Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Przed premierą 21 sierpnia 2008, 09:57

autor: Vercetti

Grand Theft Auto IV - GC 2008

Na tegorocznych targach Games Convention w Lipsku po raz pierwszy pokazano konwersję gry Grand Theft Auto IV na PC. Na prezentacji nie mogło zabraknąć naszego wysłannika.

Przeczytaj recenzję Grand Theft Auto IV - recenzja gry

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Żadnych zdjęć, żadnego nagrywania, żadnych wywiadów – grzmi pośród ciemności głos przedstawiciela Rockstar Games - za chwilę po raz pierwszy pokażemy wam pecetową wersję Grand Theft Auto IV. W kilkadziesiąt osób jak jeden mąż posłusznie chowamy cyfrówki do futerałów. Parę sekund później w niewielkiej, hermetycznej sali stanowiącej część stoiska Take 2, słychać już tylko niemiarowy oddech podekscytowanych dziennikarzy oraz nerwowe postukiwania w klawiatury laptopów. Z ogromnego, ponad stucalowego ekranu, znika mapa sławnego Liberty City, a naszym oczom ukazuje się wreszcie najbardziej oczekiwana, pecetowa gra tego roku, identyczna niemalże jak ta, która przez rzeszę konsolowców uznawana jest za najbardziej grywalną produkcję świata.

Ku naszemu zdumieniu do prezentacji GTA IV nie zostaje wykorzystana klawiatura i mysz, lecz podłączony do komputera pad Xboksa 360. Powodem jest po części kwestia wygody w trakcie pokazu (w sali nie ma żadnego biurka, gdzie dałoby się rozłożyć klasyczne kontrolery), a z drugiej strony - aktualny stan zaawansowania prac nad projektem. Mniejsza o to, pojawia się pierwszy przerywnik filmowy i nikt nie zamierza nawet mrugnąć okiem, by czegoś przypadkiem nie przegapić. Na ekranie od razu daje się zaobserwować mały zgrzyt: bohaterowie krzyczą jeden na drugiego, jednocześnie patrząc na siebie tępym wzrokiem, jak gdyby nie byli w stanie wzajemnie się dostrzec. Gdzieniegdzie widoczne są kosmetyczne niedociągnięcia w wygładzaniu krawędzi, a przez ułamek sekundy animacja minimalnie zwalnia. Tym niemniej po krótkim dialogu jasne staje się, że mamy do czynienia z misją Three Leaf Clover, w której zadaniem gracza jest ni mniej, ni więcej, tylko obrabowanie banku.

Posiadacze pecetów powrócą do Liberty City jeszcze w tym roku.

Posiadacze konsol wiedzą doskonale, że wyprawa po łup i późniejsza ucieczka przed policją to perfekcyjnie wyreżyserowana akcja, będąca jednym z najciekawszych wyzwań czwartej odsłony cyklu Grand Theft Auto. Do pecetowej demonstracji tytułu specjalnie wybrano ten właśnie fragment rozgrywki, bo przez większość czasu zabawa toczy się w nim na niewielkiej przestrzeni ciasnych alejek oraz w kilku podziemnych pomieszczeniach. Pozwala to zamaskować istniejące na aktualnym etapie produkcji problemy z płynnością i pokazać w pełnej krasie same zalety gry – narastające tempo, widowiskowe eksplozje oraz bezustanne źródło adrenaliny w postaci dziesiątek oponentów. Przygoda w Three Leaf Clover przebiega według prostego schematu: wpierw Nico wraz z towarzyszami kradnie rodzinny samochód, następnie odbywa podróż na sąsiednią wyspę, gdzie mieści się budynek banku, zaraz potem z „małymi” kłopotami wypełnia pustą torbę plikami studolarówek, a na końcu przedziera się przez wykonaną z rozmachem sekwencję walk z zastępami funkcjonariuszy, stale osłaniając kolegów przed gradem kul i starając się opuścić niebezpieczną strefę, nim dosięgnie go wymiar sprawiedliwości.

Powyższa akcja pomimo szablonowej konstrukcji i prób ukrycia przez producentów jakichkolwiek skaz, subtelnie obnaża błędy, jakie tkwią w pecetowym Grand Theft Auto IV na parę miesięcy przed rynkowym debiutem. Już przy wsiadaniu do wozu mającego dowieźć Nico i spółkę do miejsca napadu, jeden z kompanów solidnie obija się o karoserię auta i dopiero po wytarciu ubraniem całego bagażnika z trudem dochodzi do drzwi od strony pasażera – to bez wątpienia wina szwankujących skryptów, których nie naprawiono jeszcze w procesie konwersji. Po kilkudziesięciu sekundach jazdy i dotarciu na przepakowany detalami most w kierunku wyspy Algonquin ponownie widać problemy z płynnością animacji. Są one o wiele większe niż we wprowadzającym przerywniku i utwierdzają w przekonaniu, że framerate to obecnie główny, kulejący element gry, wymagający bezsprzecznie największego dopracowania. Inna sprawa, że Rockstar i tak nie jest w stanie zoptymalizować swego tytułu do specyfikacji wszystkich maszyn posiadanych przez graczy, więc jedyne, co może zrobić, to wyeliminować istniejące niedoróbki i dołożyć starań, by wymagania sprzętowe GTA IV nie przyprawiały o zawał serca.

Dying Light 2 to po prostu więcej tego samego. Wiemy, bo graliśmy 4 godziny
Dying Light 2 to po prostu więcej tego samego. Wiemy, bo graliśmy 4 godziny

Przed premierą

Dying Light, najlepsza polska gra o zombie, czeka na sequel od 2015 roku i chyba się w końcu doczeka. Mieliśmy okazję zagrać w nowy tytuł Techlandu.

Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra
Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra

Przed premierą

Saints Row: Self Made, bo tak będzie się zwała „piątka” ma być grą bez szaleństwa, bez gumowych przyrodzeń i bez kiczu. Czy to ma sens? Wciąż szukam odpowiedzi na to pytanie, choć wstępnie mi się to podoba.

Enlisted - darmowy Battlefield, w którym i tak będziesz płacił
Enlisted - darmowy Battlefield, w którym i tak będziesz płacił

Przed premierą

Enlisted nie jest złą grą, ale ma złe korzenie. Albo raczej specyficzne, bo politykę free-to-play twórców War Thundera albo się akceptuje, albo nie. Ja nie jestem ich fanem, ale strzelało mi się tutaj lepiej niż w Battlefieldzie 5.