Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 7 października 2005, 11:45

autor: ComCo

187 Ride or Die - recenzja gry

Główny koncept gry zawarto w jej tytule. Jedziesz i strzelasz do wrogów, eliminując ich z wyścigu albo zwyczajnie giniesz, skasowany z trasy przez swoich oponentów. Oczywiście developerzy nie zapomnieli o uzasadnieniu rozwałki obserwowanej na ekranie.

Recenzja powstała na bazie wersji PS2. Dotyczy również wersji XBOX

187 Ride or Die to wkład korporacji UbiSoft w rozwój gatunku tzw. „gangsterskich” gier akcji. O ile jednak większość producentów stawia zwykle na kopiowanie najlepszych pomysłów z serii Grand Theft Auto (vide nadchodzące True Crime 2 czy Fear & Respect), o tyle tym razem programiści z francuskiej firmy poszli o krok dalej. Gracze dostali w swoje ręce z pozoru wyśmienite połączenie wyścigów ze strzelaniem, oczywiście ze sporą domieszką wszechobecnego w dzisiejszych czasach, hip-hopowego klimatu. Napisałem „z pozoru wyśmienite”, gdyż nie wszystko w tej produkcji świeci się tak dobrze, jak półkilogramowy, złoty łańcuch zawieszony na karku chociażby takiego 50 Centa.

Jadymy, Stasiu. Jadymy!

Główny koncept gry zawarto w jej tytule. Jedziesz i strzelasz do wrogów, eliminując ich z wyścigu albo zwyczajnie giniesz, skasowany z trasy przez swoich oponentów. Oczywiście developerzy nie zapomnieli o jakimś, w miarę sensownym, uzasadnieniu rozwałki obserwowanej na ekranie telewizora. W 187 Ride or Die gracze wcielają się w rolę niejakiego Bucka – młodego, żyjącego na krawędzi „gangsta”, dla którego w życiu liczą się głównie pieniądze, szybkie kobiety i piękne samochody (albo odwrotnie:-)). Trafiamy do podziemnego, przestępczego światka Los Angeles, gdzie o bezwzględną dominację walczą dwa konkurencyjne gangi. Jeden kierowany jest przez Dupree’go, mentora naszego Bucka, drugi zaś przez Corteza. Owi panowie, zamiast pojedynku na rewolwery woleli wyścigi spod znaku „wszystkie chwyty dozwolone”. Buck (a my razem z nim) trafia na ulice z rozkazem wpakowania w wysłanników Corteza tylu kulek, ile się da. Nic bardziej odkrywczego, czy porywającego, chociaż scenarzyści starali się wprowadzić do fabuły drugie dno. Osiągnięty w ten sposób rezultat jest moim zdaniem odwrotny od planowanego. Opowiadaną historię traktowałem w kategorii nieudanego dodatku do serii wyścigów, a większość fabularnych przerywników zwykle pomijałem. Zamiast psuć sobie humor podczas ich oglądania, wolałem skupić się na graniu.

Wiemy już, że opisywany tytuł polega głównie na jeździe i strzelaniu. Jak te dwa aspekty wyglądają w praktyce? Jeżeli chodzi o ściganie się na trasach, to nie sposób uniknąć porównań do popularnej serii Need for Speed: Underground. Twórcy postawili na wybitnie zręcznościowy model jazdy. Gaz, hamulec i byle do przodu. Mistrzowie prostej poczują się jednak zawiedzeni, gdyż oprócz jak najwyższej liczby mil na prędkościomierzu, w grze liczy się również efektowne pokonywanie zakrętów (ścinanie, zarzucanie tyłem pojazdu), nie wspominając o lawirowaniu pomiędzy furami rywali czy pojazdami cywilów. Do wyboru oddano trzydzieści różnych samochodów, podzielonych na kilka klas: auta sportowe, terenówki (SUV-y), pick-upy, czy też muscle-cars. Pojazdy różnią się zarówno osiąganymi prędkościami, jak i sposobem prowadzenia – potrzeba chwili, żeby je w pełni opanować. Szkoda, że zabrakło tutaj oficjalnych licencji, przez co jeździmy wehikułami o nazwach w stylu Just Blaze czy Big Pimpin’. Na szczęście, wygląd maszyn w znacznym stopniu przypomina prawdziwe odpowiedniki, dzięki czemu chociaż w duszy zdajemy sobie sprawę z tego, że raz prowadzimy kultowego Hummera, a innym razem Toyotę Suprę.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

Brucevsky Ekspert 7 listopada 2010

(PS2) Muzyka ma to do siebie, że potrafi poprawić odbiór gry lub też go całkowicie zepsuć. Mnie akurat ostatnio ścieżka dźwiękowa psuje zabawę w 187 Ride or Die.

6.5
Recenzja gry Far Cry: New Dawn – farbowana apokalipsa
Recenzja gry Far Cry: New Dawn – farbowana apokalipsa

Recenzja gry

Różowa apokalipsa w New Dawn okazała się przede wszystkim dalszym ciągiem piątej części serii Far Cry, a nie nową marką, która wstrząsnęłaby nurtem postapo. Tylko, czy Joseph Seed byłby zadowolony z takiego dzieła?

Recenzja gry Metro Exodus – Red Dead Redemption 2 wśród FPS-ów
Recenzja gry Metro Exodus – Red Dead Redemption 2 wśród FPS-ów

Recenzja gry

Umarł Half-Life, umarł STALKER – niech żyje Metro! 4A Games za nic ma sobie trendy i serwuje FPS-a w starym stylu; takiego, co to nie trzyma gracza za rączkę, pożera klimatem i nie oszczędza na fabule. Nawet Valve nie przeskoczy łatwo tej poprzeczki.

Recenzja gry Resident Evil 2 – więcej niż remake
Recenzja gry Resident Evil 2 – więcej niż remake

Recenzja gry

Gdyby wszystkie odświeżenia klasycznych gier prezentowały taki poziom wykonania co nowy Resident Evil 2, to nie potrzebowalibyśmy całkowicie nowych gier.

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
07.10.2005 13:13
😒
zanonimizowany191105
0
Generał

Liczyłem że ta gra przebije San Andreas a tu nic specjalnego, szkoda.

07.10.2005 16:08
👍
odpowiedz
karpiu_87
64
Brothers in Arms

O ciekawie moze być ;)

07.10.2005 17:47
odpowiedz
cienki bolo
38
Demokratyczny Republikanin

Jak to miałoby przebić GTA SA jeśli to w ogóle inne jest.Przecie to tylko ścigałka jak np Carmageddon,z możliwością postrzelania.Nie wyjdziesz w niej z autkanie polatasz samolotem,nie popływasz,itp,itp.Tej grze bliżej do NFS niż do GTA!

08.10.2005 14:46
odpowiedz
Lukxxx
162
Generał

Burnout Revenge i zapominamy o tym tytule na PS2