Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

DiRT Rally Przed premierą

Przed premierą 30 kwietnia 2015, 10:14

autor: Przemysław Zamęcki

Grał we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonował. Spoczywaj w pokoju przyjacielu - 1978-2021

Testujemy grę DiRT Rally - rajdy bez wodotrysków

Codemasters postanowił posłuchać fanów i skonsultować z nimi nową odsłonę serii DiRT. Ma być bardziej realistycznie, symulacyjnie i bez wodotrysków. Sprawdzamy jak w chwili obecnej wygląda nowy projekt Brytyjczyków.

Przeczytaj recenzję Recenzja gry DiRT Rally - Richard Burns Rally może wreszcie odejść w niebyt

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

DIRT RALLY W SKRÓCIE:
  1. znacznie ulepszony i bardziej realistyczny model jazdy;
  2. w obecnej wersji zawartość wystarczająca na wiele godzin zabawy;
  3. wciąż sporo niedoróbek związanych z uszkodzeniami auta i właściwym ich odwzorowaniem;
  4. lekko archaiczna oprawa graficzna;
  5. znakomity pilot;
  6. brak możliwości cofania czasu.

"Zaczęli wreszcie słuchać fanów". "Nie ma Gymkhany ani Kena Blocka? Codemasters, proszę, weźcie moje pieniądze!" "O Boże, w końcu rajdowa gra bez tego całego badziewia". To jedne z popularniejszych komentarzy, które wyprodukowała społeczność skupiona wokół powstałej niczym feniks z popiołów kolejnej odsłonie serii DiRT. Co prawda pozbawionej w nazwie cyfry „4”, ale jak sądzę, ma to związek z faktem, że oczekiwana "czwórka" będzie jednak celować w podobny target, jak odsłony druga i trzecia, czyli osoby wolące samochodówki z wyraźnym zacięciem zręcznościowym. Tymczasem DiRT Rally przynosi w końcu jakąś zmianę jakościową jeżeli chodzi o realizm zabawy, ale czyni to w sposób dosyć zawoalowany. Przynajmniej przez pierwsze kilkadziesiąt minut.

Oprawa wizualna DiRT Rally przenosi nas w czasie o cztery lata wstecz. Niby grafika w tym przypadku nie powinna mieć aż tak wielkiego znaczenia (do tej pory istnieją ludzie, którzy zachwycają się legendarnymi Richard Burns Rally czy Rally Championship), ale trochę szkoda, że w stosunku do DiRTa 3 da się zauważyć jedynie kosmetyczne poprawki. Pozytywnym faktem takiego stanu rzeczy jest to, że już na obecnym etapie, kiedy gra dostępna jest jedynie za pośrednictwem usługi wczesnego dostępu, powinna wręcz "śmigać" na średniej jakości domowym pececie. Optymalizacja, z wyjątkiem pierwszej części serii, zazwyczaj była mocnym atutem firmy Codemasters i tym razem jest nie inaczej. Wizualnie nie jest rewelacyjnie, ale być może umiejętności programistów sprawiły, że cała para poszła w silnik fizyczny, a co za tym idzie również model jazdy?

Testujemy grę DiRT Rally - rajdy bez wodotrysków - ilustracja #2
Pilot i odczytywane przez niego wskazówki są mocnym atutem nowego Dirta.

W chwili obecnej w grze jest siedemnaście aut pochodzących z różnych epok i ponad trzydzieści tras rozmieszczonych w trzech regionach: Grecji, Walii i Monte Carlo. Odcinki nie są specjalnie długie (choć dostępne są również i takie, na które gra daje nam do przejechania aż trzydzieści minut - w rzeczywistości na ich pokonanie wystarczy ok. 10-15 minut w zależności od umiejętności), ale w porównaniu do DiRTa 3 to i tak jakościowa przepaść. Przy czym fragmenty oesów często się powtarzają, czasem zaliczamy ten sam teren w obie strony, ale generalnie nie jest źle. Tym bardziej, że większość z tras posiada możliwość zmiany warunków pogodowych oraz pory przejazdu. Oczywiście ważna jest szerokość geograficzna lokacji, bowiem w Walii słoneczne południe nie jest dostępne, a w Grecji śmigamy raczej przy błękitnym niebie, ale gra oferuje także deszcz, śnieg i zawody rozgrywane nocą. Ten sam odcinek może być raz oblodzony, a innym razem suchy - nie muszę podkreślać, że wrażenia z jazdy bywają w obu przypadkach zgoła odmienne.

Testujemy grę DiRT Rally - rajdy bez wodotrysków - ilustracja #3
W Walii pogoda zwykle nie dopisuje.

Gra oferuje tryb kariery. Na początek dysponujemy niewielką kwotą, za która możemy kupić sobie jedno z dwóch aut pochodzących z epoki lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Wygrywając mistrzostwa zdobywamy pieniądze, które pozwolą po jakimś czasie przesiąść się do mocniejszego wozu. Aby nie było zbyt łatwo, kasę musimy wydawać także na naprawy, do których z kolei jesteśmy zmuszeni werbować inżynierów i mechaników. Za kontrakt z nimi też trzeba zapłacić. Osobiście nigdy nie przepadałem za takimi dodatkami w samochodówkach woląc po prostu siedzieć cały czas za wirtualną kierownicą, ale rozumiem, że takie podejście do zwiększonego realizmu otoczki rajdów może się niektórym podobać. Tym bardziej, że w trakcie zawodów nieuważna jazda skutkuje psuciem się różnych podzespołów auta. Na szczęście żadnych konferencji prasowych znanych z serii F1 w DiRT Rally nie uświadczymy. To w obecnej chwili tytuł zdecydowanie bardziej surowy. I mam nadzieję, że takim pozostanie.

Testujemy grę BeamNG.drive - takich kraks nie ma nawet Burnout
Testujemy grę BeamNG.drive - takich kraks nie ma nawet Burnout

Przed premierą

Gry samochodowe od lat zmagają się z problemem realistycznego przedstawienia uszkodzeń pojazdów. W parze z coraz lepszą grafiką nie idzie bowiem fizyka odpowiedzialna za wizualne przedstawienie wszelkich uszkodzeń. BeamNG.drive robi to inaczej.

To nie są Settlersy, na które czekałem (obym się mylił)
To nie są Settlersy, na które czekałem (obym się mylił)

Przed premierą

Miałem okazję przetestować The Settlers. Niestety, nowa odsłona mojej ukochanej serii wzbudziła u mnie liczne wątpliwości. A już przed zagraniem miałem ich sporo…

Dying Light 2 to po prostu więcej tego samego. Wiemy, bo graliśmy 4 godziny
Dying Light 2 to po prostu więcej tego samego. Wiemy, bo graliśmy 4 godziny

Przed premierą

Dying Light, najlepsza polska gra o zombie, czeka na sequel od 2015 roku i chyba się w końcu doczeka. Mieliśmy okazję zagrać w nowy tytuł Techlandu.