Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 30 czerwca 2009, 18:00

Call of Juarez: Więzy Krwi - recenzja gry

Ray McCall powraca, by siać zamęt na Dzikim Zachodzie. Rzeź jakiej dawno nie było, w przyjemnej oprawie wizualnej i ze świetnym klimatem. Takie jest właśnie nowe Call of Juarez.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Po długich miesiącach oczekiwania światło dzienne ujrzała wreszcie kolejna pierwszoosobowa strzelanina z polskim rodowodem, która ma spore szanse odnieść sukces na zachodnich rynkach. Druga odsłona cyklu Call of Juarez, bo o tej grze mowa, została opracowana przez wrocławskie studio Techland, a jej wydaniem w Stanach Zjednoczonych i w Europie zajął się koncern Ubisoft. Podobnie jak wypuszczony trzy lata temu pierwowzór, nowa grarównież przenosi nas na Dziki Zachód, a jest to świat brutalny, w którym szybkość naciskania na spust rewolweru niejednokrotnie decyduje o przetrwaniu.

Akcja Więzów Krwi rozpoczyna się w 1864 roku, u schyłku wojny secesyjnej. Walczący po stronie Konfederatów bracia Thomas i Ray McCall, wbrew rozkazom swoich przełożonych, postanawiają powrócić na rodzinną farmę, by stawić opór zmierzającemu w jej kierunku oddziałowi Unii. Mimo szlachetnej postawy, decyzja obu żołnierzy nie spotyka się ze zrozumieniem dowódcy południowców, pułkownika Barnsby’ego. Nie znający litości oficer poprzysięga braciom zemstę i zaklina się, że doprowadzi dezerterów na szubienicę, choćby miała to być ostatnia rzecz, jaką zrobi przed śmiercią.

Tymczasem McCallowie wyruszają do Arkansas i z dnia na dzień pakują się w coraz większe kłopoty. Do niesfornych rewolwerowców dołącza trzeci z braci, William, który w przeciwieństwie do starszego rodzeństwa, nie rozwiązuje swoich problemów za pomocą broni palnej. William jest bowiem księdzem i na różne sposoby próbuje obu wykolejeńcom przemówić do rozsądku, niestety, bez skutku. Po kolejnej zadymie z udziałem bohaterów, cała trójka wsiada na koń i ucieka na południe, w kierunku Meksyku. Celem podróży jest przygraniczne miasteczko Juarez, w którego pobliżu ukryty jest rzekomo legendarny skarb Azteków. Kiedy McCallowie wpadają na jego ślad, zaczynają się prawdziwe kłopoty.

Przejście przez pole kukurydzy to jedyny moment w grze,w którym jesteśmy zmuszeni do działania w ukryciu.

Fabuła Więzów Krwi nie zachwyca, ale skrzywdziłbym jej autorów stwierdzeniem, że jest słaba, gdyż prezentuje się zdecydowanie ciekawiej niż w wielu innych konkurencyjnych strzelaninach. Widać, że wrocławianie włożyli sporo wysiłku w skonstruowanie przekonującej opowieści (wszystkie przerywniki filmowe trwają ponoć aż 90 minut), ale decydując się na prequel, poniekąd sami związali sobie ręce. Jeżeli dobrze znacie fabułę pierwszej części Call of Juarez, nieoczekujcie po nowym westernie cudów, gdyż wszystkie karty zostały odkryte dawno temu. W komfortowej sytuacji będą natomiast gracze, którzy wcześniej nie mieli kontaktu z serią. Ci z fabuły wyniosą znacznie więcej, a zakończenie gry z pewnością ich zaskoczy.

W Więzach Krwi autorzy zerwali z koncepcją podziału rozgrywki na dwie odrębne części, a także – co godne uwagi – do absolutnego minimum zredukowali konieczność działania w ukryciu. Pomijając drugi rozdział, w którym przez krótką chwilę zmuszeni jesteśmy chować się przed wzrokiem przeciwników na polu kukurydzy, nowe Call of Juarez nigdy nie przypomni nam, że w poprzedniej odsłonie skradanie było istotnym elementem rozgrywki. Wrocławski produktma do zaoferowania wyłącznie akcję i tę zmianę trzeba zaliczyć na plus, bo dzięki niej gra stała się bardziej dynamiczna.

Najsilniejszy nacisk w Więzach Krwi położono na strzelanie. Po ukończeniu gry na średnim poziomie trudności licznik zabitych przeze mnie przeciwników wskazywał ponad 1100 osób, z czego wynika, że w każdym z piętnastu etapów kampanii musiałem stawić czoła średnio 75 wrogom! Biorąc pod uwagę fakt, że przy pierwszym podejściu zignorowałem kilka misji pobocznych, w których trup ściele się wyjątkowo gęsto, powyższy rezultat jest naprawdę imponujący i pozwala stwierdzić, że druga odsłona cyklu Call of Juarez to jedna z największych rzeźni w gatunku pierwszoosobowych strzelanin, jakie pojawiły się na rynku w ostatnim czasie.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

eJay Ekspert 2 kwietnia 2011

(PC) Nie chcę wyjść na jakiegoś narodowca, ale muza w CoJ:WK jest jedną z najlepszych, jakie słyszałem. Oczywiście, to nie jest jeszcze taka klasa co wysokobudżetowy Read Dead Redemption, ale nie jest wstydem przegrać z Goliatem gdy jesteśmy...Pudzianem?

9.0
Recenzja gry Marvel’s Spider-Man na PC - pająk master race
Recenzja gry Marvel’s Spider-Man na PC - pająk master race

Recenzja gry

Po Spider-Manie „daleko od domu” i „bez drogi do domu”, człowiek-pająk znalazł w końcu swoją drogę na Steama i Epica. I śmiga na sieci tak gładko, że Sony robi się chyba coraz lepsze w pecetowych portach swoich ekskluzywnych tytułów.

Recenzja gry Sniper Elite 5 - coraz mniej snajpera, coraz więcej Hitmana
Recenzja gry Sniper Elite 5 - coraz mniej snajpera, coraz więcej Hitmana

Recenzja gry

Karl Fairburne powraca jako snajper, spec od robienia zdjęć rentgenowskich oraz odpowiednik Agenta 47 lub Sama Fishera w czasach inwazji na Normandię. Sniper Elite 5 zmienia się bowiem coraz bardziej w pełnoprawną skradankę.

Recenzja gry Trek to Yomi - chcę więcej takich gier!
Recenzja gry Trek to Yomi - chcę więcej takich gier!

Recenzja gry

Flying Wild Hog stworzyło produkcję, nijak pasującą do wcześniejszych strzelankowych dokonań tego studia i... naprawdę dało radę. Trek to Yomi to mała, ale świetna gra, która garściami czerpie z dorobku kina samurajskiego.