Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Sniper Elite V2 Recenzja gry

Recenzja gry 9 maja 2012, 15:07

autor: Gambrinus

II wojna światowa przez lunetę snajpera - recenzja gry Sniper Elite V2

Studio Rebellion wstrzymało oddech, wycelowało wysoko i delikatnie pociągnęło za spust. Sprawdzamy, czy Sniper Elite V2 to efektowny headshot, czy raczej strzał w stopę.

Recenzja powstała na bazie wersji PC. Dotyczy również wersji X360, PS3

II wojna światowa... kopę lat.

1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
PLUSY:
  • zróżnicowane, półotwarte lokacje;
  • satysfakcjonująca, choć niezbyt realistyczna mechanika oddawania strzałów;
  • udana optymalizacja;
  • niezła oprawa graficzna;
  • kilka dobrze pomyślanych scen w kampanii.
MINUSY:
  • mankamenty sztucznej inteligencji;
  • okropne prowadzenie fabuły;
  • momentami zbyt łatwa.

Niezbędnym elementem każdej przemyślanej kampanii wojennej strzelanki jest zwalczanie poukrywanych sprytnie snajperów. Zdecydowanie rzadziej przychodzi nam stanąć po drugiej stronie lunety i jako strzelec wyborowy od początku do końca uprzykrzać życie wrogom perfekcyjnymi trafieniami z odległości kilkuset metrów. Rebellion postanowił więc po raz drugi sprawdzić się w tych realiach. Czy to pudło, czy strzał w dziesiątkę?

Gra w twórczy sposób podchodzi do materiału z 2005 roku. Podobnie jak w pierwszym Sniper Elite trafiamy do Berlina z samego finału II wojny światowej. Stolica III Rzeszy trzyma się jeszcze ostatkiem sił, Armia Czerwona stopniowo zamyka kleszcze oblężenia i dzielnicę za dzielnicą zamienia w ruinę. W tych warunkach operuje protagonista, wrzucony do tego kotła z jednym zadaniem: wyeliminowania niemieckich naukowców, zanim – wraz z wiedzą o technologii rakietowej – dostaną się w ręce sowietów. Fabuła z pewnością nie była oczkiem w głowie dewelopera – kampania zaczyna się niemal prosto z mostu, po kilkuminutowym wprowadzeniu. Mnie się takie surowe podejście w militarnych strzelaninach podoba – szkoda tylko, że sami twórcy z czasem starają się grę udziwnić i niepotrzebnie wprowadzają zwroty akcji, wywołujące co najwyżej wzruszenie ramion. Reżyseria nielicznych scenek na silniku gry pozostawia sporo do życzenia, ale ma to małe znaczenie – ważne, że Sniper Elite V2 przenosi nas w klimatyczne lokacje rozrzucone po Berlinie i okolicach.

Pochwały należą się za dotrzymanie jednej z przedpremierowych obietnic. Mimo że misje pełne są niewidzialnych ścian i sztucznych ograniczeń (drut kolczasty, barykada tarasująca przejście), a zadania prowadzą nas od jednego do drugiego punktu w planie wycieczki, to w wielu momentach trafiamy na rozleglejsze terytoria, oferujące przynajmniej kilka opcji taktycznych na rozwiązanie stojącego przed nami zadania. Same cele przeważnie sprowadzają się do wyeliminowania wrogiego oporu bądź też dobrnięcia do konkretnego miejsca na mapie, ale styl, w jakim to zrobimy, jest już zależny od gracza. Przynajmniej w teorii.

Polityka wspierania preorderów unikatowymi DLC zbiera swoje żniwo. W podstawce znajdują się zaledwie 3 karabiny snajperskie – Springfield, Mosin-Nagant oraz G43. SVT-40 i kultowym k98 nacieszą się jedynie posiadacze zamówienia przedpremierowego.

Idea jest niezła – otwarty atak, skuteczny i wygodny, sprowadza jednak na głowę snajpera watahy przeciwników z całego kwartału, nie mówiąc już o tym, że wypadałoby zawczasu zająć dobrą pozycję strzelecką, co samo w sobie łatwe nie jest przy podniesionym przez wrogów alarmie. Warto w takim wypadku wziąć pod uwagę opcję skrytego działania, przynajmniej do czasu osiągnięcia upatrzonego przez nas miejsca do „kampowania”. W cichej eliminacji delikwentów pomaga pistolet z tłumikiem, o ograniczonym zasięgu, oraz częściowo oskryptowane wydarzenia. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby użyć karabinu, gdy nieopodal padają pociski radzieckiej artylerii – eksplozje zagłuszą wystrzał i nie zaalarmuje on wrogich żołnierzy. Wcześniej czy później musi dojść do otwartego starcia – choćby z przyczyn zależnych od scenariusza danej misji – i na ten wariant warto z odpowiednim wyprzedzeniem przygotować teren, zaminowując go i ustawiając w wąskich przejściach pułapki. W sumie pole do popisu jest spore i kiedy gra przebiega bez zgrzytów, wrażenia z zabawy są pierwszorzędne. Niestety, zgrzyty występują częściej niż rzadziej.

Recenzja gry Oddworld: Stranger's Wrath HD – Dziki Zachód, jakiego nie widzieliście
Recenzja gry Oddworld: Stranger's Wrath HD – Dziki Zachód, jakiego nie widzieliście

Recenzja gry

Mimo piętnastu lat na karku, Stranger's Wrath wciąż trzyma się nieźle, głównie dzięki nietuzinkowym mechanikom strzelania i ciekawie wykreowanemu światu. Ale port na Switcha mógł być lepszy.

Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders
Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders

Recenzja gry

Czy po trzech częściach serii jest jakiś sens w wydawaniu prequela, który w dodatku jest spin-offem i to izometrycznym? Wbrew pozorom, zdecydowanie tak. Szkoda tylko, że ta część nie wyszła jako pierwsza, bo mogłoby to pomóc całej marce.

Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem
Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem

Recenzja gry

Sniper: Ghost Warrior Contracts to w zasadzie Hitman, który zamiast przebrań, ma tylko karabin snajperski. I generalnie takie połączenie całkiem nieźle działa.