Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

ARK: Survival Evolved

11 czerwca 2015, 14:33

autor: Luc

Testujemy grę ARK: Survival Evolved - najładniejszy survival na rynku

Gra ARK: Survival Evolved wymaga potężnego komputera do działania, ale wygląda absolutnie obłędnie. Survival z dinozaurami w tle świetnie zapowiada się też w kwestii koncepcji rozgrywki, o czym mieliśmy okazję przekonać się w ostatnich dniach.

Ten tekst był przygotowany przed premierą gry.

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

ARK: SURVIVAL EVOLVED W SKRÓCIE:
  • sandobox w prehistorycznych klimatach;
  • możliwość gry online i offline;
  • dinozaury jako główny element rozgrywki – w wersji finalnej ponad 70 gatunków;
  • system rozwoju postaci i wielkich gadów bazujący na poziomach;
  • olśniewająca grafika, ale i ogromne wymagania sprzętowe;
  • duży nacisk na współpracę między graczami.

Dobrej gry z dinozaurami w roli głównej nie widzieliśmy już całe wieki. Jakiś czas temu nieźle rokowało The Stomping Lands, ale historia tej produkcji, cóż – uznajmy, że nie miała najlepszego finału. Powstałą pustkę postanowili wypełnić deweloperzy ze Studio Wildcard, tworząc ARK: Survival Evolved – kolejną grę survivalową, rozgrywającą się w ogromnym, otwartym świecie. W usłudze Early Access widywaliśmy już setki różnych propozycji – dlaczego akurat ta tak szybko zdobyła popularność i przyciągnęła do siebie tysiące graczy? Wspomniane dinozaury to jedno, ale to nie jedyny powód, dla którego ARK bryluje obecnie na Steamie. Postanowiliśmy samodzielnie przekonać się, co jeszcze decyduje o fenomenie tej produkcji.

Dawno, dawno temu...

Zabawę zaczynamy naturalnie od stworzenia postaci. Ilość opcji podczas kreowania protagonisty jest całkiem spora, choć muszę przyznać, że wizualnie wszystkie sprowadzają się do jednego – tworzymy napakowanego osobnika lub całkiem sympatyczną przedstawicielkę płci pięknej... i ruszamy do boju. To znaczy – budzimy się nadzy na plaży, a już chwilę później okazuje się, że na naszym ramieniu widnieje dziwaczny chip czy też symbol. Do czego służy? Kto go tam umieścił? Tego nie wiemy, ale zapewne ma to jakieś uwarunkowania fabularne. Podczas kilku godzin zabawy z tytułem nie udało mi się wprawdzie na nic takiego natrafić, niemniej jeszcze wszystko przed nami. Początkowy cel, jaki wskazuje nam gra, jest do bólu standardowy – przeżyć za wszelką cenę.

Nasza postać, wykonując pewne czynności, może awansować na wyższe poziomy, co wiąże się z otrzymywaniem specjalnych punktów. Wydajemy je na kolejne schematy, pozwalające tworzyć nowe przedmioty. Co ciekawe, niemal każdy z nich da się zabarwić, dzięki czemu stawiane budowle lub szyte ubrania wyglądają naprawdę unikatowo.

Szybko okazuje się, że zadanie wcale nie należy do najprostszych. Nieustannie doskwiera nam głód, błyskawicznie się odwadniamy, a do tego postać cierpi z powodu nadmiernego chłodu lub gorąca. Dynamicznie zmieniająca się pogoda dodatkowo przyśpiesza spadek poszczególnych parametrów, musimy więc błyskawicznie dostosować się do panujących warunków. Zbieramy zatem surowce, a następnie przy pomocy prostego systemu craftingu tworzymy kolejne niezbędne przedmioty – ubrania, szałasy i całą resztę, która ochroni nas przed nieprzyjazną aurą. Chłodne kropelki deszczu lub burczący brzuch to jednak najmniejsze z naszych zmartwień. Znacznie większym (i to dosłownie) są dinozaury. A te spotykamy już kilka sekund po przebudzeniu.

Graliśmy w Far Cry 6 - największa odsłona, ale czy najlepsza?
Graliśmy w Far Cry 6 - największa odsłona, ale czy najlepsza?

Przed premierą

Far Cry 6 to kolejna gra Ubisfotu aspirująca do miana „największej”. Nie chodzi jednak tylko o rozmiar mapy, bo „szóstka” wprowadza parę zmian w mechanikach rozgrywki. Niektóre nowości trafiają w punkt, inne są chyba trochę chybione.

Graliśmy w tryb multiplayer Call of Duty: Vanguard - Modern Warfare w skórce retro
Graliśmy w tryb multiplayer Call of Duty: Vanguard - Modern Warfare w skórce retro

Przed premierą

Multiplayerowe starcia w Call of Duty: Vanguard przynoszą znajome odczucia z ostatniej odsłony Modern Warfare. Czuć, że mamy do czynienia z tym samym, tylko w stylistyce II wojny światowej, a podobieństwa są zarówno wadą, jak i zaletą nowej części CoD-a.

Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra
Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra

Przed premierą

Saints Row: Self Made, bo tak będzie się zwała „piątka” ma być grą bez szaleństwa, bez gumowych przyrodzeń i bez kiczu. Czy to ma sens? Wciąż szukam odpowiedzi na to pytanie, choć wstępnie mi się to podoba.