Super! Mam nadzieję, że tego rodzaju teksty będą się regularnie ukazywały.
BTW, notka biograficzna jest ucięta.
Świetny materiał! Takie teksty są bardzo potrzebne, bo dzisiaj mnóstwo ciekawych gier przepada w natłoku premier, a tak jest szansa, że kilka zyska dodatkowe zainteresowanie.
Naprawdę fajny tekst i trzymam kciuki, by "Cyfrowe Podziemia" stały się stałą serią.
Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Gratulacje i powodzenia. Btw. jak tam Hellslave? Grasz?
Świetna robota Kolego, mam nadzieję że to dopiero początek i dostaniemy więcej Twoich publikacji.
Drenza debiut widzę na łamach GoLa. Gratuluję, przeczytałem z przyjemnością i czekam na więcej!
Spojrzałem na sam Steam i z niszowych tytułów mam obecnie zainstalowane: Dragonkin: The Bansihed, Hell Clock, Miasma Chronicles, Niffelheim, Lords of Xulima, Iron Danger, Earthlock, Dungeons of Sundaria, Perseus: Titan Slayer, Shadows: Awakening, Wigmund, Aarklash: Legacy, Krater... . Bez wymieniania FPS.
Zdaje się, że mam tego od groma z różnych gatunków, starszych bądź nowszych, jak wspomniane. Pełno grywalnych średniaków ale również i tych bardzo dobrych.
Dodam może jeszcze co mam obecnie na tapecie do zakupu z h'n's/aRPG/roguelite: FATE: Reawakened, Alaloth: Champions of The Four Kingdoms, SWORN, Ash & Rust, Coridden, Dwarven Realms, Mythos, Batora: Lost Haven.
Super wpis, ale prośba dla p. Marcina, żeby dodać wyróżnione zdanie o tym, czy dostępny jest język polski. Tak samo, jak przy premierach miesiąca. Dla wielu użytkowników to czynnik esencjonalny
Nauczenie się angielskiego to 500-600 godzin pracy. Mi licznik Steam na samym Factorio pokazuje 1 000 godzin, a podejrzewam ze większość graczy ma nawet kilka tysięcy godzin nabite na którejś grze online.
Za ułamek czasu który poświęcasz na granie, dostajesz umiejętność, która nie tylko jest szalenie przydatna w hobby które już masz, ale także niesamowicie rozszerza zakres dostępnych treści praktycznie w każdej dziedzinie życia.
btw 500 godzin to jest marne 2,5h w 200 dni. Lekko ponad pół roku i ogarnięty angielski żeby grać z pełnym zrozumieniem w gry bez naszego języka? u przeciętnego dorosłego? tia. To tak tylko żeby podkreślić absurd tego, co napisałeś.
Mam B2 w angielskim i B1 we francuskim, ale gdy dostaję grę pokroju Rogue Tradera czy Disco Elisium ze specyficznym słownictwem, to ucieka mi kilka procent zasobu leksykalnego, co jest dla mnie nieakceptowalne. Nie wspominam o tym, że angielski to prymitywny i paskudny język, dziesięć razy bardziej szanuję języki narodowe, a w dzisiejszych czasach zrobić translację jest szybciej i łatwiej niż kiedykolwiek. Ergo: lenistwo i niechlujstwo wydawców + usłużni klienci, którzy nawet nie domagają się, by za taką samą cenę co na zachodzie dostać przetłumaczony produkt
Za każdym razem, gdy mam czelność prosić o język ojczysty, wyskakuje ktoś "a może się angielskiego naucz".
I nie zmusza cię to do myślenia?
No chyba że grasz w Call of Duty i wystarczą Ci słowa start, save, load.
Tak naprawdę Disco Elysium to bardzo zły przykład.
Tym bardziej chcę, żeby kolega
Mnie na przykład w liceum nie chciało się uczyć drugiego języka. Konsekwencją tego jest to, że dziś nie posługuję się językiem francuskim. Nie przerzucam jednak odpowiedzialności na producentów gier, którzy wbrew temu co niektórzy twierdzą, nie kierują się uprzedzeniami wobec Polski nie tłumacząc swoich gier na język polski, lecz przede wszystkim decyzjami biznesowymi.
Dla mnie nie jest problemem, żeby raz na jakiś czas przetłumaczyć sobie jakieś pojedyncze słowo, zwłaszcza jeśli jest ono istotne dla zrozumienia fabuły czy dialogu. Zastanowiłbym się raczej, czy nie tracisz więcej, rezygnując z gier, które nie zostały spolszczone. A jest ich przecież całkiem sporo.
