Kapitalizm to nieludzki algorytm optymalizacyjny, który używa ludzi do budowy swojego krzemowego ciała.
Czy wolny rynek, pęd za zyskiem i korporacje technologiczne to nie są nasze suwerenne decyzje, ale podświadomy proces rojowy, w którym ludzkość jest zmuszana do finansowania i budowania infrastruktury dla swojego następcy?
Zacznijmy od tego, że my nie mamy wolnego rynku. Większość krajów tzw. zachodu funkcjonuje już od dłuższego czasu w warunkach korpo-oligarchii. Wolny rynek oznaczałby, że nie ma ograniczeń dla nowych graczy aby wejść na istniejący rynek i konkurować na nim w ramach wolnej konkurencji. W praktyce jednak większość korporacji zadbała o to, aby potencjalnym przyszłym konkurentom utrudnić wejście na rynek (np. przez lobbying u polityków aby wprowadzić restrykcyjne przepisy), albo aktywnie zwalcza potencjalnych konkurentów w zarodku, albo niszcząc ich, albo wykupując.
To ostatnie to częsta praktyka big-techów, które właściwie od kilkunastu lat nie stworzyły prawie nic innowacyjnego. Dziś ich model biznesowy opiera się na wykupowaniu dobrze rokujących start-upów i ich zatapianiu lub przejmowaniu ich produktów pod swoją markę (Instagram, Android, itd.), aby nie wyrosły na potencjalnych konkurentów. Gdyby Yahoo wykupiło Google, gdy to był tylko start-up, to dziś mało kto by o Googlu usłyszał, a za to dziś mało kto kojarzy jeszcze Yahoo. Big techy nauczone upadkiem swoich poprzedników za priorytet uważają powstrzymanie własnego upadku. Dziś ich produkty to w większości syf, ale przez brak konkurencji jest to syf nadal przynoszący miliardowe zyski.
Co do pędu za zyskiem, tu nie ma nic złego. Problemem jest optymalizacja pod krótkoterminowe zyski w celu podbijania wyceny akcji, często w ogóle bez długoterminowego myślenia, granie poza regułami gry (lobbying, naginanie prawa), aż po próby budowy monopoli i oligopoli.
A wiec pierwsze rzecz, kapitalizm i wolny rynek to zupełnie inne pojęcia.
Wolny rynek to jeden z modeli prowadzenia wymiany towarów i usług pomiędzy tymi co je dostarczają i tymi co je nabywają.
Kapitalizm to jeden z modeli własności środków produkcji.
I teraz czy kapitalizm zawsze idzie w parze z wolnym rynkiem? Nie. Zresztą nawet dzisiaj starczy spojrzeć, USA jest znacznie bardziej kapitalistyczne od krajów Skandynawskich, ale to w krajach Skandynawskich wolność gospodarcza jest większe i są one bardziej wolno-rynkowe od USA. Dlaczego? Otóż kapitałowi nie zależy na wolnym rynku bo on tworzy konkurencję a ta ogranicza zyski.
Wolny rynek sam w sobie jest najważniejszym narzędziem budowania zamożności społeczeństwa, jednak kapitalizm w swojej czystej formie nie, dużo lepiej sprawdzają się modele mieszanie jakie mamy w Skandynawii czy Niderlandach gdzie mamy miks kapitalizmu z państwową kontrolą nad krytycznymi sektorami (energetyka, służba zdrowia itd.).
Trzecią cegiełką jest kwestia państwa socjalnego vs. darwinizm społeczny, można być kapitalistycznym, wolnorynkowym państwem i równocześnie prowadzić bogata politykę społeczną, można też mieć własność państwową, gospodarkę sterowaną i praktyczny brak polityki socjalnej (niektóre państwa komunistyczne).
I teraz ja wiem, że niektóre definicje próbują scalić w jedno pojęcia kapitalizm i wolny rynek, ale to się nie klei kupy, bo mamy przecież kapitalizm państwowy, gdzie wolnego rynku nie ma, korporacjonizm, też będący formą kapitalizmu itd. Bo kapitalizm oznacza nie mniej ni więcej, że środki produkcji należą do kapitału, w klasycznym modelu kapitał należy do ludzi (np. w formie udziałów), ale może też do np. innych firm, banków itd.
SA jest znacznie bardziej kapitalistyczne od krajów Skandynawskich, ale to w krajach Skandynawskich wolność gospodarcza jest większe i są one bardziej wolno-rynkowe od USA. Dlaczego? Otóż kapitałowi nie zależy na wolnym rynku bo on tworzy konkurencję a ta ogranicza zyski.
