Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
16 września 2008, 12:15

autor: Marcin Łukański

Prototype - przed premierą

Zapowiada się solidna i efektowna jatka, w której obdarzony potężnymi mocami antybohater rozniesie w pył miasto Nowy York. Dlaczego? Tego właśnie będziemy musieli się dowiedzieć...

Przeczytaj recenzję Prototype - recenzja gry

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Pojawiło się już zdecydowanie za dużo gier opiewających szlachetne czyny nie mniej szlachetnych superbohaterów. Waleczni rycerze, dumni wojowie, odważni żołnierze i sławieni w pieśniach bardów obrońcy całego świata. Do podobnego wniosku musiała dojść ekipa Radical Entertainment i zdecydowała się stworzyć grę o… antybohaterze. Aby całej sprawie dodać troszkę pikanterii, autorzy postanowili naszego złego i strasznego mężczyznę (oraz pół miasta Nowy Jork) zarazić tajemniczym wirusem.

Niektórzy gracze z pewnością dość szybko skojarzą Radical Entertainment z grą z 2005 roku pod tytułem The Incredible Hulk: Ultimate Destruction. I całkiem słusznie. Studio postanowiło wykorzystać doświadczenie zdobyte w czasie prac nad „zielonym potworem” i stworzyć pozycję podobną pod względem stylu rozgrywki. Otrzymamy do dyspozycji potężne miasto, po którym będziemy mogli swobodnie wędrować, wcieliwszy się w postać posiadającą wiele specjalnych zdolności. Powinniśmy nastawić się też na mnóstwo solidnej i efektownej destrukcji (zarówno otoczenia, jak i przypadkowo napotkanych na ulicach cywili).

Nazywam się Alex. Alex Mercer. I mam amnezję.

W Prototype wcielimy się w postać niejakiego Aleksa Mercera. Alex jest w nie lada kłopotach – właśnie stracił pamięć. Oczywiście to nie jedyny jego problem. Gra rozpocznie się, gdy Alex „obudzi” się w samym środku Nowego Jorku. Młodzieniec szybko zorientuje się, że nie tylko nie ma pojęcia, skąd wziął się w tym konkretnym miejscu i kim tak naprawdę jest, ale również, że posiada potężne moce zdolne wywrócić całe miasto do góry nogami (w przenośni i dosłownie).

Ćwiczenia przed olimpiadą. Tutaj – podnoszenie włazu od czołgu.

W Nowym Jorku nie dzieje się za dobrze. W mieście panoszy się dziwny wirus, który zaraża niektóre osoby i zamienia je w wyjątkowo silne mutanty. Wśród panującego ogólnie chaosu znajduje się Alex, który został genetycznie zmodyfikowany – niestety nasz bohater nie wie, jak do tego doszło. Do akcji wkracza wojsko, które bezskutecznie próbuje zapanować nad sytuacją. Spokojna niegdyś metropolia błyskawicznie przeradza się w centrum potężnej wojny. Alex musi nie tylko przeżyć, ale – przede wszystkim – dowiedzieć się, co mu się przytrafiło oraz skąd w mieście znalazł się tajemniczy wirus.

New York, New York... jak śpiewał Frank Sinatra

Nie bez powodu na miejsce akcji wybrano potężny Nowy Jork. Jak twierdzi sam producent, umiejscowienie całej historii w realnie istniejącym mieście pozwoli graczom bardziej zżyć się z głównym bohaterem oraz przedstawioną opowieścią. W czasie prac nad Prototype, panowie z Radical Entertainment zrobili niemal 11 tys. zdjęć miasta, dzięki czemu mogli niezwykle realistycznie oddać wszystkie kluczowe miejsca metropolii.

Oczywiście, zostanie ona odrobinkę zmieniona, aby pasowała do specyficznej wizji artystycznej. Gracz ma natrafić na brudne, szare, zniszczone i „zakazane” ulice, po których krąży tysiące pieszych i jeżdżą setki samochodów (jak przystało na Nowy Jork – głównie żółtych taksówek). Według słów producenta, grając w Prototype, mamy mieć wrażenie, jakby wszystko działo się naprawdę – w naszych czasach, w roku 2008.

Graliśmy w Far Cry 6 - największa odsłona, ale czy najlepsza?
Graliśmy w Far Cry 6 - największa odsłona, ale czy najlepsza?

Przed premierą

Far Cry 6 to kolejna gra Ubisfotu aspirująca do miana „największej”. Nie chodzi jednak tylko o rozmiar mapy, bo „szóstka” wprowadza parę zmian w mechanikach rozgrywki. Niektóre nowości trafiają w punkt, inne są chyba trochę chybione.

Graliśmy w tryb multiplayer Call of Duty: Vanguard - Modern Warfare w skórce retro
Graliśmy w tryb multiplayer Call of Duty: Vanguard - Modern Warfare w skórce retro

Przed premierą

Multiplayerowe starcia w Call of Duty: Vanguard przynoszą znajome odczucia z ostatniej odsłony Modern Warfare. Czuć, że mamy do czynienia z tym samym, tylko w stylistyce II wojny światowej, a podobieństwa są zarówno wadą, jak i zaletą nowej części CoD-a.

Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra
Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra

Przed premierą

Saints Row: Self Made, bo tak będzie się zwała „piątka” ma być grą bez szaleństwa, bez gumowych przyrodzeń i bez kiczu. Czy to ma sens? Wciąż szukam odpowiedzi na to pytanie, choć wstępnie mi się to podoba.