają ochoty brać aktywnego udziału w rozrywce. Wolą sobie chociażby puścić serial. Przebodźcowanie, to był kiedyś mój problem, człowiek otaczał się grami z wszystkich stron, czytał, słuchał na YT, ciągle czuł presję, aby przechodzić i przechodzić coraz więcej. Zauważyłem, że po dłuższych przerwach od grania, gdzie człowiek miał urlop i brak dostępu do gier, mniej używał ekranów, gra się bardzo dobrze, może w takich przypadkach, warto ograniczyć wszystko co związane z grami i skupić się na samej czynności grania.
To jest normalne zjawisko szczególnie widoczne u osób, które grały w gry już w lata 90, gdzie ogrywało sie niemal wszystko. Wtedy jako dzieciaki traktowaliśmy jak zabawę, coś nowego, nietypowego, grało się dla samego grania. Mało kto zwracał uwagę na fabułę, historię. Dziś nie gra się już niemal dla samego grania. W zasadzie to tylko w Starcrafta 1 czasami 2 gram dla samego grania. Większość gier, które zaczynam, porzucam po kliku godzinach, bo czuje, że tracę czas. Dawno nie miałem uczucia, że nie mogłem doczekać się kolejnej sesji z jakąś grą.
Też mnie to dopadło. Po prostu z wiekiem człowiek, ma więcej możliwości na spędzanie ciekawiej czasu. Gry to obecnie najgorsza forma rozrywki jeżeli chodzi o dobro kulturowe. Gier z ostatnich 2 dekad, na palcach jednej ręki można policzyć, w które chciało się grać. Po prostu fabularnie gry wciąż są pisane na kolanie. Robione pod masę, a nie ambicje twórców. Po co mam grać w takiego nowego Asasyna, Crimsone Desert, Forze czy inne popierdółki, jak w tym samym czasie mogę kilka ciekawszych książek przeczytać czy spędzić czas na aktywnościach na dworze. Gry z wiekiem przestają dawać tyle frajdy, bo człowiek dostrzega, że to puste marnowanie czasu. Nic kompletnie nie wnoszą jako ogół do życia. Nie ma poczucia, że muszę w coś zagrać, bo coś ważnego mnie ominie. Takich gier jest bardzo mało.
No ja bym się jednak z tymi wartościowymi książkami tak nie rozpędzał. Ogromna większość książek to też jest produkt pod masę, według trendów. Był szał na Zmierzch, to każda kuchta pisała swojego własnego "zmierzcha", 50 Twarzy Greya zyskało rozgłos, to znów nie namnożyło wcale-nie-greyów. Jest popyt na romantasy i kryminały, to rynek wydawniczy nas zasypuje romantasy i kryminałami w ilościach hurtowych. Teraz z 95% (jak nie więcej) książek to dzieła odtwórcze, które też nic nie wnoszą do twojego życia.
I mówię to jako ktoś, kto od dzieciństwa pochłania książki w ilościach hurtowych: nie ma różnicy czy zagrasz w głupią gierkę, czy przeczytasz głupią książkę.
Z książkami byłoby tak samo, gdyby dobra książka pojawiała się tylko co kilka lat. Ludzie by czytali w międzyczasie książki sprzed dekad.
Skala tu robi różnice. Dodatkowo nadal najlepsza gra, nie ma podjazdu do nawet bardzo dobrej książki.
Kretynizm! Nie gra się dla platyn! Gra się dla siebie i historii, fabuły gry tak jakby czytało się książkę
Dlatego Gothic Remake zjada na śniadanie 90 procent współczesnych RPG ba gier w ogóle
Dlatego wracam do starych gier - gram w Arma: Cold War Assault Remastered i właśnie kupiłem Duke Nukem 3D: 20th Anniversary World Tour
Skoro lubisz gry FPS, to polecam Ci wypróbować Project Warlock, Dusk, albo coś innego. Niczego nie brakuje.