Można na to spojrzeć też z innej strony. Kapitalizm w USA jest nakierowany na indywidualną krótkoterminową optymalizację zysków. Kapitalizm w Skandynawii na długoterminową w skali kraju. Kapitał "amerykański" dąży do akumulacji bogactwa przez jednostki, gdy "skandynawski" do jego wzrostu w skali kraju. Teorię "skapywania" już dawno obalono.
By taka definicja działała, państwo jako organizacja musiałoby być przedsiębiorcze, kompetytywne a co za tym idzie generować zyski z własnych inwestycji na rzecz polityki społecznej a nie z przymusu do podatku.
Nie chcę bronić nieefektywności systemowych, bo takie istnieją i one sprawiają, że tzw. państwa opiekuńcze słabo sobie radzą. Ale różnica jest taka, że państwo może stawiać na zyski długoterminowe i niefinansowe, np. spokój społeczny, dobrostan społeczeństwa, itd. Nawet w kategoriach finansowych może też myśleć mniej agresywnie, ale długoterminowo. Na poziomie firm takie zachowania też można, choć rzadko, spotkać, głównie w przypadku gdy zarząd myśli w horyzoncie dekad, a nie kwartałów.
Na koniec ciekawostka z moich przemyśleń z pracy w więcej niż jednej amerykańskiej korporacji. Ten ich system kapitalizmu działa tylko dlatego, że nadal mają stały dopływ imigrantów, wykształconych (nie za swoje pieniądze), względnie tanich i chętnych do pracy, co wynika z tego, że nadal w wielu krajach o wysokim przyroście naturalnym jest względna bieda. Jeśli dopływ taniej siły roboczej się skończy to też będą musieli zacząć się liczyć z pracownikami.
O Skandynawii słyszał?
Jak pogodzić wolnorynkowe społeczeństwo z podatkami?
Normalnie, bo jedno drugiego nie wyklucza.
Jeżeli obywatel jest zmuszany do wypłaty haraczu idea wolnego rynku znika.
Takie brednie to chyba tylko gimbokorwinista mógłby na poważnie napisać :D
Oj, chłopie...
Tobie się wolny rynek pomylił chyba z anarchokapitalizmem. Pamiętaj, że wolny rynek potrzebuje ram instytucjonalnych (ochrony własności, egzekucji kontraktów, rozstrzygania sporów, monopolu na przemoc itp.), aby funkcjonować w większej skali, zaś państwo jest m.in. właśnie po to, by rzeczone ramy dostarczyć. A do tego potrzebne są również podatki.
Ergo: wolny rynek nie wyklucza się z systemem podatkowym. Chyba że dopuszczasz możliwość powierzenia ram instytucjonalnych w prywatne ręce w XXI wieku, gdy funkcjonujemy w ramach ogromnych ludzkich zbiorowości i globalizmu, a nie jakichś dawnych merkantorii kupieckich. Mam jednak dziwne przeczucie, że prywatne ramy instytucjonalne działałby przede wszystkim na rzecz tych, których byłoby na nie stać.
Bez podatków i bez państwa wolny rynek byłby tylko abstrakcyjną ideą, która działałaby w duchu Dzikiego Zachodu: silniejsi (ekonomicznie) narzucaliby słabszym swoją wolę. Ale wtedy już nie moglibyśmy mówić o żadnej wolności dla wszystkich (w ramach wolnego rynku). Państwo (system podatkowy) nie tyle zniewala, ile umożliwia funkcjonowanie w wolnym świecie. Coś za coś: aby zyskać korzyści (ramy instytucjonalne, ochronę itp.), oddajesz cześć swojej wolności. Dzięki temu przeciwdziałasz chaosowi.
To dotyczy nie tylko spraw gospodarczych, ale właściwie wszystkich aspektów funkcjonowania w społeczeństwie. Nigdy nie jesteś i nie będziesz całkowicie "wolnym", jeśli chcesz wchodzić w interakcje z innymi ludźmi, a nie mieszkać w pustelni na odludziu. Gdyby każdy mógł robić, co chce i jak chce, nie dałoby się tak naprawdę żyć. Dyskutować można o tym, jak bardzo państwo ma ingerować w nasze wybory czy jakie powinny być sprawiedliwie podatki, a nie na temat tego, czy w ogóle powinniśmy zlikwidować państwo i system podatkowy. Bo już nie mieszkamy w jaskiniach w kilkunastoosobowych grupach.
