Chyba jedna z niewielu rzeczy, które w pełni rozumiem "u młodych dorosłych". Zresztą łapię się do jednej z tych grup... Z jednej strony fajnie awansować, mieć jakąś ambicję stawania się lepszym i bardziej kompetentnym, ale jak z drugiej strony patrzę na rosnące wymagania i zakres obowiązków, to zadaję sobie pytanie: po co? Mam gonić jakieś nierealne słupki, które wymyśli jeden cep z drugim tylko po to, żeby zarobić 300-400 złotych więcej? Albo mam być "kierownikiem", którym i tak ktoś wyżej kieruje jeszcze bardziej niż ja innymi? Nonsens.
Robol ma najniższa krająwą lub coś około 5400
Brygol z reguły ma 1000 zł do 1500 zł wiecej wieć zależy jakie ma targety. wiec ma tew 6500 do 7000 zł
Kierownik ma 9000 zł z palcem w 4 literach a potem dochodzi dodatek za zrealizowany target za wysyłki wiec więc może dobic do 11 000 zł na miesiac.
Nie chce cie dołować, ale najprawdopodobniej masz słabą lokacje. No chyba, że mówisz o pracy wymagającej niskich kwalifikacji (nie obiektywnie, po prostu w polsce jest sporo ludzi potrafiących ogarnąć to i owo, więc niekture umiejętności się dewalują).
A nawet do najniższej krajowej czesto dochodzą nadgodziny, bo za coś trzeba żyć.
Pracowałem w Niderlandach i ten problem mieli tam od dawna, ciężko znaleźć ludzi na kierownicze stanowiska, bo na niższym stanowisku i tak stać cię na godne życie, więc same większe zarobki nie kuszą na tyle, żeby brać odpowiedzialne stanowisko w jakimś kołchozie. W Polsce, zwłaszcza kilka lat wstecz, kiedy najniższa krajowa to wegetacja, ludzie chętnie podejmowali stresogenne odpowiedzialne stanowiska, bo mogli zarobić z 1000 zł więcej.
Wiec kieras buja się koło 10 000 zł
W wielu branżach tyle, czesto więcej, potrafi zarabiać "robol".
(też zależy gdzie, bo różnice pomiędzy miastami potrafią być astronomiczne, co sugeruje jakieś dziwne układy)
Problem zaczyna się gdy ta "lepsza" posada rzutuje np. na twoje życie prywatne lub psychiczne np. "dobrowolne" zabieranie pracy do domu czy nierealne oczekiwania zwierzchników
Pokolenie Z chętnie podejmie się zadań kierowniczych, ale nie tak, jak robili to boomerzy i pokolenie X
Bo rzadko kiedy jest sens. Wyższe stanowisko to większa odpowiedzialność (często) więcej gorszej pracy, minusy przeganiają płace.
Trzeba się zapierać rękami i nogami, ale nawet wtedy czasem się nie udaje i trzeba przyjąć awans na klate... 😜
Pokolenie Z? Stanowiska kierownicze? Nie wiem jakim trzeba być desperatem, żeby tym ludziom cokolwiek proponować. Pokolenie płatków śniegu i tyle. Często na stanowiskach kierowniczych trzeba mieć jaja. To pokolenie nawet nie wie co to...
A gdy pracownik co ogarniał swoją robote i za kierownictwo też nagle już ma dość i sie zwalnia to nawet 3-4 lata po jego zwolnieniu za obecne niepowodzenie nadal będzie zwalać wine na tego pracownika pomimo tego że już od 4 lat nie pracuje i zmieniło sie z 20 pracowników na jego stawisku ale zawsze usłyszy taki pracownik że na jego miejsce może mieć 200 takich :D
Jak ze mnie zrobili technicznego, to nie dość, że wszystkie dodatki utraciłem, to po latach wszyscy monterzy na pensji pozostawili mnie daleko w tyle. Ale to ja mam kurna odpowiedzialność za nich, za to co robią i nawet materialną kazali mi podpisać. A odmówić nie można było, zdegradować się by wrócić niżej też się nie da. Tak to jest, jak się wchodzi do klasy średniej xD
Na etacie nie ma żadnego balansu pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym. Po odjęciu snu z 8h na dobę które nam pozostają musimy oddać jeszcze cenny czas na dojazd i powrót z pracy, zrobienie zakupów, higienę osobistą, zrobienie prania, prasowania, porządków, przygotowania posiłków, a jak ktoś ma dzieci to dochodzą kolejne czynności.
Taka rada i w sumie prawda życiowa dla wszystkich młodych szukających pracy - jak idziecie do firmy gdzie większość stanowią młodzi przed 30 to traktujcie to jako etap przejściowy. Innymi słowy czeka was mega rotacja i dymanko. Jak idziecie do firmy gdzie większość to ludzie przed/po 40 z dziećmi etc. to warto zatrzymać się na dłużej i starać. Zawsze się sprawdza.