Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Mortal Kombat X Przed premierą

Przed premierą 13 czerwca 2014, 09:55

autor: Krystian Smoszna

Gra od 1985 roku i nadal mu się nie znudziło.

6 powodów, dla których warto czekać na Mortal Kombat X

Na E3 2014 mieliśmy okazję zagrać w niedawno ogłoszonego Mortal Kombat X. UV po kilku starciach z deweloperem spróbuje Was przekonać, że na nową bijatykę NetherRealm warto już odłożyć pieniądze.

Przeczytaj recenzję Recenzja gry Mortal Kombat X - słynny smok dostał lekkiej zadyszki

Artykuł powstał na bazie wersji PS4.

Chyba każdy, kto widział efektowny zwiastun nowej gry z serii Mortal Kombat, nie przeszedł koło niego obojętnie. Można nie lubić klasycznych mordobić, ale jednego twórcom tego fantastycznego filmiku odmówić się nie da – wykonali kawał solidnej roboty. Mnie jednak osobiście zapowiedź „dziesiątki” zainteresowała z bardziej prozaicznych względów. Sporo grałem w reboot z 2011 roku, podobnie zresztą jak w wydane później Injustice: Gods Among Us. Zainteresowanie się kolejną odsłoną słynnego cyklu było więc naturalną tego konsekwencją i z radością przyjąłem wiadomość, że demo gry mogę przetestować już teraz – podczas targów E3 w Los Angeles.

1. Powrót starych znajomych

Na razie nie wiadomo, ile starych postaci powróci do Mortal Kombat X – mój sparingpartner z NetherRealm Studios za nic w świecie nie chciał tego zdradzić. Kolejni bohaterowie mają być ujawniani co jakiś czas z wielką pompą, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość.

W Mortal Kombat X pojawi się dwudziestu czterech wojowników, czyli o czterech mniej niż w podstawowej wersji „dziewiątki”. Wersja demo stworzona specjalnie na targi E3 zawierała sześciu fajterów, przy czym w tym mocno zubożonym towarzystwie znaleźli się tylko dwaj starzy znajomi: Scorpion i Sub-Zero. Jako że obu panów uwielbiam od premiery pamiętnego pierwowzoru z 1992 roku, nie mogłem sobie odmówić sprawdzenia ich w pierwszej kolejności. Zarówno niebieski, jak i żółty ninja dysponują bogatym garniturem doskonale znanych specjali, które na dodatek wykonuje się identycznie jak w poprzedniku. Pamiętacie stawianie lodowych klonów, zamrażarkę, teleportację oraz włócznię vel sznurowadło? Nie musiałem nawet sprawdzać listy z rozpisanymi kombinacjami przycisków, by z marszu poradzić sobie z jednym pracowników NetherRealm Studios (tak, wiem, że dawałeś mi fory). W przypadku nowych ciosów, które w „dziesiątce” oczywiście są obecne, już tak różowo nie było – zapamiętanie sekwencji nie nastręcza co prawda trudności, ale efektywne wykorzystanie ich w potyczce podczas tak krótkiego kontaktu to zupełnie inna bajka.

2. Nowi wojownicy

Targowa wersja demo oferowała również czterech premierowych wojowników: Cassie Cage (dorosłą córkę Johnny’ego Cage’a i Soni Blade, co ma sens, bo akcja nowego Mortala rozgrywa się 25 lat po wydarzeniach opowiedzianych w poprzedniku), azteckiego boga Kotal Khana, zakapturzoną D’Vorah oraz duet Ferra/Torr, który mogliśmy podziwiać wcześniej podczas poniedziałkowej konferencji firmy Sony.

Nie miałem okazji wystarczająco długo testować wyżej wymienionych fajterów, ale kilka luźnych rundek wystarczyło w zupełności, by stwierdzić, że nowi bohaterowie zaprojektowani zostali z dużym polotem. Doskonałym tego przykładem jest Kotal Khan, który oprócz mocnego uderzenia dysponuje umiejętnością stawiania na polu walki totemów, przynoszących mu różne korzyści. Nieźle sprawdza się zwłaszcza promień światła potrafiący leczyć azteckiego wojownika, a jego przeciwnika ranić. Jeszcze bardziej radykalnym przypadkiem jest Ferra/Torr – nierozłączna para złożona z filigranowej kobiety i przypominającego ogra monstrum. Większość specjali wykonują jednocześnie obie postacie, co na ekranie prezentuje się bardzo widowiskowo. Deweloper dodał, że przygotowanie wspólnych uderzeń kosztowało studio NetherRealm mnóstwo pracy, najwięcej spośród wszystkich wojowników występujących w grze.

Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra
Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra

Przed premierą

Saints Row: Self Made, bo tak będzie się zwała „piątka” ma być grą bez szaleństwa, bez gumowych przyrodzeń i bez kiczu. Czy to ma sens? Wciąż szukam odpowiedzi na to pytanie, choć wstępnie mi się to podoba.

Graliśmy w Mount & Blade 2: Bannerlord – na ten sandbox warto czekać
Graliśmy w Mount & Blade 2: Bannerlord – na ten sandbox warto czekać

Przed premierą

W dalekiej Turcji szykuje się nam po cichu średniowieczna piaskownica totalna. Drugi Mount & Blade to gra całkowicie niszowa i wyraźnie nieoszlifowana, ale przy tym powalająca swoją skalą. Nic dziwnego, że powstaje tak długo!

Po co komu nowe Heroes of Might and Magic, skoro nadchodzi Songs of Conquest
Po co komu nowe Heroes of Might and Magic, skoro nadchodzi Songs of Conquest

Przed premierą

W niszy, która powstała po porzuceniu przez Ubisoft serii Heroes of Might and Magic sukcesy odnosić mogą mniejsi twórcy, tacy jak Lavapotion. Ich Songs of Conquest może być najlepszą grą w stylu „hirołsów” od czasów kultowej trójki.