Poza tym języka można nauczyć się nawet w późniejszym wieku. Osobiście znam osobę, która zaczęła naukę niemieckiego od podstaw i w ciągu zaledwie trzech miesięcy opanowała go na tyle, by zdać egzamin na poziomie A2. No ale znowu, wymagało to dużego wysiłku.
Lenistwem i chciwością się kierują, nie kryptonimujmy tego, czym są korporacje. Mała giereczka jak Moonlighter, indyk, może mieć polski? Może. To gry jak Dragons Dogma też powinny.
Konsekwencją tego jest to, że dziś nie posługuję się językiem francuskim.
Wy nie rozróżniacie posługiwania się językiem od bilingwalności, mając nawet solidny poziom B2 zawsze jesteś w strefie dyskomfortu, braku, umknie Ci idiom, ironia, aluzja, gra słów.
Dla mnie nie jest problemem, żeby raz na jakiś czas przetłumaczyć sobie jakieś pojedyncze słowo
No właśnie, pasywna klientela. Robiłem sobie ostatnio z AI test zrozumienia Pyre na paru losowych fragmentach, zrozumienie od 85 do 90% - nieakceptowalne. Anglik nie ma takich problemów, a płaci tyle samo. Czemu ja mam sięgać po słowniki? Dostanę zniżkę? Guzik.
Zastanowiłbym się raczej, czy nie tracisz więcej, rezygnując z gier, które nie zostały spolszczone.
Gdzie pisałem, że rezygnuję? W takim Kenshi mam 100+ godzin. Dla mnie po prostu gra niespolszczona to z miejsca ławka rezerwowych. Mogę kupić Bastion albo Pyre od Supergiant Games - którą grę wybiorę? Spolszczoną.
Poza tym języka można nauczyć się nawet w późniejszym wieku.
"Nauczyć się języka" - Wam się dalej myli z paroma miesiącami pracy, po których umiecie "how are you". Po takim czasie nawet nie myślisz po angielsku, który jest pozycyjny (a polski deklinacyjny). Wy naprawdę nie macie pojęcia, jaką ignorancją się wykazujecie, pisząc "nauczyć się języka".
"Nauczyć się języka" - Wam się dalej myli z paroma miesiącami pracy, po których umiecie "how are you".
Niewłaściwie interpretujesz moje słowa. Nigdzie nie napisałem, że po trzech miesiącach ta osoba nauczyła się języka niemieckiego. Stwierdziłem jedynie, że zdała egzamin na poziomie A2. Był to jedynie przykład, który miał potwierdzić mój argument.
mając nawet solidny poziom B2
Aby uniknąć dalszych nieporozumień, moja znajomość angielskiego jest na nieco wyższym poziomie aniżeli B2. Jak dla mnie albo posługujesz się językiem na poziomie zbliżonym do native'a mogąc swobodnie dyskutować na dowolny temat, albo tego języka tak naprawdę nie opanowałeś.
Wy naprawdę nie macie pojęcia, jaką ignorancją się wykazujecie, pisząc "nauczyć się języka".
Czyli co, według Ciebie nauczenie się języka obcego jest niemożliwe? Muszę przyznać, że jest to dość nieortodoksyjne podejście.
Lenistwem i chciwością się kierują, nie kryptonimujmy tego, czym są korporacje.
Nad opisywanymi grami pracowały zapewne kilku- czy kilkunastoosobowe zespoły. Moim skromnym zdaniem, raczej nie spełniają one definicji korporacji. A jeżeli chciałyby wydać jakąkolwiek grę, jest raczej oczywistym, że muszą kontrolować koszty. Ci bezczelni, chciwi deweloperzy🤬
I teraz pytanie (ciekawe zwłaszcza w kontekście tego, co zarzucasz deweloperom), dlaczego tak naprawdę się tego języka nie nauczyłeś na takim poziomie by móc się nim swobodnie posługiwać. Jeżeli nie jesteś w wieku 50+ lat, miałeś zapewne język angielski zarówno w szkole podstawowej jak i średniej. W zaokrągleniu daje to 10 lat nauki. Czym innym można wytłumaczyć fakt, że nie opanowałeś języka w tym czasie jak nie lenistwem?
Twój powyższy zarzut świadczy raczej o nieumiejętności wzięcia odpowiedzialności za własne błędy/decyzje oraz o przerzucaniu odpowiedzialności na innych.
