Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 27 lipca 2004, 12:39

autor: Void

Joint Operations: Typhoon Rising - recenzja gry

Wieloosobowa taktyczna gra akcji z widokiem z perspektywy pierwszej osoby o nazwie Joint Operations przygotowana przez ekipę developerską z firmy NovaLogic (autorzy m.in. Delta Force: Black Hawk Down).

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Kiedy niemalże równo miesiąc temu kończyłem zabawę z wersją beta tej gry, nie spodziewałem się, że tak szybko dana mi będzie możliwość zainstalowania na twardym dysku jej wersji finalnej. Z reguły jest tak, iż autorzy pozostawiają sobie nieco więcej czasu na dopracowanie tych elementów, które jeszcze tego wymagają. Dłubią i grzebią w kodzie, szlifują tekstury, poprawiają efekty dźwiękowe... Czas mija, a gracz, zachęcony przeczytanym beta-testem, nadaremno wypatruje gry na sklepowych półkach.

W przypadku „Joint Operations: Typhoon Raising”, na szczęście było inaczej. Po trzydziestu dniach kurier z przesyłką zapukał do moich drzwi i już po chwili trzymałem w drżących rękach niewielkie pudełko z grą. Zanim jednakże przejdę do opisywania moich wrażeń związanych z najnowszą produkcją firmy Novalogic, pozwolę sobie na małą dygresję, która dotyczyć będzie... opakowania. Polski wydawca tej gry, znana zdecydowanej większości graczy firma Cenega, prezentuje nam ostatnie swoje produkty w niewielkich pudełkach formatu DVD, zdecydowanie jednak grubszych, wsuniętych w tekturową okładkę. Moim, jakże skromnym zdaniem, jest to pomysł wyborny. Zamiast wielkiego pudła, zawierającego mnóstwo nikomu niepotrzebnych gadżetów w stylu pustego shakera czy koszulki w rozmiarze niemowlęcym, otrzymujemy niewielkie opakowanie, zajmujące na naszej półce z grami zdecydowanie mniej miejsca. I o niebo lepiej prezentujące się... Pudełeczko, płytka z grą, instrukcja... Co trzeba więcej? Z drugiej jednakże strony, tytuł gry zdaje się zawierać pewną sugestię związaną z niewielkim drobiazgiem, który mógłby znaleźć się w środku... Hm, to mogłoby być ciekawe...

Z reguły jest tak, że po wyjęciu płytki z nową grą zabieramy się natychmiast do jej instalowania. Kto miałby na tyle czasu, by go poświęcać na czytanie instrukcji, skoro tam już toczy się walka?! Zwłaszcza, że przeważnie jest tak, iż te kilka kartek wrzuconych do opakowania, do niczego nam się nie przydaje. Oni będą mnie uczyć?! Po tych tysiącach godzin spędzonych na krwawych walkach w sieci?! Też coś... W przypadku „JO” warto jednakże poświęcić trochę czasu i zajrzeć do instrukcji, zwłaszcza, że jej opracowanie stoi na naprawdę wysokim poziomie, co niestety, sami przyznacie, nie zawsze ma miejsce u naszych rodzimych wydawców.

Ta pięćdziesięciostronicowa książeczka pozwoli nam zapoznać się nie tylko z warstwą fabularną gry, ale także z poszczególnymi jednostkami, które wezmą udział w walce, rodzajem uzbrojenia, którym będą posługiwać się, opisem funkcji jakich przyjdzie nam się podjąć na polu walki, rodzajem trybów, w których dane nam będzie zmierzyć się z przeciwnikiem. Opisy mapy dowódcy i poszczególnych elementów wyposażenia wraz z rysunkami, rozpisany każdy przycisk na klawiaturze i każdy element wyświetlany przez HUD, zasady toczenia walk i ich punktacji – to wszystko, i jeszcze parę innych rzeczy, znajdziecie właśnie w instrukcji. Warto z nią się zapoznać, gdyż potem walka na wirtualnym polu bitwy staje się jakby nieco wygodniejsza...

Wspomniałem nieco wcześniej, że „JO” ma fabułę. Powiedzmy szczerze, że raczej jest to namiastka fabuły, zwłaszcza gdyby chcieć porównywać ją z innymi tytułami. Ale tak prawdę mówiąc, kto o zdrowych zmysłach będzie wymagał od sieciowej gry tego rodzaju jakiejś maestrii w wymyślaniu warstwy fabularnej. Idź do przodu i grzej do wroga – tyle powinno wystarczyć. I przeważnie wystarcza. Twórcy „JO” postanowili być jednakże nieco bardziej oryginalni i zaprezentowali nam opowiastkę, której szczegóły znajdziecie w instrukcji, a ja postaram się opisać tylko to, co w niej najważniejsze.

Recenzja gry Halo Infinite - oldskul jest cool
Recenzja gry Halo Infinite - oldskul jest cool

Recenzja gry

Nowa strzelanka Microsoftu „dowozi”. Jest co prawda bardzo oldskulowa, ale mnie to akurat odpowiada. Halo Infinite nie zrewolucjonizuje gatunku, jednak nie tylko przełomowe dzieła potrafią dostarczać rozrywki.

Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego
Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego

Recenzja gry

Najnowsza produkcja studia DICE zrezygnowała z kampanii singlowej – zamiast tego zdecydowano, że gracze otrzymają więcej różnorodności w zawartości dla wielu graczy. Czy to dobry kierunek rozwoju?

Recenzja GTA Trilogy Definitive Edition - nie o taki remaster nic nie robiłem
Recenzja GTA Trilogy Definitive Edition - nie o taki remaster nic nie robiłem

Recenzja gry

GTA: The Trilogy Definitive Edition to mocno nieprzemyślany pakiet remasterów. Pomimo dość ładnej grafiki za cenę jednej gry dostajemy trzy stare. Można się przy nich nieźle bawić, ale raczej nie przekonają do siebie nowych graczy.