Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Przed premierą 13 lutego 2020, 21:30

autor: Hed

Grałem w Outriders – im było trudniej, tym lepiej się bawiłem

„Byłem na przedpremierowym pokazie Outriders” – chwalę się ludziom, ale nikt nie wie co to jest Outriders. Niedługo się dowiedzą, bo chociaż wystartowanie z nową marką w 2020 roku nie jest łatwe, zdecydowanie warto próbować i celebrować takie próby.

Zapowiadana premiera gry: 2020.

Na tym polu walki nie ma medyka

Outriders ma oferować cztery klasy postaci do wyboru, przy czym na razie pokazano w akcji trzy z nich (na marginesie dodam, że istnieje także edytor wyglądu postaci).

  1. Devastator specjalizuje się w przewodzeniu grupie i trzymaniu się z przodu – potrafi wzmacniać swoje ciało ochronną zbroją, powalać przeciwników uderzeniem o ziemię czy doskakiwać szybko do wrogów.
  2. Pyromancer uwielbia podpalać wszystko dookoła i z tego czerpie swoją siłę – jedna z umiejętności tej klasy zmienia wroga w tykającą bombę, która eksploduje po jego śmierci.
  3. Trickster poza teleportacją potrafi spowalniać czas. Dzięki jednej z umiejętności wytwarza obszarową sferę, w której wszystko poza graczami porusza się wolniej. To przede wszystkim świetna zagrywka taktyczna, bo przy pomocy owej sfery można na przykład unieruchomić bossa, żeby dać drużynie chwilę na przegrupowanie się. Spowolnienie czasu jest też imponujące, bo wewnątrz kuli widać nawet pojedyncze pociski przecinające majestatycznie przestrzeń oraz kawałki ciała rozpadające się pod ostrzałem. Jak mawiał klasyk: „brutalność cieszy”. Szczególnie w efektownym slow-mo.

Początkowo każda z postaci ma bardzo ograniczony wachlarz możliwości. Co kilka poziomów zyskujemy jednak nowe umiejętności – dla każdej klasy ma być ich w sumie po osiem, przy czym w danym momencie możemy mieć aktywne trzy skille. W większości przypadków są to nowe sposoby na zadawanie obrażeń, dodatkowe opcje taktyczne, ale też zdolności leczenia. Każda z klas dba bowiem o swoje zdrowie we własnym zakresie i na razie nie znajdziemy tu osobnej profesji healera.

Wbijając level, otrzymujemy też punkty umiejętności, przy pomocy których można rozwijać drzewko rozgałęziające się na trzy specjalizacje. Przeglądając odnogi drzewka, odkryjemy, że zdolności przeważnie zwiększają o kilka procent statystyki, wytrzymałość czy obrażenia od konkretnych typów broni. Jest to więc zabawa w ulepszanie postaci z kalkulatorem w ręku, do czego trzeba mieć smykałkę. Albo – już po premierze Outriders – zajrzeć na stosowną stronę w internecie z rozpiską najbardziej optymalnych klas.

Całą grę będzie można przejść w maksymalnie trzyosobowej grupie, co zostało wsparte różnymi systemami ułatwiającymi przemieszczanie się czy uruchamianie misji. Każdy z członków drużyny może zaproponować przeniesienie się do innej lokacji albo wykonanie danego zadania, po czym u innych graczy pojawi opcja przegłosowania tego pomysłu. Grając w pojedynkę, nie otrzymamy kompanów kierowanych przez sztuczną inteligencję, ale całość ma zostać tak wyważona, żebyśmy dali sobie radę, a jednocześnie mieli frajdę z zabawy. Z tego też wynika samowystarczalność każdej z profesji – nie potrzebujemy ani tanka, ani healera, bo każdy ma odpowiednie umiejętności w zestawie. Taki podział trochę zaburza unikatowość klas, ale na razie trudno to jeszcze tak naprawdę ocenić.

