Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Przed premierą 22 sierpnia 2011, 11:52

Graliśmy w FIFA 12 - gamescom 2011

Kolejna edycja najpopularniejszej gry piłkarskiej przynosi szereg zmian i usprawnień, mocno wpływających na rozgrywkę. Sprawdzamy, czy FIFA 12 zadowoli maniaków wirtualnego futbolu.

Przeczytaj recenzję Wciąż w wysokiej formie - recenzja gry FIFA 12

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Pojedynek FIF-y 12 z Pro Evolution Soccerem 2012 nabiera coraz większych rumieńców. Tym razem udajemy się do zamkniętej strefy targowej Electronic Arts, by zobaczyć, czy prace nad nową piłką EA Sports idą zgodnie z planem.

Nie zwlekając długo, od razu przystępujemy do rozegrania towarzyskiego meczu, korzystając z wersji uruchomionej na pececie. Szybka wymiana uprzejmości, dość obszerna zapowiedź spotkania w wykonaniu komentatora, odświeżony wygląd ekranów przedstawiających wyjściowe jedenastki i możemy rozpoczynać – wraz z pierwszym gwizdkiem na boisko ruszają zawodnicy Borussii Dortmund i Manchesteru City. Mnie w udziale przypada zespół mistrza Niemiec z poprzedniego sezonu, co gwarantuje przede wszystkim bardzo ofensywną grę. Już po paru chwilach na ekranie doskonale widać efekt wprowadzenia zupełnie nowego silnika fizycznego. Zawodnicy w sposób niezwykle realistyczny upadają na murawę i odczuwają skutki bolesnych starć, pokazywane za pomocą bardzo ładnie wykonanych animacji. Dużym atutem obrońców Borussii okazuje się gra „bark w bark” – choć paradoksalnie to wyspiarze powinni preferować futbol siłowy, nastawiony na ostre pojedynki, defensorzy świetnie stopują rajdy Teveza i finezyjne zwody Sergio Aguero. Po drugiej stronie sytuacja wygląda zgoła odmiennie – na bokach szaleją zarówno Grosskreutz, jak i Gotze, jednak dośrodkowania kierowane w pole karne mojego przeciwnika zazwyczaj nie trafiają do adresatów.

O ile gra w środku pola nie nastręcza zbytnich trudności i stanowi zazwyczaj zaczątek oskrzydlających akcji ofensywnych, tak przedarcie się w obręb pola karnego to już wyższa szkoła jazdy. Wszystko dzięki zupełnie zmienionemu systemowi obrony, faworyzującemu obronę strefową i współpracę całej formacji defensywnej. Stoperzy wyraźnie oczekują na ruch zawodników atakujących, spokojnie kasując jakiekolwiek próby dostania się w pobliże „szesnastki”. Znacznie większego dynamizmu nabrały akcje na skrzydłach – praktycznie jedno prostopadłe podanie uruchamia ofensywnych pomocników, którzy po chwili mogą szybko obsłużyć wyglądających futbolówki napastników. Bramki jednak cały czas nie padają – to również zasługa fantastycznie interweniujących golkiperów, znakomicie radzących sobie w pojedynkach „jeden na jednego”. Pora coś zmienić – pod koniec meczu rzucam wszystkie swoje siły do przodu, wykorzystując przewagę rozegrania i stosując wysoki pressing już na połowie rywala. Praktycznie w ostatniej minucie mój przeciwnik ponosi sporą stratę – nieatakowany przez nikogo Carlos Tevez pada na murawę i sygnalizuje kontuzję, co wymusza szybką zmianę i – co za tym idzie – wprowadzenie małych korekt w ustawieniu. W tym momencie zastosowanie znajduje jedna z najciekawszych nowinek w „dwunastce”, czyli rzut sędziowski – zgodnie z duchem fair play przeciwnik po chwili oddaje mi piłkę. Regulaminowy czas gry nie przynosi rozstrzygnięcia, więc do wyłonienia zwycięzcy potrzeba dogrywki. W niej spore znaczenie odgrywa moduł Precision Dribbling, ułatwiający kontrolę nad zawodnikiem i umożliwiający sprawniejsze wykonywanie różnorakich trików. Kilka rzutów rożnych nie daje rezultatu, a przeciwnik co rusz groźnie kontruje – na szczęście doświadczony Weidenfeller nie zapomina, jak broni się płaskie, mocne strzały w róg bramki.

Sprawę rozwiązuje konkurs rzutów karnych – w nich moja drużyna okazuje się nieznacznie lepsza, a na ekranie obserwujemy eksplozję radości. Wykonywanie jedenastek urozmaica zestaw nowych scenek, prezentujących satysfakcję bramkarza z niepuszczenia kluczowego dla losów rywalizacji strzału, z kolei ostatni, decydujący rzut jest opatrzony animacją odzwierciedlającą nastroje obu drużyn.

Z pozameczowych ciekawostek warto odnotować tryb wyzwań, w którym możemy pokierować naszą ulubioną drużyną w specjalnych zadaniach, polegających m.in. na strzeleniu odpowiedniej liczby bramek lub wykonaniu asysty wskazanym zawodnikiem. Za przykład służy spotkanie pomiędzy Bayernem Monachium a Borussią Moenchengladbach, a naszym celem staje się odniesienie zwycięstwa ekipą ze stolicy Bawarii. Twórcy chwalą się, że dostępne wyzwania zostaną powiązane z realnymi rozgrywkami i będą odnosić się do meczów ligowych oraz pucharowych wybranych zespołów.

FIFA 12 to kolejny krok w stronę doskonałości – dzieło EA Sports to niesamowicie grywalna „piłka” z mnóstwem nowych rozwiązań, wśród których zdecydowany prym wiedzie napisany od podstaw silnik fizyczny oraz znakomicie sprawdzający się w praktyce, podrasowany system obrony. Wygląda na to, że fanów wirtualnego futbolu w tym roku czekają naprawdę emocjonujące chwile spędzone przed ekranem monitora lub telewizora, a twórcy po raz kolejny pokazują, że swoją piłkarską pasję potrafią z powodzeniem przełożyć na wirtualną rzeczywistość.

Amadeusz „ElMundo” Cyganek

Po co komu nowe Heroes of Might and Magic, skoro nadchodzi Songs of Conquest
Po co komu nowe Heroes of Might and Magic, skoro nadchodzi Songs of Conquest

Przed premierą

W niszy, która powstała po porzuceniu przez Ubisoft serii Heroes of Might and Magic sukcesy odnosić mogą mniejsi twórcy, tacy jak Lavapotion. Ich Songs of Conquest może być najlepszą grą w stylu „hirołsów” od czasów kultowej trójki.

Widzieliśmy grę The Guild 3 – gra o kupiecki tron
Widzieliśmy grę The Guild 3 – gra o kupiecki tron

Przed premierą

Trzecia odsłona średniowiecznych symulatorów kupieckich nadchodzi wielkimi krokami. Znowu przyjdzie nam bogacić się, rozwijać i dbać o swoją rodzinę, a dodatkowo rywalizować z tajnymi stowarzyszeniami. Czas na grę o kupiecki tron.

Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra
Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra

Przed premierą

Saints Row: Self Made, bo tak będzie się zwała „piątka” ma być grą bez szaleństwa, bez gumowych przyrodzeń i bez kiczu. Czy to ma sens? Wciąż szukam odpowiedzi na to pytanie, choć wstępnie mi się to podoba.