Ja gram od małego aż do teraz i nie mam problem w czerpanie przyjemności z granie. Po prostu za dużo grał i potrzebuje przerwy. Nie wszystkie gry są warte czasu i uwagi. Złe i kiepskie gry mogą doprowadzić człowieka do wypalenia i niechęć do gry. Wybieram tylko około 10-30 gry co roku, co są warte uwagi, a nie gram na siłę w ponad 1000 gry. Od czasu do czasu odpoczywam. Liczy się jakość, nie ilość. Gry są dla przyjemności, a nie dla obowiązkowe pracy.
Kiedyś uwielbiałem co wieczór cisnąć ze znajomymi w gry nastawione na rywalizację
Już nie dziwię się, że te gry potrafią doprowadzić człowieka do wypalenia. Ja lubię grać w World of Warships, ale na luzie, nie na całego (czyli 1-3 bitwy dzienne). Gram w WoW tylko wtedy, kiedy mam ochotę, a nie "obowiązkowa ciężka praca" (wielkie grindy, walka o 1 top, walka o wszystkie nagrody itd.). Walka o 1 top to za dużo pracy i stresy, że szkoda czasu i nerwy. Więcej czasu wolę poświęcić na gry single dla przygody i satysfakcji, albo coś ważniejszego w realu życiu.
mam wrażenie, że moim jedynym celem stało się po prostu wbicie platyny
Idioto... Akurat te platyny nie są warte czasu i wysiłki. Niektóre osiągnięcie są zbyt przesądzone i wyolbrzymione. Człowiek zamiast robić przerwy od granie i odpoczywać, to się męczy jeszcze bardziej. Nic dziwnego, że człowiek przestał odczuwać przyjemności z granie. Sam sobie zniszczył i to na własne życzenie. Naprawdę potrzebuje przerwy od granie i to długo.
Jak się mówi "co za dużo, to niezdrowo". Prawdopodobieństwo też mało spał. Potem ten gracz się dziwi, czemu ma depresja i wypalenia. Taki skutek uboczny.
Norma. Nie ma się komputera, który uciągnie wszystkie gry i gra się jakieś niszowe gierki. Potem jak się kupi lepszy komputer, który uciągnie każdą grę to na początku jest wielkie WOW, a potem wraca się do punktu wyjścia. Winowajcą są po części same gry bo się okazuje że może pod pewnymi względami są lepsze ale w zasadzie jest to samo co się grało wcześniej. No i po części jest też sam człowiek. Granie po jakimś czasie się po prostu nudzi. Jak się idzie do jakieś roboty i robi się w niej 20 lat to jest przeważnie to samo.
Minie mu ja np po zagraniu cyber77 też tak miałem a po 3 latach odkryłem go na nowo i uważam że jest w dużo aspektach lepszy od np w3 w którego przeszedłem z 50 razy. Niech sobie przerwę zrobi z miesiąc i niech spróbuje zagrać np w kaskada, aloy albo shadow. Niestety jak ktoś ma abonament to nie potrafi się skupić na jednej grze i pomija wątek zapoznania się dobrze z grą i takie są efekty. Najgorsze jest jak ktoś ma abonament to wtedy nic mu się nie podoba
Proces i dążenie ''dopaminują'' i są po prostu fajne, po osiągnięciu celu to opada.
Analogicznie jak z męskim orgazmem;)
Bzdura ten news stworzyło AI a pismak tylko go skopiował z innej stronki
Nigdy nie splatynowałem ZADNEJ gry. Czasami staram się wyciągać jak najwięcej osiągnięć. Ale gdy osiągnięcia stają się celem samym w sobie... To co frajda grać.
Szczególnie że wiele z nich to żadne osiągnięcie a zwyczajny grind
Mam podobnie z wypaleniem, a gram już może z 30+ lat (mam 39), od C64 i łamaniem joysticków w BoulderDash, GameBoy z Mortal Kombat, a od jakiegoś 93 już tylko PC.
I jak od pierwszej części przechodziłem Asasyny (poza Unity i Syndicate) tak praktycznie wszystkie mi się podobały i nie było problemu robić po 100% lub blisko tego, tak Mirage przeleciałem przez fabułę już wymęczony, gdzie wcześniej to był fun.