Mogę zrozumieć irytację, że gra nie jest po naszemu, a płacimy tyle samo co ci, którzy mają ją w swoim języku, ba, w przeliczeniu czasem nawet więcej. Tylko może warto po prostu potraktować to sięganie do słownika jak inwestycję w siebie? To chyba lepiej, zamiast zakuwać, żeby wyjść poza to naciągane szkolne B1, połączyć przyjemne z pożytecznym i poszerzać zakres słownictwa przy okazji robienia czegoś, co sprawia przyjemność? Połączyć przyjemne z pożytecznym i stopniowo okaże się, że już nie musisz sprawdzać co trzeciego słówka, tylko raz na ruski rok.
"Wy nie rozróżniacie posługiwania się językiem od bilingwalności, mając nawet solidny poziom B2 zawsze jesteś w strefie dyskomfortu, braku, umknie Ci idiom, ironia, aluzja, gra słów."
No to, kurde, sprawa pierwsza: nie, B2 to nie jest jakiś pułap, którego żaden nie native speaker nie może przekroczyć. Można przy okazji rozrywki zainwestować w siebie, co może później zaprocentować i w innych sferach.
I sprawa druga: chyba za wielkie zaufanie pokładasz w tłumaczach i tłumaczeniach. Nie, oficjalne tłumaczernie często nie przeniesie na nasze gier słów, aluzji czy ironii. Jeszcze dorzuci własne błędy i przeinaczenia. A powodów jest wiele: taki sobie tłumacz, który sam nie wychwycił, że tam jest jakaś gra słów czy aluzja, nieprzetłumaczalność pewnych gier słów i brak możliwości jakiegoś obejścia tego problemu np. w dialogu, brak znajomości kontekstu i testów, które by w samej grze wyłapały problemy z kontekstem, brak wiedzy/słownictwa technicznego i przetłumaczenie na pałę/czuja/chłopski rozum/dosłownie, walnięcie tłumaczenia maszynowego/AI, bo "jest wystarczająco dobre" i "jakoś to będzie".
Tak kilka przykładów z głowy: "press card (legitymacja prasowa)" - "naciśnij kartę", "shrink (psychiatra) - "skurcz", "McCall gon off his rocker (McCallowi odbiła palma)" - "McCall wstał z fotela", ".38 revolver (rewolwer kalibru 0.38)" - "trzydziestoośmiocalowy rewolwer", "it doesn't burn (w kontekście gry to nie płonie/to jest niepalne)" - "to nie parzy", "my mind is elsewhere (mam co innego na głowie albo bardziej górnolotnie: moje myśli są zaprzątnięte czymś innym)" - "słabno myślę".
Kiedyś, dawno temu cieszyłem się jak gra miała spolszczenie i z jakości tłumaczenia byłem zazwyczaj zadowolony. Ale stopniowo przyszła lepsza znajomość angielskiego i zacząłem zauważać, jak wiele mi czasami umyka w polskiej wersji (mowa o tłumaczeniach oficjalnych, profesjonalnych, nie o fanowskich, gdzie często zapał tłumacza mocno przewyższa talent). I teraz świadomie w 99% przypadków wybieram wersję angielską, bo raz, że od czasu do czasu podłapię coś nowego, czegoś się nauczę, a dwa, że w tłumaczeniu właśnie często umyka sporo niuansów, zabawnych gier słownych itp.
"Jak dla mnie albo posługujesz się językiem na poziomie zbliżonym do native'a mogąc swobodnie dyskutować na dowolny temat, albo tego języka tak naprawdę nie opanowałeś."
No po prostu nie mogę się zgodzić z tym "na dowolny temat". Jakikolwiek bardziej specjalistyczny temat z nie twojej dziedziny, ze specjalistycznym słownictwem i nie będziesz w stanie dyskutować nawet po polsku. Ba, co niektórych nazw np. bardziej złożonych związków chemicznych możesz nie być w stanie nawet wymówić. Czy to oznacza, że tak naprawdę nie opanowałeś polskiego? W języku polskim masz ok. miliona słów, a przeciętny Polak na co dzień posługuje się mniej niż 100 tysiącami. Widać języka nie opanował.
Ponieważ żyję w kraju, w którym językiem urzędowym jest polski, nie chce mi się czytać Waszej angielskiej agendy. Sorki, chłopaki. Polecam wyjazd do Biringham czy coś, będziecie się wówczas nurzać w Waszym języku ukochanym. Możecie się wtedy pyszczyć, ale pamiętajcie, że małe estońskie studio przetłumaczyło milion słów w Disco Elizjum, a w Tormencie z 1999 dołożyli nawet częściowy dubbing =) Ale pamiętajcie, „względy biznesowe", jak już usłużny kolega wyłuszczył.
