Chyba jedna z niewielu rzeczy, które w pełni rozumiem "u młodych dorosłych". Zresztą łapię się do jednej z tych grup... Z jednej strony fajnie awansować, mieć jakąś ambicję stawania się lepszym i bardziej kompetentnym, ale jak z drugiej strony patrzę na rosnące wymagania i zakres obowiązków, to zadaję sobie pytanie: po co? Mam gonić jakieś nierealne słupki, które wymyśli jeden cep z drugim tylko po to, żeby zarobić 300-400 złotych więcej? Albo mam być "kierownikiem", którym i tak ktoś wyżej kieruje jeszcze bardziej niż ja innymi? Nonsens.
Pracowałem w Niderlandach i ten problem mieli tam od dawna, ciężko znaleźć ludzi na kierownicze stanowiska, bo na niższym stanowisku i tak stać cię na godne życie, więc same większe zarobki nie kuszą na tyle, żeby brać odpowiedzialne stanowisko w jakimś kołchozie. W Polsce, zwłaszcza kilka lat wstecz, kiedy najniższa krajowa to wegetacja, ludzie chętnie podejmowali stresogenne odpowiedzialne stanowiska, bo mogli zarobić z 1000 zł więcej.