Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Painkiller Hell & Damnation

9 września 2012, 12:46

autor: Benek

Test wersji beta gry Painkiller: Hell & Damnation - znana seria odbija się od dna

Painkiller po latach w końcu wraca w ręce Polaków i wygląda na to, że wreszcie możemy spodziewać się godnej gry z tej serii. Studio The Farm 51 szykuje porządnie odświeżoną wersję pierwszej części.

Przeczytaj recenzję Recenzja gry Painkiller: Hell & Damnation - remake na poziomie

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Seria Painkiller w ostatnich latach mocno podupadła. Po dobrej pierwszej odsłonie oraz przyzwoitym dodatku do niej z każdą nową edycją marka zjeżdżała po równi pochyłej, co potwierdzają zarówno opinie graczy, jak i noty wystawiane przez recenzentów. Wygląda jednak na to, że cykl wróci na właściwe tory, a to za sprawą polskiego studia The Farm 51, które już niedługo zaprezentuje nam nowego Painkillera. Tym razem jednak obejdzie się bez zbędnego kombinowania i zabawy w tworzenie prequeli – gracze otrzymają całkowicie odświeżoną wersję „jedynki”. W odróżnieniu od większości współczesnych remake’ów produkcja ta nie zostanie wzbogacona wyłącznie o tekstury w wyższej rozdzielczości, wręcz przeciwnie – jest konstruowana całkowicie od podstaw.

To, co powinno cieszyć najbardziej, to podejście studia do procesu tworzenia – wszystko, co programiści planują wdrożyć w odświeżonej wersji, konsultowane jest ze społecznością graczy. Realizację takiego pomysłu na pewno ułatwiło udostępnienie zamkniętej wersji beta, w którą również i my mieliśmy okazję się zapoznać. Oferuje ona jeden poziom z kampanii (Cmentarz) oraz rozgrywkę wieloosobową w trybach deathmatch, team deathmatch i survival.

Pierwszą rzucającą się w oczy nowością w Painkiller: Hell & Damnation jest zupełnie inny silnik graficzny napędzający grę, mianowicie Unreal Engine 3. Dzięki niemu możemy podziwiać nowe tekstury w wysokiej rozdzielczości, zdecydowanie poprawioną animację postaci oraz ulepszony system fizyki, chociaż w tym ostatnim wypadku flagowa broń serii, czyli kołkownica, traci swoją największą zaletę – trafieni nią wrogowie już nie przelatują całej mapy, żeby w widowiskowy sposób zostać przybici do najbliższej ściany, podłogi czy sufitu. Jednak wydaje się to być niewielką ceną za całkiem dobrze prezentującą się oprawę graficzną, niewymagającą jednocześnie potężnego komputera, który byłby w stanie poradzić sobie z produkcją na najwyższych detalach.

Przemierzając jedyny udostępniony poziom dla pojedynczego gracza, można odczuć, że przynajmniej na nim pracownikom The Farm 51 udało się zachować klimat pierwowzoru. A jest on mroczny, co dodatkowo potęguje odpowiednio dobrana ścieżka dźwiękowa, która idealnie wprawia w nastrój do sieczenia całych hord piekielnych pomiotów. Oprócz charakterystycznych dla serii szkieletów, wiedźm czy zakapturzonych jegomości z kosą nie zauważyłem wśród wrogów żadnych nowych przeciwników. Nie oznacza to jednak, że szeregi naszych oponentów nie ulegną wzmocnieniu, bo producenci już zapowiedzieli, że pojawi się ich kilka nieobecnych w „jedynce” typów. Naturalnie nie zabraknie też walk z przeogromnymi bossami, a ma być ich czterech plus paru pomniejszych, niestanowiących tak trudnego wyzwania.

Graliśmy w Far Cry 6 - największa odsłona, ale czy najlepsza?
Graliśmy w Far Cry 6 - największa odsłona, ale czy najlepsza?

Przed premierą

Far Cry 6 to kolejna gra Ubisfotu aspirująca do miana „największej”. Nie chodzi jednak tylko o rozmiar mapy, bo „szóstka” wprowadza parę zmian w mechanikach rozgrywki. Niektóre nowości trafiają w punkt, inne są chyba trochę chybione.

Graliśmy w tryb multiplayer Call of Duty: Vanguard - Modern Warfare w skórce retro
Graliśmy w tryb multiplayer Call of Duty: Vanguard - Modern Warfare w skórce retro

Przed premierą

Multiplayerowe starcia w Call of Duty: Vanguard przynoszą znajome odczucia z ostatniej odsłony Modern Warfare. Czuć, że mamy do czynienia z tym samym, tylko w stylistyce II wojny światowej, a podobieństwa są zarówno wadą, jak i zaletą nowej części CoD-a.

Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra
Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra

Przed premierą

Saints Row: Self Made, bo tak będzie się zwała „piątka” ma być grą bez szaleństwa, bez gumowych przyrodzeń i bez kiczu. Czy to ma sens? Wciąż szukam odpowiedzi na to pytanie, choć wstępnie mi się to podoba.