Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

King's Bounty II Przed premierą

Przed premierą 24 sierpnia 2019, 17:30

autor: Jakub Mirowski

Miłośnik gier dla jednego gracza – niby przez lepszy klimat, ale tak naprawdę jest słaby w multi.

King’s Bounty 2 spróbuje przywrócić czar Heroesów, ale nie będzie łatwo

Deweloperzy z 1C Entertainment najwidoczniej wzięli sobie do serca przestrogę, że lepsze jest wrogiem dobrego, i na wszelki wypadek w kontynuacji King’s Bounty postanowili zaprojektować wszystko znacznie gorzej.

Zapowiadana premiera gry: marzec 2021.

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Od premiery ostatniej części Heroes of Might & Magic mijają cztery lata, od ostatniej naprawdę dobrze przyjętej odsłony tego cyklu – ponad dekada. Ubisoft najwyraźniej nie za bardzo wie, co zrobić z tą marką, a jej fani zaczynają powoli odczuwać pustkę, a może nawet już zapominać. To idealny moment, by na scenę weszła nowa seria – najlepiej taka, która ma już ugruntowaną pozycję w gatunku i szlachetny rodowód, ale jeszcze nie zdążyła się przejeść. Twórcy King’s Bounty II wyczuli, że mogą zapełnić pewną rynkową niszę… ale nie wiedzieć czemu postanowili zrobić to, niepotrzebnie komplikując rozgrywkę i rzucając w kąt swoje najmocniejsze karty.

AKT URODZENIA

King’s Bounty 2 to śmiałe połączenie bieda-RPG z biedastrategią - ilustracja #1

Wielu dzisiejszych graczy określa Heroes of Might & Magic III jako grę swego dzieciństwa – tymczasem bez King’s Bounty mogłaby ona nigdy nie powstać. Obie te produkcje zaprojektował ten sam człowiek, Jon Van Caneghem, założyciel New World Computing. Deweloperzy z tamtego studia nigdy nie ukrywali zresztą, że „Hirołsy” były w wielu aspektach rozwinięciem pomysłów zastosowanych w King’s Bounty.

Heroes of Might & Magic zaczerpnęło z tamtego tytułu m.in. ideę bohaterów, zdobywanie i utrzymywanie zamków oraz szukanie fragmentów map, odkrywających położenie artefaktów. Wydany w 2008 roku remake o podtytule Legenda autorstwa studia Katauri Interactive okazał się godnym spadkobiercą tej klasyki. Mamy wątpliwości, czy ta sama sztuka uda się w przypadku kontynuacji.

Nie wiem, co tu się dzieje

Dla kogoś, kto grał trochę w pierwszą część odnowionego cyklu, a poza tym spędził połowę szkolnych lat przy rozmaitych odsłonach Heroes of Might & Magic, szokujące jest przede wszystkim to, jak ciężko się w tej grze odnaleźć. Naszym największym wrogiem nie są tutaj potężne trolle czy uzbrojone po zęby szkielety, ale przede wszystkim to, jak zaprojektowano samą zabawę. Nie pochwalam wprawdzie wtórności u deweloperów, ale tutaj szybko przyłapałem się na myśleniu o tym, jak fajnie mogłoby się w King’s Bounty II grać, gdyby twórcy poszli po linii najmniejszego oporu. Ze znanej z innych przedstawicieli gatunku przejrzystości nie ostało się praktycznie nic. Najbardziej doskwiera to w trybie turowych potyczek, gdzie zamiast wyrazistego modelu jednej postaci reprezentującego jednostkę mamy całe oddziały. W efekcie na polu bitwy zamiast kilkunastu żołnierzy widzimy ich kilkudziesięciu.

W dodatku większość jednostek wygląda identycznie. W testowanym fragmencie gry miałem do dyspozycji kuszników, łuczników, włóczników, żołnierzy z mieczami oraz rycerzy i do samego końca rozróżniałem ich tylko poprzez najeżdżanie kursorem. W przypadku przeciwników było nieco lepiej, bo tam przynajmniej raz na jakiś czas pojawiał się ogr czy wojowniczy anioł. Co gorsza, powiększenie oddziałów sprawiło, że zamiast zgrabnych, niewielkich pól ujrzałem ogromne sześciokąty, na których musi zmieścić się kilkanaście osób. Na polu bitwy jest ich maksymalnie kilkanaście, część zajmują przeszkody, część przeciwnicy. W efekcie możliwości manewru są skromne i cały element taktycznego ustawiania wojsk trafia szlag.

King’s Bounty to nie bajka

W mojej opinii to rezygnacja z baśniowej oprawy stanowi najokrutniejszy strzał w kolano, i to w dodatku z pistoletu na słonie. W poprzednim King’s Bounty (i dobrych odsłonach Heroes of Might & Magic) barwne wizualia nie były wyłącznie zabiegiem stylistycznym – po prostu kolorowe, wyróżniające się postacie, potwory oraz elementy otoczenia przykuwały oko i czyniły daną produkcję wyjątkowo czytelną. Najnowsze dzieło 1C Entertainment nie posiada żadnej z tych zalet. Łuczników trudno odróżnić od rycerzy, kluczowe postacie niezależne niewiele różnią się od zwyczajnych przechodniów, a kufry z łupem nie odbiegają wyglądem od walających się wszędzie skrzynek. Połowę czasu spędziłem na wlepianiu oczu w minimapę, na której ujawnione są ważne przedmioty i persony, bo gra nie robi nic, żeby w jakikolwiek sposób je wyeksponować.

