Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

The Black Death

22 kwietnia 2016, 13:32

autor: Przemysław Zamęcki

Grał we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonował. Spoczywaj w pokoju przyjacielu - 1978-2021

Graliśmy w The Black Death - kapitalny setting, żenujące wykonanie

Do grona multiplayerowo-survivalowych projektów dołącza kolejny. The Black Death zabiera nas w mroki zadżumionej Europy z połowy XIV wieku.

Zapowiadana premiera gry: grudzień 2021.

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

THE BLACK DEATH W SKRÓCIE:
  1. mroczny okres połowy XIV wieku;
  2. możemy wcielić się w strażnika, kupca lub rolnika;
  3. w przyszłości dostępnych ma być kolejnych dziewięć profesji;
  4. zdecydowana większość mechanizmów rozgrywki nie jest jeszcze zaimplementowana;
  5. gra działa na czwartej iteracji silnika Unreal.

Połowa XIV wieku w Europie to bardzo nieciekawy okres. Przywleczona z Chin dżuma dziesiątkowała całe populacje – poczynając od słonecznej Italii, przez niemal całą środkową część kontynentu, aż po mroźne rejony Skandynawii. Wydawałoby się, że to idealne tło dla komputerowych RPG, w których bohater lub drużyna bohaterów przemierza te nieprzyjazne ziemie. Powstające obecnie Kingdom Come: Deliverance rozgrywa się, niestety, kilka dziesięcioleci po tych wydarzeniach, a zresztą – gdyby ściśle trzymać się historycznych faktów, północne Czechy od czarnej śmierci ucierpiały stosunkowo niewiele. Być może więc w grze pojawi się tylko jakieś odległe echo przeszłości.

Graliśmy w The Black Death - kapitalny setting, żenujące wykonanie - ilustracja #1
Stały widok w świecie The Black Death.

Żałuję trochę, że tematu nie podchwycili deweloperzy zajmujący się w pierwszej kolejności przygotowywaniem produkcji pełnych atrakcji dla jednego gracza, ponieważ w dobie dziesiątków survivalowych projektów, które zazwyczaj pozostają wiecznie na etapie wczesnego dostępu na Steamie, pomysł na wykorzystanie „wielkiego pomoru” łatwo można spalić. Rach-ciach i oto znaleźli się ludzie, którzy postanowili dołożyć swoją cegiełkę do gatunku i wstrzelić się w zapotrzebowanie na średniowieczny świat zaludniony żebrzącymi zainfekowanymi, womitującymi wojakami i zdezorientowanymi graczami, których sesja po wejściu na dowolny z pustawych serwerów zazwyczaj kończy się po kilku lub kilkunastu minutach z powodu niezliczonej liczby błędów. Tak właśnie aktualnie prezentuje się The Black Death.

Graliśmy w The Black Death - kapitalny setting, żenujące wykonanie - ilustracja #2
To nie żart. To Unreal Engine 4.

Być może zakończenie poprzedniego akapitu nie wygląda dla produkcji połączonych sił deweloperskich Syrin Studios i Small Impact Games najlepiej, ale pamiętajcie, że niniejszy tekst dotyczy bardzo wczesnej wersji kodu, a więc pozbawionej większości funkcjonalności, zabugowanej i – delikatnie rzecz ujmując – brzydkiej jak noc listopadowa. Choć na pierwsze dwa mankamenty należy na obecnym etapie przymknąć oko, niepokoi trochę jakość oprawy graficznej korzystającej z dobrodziejstw czwartej iteracji Unreal Engine’u. Korzystającej w sposób bardzo, ale to bardzo nieudolny. Niewielki zasięg widzenia, paskudna roślinność, grubo ciosane budowle z kamienia i woda, która wygląda tak źle, że uznana zostałaby za brzydką chyba jeszcze w czasach sprzed ery graficznych akceleratorów Voodoo. Dodajmy do tego kiepskie modele sklonowanych postaci, animacje rodem z „parku sztywnych” i wszechogarniającą, powtarzalną pustkę. Dawno już nie widziałem czegoś tak fatalnie wykonanego, za co ktoś chciałby dostać pieniądze.

Graliśmy w Far Cry 6 - największa odsłona, ale czy najlepsza?
Graliśmy w Far Cry 6 - największa odsłona, ale czy najlepsza?

Przed premierą

Far Cry 6 to kolejna gra Ubisfotu aspirująca do miana „największej”. Nie chodzi jednak tylko o rozmiar mapy, bo „szóstka” wprowadza parę zmian w mechanikach rozgrywki. Niektóre nowości trafiają w punkt, inne są chyba trochę chybione.

Graliśmy w tryb multiplayer Call of Duty: Vanguard - Modern Warfare w skórce retro
Graliśmy w tryb multiplayer Call of Duty: Vanguard - Modern Warfare w skórce retro

Przed premierą

Multiplayerowe starcia w Call of Duty: Vanguard przynoszą znajome odczucia z ostatniej odsłony Modern Warfare. Czuć, że mamy do czynienia z tym samym, tylko w stylistyce II wojny światowej, a podobieństwa są zarówno wadą, jak i zaletą nowej części CoD-a.

Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra
Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra

Przed premierą

Saints Row: Self Made, bo tak będzie się zwała „piątka” ma być grą bez szaleństwa, bez gumowych przyrodzeń i bez kiczu. Czy to ma sens? Wciąż szukam odpowiedzi na to pytanie, choć wstępnie mi się to podoba.