W punkt.
Owszem można się bawić w politykę. Można np. wrzucić jakiegoś świra prawnika, który chce usilnie walczyć z gierkami i pisze do Kongresu, ale który młodziak zrozumie, że chodzi o Jacko the Wacko, który swą krucjatę prowadził prawie 2 dekady temu? Czy też pomerdaną psychicznie Clintonównę, jak startowała na prezydenta i otępiona lekami pieprzyła bzdury. Ale kto o tych szczurach jeszcze pamięta?
Co innego wszelkiej maści, tfu, influencerzy, celebryci i inni pato-pajace, których jest dziś wysyp. Oj, tu jest i będzie używanie :)