Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Destiny 2: Klątwa Ozyrysa Recenzja gry

Recenzja gry 13 grudnia 2017, 14:55

autor: DM

Strzelam i jeżdżę – wirtualnie i w realu. Później o tym piszę – krytycznie lub z zachwytem.

Recenzja dodatku Curse of Osiris do Destiny 2 – klątwa powtarzalności

Klątwa Ozyrysa to przykład, jak nie należy robić dodatków do gier. Wszechobecny recykling, niewykorzystany potencjał i bardzo mało nowości – trudno znaleźć jasne strony pierwszego dodatku do Destiny 2.

Recenzja powstała na bazie wersji PS4. Dotyczy również wersji PC, XONE

ZALETY:
  1. niezły projekt artystyczny nowych lokacji;
  2. heroiczne wersje przygód z modyfikatorami rozgrywki;
  3. nowy mininajazd wymagający ścisłej współpracy w drużynie sprawia satysfakcję.
WADY:
  1. bardzo krótka, nic niewnosząca fabuła;
  2. schematyczne misje fabularne bez nowych mechanik;
  3. recycling lokacji, przedmiotów, a nawet misji;
  4. mikroskopijna nowa planeta do eksploracji;
  5. niewykorzystany potencjał „nieskończonego lasu”;
  6. heroiczne szturmy początkowo bez modyfikatorów rozgrywki;
  7. brak ciekawych nagród za aktywności na najwyższym poziomie trudności.

Opadł już pył, a w zasadzie emocje po premierze Destiny 2 (bo jasny pył, czyli walutę w grze, nadal możemy zbierać do woli dzięki mikrotransakcjom) i niestety – po dłuższym czasie spędzonym w endgamie wyszła na jaw ogromna wada tej gry. Łatwy i szybki system zdobywania legendarnego, mocnego wyposażenia sprawił, że wiele osób po niecałych dwóch tygodniach przestało mieć powód, by grać codziennie w Destiny 2, tak jak można było to robić w pierwszej części serii. Receptą na to miał być pierwszy dodatek – Curse of Osiris (pol. Klątwa Ozyrysa).

Twórcy wielokrotnie zapewniali, jak dużo nauczyli się w ciągu ostatnich trzech lat na swoich błędach, wybrali jedną z najważniejszych postaci całego uniwersum na głównego bohatera i obiecali nową planetę do eksploracji – oczekiwania oraz nadzieje były więc spore. Niestety, nic z tego nie wyszło. Klątwa Ozyrysa wypada słabiej niż The Dark Below oraz House of Wolves – najgorsze dodatki do Destiny. Wtedy, w pierwszym roku gry, można było jeszcze dać autorom kredyt zaufania. Dziś, po trzech latach doświadczeń, mikroskopijna zawartość, żenująca fabuła i wszechobecny recykling są już nie do przyjęcia.

Przekleństwo Ozyrysa

Ozyrys istotnie został przeklęty – głównie tym, że wybrano go na bohatera pierwszego dodatku z przepustki sezonowej do Destiny 2. Z trwającej niespełna dwie godziny, mizernie skomponowanej fabuły nie dowiadujemy się o nim nic, poza faktem, że kiedyś wygnano go z Ostatniego Miasta i potrafi podróżować w czasie. Poznajemy go jako niezbyt wyrazistą postać, zupełnie przyćmioną przez swojego duszka Sagirę (świetnie zagraną w oryginalnej wersji). O wiele więcej ciekawostek znajdowało się poprzednio na niesławnych kartach Grimoire, z których Bungie teraz zrezygnowało, chwaląc się, jak już dobrze przedstawia swoje opowieści w misjach i cut-scenkach. Tymczasem historia Ozyrysa z dodatku przypomina wypracowanie szkolne pisane na kolanie na 5-minutowej przerwie, a zadania fabularne prześcigają się w ilości użycia akcji „kopiuj-wklej” na minutę.

Recenzja dodatku Curse of Osiris do Destiny 2 – klątwa powtarzalności - ilustracja #1

Kim jest Ozyrys w uniwersum Destiny?

Choć Ozyrysa nie spotykamy w pierwszej części Destiny, wiele mogliśmy dowiedzieć się o nim z kart Grimoire, będących kopalnią informacji o uniwersum gry. Ozyrys był jednym z najpotężniejszych Strażników w historii, być może nawet najpotężniejszym. Brał czynny udział w bitwie sześciu frontów (była to inwazja rasy Upadłych na Ostatnie Miasto), był uczniem Mówcy i został pierwszym dowódcą Straży Miasta, jeszcze przed Ikorą, Zavalą i Cayde-6.

Niestety, był też opętany pragnieniem poznania istoty Ciemności, która niemal doprowadziła ludzkość do upadku, a szczególnie interesowały go tajemnice rasy Vex, potrafiącej kontrolować czas. Oskarżano go o to, że zamiast skupiać się na obronie Miasta, zachęcał Strażników do badania nieznanych legend. To ponoć Ozyrys przekonał tytana Kabra, by ten ze swoją drużyną jako pierwszy udał się do Vault of Glass (miejsca pierwszego i najciekawszego najazdu w Destiny).

