Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 13 kwietnia 2004, 13:23

autor: Stranger

Armed & Dangerous - recenzja gry

Armed & Dangerous to kolejny projekt pracowników firmy Planet Moon Studios, twórców nietuzinkowej gry Giants: Citizen Kabuto. Jest to pozycja łącząca mnóstwo dynamicznej akcji z elementami strategicznymi, zrealizowana w pełni trójwymiarowej grafice.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Każdy z nas od czasu do czasu pragnie oderwać się od poważnych tytułów i zagrać w coś luźniejszego. Miłośnicy TPP do niedawna mieli w czym wybierać, wystarczy bowiem wspomnieć dwuczęściowego „MDK”, czy wyjątkowo popularnego w naszym kraju „Giants: Obywatel Kabuto”. Teraz do tego grona śmiało można dołączyć „Armed And Dangerous”. Gra ta z pewnością zainteresuje sympatyków wspomnianych przed chwilą tytułów, a to dlatego, że odpowiedzialni są za nią mniej więcej ci sami ludzie (obecnie Planet Moon Studios, wcześniej Shiny Entertainment). Zmienił się wydawca, ale i tak na lepszego. LucasArts znany jest przecież z wydawania niezbyt poważnych tytułów (Sam&Max, Monkey Island, Day of the Tentacle, Full Throttle...). Trzeba przyznać, że i tym razem trafił w dziesiątkę, to jedna z najśmieszniejszych gier z jakimi ostatnio miałem do czynienia (a na dodatek jest w pełni grywalna!).

Historyjka przedstawiona w grze jest odpowiednio zakręcona. Ogromne poczucie humoru panów z Planet Moon Studios, ujawnia się praktycznie na każdym kroku. Trzeba też zaznaczyć, iż nie są to żadne durnowate żarty czy usilna próba rozśmieszenia graczy. Humor stoi na naprawdę przyzwoitym poziomie i chociaż momentami zalatuje „South Parkiem” czy kreskówkami Cartoon Network, to zdecydowanie bliżej mu do Monthy Pythona i wielu innych angielskich komedii. Jak się można łatwo domyślić, najwięcej „oberwali” Europejczycy (niezadowoleni mogą być z pewnością Francuzi :-)), ale nie jest to obowiązująca tendencja. Inteligentny widz będzie się świetnie bawił. A mniej inteligentny... no cóż, pozostanie mu kilka scenek, które są oczywiste dla każdego i opierają się na wygłupach ukazanych na ekranie, a nie na ciekawych dialogach czy docinkach. Akcja „A&D” rzuca nas do fantastycznego świata Milola. Gracz obejmuje kontrolę nad grupką najemników zwącą się Lionhearts. Ich zadaniem jest odzyskanie księgi Book of Rule, tak aby nie wpadła ona w ręce tutejszego tyrana - króla Forge’a (i jego wyjątkowo głupawego „syna” :-)). Warto przy okazji zaznaczyć, iż pomimo tego, że jest to księga magiczna nie wpływa to w żaden sposób na grę. Miłośnicy czarnoksięstwa nie znajdą tu dla siebie nic ciekawego. Nasi bohaterowie muszą polegać wyłącznie na posiadanych przez siebie giwerach. Ano właśnie, warto byłoby ich wreszcie przedstawić. Najbardziej tajemniczy wydaje się lider grupy o swojsko brzmiącej ksywce Roman. Trzeba dodać, iż jako jedyny jest stuprocentowym człowiekiem. Z wyglądu przypomina głównego bohatera „Freedom Fighters”. Przypuszczam, że gdyby postawić ich obok siebie, to wielu mogłoby mieć spory problem z rozpoznaniem tytułu, który reprezentują. Reszta teamu Lionhearts jest już znacznie bardziej odjechana. Ja najbardziej polubiłem Joneseya, szkockiego kreta (!). Wyjątkowo często puszczają mu nerwy. Zresztą, co się dziwić, jest ekspertem od ładunków wybuchowych. Po części jest więc saperem, jedyna różnica polega na tym, iż pomylił się już więcej niż jeden raz (co zresztą dobitnie ukazano w jednym z filmików :-)), a nadal żyje. Q1-11, to robot z wyglądu przypominający pretorianina. Jest on Anglikiem, nikogo nie powinno więc dziwić to, że zawsze znajduje czas na wypicie swojej ulubionej herbaty. Paczkę zamyka niewidomy Rexus, który skrzętnie ukrywa swoją odmienność seksualną. Wielka szkoda, że gracz przez cały czas kieruje losami Romana. Q1-11 i Jonesey w niektórych misjach odgrywają rolę wsparcia (ponownie kłania się „Freedom Fighters”, można wydawać zbliżone polecenia), a Rexus pojawia się tylko w filmikach.

Recenzja Kena: Bridge of Spirits - gry „dla każdego” naprawdę istnieją!
Recenzja Kena: Bridge of Spirits - gry „dla każdego” naprawdę istnieją!

Recenzja gry

Kena nie ma w sobie nic z rodziny tego Kena od Barbie. To raczej siostra Meridy Walecznej, a gra z jej udziałem jest kapitalnym i chyba najładniejszym „indykiem AAA” oraz gotowym materiałem na nowy film Disneya.

Recenzja gry Deathloop - duchowy spadkobierca BioShocka
Recenzja gry Deathloop - duchowy spadkobierca BioShocka

Recenzja gry

Najnowsza produkcja studia Arkane – twórców Dishonored – to piorunująca mieszanka roguelike’owych mechanik, intrygującej fabuły i surrealistycznych klimatów. Wszystko to tworzy jedną z najlepszych gier tego roku.

Recenzja gry No More Heroes 3 - na świecie nie ma już bohaterów
Recenzja gry No More Heroes 3 - na świecie nie ma już bohaterów

Recenzja gry

No More Heroes 3 to ostatnia część pokręconych przygód Travisa Touchdowna. Goichi Suda opowiedział tu niebywale krwawą historię miksującą gatunki, style i nawiązania do popkultury. Całość tworzy swojego rodzaju bałagan, ale taki, który może się podobać.