Teraz Shadows 30h i jako tako, ale musiałem wyłączyć tryb eksploracji - no i było widać znaczniki, bo prawie bym odinstalował żebym nie znalazł tej opcji.
"Idź do wioski, tam na północ od niej jest wodospad, (ch** w ten wodospad, bo) za nim leżą kamienie i tam w okolicy czeka typ do zadania..." Masakra :D
Dziś odpalam coś, co można w każdej chwili wyłączyć i coś, co nie wciąga, bo czasu brakuje.
Rundka w BF'a 6 czy kilka rundek.
Teraz ciężko się odpala cokolwiek, ale jak tu ktoś wspomniał, nie ma się co cisnąć.
Spróbowałem też sposobu żeby dać grze czas, jak nie pyknie przez dwie godziny to brać kolejny tytuł.
Na razie się sprawdza.
Aż mi się przypomniał ostatni Spider-Man - pierwsza część, super filmowo, dobrze się bawiłem, Miles Morales już takie meh, a do drugiej części po 3 podejściach po ponad godzinę grania w odstępach kilku tygodni - usunąłem i odpuściłem.
Podobno żeby sobie odświeżyć też "granie" dobrze jest włączyć coś , czego raczej by się nie tknęło, ale to sobie zostawiam na większy kryzys ;)
Przykładów takich gier można by mnożyć i sporo mógłbym o tym napisać ✌🏼
Jak jutro usiądę do moich gier, to najpierw wypiję kielich królewskiego półtoraka, żeby uczcić, że nie jestem nim.
Jak słyszę, że ktoś opisuje swoje "osiągnięcia" poprzez podanie liczby splatynowanych gier to wiem, że jest przy**ny. Co dziwnego, że zaczęło mu to sprawiać wrażenie pracy, skoro sam tak traktował gry. Zamiast grać dla przyjemności, grał dla ukończenia. Ba, i żeby jeszcze po prostu chodziło o ukończenie. Nie, grał by wymaksować... co za głupota.
Zrobienie sobie przerwy nic mu nie da jeśli, w którymś momencie zatracił zrozumienie słowa "rozrywka".
Dla przykładu. W rimworld ma 3k godzin. Napisy końcowe widziałem może 2x. Nie dlatego, że jestem kiepski i nie potrafię osiągnąć zakończenia, tylko dlatego, że nie chcę bo nie widzę w tym celu. Gram dla grania, a nie dla skończenia grania.
Dobry przykład. Sam "ukończyłem" Satisfactory po prawie 400 godzinach. Wcale nie cisnąłem głównego celu, tylko bawiłem się formułą, skalą rozbudowy, koleją, zwiedzaniem i tym wszystkim co gra ma do zaoferowania. Wracam raz na 5-9 miesięcy i pogram kolejne 50 h z jakimś większym projektem. Fajna sprawa mieć już taką megabazę, all unlocked, koleje, przejazdy, fabryki, elektrownie i satysfakcję, że zbudowało się to samemu. Generalnie 5 poziom windy dałoby się zrobić poniżej 100 h na pewno, a pewnie i może 50 h mając już doświadczenie to co teraz, ale hej, gdzie tu frajda ? Tak w sumie obejrzenie finału i zobaczenie napisów wywołało delikatny smutek, że to finisz najdłuższej przygody jaką ukończyłem w grze grając solo. Kupno "orzecha" to też taki cel sam w sobie, ale frajdę małą daje ;p. Teraz nastawiam się na Captain of industry, bo ma też ambitnie skonstruowaną logistykę oraz rewelacyjny system kopalni surowców odkrywkowych ( pograłem w niego 35 h jak dotąd, ale to kropla w morzu całej gry )
Obstawiam, że gość może mieć problem z uzależnieniem "od czegoś", skoro tak chorobliwie poszukuje tanich wyrzutów dopaminy. Gdy już dojdzie do celu, w tym przypadku złożenia peceta, dopamina wyparowuje i gość traci ochotę. Takie coś moim zdaniem wymaga albo zmiany nawyków, albo zwyczajnej pomocy. A takich przypadków jest i będzie coraz więcej w różnych aspektach życia. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak bardzo się niszczą bodźcowaniem, m.in. przez scrollowanie. Smutne.
