Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Gwint: Wiedźmińska gra karciana Recenzja gry

Recenzja gry 6 listopada 2018, 16:06

autor: Hubert Sosnowski

Opublikował kilka opowiadań w prasie. Miłośnik gier, książek i sportów walki.

Recenzja gry Gwint: Wiedźmińska Gra Karciana – karty na stół

Wraz z aktualizacją do wersji Homecoming oczekiwany Gwint wyszedł z bety. Czas osądzić, jak studio CD Projekt Red poradziło sobie z nowym dla siebie gatunkiem i czy ich dzieło jest w stanie podjąć równą walkę z konkurencją.

Recenzja powstała na bazie wersji PC. Dotyczy również wersji PS4, XONE

W swojej karciance CD Projekt RED odgradza się od gatunkowych standardów grubą krechą i próbuje czegoś nowego. Fundamenty tej odrębności położono już w gwincie, którego znamy z Wiedźmina 3. Następnie wersja beta Wiedźmińskiej Gry Karcianej rozbudowała pomysł, a kolejne potężne zmiany pojawiły się w potężnej aktualizacji zatytułowanej Homecoming. W tej chwili to trochę inna gra niż ta, w którą graliśmy jeszcze kilka tygodni temu i zupełnie inna niż ta z Wiedźmina. Wiele zmian się udało, jednak kilka rzeczy nie wyszło tak dobrze, jak powinno. Pora rozebrać Gwinta na części.

Recenzja gry Gwint: Wiedźmińska Gra Karciana – karty na stół - ilustracja #1
Tu nawet fauna i flora nie należy do przyjaznych; cóż, po coś tych wiedźminów wynaleziono.

AKTUALIZACJA: Po dodatkowym ograniu Gwinta zdecydowaliśmy się wystawić grze ocenę.

Nowe rozdanie

PLUSY:
  1. system progresji i nagradzania;
  2. ładne grafiki i animacje na kartach;
  3. spory wybór jednostek, zaklęć, artefaktów;
  4. wiedźmiński klimat;
  5. przyjemna dla ucha muzyka;
  6. losowość zredukowana do minimum;
  7. różnorodne strategie do opracowania;
  8. świeże podejście do karcianek, niepolegające na „zbijaniu” punktów życia przeciwnika;
  9. odważne zmiany w wersji Homecoming;
  10. syndrom jeszcze jednej partyjki;
  11. dobrze pomyślany, narracyjny samouczek...
MINUSY:
  1. ...który mógł być początkiem kampanii, a tej póki co nie dostaliśmy w samym Gwincie;
  2. szarobure plansze;
  3. drobne błędy kosmetyczne i techniczne;
  4. losowość zredukowana do minimum (dla niektórych);
  5. mechanika zaproponowana przez CD Projekt RED ma pewne luki.

W czasie bety Gwinta wrażenia miałem... mieszane. Zniechęcał wolny progres i zagrywanie kart wielkości znaczka pocztowego. Intrygowała mechanika, bawił karczemny klimat. Jednak mimo widocznego potencjału męczyłem się z tą grą. W tamtym stanie była zbyt toporna. Gdybym musiał się przebijać przez tamtą jej wersję kilkadziesiąt godzin w imię recenzji, to... naprawdę robiłbym to głównie dla Was. Wiem, że tamten Gwint miał wielu zwolenników, ale ja do nich nie należałem.

Homecoming zmieniło wiele. Począwszy od nastroju, przez system nagród, aż po mechanikę jako taką i balans poszczególnych kart. To dość radykalne przeobrażenie i wielu osobom może się nie spodobać, ale teraz widać potencjał, który może sprawić, że karcianka ta dotrze do szerokiego grona odbiorców. Pierwsza zmiana, jaka rzuca się w oczy, zaszła w warstwie graficznej.

Nawet menu główne przeszło spory lifting i choć pobrzmiewają w nim echa karczemnych rozgrywek (głównie w sklepie i na arenie), to jednak ma ono dużo bardziej wojenny klimat. Tak jak i cała gra, w tym przede wszystkim plansze, na których wystawiamy karty. Teraz są pełne animowanych szczegółów i zazwyczaj przypominają pole walki, przy którym stoi kierujący manewrami dowódca. Paradoksalnie to jedyna zmiana, która wyszła grze naprawdę na gorsze.

Rozumiem dlaczego „Redzi” zdecydowali się uderzyć w poważniejsze tony (choć to trochę karkołomne w przypadku gry w magiczne karteczki...), jednak w praktyce się to nie sprawdza. Ten typ rozgrywki kojarzy się z przyjemną nasiadówą i towarzyskim klimatem, a nie błotem, znojem i wybojami deszczowego pola walki. Fakt, że co druga karcianka tak wygląda, to inna sprawa. W każdym razie potrzeba chwili, by przekonać się do szarości, burości i brązów dominujących na podstawowych dostępnych „planszach”. Można wprawdzie odblokować inne scenerie, ale nie zmieniają one aż tak wiele.

DARMOWE KARTY!

Jeśli graliście w betę, to po przejściu na wersję Homecoming otrzymaliście od twórców mały prezent na start – kawałki kart w ilości najprawdopodobniej zależnej od czasu spędzonego na testach. Ja miałem ich do dyspozycji blisko trzydzieści tysięcy i dobrą godzinę poświęciłem samemu tworzeniu z nich jednostek. A na Twitterze można znaleźć wzmianki nawet o stu tysiącach. Do niektórych Mikołaj przyszedł wcześniej.

Recenzja gry Gwint: Wiedźmińska Gra Karciana – karty na stół - ilustracja #2Recenzja gry Gwint: Wiedźmińska Gra Karciana – karty na stół - ilustracja #3

Gwint kiedyś (z lewej) i dziś (z prawej).

