Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Transformers: Upadek Cybertronu Recenzja gry

Recenzja gry 31 sierpnia 2012, 12:24

autor: Wolfen

Roboty upadają z klasą - recenzja gry Transformers: Upadek Cybertronu

High Moon Studios potwierdziło już wcześniej, że w świecie Transformersów czuje się jak ryba w wodzie. Po udanym poprzedniku przyszedł czas na Upadek Cybertronu - czy jest to równie udana gra? Sprawdzamy to w naszej recenzji!

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  • wciągająca i zróżnicowana kampania;
  • miodna rozgrywka;
  • drobne usprawnienia sprawdzonego schematu;
  • świetnie wykonany Cybertron;
  • zapewniający sporo godzin dobrej zabawy tryb sieciowy.
MINUSY:
  • niezbyt wygodne prowadzenie pojazdów lądowych.

Transformers: Wojna o Cybertron było jedną z najlepszych, o ile nie najlepszą grą osadzoną w świecie wielkich robotów. High Moon Studios nie siliło się na oryginalność i postawiło na sprawdzone w innych produkcjach rozwiązania. Nawiązanie do klasycznych strzelanin, gdzie pierwsze skrzypce gra dynamiczna akcja, zamiast chowania się za wszelkiej maści przeszkodami, okazało się strzałem w dziesiątkę. Po dwóch latach przyszedł czas na kolejną odsłonę serii, w której zastosowano podobny schemat. Czy wyszło jej to na dobre?

Okazuje się, że jak najbardziej. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że twórcy stworzyli kalkę Wojny o Cybertron i pragną wyciągnąć pieniądze od graczy. Na szczęście wrażenie to pryska już po paru chwilach obcowania z tytułem. Wprawdzie rdzeń rozgrywki wiele się nie zmienił, ale drobne nowości i ulepszenia sprawiają, że Upadek Cybertronu jest jeszcze atrakcyjniejszy od poprzednika.

Arka jest ogromnym statkiem kosmicznym zbudowanym przez Autoboty. Została stworzona po to, aby bezpiecznie przetransportować roboty tej frakcji do innej części galaktyki po zniszczeniu Cybertronu. To właśnie tym okrętem Transformersy dostały się na Ziemię.

Wojny ciąg dalszy

Wydarzenia przedstawione w Upadku Cybertronu są kontynuacją zmagań między Autobotami (to ci dobrzy) a Decepticonami (źli). Fabuła rozpoczyna się na słynnej Arce, czyli ogromnym statku kosmicznym, którym Autoboty próbują uciec swoim wrogom i dostać się do międzywymiarowego portalu. W pewnym momencie dochodzi do pojedynku dwóch przywódców – Optimusa Prime z bezwzględnym Megatronem. W kulminacyjnym momencie akcja zostaje przerwana, a my przenosimy się kilka dni wstecz, żeby odtworzyć wydarzenia z niedalekiej przeszłości.

Nie od dziś wiadomo, że fabuła w strzelaninach jest elementem drugorzędnym. Miło się jednak robi, kiedy autorzy przyłożą się do niej trochę bardziej, tworząc wciągającą otoczkę. W Upadku Cybertronu mamy do czynienia właśnie z takim podejściem. Kampania została podzielona na trzynaście rozdziałów, pokazujących konflikt zarówno od strony Autobotów, jak i Decepticonów. Jakby tego było mało, na polu walki pojawia się z czasem jeszcze jedna frakcja, co tylko dodaje całej opowieści smaczku. Często dochodzi więc do sytuacji, w których w jednym rozdziale wcielamy się w obrońców, a w kolejnym w agresorów. Dynamiczne przedstawienie zdarzeń z różnych stron to duży plus, dzięki któremu fabuła nabiera rumieńców i śledzi się ją z prawdziwą przyjemnością.

Stara szkoła

Na tle współczesnych strzelanin Wojna o Cybertron charakteryzowała się dość klasycznym podejściem do rozgrywki. Twórcy postawili na szybkie i dynamiczne wymiany ognia z ciągłą potrzebą przemieszczania się i wykonywania uników, a nie na nieustanne ukrywanie się za przeszkodami. Upadek Cybertronu powiela ten schemat – i dobrze, bo sprawdza się on świetnie. Podczas starć cały czas coś się dzieje – wszędzie biegają przeciwnicy i sojusznicy, w powietrzu świszczą pociski, a wokół nas co rusz dochodzi do eksplozji. W trakcie bitew należy zatem działać szybko, ale i z rozwagą, ponieważ wejście w sam środek grupy wrogów na pewno skończy się naszą śmiercią. Konieczne staje się opanowanie wszelkiego rodzaju skoków i uników, ułatwiających obronę przed wrogim ostrzałem. Oczywiście można też ukrywać się za różnymi elementami otoczenia, jednak głównie w celu chwilowego złapania oddechu i na przykład zregenerowania osłony. Dłuższe pozostawanie w jednym miejscu może się bowiem okazać tragiczne w skutkach.

Autorzy po raz kolejny zastosowali interesujący patent w przypadku zdrowia. Składa się ono z dwóch pasków – osłony oraz życia. Kiedy trafimy pod ostrzał, to jako pierwsza doznaje uszczerbku osłona, a potem zdrowie. Jeżeli uda nam się znaleźć na chwilę spokojne miejsce, to nasz pancerz automatycznie się zregeneruje, jednak poziom życia już nie. Ten pasek można uzupełnić zapomnianymi w dzisiejszych shooterach apteczkami.

Recenzja Metroid Dread - znakomita gra, która niemal mnie złamała
Recenzja Metroid Dread - znakomita gra, która niemal mnie złamała

Recenzja gry

Znacie serię, w której ekran „game over” to niemal element gameplayu? Zgadza się, Metroidy zawsze były trudne, a Dread nie odchodzi od tej tradycji. To gra, przez którą chciałem wyrzucić Switcha przez okno. To też gra, od której nie mogłem się oderwać...

Recenzja gry Far Cry 6 - to dobra gra. Tylko dobra
Recenzja gry Far Cry 6 - to dobra gra. Tylko dobra

Recenzja gry

Po fali obsuw do rangi najgorętszych premier jesieni urosły odgrzewane kotlety, a Far Cry 6 miał być pośród nich jednym z bardziej łakomych kąsków. Niestety, danie pierwszej klasy to nie jest.

Recenzja Kena: Bridge of Spirits - gry „dla każdego” naprawdę istnieją!
Recenzja Kena: Bridge of Spirits - gry „dla każdego” naprawdę istnieją!

Recenzja gry

Kena nie ma w sobie nic z rodziny tego Kena od Barbie. To raczej siostra Meridy Walecznej, a gra z jej udziałem jest kapitalnym i chyba najładniejszym „indykiem AAA” oraz gotowym materiałem na nowy film Disneya.