Tak, wolny rynek to szerokie pojęcie nie musi się odnosić tylko do wolnego rynku w postaci mozliwosci kupienia bułki w Żabce albo w Biedronce. Anarchokapitalizm bazuje na wolnym rynku, jestem też skłonny do wyżej wspomnianego państwa minimalistycznego a obecne państwa narodowe są wszechmogące, a niektórzy chcą im dać jeszcze więcej. Historia niecałe sto lat temu pokazała czym kończy się państwo totalitarne.
Nie widzę żadnego problemu w tym by takie instytucje jak sądy również były wolnorynkowe, oparte przykładowo o reputację.
to parsknąłem śmiechem dość solidnie :D
Żaden człowiek nie odpowiada w pełni za swój los. To nie opinia, ale konsensus naukowy. Sukces, dochody, zdrowie, szczęście i inne kluczowe "parametry" życiowe są wynikiem złożonej interakcji genów, środowiska, przypadku i własnych wyborów.
Rolą państwa jest właśnie m.in. niwelowanie negatywnego wpływu niezależnych od nas czynników na życie każdego obywatela. Naprawdę w XXI wieku musimy wracać do dyskusji o prawach pracowniczych, emeryturze, publicznym systemie opieki zdrowotnej, budowaniu ramp dla niepełnosprawnych czy umieraniu chorych dzieci pod płotem? Ludzie zapomnieli, jak np. w XIX wieku wyglądał wolny rynek z minimalną ingerencją państwa?
Mam wrażenie, że wiele osób spało w szkole na lekcjach, kiedy omawiano "Lalkę" (problemy dzikiego kapitalizmu), "Przedwiośnie" (konsekwencje i źródła nierówności społecznych) czy "Ferdydurke" (kwestia wolności w relacjach międzyludzkich).
Jesteś pewien? Jesteś pewien, że osoby od urodzenia niepełnosprawne są odpowiedzialne za swój los? Ofiary wypadków np. pijanych kierowców są odpowiedzialne za swój los? Chorzy na raka nie wynikającego ze stosowania używek są odpowiedzialni za swój los? Co w takim razie sugerujesz zrobić z takimi ludźmi? Skoro sami nie są w stanie zapracować na utrzymanie? A jeśli ty byś zapadł na ciężką chorobę, której leczenie kosztowałoby na "wolnym rynku" ciężkie miliony? Hę?
W pewnym wieku zrozumiałem
I kiedy już dorośniesz, to zauważysz że świat w wersji "prawa silniejszego" byłby nędznym światem dla 99% ludzi.
Jak pogodzić wolnorynkowe społeczeństwo z podatkami? - tu nie ma konfliktu o ile podatki są uczciwe, w tym rozumieniu, że nie faworyzują konkretnych podmiotów gospodarczych. Wolny rynek oznacza, że wszyscy mają te same szanse, nie że jest tanio. Dlatego reszta tej wypowiedzi sensu nie ma.
Można na to spojrzeć też z innej strony. Kapitalizm w USA jest nakierowany na indywidualną krótkoterminową optymalizację zysków. Kapitalizm w Skandynawii na długoterminową w skali kraju. Kapitał "amerykański" dąży do akumulacji bogactwa przez jednostki, gdy "skandynawski" do jego wzrostu w skali kraju. Teorię "skapywania" już dawno obalono. - trochę też, ale to nie wszystko. Otóż w Skandynawii mamy jeszcze 3 ważne aspekty:
1) państwo kontroluje kluczowe segmenty gospodarki, jak energetykę czy służbę zdrowia.
2) państwo chroni wolny rynek przed nieuczciwa konkurencją ze strony dużych graczy. W US dzisiaj jako mały przedsiębiorca masz przewalone, korpo cię dojadą bo mogą.
3) walka z kartelami, zmowami cenowymi itd. W USA to kuleje tak od początku lat 90-tych, co jest o tyle komiczne, że wcześniej USA były wzorcowym przykładem stosowania odpowiednik technik obrony przed tymi zjawiskami
ale podświadomy proces rojowy, w którym ludzkość jest zmuszana do finansowania i budowania infrastruktury dla swojego następcy
Dokładnie tak, ale dla swoich następców. Czyli nosicieli kopii naszych własnych genów, niezależnie czy to bezpośredni potomkowie. Kapitalizm najlepiej realizuje ten cel, nie ma żadnej równości, kto nagromadzi więcej dóbr ten zapewnia lepsze szanse krewnym. Po to żyjemy.