Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Little Nightmares II Recenzja gry

Recenzja gry 9 lutego 2021, 16:00

Recenzja Little Nightmares 2 - małe koszmarki powróciły

Jeden z najlepszych miksów platformówki z horrorem powraca i raz jeszcze udowadnia, że dziecięce koszmary potrafią być przerażająco wspaniałe i urokliwie obrzydliwe.

Recenzja powstała na bazie wersji PC. Dotyczy również wersji PS5, XSX

Pierwsze Little Nightmares było bardzo miłą niespodzianką 2017 roku, w wyśmienitym stylu łączącą horror z platformówką. Wędrówka małej Six przez wyjętą wprost z dziecięcych koszmarów Paszczę zachwycała klimatyczną i bardzo wysokiej jakości oprawą audiowizualną, opowiadaną z użyciem minimalistycznych środków, pełną mocnych momentów fabułą oraz różnorodną rozgrywką. Entuzjastyczne przyjęcie gry zaowocowało przygotowaniem równie udanej jak podstawka dodatkowej zawartości Secrets of the Maw oraz marnego mobilnego spin-offu Very Little Nightmares. Pojawił się również oparty na grze komiks, a przez jakiś czas mówiło się nawet o planach stworzenia serialu telewizyjnego, w prace nad którym zaangażowani byliby znani z Avengers: Endgame bracia Russo. Czyli w skrócie: ze średniobudżetowej platformówki całkiem skutecznie uczyniono pełnoprawną markę.

W tych okolicznościach pojawienie się kontynuacji w zasadzie nie budziło wątpliwości, rodziło natomiast obawy, czy aby na pewno będzie to gra stworzona z potrzeby artystycznej i na bazie dobrego patentu, a nie sequel opracowany tylko dlatego, że jego opłacalność wykazały excelowe tabelki. Zapewne sprawdziliście już towarzyszącą temu tekstowi ocenę, więc nie ma sensu budować wokół tej kwestii suspensu – Tarsier Studios na Little Nightmares II pomysł jak najbardziej miało i bardzo porządnie go zrealizowało.

Tym razem opuszczamy Paszczę i przekonujemy się, że poza jej obrębem świat Little Nightmares jest równie nieprzyjazny.

Znajomy koszmar

PLUSY:
  1. różnorodna rozgrywka, w tym nowe mechanizmy zabawy, takie jak np. walka;
  2. fantastycznie mroczny wygląd poziomów i przepięknie groteskowo zaprojektowani przeciwnicy;
  3. opowiadana za pomocą minimalistycznych środków fabuła – choć nie robi tak dużego wrażenia jak w „jedynce”, wciąż wypada bardzo dobrze i zawiera sporo mocnych scen;
  4. świetna ścieżka dźwiękowa, będąca już nie tylko tłem, ale i integralnym elementem niektórych zagadek;
  5. lepszy niż w pierwszym Little Nightmares projekt poziomów, redukujący częstotliwość sytuacji, w których giniemy nie z naszej winy...
MINUSY:
  1. ...niemniej wciąż umieramy tu zbyt często, co zabija dramatyczność wielu scen;
  2. nieco zmarnowany potencjał wprowadzenia drugiej, sterowanej przez sztuczną inteligencję postaci.

Pracownicy szwedzkiego studia nie wywrócili do góry nogami sprawdzonej formuły. Każdy, kto miał do czynienia z pierwszym Little Nightmares, w kontynuacji odnajdzie się momentalnie – gra wygląda i brzmi identycznie jak część pierwsza. Również sterowanie postacią jest bardzo podobne, mocno bazując na zaawansowanym silniku fizycznym i przypominając nieco rozwiązania z serii LittleBigPlanet.

Sama rozgrywka polega na eksploracji liniowych poziomów – zwiedzamy dość różnorodne (ale wszystkie bardzo ponure) miejsca, główkujemy nad zagadkami środowiskowymi i skaczemy pomiędzy platformami. Co jakiś czas na naszej drodze pojawiają się także próbujący nas skrzywdzić przeciwnicy, z którymi radzimy sobie zależnie od sytuacji na trzy sposoby. Pierwszy to ucieczka, drugi skradanie się, trzeci natomiast stanowi największą nowość względem pierwszego Little Nightmares i jest to walka.

Tu i ówdzie znajdujemy bowiem broń w rodzaju metalowych rur, które główny bohater może podnosić i za ich pomocą rozprawiać się z wrogami. Protagonista to jednak wciąż dziecko i w efekcie daje radę zabijać tylko część próbujących go skrzywdzić istot – czyli tych najmniejszych przeciwników. Sam proces jest zaś dość powolny i wymaga doskonałego wyczucia czasu – potrzebowałem paru chwil i wielu nieprzyjemnych zgonów, nim w końcu w pełni załapałem, jak eliminować oponentów, zwłaszcza gdy atakowali liczniejszą gromadą.

Porażki to zresztą, podobnie jak poprzednio, codzienność grania w Little Nightmares II. Z wieloma problemami trudno sobie poradzić już za pierwszym razem – wymagają eksperymentowania albo uczenia się sekwencji działań, a niemal każdy błąd kończy się śmiercią i koniecznością powtarzania danego fragmentu. Osłabia to nieco napięcie, gdyż jeśli raz w danej sekwencji umrzemy, przy kolejnych podejściach wiemy już, czego się spodziewać, i trudniej nas wystraszyć. Dzieło studia Tarsier najbardziej klimatyczne okazuje się wtedy, gdy sobie bardzo dobrze radzimy i jednym ciągiem zaliczamy kolejne wyzwania, nie umierając po drodze – a to zdarza się rzadko.