Ozyrys został niemalże otoczony kultem, ze sporym tłumem wyznawców i uczniów. Nie pomogło mu to jednak w roli naczelnika Straży Miasta i w końcu Mówca wygnał go, uznając za owładniętego obsesją na punkcie Veksów. Ozyrys zniknął bez śladu i nawet jego stronnicy nie wiedzieli dokładnie, gdzie jest, choć niektórzy twierdzili, że jest „jednocześnie i żywy, i martwy”. Ni stąd, ni zowąd pojawia się w fabule Klątwy Ozyrysa, informując Ikorę Rey o wzmożonej aktywności Veksów na planecie Merkury.

Recenzja dodatku Curse of Osiris do Destiny 2 – klątwa powtarzalności - ilustracja #2
Zasięg rysowania wydaje się daleki, ale nową planetę zwiedzimy w kilka podskoków. Teren do eksploracji jest mikroskopijny.

„Skończony” las

Misje z dodatku przeganiają nas ponownie przez znane już lokacje, ale główną atrakcją jest tu planeta Merkury, którą oglądamy w wersji z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Trzy różne wizje artystyczne – od kolorowej krainy, niczym z Króla Lwa, przez egipskie klimaty z piaskiem i piramidami, po mroczne pustkowie, to zdecydowane zalety dodatku. Graficy ponownie stanęli na wysokości zadania i nowe widoki naprawdę cieszą oko – choć niestety zwykle przez bardzo krótki czas. Gwoździem programu miał tu być bowiem „nieskończony las” – generowany losowo z różnych segmentów poziom, który zawsze jakoś inaczej miał nas prowadzić do którejś z wersji Merkurego.

W rzeczywistości okazało się, że „nieskończony las” to ciąg raptem kilku niewielkich platform z paroma wrogami, które istotnie pojawiają się raz bardziej w formie prostokąta, a raz kwadratu, obudowanych tu i ówdzie bryłami. Co więcej – większość z nich można po prostu przebiec w kilka sekund, bez angażowania się w walkę, a już najbardziej absurdalny jest fakt, że twórcy wyraźnie nas do tego zachęcają! Wiele z tych platform posiada bowiem coś w rodzaju bocznej bieżni, umożliwiającej ominięcie miejsca z przeciwnikami bez draśnięcia, a energetyczna brama na końcu, którą trzeba aktywować, zwykle osłonięta jest ogromną bryłą, odgradzającą nas od strzelających wrogów.

Recenzja dodatku Curse of Osiris do Destiny 2 – klątwa powtarzalności - ilustracja #3
„Nieskończony las” to zestaw kilku bliźniaczych platform, które najlepiej przebiec sprintem.

Trudno ukryć zaskoczenie po wizycie w takim „lesie”, gdyż po haśle „poziom generowany losowo” oczekujemy zwykle czegoś, co zapewnia wielokrotne powtarzanie zadania. W Klątwie Ozyrysa oznacza to jednak tylko drobne wydłużenie czasu, by osiągnąć właściwą lokację w misji. A jeszcze bardziej „trafionym” pomysłem jest fakt, że „nieskończony las” nie jest dostępny w endgamie jako teren do eksploracji czy nowych, oryginalnych wyzwań – musimy po prostu powtórzyć misję fabularną bądź przygodę, by znowu... przebiec go sprintem. Trudno chyba bardziej zmarnować potencjał czegoś, co jest generowane losowo.

Recenzja gry Mafia: Definitive Edition – Pan Remake przesyła pozdrowienia
Recenzja gry Mafia: Definitive Edition – Pan Remake przesyła pozdrowienia

Recenzja gry

Edycja ostateczna Mafii wzbudziła wśród fanów wiele emocji, wszak studio znane ze słabej Mafii 3 postanowiło ulepszyć grę, która zyskała status legendy. Efekt końcowy jest więcej niż zadowalający, choć do kilku rzeczy można się przyczepić.

Recenzja Marvel's Avengers – hej, ta gra nie jest zła!
Recenzja Marvel's Avengers – hej, ta gra nie jest zła!

Recenzja gry

Marvel's Avengers to gra usługa, która ma przyjemną kampanią fabularną i obiecujący end game. A że będzie długo wspierana, to jest nadzieja, że twórcy poprawią jej wady i z dobrej zrobią grę świetną.

Recenzja Ghost of Tsushima – wspaniałe pożegnanie PS4
Recenzja Ghost of Tsushima – wspaniałe pożegnanie PS4

Recenzja gry

Ghost of Tsushima to pożegnanie Sony z Play Station 4 w naprawdę wielkim stylu. Tę przygodową grę akcji przesycono orientalnym klimatem i wypełniono interesującą zawartością.