Pograłem chwilę każdą z nich i różnice były odczuwalne. Najbardziej spodobał mi się chyba pyromancer, którego ustawiłem w tryb maksymalnego podpalania, wrzucając na pasek trzy umiejętności obszarowe i po prostu pakując się za każdym razem w jak największe skupiska wrogów. Nie powiem, było to przyjemne, chociaż inne klasy też mają parę asów w rękawie. Przykładowo trickster ma zdolności pozwalające przeskakiwać za plecy wroga i zyskiwać dzięki temu przewagę taktyczną i różne bonusy.

LECZENIE PRZEZ ZABIJANIE

Ciekawym systemem w Outriders jest pomysł leczenia postaci poprzez zachowania ofensywne. Mniejszą część życia możemy odzyskać, po prostu chowając się przed przeciwnikami na kilka sekund. Żeby jednak uzupełnić pasek zdrowia, każda z klas musi zastosować własny unikatowy skill. Na przykład devastator odzyskuje życie, jeśli w jego pobliżu zginie przeciwnik, a pyromancer zdrowieje w oczach, kiedy ktokolwiek z drużyny dobije podpalonego przez niego wroga.

Po co komu osłony?

People Can Fly znane jest z szybkich i mięsistych strzelanek – i tym właśnie ma być Outriders. W największym skrócie to strzelanka z domieszką specjalnych umiejętności, w której tłuczemy przeważające siły wroga. Sam system strzelania jest całkiem dobry – broń brzmi nieźle, a pociski przyjemnie wtapiają się w przeciwników. Umiejętności mają odpowiednią moc i wyglądają efektownie.

Oczywiście przy takiej rozgrywce trudno ustrzec się powielania pewnych schematów, więc w grze zobaczycie dobrze znane typy przeciwników: wrogów wyposażonych w pancerze i podwójne paski życia, żołnierzy uzbrojonych w miotacze ognia czy inne ataki obszarowe, a także przeciwników szarżujących na graczy. Niedostatki rekompensują bossowie, przy których trzeba zewrzeć szyki i skrzyżować promienie – w innym przypadku drużyna szybko padnie.

Poboczny przeciwnik Reiner potrafił na przykład wytwarzać słupy ognia tańczące po arenie, kontakt z którymi kończył się natychmiastowym zgonem. Finalny boss, wspomniany Guardian, także sprawił, że serce zabiło mi szybciej – uciekał przed ostrzałem dzięki teleportacji i raził graczy elektrycznością niczym Imperator Palpatine. W późniejszej fazie walki był też w stanie przywołać tarczę z kawałków metalu, pod którą odzyskiwał punkty życia. Najbardziej efektownym i niebezpiecznym atakiem okazała się jednak „burza z piorunami”, rozchodząca się po arenie w kilku zabójczych kręgach. Porażeni jego mocą przy pierwszym podejściu rzeczywiście padliśmy w boju, ale później poszło już znacznie łatwiej.

Grałem w The Division 2: Warlords of New York – kosztowny powrót do Nowego Jorku
Grałem w The Division 2: Warlords of New York – kosztowny powrót do Nowego Jorku

Przed premierą

Agenci wracają do Nowego Jorku! Trochę nadkładając drogi, przez Waszyngton, ale lepiej późno niż wcale. Czy Warlords of New York będzie dodatkiem, na jaki czekaliśmy od premiery pierwszej części The Division?

Graliśmy w Escape from Tarkov – to nie jest gra dla słabych ludzi
Graliśmy w Escape from Tarkov – to nie jest gra dla słabych ludzi

Przed premierą

Escape from Tarkov zapowiada się na najbardziej realistyczny symulator przebywania na nieprzyjaznym terenie. Mechanizmy zabawy są bardzo proste – największe przeszkody czają się zupełnie gdzie indziej.

Grałem w Doom Eternal i co za dużo... to na zdrowie!
Grałem w Doom Eternal i co za dużo... to na zdrowie!

Przed premierą

Spędziliśmy trzy godziny w skórze Doom Slayera broniąc Ziemi przed inwazją demonów. Czy nowy Doom nie jest zbyt podobny do poprzedniego? Czy nie za dużo tu platformówki i RPG? Znamy już odpowiedzi na część Waszych pytań.