Ponadto zgadzam się z tym, co piszesz na temat tłumaczy i tłumaczeń. Ja dodałbym jeszcze możliwość oglądania filmów w oryginalnej wersji, zamiast bycia skazanym na często słabego albo znudzonego polskiego lektora. Różnica jest kolosalna.
Mam też nadzieję, że nie przyczepiłeś nam łatki obcych agentów - UK nie jest dla nas w końcu państwem nieprzyjaznym.
Nikt nie tworzy tutaj peanów na cześć języka angielskiego. Jest to po prostu narządzie, którym warto umieć się posługiwać. Tyle i aż tyle.
cya next time (hopefully not too soon) - mocne B2 👍
Powodzenia!
Iks, kurde, de. 😂🤣😂 Dobrze chociaż, że nie ruskiej albo białoruskiej. Jak słusznie zauważasz, w tym kraju językiem urzędowym jest polski, a nie niemiecki, angielski czy francuski. A jednak w szkole po coś uczą tych języków. Chyba dzieciakom na złość, bo przecież "Tu jest Polska! Tu jest Polska! I ja nie będę gadał po murzyńsku." jak mówił niejaki Ferdynand Kiepski.
"Niedługo Narodowe Czytanie, a podobno w 2016 r. ukazał się niezły przekład, więc możecie sobie poczytać Dziady w Waszym światowym angielskim, zamiast w jakiejś prowincjonalnej polszczyźnie"
"nie trawię ludzi nieszanujących własnej kultury i języka, a puszących się wszędzie tą mdłą angielszczyzną."
Zasłaniaj się miłością ojczyzny, kultury i języka ile chcesz. I tak wiadomo, że pod górnolotnymi hasłami kryje się "nie chce mi się". Powiedz po prostu szczerze, zamiast zasłaniać się śmiesznie jakimś patriotyzmem, że ci się nie chce popracować nad tym, żeby ci te niuanse nie uciekały i skończymy dyskusję, bo nie będzie nic więcej do dodania.
"Niestety nie udało się Wam się doczytać podstawowej informacji, że grom, które wymieniłem wyżej momentami bliżej do angielskiego z The Lancet właśnie, a nie sytuacji z urzędu."
A to pewnie jakiś naśladowca z moim nickiem zwrócił powyżej uwagę na fakt, że z DE, to i rodowity Anglik będzie miał kłopot. Tak, to musiał być sobowtór, bo ja przecież nie doczytałem. 😂 Nawiasem mówiąc, DE dostało wersję polską, więc o czym tu mowa? Rogue Trader? Torment? No mają swoją specyfikę, nie są banalne, ale czy nie do przeskoczenia? Dragon Dogma nie grałem, nie wypowiadam się. PT zresztą też ma świetną polonizację, więc zostały ci całe dwa przykłady (sam dorzucę ci jeszcze 3 z tych trudniejszych: LA Noire, seria Thief i Vampire The Masquerade Bloodlines, gdzie gadają dużo, czasem slangiem, czasem specyficznym słownictwem, żebyś miał ich przynajmniej pięć) na dziesiątki tysięcy wychodzących gier, gdzie masz angielski bardziej podstawowy, niż potrzeba ci w urzędzie.
"który mówił, że przespał w szkole naukę języków, a teraz poucza frazesami o inwestowaniu w siebie przy graniu w gry"
Moi? Non! Widzę, że zabrakło argumentów, to zaczęły się wycieczki osobiste i insynuacje.
"Niestety partnerzy do dyskusji z Was zerowi"
Z nas dwóch to na razie ty uciekasz się do ad personam i insynuujesz, że spałem na lekcjach. Więc, kto tu nie umie dyskutować pozostawię bez komentarza.
P.S. Przypomniał mi się jeszcze jeden piękny przykład tego nieumykania idiomów, aluzji itd. w przetłumaczonych grach, w które tak niezachwianie wierzysz. Gibbous, a Cthulhu Adventure, tłumaczenie polskie oficjalne: "greenhorn (żółtodziób/nowicjusz)" - "mój zielony rogaty przyjacielu". No tak, tłumaczowi nie umknął żaden idiom, aluzja czy gra słów. I mam nadzieję, że tobie nie umknęła w tym tłumaczeniu ironia.