Pierwsze spotkanie Mono z Six następuje dość szybko.

Na szczęście owe porażki są znacznie bardziej sprawiedliwe niż w „jedynce”. Tam ze względu na ograniczone możliwości manipulacji kamerą oraz styl oprawy wizualnej często pojawiały się kłopoty z wyczuciem „głębokości” wirtualnego świata. Skutkowało to tym, że na przykład skacząc na zawieszoną w powietrzu deskę, mijaliśmy się z nią i spadaliśmy obok w przepaść. Albo panicznie uciekając przed goniącą nas maszkarą, zamiast wślizgnąć się w niewielki otwór wentylacyjny, wpadaliśmy na ścianę.

Problem ten, który – przyznam – dość mocno dał mi się we znaki w pierwowzorze, w Little Nightmares II nie istnieje. Choć oprawa wizualna i kamera pozostały bez zmian, same projekty poziomów zostały opracowane tak, aby tym razem nie zmuszać gracza do „wyczuwania” głębokości danych miejsc. Zawsze dobrze wiemy, gdzie i jak trzeba skoczyć, a dodatkowo, gdy poruszamy się po bardzo wąskich powierzchniach, gra blokuje możliwość przypadkowego ześlizgnięcia się z nich.

Projekty postaci są urokliwie okropne.

Oświetlenie to jedna z najmocniejszych stron gry.

Recenzja Little Nightmares 2 - małe koszmarki powróciły - ilustracja #5

NIE TYLKO KOSZMARY

Little Nightmares było pierwszym autorskim dziełem studia Tarsier, które wcześniej m.in. pomagało Sony w pracach nad cyklem LittleBigPlanet. Choć gra odniosła sukces i umocniła pozycję deweloperów, szwedzki zespół nie pozwolił się zaszufladkować jako producent jednej serii i w ostatnich latach zajmował się również innymi projektami. W tym samym roku co Little Nightmares wydał dedykowaną goglom VR grę logiczną Statik, a w 2019 przygotował The Stretchers na konsolę Nintendo Switch – humorystyczną, nastawioną na kooperacyjną zabawę grę logiczno-zręcznościową, w której wcielając się w przedstawicieli służb medycznych, staramy się ratować pacjentów i odwozić ich do szpitala. Zarówno Statik, jak i The Stretchers mogą pochwalić się solidnymi ocenami branżowych krytyków.

Michał Grygorcewicz

Michał Grygorcewicz

Z wykształcenia inżynier informatyk, ale zawsze bardziej go ciągnęło do pisania niż programowania i to z tym pierwszym postanowił związać swoją przyszłość. Tworzy artykuły o grach od ponad dwudziestu lat. Zaczynał od amatorskich serwisów internetowych, które sam sobie kodował w HTML-u, potem trafił do nieco większych portali i ostatecznie skończył na GRYOnline.pl – najpierw jako współpracownik, a od 2021 roku jako pracownik działu Paid Products. W grach przede wszystkim szuka opowieści, emocji i immersji, jakich nie jest w stanie dać inne medium – stąd wśród jego ulubionych tytułów dominują produkcje stawiające na narrację. Uważa, że NieR: Automata to najlepsza gra, jaka kiedykolwiek powstała.

więcej

TWOIM ZDANIEM

Co jest najważniejsze w dobrym horrorze?

Oprawa graficzna
1,7%
Atmosfera (muzyka, klimat miejscówki, poczucie zagrożenia)
83,3%
Fabuła
9,6%
Straszne jump scare'y
4%
Elementy gameplayowe (np. strzelanie czy rozwój postaci)
1,5%
Zobacz inne ankiety
Recenzja gry LEGO Skywalker Saga - beztroska rozrywka na trudne czasy
Recenzja gry LEGO Skywalker Saga - beztroska rozrywka na trudne czasy

Recenzja gry

LEGO Star Wars Skywalker Saga, choć nieidealne, dostarcza na rynek cenny ładunek, którego chyba wszyscy teraz potrzebujemy: czystą rozrywkę pozbawioną ciężkiej fabuły i trudnych emocji. Suchy humor, ulubione uniwersum i tysiące znajdziek.

Recenzja gry Psychonauts 2 - mózg rozwalony
Recenzja gry Psychonauts 2 - mózg rozwalony

Recenzja gry

Psychonauts 2 miesza w głowie wieloma stylistyczno-narracyjnymi dziwnościami, chwyta za gardło masą zwrotów akcji i pomysłów na siebie, a na sam koniec łapie za serce ciepłem i morałem snutej opowieści. Psychodeliczny szał ciał, ot co.

Recenzja gry Kirby and the Forgotten Land - kula próbuje, ale nie daje fula
Recenzja gry Kirby and the Forgotten Land - kula próbuje, ale nie daje fula

Recenzja gry

Kirby and the Forgotten Land to żywy dowód na to, że Nintendo nawet z postapokaliptycznych motywów potrafi stworzyć cukierkową platformówkę. Ta iście eksperymentalna mieszanka eksploduje kreatywnością, choć została uwarzona wedle prostego przepisu.