Nie mogę jednak narzekać, bo dzięki temu oszczędziłem sobie zbyt częstego oglądania oprawy wizualnej. Z jakiegoś powodu deweloperzy postanowili przedstawić akcję z perspektywy trzeciej osoby, na wzór pełnoprawnych RPG akcji, ale jedyne, co osiągnęli, to uwypuklenie swoich budżetowych ograniczeń. King’s Bounty 2 wygląda nijako, kiedy patrzymy na pojedyncze kadry, i dramatycznie, kiedy widzimy grę w akcji. Wszystko naznaczone jest tutaj skrajną topornością, otwarty świat okazuje się pusty i niezbyt interesujący, nasza postać porusza się z gracją żelbetowego bloku, a z przerywników filmowych – działających zresztą poniżej 30 klatek na sekundę – bije potworna sztuczność. I wiem, że część z Was zapewne stwierdzi, iż jest w stanie wybaczyć tej grze pewien stopień drętwoty, o ile tylko zapewni im ona tyle zabawy co poprzedniczka. Stawiam jednak dolary przeciw orzechom, że jeśli 1C Entertainment dotrzyma bliskiego terminu premiery, to nie ma co na to liczyć.

Kelner, moja gra mnie nie bawi

To po prostu słabo przemyślana gra. Rzeczy, które działały dobrze we wcześniejszej części serii, tutaj przerobiono w ramach dziwnej misji tworzenia nowego oblicza marki. Na przykład werbowanie oddziałów – poprzednio można było je rekrutować w różnych lokacjach, w „dwójce” wszystko załatwiamy poprzez interakcje z jednym kupcem, który daje od razu dostęp do pięciu różnych jednostek: od szeregowych wojaków z mieczami po doskonale wyszkolonych rycerzy. Gdzie w tym jakiekolwiek wyzwanie? Gdzie poczucie pokonywania trudności, skoro nieprzyjaciele są na tyle mili, że mając do dyspozycji zamek, decydują się walczyć z nami (i to posiadając wyraźnie słabszą armię) w otwartym polu? Gdzie wrogie jednostki, stosujące jakąkolwiek taktykę poza atakowaniem pierwszego lepszego oddziału z brzegu?

A przecież są tutaj rzeczy, które mogą funkcjonować dobrze. Złożony system uzbrojenia naszego bohatera, różne możliwe ścieżki rozwoju, rozbudowane i nieźle pomyślane uniwersum, wreszcie hucznie zapowiadane wybory, które mają zaważyć na przebiegu fabuły – King’s Bounty 2 skrywa pod tą pokraczną fasadą parę rozwiązań, które mogłyby okazać się naprawdę ciekawe. W każdym z zadań, jakie udało mi się wykonać, musiałem wybierać pomiędzy pomocą jednej czy drugiej postaci (lub nawet całej frakcji), pomiędzy negocjacjami a walką. Z drugiej strony mamy jednak skrajny brak przejrzystości, brzydką oprawę, idiotyczną decyzję o pójściu w stronę realizmu… Wad jest po prostu zbyt dużo. I całe to zmienianie oblicza King’s Bounty zapowiada się na rewolucję robioną na siłę.

Może wyciągam pochopne wnioski – z „dwójką” spędziłem przecież ledwie nieco ponad pół godziny. Mam jednak wrażenie, że rosyjskie studio mimowolnie sabotuje tę serię. Eksperymenty na bijącym sercu marki to sprawa delikatna, wymagająca zmysłu i rąk najlepszych growych specjalistów. W przypadku tej produkcji wygląda to tak, jakby deweloperzy po dwóch sesjach z Surgeon Simulatorem postanowili przeprowadzić operację na żywym pacjencie. Efektów jeszcze nie znamy, ale wstępne prognozy nie brzmią obiecująco.

ZASTRZEŻENIA

Koszty pobytu na targach gamescom redakcja pokryła we własnym zakresie.

Jakub Mirowski | GRYOnline.pl

TWOIM ZDANIEM

Grałeś/aś kiedykolwiek w serię King's Bounty?

Tak
72,5%
Nie
27,5%
Zobacz inne ankiety
Grałem 4 godziny w King’s Bounty 2 i jest lepiej niż sądziłem
Grałem 4 godziny w King’s Bounty 2 i jest lepiej niż sądziłem

Przed premierą

King’s Bounty wraca z pełnoprawnym sequelem. Seria doczekała się bardzo wyraźnych zmian, a my mogliśmy spędzić z nią kilka godzin i zobaczyć, jak te zmiany sprawdzają się w praktyce.

Fani Cywilizacji świętujcie – Humankind nieźle się zapowiada
Fani Cywilizacji świętujcie – Humankind nieźle się zapowiada

Przed premierą

Przed twórcami Humankind jeszcze druga droga, ale ich wizja historii ludzkości już dzisiaj wygląda ciekawe. Francuzi robią grę dla fanów Cywilizacji, ale to zdecydowanie nie będzie jej klon.

Widzieliśmy War Mongrels - holokaust był piekłem i powstaje gra, która to wreszcie pokaże
Widzieliśmy War Mongrels - holokaust był piekłem i powstaje gra, która to wreszcie pokaże

Przed premierą

Studio Destructive Creations znowu stawia na kontrowersje. W ich nowej grze pokierujemy oddziałem złożonym z Niemców, Żydów i Polaków, którzy niczym w kultowych Commandosach skradają się za plecami strażników z Wehrmachtu.