Gdy sam 3 lata temu kupowałem sobie wymarzony, pierwszy w moim życiu prawdziwy, wypasiony komputer gamingowy, to jarałem się jak dziecko, a pierwszą grą jaką na nim odpaliłem było:
spoiler start
Stardew Valley
spoiler stop
😂
Największy problem w dorosłym życiu jest taki, że często jak sobie gram czy coś czytam,to nagle mam jakiś moment, w którym zaczynam myśleć co mam do roboty, że muszę iść do roboty, ogarnąć milion rzeczy i nagle tracę ochotę na granie. Dlatego dobrze, że mogę mieć urlop prawie co miesiąc i sobie grać bez myślenia o innych sprawach
Te wszystkie platyny i osiągnięcia to choroba i starta czasu, myślę, że lepiej ten czas poświęcić na dbanie o swoje zdrowie, a wtedy będziemy mieli więcej czasu aby "marnować" czas na lepsze gry dla których warto czekać, a nie wbijać platyny dla samej zasady, a już trzeba być totalnym przegrywem aby kupować te gówno gierki które nas w ogóle nie interesują ale można tam wbić platynę, gry które swego czasu nawet samo Sony usunęło ze swojego sklepu.
Ale tworzenie takich wiadomości to totalne dno.
To jest bardzo częsty przypadek występujący w różnych wariantach. Miałem w czasach liceum kumpla z którym pożyczaliśmy sobie gierki na PS2 i każdą taką grę potrafił kończyć kilka razy czy przechodzić na różne sposoby czy wbijać jakieś tam osiągnięcia. Ale po jakimś czasie stwierdził że nie będzie tyle wydawał na gry i zamiast kupić kolejne trzy gierki zainwestował w modyfikację konsoli. Potem nakupował piratów za grosze i jego granie wyglądało na zasadzie że miał tych gier całe organizery i nie mógł się skupić co chce grać. Słyszał że tamta fajna, a druga jeszcze lepsza i tak władał do napędu grając chwilę po czym wyłączał i kolejna. Ostatecznie skończyło się to tak że przestał grać na PS2 i żadnego pirata nie ukończył.
Podobnie ma się również z komputerami gdzie ktoś czeka aż będzie miał lepszy żeby w coś zagrać by ostatecznie nigdy w to nie zagrać (nie mam na myśli przypadków że gra jest całkowicie nie grywalna). Gdybym ja przykładowo patrzył na takie niedogodności to bym nie miał takich świetnych wspomnień z Morrowindem czy Half-Life 2, gdzie te tytuły przechodziłem na Duronie i Riva TNT2 pierwotnie. W jednej i drugiej musiałem sporo zjechać z suwakami, ale gry były tak świetne że człowiek w ogóle na to nie patrzył mimo że u znajomych widziałem te tytuły w pełnej krasie na kartach GeForce czy Radeon. Jak zaktualizowałem sprzęt to przeszedłem ponownie, aby również nacieszyć się świetną grafiką. Ale nie żałuję grania w te gry na niskich detalach, bo grafika to tylko miły dodatek i nie warto odkładać z tego powodu gier.
A dzisiaj jest to jeszcze prostsze, bo teraz nie widać już tak ogromnych różnicy między niskimi i wysokimi detalami.
Zaden z niego gracz. Ani gamingowy PC, ani plakaty, ani podswietlana klawiatura czy inne "gamingowe" gowienka ktore kupuja strimerzy i lamerzy nie robi z ciebie gracza - robi to fakt, ze po prostu grasz w gry. Wiec koles jest co najwyzej "posiadaczem wysokiej klasy PC" a nie graczem. I tyle.