Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 7 lipca 2005, 11:11

autor: ComCo

Area 51 - recenzja gry

Jako Ethan Cole z oddziału specjalnego HAZMAT (specjaliści od eksterminacji wszystkiego, co się rusza), gracz ląduje na obszarze Strefy 51. Przygotowane przez twórców zadanie najogólniej można sprowadzić do powstrzymania panoszących się wszędzie kosmitów.

Recenzja powstała na bazie wersji PS2. Dotyczy również wersji XBOX

Zawsze chciałem to zrobić. Zwiedzić korytarze Strefy 51 – militarnego kompleksu armii USA, który jest chyba jednym z najpilniej strzeżonych miejsc na świecie i zajmuje sporą część pustyni Nevada. Zwiedzić Strefę 51 z wyraźnym zaznaczeniem, że nie mam tu na myśli oficjalnej wersji tej bazy wojskowej, jaką serwuje zainteresowanym amerykańska władza (nic specjalnego – testujemy tam tylko supersamoloty dla CIA). Zawsze chciałem zwiedzić obszar Strefy 51 w wydaniu, które „nigdy nie miało miejsca” i któremu Stany Zjednoczone „całkowicie zaprzeczają” (sekcje zwłok kosmitów na porządku dziennym, przeprowadzanie eksperymentów genetycznych i testowanie pozaziemskich technologii, nie wspominając o latających spodkach). Mała poprawka. Nie tylko chciałem zwiedzić Strefę 51, ale też w niej ostro postrzelać. W końcu nikt nie lubi być biernym uczestnikiem wycieczki. Zwłaszcza, gdy chodzi o wyjazd za granicę.

Praktycznie od momentu pierwszych zapowiedzi, Area 51 wydawała mi się być tytułem, przy jakim żarówki w mojej głowie utworzą napis „świetna rozrywka”. Pracownicy studia Inevitable Entertainment chcieli stworzyć dynamiczną strzelankę FPS, która urzekłaby graczy większością swoich elementów: klimatem rozgrywki (UFO), solidnym wykonaniem oprawy audio-wizualnej i tym „czymś”, nazwanym przez wielu grywalnością. Po wielu miesiącach oczekiwań, gra wylądowała wreszcie na sklepowych półkach. Czy z tego powodu w mej głowie świeci już wspomniany powyżej napis? Czytajcie dalej.

HAZMAT Specialist

Jako Ethan Cole z oddziału specjalnego HAZMAT (specjaliści od eksterminacji wszystkiego, co się rusza), gracz ląduje na obszarze Strefy 51. Przygotowane przez twórców zadanie najogólniej można sprowadzić do powstrzymania panoszących się wszędzie kosmitów, którym – w bliżej nie znanych okolicznościach – udało się wydostać na wolność i teraz nie tylko sieją postrach wśród personelu kompleksu, ale także starają się wydostać na zewnątrz. Wypada też dodać, że kosmici są nosicielami niebezpiecznego wirusa, którym to z łatwością mogą zarazić ludzi, oczywiście ze skutkiem śmiertelnym. Świadome niebezpieczeństwa dowództwo armii USA każe wysłanemu oddziałowi HAZMAT działać w myśl zasady „dobry obcy to martwy obcy”. I tak też robią gracze.

„Przychodzę w pokoju. Chcę tylko porozmawiać”. Taa – jasne.

Wirtualne zmagania rozpoczynamy jako członek drużyny HAZMAT i razem z towarzyszami broni (wsparcie ogniowe zapewnione) przemierzamy części wojskowego kompleksu. Odkrywanie przyczyn zaistniałego incydentu co chwila przerywają szturmujący w naszą stronę obcy, jednak dla całego zespołu nie stanowi to żadnego problemu. O ile przez kilka pierwszych partii Area 51 to my dyktujemy warunki i razem z kompanami dziesiątkujemy kosmitów, tak później następuje nagły zwrot akcji i zostajemy na placu boju sami. Bez nikogo do pomocy, ale z poczuciem misji i koniecznością likwidowania pojawiających się zewsząd zastępców obcych (przeżycie w takich warunkach to spore wyzwanie). Scenariusz rozwija się dość szybko, konfrontując osoby siedzące przed konsolą z coraz bardziej wymagającymi misjami oraz silniejszymi przeciwnikami.

Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi
Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi

Recenzja gry

Outriders, pierwsza duża polska gra po Cyberpunku 2077, dowozi. Nie jest to strzelanka dla każdego, ale jeśli lubicie hack and slashe, to sprawdźcie nowe dzieło studia People Can Fly.

Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47
Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47

Recenzja gry

Prawie pięć lat po udostępnieniu graczom pierwszego fragmentu rebootu Hitmana, rewolucjonizującego serię i pokazującego potencjalny nowy kierunek dla całego gatunku skradanek, trylogia „World of Assassination” zostaje zamknięta w świetnym stylu.

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.