Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Aliens: Colonial Marines Recenzja gry

Recenzja gry 12 lutego 2013, 10:00

autor: Krystian Smoszna

Fan black metalu i szeroko rozumianych gier akcji. Kocha Dooma miłością prawdziwą.

Recenzja gry Aliens: Colonial Marines - ten Obcy to wstyd i hańba

W kilka lat można stworzyć dzieło nietuzinkowe, jednak dla Aliens: Colonial Marines piekielnie długi okres produkcji okazał się niewystarczający. Gra zawodzi niemal na całej linii.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Rzadko w ostatnich latach zdarzyło mi się czekać na jakąś grę równie mocno jak na Aliens: Colonial Marines – od pierwszej zapowiedzi było to dla mnie absolutne „muszęmieć”. Firmę Gearbox Software darzyłem umiarkowanym zaufaniem od dawna, jednak dopiero po premierze Borderlands 2 nabrałem stuprocentowej pewności, że kto jak kto, ale dowodzone przez Randy’ego Pitchforda studio stanie na wysokości zadania i pozwoli wreszcie powrócić Obcemu w należnej mu glorii i chwale. Zderzenie z rzeczywistością okazało się nie tylko bardzo bolesne, ale też zwyczajnie smutne. Ostateczną ocenę gry widzicie u góry, więc nie ma sensu owijać w bawełnę. Żerujący na kultowej marce produkt to autentyczny koszmarek, twór tak niewyobrażalnie wątły i słaby jak tytułowy ksenomorf w chwilę po wyrwaniu się z klatki piersiowej swojego żywiciela.

Smart gun, czyli bicz na obcych. Szkoda, że w kampanii bierzemy go do ręki tylko raz. - 2013-02-12
Smart gun, czyli bicz na obcych. Szkoda, że w kampanii bierzemy go do ręki tylko raz.

Kanon po zbóju

PLUSY:
  • uniwersum, którego nie sposób nie kochać;
  • liczne smaczki dla fanów i duże przywiązanie do szczegółów w projekcie lokacji;
  • niezłe tryby zabawy wieloosobowej: Escape i Survivor;
  • miły akcent w postaci powrotu znanych z „dwójki” aktorów;
  • muzyka.
MINUSY:
  • mizerna fabuła nafaszerowana nietrzymającymi się kanonu głupotami;
  • feeling strzelania rodem z epoki kamienia łupanego;
  • zerowa inteligencja przeciwników, niepotrzebny dodatek w postaci wrogów – ludzi;
  • irytujące zachowanie sojuszników na polu bitwy;
  • wykrywanie kolizji obiektów;
  • brak klimatu;
  • pozostawiające wiele do życzenia poruszanie się obcym w multiplayerze;
  • koszmarna wręcz oprawa wizualna z poprzedniej epoki.

Zgodnie z zapowiedziami fabuła gry wyraźnie odwołuje się do filmowej sagi, ale robi to w sposób tak cholernie nieudolny, że wypada się poważnie zastanowić, czy jej autorzy mieli jakikolwiek kontakt z materiałem źródłowym. Scenarzystom zupełnie nie przeszkodził fakt, że osada Hadley’s Hope powinna zostać doszczętnie zniszczona w wyniku wybuchu atomowego w Decydującym starciu. Zrujnowana kolonia na księżycu Acheron (LV-426) stanowi główny obszar działania w Colonial Marines i nigdzie nie widać śladu po gigantycznej eksplozji procesora atmosferycznego. Bardziej jednak zastanawia obecność kaprala Dwayne’a Hicksa, który nie dość, że w Alien 3 nie przeżył lotu w kapsule ratunkowej wystrzelonej ze statku USS Sulaco, to na dodatek jego ciało zostało skremowane na Fiorinie 161. Tytuł wymiguje się od wyjaśnienia, dlaczego podoficer nie trafił ostatecznie do komory kriogenicznej i kogo w takim układzie spaliła Ripley w olbrzymim piecu hutniczym. Takie naginanie faktów i brak sensownych odpowiedzi na rodzące się pytania sprawiają, że nakreślona lata temu i doskonale znana opowieść przestaje trzymać się kupy. Za taki kanon to ja dziękuję.

Głównym bohaterem gry jest kapral Winter, który wraz z kolegami przylatuje na USS Sulaco siedemnaście tygodni po wydarzeniach opowiedzianych w drugim z Obcych, by odpowiedzieć na sygnał SOS wysłany właśnie przez wspomnianego Hicksa. Kilkusetosobowa ekipa żołnierzy marines szybko przekonuje się, że nie będzie to łatwa przeprawa. Nie dość, że zagrożenie stanowią panoszące się wszędzie ksenomorfy, to na dodatek w okolicy prężnie działają przedstawiciele firmy Weyland-Yutani, tradycyjnie już przeprowadzający swoje zbrodnicze eksperymenty. Korporacja ma oczywiście w tym wszystkim ściśle określony cel: okiełznanie bezwzględnej rasy potworów.

Fani pierwowzoru znajdą mnóstwo smaczków nawiązujących do pierwszego i drugiego filmu. - 2013-02-12
Fani pierwowzoru znajdą mnóstwo smaczków nawiązujących do pierwszego i drugiego filmu.

Sześciogodzinna kampania, stanowiąca główne danie gry, składa się z jedenastu misji. Po obowiązkowej wizycie na pokładzie okrętu wojennego USS Sulaco akcja przenosi się na powierzchnię księżyca Acheron, gdzie pozostajemy praktycznie do końca przygody. Liczne walki z ksenomorfami przeplatane są potyczkami z ochroniarzami firmy, próbującymi za wszelką cenę ocalić nieetyczne przedsięwzięcie. Przetrzebiona drużyna kolonialnego korpusu piechoty nie ma więc wyjścia – oprócz obcych musi też zabijać ludzi.

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.

Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory
Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory

Recenzja gry

Po wielkim restarcie marki Modern Warfare, odświeżenia doczekała się także seria Black Ops. Przygody Masona, Woodsa i Hudsona powracają w świetnym stylu, bo Cold War to jedna z najlepszych kampanii w historii CoD-a!

Recenzja Assassin's Creed Valhalla - to jest Asasyn, którego szukacie
Recenzja Assassin's Creed Valhalla - to jest Asasyn, którego szukacie

Recenzja gry

Miniony tydzień był cholernie intensywny. Spędziłem go z grą AC Valhalla, u boku Eivor, dzielnej wojowniczki z Norwegii, która wraz z bandą przyjaciół wyruszyła do Anglii, żeby zbudować swój dom.