Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 27 maja 2009, 12:02

autor: Przemysław Zamęcki

Grał we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonował. Spoczywaj w pokoju przyjacielu - 1978-2021

Terminator: Ocalenie - recenzja gry

Terminator powrócił! Jednak licencji na zabijanie nie otrzymał, a autorzy gry powinni stracić licencję na uprawianie zawodu.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Seria Terminator nie ma szczęścia do dobrych „growych” adaptacji. W ciągu ostatnich dwudziestu lat na rynku pojawiło się kilkanaście pozycji z „Elektronickim Mordulcem” w tytule, ale tak na dobrą sprawę bodajże jedynie trzy z nich przedstawiały jakąś wartość. Co najśmieszniejsze, ostatnia godna uwagi pozycja wyszła trzynaście lat temu!

Są licencje i licencje. Filmowe oczywiście. Jedni dzięki nim tworzą produkcje wręcz zaskakujące świetną jakością (vide wydany niedawno X-Men Origins: Wolverine), inni, niestety, nie potrafią wybić się ponad poziom niskobudżetowej miernoty. W przypadku gry pt. Terminator: Ocalenie moje odczucia są mocno ambiwalentne i muszę przyznać, że nie jest mi łatwo ocenić ten produkt.

„Chodź ze mną, jeśli chcesz przeżyć”

Akcja gry poza tytułem nie ma ponoć aż tak wiele wspólnego z kinowym hitem i toczy się dwa lata wcześniej niż fabuła filmu. O co konkretnie chodzi? Tak naprawdę nie ma to znaczenia. Bohaterowie po prostu snują się po zniszczonym wojną mieście i pomiędzy kolejnymi strzelaninami (a często i w trakcie) nawiązują miedzy sobą mało interesującą interakcję. Nam wystarczy wiedzieć, że droga do celu jest najeżona przeciwnościami w postaci pomagierów Skynetu, czyli elektronicznymi narzędziami dewastacji podporządkowanymi zbuntowanej sztucznej inteligencji. Wcielamy się oczywiście w Johna Connora, który jako jedyny może uratować ludzkość przed zagładą. Ciekawostką jest fakt, że pomimo iż Ocalenie posiada oficjalną filmową licencję, to John Connor wcale nie wygląda jak odgrywający główną rolę w obrazie kinowym Christian Bale.

UWAGA! Ta gra tak nie wygląda.To screenshot pochodzący z jednego z przerywników.

Terminator: Ocalenie jest grą, w której akcję obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby. Kamera zawieszona jest ponad ramieniem głównego bohatera, dokładnie tak, jak ma to miejsce w serii Gears of War. Zresztą podobieństw do przygód „Pudzianów” jest w dziele studia Grin znacznie więcej i aby być rzetelnym, postaram się w dalszej części recenzji przynajmniej część z nich wymienić. Rzecz w tym, że sama próba dorównania hitowi poprzez skorzystanie z cudzych pomysłów nie wystarczy. Trzeba jeszcze posiadać ekipę, która dysponuje umiejętnościami i wsparta odpowiednim zastrzykiem gotówki spreparuje dziełko na miarę oczekiwań fanów Terminatora.

Tak więc przez 95% czasu obserwujemy plecy naszego herosa, który notabene porusza się jak, pardon, kaczka. Nieco pochylony tułów, wystawiony do tyłu, obrzydliwie kręcący się kuper i nogi przebierające, jakby Connorowi chciało się „psi, psi”. Do tego rwane, nie posiadające wykończenia animacje. To samo w jeszcze większym stopniu dotyczy towarzyszących mu postaci. Animatorzy nie sprostali zadaniu i w rezultacie mamy katastrofę. Ale tym, co najgorsze, wcale nie jest wspomniany kaczy chód. Najgorsze jest tempo, w jakim pokonujemy kolejne metry. Prędkość poruszania się opancerzonych żołnierzy z Gearsów w porównaniu z wyczynami Connora to istna galopada. Mam wrażenie, że gdyby główny bohater szedł cały czas w kierunku przeciwnym do kierunku obrotu Ziemi, to zacząłby się cofać. Już pal sześć te złośliwości, ale jeżeli znaleźliście się w sytuacji (wymuszonej przez autorów), w której bez możliwości schowania się za jakąś osłoną musicie uciekać do oddalonych o kilkanaście metrów schodów, a w tym czasie dwie sztuki T-ileśtam dosłownie wypluwają w Waszym kierunku tony ołowiu przyczyniając się do utraty 2/3 paska zdrowia, to chyba komuś tam posypała się koncepcja.

Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego
Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego

Recenzja gry

Najnowsza produkcja studia DICE zrezygnowała z kampanii singlowej – zamiast tego zdecydowano, że gracze otrzymają więcej różnorodności w zawartości dla wielu graczy. Czy to dobry kierunek rozwoju?

Recenzja GTA Trilogy Definitive Edition - nie o taki remaster nic nie robiłem
Recenzja GTA Trilogy Definitive Edition - nie o taki remaster nic nie robiłem

Recenzja gry

GTA: The Trilogy Definitive Edition to mocno nieprzemyślany pakiet remasterów. Pomimo dość ładnej grafiki za cenę jednej gry dostajemy trzy stare. Można się przy nich nieźle bawić, ale raczej nie przekonają do siebie nowych graczy.

Recenzja gry Call of Duty: Vanguard - tylko dla największych fanów serii
Recenzja gry Call of Duty: Vanguard - tylko dla największych fanów serii

Recenzja gry

Najnowszy Call of Duty: Vanguard to poprawna strzelanka w singlu i powtórka z rozrywki w multi. Nie zaskakuje ani na plus, ani na minus, co czyni z niej nieco bladą, łatwą do zapomnienia odsłonę.