Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Elite: Dangerous

28 czerwca 2014, 15:13

autor: Przemysław Zamęcki

Grał we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonował. Spoczywaj w pokoju przyjacielu - 1978-2021

Graliśmy w Elite: Dangerous - największego konkurenta Star Citizena

Po wielu latach nieznośnego oczekiwania David Braben dał w końcu wygłodniałym fanom space-simów to, na co czekali: kolejną grę z serii Elite – najlepszej kosmicznej handlówki wszech czasów. My mieliśmy już okazję przetestować jej wersję beta!

Przeczytaj recenzję Recenzja gry Elite: Dangerous - w kosmosie nikt nie usłyszy Twojego marudzenia

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

ELITE: DANGEROUS TO:
  1. kilkaset miliardów systemów gwiezdnych w proceduralnie generowanym, otwartym świecie;
  2. pełna swoboda podejmowanych działań;
  3. symulacyjne podejście do kwestii sterowania statkiem i jego zasobami;
  4. niezwykły poziom immersji;
  5. powrót najlepszego przedstawiciela kosmicznych handlówek.

Prawie równo trzydzieści lat temu na rynku ukazała się gra, która odmieniła oblicze branży. Elite było pierwszym tytułem oferującym trójwymiarową grafikę szkieletową i otwarty świat. Gracz mógł kupować dostępne na stacjach kosmicznych towary, transportować je i zarabiać w ten sposób wirtualne kredyty. Niemal dziesięć lat później, korzystając z mocy obliczeniowej nowej generacji komputerów, powstała kolejna genialna odsłona zatytułowana Frontier: Elite II. Gra, która na jednej amigowskiej dyskietce mieściła miliardy systemów gwiezdnych w proceduralnie generowanej galaktyce. Gracz jako pilot statku gwiezdnego zostawał rzucony od razu na głęboką wodę. Miał bowiem pełną dowolność w podejmowaniu działań bez choćby najmniejszego udziału skryptowanych misji, które pojawiły się dopiero w wydanym w 1995 roku Frontier: First Encounters. Długo, bo aż dwadzieścia lat, kazał nam czekać David Braben, ojciec wszystkich space-simów, na kolejną wersję swojego wielkiego hitu. Dzięki betatestom wiemy już mniej więcej czego się spodziewać po Elite: Dangerous i chcielibyśmy podzielić się z Wami naszymi wrażeniami.

Seria Elite jest przedstawicielem gatunku kosmicznych handlówek, w której jako dowódca statku kosmicznego staramy się wytrwale zwiększać liczbę zer po przecinku na swoim koncie. Na początku zabawy gracz otrzymywał małą, słabo uzbrojoną jednostkę, którą starał się jak najszybciej zastąpić coraz większym i lepiej uzbrojonym pojazdem. Gra oferowała niemal nieskończenie duży, otwarty świat pozwalający na bardzo szeroki wachlarz wyboru ścieżki kariery: od typowego handlowca, poprzez najemnika czy pirata lub kuriera, a na górniku kończąc. Jeżeli ktoś chciał, nie było przeszkody, aby wszystkie te interakcje wykonywać na zmianę. Jednym z ważniejszych czynników odróżniającym serię Elite od konkutencji był także głęboki aspekt symulacyjny przedstawiony głównie poprzez zachowanie najważniejszych praw fizyki rządzących przestrzenią kosmiczną oraz możliwość wlatywania w atmosferę planet, na powierzchni których nierzadko mieściły się ludzkie kolonie oraz lądowiska dla statków kosmicznych.

Graliśmy w Elite: Dangeous - największego konkurenta Star Citizena - ilustracja #2
W przyszłości mają pojawić się darmowe dodatki pozwalające na lądowanie i eksplorację planet.

Dostępna obecnie premium beta oferuje jedynie osiem systemów planetarnych spośród kilkuset miliardów, jakie mają znaleźć się w pełnej wersji gry. To niewiele, ale już w tej chwili pozwala wyrobić sobie zdanie i niecierpliwie czekać na wyznaczenie daty premiery przez deweloperów. Na początku zabawy otrzymujemy do dyspozycji prosty i niewielki stateczek Sidewinder, wyposażony jedynie w pojedynczy laser pulsacyjny i mikroskopijną ładownię. W kieszeni mamy jedynie tysiąc kredytów i... hulaj dusza, piekła nie ma. Pełna gra będzie podzielona na tryb single i multiplayer, które będą różnić się od siebie głównie dynamicznymi zmianami we wszechświecie wieloosobowym.

Graliśmy w Elite: Dangeous - największego konkurenta Star Citizena - ilustracja #3
Galaktyka spiralna Drogi Mlecznej w pełnej krasie. Miejsce naszego pobytu wskazuje niebieska ikona.

Pierwsze kroki warto skierować na rynek. Póki co oferta dostępnych towarów jest dosyć skromna, a i tak na większość z nich nas zwyczajnie nie stać. Zresztą zabawa w handlowca na początku w ogóle nie ma sensu – przynajmniej dopóki nie dorobimy się większej kasy i ładowni. W starych odsłonach serii na starcie dostępne były misje kurierskie lub za niewielkie pieniądze można było dokupić moduł pozwalający przewozić żywe osoby lub zwierzęta. Względnie niewolników, o ile ktoś zamierzał skierować swoje kroki ku pirackiej ścieżce kariery. Elite nigdy nie narzucała w tym względzie żadnych ograniczeń. Z jakichś jednak względów obecnie w becie brak jest jeszcze listy dostępnych misji. Być może to kwestia ograniczonego świata, a być może fakt, że poprzednie gry zaczynamy z innym, nieco większym modelem statku, który tutaj można zdobyć dopiero w stoczni za gotówkę. A być może to świadoma decyzja twórców, którzy cały czas pracują nad tym, aby po premierze gra rzuciła nas na kolana. Szczerze mówiąc, po kilku godzinach – nawet tak ograniczonej – zabawy nieźle mną potarmosiła.

Wielkie oczekiwania i zawirowania wokół Star Citizen - na co poszło 95 milionów dolarów?
Wielkie oczekiwania i zawirowania wokół Star Citizen - na co poszło 95 milionów dolarów?

Przed premierą

Star Citizen to bardzo obiecujący projekt - zebrał w końcu w formie crowdfundingu 95 milionów dolarów. Na jakim etapie są prace? Czy zawirowania wokół tytułu odbiją się na jakości gry?

5 rzeczy, które zrobię w Microsoft Flight Simulator 2020
5 rzeczy, które zrobię w Microsoft Flight Simulator 2020

Przed premierą

Microsoft powraca po 13 latach nieobecności do gatunku symulatorów lotniczych i oferuje graczom grafikę godną sprzętu nowej generacji. Co jednak robić w pięknym świecie Flight Simulatora? Poniżej znajdziecie kilka pomysłów, które mogą was zainteresować.

Graliśmy w My Summer Car – samochodowy survival dla wytrwałych
Graliśmy w My Summer Car – samochodowy survival dla wytrwałych

Przed premierą

Lato, urlop, własna bryka – My Summer Car brzmi jak lekka, wakacyjna przygoda, ale w rzeczywistości to hardkorowy symulator dla wytrwałych.