Zablokowałem Was i co mi zrobicie 😝 Ten pere-coś tam na śmietnik historii, totalny ignorant. Ale Ty,
Super! Mam nadzieję, że tego rodzaju teksty będą się regularnie ukazywały.
BTW, notka biograficzna jest ucięta.
Niektóre z tych gier mają wyższe oceny na Steam niż wspomniane Limbo. Z dwoma, o których poczytałem - Dive or die i Shards of order - wiążę pewnie nadzieje; z całą pewnością jednak daleko im do bycia "gównem".
Przyznaję się do błędu.
Inna sprawa, że akurat oceny ze Stima gówno są warte. Jak Metro Exodus poszło na wyłączność na EPICA, to się stimpacki posrały i reviev-bombing poszedł na rzadko nawet do starszych części. A to tylko jeden przypadek, wszak było ich więcej. Trudno traktować tych głupków poważnie...
Już nie mówiąc, że średnia gry niszowej pizdówki, oceniona przez 100 graczy, zawsze będzie będzie wyższa niż coś, ocenione przez 10 tysięcy.
Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Gratulacje i powodzenia. Btw. jak tam Hellslave? Grasz?
Bardzo potrzebne są takie teksty na tej stronie, oby się przyjęło i było ich więcej:) Mnie przy graniu praktycznie już tylko indyki trzymają i czasem jakiś AA. AAA to od lat kwintesencja wtórności, nudy, tandety i często fatalnego stanu technicznego.
Z wymienionych gier, Shards of Order mnie bardzo zainteresował, 20 zł to niemal jak za darmo.
Nadal wychodzą świetne produkcje w tym segmencie, wystarczy nie narzekać jak stary dziad, który po prostu znudził się graniem i szuka wymówki.
Czy polska wersja jest to nieistotne, ale powinna być informacja, czy są cycki w grze i jak dużo.
Świetny materiał! Takie teksty są bardzo potrzebne, bo dzisiaj mnóstwo ciekawych gier przepada w natłoku premier, a tak jest szansa, że kilka zyska dodatkowe zainteresowanie.
Naprawdę fajny tekst i trzymam kciuki, by "Cyfrowe Podziemia" stały się stałą serią.
Świetna robota Kolego, mam nadzieję że to dopiero początek i dostaniemy więcej Twoich publikacji.
Przeczytałem z przyjemnością i mam nadzieję, że cykl będzie kontynuowany.
Z całym szacunkiem do reszty ekipy, ale prezentujesz ciut wyższy poziom. Czyta się to wręcz fenomenalnie.
Zniechęcony ostatnimi wyczynami Sony kupiłem laptopa z ekranem oled i mam zamiar nadrobić indyki z ostatnich lat. Dzięki za polecane gry i czekam na nowe.
Serio Derez opisał jakieś ciekawe gry? Nie chce mi się sprawdzać, szczerze mówiąc, bo założę się, że mowa o samych niszowych, drewnianych, topornych, irytujących, paskudnych rogalach... jeśli to ma być ostatni przebłysk jakości na tym portalu...
Nawet jeśli tobie osobiście to zwisa, to nie jesteś jedynym odwiedzającym GOL-a i zapewniam, że nie każdy ma dokładnie takie same preferencje jak ty.
Chociaż częściowo muszę zwrócić honor, bo widzę, że pozycji tylko kilka, zrzuty pozwalają odsiać crapy bez googlowania, a ta gra z pozytywką nawet mnie zaintrygowała. 👍
Świetny artykuł, dzięki, mam nadzieję że będzie ruch chciałbym więcej takich. Dive or Die wygląda mega ciekawie, na pewno sprawdzę.
Z ostatnich wygrzebanych perełek polecam Obenseuer (twórcy INFRA), niby w 2018 w EA wyszla (contentu jest sporo, warto), a nie zdobyła super rozgłosu. Szkoda bo zajebisty survival crafting z bardzo dobrym lore, ciekawym światem przedstawionym i miodną immersją - plus słodko gorzki klimat życia. Kierunek artystyczny też genialny, finlandcore
Odpowiedni człowiek na właściwym miejscu. Mam nadzieję, że pierwsza z wielu publikacji.
Dive or Die zapowiada się klimatycznie.
Świetny pomysł na cykl! Ja nie mam ani czasu ani ochoty by go tracić w grach AAA obliczonych na 100+ godz. Chętnie natomiast gram, w krótkie ale za to ciekawe gry wyróżniające się dobrą historią, narracją, pomysłem czy oryginalną oprawą wizualną.
Z przedstawionych gier, trzy mnie zaciekawiły.