Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 25 lutego 2005, 13:27

autor: turi

Metal Gear Solid 3: Snake Eater - recenzja gry

Emocje to jeden głównych czynników, który kształtuje naszą osobowość. To one mają największy wpływ na to co zapamiętujemy - na jakiś czas, lub do końca życia. I to właśnie one sprawią, że zapamiętacie MGS3:SE na bardzo, ale to bardzo długo...

Recenzja powstała na bazie wersji PS2.

Emocje to jeden głównych czynników, który kształtuje naszą osobowość. To one mają największy wpływ na to co zapamiętujemy - na jakiś czas, lub do końca życia. I to właśnie one sprawią, że zapamiętacie MGS3:SE na bardzo, ale to bardzo długo. Dlaczego? Bowiem ładunek emocjonalny, jaki niesie ze sobą trzecia część Metal Gear Solid, jest kilkukrotnie większy niż w przypadku poprzedników. Czy jesteście to sobie w stanie wyobrazić? To właśnie dlatego Snake Eater jest najpiękniejszą częścią serii oraz jedną za najlepszych gier na PS2 w ogóle. Nawet pomimo faktu, że na początku pojawiają się...

Obawy

Każdy przedpremierowy trailer nakręcał mnie do granic możliwości. Gdy stanąłem przed okazją sprawdzenia wersji demo, przeszły mnie dreszcze i poczułem to dziwne uczucie w żołądku, które towarzyszy mi zawsze przed włączeniem jakiegoś wielkiego tytułu. Niestety, po przejściu wersji demonstracyjnej niemal cały entuzjazm, który towarzyszył mi przy oglądaniu niesamowicie zmontowanych trailerów gdzieś się ulotnił i poczułem ogromny niedosyt. Po kilku miesiącach dorwałem pełną wersję i permanentnie prześladowało mnie uczucie deja vu. „To już widziałem w demie”. Po pół godzinie - „to też widziałem”. Zaczęło się robić niewesoło - „MGS nie może być przecież tylko dobry. On musi być rewelacyjny!” - pomyślałem. Po godzinie pojawiły się pierwsze poważne obawy oraz myśl - „jeśli Hideo Kojima nie zaskoczy mnie czymś w ciągu najbliższych dwudziestu minut chyba się załamię. Tyle czekałem, wierzyłem w ten tytuł...”. No i stało się - pan Kojima znowu mnie wykiwał.

Prolog

Bez obaw - nie ma żadnej niespodzianki w stylu MGS 2: SoL. Sęk w tym, że zapewne jak większość graczy nastawiłem się na wielkie „Aaaa” zaraz po włożeniu krążka do konsoli, a prawda jest taka, że właściwa gra nie zaczyna się od razu... Paradoks? Tak, właśnie w nim tkwi haczyk. Pierwsze półtorej godziny to po prostu prolog gry - wprowadzanie gracza w meandry fabuły, ukazanie członków The Cobras czy wreszcie zapoznanie się z nowym systemem rozgrywki. Uwierzcie mi - kamień spadł mi z serca, kiedy po tych wszystkich pejoratywnych „niespodziankach” załączyło się intro właściwe gry jak żywo przypominające filmy z Jamsem Bondem. Tu dopiero zaczyna się Snake Eater. Pozwólcie, że zatrzymam się na chwileczkę przy tej pokazówce. Jest to zdecydowanie najlepiej zrealizowane intro, jakie dane mi było zobaczyć - pierwsze idealne połączenie korzeni filmowych z grami. Składa się z trzech jakby warstw - na pierwszym planie ciągle płyną się nazwiska twórców, za którymi ciągnie się szkielet węża; na drugim planie widzimy specyficzne ciągle zmieniające się tła oraz znaki; ostatni plan ukazuje wyrywki z wszystkich przedpremierowych trailerów. Całość uzupełnia piękny wokal Cynthii Harrell. Takiego czegoś jeszcze nie widzieliście - zaręczam. Ale zostawmy już prolog w spokoju.

Każda wojna ma swoją ideę, a każdy żołnierz stanowi środek do jej realizacji

Scenariusz Snake Eatera jest mniej skomplikowany niż w MGS2:SoL. I bardzo dobrze, gdyż nie przywodzi na myśl brazylijskiej telenoweli tylko prawdziwy, dojrzały film szpiegowski. Pewne momenty wydawać by się mogło, iż nie popychają fabuły do przodu lecz gdy przyjrzymy się im bliżej, okazuje się, że są bardzo istotne dla całej historii. Jest to dość pokręcone, ale z głową a nie w sposób absurdalny, jak w MGS2. Gra została podzielona na dwie operacje - virtouz mission, czyli wspomniany wcześniej prolog, oraz Snake Eater. W virtouz mission Snake ma za zadanie uratować doktora Sokolova - głównego projektanta pierwszego Metal Geara o nazwie Shagohod. Naukowiec poprosił Stany Zjednoczone o pomoc, kiedy zdał sobie sprawę do czego Volgion - główny czarny charakter - chce wykorzystać Shagohoda. Snake'owi udaje się dostać do przetrzymywanego przez Rosjan Sokolova, jednakże podczas ewakuacji sprawa się komplikuje i pojawia się nowy problem. Rosja oskarża USA o spowodowanie wybuchu nuklearnego na ich terytorium i stawia przed nimi ultimatum - jeśli w ciągu tygodnia nie znajdą dowodu niewinności, ZSSR odpowie atakiem. Tyle mogę powiedzieć wam na temat fabuły. Jaką rolę odegrała tu The Boss, jaką misję ma do wykonania oraz kim jest Eva dowiecie się sami w czasie gry.

Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders
Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders

Recenzja gry

Czy po trzech częściach serii jest jakiś sens w wydawaniu prequela, który w dodatku jest spin-offem i to izometrycznym? Wbrew pozorom, zdecydowanie tak. Szkoda tylko, że ta część nie wyszła jako pierwsza, bo mogłoby to pomóc całej marce.

Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem
Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem

Recenzja gry

Sniper: Ghost Warrior Contracts to w zasadzie Hitman, który zamiast przebrań, ma tylko karabin snajperski. I generalnie takie połączenie całkiem nieźle działa.

Recenzja gry Terminator: Resistance – Roboty ciosane z drewna mają swoją duszę!
Recenzja gry Terminator: Resistance – Roboty ciosane z drewna mają swoją duszę!

Recenzja gry

Nowy Terminator jest zaskakująco satysfakcjonujący. Nie chodzi jednak o przeciętny film Tima Millera, a świeżutką grę krakowskiego studia Teyon – dewelopera, który w branży gamingowej "zabłysnął" dzięki niechlubnemu Rambo: The Video Game.