Na plus natomiast należy zaliczyć bardziej dopracowane animacje zagrywania jednostek i efektów specjalnych oraz fakt, że karty wreszcie mają słuszny rozmiar. Szkoda, że tak słabo odcinają się od tła – są równie mroczne i „wiedźmińskie” jak pola bitew. Plansza odróżniająca się kolorystycznie od kart naprawdę robiłaby tu dobrą robotę.

Niemniej same grafiki – zarówno w wersji podstawowej, jak i animowanej – to znakomity efekt pracy artystów. Zaczerpnięte z Wiedźmina potwory, postacie i machiny bojowe sprawiają fantastyczne wrażenie. I w większości przypadków karty (co ważne) wystarczająco różnią się od siebie.

Skoro warstwę estetyczną mamy za sobą, pora zająć się resztą. Bo dobra karcianka powinna przykuwać plastyką, a zatrzymywać mechaniką.

Karty na stół!

Gwint wyróżnia się na tle konkurencji odmiennym podejściem do mechaniki. W większości karcianek o magicowym rodowodzie (Hearthstone, The Elder Scrolls Legends) chodzi o to, by zbić punkty życia przeciwnika przy pomocy jednostek i zaklęć zadających obrażenia. CD Projekt Red zaproponował przewrotny w swojej prostocie pomysł – gracz/dowódca/bohater przestaje być celem. Zwycięstwo zapewnia większy współczynnik siły jednostek obecnych na stole na koniec rundy. Dodajmy, że mecz składa się maksymalnie z trzech rund.

Recenzja gry Gwint: Wiedźmińska Gra Karciana – karty na stół - ilustracja #4
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie...

Karty zagrywamy – po jednej na turę – umieszczając je w jednym z dwóch (dawniej trzech) rzędów. Specjalizujące się w walce wręcz lub dystansowej jednostki należą do rozmaitych klas i ras, a oprócz nich mamy do dyspozycji także zaklęcia, pułapki i artefakty. Pod tym względem Gwint przypomina konkurencję – z tym, że siła żołnierza to zarazem jego punkty życia i poza rzadkimi przypadkami spowodowanymi specjalnymi zagraniami nie dochodzi do bezpośrednich starć między kartami.

Pomijając tę kwestię, karcianka CD Projektu wymusza inne podejście do gry i budowy talii. Coś takiego jak aggrodeck nie ma tu racji bytu, bo tanie jednostki nastawione na szybkie zadawanie obrażeń nie mają czego zbijać. Nawet te oddziały, które dysponują możliwością bezpośredniego rażenia przeciwnika, służą do kontrolowania sytuacji na planszy. Gwint to raj dla tych, którzy lubią grać controldeckami, kombinacjami pułapek i wzmocnieniami.

Recenzja gry Gwint: Wiedźmińska Gra Karciana – karty na stół - ilustracja #5
Mortal Kombaaaaat!

Gra stawia na inną filozofię zarządzania talią. Przed i w trakcie rozgrywki. Karty mają „wagę”, a w decku możemy mieć dowolną liczbę jednostek pod warunkiem, że nie przekraczają one wartości 165 punktów. Ten zestaw musi wystarczyć, by dwa razy osiągnąć przewagę na koniec rozdania. Zużytej w pierwszej rundzie karty nie użyjemy w drugiej, więc jednorazowe zagrania va banque zostawiamy za drzwiami i odsyłamy do romantyków od pokera i Hearthstone’a.

Taki sposób zarządzania to lekki powiew świeżości, zwłaszcza że karty z założenia dobieramy jedynie raz, na początku rundy – wprawdzie zdarzają się jednostki i zaklęcia pozwalające dociągnąć karty, ale stanowią one rzadkość. Naturalnie, istnieje w tej filozofii pewna luka. Można zostawić przeciwnika z pierwszą zagraną kartą, poddać drugą rundę i w trzeciej zrzucić mu na głowę potężną kombinację z impetem szarży husarskiej. To nagminna praktyka, która właściwie już na stałe wpisała się w grę. Niektórych będzie to irytować, ale dla mnie stanowiło miłą odmianę i część wachlarza zagrywek „nad stołem”.

TWOIM ZDANIEM

Która wersja Gwinta bardziej ci się podobała?

Ta z testów beta
51%
Ta po aktualizacji Homecoming
31,5%
Nie grałem i nie wiem
17,5%
Zobacz inne ankiety
Recenzja gry The Elder Scrolls: Legends – Magic i Hearthstone przy jednym zasiedli stole
Recenzja gry The Elder Scrolls: Legends – Magic i Hearthstone przy jednym zasiedli stole

Recenzja gry

Przyszły takie czasy, że co druga firma musi mieć swoją karciankę. Na scenę weszło właśnie The Elder Scrolls: Legends od Bethesdy – i zaliczyło całkiem dobre otwarcie, ale przyszłość tej gry stoi pod dużym znakiem zapytania.

Recenzja gry I Expect You To Die – agenci, arcyzłoczyńcy i lasery w wirtualnej rzeczywistości
Recenzja gry I Expect You To Die – agenci, arcyzłoczyńcy i lasery w wirtualnej rzeczywistości

Recenzja gry

I Expect You To Die to nie tylko gratka dla miłośników kina szpiegowskiego z lat 60. – to również świetne doświadczenie jako gra logiczna. Niestety, podobnie jak w przypadku większości tytułów wykorzystujących VR, kończy się zdecydowanie za szybko.

Recenzja gry The Turing Test - to nie jest Portal 3
Recenzja gry The Turing Test - to nie jest Portal 3

Recenzja gry

The Turing Test stanowi kolejną po serii Portal propozycję gry logicznej, w której non stop towarzyszy nam sztuczna inteligencja.