Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

inFamous: Second Son Recenzja gry

Recenzja gry 21 marca 2014, 14:00

autor: Przemysław Zamęcki

Gra we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonuje.

Recenzja gry inFamous: Second Son - piękna grafika to nie wszystko

Infamous Second Son ponownie zabiera nas w podróż do świata super bohaterów naszprycowanych super mocami. Jest kolorowo, zabójczo pięknie, trup ściele się gęsto, a ściany pokrywają się kolejnymi grafitti.

Recenzja powstała na bazie wersji PS4.

Umocnione punkty służą wyłapywaniu przewodników.

1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
PLUSY:
  1. znakomita oprawa graficzna;
  2. najładniejsze miasto z dotychczas wydanych sandboksów;
  3. widowiskowe moce głównego bohatera;
  4. dobra mechanika strzelania;
  5. nienajgorszy polski dubbing.
MINUSY:
  1. funkcje różnych mocy w dużej mierze są względem siebie analogiczne;
  2. wrażenie, że pojawiające się na ekranie postacie wiedzą znacznie więcej od gracza;
  3. słabe i mało zróżnicowane zadania poboczne;
  4. kiepskie walki z bossami;
  5. stara generacja w nowych ciuszkach, drobne techniczne niedoróbki.

Z czym kojarzy się Wam Seattle? Tym, którzy dorastali we wczesnych latach 90. ubiegłego wieku, zapewne z muzyką grunge i takimi kapelami, jak Nirvana czy Pearl Jam. Jeżeli z czymś więcej, to należycie do grona tych szczęśliwców, którzy zdają sobie też sprawę z tego, że miasto Waszyngton dzieli od stanu Waszyngton 3500 tysiąca kilometrów. Właśnie w tym znajdującym się na zachodzie USA zakątku rozgrywa się akcja trzeciej odsłony cyklu inFamous, zatytułowanej Second Son. Poprzednie gry z tej serii pozwalały nam wcielić się w Cole’a MacGratha, typka strzelającego z dłoni błyskawicami i potrafiącego podpiąć się do nadziemnej trakcji kolejowej. Akcja była umieszczona w fikcyjnych lokacjach, a mroczna komiksowa oprawa wpływała zdecydowanie na plus odbioru świata przedstawionego. Nowa konsola pozwoliła ekipie Sucker Punch wspiąć się o stopień wyżej i zaserwować nam coś bardziej zbliżonego do realizmu.

Co ja tutaj robię?

Second Son przenosi do wydarzeń mających miejsce siedem lat po zakończeniu „dwójki”. Wcielamy się w Delsina Rowe'a – młodzieńca, którego imieniem rodzice w USA obdarzają średnio jakąś siódemkę urwisów rocznie. Jego życie zmienia się diametralnie, kiedy wraz z bratem Reggiem, pełniącym funkcję szeryfa, są świadkami wypadku autobusu więziennego przewożącego tzw. przewodników, czyli ludzi potrafiących posługiwać się różnymi supermocami. Osobnicy ci są w świecie gry wyłapywani przez władze i poddawani torturom. Szybko okazuje się, że Delsin jest jednym z najpotężniejszych przewodników potrafiących wchłaniać, a następnie posługiwać się mocami używanymi przez innych. To jednak za mało, aby przeciwstawić się siłom D.U.P. (Department of Unified Protection), dowodzonym przez bezwzględną Brooke Augustine – nemezis Delsina. Jej pokonanie i zdobycie jej mocy, pozwalającej materializować beton, staje się celem protagonisty.

Pomimo przesiadki na nowy sprzęt, podstawowe założenia rozgrywki od pierwszej części nie zmieniły się. Nadal mamy do czynienia z grą z otwartym światem podzielonym na wyspy, na których (w ramach wyzwolenia spod jarzma władz, używających w stosunku do przewodników określenia bioterroryści) staramy się zapanować nad kolejnymi dystryktami, eliminując znajdujące się tam posterunki i obiekty służące do monitorowania i infiltracji ludności.

Recenzja gry inFamous: Second Son - piękna grafika to nie wszystko - ilustracja #1
Delsin zdobywa swoją pierwszą moc.

Fabuła niestety nie jest mocną stroną gry. Ratowanie pobratymców z indiańskiego plemienia, do którego należy główna postać i jej brat, jeszcze jako tako się broni. Jednak kiedy zechcemy baczniej przyjrzeć się krokom podejmowanym przez Delsina w głównych zadaniach, to szybko zorientujemy się, że postacie wiedzą znacznie więcej niż siedzący przed telewizorem gracz. Grze brakuje solidnego tła opisującego sensowniej opowiadaną historię. Zamiast spójności i logicznych następstw mamy kreślone kulfonami chciejstwo scenarzystów i pałowanie gracza moralitetami w stylu: „narkotyki są be” czy „zobaczysz dilera, zakapuj frajera”. Jakkolwiek słuszne to postulaty, to jednak podane w sposób tak bezpośredni i naiwny co najwyżej śmieszą. Na dodatek osobowość postaci jest niesamowicie powierzchowna – w grze nie ma dosłownie ani jednego bohatera, który mógłby intrygować swoją postawą.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

zvr Ekspert 12 marca 2017

(PS4) Przyzwoita produkcja. Największy zawód to moce zdobywane podczas zabawy, które różnią się od siebie właściwie tylko wyglądem, gdyż zawsze dostajemy to samo - "bieganie", szybowanie, strzelanie, mocniejszy strzał i super atak. Sama rozgrywka też jest bardzo powtarzalna, ale mimo wszystko bawiłem się całkiem nieźle, w końcu super moce zawsze na propsie :) Krótko pisząc, taki średniak z plusem.

6.5
Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi
Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi

Recenzja gry

Outriders, pierwsza duża polska gra po Cyberpunku 2077, dowozi. Nie jest to strzelanka dla każdego, ale jeśli lubicie hack and slashe, to sprawdźcie nowe dzieło studia People Can Fly.

Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47
Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47

Recenzja gry

Prawie pięć lat po udostępnieniu graczom pierwszego fragmentu rebootu Hitmana, rewolucjonizującego serię i pokazującego potencjalny nowy kierunek dla całego gatunku skradanek, trylogia „World of Assassination” zostaje zamknięta w świetnym stylu.

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.